Pomyłka (XI)

with 21 komentarzy

Pomyłka telefoniczna opowiadanie o przypadkowej znajomościTak, wiem. Za chwilę ktoś napisze, że to opowiadanie nie jest w jego guście, że coś tu nie pasuje itd.
Wszystkim nie dogodzę i nie we wszystkich guście może być każde opowiadanie w końcu 😀

W tej części trochę polukrujemy i niechaj takim lizakiem dzisiejszy dzień przygotuje się do nocy.
Kolejna część będzie tak pojehana, że radzę uzbroić się w torby foliowe na wymiociny (dla wrażliwych) i mam zamiar pójść po bandzie.
A co tam! Mogę... i chcę! 🙂
Całusy (wiem, powtarzam się 😉 )

Właśnie dokonywały się zmiany w mojej głowie i nie próbowałam ich nawet powstrzymać.
Zmieniałam się ze skromnej, względem facetów Martynki w odważniejszą Martynę, a przynajmniej taką miałam nadzieję.
Skąd się to wzięło?
Ze wszystkiego, co wyczytałam w oczach Pawła.
Posiadł mnie w większości i był pewien, że mnie ma. Zakładał zabawę i odpuszczenie sobie w momencie przesytu. Zakładał również, że może to ja się nim wcześniej przejem. Zakładał pewnie i to, że będę nachalną kobietką, która zeświruje na jego punkcie i nie da mu spokoju.
Po pierwsze ześwirowanie na jego punkcie miałam już za sobą, czy raczej byłam w trakcie świrowania i widać udało mi się fakt ów umiejętne maskować. Bardziej uzewnętrzniać się nie zamierzałam, gdyż zbyt wielu niechcianych reakcji na takie, kobiece zachowanie naoglądałam się, jako sercowa asystentka Tereski.
Ona przełykała kolejne porażki gładko i przechodziła do następnego przypadku. Ja tak nie potrafiłabym.
Nie umiałabym podejść do tego wszystkiego również, jak barbie. Najeść się, wytrzeć resztki z twarzy i iść dalej.
Może to dlatego, że wychowałam się w otoczeniu romantycznych książek, traktujących o związkach między kobietą i mężczyzną i zawsze towarzyszyła im miłość. Raz bardziej, raz mniej burzliwa, ale nigdy nie był to wyłącznie seks.

Jako jednostka pochodząca z wielodzietnej rodziny wiedziałam, że może być źle, może się palić i walić, mogą w rodzinie szaleć osobowościowe trąby powietrzne, ale komórka rodzinna poparta głębią uczucia, którym jest miłość, przetrwa wszystko.

Jest wiele pozytywnie twórczych motywów działania, prących człowieka do przodu i do samorozwoju, ale nic nie przebije wyświechtanej i oklepanej miłości. Taki bonus od życia.

U Pawła widziałam braki w tej materii i zdziwiło mnie tylko, że jakoś tak naturalnie postanowiłam być jego aniołem – zbawcą. Pokażę mu, co znaczy kochać i być kochanym?
Skąd się to kurwa we mnie zrodziło?! Przecież ja nigdy nie byłam w związku! Nie kochałam mężczyzny!
Skąd mam przeświadczenie o celowości własnych zapędów w uświadamianiu sensowności uczucia w życiu?
Paweł nie mógł się tak szybko we mnie zakochać i pewnie przyciąganie fizyczne było jedynym magnesem. Pewnie myślał, że i ja się tym wyłącznie kieruję, tymczasem rozpływałam się realizując najskrytsze marzenia, oraz te nieuświadomione wcześniej, ale przede wszystkim byłam zakochana w nim po uszy.
Była namiętność, ale już mi czegoś brakowało. Nasza rozmowa przyćmiła to „coś” na chwilę, ale głód czegoś głębszego powrócił. Wypełzł na wierzch, zasysając wszystkie uczucia wokół.

Czy jestem kobietą bluszczem, która musi usłyszeć wyznanie miłości?
Po co mi to?! Przecież słowa są tak ulotne. Dziś powiem, że kocham, jutro powiem to komuś innemu.
W końcu był z barbie, a mymlał się ze mną. Ech...
Jedno w sobie w tych minutach powzięłam.
Nie zamierzałam się narzucać, choćby mnie dławiło i dusiło z nadmiaru niedomiarów. Widziałam, że Paweł nie jest typowym facetem, oczekującym typowych zachowań u kobiety. Pocieszyło mnie to odrobinę, gdyż metki typowości nie mogłam sobie na pewno przyczepić.
Z drugiej jednak strony zabawy w nim groziły poparzeniem.
Nie będę się tym martwić na zapas.
Będę sobą, gdyż udając kogoś innego spowoduję jego natychmiastowy odrzut od siebie.
Byłam uległa, gdyż zszokował mnie tym, co może przydarzyć się ciału i powiązanemu z nim umysłowi, ale koniec.
Wystarczy tej bezwolności. Zachłysnęłam się odczuciami, ale ochłonęłam odrobinę i okrzepłam.
Wiem, że czeka wiele do odkrycia, ale odkrycie powierzchowności nie da takiej przyjemności, jaką pozwoli odczuć powolne smakowanie czegoś głębszego.

W dupę jeża!
Czy nie mogłabym się po prostu bzykać, bez tak dogłębnego analizowania własnej i jego psychiki?!
Pokarało mnie normalnie taką analizatorską naturą?
Nie mogłam się urodzić „barbie”?...

***
- Chodźmy spać – zaproponowałem, choć najchętniej dymałbym ją tutaj i teraz tym bardziej, że jej psychika mnie podnieciła.
- A jeśli nie chce mi się spać? - Jej brwi uniosły się, podpuszczając mnie tym samym. - Mam sufitować, czy opowiadać sobie w głowie bajki?
- O czym będą te bajki? - Rozśmieszyła mnie odpowiedzią.
- O ciepłym łóżku, miękkiej pościeli, rozczochranych włosach wystających znad brzegu kołdry. - Zapatrzyła się w sufit. - Zapachu świeżej kawy w białej filiżance i jazzie w głośnikach, w tle. I tyle zdaje się wystarczy, by stworzyć bajkę.

Kto z normalnych ludzi zachwyca się takim banałem? Zapach kawy o poranku, jako szczyt szczęścia?

- Podoba i się twoja wizja bajki. - Nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu.
- Może jeszcze bułeczki cynamonowe? - Zmarszczyła śmiesznie nos. - Tak cudnie pachną...

Nie mogłem spać, pomimo przeżytego w jej pupie orgazmu.
Ona spokojnie oddychała smacznie śpiąc, a ja przewracałem się z boku na bok i myślałem.
Coś zbyt wiele przy niej myślę.

O trzeciej nad ranem zrezygnowałem z prób uśnięcia, przy pomocy odliczania baranów i zamykając za sobą drzwi do sypialni poczłapałem do kuchni i do komputera sennie mrugającego do mnie uśpionym oczkiem.
Spojrzałem na puste okienko przeglądarki wiedząc, co chcę znaleźć.
„Bułeczki cynamonowe”, to wpisałem.
Pojebało mnie doszczętnie? Chcę się bawić w kucharzenie dla niej?!
No chcę właśnie! Sam się sobie dziwiłem, ale miałem ochotę spełnić jej „bajkę”, jak to wcześniej nazwała.

***
Zaskoczył mnie, jak jasny gwint i znów szukałam źródła pochodzenia tego zachowania.
Obudziłam się rano, a tu czekała na mnie kupka ciepłych babeczek cynamonowych, a gdy osłupiała siedziałam, patrząc na swój ulubiony przysmak, wszedł Paweł z filiżanką świeżej kawy, a zza jego pleców doleciały mnie dźwięki saksofonu.
Po co ten wysiłek i to bez nacisku na seks? Nie wiem.

Na uczelnię pojechałam sama mimo, że nalegał na podwiezienie mnie. Nie chciałam wbijać nas w typowe ramki związku. Musiało być inaczej, niż miał dotąd z innymi kobietami.
Nie znoszę schematyczności i porównywałam się po prostu z moimi poprzedniczkami. One mu się znudziły, ja nie zamierzałam.

- Tereska – syknęłam jej w ucho, gdy tylko dopadłam ją na korytarzu przed zajęciami. - Mam sprawę.
- No cześć. - Rozwlekła te dwa słowa. - Co tam?
- Ty mi lepiej powiedz! - Zaniepokoiła mnie nieobecnym wzrokiem.
- Ach, Marti... - Westchnęła. - Zakochałam się...
- Co?! - Przesłyszałam się raczej. - Kiedy niby zdążyłaś?
- Wczoraj, ale nic nie mów! - Uniosła dłonie, w geście wstrzymania słów cisnących mi się na usta. - Wiem, że nie pierwszy raz coś takiego u mnie widzisz, ale teraz jest inaczej!
- Z czym inaczej?

Zamilkła, wbijając wzrok w podłogę.
O co chodzi? Ona nie chce się zwierzyć?!
Ok. Nie mam zwyczaju ciągnąć kogoś za język. Nie chce, niech nie mówi. Wiem jednak, że ciekawość tego, co dzieje się u mnie zwycięży i sama wyśpiewa wszystko.
Mam czas i zajęcie. Poczekam.

- Mam sprawę – zakomunikowałam.
- No? - Ucieszyła się ze zmiany tematu. - Mów.
- Pamiętasz te tabletki, które kiedyś wykupiłaś, ale nie miałaś odwagi ich użyć?
- Po co ci to kurwa?! - Prawie się wydarła, przez co dwie, zakuwające przed zajęciami dziewczyny, jak na komendę podniosły na nas zaciekawiony wzrok.
- Po coś. - Zmrużyłam przebiegle oczy, teatralnie formując usta w dziób. - Sekret za sekret. Wtedy powiem.
- Sekret za piguły! - Podparła się pod boki.
- Czy ja ci odmówiłam kasy, gdy byłaś w potrzebie? - Odbiłam piłeczkę. - Nie pytałam na co ci kasa.

Zagrałam trochę nieczysto tym bardziej, że ani złotówki nie zwróciła mi do dnia dzisiejszego. Wpadłam jednak na pomysł i aż skręcało mnie z chęci jego zrealizowania, choć mogłabym zostać przymknięta za coś takiego, ale czyż przywiązanie mnie do łóżka przez Pawła nie było równie porąbane?
Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej pewna byłam celowości planu, który nabierał ostrości z każdą minutą. Pod koniec zajęć, między którymi przemykałam pomiędzy salami starając się stać niewidzialną, jak zawodowy ninja, byłam tak nabuzowana i pewna swego, że aż mnie brzuch zaczął boleć z podniecenia.

- Dobra! - Bunt i walka toczona z sobą, na twarzy Tereski. - Przyjdź po tabletki do akademika, ale nie wchodź do pokoju, jeśli nie musisz.
- Oho! - Nie powstrzymałam się.
- Osro kurwa! - warknęła. - Wal się!

Odwróciła się na pięcie i z teatralnym oburzeniem, zawartym w każdym ruchu, poszła na wykład. Usiadła w rogu auli, czyli w zupełnie innym miejscu, niż dotąd. Zawsze siedziałyśmy razem, więc musiałam ją urazić, lub po prostu chciała uniknąć moich pytań.
Raczej to drugie.

Waliło mnie to w tej chwili. Miałam plan i musiałam zrobić jeszcze kilka rzeczy, kilka przedmiotów zdobyć, ale czułam przede wszystkim, że rodzi się we mnie Lucyfer i spłodził go Pawcio swoimi niecnymi praktykami.
Obawiałam się, że weźmie mnie za szajbuskę, ale wiedziałam, że muszę spróbować. Czułam na to takie parcie, że nawet zaryzykowanie nagłego zerwania ze mną wszelkich kontaktów nie powstrzymałoby mnie teraz przed realizacją.
Wiedziałam, że mój plan jest chory, ale coś mnie pchało i cisnęło, a ciemna część duszy, ta obudzona kutasem w tyłku, kazała materializować marzenie.
Poczułam wewnętrzną siłę i więcej miejsca w płucach na oddech.

No dobrze Pawełku. Taki z ciebie chojrak, to zobaczymy teraz, jak bardzo jesteś sfiksowany i czy nasze sfiksowanie jest się w stanie dopasować.
Docisnęłam dłonie do bolącego z nadmiaru emocji brzucha, odetchnęłam głęboko i weszłam do sali ostatnich ćwiczeń dzisiaj.
Po zajęciach akademik i Tereska w nim, szybkie zakupy i wstęp do realizacji...

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Kajjka
    | Odpowiedz

    No, no… I co też tam ona wymyśliła? 🙂

  2. Lkolac
    | Odpowiedz

    Pogubilam sie 🙁

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dlaczego?

      • lkolac
        |

        czesc poprzednia skonczyla sie jak weszli do kawalerki
        a potem nie wiem on (jako Pawel) mial narracje jako on i ona a potem dziewcze udajace mezczyzne tez bylo jako ona i on w dwoch narrracjach, potem mi sie pomieszaly imiona, potem juz nie wiedzialm co kto gdzie po co dlaczego
        jak sie przeskakuje z meskiej na zenska i odwrotnie to jest proste (przewaznei jest tylko dwoch bohaterow) tu jedena postac ma podwojny rodzaj i zamieszlas tym okrutnie

        moze dlugosci teksu pomiedzy tym jka ona mysli jak ona i on, i on myslacy jako ona i on byly za krotkie, moze brak rygoru? nie wiem, nie znam sie, ja tu jestem tylko od krytyki 🙂

      • mika kamaka
        |

        Ale to inne opowiadanie, Słoneczko :-):-(;-)

      • lkolac
        |

        o ja!
        o kurcze, teraz to widze, wydawalo mi sie ze to ostatnia czesc poszukiwanego
        sory

        ale i tak jest zakrecone
        caly czas sie zastnawaim o co tam chodzi

  3. Magda M.
    | Odpowiedz

    A ja się niezmiernie cieszę że powróciłaś do tego opowiadania ! To zdecydowanie moje ulubione (no może na równi z Klatką ) 🙂 Nie mogę się doczekać tego co będzie dalej i tego co też nasza Martynka wymyśliła … Pozdrawiam i życzę weny !

  4. Ola
    | Odpowiedz

    Mi tez się bardzo podoba to opowiadanie i nie moge się doczekać kolejnej części:)

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Będzie ostro 😉 Może nawet zbyt ostro…

      • Magda M.
        |

        Ale rozbudziłaś moją ciekawość ! Teraz nie zasnę 🙂

      • GreatLover
        |

        Hej, działa Ci gmail? Próbowałem Ci wysłać maila i nie wyszło.

      • mika kamaka
        |

        Działa, ale maila od Ciebie nie mam :-/

      • GreatLover
        |

        Udało się 🙂 Czekam na odpowiedź ;]

      • GreatLover
        |

        Sprawdź pocztę, blogerko ;]

  5. Asia
    | Odpowiedz

    A niech będzie ostro, Mika ;D Tabletkę gwałtu mu poda, albo jakąś viagrę 😀

    Też w pierwszym momencie nie załapałam że to ‘Pomyłka’ i wzięłam to za ‘Poszukiwanego’ 😉

  6. Shana
    | Odpowiedz

    Powiem Ci, że ja też miałam problem, żeby skojarzyć o co tu biega 😛 Ale to dla tego, że łapczywie zabrałam się do czytania Twojego kolejnego opowiadania. Nie zwracając szczególnie uwagi na tytuł widząc coś na “P” zaczęłam wsiąkać w opowiadanie myśląc, że czytam “Poszukiwany,poszukiwana”. Najpierw się zdziwiłam, dlaczego nagle zmieniłaś narrację i czytam myśli kobiety, ale jeszcze wydało mi się to normalne, bo Ty lubisz tak zmieniać punkt widzenia. Ale jak doszły imiona to coś już mi się zaczęło nie zgadzać. Dopiero jak wspomniała o wyczynach łóżkowych, zajarzyłam co za opowiadanie czytam i w sumie fajnie, że do Niego wróciłaś 😀 Bo tak dawno nie słyszałam co tam u Nich się dzieje, że już prawie wyleciało mi z głowy to opowiadanie.

  7. Mia
    | Odpowiedz

    A mi się podoba 🙂 Lubie takie pokręcone opowiadania 🙂 Czekam na kolejną część.Ciekawe co Martyna wymyśli hmm…

  8. Joanna
    | Odpowiedz

    Czekam jak zawsze na więcej… ;D uwielbiam to opowiadanko 😉

  9. Aprecjator
    | Odpowiedz

    Ja wiem, że kobieta zmienną jest ale ta jest dla mnie za szybkozmienna. W czasie jednego weekendu, straciła głowę, odkryła nieznane zakątki swojej duszy a potem zaraz po stosunku analnym, bez jakiejś większej przerwy (typu wyjście na wykłady na studiach co by mogło przestawić ją na inne tory) odzyskuje zdolność logicznego myślenia.

    PS
    Czy doszedł do Ciebie mail ze skanem artykułu?

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Doszedł i dziękuję za niego.
      Przyznam, że Anna Valetta i Babeczka ogarnęły ten temat i orientują się w nim o niebo lepiej ode mnie.
      Jeszcze raz dziękuję 😀

  10. Megami
    | Odpowiedz

    Z początku zakochałam się w Martynie, a Paweł działał na mnie jak płachta na byka. Szczególnie to, że tą całą “Barbie” potraktował jak zabawkę. I chociaż z treści opowiadania wynikało, że Barbie jest pustą lalką bez uczuć, to coś mi nie pasowało. Nie lubię robienia z danej postaci wroga bez żadnego uzasadnienia. Bo może ta Barbie kochała Pawła, a ten nagle przyprowadził nową zabawkę i nawet się nie przejął rozstaniem…
    Druga sprawa… Dziewice na studiach sie zdarzają, to nie jest wcale rzadkie. Nie każda kobieta hobbystycznie chadza na dyskoteki, aby tam brać udział w coweekendowej orgii. To całe podkreślanie, że Paweł jest niewiadomo jak wyjątkowy jest irytujące. W Martynie rzeczywiście tą wyjątkowość widzę, ma wielowymiarowy charakter niczym prawdziwy człowiek. Z jednej strony całkiem rozgadana, potrafi sobie poradzić w trudnych sytuacjach, a z drugiej strony wyuzdana, walcząca ze wstydem. Oficjalnie Martyna trafia do czołówki moich ukochanych bohaterów 😀
    Jeszcze jedno wkurzało – podkreślanie co dwa zdania, że Martyna ma małe piersi i wielki tyłek. Ileż można, doprawdy? XD
    Pamiętam, jak się cieszyłam z tego opowiadania za pierwszym razem. I nadal jestem zachwycona, choć Paweł niekiedy wkurza, ale także intryguje swoją skrytością. I niektóre jego dialogi są tak nienaturalne, że marzę o tym, aby niektóre kwestie usłyszeć z czyichś ust i się po tym nie roześmiać…
    Idę kontynuować zachwycanie się Martyną w kolejnych częściach! Pozdrawiam 😀

Napisz nam też coś :-)