Piwnice (IV)

with 9 komentarzy

Piwnice opowiadanie erotyczne o tajemniczym nieznajomym i seksie przez ścianęSpałem tak spokojnie, jak to tylko możliwe po upojnym seksie.
Ok, upojnego seksu dotąd nie zaznałem, lecz to dziś w piwnicy musiało być jego namiastką.
Nie zaznałem upojności, bo jak sądzę, możliwe to jest wyłącznie z osobą, którą się kocha.
Nie kochałem, więc nie wiem czy mam rację.

To, czego zaznałem w piwnicy miało w sobie inny element. Niepewność poprzedzająca zaskoczenie.
Dziewczyna zaskoczyła mnie tym, co zrobiła. Miałem nadzieję, że zechce mnie chociaż dotknąć, ona tymczasem wzięła mnie w usta. To było ponad moją wytrzymałość. W momencie skończyłem, a ona mnie nie odrzuciła.

Wieczorem, w łóżku leżałem spokojny, ale jednocześnie podminowany ciekawością, do czego ta ona jest zdolna.

- Dawidku - zakwiliła słodko mama, czyli z góry wiedziałem, że coś mi do roboty wymyśliła.

Przy takiej ilości ludu w mieszkaniu, roboty zawsze było w bród. Mama nie pracowała zawodowo, lecz od zawsze miała pracy multum. Nakarmienie, opranie i obrobienie siedmiu osób, to nie lada wyczyn. Czasami było mi jej wręcz szkoda, toteż nigdy nie migałem się od wypełniania obowiązków.

- Co potrzeba mamo? - Przeszedłem do rzeczy.
- Ogórków potrzeba dziecko. - Uśmiechała się radośnie. - Będziemy kisić, a później jeść!
- Super. - Cieszyłem się i nie byłem w tym odosobniony.

Ogórki nigdy nie zdążyły się dokisić i wyżeraliśmy je, gdy zaczynały ledwie bąblować.

- Kup, ile uniesiesz i przygotujemy je jeszcze dzisiaj, dobrze?
- Ok.

Z plecakiem i reklamówkami pognałem na mini targowisko w pobliżu bloków, by po pół godzinie obładowany, jak ogórkowy wielbłąd z pełnym obciążeniem na plecach i siatką obejmowaną oburącz, ładować się do windy. Kupiłem za dużo, lecz po pierwsze kobieta z warzywniaka dorzuciła mi trzy kilo za pół ceny, a po drugie żadna ilość w naszym domu nie byłaby zbyt duża.

Wsiadanie do windy było wyczynem ekwilibrystycznym, lecz udało mi się w końcu dokonać wejścia, gubiąc tylko jednego ogórka przed windą. Nie schylałem sie po niego, gdyż mógłbym wysypać   o  wiele więcej z reklamówki, którą dla pewności trzymałem nawet zębami.
Gdy próbowałem wcisnąć guzik piętra łokciem, co okazało się wręcz niewykonalne, drzwi windy otworzyły się i weszła... mała z piwnicy.
Zamarłem, zastanawiając się, czy mnie pozna, lecz ona ledwie spojrzała w moją stronę.

Cholera, fiuta muszę wyciągnąć żeby ją zainteresować? Parsknąłem na tą myśl i poplułem się przy okazji, gdyż ciężko jest się zaśmiać z uszami foliowej torby w ustach. Spojrzała przez ramię, jak na wariata.
I wtedy pierwszy ogórek wypadł przez dziurę w dnie reklamówki, w którą z emocji wbiłem palce. Za pierwszym wyleciał kolejny i jeszcze kilka.

- Chler... - zakląłem w zniekształcony paszczowo sposób, czym zwróciłem na siebie jej zdziwione zpojżenie.

Najpierw zdziwione, po chwili rozbawione. Zatkała roztarganie w folii dłońmi i nakierowała moje palce tak, by więcej ich już nie wypadało. Kucnęła i zbierała resztę z podłogi, a ja zastanawiałem się, czy tak właśnie wyglądała za ścianką piwnicy i momentalnie zareagowałem częścią ciała poniżej pasa. Kretyńska wyobraźnia...

- Na które piętro jedziesz? - Wreszcie usłyszałem naturalne brzmienie jej głosu.
- Dźśty. - Brzmiałem śmiesznie.

Złapała za oplute uszy reklamówki, pozwalając na chwilę odpocząć moim ustom i przełknąć nadmiar śliny.

- Dzięki. - Na prawdę czułem wdzięczność. - Na dziesiąte.
- Pomogę ci, bo szkoda warzyw i twoich zębów. - Patrzyła mi na usta, a ja miałem ochotę by się pochylić i pocałować ją.

Wcisnęła przycisk z dziesiątką, przeczekaliśmy postój na siódmym i trzy piętra wyżej wysiedliśmy w dość zabawny sposób. Ona szła tyłem, otwierając butem drzwi, a ja przodem z jej ręką pod nosem i drugą zaciśniętą na mojej, tej na dziurze w siatce.
Ją to bawiło, a mnie zaczynało właśnie.

Po tak nietypowym poznaniu jedenaście pięter niżej, zwyczajność tej sytuacji mnie bawiła tym bardziej, że wiedziałem, że ona to ona, a ona była nieświadoma tego, co zrobiła mi wczoraj ustami. Usta miała śliczne, kształtne i coraz bardziej roześmiane. Gdy drzwi zamknęły się za nami, a winda zjeżdżała na parter, śmialiśmy się już głośno, a reklamówka trzeszczała i napinała się coraz bardziej.

- Które mieszkanie? - Ledwo ją zrozumiałem.
- To za tobą. - Wskazałem głową. - Zastukaj nogą, to mama otworzy.

Mama stanęła jednak w drzwiach wcześniej, przyciągnięta zapewne naszym radosnym skowytem.

- Widzę, że faktycznie masz smaka na kiszonki! - huknęła donośnie mama. - I pomoc przyprowadziłeś! Wchodźcie.

Oj, zakisiłbym ogóra, ale może niekoniecznie w taki sposób. Dureń ze mnie...

- Dawid jestem. - Dalej szliśmy złączeni cennym ładunkiem.
- Karolina - odparła, uśmiechając się szczerze.

Podobała mi się coraz bardziej i nijak nie potrafiłem do niej przypasować tej Karoliny z komórki obok.
Czy często zdarza jej się tak zaszaleć?
Cóż, nie zapytam jej, ale mogę spróbować sprawdzić.

- Wsypcie prosto do zlewu. - Poganiała nas mama. - Tylko ostrożnie, żeby nie popękały!

Głupawka nas nie opuszczała również wtedy, gdy Karolina zdjęła palce z moich i roztargała powoli siatkę, pozwalając zielonym warzywkom wpaść z chlupotem do komór zlewozmywaka.

- Pomożesz młoda damo, czy śpieszysz się? - zapytała z dziwnym wyrazem oczu mama.

Pewnie wyczuła moje zainteresowanie, a poza tym rzadko zdarzało się gościć tu kobiety.

- Z przyjemnością. - Karolina z ciekawością oglądała glinianki na kiszonki i pęk kopru wiszący na klamce okna obok. - Moja mama nie kisi ogórków.
- Za pomoc, dostaniesz ogromny słoik w nagrodę. - Mama zanurzyła dłonie w zlewie i zaczęła myć ogórki. - Jeśli oczywiście uchronię je przed pożarciem. Ale! - Wystrzeliła ręką w powietrze z wyciągniętym wskazującym palcem wymierzonym we mnie, ochlapując przy okazji kuchnię. - Dawid tego dopilnuje. Tak?
- Obiecuję. - Przyłożyłem dłoń do serca. - Najwyżej wyniosę do piwnicy.

Najpierw powiedziałem, później pomyślałem.
Miałem w efekcie piękny widok na szkarłatny rumieniec oblewający policzki Karoli i sam pewnie też się zaczerwieniłem. Złapałem pęk kopru i szarpnąłem tak mocno, że o mały włos, a wyrwałbym klamkę z okna. Uniesione brwi mamy i jej badawczy wzrok pomógł mi trochę ochłonąć.

- No to zaczynajmy. - Jej flegmatyczny głos znaczył, że mocno ją sobą zastanowiłem. - Ty Karolinko wycieraj ogórki i nakładaj je pionowo i ciasno w gliniakach, a ty synuś poupychaj pomiędzy nie czosnek i chrzan.

I współpracowaliśmy sobie w uciskaniu wysłużonych naczyń ogórami i czosnkiem, zalaliśmy wszystko wodą i zasypaliśmy przyprawami, a w końcu przykryliśmy obciążonymi talerzami.

- To musi być świetna sprawa - westchnęła Karola. - Takie swojskie ogórki w kuchni.
- Może też takie zrobisz? - Mamuśka wycierała ręce z niewinną miną, która mnie jednak nie zwiodła. - Jakby co, to Dawid ci pomoże, bo najsprytniejszy w tym temacie spośród moich synów. Widać, że kuchnia go przyzywa, ma chłopak grajfkę do gotowania.

Mnie zrobiło się głupio po tej jawnej reklamie, ale Karolina przyglądała mi się z zaciekawieniem.

- A czy to musi być taki gliniak? - spytała, patrząc na mnie. - Nie mamy takiego, a pewnie drogie są gliniane naczynia tej wielkości.
- Coś powinno być w piwnicy - stwierdziła w zamyśleniu mama. - Dawid poszuka i jeśli nie znajdzie nawet, to pożyczę ci któryś z tych. Taką graciarnię mamy w komórce, że nawet nie wiemy co tam jest.

Cholera, że też musi być ciągle piwnica na tapecie. Oboje z Karoliną reagowaliśmy na to słowo rumieńcem.

- To ja już pójdę. - Karolka sięgnęła po bluzę, którą wcześniej rzuciła na taboret kuchenny. - Bardzo dziękuję za naukę i jeśli dałoby się tego gliniaka pożyczyć, to będę bardzo wdzięczna. Też bym chciała ukisić ogórki.

Jakiś cień tęsknoty jej w oczach błysnął, gdy patrzyła na rozgardziasz poprodukcyjno - ogórkowy.

- Odprowadzę cię. - Zaproponowałem. - Dziękuję za pomoc - dodałem już za drzwiami i poza zasięgiem czujnego ucha maminego. - Nie dowiózłbym tej siaty w całości do domu.
- Polecam się. - Znów jej śliczny uśmiech i mój zawias na jej ustach. - Zazdroszczę ci. - To już dodała smutniejszym głosem.
- Czego? - Nie rozumiałem.
- Kiedyś ci powiem. - Wbiła wzrok w posadzkę przed sobą, ukrywając tym samym uczucia.
- Może jutro? - Kuć żelazo, póki gorące! - Jest sobota, robisz coś ciekawego rano?
- Na pewno wychodzę z domu. - Twardość w jej spojrzeniu powiedziała mi, że to rodzaj ucieczki.

Po cóż innego ukrywałaby się w piwnicy?

- To może wyjdziemy razem? - Stałem tak blisko niej, że czułem woń szamponu na włosach. - Rano w parku jest akcja "Śniadanie na trawniku". Co ty na to?
- Chętnie Dawidzie. - Mówiła szczerze i przez jej szczere oczy poczułem radosny ucisk w żołądku.

Zastanawiałem się tylko, czy przyjdzie dziś do piwnicy.
Zastanawiałem się również, co o tym wszystkim myśleć.
Czy ona do jasnej dupy wie, że ja to ten sam facet co w piwnicy?
Nie mogłem się już doczekać popołudnia.
Z jednej strony chciałem, żeby przyszła, a z drugiej mój samczy instynkt krzyczał, by zakochała się we mnie tu i teraz i by porzuciła myśli o nieznajomym facecie i frywolnościach z nim przez dziurę w drewnianej ściance.
Gubiłem się w tym...

Wieczorem zjechałem windą, bijąc się z uczuciami i chęcią tego, co chcę zastać na piętrze minus jeden.
W korytarzach świeciło się światło, więc albo ktoś zapomniał za sobą zgasić, albo...
Na drzwiach komórki obok nie było kłódki, więc Karolina czekała na mnie za ścianką.

Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy po wejściu do środka, była dziura w ścianie i trociny drewna na podłodze. Dziura stała się o wiele większa, tak więc to ona musiała ją powiększyć.
Radość zbliżającej się przyjemności i gorycz klęski, jako amanta rozkochującego w sobie samicę od pierwszego wejrzenia, walczyły w mojej głowie ze sobą.
Z drugiej strony, czym ją miałem w sobie rozkochać? Kiszeniem ogórków? Przeludnionym mieszkaniem?

Postanowiłem się cieszyć. W spodniach radość zakiełkowała błyskawicznie.
Zamknąłem za sobą drzwi i zaryglowałem je od środka.

- Cześć. - Dobiegło mnie zza ścianki.

ps. jutro kiszę ogórki!!!

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Asia
    | Odpowiedz

    Aż naszła mnie ochota na ogórki kiszone… Super, że poznali się w “realu?”. Czekam na jeszcze.

    Ps. Chyba zrobię ogórki, na urlopie jestem więc można 😀

  2. laid back
    | Odpowiedz

    Sezon ogórkowy…Wpadnie Karel i będzie narzekał,że na warzywa schodzi,albo na jeże.Więcej seksu!

  3. Joannaa
    | Odpowiedz

    Czas na ogórki 🙂 Ale czekam na to co się wydarzy dalej 🙂

  4. GreatLover
    | Odpowiedz

    Jeśli można coś zgłosić ;] Jestem w stanie uwierzyć, że laska pomaga wnosić ogórki do mieszkania i pomaga je kisić, ok, ale nigdy nie uwierzę, że chwyci za obślinione uszka siatki bez najmniejszego obrzydzenia czy słowa komentarza ;]

    I popieram laid back – seksu, a nie ogórków ;]

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      No błagam!
      Wzięła do buchy, a nie weźmie do ręki?
      Racjonalizatorzy i analizatorzy…
      Mech!
      😀

      • GreatLover
        |

        Ale wtedy nie wiedziała o tym, że to koleś któremu obciągała w piwnicy przez dziurę między deskami ;]

        Off-top: https://www.youtube.com/watch?v=WroW7bOUAt4

        za to kocham kobiety 😉 WSZYSTKIE ;]

      • laid back
        |

        Nie ma takiej opcji…

      • GreatLover
        |

        Takie egzemplarze też się trafiają, ale filmik jest zacny 😉 Zwłaszcza fragment o kwiatach z pola na rocznicę ;]

        Ech, kobiety… kto je rozumie?

Napisz nam też coś :-)