Pijawa (III)

with 11 komentarzy
Pijawa opowiadanie erotyczne z humorem o wampirach. Erotyka i miłość gejów.Za świętami nie przepadam, więc nie będę się nad nimi rozwodzić.
Ze wszystkich stron bombardują nas życzeniami, więc darujcie, ja odpuszczam :D.
ps. Nie przejedzcie się. Więcej seksu!
Amonaria bardzo szybko uporała się ze wszystkimi siostrzyczkami, pozostawiając za sobą drogę usianą wyssanymi truchłami z twarzami zastygłymi w przerażeniu. Brutalny to był sposób na zadanie śmierci. Jeszcze dużo wody upłynie, nim nauczy się jak żywić się na człowieku nie zabijając, a gdy już będzie musiała zabić, jak dać przy tym tyle rozkoszy, by karmidełko nie zauważyło umierania.
Po wysuszeniu z wyjątkowo smacznej krwi całego zakonu, Amonaria zjechała prostą, drewnianą windą na dół góry i pognała w zapadającą ciemność, zapewne by polować dalej. Zjechałem ową windą wraz z nią, lecz nie reagowała na moje towarzystwo, zawładnął nią głód nie do okiełznania.

Stała naprzeciw mnie w ciasnej klatce, którą trzęsło, gdy ta powoli sunęła w dół i patrzyła przeze mnie w dal. Jakby mnie tam nie było. Rozumiałem ten stan. Jeszcze długo najsilniejszymi reakcjami będą te, wywołane zapachem krwi. Inne na razie pozostaną w uśpieniu, przerobiłem to sam. Najgorszym jest to, że Amonaria zaczęła konsumpcję od najlepszej jakościowo krwi. To tak, jakby degustować wina, poczynając od wyszukanych roczników, by skończyć na sikaczach.
Nie w sikaczach gustowałem kilkadziesiąt lat, by w końcu trafić na taką czystość, zbrukać ją i przemienić. Pewnie dlatego, że nurzałem się głównie w rynsztokowcach i ich okolicach.

Nasze drogi się rozeszły, lecz miałem przeczucie, że spotkamy się jeszcze. W końcu niechcący uczyniłem ją swoją rodziną, dałem własną krew. Czy dożyje ona kolejnego spotkania ze mną, nie wiedziałem. Większość świeżaków ginęła wkrótce po przemianie i jak to inne wampiry mówiły, działo się tak przez to, że nie potrafili okiełznać żądz, pić w ukryciu i nie zachowywali ostrożności.
To, że Amonaria zjechała windą, miast zejść po skale w dół oznaczało, że nie miała świadomości posiadanych umiejętności. Na ich odkrycie przyjdzie czas, jeśli oczywiście nie skończy wcześniej nadziana na srebrne widły, lub inny wynalazek łowców wampirów.
- Witaj przystojny młodzieńcze. - Opasła matrona oparła się o brudny, karczmiany stół, pozwalając obwisłym piersiom, wciśniętym w przybrudzony stanik bluzki trząść się galaretowato przed mą twarzą.- Życzysz sobie coś?
Obleśny uśmiech, udekorowany brakami w uzębieniu sugerował harce z jej nalanym ciałem. Podziękowałem i odmówiłem, zamawiając dzban wina. Nie miałem zamiaru wypijać tych sików. Szukałem jedynie ofiar, krwiopoju, lecz zapłaciłem za śmierdzący, sfermentowany płyn, by mieć pretekst do posiedzenia i wypatrzenia karmidełka. Wino śmierdziało szczynami i starymi szmatami, podobnie jak wszystko wokół. Posiadanie tak wrażliwego węchu i odbieranie zapachów otoczenia, w szczególności tak ohydnych, było torturą samą w sobie. Wytrzymałem jednak, wypatrzyłem osobniczkę płci żeńskiej, wyglądającą na niezbyt zużytą jednostkę.
To była pierwsza pułapka, z której cudem wręcz uszedłem z życiem. Nie potrafiłem w tamtym czasie wpływać ludziom na pamięć, wymazywać wspomnień i ta niewiedza uśmierciłaby mnie zapewne, gdyby nie inny, bardziej doświadczony wampir. Właściwie wampirzyca.
Ciemny zaułek w dróżce przy karczmie i obeszczane ściany budynku. Jakaś para miętoląca się w ciemnościach, ciche pomruki zadowolonego samca i zbereźny śmiech kobiety, oferującej dostęp do swych zaniedbanych otworów w ciele, temu niedomytemu mężczyźnie. Znów atak smrodu i płynów wydzielanych przez ciała pod wpływem podniecenia.
Prowadziłem w miarę schludną dziewczynę w najciemniejsze miejsce uliczki, w nadziei na żer. Posilić się i uciec, taki miałem plan. Napierałem na wątłe ciało dziewczyny, niepostrzeżenie prowadząc ją ku wejściu kuchennemu, całkowicie okrytemu ciemnością pochmurnej nocy. Słyszałem jej krew, wyczuwałem ten aromat przebijający się przez odór niedomytej skóry, tłustych włosów. Pragnąłem go i byłem coraz bliżej. Jak szum, brzmiał w moich uszach dźwięk przeciskającej się przez tętnicę szyjną przepychanej nader pobudzonym sercem krwi. Zęby swędziały, usta same odnajdywały drogę ku delikatnej szyi i gdy zaledwie centymetry dzieliły me wargi od upragnionego celu, dojmujący ból sparaliżował mnie i unieruchomił. To był kawałek srebrnego metalu, wbijającego się powoli w szyję. Nie mógł mi zrobić zbyt wiele złego, pod warunkiem, że za chwilę straci kontakt z ciałem i pozwoli się zregenerować.
 - I co teraz powiesz ścierwo?
 To był czyjś syczący głos, dobiegający zza pleców.
- Myślałeś, że tak po prostu zeżresz sobie kogoś z naszych ty diabli pomiocie?!
Nie ruszałem się, by nie prowokować napastnika.
- Odetnij mu ten parszywy łeb!
Ten głos należał do innego osobnika płci męskiej i był równie natarczywy i zawzięty.
Robiło się niebezpiecznie. Nie miałem planu awaryjnego, gdyż nigdy dotąd go nie potrzebowałem. Dawcy dawali, ja brałem i znikałem z ich marnego życia. Teraz zrobiło się groźnie.
- Boisz się krwiopijco? - Cichy głos napawał przerażeniem, unieruchomił metalem w szyi. - Będziesz błagał o litość, jak inni?
- Nie będzie.- To był kobiecy, spokojnie brzmiący tembr.
Chwilę później ostrze straciło kontakt z moim ciałem, napastnik poleciał z impetem w tył i zapadła cisza, przerywana jedynie odgłosami pieprzącej się opodal pary i łomotaniem serca dziewczyny, którą miałem zamiar posilić się dzisiaj.
- Idziesz ze mną. - Stanowczy kobiecy głos, chrupot łamanego karku drugiego oprawcy i cisza, zakłócana przerażonym oddechem dziewczyny przede mną.
- Ty zapomnisz wszystko, co się tutaj wydarzyło.
Nad moim ramieniem pochylała się kobieta oszałamiającej urody, wbijająca wzrok w spanikowaną dziewczynę. Oddech tej drugiej spowolnił, zamrugała oczami, jak gdyby przebudziła się z głębokiego snu i uspokoiła się.
- Teraz pójdziesz do gospody i będziesz gziła się ze wszystkimi chętnymi chłopami – nakazywała obca. - Jesteś bardzo podniecona i pragniesz jedynie porządnego chędożenia.
- Tak pani – szepnęła dziewczyna i przecisnęła się między mną, a murem, podążając z powrotem do gospody.
Odprowadziłem ją zdumionym spojrzeniem, nie rozumiejąc co się przed chwilą wydarzyło.
- Co to było? - Przeskakiwałem wzrokiem ze spokojnie idącej dziewczyny, na kopulującą parkę i nieznajomą.
- Uratowałam ci życie i jeśli ciekaw jesteś nowych umiejętności, to chodź ze mną – odparła i odwróciła się, a ja party ciekawością, ruszyłem za nią.
Opodal karczmy zaparkowany był jej powóz zaprzężony w dwa konie i do tego wsiadła, zostawiając uchylone zapraszająco drzwiczki. Wsiadłem, zamknąłem je za sobą i ruszyliśmy.
Droga upłynęła w milczeniu.
Posiadłość przywitała nas skrzypieniem stalowej bramy i wysokim na kilkanaście stóp murem.
Sam budynek choć spory i ponury, niezaprzeczalnie wskazywał na wysoki status społeczny właścicieli.
- Jesteśmy – rzuciła krótko i pozwoliła podać sobie usłużne ramię służącemu, który wyszedł nam na powitanie.- Zapraszam.
Poszedłem za nią, przyglądając się z ciekawością wnętrzu budowli.
W środku pierwsze wrażenie było powalające. Białe, marmurowe schody wiodące na piętro i łukami rozchodzące się w dwu kierunkach. Ogromne, kryształowe żyrandole, rzucające mieniące się światło, powielonych odblasków płomyków lamp oliwnych i barwne obrazy pokrywające ściany. A przede wszystkim przestrzeń i korytarze odbijające w dwu kierunkach od holu.
Kobieta z uśmiechem przyglądała się mojemu oszołomieniu, czekając by moje zachłyśnięcie przepychem tego miejsca opadło.
- Chodźmy na górę. - Wskazała schody, które dla mnie były dziełem sztuki.
Biel kamienia i masywność konstrukcji, połączona z drewnianą, kręta i błyszczącą poręczą.
Szedłem za tą kobietą, sunąc palcami po idealnie gładkim drewnie i prawie bezgłośnie stąpając po stopniach z kamienia, który był tak bardzo stary. Wiele starszy niż ja.
- Chcę ci kogoś przedstawić. - Kobieta odwróciła się, zatrzymując przed ogromnymi drzwiami i naparła na jedno z jego skrzydeł. - Talusie, poznaj tego oto młodzieńca – rzekła głośno, wchodząc do pomieszczenia.
Ogromny, jasny salon. Wiele ciemnych okien i jasność świateł lamp, a pośród nich wysoki mężczyzna, stojący nieruchomo.
- Mam na imię Antonii i wdzięcznym za zaproszenie. - Pokłoniłem się nisko. -Ta pani uratowała mi życie, za co jestem wdzięczny. Dziękuję pani. - Tym razem ukłoniłem się w jej kierunku.
- Przyprowadziłaś kolejną sierotkę do naszego stadka Taido? - Nieznajomy splótł palce na wysokości piersi, nie odrywając ode mnie wzroku.- Niech zgadnę. Miał umrzeć, lecz go uratowałaś, jak to masz w zwyczaju droga moja.
- Tak właśnie było Talusie – radośnie odparła moja wybawczyni. - Ktoś chciał mu uciąć głowę, lecz temu zapobiegłam.
- I chcesz go teraz zawłaszczyć dla własnej rozrywki? - Wciąż wbijał we mnie nieprzenikliwość swych czarnych oczu. - Odmiany ci potrzeba?
- Nie, mój drogi – zaprzeczyła. - Pokażę mu kilka sztuczek, które pomogą mu przetrwać zakończenie okresu przemiany i pozwolę odejść bogatszemu o bezcenną wiedzę.
Patrzyła na mnie ciepło i szczerze. Nie wątpiłem w jej dobre zamiary, nie chciała mojej krzywdy.
- Dobrze więc Taido. - Mężczyzna usiadł dostojnie na białej kanapie. - Będzie, jak zechcesz kochana. Masz nowego podopiecznego i ciesz się nim moja droga.
Nie rozumiałem wtedy jego słów, dane mi było pojąć je dopiero po wielu latach.
Wtedy spotkało mnie szczęście bycia wybawionym, by w efekcie uczyć się wampirzych umiejętności. Umiejętności, które miały mi pozwolić cieszyć się życiem, jakie by ono żywe nie było.
- Drogi mój, nim odpoczniesz w samotności, chce dać ci pierwszą lekcję. - Twarz Taidy spoważniała. - Czy chcesz żyć spokojnie, majętnie i nie martwić się o własną głowę i zaspokojenie potrzeb?
- Oczywiście pani – wykrztusiłem zaskoczony jej rzeczowością. - Takie mam właśnie pragnienie i ciągłe zmartwienie.
- Tak więc słuchaj. - Usiadła na wygodnym, bogato zdobionym fotelu dłonią wskazując bliźniaczy mebel.- Najważniejszą umiejętnością dla przetrwania jest ta, którą dane było ci dziś zobaczyć. Jej użyłam, kontrolując śmiertelników i tej nauczę cię w pierwszej kolejności.
- Mówisz pani o zapomnieniu, w którym dzięki twym słowom znalazła się dziewczyna? - Musiałem się upewnić.
- Dokładnie o tym. - Uśmiechnęła się, pochylając ku mnie. - Nauczę cię, jak pożywić się na człowieku i nie pozostawić w jego pamięci wspomnień o tym wydarzeniu. Chcesz tego?
- Bardzo chcę, pani. - Również pochyliłem się ku niej. - Nie wiedziałem, że takie sprawy są możliwe.
- Jest ich wiele więcej i jeśliś skory do nauki, zapoznam cię ze wszystkimi.
W jej oczach widziałem podniecenie i radość promotorki.
Napatoczyłem się ja, zielony i niewiele wiedzący, młody wampir. Ona, jak matka, którą być nie mogła chciała uczyć, pokazywać świat młodziakowi, którym wtedy byłem.
Ja pragnąłem się uczyć tym bardziej, że widziałem popis jej umiejętności tam, pod karczmą, przy parze doznającej rozkoszy fizycznej mimo śmierci, która w dwu ciałach miała miejsce obok. Śmierci, którą wymazała z pamięci dziewczyny, mojego niedoszłego poidełka.
Zapiekło mnie na to wspomnienie w gardle, byłem głodny, dawno nie posilałem się na człowieku.
- Zacznijmy od razu. - Wstała i ruszyła ku drzwiom. - Jesteś spragniony, a wtedy nauka jest najefektywniejsza.
Zniknęła za drzwiami, ja przyjrzałem się jej towarzyszowi, który w niezmienionej pozie trwał na sofie, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Czymś ją musiałeś ująć młodzieńcze i patrząc na ciebie dłużej, widzę to coś i doceniam – rzekł patrząc mi w oczy. - Jesteś świeży i niewinny. Dziecko w dorosłym ciele, nieświadome własnych pragnień i piękna i to w tobie świeci jasnym płomieniem.
- Rozumiem – odparłem – że to dobrze i jestem godzien bycia uczniem.
- Jesteś – przytaknął - i będziesz. Zważ jeno, że nauka ta będzie męcząca, ale równie ekscytująca i podniecająca dla nas wszystkich.
- Proszę o wyjaśnienie. - Pragnąłem więcej informacji.
- Dowiesz się, jak manipulować ludźmi i jak ich kontrolować. - Znów zaglądał mi bacznie w źrenice. - Ta wiedza da ci władzę i dostęp do ludzkiego poidła. Możesz w sobie rozkochiwać ludzi i unicestwiać ich tak, że nie dostrzegą nawet chwili śmierci. Wiem jednak, że skoro Taida cię wybrała, to nie będziesz miał w sobie nawet krztyny instynktu zabójcy. Jej wyczuwanie wampirzych instynktów jest nieomylne.
Tą wymianę zdań przerwała właśnie Taida i dwoje ludzi, których wyczułem węchem, rejestrującym zapach krwi i słuchem, odbierającym szum gęstej, życiodajnej cieczy pompowanej przez mięsień serca.
-Przedstawiam ci naszych żywicieli.- Wskazała na ludzi, którzy spokojnie przekroczyli próg pokoju. - Na nich będę cię uczyć i karmić. Jesteś gotów?
- Jestem pani.
Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    Zmień obrazek, przeraża mnie 🙂

  2. Anonymous
    | Odpowiedz

    Niestety nie moje klimaty ale pewnie wielbicielom fantastyki sie spodoba 🙂 wesolych swiat, pozdrawiam A.

  3. Anonymous
    | Odpowiedz

    Białe, marmurowe schody wiodące na piętro i łukami rozchodzące się w DWU kierunkach.
    DWÓCH Mika, dwóch! 🙂
    Muszę przyznać że to opowiadanie nie podoba mi się za bardzo, ale każdy ma swoje gusta. Trochę spóźnione wesołych świąt Miko! 🙂

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Obie formy są poprawne, poprawiamy jeśli jesteśmy pewni swojej racji, drogi Anonimie. 🙂

  4. Anonymous
    | Odpowiedz

    Świetne! Kiedy można spodziewać się następnej części?

  5. Kajjka
    | Odpowiedz

    Pfff… obrazek… mam podobnie jeśli chodzi o wizualizację świąt i nawet bez wampirów, ewentualnie mogłaby tam być jakaś upiorna kaczuszka…
    Pijawa wciąga, wyciąga, wsysssssa :D…
    Faktycznie ruch na blogach zamiera… ale co tam, jeszcze jutro i koniec ze świętami… tymczasem pozdrawiam śśśśśświątecznie (demoniczny śmiech buahaha)

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      A na moim blogu nic nie zamarło 😀
      Czytanie w toku mimo braku takajej.
      Lowe się kręci 😉

  6. Karel Godla
    | Odpowiedz

    Wszyscy o obrazku, ja też. Jest prześliczny w nawiązaniu do opowiadania, komponuje się idealnie z okresem świątecznym oraz treścią aktualnego hitu Miki, bo zakładam, że tekst w odcinkach jest o wampirach, czego nie czytuję,
    Ukłon.

  7. Anonymous
    | Odpowiedz

    Wesołych Świąt, Mika 🙂
    Myślę, że to wymaga uwagi i reakcji:
    http://xerotyczne.pl/
    Bezczelnie publikuje opowiadania Babeczki i Twoje jako swoje. Szczytem chamstwa jest wpis, że ma prawa zastrzeżone.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Wiem o tym, ale olałam już.
      Pisałam do gościa(ówy), dodawałam komentarze, ale te zostały usunięte.
      Żałosne, że ktoś zakłada coś bez pomysłu i na siłę.
      Dziękuję jednak za czujność 😀

Napisz nam też coś :-)