Jak zacząć pisać? – Podcast nr 3 – z serii “Pisać każdy może!”

with 8 komentarzy
W tym niedługim, jak na nas podkaście mówimy o przygotowaniu się do pisania, by nie strzelać tzw. “byków”.

Notatki do podcastu:

Podcast w podpunktach

czas w podcaście:

00:50 O tym, jak Aga (Babeczka) przygotowuje się do pisania, a poniżej przykład tekstu poszatkowanego, właściwie zlepek dłuższych i krótszych kawałków opowiadania (scen).

04:10 O myleniu imion przez Monikę (Mikakamaka)

09:00 Kiedy i po co przeprowadzać research?

12:20 O spacerach z mapami google.

14:15 O czerpaniu informacji z cudzych blogów.

16:40 O wiewiórce na parapecie, oraz jej zdjęcie, które można zobaczyć TUTAJ.

18:00 O medycznej wpadce w “I stałam się”.

20:10 O cudownym miejscu z “Trzydzieści plus”.

21:00 O poćwiartowanej rodzinie ninja, oraz o zdjęciach rękopisów Agi, które można zobaczyć poniżej.

24:30 O sprawdzaniu logiki ram czasowych i nie tylko.

25:15 O tworzeniu własnego uniwersum (jak w opowiadaniu “Sen”)

27:20 O interesującym początku i wadze streszczenia i okładki.

29:30 O klnących postaciach na przykładzie “Fotostory”.

33:00 O tym, jak dobrze zakończyć opowiadanie (powieść) i tu o “Wygrana” i “Biała”, czy “Tysiąc odcieni bieli”.

37:00 Obrabiamy dupę Gejowi 😉

40:40 “Nikomu ani słowa” – o inspiracji opowiadaniem innego autora.

 

Przykład tekstu a”la kapusta 😉

Randka

1.

Siedział przy oknie, ponuro wpatrując się w zaniedbany ogród. Dziś miała pojawić się ta baba z opieki społecznej i powinien być trzeźwy. Szczerze mówiąc miał to gdzieś. Wszystko miał gdzieś. Kolejny łyk z przybrudzonej butelki, kolejna porcja środka znieczulającego. Wolałby coś silniejszego, ale na to nie miał forsy. Z goryczą pomyślał, że jeszcze trzy lata temu o tym samym czasie, wypoczywał w karaibskim raju, a w łóżku zabawiały go dwie, gorące brunetki. Dziś o takich rzeczach mógł jedynie pomarzyć. Wspomnienia tego co stracił, świadomość, że kiedy stoczył się na dno, to nie znalazła się ani jedna osoba, która by mu pomogła, była gorzką pigułką do przełknięcia. Odwrócił się od niego nawet ojciec, wszyscy tak zwani przyjaciele, narzeczona. Zapomniano o nim, chociaż tak niedawno pojawiał się prawie na każdej okładce, był gościem wielkich magazynów, brylował w eleganckim towarzystwie.

Nic z tego nie zostało.

Pieniądze szybko się skończyły. Jego znakomicie zapowiadająca się kariera również. Nie miał żadnych oszczędności. Okazało się, że nie miał również nikogo, kto podałby mu rękę w tak trudnej sytuacji.

– Kurwa! – warknął, bo w butelce pokazało się dno. Zresztą powoli czuł zobojętniającą moc alkoholu. Szumiało mu w głowie, świat wyglądał na dziwnie zamazany, jakby oglądał go zza zaparowanej szyby. Wygrzebał z kieszeni papierosa. Z rozkoszą zaciągnął się dymem, chociaż palił najpodlejszy gatunek dostępny na rynku. Potem pomagając sobie dłońmi wyjechał na werandę. I dalej, aż nad samo jezioro.

Został mu tylko ten dom, wybudowany na kompletnym odludziu, w głębi lasu. Kiedy tu przyjechał była to totalna rudera. Z trudem pokonał swoje ograniczenia, aby przywrócić mu chociaż minimalną funkcjonalność. Do dziś nie miał prądu, wodę czerpał ze studni, a inne potrzeby załatwiał w niewielkiej budce. Z początku frustrowało go to, brzydziło. Krzyczał, klął i płakał, ale na niewiele się to zdało. Nikogo nie obchodził jego los. Źródłem utrzymania była teraz niewysoka renta oraz dodatki socjalne. Musiał się tym zadowolić, chociaż wystarczało to bardziej na wegetację niż na życie.

Zatrzymał się przy wąskim przejściu nad brzeg. Patrzył ponuro na coraz bardziej wzburzone wody jeziora, na zrujnowany pomost, który w każdej chwili groził zawaleniem. Patrzył i zastanawiał się, czy nie powinien ze sobą skończyć. Nie chciał dalej tak żyć, nie potrafił. Pochylił głowę, wpatrując się w swoje nieruchome nogi. Był cholernym kaleką, zapijaczonym, nikomu niepotrzebnym wrakiem człowieka, który jeszcze kilka lat temu znajdował się na samym szczycie. Nic z tego nie zostało, kompletnie nic. Po raz ostatni zaciągnął się papierosem. Niedopałek wyrzucił do wody.

Wjechał na rozklekotany pomost. Miał nadzieję, że mu się uda. Śmierć nie będzie przyjemna, ale będzie wybawieniem. Bez względu na to, czy czeka go życie po śmierci, czy nie. Miał to w dupie. Chciał po prostu odpocząć. Od tego, kim się stał, od ciągłego braku pieniędzy, od biedy, od samotności. Od pełnych politowania spojrzeń, gdy czasami zdarzyło zapuścić się na zakupy do lokalnego sklepiku.

Deski pod kołami trzeszczały przejmująco, ale udało mu się dotrzeć prawie na sam koniec pomostu. Dopiero gdy tam się zatrzymał, rozległ się głośny huk. Wpadł do wody i ostatnim, co zapamiętał, było silne uderzenie w głowę.

***

15 lat wcześniej

Z spiętych na czubku głowy włosów, wyciągnęła dwa kosmyki, puszczając je luzem, aby stworzyły wrażenie nieplanowanego nieładu. Zmarszczyła groźnie brwi, wydęła wargi, a na koniec pokazała swemu odbiciu język.

I posmutniała.

To, co zobaczyła w lustrze nie było tym, co sobie wymarzyła. Fryzura całkiem niezła, ale włosom brakowało połysku. Usta pociągnięte błyszczykiem, może i wyglądały kusząco, lecz wystarczyło, aby się uśmiechnęła, a wtedy można było zauważyć aparat na zębach. Już o wiele mniej kuszący. Gruba warstwa podkładu nie do końca zdołała zamaskować podstępnych pryszczy. A makijaż oraz ciuchy, które pożyczyła jej siostra, sprawiały wrażenie, jakby kompletnie do niej nie pasowały.

– Jestem beznadziejna – mruknęła Kornelia, smętnie przyglądając się swemu odbiciu. Potem po raz tysięczny zadała sobie pytanie, dlaczego to ona z całego rodzeństwa przypominała życiową katastrofę? Byli trojaczkami, dwie dziewczyny, jeden chłopak. Co dziwne, różnili się od siebie, jak dzień od nocy. Kamil, beztroski, seksowny, z łatwością łamiące dziewczęce serca, właśnie dostał się do młodzieżowej kadry piłkarskiej. Wróżono mu karierę wielkiego piłkarza, a on pławił się w zachwycie tłumów, nie ukrywając, że to właśnie jego życiowy cel. Klaudia, wysoka, mega zgrabna, o twarzy greckiej bogini i charakterze pazernej harpii, nie ukrywała, że chciałaby bogato wyjść za mąż i prowadzić beztroskie, wystawne życie. Tylko ona, Kornelia, była taka nijaka. Nie miała planów na przyszłość, walczyła z rozszalałym trądzikiem, a na dodatek nie grzeszyła śmiałością. Kiedy jakiś chłopak próbował ją zagadać, rumieniła się i bełkotała coś bez składu i ładu. Jedynie w swojej wyobraźni, była elokwentną, rozchwytywaną dziewczyną.

– Gotowa? – Klaudia wsadziła głowę do pokoju, taksując wzrokiem siostrę. – No, nawet nieźle – pochwaliła.

– Z kim mnie umówiłaś? – spytała zaciekawiona Kornelia.

– No wiesz… – tamta odrobinę się zmieszała. – Kuba chciał randki, więc powiedziałam mu, że zgodzę się, jak zorganizuje kogoś dla mojej siostry bliźniaczki.

– Kuba? – jęknęła nieoczekiwanie Kornelia. – Ten Kuba? Kolega Kamila z reprezentacji?

– Tak, ten. Nie bardzo w moim guście, ale od biedy ujdzie. – Klaudia wystudiowanym ruchem poprawiła nieposłuszny kosmyk włosów. – Gotowa? Taksówka czeka.

Przez całą drogę Kornelia nerwowo zaciskała pięści, jednocześnie popadając w euforię, aby później pogrążyć się w otchłani rozpaczy. Znała Kubę, czasami bywał u jej brata, bo razem studiowali. Znała też z widzenia kilku innych chłopaków. Ale zakochała się w jednym.

Był z nich najstarszy i chyba najbardziej utalentowany. Już teraz znajdował się pod baczną obserwacją różnych rekinów piłkarskiego biznesu. Straciła rachubę, ile to już razy wyobrażała sobie, że Michał doznaje nagłego olśnienia, po czym zakochuje się w niej bez pamięci. Tyle marzenia, bo w rzeczywistości bała się nawet do niego zbliżyć. A ile wycierpiała, gdy przez miesiąc umawiał się z Klaudią? Nieśmiała nadzieja wkradła się do serca dziewczyny. A jeśli to on jest jej „randką w ciemno”? Byłoby cudownie, chociaż chyba umarłaby z zawstydzenia.

Bez problemu dotarły do klubu, sforsowały ochronę, by krętymi schodami zejść w dół. Dla Klaudii nie istniały żadne przeszkody. Jakby złośliwy los obdarzył ją całą odwagą tego świata, a mnie przeznaczył nędzne resztki, melancholijnie rozmyślała Kornelia, rozglądając się dookoła.

– To impreza zamknięta – szepnęła jej siostra, a zaraz potem uśmiechnęła się szeroko, machając do kogoś w oddali. – Są i nasze randki.

Po czym rzuciła się na szyję wysokiemu brunetowi, namiętnie wgryzając się w jego wargi. Kornelia zarumieniła się zakłopotana, nerwowo pocierając wilgotne od nadmiaru emocji dłonie, a zaraz potem znieruchomiała. Bo za plecami Kuby pokazał się roześmiany Michał. Przywitał się z Klaudią, po czym uśmiechając się nieco kpiąco, pochylił i pocałował Kornelię w policzek.

Ją! On ją pocałował! Biedna dziewczyna zamieniła się w przysłowiowy słup soli.

2.

Obecnie

Było mu ciepło. Coś przyjemnie pachniało. Gdy uchylił powieki, pochylała się nad nim jakaś twarz. Kobieca twarz. Piękna, pomyślał z rozmarzeniem. Może to anioł? Tylko czy anioły mają czarne włosy? Powinny mieć raczej złociste sploty i błękitne oczy. A ona oczy miała szare, jak niebo przed wiosenną burzą, zanim jeszcze spadną pierwsze krople deszczu.

Znów popadł w coś w rodzaju omdlenia. Ktoś poił go gorącą herbatą, o smaku i aromacie malin. Chłodna dłoń dotknęła jego spoconego czoła, przeczesała wzburzone włosy. Mimowolnie się uśmiechnął. Jak to możliwe, że trafił do nieba, skoro w niebo nie wierzył? Unosił się gdzieś na granicy dwóch światów, lekki, całkowicie bezcielesny. Płynął, popychany podmuchami wiatru.

I w końcu się ocknął.

Leżał we własnym łóżku. Na kominku palił się ogień, pachniało czymś do jedzenia i tymi cholernymi malinami. Podniósł rękę, przyglądając się w skupieniu własnej dłoni. Potem przesunął palcami po zarośniętym podbródku, po nagim torsie i wychudzonym ciele. Niewiele, bardzo niewiele zostało z byłego sportowca.

– Nareszcie – usłyszał kobiecy głos i z ciekawością spojrzał w tamtą stronę. – Bałam się, że będę musiała zadzwonić po pomoc.

Śliczna była. Niewysoka, ładnie zbudowana, cudownie zaokrąglona dokładnie tam, gdzie powinna. Włosy miała krótkie, zaledwie do ramion, całkiem czarne. Oczy takie jak zapamiętał. Szare. W oprawie ciemnych rzęs i brwi, wyglądały fascynująco. Buzię okrągłą, uśmiechniętą, usta może zbyt wydatne, ale pasowały do całości. Tak, była śliczna, chociaż drugiej strony piekielnie długo nie miał żadnej kobiety. Pewnie każda wydałaby mu się śliczna.

– Jesteś głodny?

Skinął głową, nie odrywając od niej wzroku. Patrzył jak nalewa zupy do porcelanowego talerza, jak na drugim kładzie grube pajdy chleba.

– Proszę. Postawię to tutaj, musisz więc wstać, żeby zjeść. Dasz radę?

– Dam – wychrypiał. Sam się zdziwił, słysząc swój stłumiony głos. – Kim jesteś? Z opieki społecznej?

– Z opieki społecznej? – zrobiła zdumioną minę. Zaraz później się zarumieniła. – Nie, nie z opieki. Przyjechałam tu na wakacje. Pierwszy dzień, a już uratowałam ci życie – zażartowała.

– Tak, życie – potwierdził z goryczą. Zajął się jedzeniem, ignorując jej zaciekawiony wzrok.

– Mieszkasz tutaj na stałe, czy tylko sezonowo? – spytała, wcale nie zrażona jego oschłym zachowaniem.

– Na stałe.

– Musi być ciężko – dodała współczująco.

– Jest.

– Sam mieszkasz? Bez rodziny, narzeczonej, żony?

– Sam – burknął. Żony? Jeszcze czego! On miałby być żonaty? To byłoby równie absurdalne, jak trzy lata temu. Nie zamierzał wtedy się ustatkować, tak jak nie zamierzał teraz dzielić z nikim swej nędznej egzystencji.

– To trochę surowe warunki.

– Daję radę – odparł obojętnie, wyjadając resztę zawartości talerza.

– Chcesz jeszcze?

– Tak.

Nie zamierzał być fałszywie skromnym. Był głodny, cholernie głodny. I spragniony. Ale wiedział również, że dziś rano wypił ostatnią flaszkę wódki. Pieniądze dostanie dopiero za pięć dni, więc przez ten czas będzie musiał żyć w trzeźwości. Spojrzał z namysłem na kobietę. Skoro go nakarmiła, może pożyczy mu kasę na alkohol?

– Herbaty? Z malinami – kusiła, wstając i sięgając po porcelanowy czajniczek z nadłamanym uszkiem. – Mam też placek z jabłkami.

– Skąd? – spojrzał na nią podejrzliwie.

– Byłeś nieprzytomny, albo może tylko spałeś, ponad osiem godzin. Zdążyłam załatwić kilka spraw. Kilkanaście kilometrów stąd mieszka moja rodzina, a ciotka ma spiżarnię zaopatrzoną jak dla całego pułku wojska – roześmiała się. – Kuzyn przywiózł mi trochę tego dobra. Pyszne, prawda?

– Uhm – mruknął. Nie zamierzał być uprzejmy, wściekała go myśl o wdzięczności. – Wyciągnęłaś mnie z wody?

– Tak. I wolę nie pytać, czy znalazłeś się tam celowo, czy przez przypadek – spoważniała.

– Często robisz za ratowniczkę na odludziu?

Uśmiechnęła się tajemniczo, patrząc, jak z zapałem zajada wszystko, co mu podsunęła. Lecz zaraz potem uśmiech zniknął z jej ust, a w oczach pojawił się smutek.

Był cieniem człowieka, którego zapamiętała. Wrakiem. Wychudzony, zaniedbany, z poszarzałymi oczyma. Kaleki. Włosy miał brudne i poplątane, paznokcie obgryzione, a na dodatek śmierdział alkoholem. I chociaż przez tyle lat tak bardzo go nienawidziła, teraz to uczucie zniknęło. Jedyne czego doświadczała, to dławienie w gardle, żal ściskający serce.

– Jestem Kornelia – przedstawiła się. Zrobiła to bez obawy, bo nie przypuszczała, aby ją poznał. Ona jego tak, chociaż był zaledwie bladym odbiciem tego mężczyzny z jej snów. Tego, który złamał jej serce, wykorzystał, zabawił się i zostawił. Bez cienia skrupułów, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Potraktował ją… Potrząsnęła głową. Czyżby myliła się co do tego, iż otrząsnęła się z tamtych przeżyć?

– Michał.

– Może teraz zrobię kawy?

– Coś ty taka uprzejma? – Spojrzał na nią z doskonale wyczuwalną złością.

– Uratowałam cię i teraz za ciebie odpowiadam. Przynajmniej dopóki nie staniesz na nogi.

– Na nogi? – roześmiał się. Ileż bólu i goryczy kryło się w tym śmiechu. – Nie zauważyłaś, że nie mam nóg?

– Stóp, nie masz stóp. I tak, zauważyłam.

– Nic nie mam. Nie zwrócę ci kasy, nie podziękuję. Nie prosiłem o ratunek! – warknął. Potrzeba wypicia czegoś mocniejszego przywołała frustrację.

– Naprawdę sądzisz, że o to mi chodzi? – zdumiała się.

– Nie wiem. Mam to w dupie.

Energicznie odrzucił kołdrę. Spostrzegł że był nagi. Pewnie rozebrała go z mokrych ciuchów, ale już nie przebrała w suche, tylko wpakowała pod kołdrę.

– Nie gap się tak na mnie! – syknął. – Gdzie moja odzież?

– Jeszcze mokra. Masz coś innego? Chętnie podam.

– Tam, w szafie.

Wyjęła ciężkie, niekształtne spodnie. Spraną bluzę. Bieliznę i skarpety. Podała mu to wszystko, w milczeniu obserwując wyraz jego twarzy. Nadal był wściekły, ale tym razem w jego oczach dostrzegła również rozpacz.

– Nie pamiętam cię – wydusił w końcu z siebie.

– To akurat mnie nie dziwi – odparła z goryczą. – Za to powinieneś pamiętać moja siostrę Klaudię. I brata Kamila.

– Ty jesteś ta pryszczata z trojaczków? – spytał domyślnie. – Ta, z którą randkę mnie wrobiono?

– Wrobiono? – posmutniała, spuszczając głowę. Nie po raz pierwszy poczuł się przy niej jak ostatnie bydlę. – Założyłeś się, pamiętasz? O najszybszy podbój, który mógłby trafić do księgi Guinnesa. Ty zaliczyłeś mnie, twoi kumple inne dziewczyny. Ale ty wygrałeś. Pamiętasz jak pyszniłeś się tym zwycięstwem? Co mi powiedziałeś, gdy z płaczem pytałam, czy to prawda?

– Pamiętam – mruknął. – Byłem idiotą i czasami robiłem głupie rzeczy.

– Tak, głupie. – Nadal pochylona wpatrywała się w swoje splecione palce. Po czym nagle uniosła głowę. W szarych oczach szkliły się łzy.

– Dlaczego? To naprawdę było dla ciebie zabawne? Czerpałeś satysfakcję z tego, że niszczyłeś czyjeś marzenia?

– Korni, daj spokój. Już mówiłem, że byłem głupi i robiłem głupstwa. Teraz za to płacę. Może jest jeszcze sprawiedliwość na tym świecie?

– Może jest. – Energicznie wstała, ocierając mokre policzki. – Koniec leniuchowania. Zostało jeszcze sporo do posprzątania.

– Marudna kobieto. Cóżeś się tak uparła, aby spędzić wakacje ze ścierą i miotłą?

– Później zagonię cię do ogrodu.

– Weź przestań! – Lecz zamiast irytacji, czuł się absurdalnie szczęśliwy. Ta kobieta była ja żywe srebro, ruchliwa, energiczna. Tryskała dobrych humorem, a optymizmem mogłaby obdzielić cały tuzin ludzi. Była też szalona, kompletnie zakręcona. Podobała mu się, chociaż po rewelacjach, które przed chwilą usłyszał, zrobiło mu się dziwnie nieprzyjemnie.

Siedziała na jego kolanach, delikatnie drżąc, może z chłodu, może z obawy.

– Nie wiem…

– Cii! – położył palec na jej ustach. – Czy wtedy cię pocałowałem?

– Raz – uśmiechnęła się ze smutkiem. – Na samym początku. Wtedy wydawało mi się, że zdobyłam najwyższy szczyt Himalajów, teraz wiem, że to był zwykły całus.

– Bez języczka? – zażartował.

– Bez języczka.

– A teraz? Jak chcesz?

– Nie wiem…

Ta niepewność tak bardzo do niej nie pasowała, była czymś zupełnie nowym. Zagubiona Kornelia to niecodzienny widok, pomyślał z melancholią, przeczesując palcami potargane, ciemne włosy dziewczyny.

– Zaufasz mi?

– Tak.

Cała ona. Krótko, zdecydowanie, chociaż zdołał wyczuć, że to wszystko było podszyte strachem.

Nie zauważyła dzwonka, więc zapukała, modląc się, aby trafiła pod właściwy adres. Każdy korytarz, każde drzwi w tym budynku wyglądały identycznie. Tchnęły dyskrecją, bez numerów, tabliczek czy skrzynek pocztowych. Przelotnie zastanowiła się, jak mieszkańcy odbierają listy, lecz kiedy rozległ się chrobot klucza, te myśli rozwiały się, ulotniły.

W progu stanął Michał.

Taki sam, a jednak inny. Nie wyglądał na inwalidę. Był opalony, modnie obcięty, zadbany. Z bólem serca pomyślała, że stoi przed nią wspomnienie, wspomnienie porażki jaką poniosła czternaście lat temu. Seksowny, cyniczny drań, który potraktował ją jak śmieć.

– A, to ty – zdziwił się uprzejmie. Nic poza tym. Żadnego wejdź, porozmawiamy, napijemy się kawy. To cud, że nie zatrzasnął jej drzwi przed nosem.

– Przywiozłam rzeczy, których nie zabrałeś. – Musiała zachować pozory. Patrzył na nią tak obojętnie, zimnym wzrokiem bez wyrazu. Nie chciała, aby zauważył jej cierpienie.

– Po co? – wzruszył ramionami. – Te szmaty nie są mi już potrzebne.

– Zrobisz z nimi co uważasz.

– To wszystko?

– Tak.

– Super. Sorry, ale jestem umówiony na randkę. Więc wybacz, ale nie mam czasu na pogawędkę.

Teraz zamknął drzwi. Po prostu odwrócił się, a potem pchnął skrzydło, które zatrzasnęło się z hukiem.

Kornelia zacisnęła pięści, zamknęła oczy. Z trudem opanowała chęć ponownego zapukania, zadania mu pytania, co się stało? Czy naprawdę tak mało dla niego znaczyła? Czy to, co się miedzy nimi wydarzyło, było jedynie błahostką? Czy te wszystkie pocałunki, słowa, były kłamstwem? Po zaczerwienionych policzkach potoczyły się łzy. Ostrożnie postawiła torbę, opierając ją o ścianę, po czym zawróciła w kierunku wyjścia. Brakowało jej tchu. Serce waliło jak oszalałe, a ból przeszywający całe ciało, miał niemal fizyczny wymiar. Nawet wtedy tak nie cierpiała.

– Jak mogłam być tak głupia? – szeptała, prawie po omacku przesuwając się ku schodom. – Jak mogłam znów się w nim zakochać? A może cały czas go kochałam? Może zrezygnowałam z marzeń, ale nie z niego? Tylko że…

Usiadła na najwyższym stopniu, skuliła się i łkała bezgłośnie. To nie było w jej stylu, ale tym razem nie potrafiła nas sobą zapanować. Stara rana się otworzyła, a na dodatek ten skurwiel zadał jej kolejną. Jakby celem jego istnienia było krzywdzenie jej.

– Dlaczego? – szeptała, skulona kiwając się w przód i tył. – Dlaczego mi to zrobiłeś? Nie potrafię… Nie potrafię pokonać bólu, który czuję. Nie potrafię żyć bez ciebie. Nie mam na to siły… Michale, dlaczego? Co ja ci takiego zrobiłam, że tak mnie potraktowałeś? Co zrobiłam? – jęknęła, wplatając palce we włosy.

Nie zostało jej już nic. Przed chwilą umarła nawet nadzieja. O ile sądziła, że spotkają się, porozmawiają, wyjaśni jej dlaczego zniknął tak nagle, to teraz przestała w to wierzyć. Po prostu korzystał z niej, gdy tego potrzebował. Pieniądze, seks, miłość, brał wszystko jak leci. A ona wszystko mu dała. Ufnie, wierząc, że tym razem jej nie skrzywdzi.

Myliła się.

***

– Jeszcze dwa miesiące – powiedział, opierając się plecami o zamknięte drzwi. – Cholerne dwa miesiące! – warknął, wbijając paznokcie we wnętrze dłoni.

Była jeszcze cudowniejsza niż w jego wspomnieniach. Ale doskonale pamiętał słowa Kamila, jego prośbę i własną obietnicę. (tutaj opis jak Kamil opowiada o próbach samobójczych Korni i prosi kolegę, aby ten wziął na wstrzymanie)

– Nie potrafię – wyszeptał Michał. Nagła tęsknota omal nie pozbawiła go tchu. Serce biło mu jak oszalałe, w głowie wirowało tysiące myśli. Potrafił się opanować, ale nie dziś, nie teraz, gdy przed chwilą mógł poczuć jej zapach, usłyszeć głos. Wyglądała na smutną. Oczy miała podkrążone i chyba była szczuplejsza niż ostatnim razem, gdy się widzieli.

– Do diabła z tym! – zaklął, po czym energicznie otworzył drzwi, wypadając na zewnątrz. Zdążył jeszcze z uznaniem pomyśleć o nowej protezie, gdy gdzieś z boku dosłyszał jak ktoś płacze. Bez namysłu ruszył w tamta stronę.

Siedziała pod ścianą, zwinięta w kłębek, drżąca i zapłakana. Prawie nieprzytomna. Przeklął Kamila, obietnicę i własną głupotę. Jak mógł do cholery do tego dopuścić? Oddałby życie za ta kobietę, a był przyczyną takiego cierpienia.

– Korni – zaczął bezradnie. Ale kiedy usiłował ją chwycić w ramiona, zaczęła się bronić. I nagle przestała, wiotczejąc w jego uścisku.

Zaniósł ja do mieszkania. Położył przy kominku, na którym pełzały języki ognia, leniwe, hipnotyzujące. Zdjął płaszcz, buty i okrył kocem. Oczy nadal miała zamknięte, usta rozchylone, mokre policzki. Wyglądała tak ślicznie i bezbronnie, że nie potrafił sie powstrzymać. Pocałował ją lekko. I to chyba ją ocuciło.

– Nie! – jęknęła. – Proszę, nie!

Unieruchomił jej ramiona, przycisnął do miękkiej kanapy.

– To tylko ja – powiedział, akcentując każde słowo.

– Wiem – przygryzła wargę. Oczy znów jej się zaszkliły łzami. – Wiem, że to ty.

– To dlaczego się wyrywasz?

– Ja… – Była bezradna wobec własnych pragnień. Był tak blisko, zbyt blisko. Patrzył na nią z niepokojem i niezwykłą czułością, bez tego odpychającego chłodu. Mogła zrobić tylko jedno, więc gdy puścił jej ramiona, ujęła jego twarz w obie dłonie i pocałowała.

Rozpętała piekło.

Odwzajemnił pocałunek. Wgryzł się w jej usta, brutalnie, z głodem, który powinien przerażać, a podniecił jedynie płomień tęsknoty. Całował tak, że straciła dech, utonęła we własnych uczuciach i pragnieniach. Była tak oszołomiona, że jedynie drobną cząstką umysły zarejestrowała, jak rozpiął jej spodnie, jak rozpiął swoje, jak zerwał z niej bluzkę. Zorientowała się, że jest naga dopiero wtedy, gdy chłód delikatnie zaczął pieścić jej ciało. Zaraz potem twarda męskość utorowała sobie drogę do jej wnętrza.

Krzyknęła, wbijając paznokcie w jego plecy. Krzyczała przy każdym ruchu, chociaż czasami tłumił te krzyki pocałunkami. Oddychała szybko, spazmatycznie. Wiła się, wysuwała biodra w górę, jakby sama podążając mu na przeciw. Leżała pod nim tak bezbronna, bezwolna, a jednocześnie pełna głodu, trudnego do opisania pożądania. Gładziła jego ramiona, przeczesywała włosy, rzeźbiła krwawe pręgi na prężących się mięśniach. A kiedy nadeszło spełnienie, krzyczała, splatając głos z jego jękiem.

Opadł, przydusił jej drobne ciało swoim ciężarem. Był nagi, spocony i zaspokojony. Nigdy wcześniej tak intensywnie nie przeżył żadnego zbliżenia, nie czuł takiego pragnienia, które musiał ugasić. Oddech miał świszczący, włosy pozlepiane potem. Spojrzał w dół, prosto w twarz leżącej nieruchomo Kornelii. Półprzytomnie odwzajemniła to spojrzenie. Ona również nie doszła jeszcze do siebie, po tym, czego doświadczyła. Czoło miała zroszone potem, policzki oraz szyje purpurowe, usta nabrzmiałe.

– Tęskniłam – wyszeptała.

– Ja też.

– Dlaczego zniknąłeś?

– Mam ci wiele do wyjaśnienia – zasępił się.

– Dlaczego mnie zostawiłeś? – Ileż żalu oraz bólu było w jej głosie.

– Kocham cię Korni.

Rozpłakała się.

– Jak możesz mnie kochać draniu?! – Zepchnęła go z siebie, drżącą dłonią szukając czegoś do okrycia. – Jak śmiesz w ogóle kłamać w żywe oczy?! – wrzasnęła, a potem uderzyła go. Policzek bardziej zapiekł niż zabolał.

– Przed chwilą kłamałem? Udawałem? – spytał ze spokojem.

– Nie wiem…

Znów była bezradna, zagubiona. Chciała się odsunąć, skulić, objąć ramionami kolana, nie dopuścić go do siebie. Ale tym razem to on na to nie pozwolił.

– Byłaś wobec mnie niezwykle wyrozumiała. Twój brat nie. Kiedy przyjechał usłyszałem wiele gorzkich słów. Te o próbie samobójczej również.

Pobladła, przestając się szamotać.

– Powiedział ci?

– Tak.

– I dlatego mnie zostawiłeś?

– Nie, nie dlatego. Był szczery, szczery aż do bólu. Bał się jednego, że początkowa fascynacja szybko się wypali, a ty możesz tego nie przeżyć. Znał mnie, wiele widział, więc wcale mu się nie dziwię. Dałem mu słowo, że rozstaniemy się na jakiś czas, powiedzmy trzy miesiące, a ja przemyślę sobie wszystko. I jeśli wtedy będę chciał z tobą być… Jestem idiotą – dodał z goryczą. – Kretynem. Debilem do potęgi.

– Gdybyś był pewien, że chcesz, to nie potrzebowałbyś czasu do namysłu – powiedziała cicho, próbując się od niego odsunąć.

– Kornelio!

– W porządku. Zaczekam te dwa miesiące – dodała obojętnie. – Może po wszystkim będziesz wiedział, czy mnie kochasz.

– Teraz to jesteś złośliwa. – Dał jej pstryczka w nos.

– Ja? Niby dlaczego?

– Siadaj! – Stanowczo przytrzymał ją w miejscu. – Nie będzie żadnych dwóch miesięcy. Nie będzie nawet dwóch godzin. Zostajesz, a po twoje rzeczy pojedziemy jutro.

– Nie.

– Tak!

 

“Rękopisy” Agi

Materiały Agi z lat 90tych i wcześniejszych ;-)

Opowiadanie funkielnówka Agi
Oś czasu opowiadania “Historie rodzinne”. Oś czasu o którym mowa w minucie czwartej.

Oto Mikakamaka & Babeczka:

Jesteśmy pisarkami. Tak, teraz już możemy tak siebie nazywać :-) Flirtujemy słowem z Czytelnikiem, ale i z sobą nawzajem. Piszemy na role, Czytelnik ma zagwozdkę, która z nas wcieliła się w danego bohatera. Ciekawe, czy i Ty odgadniesz.

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Research jest bardzo ważny, chociaż przyznaję się, że nie zawsze go przeprowadzam. Akcje moich powieści dzieją się póki co w Stanach (taki mój kaprys, ale nie tylko), ale czasami piszę bardzo ogólnie, aczkolwiek jeśli opisuję konkretne miejsce, to staram się trzymać pewnych faktów i czytam o tym. Za to jestem typowym przykładem tego, o czym mówiła Agnieszka, a mianowicie, że nadaję anglojęzyczne imiona. Robiłam tak od pierwszych opowiadań, robię i teraz i pewnie będę robiła. Po prostu tak wolę i moim zdaniem to jest zwyczajnie kwestia gustu autora.
    Spodobało mi się, jak Agnieszka coś mówi, mówi i jest to jej “tak?” 😛 Bawi mnie to, ale tak pozytywnie 🙂
    O przeklinaniu przez bohaterów uważam, że czasami jest potrzebne, aczkolwiek nie jest koniecznością. A propo tych baboli, wczoraj poprawiam swój tekst, w jednym momencie bohater był w pracy, już za chwilę okazało się, że ma wolne 😀 Mnóstwo takich baboli można spotkać.
    Retrospekcje są bardzo fajne i sama z niej skorzystałam (nie w “Trzynastu randkach”). Popieram wasze zdanie co do początku opowiadania, jak od razu się nie złapie czytelnika, to później już ciężko.
    Matrixa uwielbiam, ale przez Greya nie przebrnęłam (mówię o książce), a na film w życiu bym nie poszła. Sama piszę erotyki, ale jakoś Grey mnie nie przyciągnął.
    Do inspiracji należy się przyznawać, w końcu każdy nas z nich czerpie. Serie Pauliny Świst uwielbiam i pochłonęłam.Z niecierpliwością czekam na podcast o scenach łóżkowych. Na inne też 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No właśnie, właśnie… Może powinnam się zmusić i przebrnąć przez początek Prokuratora? Tylko oni tak szybko poszli do łóżka… Gdzie to napięcie? Gdzie ta gra nerwów? Podchody ze stroszeniem piórek? Bitwy na słowa?

      Dobra, ja tam lubię jak dwie osoby krążą wokół siebie niczym dwa psy, obwąchując się przez 3/4 treści książki :-)))

      PS. To tak? zauważyłam całkiem niedawno. Opowiadam dziecku bajki na dobranoc i ile się nagimnastykuję, żeby uniknąć tego tak? to żadne słowa nie opiszą… 😉

      • Jo Winchester
        |

        Kwestia gustu, mi książka bardzo się podobała, Tobie niekoniecznie musi 🙂 Dla mnie cała seria jest fajna, ale jak wyżej 🙂

  2. Judyta
    | Odpowiedz

    Jak ja Was lubię słuchać 😀 Robię to w pracy i dzisiaj kolega siedzący naprzeciwko mnie pyta, co jest takiego zabawnego w kodzie, który piszę – wtedy się kapnęłam, że śmieję się do kompilatora. Co innego, gdybym robiła groźne albo zrozpaczone miny, to akurat koderów nie dziwi xD
    Jeśli chodzi o research, to ja go nigdy nie robię – za leniwa jestem 🙂 Wolę stworzyć sobie własne uniwersum, w którym mogę wywrócić fizykę do góry nogami, wpleść nieco alchemii, a w temacie medycyny wymyślać największe bzdury – na pewno w przeszłości ktoś tak coś leczył, paznokieć za to dam.
    Ostatnio za to przyłapałam się na tym, że jak tworzę czarne charaktery, to podejrzanie wielu bohaterów to wypisz wymaluj talibowie z Afganistanu – chyba wpływ książek pana Hosseini, które namiętnie czytałam w wakacje… No dobra, bród nie mają i turbanów też nie noszą, ale reszta pasuje.
    Grey był fajny – pierwsza część. Zabawna była pewnego rodzaju nieporadność tej dziewuszki, wrzuconej nagle w taki luksusowy świat. Seks jak seks – po połowie książki już nie budziło to żadnych emocji, a kolejne tomy były chyba tylko po to, żeby hajs się zgadzał…

    BTW, to funkielnówka opowiadanie to na kiedy jest planowane do publikacji? 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Oj nie wiem kiedy. Może jako następne bezpłatne? Zobaczymy co tam się prędzej skończy.

      Talibami mnie rozśmieszyłaś, bo dlaczego akurat z Afganistanu??? Własne uniwersum jest fajne, ale ja pomimo to aż tak bardzo nie kombinuję z oczywistą oczywistością 😉

      PS. A może byś tak spróbowała z nami razem, jak Jo?

      • Judyta
        |

        Może za jakiś czas spróbuję, jak znajdę coś czasu, żeby ten burdel opowiadaniowy ogarnąć. Ja niestety jestem pisarzem “słomiany zapał”. Przychodzi mi do głowy jakaś scenka, to ją spisuję. Przeważnie ma ona z pół strony, rzadko się zdarza więcej. I teraz mam takich scenek mnóstwo, zdarzają się różne wersje tej samej scenki, bo każda wydaje mi się równie fajna, ale niestety brak łączników do nich 🙁

      • Babeczka
        |

        Ale jak zaczniesz…. Zobaczysz, ciężko będzie skończyć. Pamiętam że przez lata miałam problemy, aby napisać tekst do końca. Poradziłam sobie z tym na własny sposób – zakończenia piszę na początku :-)))

  3. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Taaa… cała ja – w trakcie pisania komentarza przejść na inną stronę… kurza twarz pocerowana drutem kolczastym… tekst poszedł się paść… i zaś od nowa muszę pisać. A tak dobrze mi szło, bo dzisiaj w czasie “słuchowiska” nie rozpraszałam się robótkami domowymi i mogłam robić notatki:( Podzielam styl pisania Agnieszki – spisuję fragmenty wyskakujące z umysłu i domagające się natychmiastowego zarejestrowania, a potem piszę “zapchajdziury”. I proszę sobie nie myśleć, że zapchajdziura to prosta sprawa – wręcz przeciwnie. Trzeba bohaterów doprowadzić z punktu A do punktu B, i to tak, żeby ta wędrówka jakiś sens miała, a tymczasem bohaterom marzy się zupełnie inna wersja wydarzeń i stają okoniem. Bez researchu to się chyba przy pisaniu nie obejdzie, bo zawsze trafi się coś, o czym mamy dość mgliste, bądź żadne pojęcie – ja swego czasu dokształcałam się w tematyce średniowiecznej i mogę polecić książkę “Życie codzienne we Francji i Anglii w czasach rycerzy Okrągłego Stołu”. O tak, czytanie na głos to bardzo dobra sprawa – można wyłapać co zgrzyta, co bruździ, co zdecydowanie w tekście nie gra. Co do Tolkiena, to mogę jedynie życzyć Ci Moniko, żebyś go kiedyś dla siebie odkryła, bo to czysta magia, poezja, inny świat. I może sięgnij po “Silmarillion” – opowieści straszne i piękne. Chyba każdy woli charakterne bohaterki z niewyparzonym językiem niż mdłe mimozy brzydzące się słowem d…, więc nic dziwnego, że Judyta wygrała z Jagodą, która nie dostała możności wypowiedzenia się:) Mocno się zdziwiłam czytając “Obrabiamy dupę Gejowi”, bo nie mogłam sobie takiej postaci w Waszych opowieściach przypomnieć:) Co do Greya, to najlepsze są recenzje: https://www.youtube.com/watch?v=rf_haPXLDNc
    https://www.youtube.com/watch?v=GRuT84oj4Iw&t=16s
    Podcast świetny – 100% przyjemności słuchania:)

Napisz nam też coś :-)