Pierwsze drugie życie cz. 5

with 12 komentarzy

piszą dla motyli Nika
 

Na przemian klnąc i łapiąc oddech, Tony zbiegał na główną halę, pokonując po trzy, cztery schody naraz.

– Kurwa! Nie! – Dopadł do metalowych drzwi. – Boże!… – zmienił inwektywy w bezgłośne błaganie Najwyższego. Widok nie pozostawiał złudzeń. Grube na dziesięć centymetrów ściany kotła powyginały się na wszystkie strony jak płatki dojrzałej róży. Ciśnienie wewnątrz maszyny wydostając się gwałtownie, rzuciło kilkoma pracownikami o ścianę, na podłogę, na ostre, wystające elementy innych urządzeń. Beretti torując sobie drogę poprzez grupę gapiów szybko ocenił poszkodowanych. Trzech robotników, krwawiąc wiło się na ziemi. Dwóch pod ścianą nie dawało oznak życia. Rozpruty w pół Chińczyk, którego nazwiska nigdy nie mógł spamiętać, zastygł na taśmie transportowej z dziwną, na wpół uśmiechniętą miną.

Tony odwrócił się do grupy kilkunastu zgromadzonych wokół pracowników. Wielu z nich stało w szoku, nie mogąc się ruszyć. Kilka starszych kobiet zanosiło się płaczem. Ktoś zemdlał. Ktoś zwymiotował. Mężczyzna rzucił okiem na drugi kocioł.

– Kurwa mać! – Rzucił się na czerwony zawór bezpieczeństwa. – Ewakuacja! Na zewnątrz! Już!

Jakby dopiero po sekundzie, którą tłum potrzebował na zakonotowanie informacji, robotnicy ruszyli do ucieczki.

– Boże, błagam!… – Tony dopadł do ciśnieniomierza. Wskaźnik powoli, ale jednak opuszczał czerwoną strefę. Wśród jęczących rannych już uwijali się sanitariusze od Jackie. Tony nagle uświadomił sobie, że w tłumie dostrzegł znajomą twarz. Z pustym, beznamiętnym wzrokiem, z rękami w kieszeniach Marie Anne stała i patrzyła na wijących się z bólu rannych tak, jak patrzy się na końcówkę gonitwy, której wynik jest już przesądzony. Półprzymknięte, puste oczy. Mina bez wyrazu, jakby znudzona, zblazowana. Jakże inna, odstająca od przerażonych, zszokowanych, płaczących pracowników.

– Beretti! – Głos głównego sanitariusza wyrwał go z oszołomienia. – Beretti! Kurwa, dzwoń po karetkę!

***

Pomimo dwóch kieliszków w dłoni, wspinając się powoli na piętro, Tony łyknął wytrawnego wina prosto z butelki. Wiedział, że wytrawne to nie jest coś co kobiety lubią najbardziej, ale w domu nie było innego. Nie było też siostry, matki ani babci, które udały się na wieczorne, pierwszo-piątkowe nabożeństwo. Była za to Mari. Sama w swoim pokoju. Czekająca. Tak przynajmniej myślał. On sam już nie mógł dłużej czekać. Buzujące w krwi wino podpowiadało, że ma rację – Marie Anne czeka na niego. Choć nawet nie wiedziała, że jest w domu.

Zapukał do drzwi sypialni dla gości. Otworzyła.

– Jesteś pijany, Tony – stwierdziła z niesmakiem.

– Nie, kochanie. Jestem zmęczony. To był ciężki tydzień. Straszny tydzień. – Lekko ucałował dziewczynę w usta i postawił kieliszki na blacie małego stolika. Faktycznie, czuł przede wszystkim zmęczenie. Może nawet nie chciał iść dziś do łóżka. Może zwyczajnie potrzebował jedynie przytulenia. – Ale i tak mam co świętować.

– Masz co świętować? – Marie podniosła brew. Zmoczyła usta w rubinowym płynie.

Beretti wstał i z tylnej kieszeni wyciągnął złożony na cztery dokument.

– Nie chciałem ci mówić, żeby nie rozbudzać nadziei. Nie było łatwo, Marie, mogło się nie udać, jesteś dopiero na próbnym…

Dziewczyna chwyciła kartkę „Umowa o pracę”.

– Na stałe – dodał Beretti, z oczekiwaniem wpatrując się w twarz dziewczyny.

– Boże, Tony! – Marie Anne odłożyła wino, usiadła na kolanach mężczyzny. – Nie wiem jak ci dziękować.

Wiesz dobrze, Marie” – przeleciało mu przez myśl, tak jak i wewnętrzny głos, że jest skończoną świnią. Już o to nie dbał. Chwycił w dłonie twarz dziewczyny. Zaczął całować coraz mocniej, bez opamiętania.

– Tony, nie… – delikatnie odsunęła jego dłonie. – Nie chcę…

– Chcesz, kochanie. Od początku chciałaś. – Wbijał wargi w zgrabną szyję.

– Ok, chcę, ale nie tak! Jesteś pijany! – Odsunęła mężczyznę od siebie. Wściekły, zepchnął ją z kolan. Wstał z fotela.

– Nie jestem pijany, Marie Anne! Wziąłem tylko jednego łyka, teraz na schodach. Po tym całym tygodniu jestem cholernie zmęczony i jedyne czego chcę dziś od życia to przytulić się do ciebie. Ale ty chciałaś chyba tylko tego!

Teatralnym gestem uniósł umowę i z impetem rzucił nią o blat stołu.

– Dobranoc, Marie. – Ruszył w kierunku drzwi. – Śpij dobrze.

– Nie chcesz mnie, Tony – szepnęła.

– Co? – Zatrzymał dłoń na klamce.

– Uwierz mi, nie chcesz takiej mnie. A ja nie jestem inna i nie mam zamiaru udawać, że jest inaczej. Nie mam zamiaru cię okłamywać.

– O czym ty mówisz? – Mężczyzna powoli się odwrócił.

Dziewczyna stała skulona, z pochyloną głową, trzymając się za ręce.

– O mojej przeszłości. Gdybyś wiedział…

– Gdybym wiedział co?! – krzyknął z niecierpliwością.

Marie odsłoniła rękaw koszuli. Czarny tatuaż ostro odznaczał się od bladej skory przedramienia.

– Moje ciało… Nie spodoba ci się. – Kobieta odpięła kilka górnych guzików zbyt dużej koszuli. Skóra na bladym, szczupłym ramieniu ujrzała światło dzienne.

– Co ty pieprzysz, Mari?! Jest piękne! Jest idealne. – Mężczyzna doskoczył do niej w amoku i chwycił za przedramiona, wzrokiem błądząc po odkrytych i ubranych częściach ciała dziewczyny.

– Tak, Tony, jest idealne. Piękne. Nie domyślasz się, dlaczego? Byłam w obozie dwa lata. Oprócz tatuażu, nie ma na nim żadnego śladu. Żadnego! Nie rozumiesz? Nigdy nikt mnie nie uderzył, nie skrzywdził. Nie cierpiałam głodu. Miałam własny pokój, ładne stroje, smaczne posiłki…

Beretti opuścił ręce. W zdumieniu przypatrywał się dziewczynie, jakby opowiadała bajki. Jakby wskutek traumatycznych przeżyć oszalała, wyparła wszystko ze świadomości.

– Nie chcesz mnie! Jeśli teraz powiem ci prawdę, to tylko będziesz się mnie brzydził! Ale nie potrafię i nie chcę cię okłamywać!

Beretti pokręcił głową jakby nie dopuszczając do siebie nacierających jak nawałnica, okropnych informacji. Z przerażeniem patrzył na skuloną, drżącą dziewczynę.

– Tony… Musisz wiedzieć, że od pierwszego do ostatniego dnia byłam kochanką Maxa Schillera, komendanta Maxa Schillera!

Wyjdź! Kurwa, Tony, wyjdź! Nie pakuj się w to!” – urażona duma domagała się jednoznacznej reakcji. Odwrócił się do drzwi. Zaczerpnął powietrza i wziął głęboki zamach. Głuchym odgłosem prawa pięść wylądowała na drewnianej framudze.

– Kurwa!!! – wrzasnął sam do siebie. „Dlaczego nie może być dobrze?! Dlaczego nie może być normalnie?!”

Oparł czoło o wciąż zaciśniętą pięść.

– Mogłaś mi tego nie mówić… – szepnął po chwili.

Mamo, dlaczego nie jestem podobny do ciebie ani do taty. Dlaczego mam jasne włosy?” Mogła mu tego nie mówić. Powiedzieli by inni. Inni oceniający jego matkę. Dowiedziałby się od nich lub kiedyś sam by się domyślił. Ocenił, jak inni nie mając do tego prawa. Znienawidził. Ale matka, gdy uznała, że jest na tyle duży by znieść taką wiedzę, postanowiła opowiedzieć w jakich dramatycznych okolicznościach znalazł się na tym świecie. A jak bardzo, pomimo wszystko, go kocha.

Tony odwrócił się do dziewczyny. Stała bez ruchu, bezbronna, jak obnażona z największych sekretów. Jak cudzołożnica czekająca na ukamienowanie.

– Mogłaś mi nie mówić, ale mogłaś się też nigdy nie zjawić. Jednak się zjawiłaś. Mam żałować? Zjawiłaś się i pokazałaś mi swoją najciemniejszą stronę – marszcząc brwi zrobił krok w kierunku dziewczyny. Szybko, nieczule położył dłoń na jej policzku. – I co teraz? Mam cię ocenić? – dołożył drugą rękę. – Pierdolę twoją przeszłość, Marie! Liczy się tu i teraz! My tu i teraz! Rozumiesz?

Z całej siły przyciągnął dziewczynę i mocno pocałował. Przesunął usta na szyję i odsłonięte ramiona. Szarpnął za rękaw koszuli, uwalniając gładką, jasną skórę. Marie Anne przez moment stała bez ruchu, poddając się dotykowi mężczyzny. Po chwili, jakby przywrócona do życia, wsunęła palce w jasne włosy i przyciągnęła głowę kochanka do piersi, rozrywanej od środka przez szalejące z emocji serce.

***

– Tony! – Marie z impetem wpadła do dyżurki szefa. Wyglądała na wystraszoną, a przynajmniej przejętą. – Proszę cię, musimy pogadać!

– Hej, spokojnie! – Beretti usadził dziewczynę na krześle. – Co się stało?

Uspokoiła oddech, wyprostowała się, przygładziła włosy.

– No co jest? Mów, co jest takie pilne! – uśmiechnął się z czułością.

– W sumie to nic takiego. Chciałabym wyjść jutro trochę wcześniej i załatwić coś na mieście. I… Potrzebuję pieniędzy. Czy byłoby problemem… – spojrzała prosząco. – Gdybym dostała zaliczkę wypłaty?

Tony odsunął się od dziewczyny.

– Z wyjściem nie będzie wielkiego problemu, ale zaliczka… Musiałbym pogadać z kadrami.

Marie ze smutkiem opuściła głowę.

– Albo sam ci pożyczę. Ile potrzebujesz?

– Nie, nie chcę od ciebie pieniędzy! – zaprzeczyła gwałtownie.

– Powiedziałem „pożyczę”. Nie rzucaj się, Mari. – Tony roześmiał się widząc zakłopotanie dziewczyny. – Ale jest jeden warunek! – podniósł palec do góry.

Okrągłe ze zdziwienia oczy same zadawały pytanie.

– Kupisz sobie coś ładnego. Najlepiej kostium kąpielowy!

– Kostium? Po co? – Marie zdziwiła się jeszcze bardziej, ale kąciki ust wyraźnie zaczęły się unosić.

– Kończy się lato, pomyślałem, że moglibyśmy – konspiracyjnie ściszył głos. Zbliżył usta do ucha dziewczyny. – Wyskoczyć nad jezioro na kilka dni. Mam już dosyć matki za ścianą. Może w niedzielę?

– W niedzielę? W tą niedzielę przed poniedziałkiem?

– A są jakieś inne? – prychnął rozbawiony i pocałował płatek ucha. – I masz jakieś inne plany?

– A praca?

– Wyrobię się z raportami przed piątkiem i wezmę parę dni wolnego. Ostatnio był bardzo napięty czas, obojgu nam przyda się kilka dni odpoczynku.

– A ja? Tony, ledwo zaczęłam pracę! Nie dostanę teraz urlopu.

– Nie dostaniesz? Dostaniesz – przeciągnął się leniwie na krześle. – Dostaniesz, jeśli tylko ładnie poprosisz szefa – mrugnął okiem i zaśmiał się szelmowsko.

– Ej! – Już całkiem zrelaksowana Marie trzepnęła mężczyznę w ramię. – No ok, przemyślę tą „proposition immorale”.

Francuski akcent i erotycznie zmrużone oczy jednoznacznie podziałały na mężczyznę.

– Lepiej idź już, Mari, bo jak nas oboje wywalą, to już nie będziemy potrzebowali urlopu.

Odprowadził wzrokiem krągły tyłek dziewczyny. Uśmiechnął się sam do siebie. Pożądanie powoli ustępowało poczuciu błogości. Był szczęśliwy. Spełniony. Uspokojony, kiedy widział uśmiech na ukochanej twarzy. Nienawidził kiedy się bała. Przed oczami stanęła mu roztrzęsiona twarz dziewczyny, gdy kilka dni wcześniej w środku nocy obudził ją bezdech paniki.

Deportują mnie, Tony. Zobaczysz, przyjdą po mnie!” – nie mogła złapać tchu. „Już idą!”.

Nikt po ciebie nie przyjdzie, Mari! Nie deportują cię, nie pozwolę na to. Przyjechałaś do Stanów, żeby zacząć drugie, lepsze życie. Nie ma powrotu! Obiecuję ci, że nigdy nie wrócisz do tej cholernej, ciągle targanej wojnami, popieprzonej Europy! Nie pozwolę na to! Rozumiesz?!” Gładząc miękkie, brązowe włosy musiał powtarzać to tak długo, póki nie zasnęła wtulając policzek w jego pierś. „Nie pozwolę na to” – powtarzał już tylko dla siebie.

***

Wrześniowy podmuch wiatru niespodziewanie przebiegł po mokrej od potu koszulce spracowanego mężczyzny i wznosząc się ku górze zatrwożył zielone jeszcze liście brzóz, zapowiadając nadejście tego co nieuchronne. Beretti odłożył na bok siekierę i z zadowoleniem przyjrzał się sporemu stosowi rozłupanych pni. Mógł być już nad jeziorem Michigan, ale obiecał matce, że w sobotę zajmie się jeszcze pracami domowymi, ostatnio wciąż odkładanymi na później. Zmęczony przymknął oczy wystawiając twarz do popołudniowego słońca. Choć grzało jeszcze dość mocno, już cieszyła go perspektywa zimowego palenia w kominku. Z tulącą się do niego ukochaną kobietą. Głęboko zaciągał się jesiennym powietrzem, gdy ciszę przedmieścia przeszył histeryczny krzyk Julii.

N
Oto Nika:

39 lat i kilka ważnych zmian w życiu, w tym jedna nadchodząca tyle niespodziewanie co szybko... Pisanie jako sposób na odreagowanie, wyrzucenie myśli, często tych czarnych, niewygodnych do słuchania przez męża czy przyjaciółkę... Pisanie, jako sposób, by nie zwariować i nie trafić do więzienia lub kostnicy ;)

N
Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Ania
    | Odpowiedz

    Mnie zastanawia to jej zachowanie przy wypadku. Obojętność rozumiem, ale lekceważenie? Chyba że taki odruch obronny?

    • Anonim
      | Odpowiedz

      Może… Czemu nie? Różne są reakcje, różne są postawy. Widzimy twarz, ale często to tylko maska. Nie wiemy co dana osoba przeżyła w życiu, co kryje się w kolejnych warstwach jej duszy… Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

    • N
      Nika
      | Odpowiedz

      Wszystko wyjaśnia się w swoim czasie 🙂 Pozdrawiam!

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ha! To taką tajemnicę Mari nosiła w sobie. Zaskoczyłaś mnie, Niko. A Tony ma swoją tajemnicę – zdaje się, że nie mniej trudną i bolesną. Takie różne przypuszczenia mi się majaczą, ale nie będę zbytnio wybiegać w przyszłość – poczekam cierpliwie na pomysły Autorki, bo zdecydowanie warte są poczekania 🙂
    Jak na moje oko – ta część jest zdecydowanie lepiej napisana, ale paru rzeczy się czepię:

    “…szybko ocenił poszkodowanych.” – ocenił straty?

    Jakby dopiero po sekundzie, którą tłum potrzebował na zakonotowanie informacji, robotnicy ruszyli do ucieczki. – “po sekundzie, której” ; “zakonotować” znaczy “zapamiętać”

    “pierwszo-piątkowe” – pisze się “pierwszopiątkowe”

    “Buzujące w krwi wino podpowiadało, że ma rację – Marie Anne czeka na niego. Choć nawet nie wiedziała, że jest w domu.” – Logika Tony’ego jest porażająca 🙂 Aż tak słabej głowy, żeby od łyka wina mu w niej buzowało, to Tony chyba nie ma 🙂

    “Zapukał do drzwi sypialni dla gości. Otworzyła.
    – Jesteś pijany, Tony – stwierdziła z niesmakiem.” – po czym Mari tak z marszu, od progu poznała, że Tony pił? Więcej, uznała, że jest pijany? Zataczał się? Ział na nią alkoholem? Po tym jednym łyku?

    “Marie podniosła brew. Zmoczyła usta w rubinowym płynie.” – czegoś tu brakuje.

    “Beretti wstał” – a kiedy usiadł?

    “Marie Anne odłożyła wino, usiadła na kolanach mężczyzny.” – kieliszek się odstawia. Nieco zdumiewa mnie swoboda Mari – pamiętam, że poprzednia część zakończyła się pocałunkami, ale całował Tony, a jak na to zareagowała Mari? Czy były między nimi inne czułości? Czy też to wskoczenie na kolana mężczyzny wyszło samo z siebie? A potem znowu tekst: “Jesteś pijany!”

    Dziewczyna stała skulona, z pochyloną głową, trzymając się za ręce. – “trzymając się za ręce”? Sama się trzymając?

    “Kobieta odpięła kilka górnych guzików zbyt dużej koszuli. Skóra na bladym, szczupłym ramieniu ujrzała światło dzienne.” – …koszuli, odsłaniając blade, szczupłe ramię. ? Skóra raczej nie mogła niczego ujrzeć.

    „Wyjdź! Kurwa, Tony, wyjdź! Nie pakuj się w to!” – urażona duma domagała się jednoznacznej reakcji. – Urażona duma? Przecież to nie chodziło o jakiegoś tam innego faceta, tylko o komendanta obozu, oficera gestapo, więc mamy tu do czynienia z moralnością, a nie z urażoną męską dumą.

    Przyznam Ci się, Nika, że mnie zaskakujesz pewnymi sformułowaniami – wybacz, ale kompletnie od czapy. Nie zmienia to faktu, że pomysł na historię bardzo mi się podoba. Taaa… może ja się wysilam sztuka dla sztuki, a Ty wcale komentarzy nie czytasz i masz w głębokim poważaniu me czytelnicze rozterki.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A ja się tak przy korekcie starałam… Cóż, widać to nie moja bajka 🙂 Dzięki za wszystkie uwagi, poprawię hurtem, ale później, bo teraz porządki na stronie robię – pełno złych linków, brak fotek i takie tam. Niektóre teksty dziwnie się wyświetlają… Jest co robić.
      Dla sztuki chyba nie, ale jak sobie wspomnę swoja ciążę… Usiąść przed kompem to była dla mnie tortura. A jak już siadałam, to nie wiedziałam, co pierwsze robić i w efekcie nie robiłam nic 🙂

      • T
        Tony Porter
        |

        Korekta korektą, ale przecież nie napiszesz tekstu za Nikę, prawda? To Ona musi pochylić się nad budową zdań, nad obłożeniem tekstu mięskiem słownym, pracować nad płynnością, starać się, by słowami tworzyć obraz w głowie czytelnika. Pewnie, że ciąża to nie wczasy, ale czy się jest w ciąży czy nie, to albo umie się pisać albo nie – przynajmniej ja tak uważam. A Nika umie, tylko musi nad tym popracować. Oczywiście, możemy uznać, że nie no, skoro Nika spodziewa się dziecka, to nie ma co wymagać, wręcz nieładnie i niekulturalnie wytykać jej błędy, chwalmy ją, wszystko ślicznie, fantastycznie… ale wątpię by Nika chciała takiego specjalnego (nienormalnego) traktowania. I mam nadzieję, że nie odbiera moich uwag dołująco, tylko wręcz przeciwnie, bo ja naprawdę w nią wierzę. I dlatego pokazuję błędy palcem – korekta za free 🙂

      • Babeczka
        |

        Bardziej tłumaczyłam jej brak komentarzy, błędów nie 😉 A twoja korekta za free jest naprawdę bezcenna, tylko mnie brakuje wciąż czasu, żeby poprawić to do tyłu. Zdaje się, że tylko pierwszą i druga poprawiłam pod twoje wskazówki. Na szczęście niedługo 1 września, dzieciarnia idzie do szkoły, to i trochę czasu się znajdzie, zwłaszcza że ja od-do nie pracuję :-)))

      • N
        Nika
        |

        @Babeczka Dziękuję, kochana, za korektę i wsparcie! Tekst jest już napisany, ale przy kolejnym z pewnością będę Was obie męczyć o porady :*

      • Babeczka
        |

        Nie ma za co 🙂 tym bardziej, że ta moja korekta to… Ekhm, ekhm! 😀

    • N
      Nika
      | Odpowiedz

      Witaj Tony! Dziękuję za wszystkie komentarze! Obszerne, merytoryczne, a przede wszystkim sprawiedliwe 😉 Słów kilka wyjaśnienia. Tekst powstał jakiś czas temu (ok 2-3 msc), teraz niestety nie mam zbytnio czasu na jego korektę – i uwierz mi – nie tylko z powodu ciąży 😉 . A też prawda jest taka, że piszę wtedy, gdy mam wenę, a ta najczęściej pojawia się gdy w moim życiu jest dużo emocji. Wtedy piszę jak w transie, często w nocy, czasem po kilkanaście stron. Bardziej jak szalony artysta, a nie rzemieślnik, przerzucam pomysły szybko na papier, aby nie uciekły, ubierając je w słowa i wyrażenia, jakie najlepiej odzwierciedlają to “co poeta ma na myśli”. Widzę całe sceny jak w filmie (koleżanka mówi, że powinnam pisać scenariusze) i przekuwam je w zdania, nie zawsze udane. Tym bardziej, że u mnie jest dużo mowy ciała, niewypowiedzianych emocji, sekretów. Ułożeniem ust, rąk, najdrobniejszymi gestami chcę przekazać słowa, które boją się powiedzieć sobie wprost moi bohaterzy. “Chwyciła się za ręce” – wiemy o co chodzi. Chyba każdy z nas w chwili zawstydzenia nie wie “co zrobić z rękami”. Jak to inaczej opisać? Nie wiem. Najwyraźniej brakuje mi warsztatu…

      Ale będę bronić słów bohaterów. Jeśli Marie mówi “Jesteś pijany” to nie dlatego, że kazała Tonemu dmuchnąć w balonik i ma wynik czarno na białym 😉 , ale dlatego, że to ona tak stwierdza, to jest jej opinia. Pewnie niesprawiedliwa. Dlaczego? Może chce go wkurzyć, może od siebie odsunąć, a może tylko czując świeżo wypity jeden łyk wina ma wrażenie, że było tego dużo więcej. My, w życiu prawdziwym, też często niesprawiedliwie oceniamy na podstawie fałszywych informacji. Czasami kłamiemy, by kogoś zranić. Chcę by moi bohaterowie byli ludzcy – niech popełniają “nasze” błędy. Kłamią, tłumaczą się, błagają o wybaczenie, znów kłamią… Niech przeżywają emocje, ranią się wzajemnie, by po chwili oddać za tą ukochaną osobę życie…. Niech na papierze robią to, czego my, mając tylko jedno, zwykłe życie, nie bardzo możemy. Po to ich mamy. Ja, dzięki moim bohaterom, żyję po wielokroć…

      Jeśli przyjdzie spokojniejszy czas, to postaram się podszlifować warsztat. Tymczasem będę wdzięczna za propozycję zmian nieudanych sformułowań.

      Miłego dnia, kochana!

  3. V
    Vogel
    | Odpowiedz

    Bez urazy, ale ta część jak dla mnie była najsłabsza. Trochę to wygląda jakbyś chciała poruszyć zbyt wiele tematów na raz i opisała je zbyt pobieżnie. Mimo tego historia bardzo mi się podoba i nie mogę się doczekać kolejnej części 🙂

    • N
      Nika
      | Odpowiedz

      Witaj! Dziękuje za komentarz! Owszem potraktowalam kilka spraw “po łebkach”, bo chciałam zrobić zlepek różnych chwil, taką mozaikę przypadkowych momentów, które scalą się w jeden spójny obraz, gdy wszystko się wyjaśni. Żadna z tych scen nie była kluczowa (dlatego ich nie rozwijałam), za to wszystkie razem stanowią układankę poszlak, udowadniających winę oskarżonego 😉 Mam nadzieję, że w kolejnej części już wszystko stało się jasne. Pozdrawiam serdecznie :*

Napisz nam też coś :-)