Pierwsze drugie życie cz. 4

with 5 komentarzy

piszą dla motyli Nika
 

– Och, cukiereczku! – gruba murzynka zaśmiała się rubasznie i z impetem klepnęła po szerokich udach, szczelnie wypełniających szare spodnie roboczego kombinezonu. – Śliczna jesteś! Czemu cię ten playboy Tony wysłał na koniec świata?

Zazwyczaj trzyma takie sztuki blisko siebie, dokończyła w myślach, bo choć zwykle mówiła wszystko prosto z mostu, to tym razem nie chciała zbytnio wystraszyć dziewczyny.

– Pani Taylor…

– Jackie! Mów mi Jackie, kochanie! Tylko nie babciu Jackie, jak Rico, bo choć mam ośmioro wnucząt to wcale się babcią nie czuję, ha! – zagrzmiała śmiechem i kokieteryjnie poprawiła kolorową spinkę przytrzymującą gładko zaczesane, czarne jak smoła włosy. – No dobrze, chodźmy!

Kobieta ruszyła środkiem hali, szerokim gestem wskazując kolejne regały. Marie Anne podążyła za nią z uśmiechem, każdy kolejny krok stawiając z coraz większą pewnością.

– Oto całe moje królestwo! Magazyn odzieży roboczej i sprzętu osobistego! Kombinezony, rękawice, kaski. A po prawej sanitarka, bo udzielamy też pierwszej pomocy. Niestety wypadki, jak w każdej fabryce, czasem się zdarzają. Słuchasz mnie, kochanie?

Murzynka stanęła jak wryta.

– Słuchasz mnie?

Marie kiwnęła głową.

– Wypadki się zdarzają – powtórzyła.

– Coś taka blada? Chyba nie boisz się widoku krwi? – Kierowniczka chwyciła się pod boki.

– Nie, Jackie – szepnęła dziewczyna. – Nie boję się.

***

– I jak tam, D’ Lacroix? Nowe miejsce jest w porządku? – Tony z nonszalancją przerzucił kilka dokumentów, wstał, odszedł od biurka i oparł się o parapet, krzyżując ręce na piersi. Z mieszanymi uczuciami przyglądał się dziewczynie. Dwa dni. Obiecał sobie, że nie będzie zaglądał na magazyn. Obiecał sobie, że nie będzie myślał o ciemnych, pięknych oczach. Wytrzymał dwa dni i pod byle pretekstem wezwał podwładną do biura. Był na siebie wściekły. I równocześnie czuł niezwykle przyjemne, ciepłe napięcie w podbrzuszu.

– Tak, Jackie… To znaczy pani Taylor jest bardzo sympatyczna. – Beretti z satysfakcją obserwował jak pełne usta układają się w nieśmiały, uroczy uśmiech.

– Znaczy… Jesteś zadowolona?

– Tak. I dziękuję. Dziękuję za drugą szansę. – Na chwilę zatrzymała wzrok na ustach mężczyzny, tylko po to by szybko skromnie opuścić powieki.

Beretti wstrzymał oddech. Cholera! zwilżył suche wargi.

– Marie, chciałbym… Chciałbym żebyś coś dla mnie zrobiła.

– Tak? – Lekki niepokój w głosie był równie pociągający, co podniesiona brew.

– To nic takiego. Chodzi tylko o popołudniową zmianę. Marquez się rozchorował, a Smith jest na urlopie. Chciałbym żebyś w piątek wróciła na linię. Jackie sobie poradzi.

Marie Anne wzięła głęboki oddech.

– Nic się nie martw! – Mężczyzna uspokajająco wyciągnął przed siebie dłoń. – Będę na miejscu do końca zmiany.

– To… – westchnęła. – To nawet nie o to chodzi. Ja… Nie będę miała jak wrócić. Ostatni autobus na stancję odjeżdża godzinę przed końcem pracy.

– Nie ma problemu, Mari! – Tony rozłożył ręce na boki w geście zaproszenia. – Ty pomagasz mi, ja pomagam tobie. Z przyjemnością cię odwiozę.

Nawet nie zdajesz sobie sprawy z jak wielką przyjemnością, uśmiechnął się szeroko do dziewczyny.

***

– Dzięki, to tutaj! – Marie w pośpiechu zgarnęła torebkę, jakby chciała jak najszybciej ulotnić się z samochodu szefa. Choć całą jazdę zachowywał się przyzwoicie, a nawet kilkukrotnie rozbawił dziewczynę, opowiadając stare kawały, to jednak zatrzymanie samochodu w piątkowy wieczór, po odwiezieniu kobiety pod drzwi domu, miało swój przewidywalny ciąg dalszy.

– Tutaj?! W hotelu robotniczym! – rzucił podejrzliwe spojrzenie na obskurny budynek. – Myślałem, że wynajmujesz gdzieś pokój.

– Tu wynajmuję pokój. Dzięki, cześć!

Beretti spode łba rzucił okiem na kilku zarośniętych facetów, żłopiących piwo na ławce przed wejściem. Miejsce coraz mniej mu się podobało.

– Marie Anne, stój! Cholera! Nie puszczę cię samej!

– Daj spokój, codziennie wracam sama. Znam ich, są niegroźni.

– Bez dyskusji! Nie podoba mi się tutaj!

Trzaśnięcie drzwi samochodu przypieczętowało decyzję.

– Ok, ale tylko do wejścia. – Dziewczyna śmiechem zamaskowała obawę.

– Tylko do wejścia. Muszę się upewnić, że jesteś bezpieczna. – Szef podniósł ręce w geście zgody. Mijając pijaczków, opiekuńczo położył dłoń na plechach kobiety.

– Nie powinnaś tu mieszkać – skomentował, gdy znaleźli się sami na obskurnej klatce.

– Nie powinnam wielu rzeczy – zaśmiała się dziewczyna.

– Mari, ja nie żartuję. To nie jest bezpieczna dzielnica, a ten lokal to już w ogóle nie miejsce dla grzecznych panienek. – Uśmiechając się udawał groźnego, ale naprawdę był wkurzony zaobserwowaną sytuacją.

– No cóż… Nie każdą grzeczną panienkę stać na ładny, bezpieczny domek z ogródkiem.

– Mari, przestań! Znajdę ci coś lepszego, a już na pewno bezpieczniejszego. A na razie… – stanął w progu brzydkiego, ciemnego pokoju. Rozglądnął się z niesmakiem i kiełkującym uczuciem współczucia dla dziewczyny. – Na razie zarygluj dobrze tę dyktę, którą nazywasz drzwiami. Trzymaj się!

Niespodziewanie dla siebie i Marie, nachylił się szybko i pocałował dziewczynę w policzek. Nim zdążyła zaprotestować, był już w połowie schodów prowadzących na parter.

Kurwa! Jak nieopierzony gówniarz! Po chwili mężczyzna siedząc w samochodzie walnął z otwartej dłoni w kierownicę pick–up’a.

***

– Ty, patrz, patrz! – Młody robotnik odstawiając kubek z kawą zamachnął się wierzchem dłoni na siedzącego obok kolegę. Ruchem głowy wskazał na kilka osób stojących przy ladzie z jedzeniem. Było oczywiste, że miał na myśli tylko dwie z nich. Odwrócony tyłem do sali mężczyzna nachylił się do stojącej bokiem kobiety. Nawet z odległości kilkunastu metrów widać było napięte mięśnie przedramienia i zaciśniętą w pięść dłoń szefa.

– Co to kurwa jest?! – Tony warknął i czując na sobie wzrok podwładnych, ledwo powstrzymał się przed zaciśnięciem dłoni na szczupłej twarzy kobiety. Wbił wzrok w dwu centymetrową, jednoznaczną ranę na kości policzkowej. – Kto ci to zrobił?!

– To nic takiego. Nic się nie stało, Tony! Proszę cię, nie tutaj… Wszyscy na nas patrzą! – Kobieta rozejrzała się po sali. Z zażenowaniem założyła kosmyk włosów za ucho.

– Kto?! Gadaj! – szef wycedził przez zaciśnięte zęby.

– To… W hotelu. Ale nic się nie stało, naprawdę! – Marie machinalnie schowała przed wzrokiem mężczyzny prawą dłoń. Zdarta do krwi skóra na kłykciach pięści sprowokowałaby kolejne pytania.

– Wiedziałem, że tak się to skończy! Kurwa, masz mi mówić o takich rzeczach! Rozumiesz?!

Marie Anne kiwnęła głowią bez słowa.

Nachylając się nad kobietą, Beretti przezornie rozejrzał się po sali. Kilkunastu jedzących obiad pracowników pilnie udawało pełne skupienie na posiłku.

– I to od razu! Przecież widzę, że to ma kilka dni! – Wziął głęboki oddech. Może faktycznie tym razem nic więcej się nie stało. Ale nie zamierzał ryzykować. – Skończysz dziś wcześniej. Zabieram cię stamtąd!

– Ale…

– Ani słowa, D’ Lacroix ! – warknął. – Po przerwie widzę cię w biurze.

Ściskając tacę, wyprzedził dziewczynę w kolejce, by po chwili usiąść z wpatrzonymi w swoje talerze, niespotykanie milczącymi mechanikami.

***

Trzymając podróżną torbę w jednej ręce, drugą dłonią położoną tuż nad biodrem, Tony delikatnie popchnął dziewczynę przed siebie. Schody nie były strome, a jednak zatrzymała się tuż przy pierwszym. Zaśmiał się w duchu sam z siebie, czując, że i jemu przydałaby się zachęta. A właściwie odrobina śmiałości. Pomimo licznych romansów, czuł się dziwnie głupio, po raz pierwszy przyprowadzając do domu dziewczynę. Która w dodatku wcale nie była jego dziewczyną.

– Mamo! – Spojrzał z szacunkiem na stojącą w progu kobietę. – Przepraszam, nie miałem jak cię poinformować wcześniej. To jest Marie Anne. Spędzi u nas kilka dni, dopóki nie znajdzie odpowiedniego lokum do zamieszkania.

Matka spojrzała na wyraźnie zawstydzoną dziewczynę, następnie przerzuciła wzrok na syna. Z jego miny odczytała wszystko, co chciała wiedzieć. Ponownie spojrzała na niespodziewanego gościa. Uśmiechnęła się dobrotliwie.

– Wejdź, kochanie! – Przesunęła się, by przepuścić wchodzących. Położyła dłoń na ramieniu dziewczyny. – Zaraz będzie kolacja.

Godzinę później Anthony racząc się lekkim, stołowym winem przyglądał się Juli szczebioczącej do nowej znajomej. Odłożył kieliszek, wstał od stołu i podszedł do krzątającej się w kuchni kobiety.

– Mamo, muszę ci coś powiedzieć – szepnął, zerkając przez otwarte drzwi na zagadane w jadalni dziewczyny.

Poważny głos syna sprawił, że kobieta odłożyła trzymaną w ręce ścierkę i zastygła w bezruchu. Po kilku wypowiedzianych przez syna słowach, jakby w szoku, dłonią przysłoniła usta. Potem wpatrzyła się w roześmianą Mari i wytarła kilka bezwiednych łez.

***

– De’Lacrox, spóźnienie! – zerkając znacząco na zegarek, z udawaną złością, Tony krzyknął przez pół hali, zagłuszając większość maszyn. – Jeszcze raz i masz po premii!

Kilku pracowników podniosło głowy znad taśmy, by w momencie powrócić do pracy. Beretti zaśmiał się w duchu przypominając sobie opory dziewczyny . „Zapomnij! Nie będę z tobą jeździć do pracy! Chcesz, żeby plotkowali?!”. Gdyby tylko wiedziała jak rzadko jeżdżą autobusy w kierunku fabryki.

Plotki. Były, są i będą. Beretti nigdy sobie z nich nic nie robił. Właściwie nawet nigdy nie krył się ze swoimi kolejnymi relacjami z co ładniejszymi podwładnymi. Aż do tej pory. Tym razem on też nie chciał żeby widzieli, żeby mówili. A akurat teraz, przynajmniej jak na razie, nie mieliby w ogóle o czym mówić. Co też powoli zaczęło go irytować. Chodził rozdrażniony, niespełniony, głodny. Doznawał równocześnie śmiesznego i dziwnego, ale przede wszystkim przyjemnego uczucia, kiedy rano pił z Mari kawę, a wieczorem jadł kolację, podawaną przez tajemniczo, acz dobrotliwie uśmiechającą się matkę. Pomimo, że dziewczyna kilkukrotnie przyłapała go na ukradkowych spojrzeniach, nie podjęła gry, odpowiadając jedynie zdawkowym uśmiechem. Bez wyraźnego przyzwolenia, Tony nie mógł, nie chciał posuwać się dalej. Ile razy przeniósł wzrok z Mari na siostrę, czuł wewnętrzną blokadę. Poczekam. Kurwa, poczekam! marszczył brwi i zapalał papierosa.

***

Myślał, że ona nie pali, więc tym bardziej zaskoczyła go scena przed bramą. Zauważył Mari bez słowa wychodzącą w godzinach pracy. Stanęła z boku budynku, wyraźnie na kogoś czekając. Po kilku chwilach pojawił się wysoki, jasnowłosy mężczyzna. Dyskutowali. De’Lacrox kilka razy podchodziła do niego wkurzona, odwracała się, nerwowo przeczesywała włosy. W końcu poczęstowana papierosem, oparła się o murek i skrzyżowała ręce na piersi.

– Kurwa, to nie takie proste jak myślisz! – desperacko krzyknęła do blondyna.

– Co nie jest proste, Mari? Wszystko w porządku? – Beretti podszedł i lustrując nieznajomego stanął przy boku kobiety.

Mężczyzna ze zdziwieniem przyjrzał się Anthony’emu.

– Czy on?…

– On?! Nie, nie! Coś ty! – machnęła ręką, jakby odganiała muchę. – Tak, Tony – odwróciła się do szefa. – Wszystko w porządku. Dziękuję.

– To wracaj do pracy – warknął. – Opuściłaś stanowisko!

– Przepraszam, już idę. – Dogasiła papierosa. Rzuciła ostatnie spojrzenie blond przybyszowi.

– Zastanów się. Nie masz zbyt wiele czasu! – rzucił na odchodne. Nie brzmiało jak groźba. Raczej jak ostatnie ostrzeżenie.

– Kto to był? – Zaraz za drzwiami Tony szarpnął dziewczynę za rękę. – Czego od ciebie chciał?

– To tylko stary znajomy. Puść mnie, to boli.

– Czego chciał? – Tony cofnął dłoń, ale przyparł dziewczynę do ściany korytarza. Przezornie rozejrzał się na boki, ale wiedział, że mało kto zapuszcza się w tę część fabryki.

– To jeszcze stare sprawy z Europy. Tony! Muszę wracać do Jackie!

– Ja ci powiem, kiedy wrócisz do pracy! – warknął. – Czego chciał, pytam! Na co nie masz czasu?

Chwycił dziewczynę za brodę, ale w odpowiedzi jedynie potrząsnęła głową.

– Wkurwiasz mnie, Mari! Na co nie masz czasu? Gadaj!

– Chodzi… Chodzi o dom po rodzicach. Mam się zrzec pozostawionego we Francji majątku.

– Kłamiesz, De’Lacroix! Nad czym się masz zastanowić? Na co nie masz czasu?!

Wargi dziewczyny zaczęły drżeć, w oczach pojawiły się pierwsze łzy. Beretti zluzował uścisk.

– Deportują mnie ze Stanów, Tony. Nie chciałam ci mówić, bo… Nie chcę nadużywać twojej pomocy. Deportują mnie! Rozumiesz?! – dziewczyna rozpłakała się na dobre. – Bez stałej pracy i meldunku znajdą mnie i deportują…

– Nie chciałaś mi mówić? Mało ci pomagam?! – Tony w zaskoczeniu złapał się za głowę. – Mało?! Przecież mogę ci pomóc, Mari!! Cholera! Mogę i chcę ci pomóc! Kochanie…

Wycierając łzy, powoli przesunął dłoń na policzek dziewczyny. Wsunął palce w kasztanowe włosy. Drugą ręką mocno przyciągnął do siebie. Wpił się wargami z drżące, miękkie usta. Pozbawiając dziewczynę tchu, całował z całej siły, błądził dłońmi po wąskiej tali i krągłych piersiach.

– Mari – szeptał pomiędzy pocałunkami. – Mówiłem ci! Cholera, masz mi mówić o takich rzeczach!

N
Oto Nika:

39 lat i kilka ważnych zmian w życiu, w tym jedna nadchodząca tyle niespodziewanie co szybko... Pisanie jako sposób na odreagowanie, wyrzucenie myśli, często tych czarnych, niewygodnych do słuchania przez męża czy przyjaciółkę... Pisanie, jako sposób, by nie zwariować i nie trafić do więzienia lub kostnicy ;)

N
Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Asia
    | Odpowiedz

    To opowiadanie jest tak rożne od innych tu obecnych…Gdy je czytam przenoszę sie w tamte czasy, a przed oczyma wyobraźnia przedstawia mi akcje w czarno-białych kolorach. ☺️Jest to tak niesamowite i tak wciąga, ze gdy kończy sie dany fragment odczuwam jakas dziwna pustkę…🙄ktorej nie potrafię nazwać😅, bo jest to inne uczucie niż niedosyt czy ciekawość. 🤔Sama sie sobie dziwie, bo czasy wojenne nigdy mnie jakoś bardzo nie fascynowały, a to wlasnie chyba ten klimat tak na mnie działa. Kobieto co ty ze mną robisz ? 😳

  2. k
    kate
    | Odpowiedz

    To prawda jest różne od innych i bardzo wciąga . Jest tak jakby się było w tym samym miejscu co bohaterowie i przeżywało się to co się dzieje razem z nimi. Świetne

  3. G
    Grażynka
    | Odpowiedz

    To jest cudowne ❤️ wyborny klimat – tak jak napisała przedmówczyni, czuję się jakbym przeniosła się w tamte czasy ; świetnie opisane emocje targające bohaterami – przez co opowiadanie mega mnie wciąga i najchętniej pochłonęłabym od razu całość 😀

  4. A
    Aaa
    | Odpowiedz

    Mam wrażenie że nie będzie długo i szczęśliwie?

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    No i proszę! Anthony Beretti pokazał drugie oblicze – troskliwego opiekuna. A i wykazał się cnotą cierpliwości 🙂 Ładnie z jego strony, że zaproponował Mari gościnę. Poruszyłaś istotny wątek – czasem mężczyźni pozwalają sobie na mocno niefajne odzywki czy zachowania wobec kobiet, ale gdyby jakiś facet tak się zachował wobec ich żony, matki, siostry, to laliby pysku aż by wióry leciały – optyka im się wtedy zmienia diametralnie.
    Co do błędów, to wciąż popełniasz te same – bez urazy. Jeśli naprawdę zależy Ci by pisać dobrze, to popracuj nad konstrukcją i sensem zdań. Oczywiście, to moja opinia i wiele osób by się ze mną nie zgodziło. A i Ty możesz myśleć, że się czepiam, bo przecież innym się podoba i chwalą. Uważam opowiadanie za interesujące, ale myślę, że pod względem warsztatowym utyka. Wierzę, że stać Cię, Niko, na więcej. i tylko dlatego tak się czepiam 🙂

Napisz nam też coś :-)