Piwnice (V)

with 1 komentarz

Piwnice opowiadanie erotyczne o tajemniczym nieznajomym i seksie przez ścianęDzisiejszy dzień zaowocował zaskoczeniem i dziwnie się zakończył. Nawet bardzo dziwnie.

Poranek nędzny i plany na wakacje nędzne. Nie zarabiam pieniędzy, ponieważ nie udało mi się znaleźć pracy na weekendy w roku studenckim niestety.
Dziś zabłysnęło światełko w tunelu. Jedna z knajpek obiecała zadzwonić w sprawie sezonowej pracy kelnerki.
Kelnerką nie byłam nigdy, ale nie może to być przecież aż tak trudne.

Wracałam właśnie z rozmowy z młodziutką i bardzo sympatyczną kierowniczką lokalu, obmyślając dalszą część dnia, a właściwie tę poprzedzającą zjazd do piwnicy.
Pewnie połażę po parku, bo na znajomych nie mam co liczyć obecnie. Wszyscy się  sparowali a ja, jako singielka, nie miałam ochoty z nimi przebywać. Migdalenie się innych, jakoś nie poprawiało mi nastroju.
Weszłam do windy, rejestrując w niej osobnika płci męskiej, obładowanego masochistycznie ciężarami.
Na krótki rzut oka wyglądało, że w obejmowanej dłońmi reklamówce miał kilka ton ogórków.
No tak, teraz się kisi, tylko nie w moim domu. U mnie obiad stał się ostatnio wydarzeniem na skalę świątecznego posiłku.
Jeszcze trochę. W końcu się wyprowadzę. Rok studiów i frunę w świat, do pracy i na swoje.
Oby...

Osobnik za moimi plecami parsknął i w pierwszym odruchu pomyślałam, że może mam coś we włosach, albo na tyłku, lecz już po chwili dźwięk upadającego na podłogę warzywa, jadącej w górę windy rozjaśnił wątpliwości. Spadł jeden ogórek, a za nim następne.
Odruchem była pomoc i tej udzieliłam, pomagając mu zatamować wylewające się z roztarganej torby ogórki, a te z podłogi pozbierałam.
Ale jak tu nie pomóc posiadaczowi tak pięknych oczu?

Zaraz! Coś znajomego było w tych oczach i w dłoniach. To stwierdziłam po spojrzeniu na palce, które starałam się nakierować na rozerwanie siatki.
Nie! Schizuję. Teraz będę wszędzie widziała chłopaka z piwnicy.

- Na które piętro jedziesz? - Zauważyłam, że nie wcisnął żadnego guzika, ale widocznie brakło mu kończyny do tego.
- Dźśty. - Popluł się, próbując odpowiedzieć. - Dzięki. Na dziesiąte. - Dodał z uśmiechem, gdy wyjęłam mu z ust obślinione uszy reklamówki.
- Pomogę ci, bo szkoda warzyw i twoich zębów. - Nie mogłam oderwać oczu od jego warg, tak kusiły kształtem.

Czyżby hormony zaczynały walkę z moim rozsądkiem?
Właśnie zachciałam, żeby to on okazał się chłopakiem z piwnicy.
Tylko jak to sprawdzić... sprawić?

Cała sytuacja stawała się coraz bardziej komiczna. Wyglądaliśmy, jak osoby biorące udział w jakiejś konkurencji na przeniesienie kruchego i bardzo niestabilnego pakunku. Winda zatrzymała się i teraz trzeba było się wydostać z niej. Chciałam naprzeć na drzwi pupą, ale przypomniały mi się mało estetyczne, zaschnięte harki, którymi artyści, plujki osiedlowe pstrzyły wnętrze windy od kiedy pamiętam. Jeszcze inni oddawali w windzie mocz, tak więc postanowiłam wykorzystać do otwarcia podeszwę buta.
Kroczek, po kroczku wydostaliśmy się na korytarz, poddając się ogarniającej nas, coraz bardziej histerycznej wesołości.
Gdyby nie jego mama, pewnie za chwilę pękłaby folia utrzymująca warzywa, lecz zostaliśmy zagnani  do kuchni i tam wysypaliśmy cenny ładunek do zlewu.

I wtedy zobaczyłam jego odsłonięty nadgarstek, a właściwie bransoletkę z rzemyków i sznurków na niej. Zrobiło mi się gorąco, gdyż ta sama bransoletka zdobiła rękę chłopaka w piwnicy.
Aż taki zbieg okoliczności?
Nie czekał na mnie w windzie raczej, nie z tą ilością ogórków!
Zaczęłam się rozglądać po kuchni, by nie patrzeć na tę branzoletkę, nie mogąc przy okazji nie docenić naczyń przygotowanych do kiszenia. Ciężkie, opasłe gliniaki z pokrywami czekały na blatach kuchennych i stole. Osiem sztuk naliczyłam.
Aż tak liczna rodzina, czy po prostu odżywiają się wyłącznie kiszonkami?

Kolejnym potwierdzeniem mojej teorii o Dawidzie, jako piwnicznym sąsiedzie, była jego reakcja na wzmiankę o piwnicy i ukryciu w niej słoja kiszonek dla mnie.
Najpierw myślałam, że on wie, że ja, to ja. Sam się jednak tak swoimi słowami zestresował, że spąsowiał na twarzy, po czym omal nie wyrwał okna ze ściany, by to ukryć.

Po nabiciu gliniaków ogórkami i zalaniu ich zalewą, podziękowałam za naukę i pozwoliłam się odprowadzić. Wynikiem tego było zaproszenie na jakąś poranną imprezę w parku.
Nigdy tego nie widziałam i ucieszyłam się równocześnie, że nie umówił się ze mną na piwo na przykład.
Zbyt banalne by to było.
Najwyraźniej, Dawid nie był banalnym facetem.

Ciekawa byłam, czy przyjdzie do piwnicy dzisiaj, ale czemu w sumie miałby nie przyjść?

Wieczorem, z nosem przyciśniętym do szpary pomiędzy drzwiami, a ścianą czekałam na niego.
Wszedł do środka, zamknął zasuwkę.

- Cześć. - Nie wytrzymałam i odezwałam się pierwsza.
- Co mi dzisiaj pokażesz? - Nachylił się do powiększonego przeze mnie dzień wcześniej otworu, lecz nie pokazał twarzy.

Nie musiał, miał na sobie te same spodnie, co wcześniej. Dżinsy z jakimś znakiem graficznym na biodrze. Czyżby chciał być przeze mnie rozpoznany?
Nie! Po co zmieniałby więc koszulkę?

- A co chcesz? - zapytałam.
- Piersi chcę. - Krotka odpowiedź. - Chcę cię dotknąć.

Świadomość tego, że wiem kim jest i poznałam go dzisiaj, ośmielała. Już nie widziałam twarzy psychopaty w wyobraźni, ale konkretnego faceta.

- Ok. - Sięgnęłam za siebie i rozpięłam stanik, zdejmując go razem z koszulka przez głowę. - Proszę bardzo.

Chyba go zaskoczyłam szybkością reakcji, gdyż zamarł na chwilę.

- Nie chcesz? - Zdenerwowałam się, że może nie tego oczekiwał.

Powinnam była oponować, nie chcieć jeszcze?

- Czekaj. - Rzucił szybko, po czym światło po jego stronie zgasło. - Skoro nie chcesz zaświecić swojego, to ja też wolę w ciemności.

Drzwi komórek nie były zbytnio szczelne, tak więc światło z korytarzyka przebijało przez szczeliny. Coś można było zobaczyć, ale niezbyt wiele. Bardziej poczułam, niż widziałam, że przeciska dłoń przez otwór, by chwilę później poczuć ostrożny dotyk. Badał moją szyję opuszkami palców i sunął nimi w dół. Gdy dotarł do czubka piersi i zacisnął palce na sutku. Jęknęłam.

Myślałam dotąd, że mam mało wrażliwe piersi. Skupienie się jednak tylko na dotyku, tylko tej jednej piersi pokazało mi, jak bardzo się myliłam.
Objął ją od dołu i pieścił powoli, bez pośpiechu. Nie tracąc kontaktu z moją skórą, przesunął dłoń i ten sam zabieg powtórzył przy drugiej. Porzucił piersi i obniżył dłoń, jakby chciał dotrzeć niżej, lecz przegroda między nami nie pozwoliła na to.

- Chcę cię dotknąć tam. - Usłyszałam. - Czy możesz wejść na coś, jak wczoraj ja?
- Tak. - Też pragnęłam dotyku.

Podsunęłam fotel bliżej ścianki, weszłam na niego i przytrzymując się półki przy suficie, którego dotykałam już głową, wypięłam biodra do przodu.
Badający dotyk powyżej kolana, zbliżał się do miejsca, które pragnęło go coraz bardziej. Palce dotknęły mnie między nogami, jeden palec zaczął się we mnie powoli wsuwać, a kciuk podrażnił najczulszy punkt. Zadrżałam, jęknęłam i oparłam czoło o półkę.
Palec we mnie penetrował, drugi drażnił, uszy zarejestrowały zgrzyt rozsuwanego rozporka.
Robi to sobie!

To podnieciło wyobraźnię jeszcze bardziej.
Zaczęłam poruszać biodrami, ocierając się o dłoń szybciej i czułam wirowanie w głowie. Pod zaciśniętymi powiekami widziałam jego niebieskie oczy i piękne usta i niczego nie pragnęłam w tej chwili bardziej, jak właśnie pocałunku.
Kolejny ruch bioder, palce zaciśnięte na chropowatym drewnie, czoło oparte o napięte przedramię i eksplozja w głowie, uda zaciskające się na jego dłoni.
Jęczałam i kwiliłam, oddychając ciężko.

Po dłuższej chwili odsunęłam się powoli i zeszłam z fotela, by opaść na niego ciężko.
Co to było?
Czym mnie tak podnieciło?
Brakiem widzenia?
Tym, że on nie wie kim jestem?
Tym, że robił sobie dobrze, robiąc dobrze również i mnie?
Trochę to było pokręcone, ale nie cofnęłabym czasu.

- Dziękuję - szepnęłam.
- Ja również - odszepnął. - Brakowało mi tylko twoich ust. Na moich ustach, dla ścisłości.
- No to czuliśmy to samo. - Spojrzałam na ciemną ścianę.
- Więc może przyjdziesz tutaj do mnie? - Zaproponował. - Albo ja do ciebie.
- Cierpliwości. - Zaśmiałam się. - Podoba mi się to dawkowanie.
- Mnie też.
- To do jutra? - Zapytałam, gryząc się w język w samą porę, nim wypsnęło mi się słowo "do rana".
- Już się nie mogę doczekać. - Słyszałam jego głos bardzo wyraźnie, musiał widocznie przytknąć twarz do dziury w ściance. - Pa.
- Pa. - Westchnęłam.

Znów odczekałam, aż sobie pójdzie i tylko zastanowiło mnie, czy na jego miejscu nie poczekałabym gdzieś w zaułku by zobaczyć, z kim się tak ochoczo miętolę.
Zaczekałabym.
Cóż, jeśli nawet i on tak zrobił, to jutro to z niego wyciągnę.
Jak? Jakoś...

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedź

  1. Kasia
    | Odpowiedz

    “Co mi dzisiaj pokarzesz? – Nachylił się do powiększonego przeze mnie dzień wcześniej otworu, lecz nie pokazał twarzy.” – pokarzesz? Mały błąd ortograficzny, każdemu się zdarza, ale razi w oczy. 😉 Ogółem uwielbiam wszystkie Twoje opowiadania i czekam na każdą kolejną część, szkoda że za szybko się je czyta. 😀 Wzięłam do siebie porady na temat kota i wszelkich innych “zabiegów” dotyczących ciała i duszy, mam nadzieję, że będzie ich więcej. Pozdrawiam K. 😉

Napisz nam też coś :-)