Pomyłka (X)

with 13 komentarzy

Pomyłka telefoniczna opowiadanie o przypadkowej znajomościW hołdzie odkurzonemu przedwczoraj (w sensie oglądania) filmowi "9 i 1/2 tygodnia", więcej cytatów w formie dialogów z niego zaczerpnę.
Jeśli ktoś jeszcze go nie widział, to polecam po raz kolejny 😀
Czekaliście o dzień dłużej na część trzynastą opowiadania, gdyż dwie trzynastki w pracy pod rząd mi wyskoczyły.
Pisałam po trosze, uzbierałam za mało, ale urywam w momencie, gdy trochę chcę w akcji pomieszać 😀
Lubicie w końcu mieszańce moje literowe 😀 😀 😀
Nie?

- Głodna jestem. - Mój rozleniwiony i podszyty spełnieniem głos zdziwił mnie zmysłowością. Kiedyś nie był on tak mrucząco melodyjny. - Nakarmisz mnie, jak obiecałeś?
- Jasne, że nakarmię. - Sięgał właśnie po jajko do lodówki. - Nie dziwię się, że jesteś głodna. Od ostatniego posiłku minęły dwa orgazmy.

Spojrzał na mnie przez ramię tak, że miałam problem z oddychaniem. W jednej chwili przemknęły w umyśle obrazki tego, co razem robiliśmy.
Nie wymyśliłabym tego. Przez głowę by mi nie przeszło, że mogę wyczyniać z Pawłem takie rzeczy! Nie straciłam jeszcze cnoty, a już byłam rozdziewiczona w...

- Kakao? - zapytał. - Napijesz się, czy wolisz czekoladę? Taką jak wczoraj?
- Dwa i pół. - Weszłam mu w słowo.
- Co? - Zawisnął z jajkiem nad krawędzią blatu.
- Dwa i pół orgazmu – wyjaśniłam. - Podobało mi się pod prysznicem. To, jak mnie... - Cenzura załączała się, lecz zdeptałam ją mentalnie. - To, jak mnie rżnąłeś w tyłek, było... - Zabrakło  mi słowa. - Podobało mi się po prostu.
- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak mnie to cieszy. - Odwrócił się do mnie, oparł o blat kuchenny i spoglądał jakoś tak inaczej.

Mieszanina czułości, radość i coś jeszcze, czego nie umiałam dopasować. Nie robiłam sobie nadziei na miłość, choć ja czułam ją od dawna. Głupkowato platoniczną i bezgranicznie uzależniającą. Ponoć w każdym związku jednej ze stron zależy bardziej.

- Co chcesz robić wieczorem? - zapytał z wyrazem twarzy, który sugerował jednoznacznie chęć na więcej starć fizycznych.
- Może knajpka jakaś? - zaproponowałam na przekór. - Zaprosimy Tereskę i kilkoro znajomych.
- Nie chcę poznawać twoich znajomych. - Spochmurniał. - Chcę spędzać czas z tobą. Ze znajomymi możesz się spotykać w ciągu dnia, lecz wieczory i noce będą nasze.

Nie wiedziałam znów co czułam i co powinnam czuć.
Z jednej strony radość, że mu wystarczam i nie potrzebuje nikogo więcej. Z drugiej jednak było to narzuceniem woli. Po raz kolejny.
Zwyciężyła mała kobietka w moim wnętrzu i to ona piszczała z radości, że jestem dla Pawła tak interesującym obiektem.
No bo czym innym niby jestem?
Bawi się moim ciałem i umysłem. Bada, do jakiego miejsca może się posunąć.
No dobra, ja sama również siebie badam i obserwuję, bo kiedyś nie przypuszczałam nawet, że takie rozpalenie mnie jest możliwe. Ech, myślałam, że jestem oziębła seksualnie.
Dobre sobie...

***
Nie miałem ochoty na spotkania z jej, czy moimi znajomymi. Rozmowy o bzdetowatości związanej z oprawą codziennego życia były mi obojętne. Zazwyczaj, podczas takich nasiadówek ogarniała mnie senność z nudów i musiałem zajmować umysł jakimiś łamigłówkami, by nie usnąć. Liczyłem sęki w w powierzchni drewnianego stołu, lub frędzle obrusu, czy też żabki utrzymujące firanę na karniszu, do którego była przypięta. Lubiłem dodawać te liczby do siebie, mnożyć je i potęgować. Wszystko, byleby nie brać udziału w dywagacjach na tematy, które nie zajmowały mnie na co dzień.
Martyna niby chciała spotkania z innymi, ale widziałem w jej oczach, że tak właściwie to zaproponowała to z przekory. I dobrze. Lubię takie zachowania.
Odmówiłem, twarz jej złagodniała, rysy zmiękły.
Tak naprawdę, to miałem ochotę na więcej bliskości i sam się tego wystraszyłem. Nie wiedziałem, czy chodzi mi o fizyczną, czy też psychiczną bliskość. Pewnie o jedno i drugie.
Robiło się niebezpiecznie.
Nie z takiej gliny mnie ulepiono.

Dopieściłem ją. Kolacja na podgrzanych półmiskach, schłodzone białe wino i migoczące skaczącymi na końcach knotów płomyki świec. Nastrojowo, leniwie i romantycznie.
Dotąd, tworzyłem taki nastrój w celu uwiedzenia, skonsumowania, a następnego dnia zmieniałem pościel na świeżą i wyrzucałem zużytą prezerwatywę, leżącą smętnie obok łóżka.
Dziś, mimo erotycznego napięcia, którego nie zniwelowało wypieprzenie najcudowniejszego tyłeczka na planecie, nie opuszczało mnie o dziwo pragnienie. Miałem ten wciąż nietknięty wianek obok siebie i kwiatek ów miał również umysł. Po raz pierwszy rozmawiałem z kobietą i mimo że była to rozmowa na banalny temat, nie nudziłem się.
Rozmowa zmieniła się w dyskusję i zmieniła również tor. Przeszliśmy z kulinariów na teologię i nie mam pojęcia jakim cudem, ale zacząłem dygotać z emocji, gdy Martyna bez wysiłku zbijała moje argumenty udowadniając, że wiara w siłę wyższą jest zasadna.

- Skąd możesz wiedzieć? - Nie rozumiałem jej pewności w wygłaszaniu teorii na temat duszy. - Wszyscy w coś wierzą, ale nie mają dowodu.
- Serce i wiara silniej mówią do mnie, niż mędrca szkiełko i oko – zacytowała pewnego wieszcza. - Wierzę również, gdyż wiem Pawle. Wiem, gdyż przeżyłam oddzielenie od ciała. Jest mi dzięki temu łatwiej i taki właśnie bonus od śmierci za życia dostałam.
- O czym ty teraz mówisz?! - Zaintrygowała mnie co najmniej.
- Utonęłam kiedyś i umarłam na kilkadziesiąt sekund. - Widziałem, z jakim tłumieniem bolesnych wspomnień walczyła, choć nie chciała tego okazać. - Chwila nieuwagi, podczas treningu na basenie i haust powietrza zastąpiony wodą. Szarpałam się z ciałem, które spanikowało i straciłam kontakt z nim. Szłam sobie ku dnu i oglądałam siebie z góry. Uczucie, które mną wtedy zawładnęło...
- Jakie? - Wiedziałem, że naciskam, ale ciekawość była tak nachalna, że nie powstrzymałem pytania.
- Spokój, Pawle. - W oczach widziałem tęsknotę za tym, czego doświadczyła. - Spokój, jakiego nigdy wcześniej, ani później nie doświadczyłam. To był bardzo dobry spokój.
- Śmierć kliniczna. - Podsumowałem, zamykając jej wspomnienie w regułkę.
- Śmierć kliniczna – przytaknęła. - Nawet nie wiesz, jakim ciosem jest po czymś takim powrót do życia.

Milczałem, gdyż każde słowo byłoby nie na miejscu. Ordynarne, aroganckie i za mało empatyczne. Milczenie było najstosowniejsze.

- Gdybym umarła, nie spotkałabym jednak ciebie i to byłaby duża strata. – Rozchmurzyła się, co połechtało moje ego i zawróciło myśli na jej fizyczność. - Gdy kochaliśmy się... czy raczej ty robiłeś to ze mną, było bardzo podobnie. Było mi tak dobrze, że nie chciałam wracać do normalności.

Nigdy dotąd, nikt nie powiedział mi tak głębokiego w swoim przekazie komplementu.
Nie wiem, czy silniejszym było poczucie dumy, czy chęć pokazania jej stanu euforii, którego istnienia nie była jeszcze świadoma. Jedno i drugie pokierowało moją ręką, a ta dolała do kieliszka wina z ociekającej kroplami szyjki butelki, a wszystko po to, by ją rozluźnić i przygotować...
Na co? Nie planowałem defloracji przecież.
I kogo ja oszukuję? O niczym innym nie myślałem tym bardziej, że dane mi oto było wprowadzenie niedoświadczonej, lecz ognistej kochanki w rejony umysłu, które pogrążone były dotąd w ciemnościach.
Było to również sposobem, na odzyskanie czegoś, co zabrane mi zostało w wieku nastu lat, gdy doświadczona kochanka zrobiła ze mnie swój osobisty wibrator.
Czy popełniam właśnie ten sam czyn?
To jest coś więcej i bardziej.
I kogo ja oszukuję? Spotkałem niewinną dziewczynę i nie potrafię myśleć o niczym innym, jak o twardym kutasie wdzierającym się w jej niewinne wnętrze i krwi na moim ciele po akcie.
Co za zwierzę we mnie drzemie i jakie znaczenie może mieć ten durnie symboliczny akt przerwania kawałka skóry.
Instynkty drogi Pawle – podszepnęło coś nazbyt szczerego w moim mózgu - instynkt przetrwania.
No tak. Dziewica, znaczy nietknięta.
Nietknięta oznacza, niezapłodniona.
Niezapłodniona dziewica, to przetrwanie genów dawcy nasienia.
Jakie to kurwa głupie...
Jarało jednak i tak właśnie pobudzało i mnie od momentu, gdy dowiedziałem się o jej cnocie.
Właściwie to nie. Zaintrygowała mnie ta kudłata istotka wcześniej, a dokładnie w momencie, gdy wydarła na mnie po raz pierwszy japę i stało się to drogą telefoniczną.

- Martynko. - Po dwu kieliszkach wina, nie panowałem nad językiem, który eksplorował rejony jej szyi i ucha, oraz wrażliwej skóry za nim. - Nie potrafię się uwolnić od myśli o sobie w tobie tym bardziej, że jedną dziurkę dane mi było pieprzyć. Pieprzyć ostro...

Tak cudownie reagowała, nawet na pieszczoty słowne. Po słowie „pieprzyć”, wciągnęła głośniej powietrze i wstrzymała je, czekając na więcej pikanterii.

- Jest jednak sprawa zabezpieczenia przed...
- Nie ma sprawy – przerwała niskim głosem, wpatrzona w moje usta. - Tabletki biorę o roku i dzieje się to ze względów zdrowotnych. Jestem bezpieczna.

Bezpieczna?
Jesteś najniebezpieczniejszą istotą, jaką spotkałem na swojej drodze. Zagmatwałaś mi uporządkowany świat konsumowania przyjemności i budzisz irracjonalny głód w ciele i głowie.
Z jednej strony upajające i odurzające uczucie, z drugiej słabość i łaknienie tej niewiadomej.
Bezpieczna?
Nie przy mnie, maleńka...

Dla mnie, to jak otwarcie wesołego miasteczka dzieciaczkowi. Oddanie kluczy do Disneylandu.
Mogę szaleć tutaj do woli, lecz co będzie później? Pokręcę się na karuzeli, postrzelam do dziesiątki na tarczy, przewiozę się wszystkimi atrakcjami i może nawet zaliczę rollercoastera.
Co będzie, gdy wykorzystam cały karnet i plac zabaw znudzi się?
A jeśli ten plac zabaw przywiąże się o mnie zbytnio? Czy dam radę przeskoczyć płot w poszukiwaniu nowych atrakcji? Gdy znajdę coś lepszego i ciekawszego, czy wtedy pozwoli mi wyjść i nie wracać?
Na kiego grzyba martwić się na zapas?
Mam gorącą samiczkę obok, czuję jej chęć do zabawy i swój zapał również.
Czuję też uczucie z jej strony i tylko zastanawiam się, jak w późniejszym terminie i stadium związku przeprowadzę odcięcie pępowiny.
Właśnie, to będzie później. Teraz jest w teraźniejszości. Pora, by się cieszyć, doświadczać.

- Gdy będziesz miała dosyć, powiedz proszę po prostu. - Znów bawiłem się włosiastą sprężynką wyrastającą z głowy Martyny. - Gdy stanę się nachalny i zbytnio będę cię eksploatował, krzycz.
- Dosyć ciebie? - Obserwowała palec owijany puklem włosów. - Nie wiem, czy to nastąpi. Prędzej ty się nasycisz, a krzyk mam już za sobą. Podoba mi się to, co we mnie obudziłeś i mogę jedynie prosić o więcej Pawle.

Zaskoczyła mnie tymi słowy.

- Pieprz mnie, jak zechcesz i pokaż to, czego mogłabym nie poznać. - Jej twardy wzrok nie pasował do uległej Martynki. - Cieszmy się chwilą, bo chwile lubią szybko mijać. Mam rację?

I co ja mam na taki zwrot emocji kobiety, którą dopiero co zerżnąłem i zawarłem z nią pakt emocjonalny, powiedzieć?

- Ok – odparłem po prostu.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Wiecie co najbardziej doskwiera?
    Gdybym mogła pisać na pełny etat, byłoby to moim zajęciem życiowym, stworzyłabym coś naprawdę mocnego.
    Tymczasem leję piwo, robię kawę, pichcę hamburgery i w chwilach przerwy piszę dla Was.
    Ciężko wczuć się w bohaterów i oddać ich myśli i uczucia, gdy musisz podgrzać w międzyczasie szarlotkę i zrobić kawę mrożoną.
    Wpadam zmęczona do łóżka i na skraju snu piszę stronę, lub dwie.
    Obiecajcie mi, że za rok, gdy będę nominowana do bloga roku (z tego co wiem, to sama się muszę nominować – kupa taka), zagłosujecie na mnie, a tym samym dacie drogowskaz i szlaban w górę do rozpędu w pisaniu.
    Jakie będą efekty? Nie wiem 😀
    Wiem, ze to pozwoli mi to więcej pisać, a pisanie kocham ponad wszystko (prawie).
    Gdy piszę znikam. Jestem ja i ta bajka, w której tkwię i ją opisuję.Piękne uczucie, bo znikam…

    • Aprecjator
      | Odpowiedz

      Wiem, ma się wrażenie, że życie przecieka pomiędzy palcami na robieniu bzdurnych bezsensownych rzeczy a wielkie dzieła przechodzą obok nas. Pomyśl jednak, że dzięki Tobie ma swoje miejsce kilka dziwaków (vide Gastrofilia III bodajże), część osób nie biega wkurzona pustym żołądkiem, a kilka par ma gdzie się spotkać na kawie i szarlotce.

  2. Meska
    | Odpowiedz

    Jak zwykle opowiadanie bardzo mi sie podoba, chociaz po przeczytaniu go nie moglam sie oprzec wrazeniu ze Pawel ma typowy autyzmco pewnie okaze sie w dalszych czesciach 🙂

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Można anonimowo, a logowanie tylko raz 🙂

    • Dominika
      | Odpowiedz

      Jezeli juz to Aspargera.

      • Meska
        |

        Jezeli juz to nie Aspargera tylko Zespol Aspergera

      • Dominika
        |

        Meska, mam syna autystyka. Wierz mi roznica pomiedzy ZA a A jest wielka. Niestety 🙁

  3. Mariet
    | Odpowiedz

    zastanawiam się, czym Ty się kierujesz przy wyborze obrazków ;D

    • Weronika A.
      | Odpowiedz

      A wiesz, mnie to też zainteresowało 😉

      Opowiadanie, jak zwykle, ciekawe. Chyba wieczorem odświeżę sobie “9 i pół tygodnia” 😀

  4. Basia S
    | Odpowiedz

    “Serce i wiara silniej mówią do mnie, niż mędrca szkiełko i oko – zacytowała pewnego wieszcza.” A. Mickiewicz “Romantyczność” 😉

  5. Magda
    | Odpowiedz

    Kiedy można liczyć na kontynuację ? 🙂

  6. Megami
    | Odpowiedz

    Domyślać się zaczęłam, że bdsm tu będzie,
    Zastanawiało mnie, jak to się odbędzie.
    Rozczarowałam się bardzo niestety,
    Martyna to przykład uległej kobiety?
    *~*
    Czytam dużo bdsm i przyznam, że te ciągłe zapewnianie o tym, że mogą się wycofać w każdej chwili jest już nudne. Za dużo tutaj delikatności. Naprawdę, to jest chyba jedyne opowiadanie, które mi się tutaj nie podoba i to bardzo… Widać, że autorka się nim znudziła. Nie dziwię się nawet. Nie piszę, że od razu mają się ciąć, wiązać i bić, bo to nie o to chodzi, ale jakaś ostrość by się przydała… Jak romantycznie to romantycznie, jak ostro to ostro, a nie jakieś niewiadomo co.

Napisz nam też coś :-)