Pierwsze drugie życie cz. 8

with 7 komentarzy

piszą dla motyli Nika
 

– Mam dylemat! – Szepnął Tony konspiracyjnie i błysnął szerokim, amerykańskim uśmiechem. Może mnie poratujesz – odczytał imię na plakietce –Lori?

Dziewczyna siedząca za biurkiem spąsowiała i wstydliwie założyła blond kosmyk za ucho.

– Mam dylemat, bo niosłem tą pyszną bezę dla mojej przeziębionej siostry. – Otworzył papierowe pudełeczko. Zdjął filiżankę z podstawki i przełożył ciastko. – Nie mogę patrzeć jak taka śliczna, słodka dziewczyna pije kawę bez słodkiej przystawki. Przecież trzeba mieć w życiu jakieś przyjemności, zwłaszcza w poniedziałek rano. – Mrugnął porozumiewawczo i ponownie uśmiechnął się szarmancko. – Zresztą ona powinna się odchudzać. Nie to co ty, laleczko.

– Ja też mam za dużo tu i ówdzie. – Dziewczyna poróżowiała jeszcze bardziej, naciągając pośpiesznie przyciasny, beżowy sweterek.

– Absolutnie nie! – spoważniał Tony. – Jest idealnie!

Cmoknął głośno i wymownie spojrzał na czarne drzwi.

Blondynka zreflektowała się i wstała pośpiesznie.

– Nie wiem czy się uda – szepnęła łapiąc za klamkę. – On nienawidzi nieumówionych klientów.

– Panie mecenasie, znajdzie pan czas na jeszcze jedno spotkanie? To podobno bardzo ważne…

Kwadrans później Beretti ze słabo skrywaną nadzieją oczekiwał na komentarz prawnika. Adwokat odchylił się w skórzanym fotelu. Chwila milczenia przedłużała się w nieskończoność.

– Ciężka sprawa – mruknął w końcu. – Niemcy uciekając zniszczyli wiele dokumentów. A jeszcze więcej sfałszowali. Normalnie oskarżonemu trzeba udowodnić winę. Tu trzeba będzie udowodnić niewinność.

– A zeznania więźniów? – Tony podrzucał kolejne pomysły, które przychodziły mu podczas bezsennej nocy.

– Zeznania więźniów? – zamyślił się prawnik. – Ludzi przerażonych, którzy stali na krawędzi śmierci? Którym z głodu i wycieńczenia wizje mieszają się z rzeczywistością? A teraz w większości szukają sprawiedliwości? Na kimkolwiek. Tak jak i reszta świata. Dobrze pan wie, politycy potrzebują odtrąbić szczęśliwe zakończenie. Niekoniecznie prawdę.

– Co z nią będzie? – Tony silił się na obojętność. Z trudem zluzował uścisk szczęki.

– Nie czyta pan gazet? Proces Norymberski. Chociaż pomniejszych oskarżonych stawiają przed lokalnymi sądami. Kończy się podobnie. Stryczek.

Tony poczuł na plecach zimny dreszcz. Nie miał zamiaru dalej udawać.

– Kurwa! Ale to nieprawda! Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale skarzą niewinną osobę! Do cholery, znajdę dowody, że to pomyłka!

Adwokat uspokajająco podniósł w górę dłoń. Tony z powrotem opadł na krzesło.

– Panie Beretti, powiem wprost. Tu nawet nie chodzi o dowody. – Nachylił się nad dębowym blatem biurka. – Tu chodzi o to, że nikt tego nie weźmie. Ani ja, ani nikt kogo znam. Chodzi o opinię. To wszystko jest jeszcze zbyt świeże. Nikt nie podejmie się obrony nazistki. Choćby faktycznie niewinnej.

Prawnik wziął do ręki pierwszą z brzegu teczkę, rzucając okiem na nadgarstek uzbrojony w drogi zegarek.

– Ma pan jeszcze jakieś pytania?

Tony z rezygnacją pokręcił głową.

– Jeśli mam panu coś poradzić, to skoro to tylko dalsza znajoma… – zawiesił głos. – To szkoda dziewczyny, ale niech pan dalej w to nie brnie. Z opinią publiczną jeszcze nikt nie wygrał.

Beretti powoli podniósł się z krzesła.

– Dwieście dolarów. Płatne w sekretariacie.

Kurwa! Dwie dniówki! I jeszcze ciastka!” – wychodząc mruknął pod nosem Tony. Ale to nie pieniądze stanowiły problem. Problemem było to, że równie mocno chciał, jak i nie potrafił odpuścić.

***

– Czego nie rozumiesz, Karen? – warknął na kadrową, choć wiedział, że to niepotrzebnie. Nie mógł jednak pozwolić sobie na jakiekolwiek wątpliwości czy dociekania ze strony współpracowników. – Skoro jest napisane, że zwolnienie, to znaczy zwolnienie.

– Ale powód? – Wciąż zdziwiona kobieta wzięła do ręki dokument.

– Wszystko masz napisane! – Tony dźgnął palcem w kartkę. – Odwołałem ją z urlopu, nie wróciła. Opuszczenie miejsca pracy bez powiadomienia przełożonego. Dyscyplinarka.

– Ale… – Szeroko otwarte oczy wciąż wyrażały zaskoczenie. – Ty sam jesteś wciąż na urlopie.

– I co kurwa z tego? Nie mogę kogoś zwolnić? Szef nie ma urlopu, pamiętaj! Cały czas myślę o firmie! I pokaż mi jej akta. – Zmienił szybko temat, ale już po chwili miał pewność, że w dokumentach nie znajdzie niczego, czego nie wiedziałby wcześniej.

– Tony, ty tutaj? Nie nad jeziorem? – Alice, druga kadrowa, przywitała się ze zdziwieniem i tradycyjnie szerokim uśmiechem, jaki na jej twarzy zawsze wywoływał widok przystojnego mężczyzny.

– A wyglądam jakbym się kurwa opalał na plaży? – Zerknął na nią z wściekłym wyrzutem.

Kobieta odwróciła się bez słowa i obrażona zajęła swoimi sprawami. Lubiła Berettiego, wszyscy go lubili. Co prawda nie do końca podobało się jej jak uwodzi kolejne, co ładniejsze pracownice, ale do tej pory nie napytał sobie z tego powodu większych problemów. Zazwyczaj wszystko rozchodziło się po kościach po dwóch, trzech miesiącach i dziewczyna przenosiła się do innego działu. Tym razem poszło ekspresowo, a poniedziałkowa obecność przełożonego mechaników w pracy nie wróżyła niczego dobrego. Cały wydział aż trzeszczał się od plotek, gdy pracownicy niespodziewanie zobaczyli wkurzonego szefa na hali. Choć kadrowa słyszała o kilku konfliktach Marie Anne, to jednak zrobiło się jej żal dziewczyny. Uważała, że zwolnienie było dotkliwą, niesprawiedliwą karą za, jak się domyślała, kłótnie na gruncie prywatnym. Nie zamierzała się jednak wtrącać.

Rozważania nagle przerwał ostry dzwonek telefonu. Karen podniosła słuchawkę.

– Tak. Oczywiście. Akurat jest tutaj. – Ze zdziwioną, a raczej lekko wystraszoną miną odsunęła aparat od policzka. – Tony, to do ciebie. Policja.

***

– Chwila, bo czegoś nie rozumiem. – Tony mrużąc oczy, podejrzliwie przerzucał wzrok z Trumana na drugiego mężczyznę, który nie uznał za stosowne się przedstawić. Zmęczenie ostatnich czterdziestu ośmiu godzin potęgowało wrażenie absurdu sytuacji. – Wczoraj twierdził pan, że nie ma takiej możliwości, żebym mógł się z nią zobaczyć, a dzisiaj chcecie żebym ją przesłuchał?!

– Nie przesłuchał, tylko po prostu porozmawiał. – Warknął „drugi”.

Truman widząc rozłożone w geście zdziwienia ręce mężczyzny stwierdził, że w celu owocnej współpracy należą się mu jakiekolwiek wyjaśnienia.

– Od aresztowania Arpin nie odezwała się ani słowem. Udaje, że nie zna angielskiego.

Tony prychnął śmiechem w akompaniamencie zgrzytu zębów drugiego śledczego.

– Czekamy na tłumacza, jednak to zajmie chwilę. Któryś z naszych mówi po niemiecku, ale na to też nie reaguje.

– Gra na czas – stwierdził Beretti z błyskiem dumy w spojrzeniu. – Sprytnie.

– Chcemy tylko żeby zaczęła mówić. Cokolwiek. Może twój widok skłoni ją do tego.

– Nie sądzę. – Z pokerową miną Tony próbował ukryć radość z możliwości zobaczenia Marie. Po kilkudziesięciu godzinach bezskutecznego dowiadywania się czegokolwiek, nagle dostał możliwość zadania wprost dręczących go pytań. A zwłaszcza jednego. Najważniejszego. – Ale możemy spróbować.

– Będzie przy was strażnik i będzie skuta. Dla twojego bezpieczeństwa.

– To jakiś żart? Uważacie, że nie poradzę sobie z drobną dziewczyną?

– Będzie skuta. Nie ma dyskusji.

***

Targany mieszanką sprzecznych uczuć, Beretti czekał w pokoju wyposażonym jedynie w przytwierdzony do podłogi, metalowy stół i dwa twarde krzesła. Po chwili strażnik wprowadził tam Mari.

– Nie chciała przyjść – wyjaśnił na początek Berettiemu. Ten przez chwilę przypatrywał się usadzonej naprzeciwko, skutej dziewczynie. Miała potargane włosy, blade wargi i wyraz twarzy, który zupełnie nic nie wyrażał. Pustym wzrokiem patrzyła w bok, nie zaszczyciwszy mężczyzny nawet krótkim spojrzeniem. Zaczerwieniony lewy policzek sugerował, że ktoś już próbował "przekonać" ją do rozmowy.

– Mari… – zaczął delikatnie Tony. Rzucił spojrzenie na znieruchomiałego strażnika. – Cieszę się, że cię widzę.

Cisza.

– Dzięki Bogu, pozwolili mi z tobą porozmawiać. – Wyciągnął przed siebie rękę, jakby mógł dotknąć dłoni dziewczyny. – Mari, to wszystko… Ciężko mi w cokolwiek uwierzyć. Każdy mówi co innego. – Wziął głęboki oddech. – Dlatego chcę wszystko usłyszeć od ciebie.

Klatka piersiowa dziewczyny podnosiła się miarowo i spokojnie, jakby siedziała na ławce w parku i wystawiała twarz do słońca.

Cisza.

– Marie Anne, przecież wiesz, że nie jestem z policji ani z tej cholernej agencji! – Tony zaczął tracić cierpliwość. – Wiem, że mnie słyszysz! Nie udawaj, że mnie nie rozumiesz! Porozmawiaj ze mną do cholery! Czyż nie zasługuję chociaż na tyle?!

Kilkanaście sekund ciszy później, Beretti poczuł napływającą falę emocji ostatnich dwóch dni.

– Kurwa mać, Mari! Powiedz coś! Kurwa, powiedz, że to pomyłka! Że to nie ty! Do cholery! Przecież to nie ty, prawda? Dlaczego nie zaprzeczysz? Mari, proszę!

Słysząc jak łamie się mu głos, Anthony zamilkł. Wstał, stanął za krzesłem, kładąc ręce na jego oparciu. Poczuł się jak idiota krzyczący sam do siebie w pustym pokoju. Strażnik profesjonalnie nie reagował bez potrzeby.

Beretti wziął głęboki oddech.

– Masz pozdrowienia od mamy i babci. Julia za tobą tęskni. – Trzęsącymi się ze złości rękoma, wyciągnął z kieszeni kurtki papierosy. Zapalił i rzucił paczkę na blat stołu.

Marie Anne drgnęła. Spojrzała z poruszeniem na papierosy, a następnie na mężczyznę.

– Co jest? Chciałabyś zapalić? Nie wiedziałem, że palisz. – Beretti zaciągnął się głęboko. – Okazuje się, że wiele o tobie nie wiedziałem. Ale się dowiem, Mari. Może ty mi nie powiesz, ale się kurwa dowiem.

Przysiągłby, że na twarzy dziewczyny dojrzał cień strachu.

– Co, dalej nie będziesz gadać? Ok, twój wybór. Trzymaj się, na razie.

Sięgnął po papierosy, ale wręcz fizycznie poczuł wzrok dziewczyny przyskrzyniajacy jego dłoń do blatu. Spojrzał ze zdziwieniem na paczkę, jakby kryła w sobie odpowiedzi na wszystkie niezadane pytania.

– Żeby tu przyjść opuściłeś stanowisko pracy, Beretti.

Tony z zaskoczenia prawie wypuścił paczkę z ręki.

– Co powiedziałaś?!

– Opuściłeś stanowisko – wycedziła ostro. Jednak zdesperowany wzrok miał całkiem inny przekaz.

– Co ty pieprzysz?! Przecież wiesz, że…

Mam urlop” – dokończył w myślach.

– Wkurwaisz mnie, De’Lacroix! Tyle masz mi do powiedzenia? – Z udawaną złością, spojrzał dziewczynie głęboko w oczy, szukając w nich drugiego dna na pozór bezsensownej odpowiedzi. Nagle połączył oba elementy. Zdawał sobie sprawę, że są na podsłuchu. Że został wysłany, by nakłonić ją do przyznania się. Do zmiękczenia. W sumie do powiedzenia czegokolwiek, co mogliby wykorzystać przeciwko niej.

Nie mogła mówić. Ale wiedział kto może. I równie szybko doznał olśnienia, gdzie ma jedyną szansę go znaleźć.

– Tyle? Nic bardziej sensownego? Po tym wszystkim co dla ciebie zrobiłem? – Z teatralną złością walnął pięścią w stół.

Kobieta równie teatralnie odwróciła głowę w bok i zagryzła zęby.

– Pierdol się, Mari! – Odwrócił się do metalowych drzwi i dwoma uderzeniami zakomunikował koniec rozmowy.

– O co jej chodziło? – Truman wpatrywał się podejrzliwie w Tony’ego.

– Nie mam pojęcia co ona bredzi. Ale może jakbym rzucił okiem na dokumenty, to coś mi wpadnie do głowy…

– Mechanik chce się pobawić w detektywa? – skwitował z przekąsem drugi śledczy.

– Dobra, możesz przeglądnąć. Ale szybko.

– I tak nie mam zbyt wiele czasu – mruknął Beretti. Tasując w dłoniach papiery, wreszcie dotarł do tego, który najbardziej go interesował. Sprawdził dane wypisane na małej kartce z logo firmy kolejowej.

Właściwie to mam go cholernie mało” – skwitował rzucając okiem na zegarek.

Kilkanaście minut później Beretti zdyszany wpadł na czwarty peron Chicago Union Station.

***

– Kurwa! Kurwa mać!!! – Tony czule pożegnał znikający w oddali pociąg do Nowego Orleanu. Jeśli miałby się czegokolwiek dowiedzieć, to właśnie tu i teraz, na stacji gdzie Mari miała się udać w swoją tajemniczą podróż. Tajemniczą przynajmniej dla niego. Ale nie dla blondyna od papierosów, z którym spotkała się potajemnie, opuszczając na chwilę stanowisko pracy.

– Bingo, kurwa! – Beretti aż odskoczył dostrzegając w tłumie podróżnych jasną fryzurę. – Wiedziałem!

Puścił się biegiem w stronę opuszczającego peron mężczyzny.

– Ej, stój!

Blondyn odwrócił się i momentalnie rzucił do ucieczki. Jednak po paru metrach, ktoś usłużny zaparł się na niego barkiem, myśląc, że pomaga złapać złodzieja. Blondyn upadł jak długi, co pozwoliło Tony’emu dopaść go w sekundę.

– Czekaj! Chcę tylko pogadać! – Beretti w ostatniej chwili uchylił się od ciosu. Szamocąc się blondyn dobył ukryty za paskiem pistolet. Tony w ostatniej chwili chwycił za uzbrojoną dłoń. Uderzeniem docisnął ją do kamiennego chodnika peronu. Broń wystrzeliła w kierunku pustych torów. Wypuszczona odrzutem odleciała na schody.

– Kurwa! Chcę pogadać! Chodzi o Mari! – Desperacki krzyk zlał się z piskiem tłumu ludzi, w panice uciekających na wszystkie strony, jak najdalej od strzelających na oślep mężczyzn.

– Mari? – Blondyn na moment przestał się wiercić. – Jaka kurwa Mari?!

– Gabrielle! – wrzasnął Beretti, nie przypuszczając jak łatwo przyjdzie mu wypowiedzieć w końcu to imię.

– Stać! Ręce do góry! – Na odgłos nadbiegających strażników kolei mężczyźni w sekundzie stanęli na równe nogi i puścili się biegiem w stronę wyjścia. Gdzieś po drodze, Beretti zauważył, że zgubił blondyna.

– Kurwa! – przeklął po raz kolejny i stanął w bocznej ulicy, by spokojnie zaczerpnąć tchu. Wciągając chłodne, wieczorne powietrze, poczuł na grdyce jeszcze chłodniejszą stal noża.

N
Oto Nika:

39 lat i kilka ważnych zmian w życiu, w tym jedna nadchodząca tyle niespodziewanie co szybko... Pisanie jako sposób na odreagowanie, wyrzucenie myśli, często tych czarnych, niewygodnych do słuchania przez męża czy przyjaciółkę... Pisanie, jako sposób, by nie zwariować i nie trafić do więzienia lub kostnicy ;)

N
Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Oj, Tony, Tony, pakujesz się w kłopoty, chłopie. Nie dziwię się, że Beretti bardzo by chciał, żeby Mari okazała się niewinna, ale musiałaby to być intryga bardzo cienką nicią szyta. Jak na razie, to żywię obawy, że Mari pociągnie Tonny’ego za sobą na dno. A gdzieś tam czai się tajemnica jego pochodzenia – przyczyna blond czupryny. Tak jakoś czuję, że może być to ze sobą powiązane. No i ciekawe kto trzyma nóż przy szyi Berettiego.
    “– Mam dylemat! – Szepnął Tony konspiracyjnie…” – “szepnął” z małej litery
    “…niosłem tą pyszną bezę…” – tę pyszną bezę
    “Zdjął filiżankę z podstawki i przełożył ciastko.” – O jakiej filiżance mowa? Oczywiście, możemy uznać, że dziewczyna siedząca za biurkiem = filiżanka z kawą, ale niekoniecznie.
    “Tony silił się na obojętność. Z trudem zluzował uścisk szczęki.” – “uścisk”?
    “Cały wydział aż trzeszczał się od plotek,…” – “aż trzeszczał się” ?

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Oj, zapomniałam o blondynie. Raz, że na przestrzeni 11 zdań użyłaś słowa “blondyn” 4 razy, a dwa, że takie określenie, jak to kiedyś Judyta napisała, “pokazuje ograniczone słownictwo”.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tak cichutko się wtrącę 🙂 Moim zdaniem używanie słowa “blondyn”, “blondynka”, “rudowłosa” itd, czasami może być usprawiedliwione. Na przykład wtedy gdy nie znamy imienia danego bohatera i zamiarem autora jest, abyśmy go nie poznali, bo do szczęścia nam to niepotrzebne. Oczywiście można je zastępować w zależności od kontekstu innym słowem. Zastanawiałam się, czy w moich tekstach też popełniam ten “grzech” i wyszło mi, że bardzo sporadycznie :-)))

      • T
        Tony Porter
        |

        Babeczko, wtrącaj się nawet i nie cichutko 🙂 Zgadzam się jak najbardziej, czasami określenie osoby per “blondyn”, “szatynka” jest jak najbardziej usprawiedliwione, a czasami nawet jedyne słuszne. Wynika to z kontekstu. Ale taka kumulacja “blondynów” to już lekka przesada 🙂 I raczej trudno ją usprawiedliwić 🙂 W Twoich tekstach kolor włosów mnie “po oczach nie bije”, więc chyba za bardzo nie “grzeszysz” 🙂 Albo i użycie tych określeń jest jak najbardziej właściwe.

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Skleroza nie boli – zapomniałam też napisać, że mega podoba mi się to, że nie mam pojęcia w jakim kierunku pójdziesz, jak się losy bohaterów potoczą, jakie szydło wyjdzie z worka 🙂

  4. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    No i gdzie sobotnia część??????????????

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ano właśnie! Zaglądam i zaglądam, a Tony’ego z nożem na grdyce nie widzę. I się niepokoję!

Napisz nam też coś :-)