Pomyłka (XIII)

with 8 komentarzy

Pomyłka telefoniczna opowiadanie o przypadkowej znajomościDużo tu wątków z mojego życia i nie mam na myśli zabiegu głównego wątku. Ci, którzy czytają wpisy dotyczące mnie, nie tylko opowiadania, będą wiedzieli 😀
Niezbyt długi kawałek, ale dojdę do zwiększenia częstotliwości wpisów i ich długości.
Mieszkam w nowym miejscu trzy tygodnie i zaczynam się oswajać z sytuacją, układać w szafach i kątach, dochodzić z sobą do siebie 😀
Jak zwykle całusy i dobrej nocy.

- Martynko – to przymilny głos mamy, znaczy więc, że czegoś ode mnie chce. - Zrobisz coś dla mnie?

Nie myliłam się.

- Co, mamo?

Mieszkało nas tyle osób w jednym mieszkaniu, że mama od zawsze miała pełne ręce roboty, a i zawsze narzekała ile to jeszcze do zrobienia zostało. Nie dziwota. Nakarmić, oprać, posprzątać, zakupy, dopilnować by wszystkie dzieci odrobiły lekcje, a w końcu zagonić je spać, gasząc pożary pomiędzy rozedrganymi, młodzieńczymi charakterami. Siłą rzeczy musieliśmy pomagać i nikt na te obowiązki nie narzekał. Jeśli gderanie przeszło komuś przez gardło, to tylko raz. Szmata do mycia podłogi, lub ścierka kuchenna szła w ruch, a tym samym przeganiała wszelakie protesty.

- Trzeba by się dzisiaj babcią zająć. - Wyrzuty sumienia w oczach mamy.

W końcu to jej matka, a wolała scedować jej mycie, przewijanie i opatrywanie odleżyn na mnie.
Najgorszy był jednak inny zabieg. Na początku miałam opory, ale po pewnym czasie przywykłam, a nawet sprawiało mi to satysfakcję. W końcu przynosiłam ulgę i może nawet przedłużyłam życie babci?
Lubiłam tak o tym myśleć.

- Nie patrz na mnie, jak na zabójczynię. - Zmarszczyłam się, widząc przerażenie w oczach Pawła. - To nic takiego. Uwierz mi.

Nie wyglądał jednak na przekonanego. Jego oczy strzelały spojrzeniem to w moją twarz, to znów w przedmioty na stoliku.

- Mam nadzieję, że nie jesteś homofobem? - Moje pytanie retoryczne. - Zakładam jednak, że nie jesteś, skoro spenetrowałeś mi tyłek i podobało ci się.

Znów podniecenie wywołane posiadaniem władzy nad nim. Miałam ochotę poznęcać się i zrobić mu to za karę. On mnie wystraszył, więc dlaczego mam się powstrzymywać? Nie muszę przecież!

Wiem, są związki, w których jedna ze stron jest uległa, a druga dominująca. Nie dla mnie taki układ i wolałam sprawdzić trwałość, czy raczej szanse „nas” już teraz, na początku.
Platoniczne zakochanie w Pawle to jedno, lecz mieszkanie z nim, spanie w jednym łóżku, rozmowy, pieszczoty i prawie seks, to drugie. Za bardzo mogłam się zaangażować i nie wyleczę się z tego tak szybko.
Platoniczne uczucie jest silne, ale powierzchowne i tak, jak bród pokrywający skórę, łatwo go zmyć z czasem.
Gdyby Paweł wdarł się jednak pod skórę, w trzewia i co gorsza w mózg, to nic już nie poradzę.
Pogrzebana w butach. Mogę drzeć szczotką ryżową do krwi i wyć, lub zrobić sobie trepanację czaszki.
To będzie skuteczniejsze.
Może to głupio praktyczne i samozachowawczo asekuracyjne, ale wolałam zabezpieczyć się przed krwawymi szponami uczucia już teraz, by nie wykrwawiać się rozdartym sercem później.

- Dziecko – mruczała ledwo dosłyszalnym głosem szeleszcząc, jak papier, babcia. - Kobieta musi się szanować, bo tylko to ma. Jeśli pozwoli mężczyźnie, by jej nie szanował, to on na pewno jej nie uszanuje.

Wiedziała, co mówi.

Babcia Janina, miała męża Jana. Jan był alkoholikiem i nie szanował jej z pewnością. Poniewierał nią, bił i pił. Babcia, jako kobieta ze stali, postanowiła poradzić sobie sama i tak też się stało. Rozwiodła się, co w jej czasach zakrawało na grzech godny potępienia i przypalania w ogniu piekielnym, lecz tak postanowiła i dzięki temu podarowała trójce swoich dzieci bezpieczny i w miarę syty (na miarę swych Janinych możliwości) dom.

- Pamiętaj, że musisz siebie szanować, a wtedy mężczyzna będzie musiał uszanować twoją wolę – mówiła to w szpitalnym łóżku, gdy to po wylewie leżała w białej koszulinie i białej pościeli.

Babcia bez makijażu, bez czerwienią powleczonych ust i białych włosów skręconych wałkami, które od lat podgrzewała w garnku, była jakoś inna. Taka inna i... jak nie moja babcia!
Przyniosłam do szpitala kosmetyki i pomalowałam ją. W termosie przytransportowałam gorące wałki i upiększyłam platynę na jej głowie. Po zabiegu podałam lusterko i napawałam się wyrazem zadowolenia na osłabionej, babcinej twarzy.

Na drugi dzień zadzwoniono ze szpitala, że babcia nie żyje. Telefon odebrałam ja i musiałam tę informację przekazać osobiście rodzicom. Bolało i dławiło, ale na łzy sobie nie pozwoliłam. Wiedziałam, że babcia  przyjęła śmierć, jako dobrodziejstwo. Zegarek zepsuł mi się tego dnia i okazało się, że była to godzina śmierci babci.

Od tej pory czułam jej obecność i stróżowanie i w tej chwili, mimo całej absurdalności sytuacji w jakiej się znalazłam, babcia również była przy mnie. Chichotała mi pomalowanymi na czerwono ustami, potrząsając białymi lokami.
„Zrób to wnuczko, jeśli tego właśnie chcesz” - szeptała mi bezgłośnie wewnątrz głowy. - „Czujesz potrzebę, to ją spełnij”.
Wiedziałam, że TO zrobię. Jeśli mam to sprawdzić, czy raczej przetestować, to teraz. Jeśli wyjdzie z tego kupa, to popłaczę Teresce w biust, pocierpię chandrę w samotności i smętna wrócę do świata.
Może trochę chudsza, może trochę bledsza, żyjąc bez powietrza...

- Nie skrzywdzę cię. - Pogłaskałam go po brzuchu widząc, że podniecenie Pawła zanika. - Zabawimy się tym razem na moich zasadach i jeśli będzie to zakończeniem znajomości, zrozumiem. – Ciągnęłam, przyglądając się kolejnemu stadium pobudzenia, czy raczej jego zanikowi u Pawła. - Zrobię ci lewatywę, by cię oczyścić przed pieszczotą. Wiem, że to wymaga intymności, na którą jeszcze nie zapracowaliśmy, ale ty mnie uwięziłeś, zniewoliłeś i zmusiłeś do rozkoszy. Podobało mi się i chcę ci zafundować to samo.

Nie chciało mi się więcej mówić. Nie wytłumaczę mu lewatywy i uczucia w trakcie i po niej, jeśli nie robił tego wcześniej. Po reakcji na widok wlewnika wnioskowałam, że nie miał doświadczeń w temacie i w sumie to cieszyłam się, a nawet byłam dumna, że i ja mogę coś przed nim odkryć.
Sięgnęłam po lubrykant i ten wycisnęłam obficie na dłoń, a następnie rozsmarowałam między dłońmi.
Był przyjemnie śliski i tak, jak kiedyś kojarzył mi się leczniczo, podczas zabiegów na babci, tak teraz podniecił, przywodząc na myśl to, co działo się ze śliskością między moimi udami, gdy Paweł mnie dotykał, lizał i połowicznie penetrował.

- Tak, jak teraz cię to przeraża, tak po tym ci się spodoba – ciągnęłam dalej, rozsmarowując podgrzany ciepłotą dłoni żel. - To nie będzie nieprzyjemne, a wręcz przeciwnie. - Ujęłam w śliskie palce jądra, drugą dłonią sięgając między pośladki, które bezradnie próbował zacisnąć. - Nie broń się, gdyż nie ma przed czym.

Mimo jego oporów nie zamierzałam się już cofnąć. Podnieciłam się samoistnie i pragnęłam tego... zniewolenia.
Wmasowywałam, jak zahipnotyzowana żel w jądra i zaciśnięty przedziałek między pośladkami. Pośladki się rozluźniały, a w penisa napływała ponownie krew. Może i chciał się bronić przed uczuciem, ale nie umiał. Twardniał z każdym śliskim ruchem, dając dostęp mojemu palcowi we wnętrze pomiędzy. Tarłam i wnikałam na ciasne milimetry, w końcu centymetr i kolejny, a jego klatka piersiowa unosiła się w gwałtownym oddechu, a ten przeszedł w jęk, gdy palec wcisnęłam powolnym ślizgiem w jego pupę, a druga dłoń tarła penisa. Twardniał, grubł i pęczniał  w oczekiwaniu. Pochylona nad nim, znów wzięłam go w usta, lecz drażniłam ledwie czubek w obawie przed szybkim końcem. Z tych kilku, wspólnych doświadczeń wyniosłam, że takie napięcie skóry świadczy o tym, że jest blisko końca.
Nie chciałam, by kończył. Nie teraz.
Jedną dłoń zajęłam pieszczeniem coraz bardziej zrelaksowaną dziurkę, drugą sięgnęłam po końcówkę wlewnika i niepostrzeżenie dla Pawła podmieniłam go z palcem. W jego odbycie tkwiła teraz biała nasadka, a on nadal skupiał się na moich wargach na żołędzi.

- Zaufaj mi – poprosiłam, odrywając się od niego i odkręcając termos z letnią wodą, do której wcisnęłam wcześniej cytrynę.

Napełniłam płynem gumowy pojemnik, podłączyłam ten do końcówki w Pawle i nie zważając na coraz głośniejsze, stłumione gumowym kneblem protesty, odkręciłam powoli kurek. Płyn przemieszczał się w ciało Pawła, a ten w skupieniu analizował odczucia. Już się nie szarpał, nie próbował krzyczeć poprzez knebel, lecz odbierał.
Kilka minut i kilkaset mililitrów płynu później wyjęłam z niego końcówkę.

- Teraz masaż brzucha.

Okrężnymi ruchami dłoni, rozprowadzałam wodę w jego jelitach, pomagając uciskiem. Przyglądał mi się z pozornym spokojem, śledząc każdy ruch i pewnie wyraz mojej twarzy. Mogłam mu wyciągnąć knebel, ale obawiałam się tego, co powie. Mógł mnie zranić słowem, zwyzywać, a tym samym onieśmielić.
Bałam się tego i postanowiłam czekać.

- Zostawię cię na jakiś czas – oznajmiłam, podsuwając pod biodra kaczkę. - Przyjdę za kilkanaście minut.

I wyszłam.

Dokładnie tak samo robiłam z babcią. Opróżniałam w nią wlewnik, masowałam, podkładam pojemnik na kał i zostawiałam, by mogła w spokoju pozbyć się zawartości jelit.

Moja rodzina, a właściwie mama, miała hopla na punkcie naturalnych metod ochrony zdrowia, a czasami niestety leczenia. Lewatywa nie była ani wstydliwa, ani też zaniedbywana.
Czytałam kiedyś, że na zachodzie stał się taki zabieg trendy, a ekskluzywne gabinety oczyszczające okrężnicę wyszukanym sprzętem zbijają na tym fortunę.
W moim domu lewatywa była lekiem na wszystkie jelitowe dolegliwości, zatrucia, trądzik, że nie wspomnę o zaparciach.
Zamknęłam za sobą drzwi, zostawiając Pawła w pozornej intymności, lądując momentalnie przed monitorem, który przekazywał mi obraz z pokoju.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Cam
    | Odpowiedz

    O mój b… to opowiadanie robi się powalone i to zdrowo…
    ehhh.. ale i tak będę je czytała 🙂

  2. Magda M.
    | Odpowiedz

    Właśnie staram się ratować moja klawiaturę na której wylądowała moja upragniona kawa.:( W życiu bym na coś takiego nie wpadła. I nie jestem sobie w stanie wyobrazić co ten Paweł musiał sobie o niej pomyśleć. Sama zaczynam myśleć że ona to dopiero ma nie po kolei pod kopułami. Jestem strasznie ciekawa, jak on na to zareaguje. Nie każ nam długo czekać ! 🙂

  3. Monika G.
    | Odpowiedz

    Jak dla mnie to pojechałaś po bandzie 🙂

    Nie mogę się doczekać ciągu dalszego.
    A swoja drogą – to jest chyba twoje najbardziej odchylone opowiadanie. Widzę, że zmiana otoczenia zrobiła rewelacyjnie Twojej wyobraźni.

  4. Aprecjator
    | Odpowiedz

    Tak jak sądziłem – prosty masaż prostaty to zbyt trywialne rozwiązanie.

  5. Kajjka
    | Odpowiedz

    Ja się jednak spodziewałam, że zrobi mu coś dużo gorszego 😉 Ale zawsze jednak może zrobić to później. W jakimś kraju (nie pomnę w jakim) kobiety dyscyplinują swoich mężczyzn dodając im do jedzenia truciznę. Biedacy zawsze wracają do domu na czas i nigdy nie wiedzą, czy akurat są na odwyku, czy właśnie biorą. Jeśli Martyna i Paweł zostaną razem obawiam się, że biedak nigdy nie będzie spożywał posiłku nie zastanawiając się jednocześnie, czym dzisiaj przyprawiła go Martyna 😀

  6. Mathias Ruten
    | Odpowiedz

    Post nieco odjechany niemniej dał mi do myślenia. W moim domu równie chętnie sięgano po lewatywę wykonywaną za pomocą irygatora. Wiem jakie niesympatyczne budzi skojarzenia i jak niewdzięczne to jest. Natomiast sam zabieg składa się z małych elementów w szeregu czynności, które doprowadzają mnie do zupełnie innego orgazmu. Dość intensywnego, a tym samym zbliżającego się wyjątkowo powoli w całej mocy. To powolne zbliżanie doprowadza mnie do szału.

  7. Megami
    | Odpowiedz

    “Nie widziałam Cię już od miesiąca
    I nic. Jestem może bledsza, trochę śpiąca,
    trochę bardziej milcząca.
    Lecz widać można żyć bez powietrza.”
    Podobają mi się te liczne nawiązania do wierszy albo dialogów z filmów 😀
    I, ech, aż mi się przypomniało ćwiczenie jak się robi lewatywę… Na fantomie rzecz jasna, nie na prawdziwym człowieku 😀

  8. Unknown
    | Odpowiedz

    Jeju, jaki niewdzięczny temat. Kiedyś wylądowałem w szpitalu. Niezaznajomiony z obowiązkami pacjenta szybko zapoznałem się z irygatorem. Zastanawiałem się co by się stało jakby zamienić się rolami.

Napisz nam też coś :-)