fbpx

Pijawa (VIII)

with 9 komentarzy

– Ugryziesz mnie? – W jego głosie słyszałem strach. – Jestem twoją ofiarą?
– Nie ugryzę cię. – Wargami dotykałem jego ust, napawając się ciepłym i drżącym oddechem. – Chyba, że poprosisz.
– Mam poprosić o śmierć? – Widział we mnie stereotyp morderczego wampira.
– Ja nie zabijam Kornelu – mruknąłem w jego usta, skupiając się na nich coraz bardziej. – Ja smakuję krew i wymazuję wspomnienie karmienia się na ofierze.
– Moje wspomnienia też wymażesz? – Wciąż drżał, ale wargi dopasowywały się do moich, ich krzywizny dokształcały się.
– Jeśli będziesz chciał zapomnieć.

Nie myślałem już o opieraniu się pragnieniu. Pragnąłem i smakowałem te pełne życiodajnej cieczy i ciepła usta. Kornel nie pozostał obojętny, drżał, lecz poddał się pocałunkowi, dłońmi przyciągał mnie mimowolnie. Zaciskał palce na moich biodrach.

– Jeśli poprosisz, to pocałuję – mruczałem. – Jeśli zapragniesz, to ugryzę cię.
– Nie chcę byś mnie gryzł. – Odzyskał jasność umysłu. – Wystarczy pocałunek.
– To się zmieni. – Obiecałem i utonąłem w pieszczocie warg.

Pragnąłem jego krwi, ale jego samego pragnąłem bardziej. Początkową delikatność zastępowała zachłanna żądza. Dłonie przestały błądzić, stały się natarczywe i zaborcze. Miałem go przy sobie, chciałem poczuć go w środku.
Zaskoczyło mnie to pragnienie, ale tak właśnie poczułem. Oddać mu się i wziąć go sobie w posiadanie.
Nie znałem tego chłopaka, a jednak wiedziałem, że znalazłem to, czego szukałem od setek lat. Znalazłem swoją połówkę i byłem tego pewny, jak niczego dotąd.

– Co ty ze mną robisz? – wyszeptał między pocałunkami.
– Sam tego nie wiem Kornelu – odparłem, odrywając się od niego i zaglądając w zamglone podnieceniem oczy. – Chcesz tego?
– A ty chcesz? – odpowiedział pytaniem. – Przecież nie gustujesz w mężczyznach.
– W tobie gustuję, jak w nikim wcześniej. Chcesz więc?

Nie odpowiedział, tylko przylgnął do mnie, wciskając dłoń między nasze ciała. Zacisnął ją na materiale spodni i twardym dowodzie pragnienia, wyrywając jęk z mojego gardła.

– To będzie twój pierwszy raz? – Uśmiechał się figlarnie. – Z mężczyzną?
– Tak.
– Chodź.

Poprowadził mnie na podest i pchnął na łóżko. Poddałem się temu. Mogłem obserwować piękno mojego pierwszego, w tak długim życiu kochanka. Smukłość sylwetki, gładkość skóry i kutasa, na widok którego myśli szalały, bombardując umysł sprzecznymi odczuciami.
Porządnie mieszało się z podświadomym odrzuceniem faktu, że tak mnie pociąga ciało inne, niż kobiece. Pragnienie spenetrowania go i oddania mu się w ten sam sposób, stało naprzeciw stereotypom, w których dotąd tkwiłem.
Wszystko to minęło, gdy położył się obok, a ustami przylgnął do szyi.
Zapadłem się w świat doznań tak intensywnych, że musiałem zacisnąć powieki.
Palce uwolniły mnie z więzienia spodni i bielizny. Palce pieściły brzuch i gładziły męskość, jądra. Ruch ciała na materacu i usta zamknęły się na moim kutasie.
Rozkosz wygięła ciało i wydarła krzyk, dyszała we mnie ludzkim oddechem, ukłuła w pierś.

– Chcesz tego Antoni? – Gardłowy mruk brzmiał, jak muzyka. – Chcesz mnie poczuć w środku?
– Tak – szepnąłem.
– Jak bardzo?
– Bardzo. Najbardziej.

Cichy śmiech i napór dłoni, obracający mnie na bok. Wpasowujące się w moje plecy ciało i dłoń pieszcząca kutasa, usta na karku. Gorąc między pośladkami, delikatny napór i bunt mojego ciała. Chciałem i broniłem się przed tym.

– Rozluźnij się. – Szept we włosy.

Nie potrafiłem.

– Pomogę ci – mruknął i rozpoczął wędrówkę wzdłuż kręgosłupa.

Usta budziły skórę pleców, elektryzowały ją i pozostawiały na głodzie, sunąc niżej.
Usta na moich pośladkach, język błądzący między nimi i palce pieszczące jądra.
Bez udziału umysłu moje ciało reagowało, otwierając się na jego ruchliwy język, głód wypinał pośladki, napierał na jego twarz. Byłem krok od spełnienia.

– Teraz mnie przyjmiesz. – Znów ciche słowa przy uchu.

Napierał delikatnie i cofał się. Nie czułem buntu ciała, ono chciało tego. Gdy się cofał, ja cofałem biodra wraz z nim. Gdy napierał, nie uciekałem, pozostawałem w drżącym oczekiwaniu czując, jak wnika we mnie po centymetrze i znów się wycofuje.

– Tak właśnie – mruczał. – Chcesz tego.

Powolne ruchy we mnie i powolna pieszczota jego dłoni przyspieszała wraz z oddechem. Z oddechami…
Ja oddychałem i mógłbym przysiąc, że waliło mi serce. Nie skupiałem się jednak na tym.
Sięgnąłem do tyłu i przyciągnąłem biodra do swoich, w nagłym pragnieniu poczucia Kornela głębiej.

– Tak – jęczałem. – Tak.

I wtedy się wycofał, a ja oszołomiony czekałem.

– Połóż się na plecy – nakazał.

Uklęknął nade mną z kolanami po bokach mojego ciała i ujął kutasa w dłoń.
Nic nie powiedział, patrzył na mnie roziskrzonym wzrokiem, po czym polizał dłoń i objął moją męskość, która po chwili błyszczała od śliny. Nakierował się na mnie i opuszczał biodra powoli, a ja nie potrafiłem oderwać wzroku od kutasa znikającego w jego ciele i jego penisa przylegającego sztywnością do brzucha.
Byłem w nim, otulał mnie w bezruchu.
Sięgnąłem dłonią i zacisnąłem palce na jego twardości, zacząłem go pieścić tak, jak kiedyś samego siebie.
Uniósł się i opadł. Znów powolne ruchy zmieniły tempo i stały się szybsze, gwałtowniejsze. Jęki i szybki lot ku słońcu. Byłem o krok i wtedy przerwał. Odwrócił się do mnie plecami i opadł na mnie, nie wypuszczając z wnętrza.

– Ugryź mnie – poprosił.
– Chcesz tego?

Musiał usłyszeć zdziwienie w moim głosie, gdyż zaśmiał się.

– Chcę, ale nie zabij mnie. – To było już poważniej, lecz bez strachu.

Krew tętniła pod delikatną skórą tuż przy moich ustach. Wystarczyło unieść głowę i wbić kły.
Robiłem to często, gdy kochałem się z kobietami. Teraz się bałem. Czy powstrzymam się, będąc w pierwszym w swoim życiu kochanku i czując tak wiele? Jego krew I zapach przywoływały mnie dotąd tak natarczywie, że obawiałem się uczucia, których mogę zaznać.
Nie oparłem się jednak.
Zęby wbiły się w skórę, krew wsączyła w usta, rozkosz odebrała zdolność myślenia.
Kornel jęczał, ujeżdżając mnie, wbijał palce w biodra. Przyjemność mieszała się z bólem w przełyku i coraz silniejszym kłuciem w sercu. Krzyknął i zamarł. Orgazm oślepił mnie i zepchnął w niebyt.

***

Uniosłem powieki. Byłem w obcym miejscu. Biały sufit, błękitne ściany i Kornel śpiący w fotelu obok łóżka, na którym leżałem. Spał w niewygodnej pozycji, głowa opadła mu na ramię, szyję ozdabiał spory plaster.

– Jak się pan czuje? – Do pomieszczenia wszedł człowiek w fartuchu. Identyfikator zdradził mi, że to lekarz.
– Jak się tutaj znalazłem? – Potrzebowałem informacji. – Co się stało?
– Zasłabł pan najwyraźniej – odparł. – Brat wezwał pogotowie myśląc, że to zawał.
– Zawał?! – Pisnąłem histerycznie. – Ja i zawał?
– Spokojnie. – Lekarz uśmiechnął się łagodnie. – Wszystko w porządku, nie miał pan zawału.
– A co z sercem? – Nie rozumiałem o czym do mnie mówi. Przecież moje serce jest martwe!
– Jak u nastolatka. – Uśmiechnął się. – Jest pan okazem zdrowia.

Nie wierzyłem w to, co usłyszałem właśnie.
Jestem wampirem i piję krew. Moje ciało i serce jest martwe, więc nie może bić.

– Jest pan pewny, że jestem zdrowy i… żywy? – Moje pytanie przyjął pobłażliwym uśmiechem.
– Całkowicie pewien i jeśli pan zechce, to może się wypisać ze szpitala. – Znów mnie zaskoczył. – Brat się panem zaopiekuje. Może być lekkie osłabienie po zasłabnięciu, ale bez obaw, żadne z badań nic nie wykazało. Mózg zdrowy. Mam obudzić brata?

Spojrzałem na Kornela. Nie spał, lecz przyglądał mi się z uśmiechem, jakby rozumiał z całej sytuacji o wiele więcej, niż ja. Utonąłem na chwilę w jego ciepłym spojrzeniu i poczułem absolutną jasność umysłu. Wiedziałem co będzie dalej i że na to właśnie czekałem od dnia swoich narodzin.

– Już nie trzeba doktorze. – Napawałem się więzieniem oczu. – To nie jest mój brat. To mój partner, mój mężczyzna.
– Dla mnie to bez różnicy. – Cichy głos lekarza.

Znów musiałem go rozśmieszyć gdyż parsknął i mrugnął do mnie.
Czy to było porozumiewawcze mrugnięcie?
Nie wiem.
Wiedziałem, że gdy patrzę na Kornela, muszę głębiej odetchnąć, a serce przyspiesza, czuję je wtedy w piersi.

– Powodzenia chłopaki. – Lekarz kiwnął nam głową i wyszedł.

KONIEC

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. l
    laid back
    | Odpowiedz

    Bardzo ładne…czeresienki 😉
    Ta częsć też ładna,ale pozostawia niedosyt.Chciałoby się więcej.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Za szybko czytasz 😀
      Ja za wolno piszę 😀
      Ech… żeby tak móc na pełny etat to robić…

  2. K
    Kajjka
    | Odpowiedz

    zgadzam się… wisienki są fajne 😀
    I nie wiem, może niesłusznie… ale już od poprzedniego fragmentu zastanawiam się, kim jest Kornel?
    No, nic… poczekam, to się może dowiem w końcu 😉

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      W pierwszym odruchu sprawdziłam, czy coś nie namieszałam z imionami, ale teraz już wiem o co Ci chodzi.
      Sama też się nad tym zastanawiam i kto wie, czy nie będzie powrotu do tego opowiadania jeszcze :D.

      • K
        Kajjka
        |

        jessssus… dopiero teraz zauważyłam magiczne słowo “koniec” na końcu 😀 😀 😀
        na swoje usprawiedliwienie, mam tylko to, że dopiero schłeptałam “poranną” kawę 😀

  3. B
    Basia S
    | Odpowiedz

    O kur*a!
    Wybacz mi wulgarność, ale tym zwrotem podsumowuję tę serię. Cudowna, wspaniała, chcę więcej!
    Pozdrawiam.

  4. M
    Megami
    | Odpowiedz

    Choć pod tym opowiadaniem było mnóstwo negatywnych komentarzy, jak nigdy przedtem, ta seria jest moją drugą ulubioną. I nie, nie zmieniłam zdania od całych dwóch lat, od kiedy przeczytałam to po raz pierwszy 😀

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Nie wszystko musi się podobać.
      Jak to powiedział: “Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego” 😀

Napisz nam też coś :-)