Pijawa (VII)

with 5 komentarzy

Pijawa opowiadanie erotyczne z humorem o wampirach. Erotyka i miłość gejów.Porządki na nowym blogu potrwają pewnie jeszcze długo, ale ogarnę w końcu wszystko.

Za uniedogodnienia serdecznie Państwa przepraszamy 😀 (z tymi odstępami w tekście szlag mnie trafia 🙁 )

Martwi mnie, dlaczego tak umilkliście. Boicie się komentować? Nie trzeba wpisywać prawdziwego adresu mailowego. Postaram się wyłączyć tę funkcję :D.

Co do opowiadania, to najtrudniejsze opowiadanie, jakie dane mi było pisać dotąd 😀

 

- Co na to odpowiesz? - Czekał na moją reakcję, a ja ogłupiały wlepiłem w niego wzrok.

W głowie mi wrzało, jak i w całym ciele. Gotowałem się pod skórą, w czaszce i w... spodniach.

Musiałem wyglądać dziwnie, gdyż mina Kornela zmieniła się z rozbawionej, na wystraszoną.

- Hej. - Dotknął mojego ramienia, zaglądając mi w oczy. - Twoje tęczówki, coś się z nimi dzieje!

Nie czułem tego, ale zerwałem się z łóżka i pobiegłem do łazienki.

W lustrze zobaczyłem twarz, która wyglądała inaczej niż zwykle. Zamiast bladości, rumieniec. Szarość oczu zaczęła zastępować zieleń z czerwonymi cętkami. Nawet usta były inne, bardziej różowe.

Co się ze mną dzieje?

Czy ja umieram? Czy ma to jakiś związek z pojawieniem się Kornela.

Kornel tymczasem stał w drzwiach łazienki, przyglądając mi się. Był nagi i nie skrępowany tym faktem bynajmniej.

- Wszystko w porządku? - Podszedł bliżej.

Znów zmysły skoncentrowały się na nim i jego zapachu. Usta i błąkający się po nich łagodny uśmiech wołały o pocałunek.

Czy ja szaleję?

Objąłem głowę dłońmi, zaciskając je na uszach.

- To się nie dzieje – mamrotałem. - To się nie dzieje!

- Mam sobie iść? - Usłyszałem jego słowa, gdy już odetkałem uszy.

- Co? - zapytałem głupio.

- Czy mam iść? - powtórzył. - Może nie byłeś sobą i wolisz o tym zapomnieć?

- Jestem wampirem! - wypaliłem bez namysłu i bez związku. - Wampir i gej?!

Musiałem wyglądać idiotycznie, lub pomyślał po prostu, że odbiło mi właśnie, gdyż zaczął się śmiać. Najpierw powoli, jak żółw ociężale, by po chwili trząść się, jak lokomotywa podskakująca na szynach.

- Czy ty coś brałeś, gdy spałem? - Wykrztusił, gdy udało mu się opanować śmiech. - Zażywałeś coś? To by akurat wyjaśniło podniecenie i twoje reakcje na pocałunek.

- Kornelu, ja nie żartuję! - Rozzłościł mnie swoją reakcją. - Widzisz to?

Podszedłem do niego i rozchyliłem usta prezentując kły i myśląc o jego krwi. Wiedziałem, że się wydłużają w oczekiwaniu na ciepły płyn. I wtedy pomyślałem o innym płynie pochodzącym z jego ciała, wskutek czego zareagowała inna część mojego.

Otrząsnąłem się, jak pies i zacisnąłem powieki.

- Implanty? - Usłyszałem. - Ładne nawet, ale po co ci to?

- To nie są implanty! - Obruszyłem się. - Jestem wampirem i mogę ci to udowodnić!

- Jak? - Znów to pobłażanie we wzroku. - Umiesz fruwać? Biegasz z prędkością światła?

- Nie, ale jeśli nie zauważyłeś, to nie jem i nie śpię – odparłem dobitnie.

- Też mi dowód – parsknął.

Szukałem w gorączkowo bardziej spektakularnego sposobu na przekonanie go. Ha!

- Usiądź tutaj – poprosiłem, wskazując środek dywanu. - Patrz tam.

Palcem wytyczyłem kierunek, w którym miał patrzeć. Na wprost okna widać było jasno oświetlony zegar, na wierzy ratusza. Jeden z moich ulubionych widoków, przypominający mi, że czas dla mnie nie ma znaczenia.

- Jest godzina piąta szesnaście. Tak? - Czekałem, by potwierdził.

- Piąta osiemnaście – mruknął.

- Niech ci będzie – warknąłem. - A teraz NIE MYŚŁ I SIĘ NIE RUSZAJ.

I zamarł, a ja z satysfakcją usiadłem naprzeciw i podziwiałem swoje dzieło.

Uwielbiam to. Słowa podszyte intensywną myślą i ludzka istota traci władzę nad własnym ciałem i umysłem.

Siedziałem i podziwiałem go sobie. Tak, to było dobre określenie. Podziwiałem jego ciało i pragnąłem go. Wcześniej szokowało mnie to pragnienie, teraz zacząłem o nim myśleć.

Zawsze wydawało mi się, że pożądam kobiety i te brałem na różne sposoby. Poza zaspokajaniem głodu krwi, zaspokajanie tych cielesnych pragnień było moją ulubioną przyjemnością.

Nie poczułem jednak wcześniej czegoś tak intensywnego, jak w momencie pocałunku z tym młodziakiem. W skali od jednego do dziesięciu, najbardziej wyuzdany seks z kobietą, nie przekroczył nawet połowy skali! Seks analny był przyjemną odmianą, lecz przez myśl nawet mi nie przemknęło, bym mógł kochać się tak z mężczyzną!

Ten nieruchomy, siedzący po turecku przede mną, przyciągał mnie jak magnes. Podszedłem do niego na czworaka i powąchałem gładką skórę. Pachniał bosko.

Smak? Przejechałem językiem po ramieniu i zawisłem przy szyi. Ta pulsująca tętnica...

Nie zrobię tego!

Chyba, że mi pozwoli. Czy poproszę?

Mogłem go bezkarnie dotykać. Nie będzie pamiętał.

Przyłożyłem dłoń do jego piersi, wyczuwając bicie serca, a to przechodziło drżeniem po ramieniu i wnikało w moje ciało.

I ten brzuch...

Nie opanowałem dłoni, a ta zjechała niżej. Bawiłem się włoskami, wytyczającymi drogę w dół, włożyłem opuszek palca w pępek.

Fascynował mnie.

- ZAMKNIJ OCZY – nakazałem.

Wiedziałem, że nie będzie pamiętał, lecz to samo czułem, gdy otwierałem laptop. Zakleiłem oczko kamerki. Po co? Nie wiem. Pewnie z tego samego powodu, dla którego kazałem mu teraz zamknąć oczy.

Klęczałem za nim. Miałem piękny widok, na młodzieńcze ramiona z zarysem mięśni pod skórą, proste plecy, zwężające się w wąskie biodra.

Nie dotknę go tak!

Dotknąłem.

Sunąłem dłońmi od ramion i w dół, by zbadać jędrność pośladków. Spróbować rozchylić je palcami.

Dziwne, nie zabawiałem się tak kobietami, nie chciało mi się.

Teraz czułem potrzebę, by poznać każdy centymetr ciała przede mną. Smakować je.

Zdjąłem koszulę i w samych spodniach usiadłem za nim, przylegając piersią do jego pleców. Taki ciepły i ten zapach...

Objąłem go, opierając twarz na nieruchomym ramieniu.

Posmakować. Smak szyi, obojczyka... rozkoszny. Uzależniający!

Ugryźć? Troszeczkę chociaż...

Znów swędzenie w zębach i twardość w spodniach.

Kochać się z nim?

Nie! Jestem hetero!

Nie jestem?

Pragnę go!

Zjechałem dłońmi między jego uda, gładziłem ich wnętrze.

Czy on się podnieci, gdy tam dotknę?

Dotknąć? Przecież chcę!

Dotknąłem bardzo delikatnie. Ostrożnie badałem część ciała człowieka, której odpowiednik dotykałem dotąd u siebie. Dotykałem penisa, gładziłem go, a on rósł i twardniał.

Cholera!

Odskoczyłem, zszokowany tym, co właśnie robię.

Ale przecież mogę i chcę!

Usiadłem w rozkroku przed nim, mając go teraz między udami.

Wiedziałem, że się rozpędzam, ale nie potrafiłem się powstrzymać. Nie chciałem nawet.

Zamknąłem palce na wpół wzwiedzionym penisie. Poruszałem dłonią, podziwiając swoje dzieło.

Co ja robię!

- OCKNIJ SIĘ! - krzyknąłem, odskakując od niego równocześnie.

Otworzył oczy i zgiął się wpół, jakby dostał cios w brzuch.

- Co do... - Patrzył na stojącego kutasa, po czym z ogromnym pytajnikiem w oczach spojrzał na mnie i na moje spodnie.

Nie dałoby się ukryć, byłem podniecony. Nieziemsko podniecony!

- Czy teraz wierzysz, że jestem wampirem?

- Bo mnie podnieciłeś? - Nie rozumiał, oczy zamgliło mu pragnienie.

- Która była godzina, gdy kazałem ci patrzeć na zegar? - Sugerowałem kierunek myślenia.

- Piąta osiemnaście – odparł.

- A która jest teraz? - Przechyliłem się na bok, odsłaniając widok za oknem.

- Szósta... - wyszeptał i umilkł.

- Wierzysz? - Naciskałem.

- Nie wiem – odparł ze złością.

Nie wiem, dlaczego tak bardzo zależało mi na tym, by uznał to za prawdę.

- Potrzebujesz więcej dowodów? - Oddychałem ciężko, choć przecież nie oddycham. - To teraz patrz.

Wstałem, prezentując przy okazji imponujący namiot w spodniach i podszedłem do biurka.

- Zobacz! - Odwróciłem się do Kornela z nożykiem do papieru w dłoni. - Czy tak reaguje człowiek?

Rozłożyłem płasko dłoń na blacie biurka i z impetem wbiłem w nią nóż.

Kornel krzyknął, zerwał się i podbiegł do mnie. Nie zdążył nic więcej zrobić. Wyrwałem nóż, którego ostrze utkwiło głęboko w blacie i uniosłem dłoń na wysokość jego twarzy, by widział dokładnie.

Najpierw się skrzywił, by po chwili pozwolić zwiędnąć wszystkim mięśniom twarzy.

Wiedziałem dlaczego. Rana zasklepiała się właśnie i nie było to ani trochę normalne.

- Teraz mi wierzysz? - Naciskałem znowu. - Wystarczający dowód?

- Tak - szepnął.

Oczy powędrowały za moją dłonią, którą złapałem go za kark i przyciągnąłem do siebie.

- Nie bój się Kornelu- szepnąłem w jego usta. - Nie skrzywdzę cię.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Kajjka
    | Odpowiedz

    bo… jeszcze ciągle zbieramy szczęki z podłogi… mnie się podoba, że mogłam sobie motylka zamontować 🙂
    Taaa… jak nie skrzywdzi, to ciekawe co mu zrobi?
    Liczę, że jak ogarniesz nowe lokum znajdziesz więcej czasu na kontynuację Pijawy i nie będziesz długo trzymać tekstopijców na głodzie 😉

  2. laid back
    | Odpowiedz

    Akcja się rozwija i coraz bardziej mi się podoba,choć na początku byłam niezbyt…

  3. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Ogarniać to ja je będę jeszcze dłuuuugo 😀

  4. Megami
    | Odpowiedz

    Pozwolę sobie dodać, że to drugi mój ulubiony tekst na tym blogu i podobał mi się od samiutkiego poczatku 🙂 Czekanie na niego 2 miesiące było katorgą…

  5. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Mogę obiecać (a u mnie to jak amen), że nie zacznę innego opowiadania, nim nie skończę tego.
    Poprzeplatam czasami ŚCIANĄ i tyle.
    Na starym blogu (bosz, jak to brzmi 🙂 ) za dużo srok za ogony trzymałam i te mnie rzęsiście obsrały.
    Nie powtórzę tego błędu 😀

Napisz nam też coś :-)