Pierwsze drugie życie cz. 7

with 4 komentarze

piszą dla motyli Nika
 

– Tony. Tony! – mężczyzna poczuł lekkie szarpnięcie za ramię. Otworzył oczy. Nad sobą ujrzał ukochaną twarz. Przyglądała mu się ze zmartwieniem. Lekko opuchnięte oczy dziewczyny świadczyły o przepłakanej nocy.

– Julia – szepnął i chwycił się za głowę. Ból przeszył czaszkę na wskroś. – Daj mi pić!

Dziewczyna pokręciła głową z dezaprobatą, ale podała bratu szklankę z wodą.

– Tony, jest prawie dwunasta. Idziemy do kościoła.

– Nigdzie nie idę, idźcie same! – jęknął, czując jak potężny kac okraszony wizją słuchania śpiewu starszych kobiet, panuje nad każdą komórką wycieńczonego ciała.

– To widzę! Po prostu ci mówię, żebyś wiedział. – Julia uśmiechnęła się delikatnie. Od dziecka była jasnym promykiem, wesołym sczygiełkiem, który nawet przez łzy przynosił innym radość.

Gdy odgłos zamykających się drzwi oznajmił opuszczenie domu przez kobiety, Beretti, nie bez problemu, usiadł na łóżku. Bolał go każdy mięsień. Zapalając papierosa próbował przypomnieć sobie zdarzenia sobotniej nocy. Ja przez mgłę zobaczył barmana, nalewającego mu kolejną whisky. Jak przez mgłę zobaczył twarz nieznajomej kobiety, która zaintrygowana przystojnym, rozrzutnym blondynem, przysiadła się do niego przy barze.

Ty kurwo!”– zabrzmiało wyraźniej w głowie i poczuł, jak skroń pulsuje krwią wciąż zmieszaną z alkoholem. Dotknął policzka i syknął z bólu. Rozcięta od uderzenia skóra piekła niemiłosiernie i szybko odświeżyła pamięć. Bójka z trzema obrońcami dobrego imienia nieznajomej. Wyrzucenie na bruk przed barem. Nocne łażenie bez celu, póki nogi same nie zaniosły go do Scarlett.

Scarlett.

Kto nigdy nie poczuł smaku jej ust, nie dotknął aksamitnej skóry, nie wtulił się w ciepłe, miękkie podbrzusze, ten nie mógł powiedzieć, że naprawdę żyje.

Scarlett nie zawsze była taka. Podobno kiedyś miała dom i rodzinę. Ukochanego męża i malutką córeczkę.

Teraz Scarlett miała już tylko dom, wianuszek lokalnych adoratorów i plotki, którymi się nie przejmowała. Tym bardziej, że były prawdziwe.

– Tony! – Z nieukrywaną radością, otulona czerwonym, jedwabnym szlafrokiem, otworzyła drzwi niespodziewanemu nocnemu gościowi. Darzyła chłopaka sympatią, choć coraz rzadziej ją odwiedzał. Miał powodzenie, nie musiał.

Beretti wtargnął bez słowa, trzaśnięciem drzwiami komunikując swój nastrój i zamiary. Słaniając się od nadmiaru whisky, ostro popchnął kobietę w kierunku stołu. Zaśmiała się, ale szybko spoważniała, wpatrując we wściekłą minę mężczyzny. Bez słowa rozchyliła uda. Jęknęła. Po chwili, milcząc, Beretti rzucił studolarówką na ubrudzone spermą łono. Dopinając spodnie, zniknął za drzwiami.

***

– Ale że już? Dzisiaj? Teraz, kurwa? – jęknął Tony, pocierając dłonią czoło.

– Tak, teraz. – Policjant nieustępliwy niczym posąg, stał nad siedzącym w samych slipkach Berettim. – Proszę nie utrudniać. To tylko kilka pytań, nie zajmiemy panu dużo czasu. Też się nam śpieszy.

– Mi się już nigdzie kurwa nie śpieszy – z rezygnacją mruknął blondyn, podnosząc obolałe ciało z fotela. – Chwila. Wezmę szybki prysznic.

Bez czekania na zgodę poczłapał na piętro.

Po pół godzinie siedział przed biurkiem porucznika Truman’a, łypiąc raz na policjanta, raz na siedzącą z boku, starszą sekretarkę. Z kwaśną miną, znad rogowych okularów przyglądała się przesłuchiwanemu. W końcu wsunęła czystą kartkę w maszynę do pisania i usztywniła się na krześle.

– Już mówiłem – z rezygnacją w głosie powtórzył Tony. – Zatrudniłem ją na moim wydziale trzy, niecałe cztery tygodnie temu. Nigdy wcześniej jej nie widziałem.

– No dobrze. A jak to dokładnie wyglądało. Daliście jakieś ogłoszenie o pracy? Sama się zgłosiła? A może ktoś ją zarekomendował?

Beretti potarł spocone czoło. Niedzielne popołudnie nie było upalne, ale w połączeniu z resztkami alkoholu we krwi i niewygodnymi pytaniami dawało oczywisty efekt. A przecież ciało rozgrzane od wrześniowego słońca, miał chłodzić w niebieskiej toni jeziora Michigan. Z jedną ręką na biodrze Mari. Z zimnym piwem w drugiej.

– Panie Beretti?

– Przepraszam, niezbyt dobrze się czuję. Mogę prosić o wodę? – Tony czuł, że z zaplanowanych na dzisiaj rzeczy skusiłby się już jedynie na piwo. Lecz woda musiała wystarczyć.

Komendant spojrzał jednoznacznie na sekretarkę, która z niechęcią podniosła ciężkie cztery litery. Beretti był niemal pewien, że napluje mu do szklanki.

– Pytałem, czy ktoś ją zarekomendował.

Matka!” – Tony z miejsca wytrzeźwiał.

– Nie, sama się zgłosiła. – Odchylił się na krześle.– Nie dawaliśmy ogłoszenia, przyszła wprost z ulicy i spytała o pracę.

– I ją dostała.

– Najwyraźniej. – Beretti z ulgą zanurzył usta w zimnym płynie, dając sobie chwilę na zastanowienie. I wymyślenie przeszłości od nowa. – Oczywiście porozmawiałem z nią i zaproponowałem miejsce na linii produkcyjnej.

– Co mówiła? – Śledczy wbił w niego paskudnie jasnobrązowe, wręcz żółtawe ślepia.

– Nie pamiętam. Widocznie nic specjalnego. Że niedawno przyjechała do Stanów, że owszem nie zna się na mechanice, ale zależy jej na pracy. Takie typowe rzeczy jak na rozmowie kwalifikacyjnej.

Truman kiwnął głową ze zrozumieniem i przeniósł wzrok na dokumenty. Zaczął od niechcenia przerzucać papiery.

– Panie Beretti. Dobrze pamiętam, że Boeing w ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy zwolnił czterdzieści tysięcy osób?

Tony przełknął ślinę. Wiedział, że nie wygląda to dobrze. „Kurwa! ” – łypnął okiem na sekretarkę. „Że ta franca musiała już wrócić. Mogłem poprosić o colę, może poszłaby do Krogera i doczłapała z powrotem za pół godziny.”

– Ok – zaczął powoli. – Nie zatrudniamy zbyt wielu ludzi ostatnio. A już na pewno nie bez doświadczenia. Marie Anne dostała pracę…

– Gabrielle Arpin. – poprawił go Truman.

– …dostała pracę z jednego tylko powodu. – Beretti spojrzał beznamiętnie na śledczego. Mina nie zdradzała skrywanej głęboko nadziei, że starszy policjant zrozumie go jak facet faceta. – Spodobała mi się. Dałem jej pracę, bo… Chciałem ją zaliczyć.

Truman powoli podniósł wzrok. Sekretarka z całej siły uderzyła w ostatni klawisz maszyny i ostentacyjnie zamarła w bezruchu.

– Chciał pan co?

– Chciałem ją przelecieć. – Tony wytrzymał spojrzenie.

Po kilku sekundach nieznośnej ciszy, śledczy dociągnął temat.

– A później?

– Później bym ją zwolnił.

– Podejrzewam, że się dopiął pan swego, skoro zamieszkała z pana rodziną.

– To był największy błąd jaki popełniłem – westchnął mężczyzna, nie potwierdzając domysłów śledczego.

– A wiedział pan o jej przeszłości?

– To znaczy?

– Czy wiedział pan, że była w obozie? Bo chyba nie mówimy o pracy dla nazistów?

– Nie, oczywiście, że nie! Powiedziała mi o obozie, dopiero gdy przypadkiem zobaczyłem tatuaż. Oczywiście mówiła, że była więźniem, ale nie podała żadnych szczegółów. Powiedziałbym, że… – Tony poczuł ulgę, że przynajmniej w tej części może powiedzieć jak było – …że się tego wstydziła.

Truman prychnął ironicznie, ale nie skomentował.

– No dobrze. Na razie to wszystko. Jeśli będziemy mieli jeszcze jakieś pytania, to zgłosimy się do pana. – Ostentacyjnie zamknął leżące na blacie akta.

– Czy… – Tony potarł dłonią skroń.– Czy mogę się z nią zobaczyć?

Śledczy podniósł brew.

– W jakim celu?

Beretti zmieszał się brakiem odpowiedzi. Policjant szybko wybawił go z zakłopotania.

– Nie ma takiej możliwości – skwitował ostro.

– Ale…

– Nie ma takiej możliwości, Beretti! – warknął niespodziewanie.– I coś ci poradzę! – Wstał i groźnie nachylił się nad biurkiem. – Cokolwiek pojawiło się między wami przez te kilka dni… Pierdol to!

***

Tony stał na podjeździe nie mając specjalnej ochoty na powrót do domu. Kończył papierosa, kiedy firanki w oknie sąsiedniego budynku poruszyły się jednoznacznie.

Kurwa! No przecież!” – Szybko przydusił niedopałek i ruszył w kierunku drzwi burmistrzowej Johnson.

– Tony! – Starsza, dystyngowana pani chwyciła policzki mężczyzny i ucałowała z obu stron, jakby nie widziała go co najmniej kilka miesięcy. – Siadaj, ukroję ci szarlotki!

– Pani Johnson, ja tylko na chwilę! Chodzi o telefon.

– Potrzebujesz zadzwonić? – Wdowa po burmistrzu jako jedyna w okolicy miała prywatny aparat i życzliwie użyczała go wszystkim potrzebującym. – Ale najpierw szarlotka!

– Nie nie potrzebuję zadzwonić i nie chcę szarlotki! – Widząc nagle posmutniałą minę kobiety Tony poczuł, że niepotrzebnie podniósł głos. – Pani Johnson, błagam, niech się pani na chwilę skupi. Telefon od znajomej! W sprawie pracy! Dla Marie Anne!

– Co, kochany? A ciasto chcesz z bitą śmietaną ? – Zniknęła w kuchni.

Beretti poczuł jak upadają z niego siły. Kac nadal miał nad nim władzę.

– Tak, z bitą śmietaną. Telefon. Dzwoniła do pani znajoma! Kto to był? Skąd dzwoniła?

– A, praca dla waszej Mari?

Gdyby nie siedział, Tony zgiął by się w pół. Ukłucie w piersi było jak bokserskie uderzenie w splot słoneczny. „Wasza Mari”. Matka musiała być dumna, skoro rozpowiedziała już wszystkim sąsiadkom. „Nasza Mari”.

– Tak. Praca dla Mari. Kto o nią prosił? Bo przekazała to pani mojej mamie, a potem ona…

– Kate. – Beretti wyprostował się na krześle, tylko po to by po sekundzie opaść na niego z powrotem.– To chyba Kate dzwoniła.

– Chyba? – „Kurwa”, dokończył w myślach.

– Bo Kate ma jednak trochę inny głos, jest przecież w moim wieku. Ale u niej jest bardzo słaba linia. Może coś zakłócało – zastanawiała się na głos starsza pani.

– Zakłócało? – jęknął Beretti, tylko po to, by znów nie przekląć.

– Ale przedstawiła się jako Kate! – pani Johnson uniosła się honorem. – Kate… Kate…

– Nie podała nazwiska. – Bardziej stwierdził, niż spytał Tony.

To była po prostu jedną z tysięcy Kate w Chicago. O ile nie dzwoniła sama Marie Anne. Lub Gabrielle” – skrzywił się z niesmakiem.

Szybko ucałował starszą panią w policzek i nie tknąwszy szarlotki, pod pierwszym lepszym pretekstem zniknął z eleganckiego domu. Miejsce, do którego się udawał diametralnie różniło się od przyjemnego dla oka przedmieścia.

***

– To ty pytasz o Mari? – Zarośnięty, olbrzymi mężczyzna lustrując Tony’ego zaciągnął się ręcznie skręcanym papierosem. Miał akcent kogoś ze wschodu Europy i zniechęcającą do nawiązywania znajomości, podłużną bliznę na policzku. Beretti pożałował, że zignorował głos rozsądku, który dobijał się przez całą drogę do robotniczego hotelu. – Dlaczego jej szukasz?

Świetnie! Zamiast się czegoś dowiedzieć to zaraz będę się tłumaczył. O ile w ogóle zdążę.” – Tony przełknął ślinę, ale nabrał powietrza w płuca, by stać się choć trochę większym w oczach olbrzyma.

– Bo nagle zniknęła. Chyba wyjechała, bo zabrała swoje rzeczy – skłamał gładko.

– A ty tęsknisz jak psiak? Poruchałeś chociaż czy nie zdążyłeś? – Olbrzym zagrzmiał szyderczo, rozglądając na boki po minach kolegów. Zareagowali prawidłowo, charczącym śmiechem ukrywając gorzką prawdę, że jak i on, sami też nie zdążyli.

– Coś ci powiem, makarońcu. – Mężczyzna z blizną zmrużył groźnie oczy. – Mari Anne nie mieszkała tu długo, ale zawsze stawiała na swoim. Skoro chciała wyjechać, to wyjechała. A teraz to przyjmiesz do wiadomości i już nie będziesz o nią pytał, panimajesz? Zresztą… – odpalił kolejnego papierosa. Powoli wypuścił dym z płuc. – Żadna Mari nigdy tu nie mieszkała.

N
Oto Nika:

39 lat i kilka ważnych zmian w życiu, w tym jedna nadchodząca tyle niespodziewanie co szybko... Pisanie jako sposób na odreagowanie, wyrzucenie myśli, często tych czarnych, niewygodnych do słuchania przez męża czy przyjaciółkę... Pisanie, jako sposób, by nie zwariować i nie trafić do więzienia lub kostnicy ;)

N
Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    szczerość berettiego na przesłuchaniu powalająca. Usmialam sie jak hiena.

  2. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    “wesołym szczygiełkiem”. Chyba że chodziło o coś strzygopodobnego, to wtedy jest dobrze.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie, raczej nie chodziło o nic strzygopodobnego… Ale wtopa ;-o
      Dzięki poprawione!

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Na miejscu Tony’ego darowałabym sobie fałszywe zeznania i powiedziała policji wszystko jak na świętej spowiedzi przed Wielkanocą. Nie jest głupi, więc powinien zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji. Najmniejsze podejrzenie, że pomagał nazistce i idzie siedzieć. Rozumiem odruch chronienia mamy i chęć poznania prawdy, ale żeby się nie przeliczył z siłami. Pewnie, że oficjalne metody są czasem mało skuteczne, ale współpraca z policją mogłaby przynieść konkretne rezultaty. Trzeba oddać Tony’emu sprawiedliwość, że błysnął na przesłuchaniu i przyczynę zatrudnienia podał bardzo wiarygodną 🙂 Dyskusyjną etycznie, ale wiarygodną. A i podziwiam jego opanowanie u wdowy po burmistrzu – ja chyba rzuciłabym w nią tą szarlotką 🙂 “Żadna Mari nigdy tu nie mieszkała.” – Ciekawe, bardzo ciekawe. Mieszkańcy hotelu robotniczego pewnie mogliby co nieco (ciekawego) o Mari opowiedzieć, ale móc nie znaczy chcieć.
    “Strzygiełka” nic nie przebije, ale:
    “– Tony. Tony! – mężczyzna poczuł lekkie…” – “Mężczyzna”
    “…z rezygnacją mruknął blondyn,…” – no, błagam! Naprawdę nie ma lepszego określenia do Tony’ego? “Blondyn”?
    “starszą sekretarkę” – to jakiś stopień w zawodzie sekretarek? Niczym starszy sierżant bądź młodszy chorąży?
    “Podejrzewam, że się dopiął pan swego,…” – że się dopiął?
    “Starsza, dystyngowana pani chwyciła policzki mężczyzny i ucałowała z obu stron,…” – “Dystyngowana starsza pani” brzmi zdecydowanie lepiej. “chwyciła policzki”? – w palce?
    “Nie nie potrzebuję zadzwonić” – przecinek pomiędzy “nie”
    “Beretti poczuł jak upadają z niego siły…” – upadają?!
    “Gdyby nie siedział, Tony zgiął by się w pół.” – zdanie urwane z choinki.
    “– Kate. – Beretti wyprostował się na krześle, tylko po to by po sekundzie opaść na niego z powrotem.– To chyba Kate dzwoniła.” – odpowiada wdowa po burmistrzu, a pomiędzy jej słowami jest opis zachowania Berettiego. “na niego” o krześle?
    „To była po prostu jedną z tysięcy Kate w Chicago.” – “Bo była”?
    “Olbrzym zagrzmiał szyderczo, rozglądając na boki po minach kolegów.” – wiadomo o co chodzi, ale “rozglądając na boki po minach kolegów”? – Kanciastość zdania bije po oczach.

Napisz nam też coś :-)