Pomyłka (II)

with 7 komentarzy

Pomyłka telefoniczna opowiadanie o przypadkowej znajomościPrzerzucam części publikowane poprzez facebooka tutaj, ale nie tak normalnie.
Dlaczego nienormalnie?
Sami się przekonacie 😉

Po raz pierwszy zwróciłem na nią uwagę w knajpie i wijąca mi się na kolanach Klaudia nie utrudniała zbytnio obserwacji.
Klaudia jest fajną dziewczyną i przy okazji ładną, ale...

No właśnie. To ale, lub raczej jego brak robi z niej płaski obrazeczek typowości urodziwej laski. Mówi niewiele, lub na temat, którego nie jestem w stanie załapać. Nie interesują mnie wyprzedaże ciuchów, nowe zabiegi ujędrniające coś tam czymś tam i losy koleżanek z grupy.
Klaudynka wiła się masując przy okazji, oczywiście mimochodem, moje krocze przy pomocy uda i nawet odrobinę pobudziła krew, lecz nie tak, jak dźwięk, którym drobna postać z mikrofonem przy ustach wdarła mi się w mózg.
Zamarłem każdym mięśniem, gdy mocne brzmienie kobiecego głosu spenetrowało tkanki mojego ciała najpierw łagodnym brzmieniem, by po chwili czystym ciągiem unieść mi każdy włos na ciele.

Chodzę na koncerty, ale wtedy wiem czego oczekiwać, jestem przygotowany. Tutaj knajpiana muzyka nie zapowiadała przeżyć audio, a tymczasem głos drobiny na scenie rozwalił mnie bez ostrzeżenia.
Siedziałem osłupiały, a to dziewczątko dudniło czystością wokalu i pozwoliło zniknąć wszystkiemu wokoło do momentu, gdy nagle dojrzała kogoś znajomego i machając ku niemu, przerwała podawanie mi nutek strumieniem przez uszy wprost do duszy.
To wtedy postanowiłem, że ją poznam. Jej głos mnie pobudził, obudził... coś.
Zawsze kręciły się przy mnie ślicznotki, ale to pewnie przez moją inność. Ktoś nazwał mnie autystycznym. Dlaczego?! Bo lubię liczyć okna w budynkach, dodawać, dzielić i mnożyć wyniki liczb tworzonych przez cyfry rejestracji, gdy stoję w korku?
Autystyczny, czyli jaki? Inny trochę i tyle.
Głupie to. Ludzie uwielbiają przyklejać do wszystkiego metki, ja metek mam przyklejonych kilogramy i... wali mnie to.

Jedno stało się pewne, muszę poznać tę dziewczynę. Może będzie kolejnym rozczarowaniem, może odkryciem. Chociaż, co można odkryć w drugiej osobie, szczególnie kobiecie? Nie zdarzyło mi się jeszcze zafascynowanie żeńską psychiką i wątpliwym jest, by miało się to przydarzyć tym razem.
Tego wieczoru umknęła mi ta niewidoczna prawie istotka, lecz nie zmartwiłem się. Skoro Bartek ją zaprosił, musiała być jego znajomą.

Noc z Klaudynką na mnie i ja w niej. Nic szczególnego, zwykłe odprężenie podchodzące odczuciami pod czynność fizjologiczną, bliską wypróżnianiu organu ze zbędnej zawartości.
Poranek rozdarło skrzeczenie telefonu.

- Słuchaj no podstarzały dupku. - Nie od razu zajarzyłem, o co chodzi, lecz słuchałem, budząc się powoli. - Umawiasz się ze mną, każesz wstać z łóżka, chociaż mogłabym jeszcze grzać dupę w pościeli, a sam wałkonisz się nadal?
- Co? - Z wolna odzyskiwałem przytomność umysłu.
- Jajco drogą szło! - Gdy usłyszałem ten wrzask stwierdziłem, że oto rzeczywistość postanowiła uśmiechnąć się do mnie w postaci dziewczęcia z knajpy, które to zgwałciło mi uszy kilka godzin wcześniej. - Po coś się umawiał, skoro zamierzałeś zabalować?! Rusz swój zgnuśniały zadek z łóżka i zapierniczaj tutaj w te pędy, albo zapomnij o darmowej podwózce na najbliższych pięć lat!

Tak. Zdecydowanie los chciał mnie spotkać z dużym temperamentem umieszczonym w mini ciałku i byłbym ułomem bagatelizując znak. Chciałem ją poznać, więc Coś mi ją podesłało, a ja musiałem jedynie przyjąć To.

- Gdzie? - Starałem się oszczędnie używać słów, by nie poznała, że dodzwoniła się nie do tej osoby, do której zamierzała.
- Pod moją szkołą gamoniu. - Z tonu wnioskowałem, że nie poznała różnicy w głosie. - Jakbyś już zapadał na starczą demencję, to ci jeszcze przypomnę, że czerwone clio ma twoja wspaniałomyślna siostra i że będzie czekać najwyżej pół godziny, więc zagęszczaj ruchy, albo idź na autobus.

I rozłączyła się, a ja wyskoczyłem z łóżka, nie zważając na gniewny pomruk Klaudii.
Olać to! Coś mi mówiło, że robię właśnie najmądrzejszą rzecz w życiu.

Zawsze ufałem tak zwanej intuicji i tym razem nie miałem zamiaru zbagatelizować podszeptu Czegoś.
Mało ważne źródło pochodzenia. Liczyło się to, że nigdy mnie nie zawiodło, a tym razem w żołądku gotował mi się gejzer niewiadomego pochodzenia.
Pognałem więc na parking przed szkołą, umawiając się z Bartkiem na squasha, dla zapewnienia sobie... czego?
Nie wiedziałem dokładnie, ale byłem pewien, że dobrze zrobiłem.
Jedyną akcją poczynioną ciałem w celu udokumentowania celowości moich działań, było zgarnięcie torby sportowej z ciuchami, rakietą i szamponem. Porwałem dwoje szmacianych uszu z zawartością i wybiegłem z mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi.

Śmierdziałem seksem, czy raczej zmaganiami łóżkowymi, lecz olałem to w tej chwili. Nie miałem czasu na prysznic. Coś dziwnego pchało mnie do tej dziewczyny. Do laski, której twarzy nie widziałem nawet.

Czerwona cliówa stała na parkingu jedna. Podszedłem do niej i zajrzałem.
Oparta o zagłówek siedziała kudłata drobina z knajpy. Zamknięte oczy, ogromne usta i zgrabny nos. Jakaś taka rysunkowa była, jak postać wyjęta z kreskówki. Fascynująca twarz przypięta do małej kobiety. Zdecydowanie nietypowa dziewczyna.
Obszedłem auto i otworzyłem drzwi pasażera. Wsiadłem i oznajmiłem:
- Jestem!
- No nareszcie - powiedziała przez zęby, odrywając głowę od zagłówka i sięgając do stacyjki.

Efekt zaskoczenia osiągnąłem. Zamarła z dłonią na stacyjce i kluczyku weń wetkniętym.
Teraz zobaczyłem jej oczy, a te były ogromne. Jej głowa była czymś odrealnionym dzięki kontrastom, w które obfitowała ta drobna twarz.

- Darłaś japę, że mam ruszyć zgnuśniały tyłek, to jestem. - Uśmiechnąłem się, czując zdobycz dziwnego kalibru na celowniku.
- Co ty do mnie mówisz? - Ręka opadła jej na kolano, pociągając za sobą kluczyki, a te z brzdęknięciem opadły na podłogę.
- Zadzwoniłaś, zjechałaś jak psa, więc jestem. - Bawiłem się świetnie jej zagubieniem i miałem ochotę pocałować ją bez uprzedzenia.

Ot choćby po to, żeby sprawdzić, jak całuje się tak wydatne wargi. Co za palanckie myśli!

- Że ja do ciebie dzwoniłam niby?! - Patrzyła na mnie, jak na idiotę, a ja poczułem się idiotycznie pobudzony od wewnątrz.
- To gdzie niby ja mam jechać? - Rozparłem się w fotelu przyciasnego auta. - No siostrunia. Wieź mnie wreszcie.
- Przestaniesz sobie ze mnie wreszcie jaja robić?! - Huknęła głosem, który zapamiętałem z wczorajszego występu w knajpie.
- Kobieto! - Nie chciałem, ale reagowałem seksualnym pobudzeniem na jej głos. - Słyszałem wczoraj, jak śpiewasz, ale nie jesteśmy w knajpie, więc oszczędź mi decybeli. Skoro nie wiesz dokąd jechać, to ja ci powiem.

Ogłupiała zapatrzeniem. Muszę być niezły, skoro takie reakcje wywołuję.

- Poproszę na trening, a po treningu na śniadanie – Palnąłem pierwsze, co mi przyszło do głowy.
- Że co? - Chyba przegiąłem, ale to ta intuicja mi kazała.
- Z wywrzeszczanej przez ciebie telefoniczną drogą treści zrozumiałem, że miałaś dzisiaj wozić brata, ale ten cię wystawił. - Pochyliłem się do niej i zaglądając w wielkie, błyszczące ślepia. - Skoro mnie tak bestialsko wyciągnęłaś z pościeli, to teraz zrób coś z tym.

Uległa mi. Widziałem to w jej oczach. Zmiękła i poddała się mężczyźnie, czyli mnie. Wymiękła źrenicami, lecz po chwili w jej oczach zmieniło się coś. Źrenice zwęziły się, brwi ściągnęły, a usta zacisnęły odrobinę. Twarz z uległej odmieniła się i pokryła lodem.

- A dupa tam – warknęła. - Sam sobie zrób i nie wzbudzaj we mnie wyrzutów sumienia. Też mogłam gnić w swoim wygodnym łóżku, a siedzę za kierownicą z obcym facetem obok.

Zatchnęło mnie z zachwytu na taką reakcję. Normalny samiec obruszyłby się, mnie to zajarało.

- Czyli mam spadać? - Udałem obojętność. - Nie ma mowy! Obudziłaś, opieprzyłaś, kazałaś przybiec, to jestem. Nie ruszę się stąd, więc jedziemy! - Sportową torbę z kolan przerzuciłem tylne siedzenie.
- Nie wiem, jakim cudem do ciebie zadzwoniłam, ale bardzo cię przepraszam. - Podjęła negojacyjnym tonem. - Zawiozę cię w ramach przeprosin tam, gdzie chcesz i do widzenia. Ok?
- Gdzie ci się spieszy? - Wkurzyłem się jej wycofaniem, do którego nie byłem przyzwyczajony w zachowaniach kobiet, a tym samym zawziąłem jeszcze bardziej. - Masz wolne i nie możesz poświęcić go koledze ze starszego roku?

Widziałem walkę i kapitulację odgrywającą wojnę na jej rysunkowej twarzy.

- Czyli mam cię zawieźć, poczekać i przywieźć, tak? - dopytywała.
- No prawie – potwierdziłem.
- To co porabiasz poza śpiewaniem? - Zagadnąłem prowadząc, gdyż ona sama była wczorajsza.
- Uczę się. Czasami baluję i wtedy skutki tego są właśnie takie. - Parsknęła. - Dzwonię do obcych facetów i robię im za taksówkę.

Wyjątkowo małomówna, jak na kobietę. Intrygujące.

- Skoro obcy, to skąd miałaś numer?
- Nie wiem, jakim cudem wykręciłam taki zestaw cyfr. - Kłamała.

Gdy wysiadała z auta, rzucił mi się w oczy jeden szczegół jej fizjonomii i była to pupa.
Pewnie wszyscy faceci tak mają, lecz dla mnie ta część ciała kobiety jest wyjątkowo kusząca.
Ona posiadała egzemplarz, któremu powinno się robić zdjęcia, a te wieszać na każdej ścianie. Okrąglutka i z wystającymi pośladkami. Dupeczka marzenie. Aż mnie zatchnęło z wrażenia, gdy zobaczyłem, jak wypina ją podczas wysiadania.

- Grałaś kiedyś w squasha? - zapytałem, gdy staliśmy już przed salą treningową.
- Nigdy i myślę, że piłka mogłaby mnie zabić. - Uśmiechnęła się.
- Powinnaś kiedyś spróbować. - Miałem jeszcze ochotę dodać, że najlepiej ze mną.

Krótką wymianę zdań przerwał Bartek, trening i szybki prysznic.

- No panowie! - Usłyszałem jej rozbawiony głos. - Gladiatorzy z rakietami miast sprzętu bojowego! Piękny pokaz, tylko publiczność niewielka. Ilościowo i wielkościowo również.
- Dobrze, że w gardle jesteś wielka, bo można by cie czasami nie zauważyć. - Rzucił Bartek.

Zaskoczyło mnie, że tak wesoło do tego podeszła. Zwyczajową reakcją kobiet był zachwyt i momentalne przyklejenie się takowej do rozćwiczonego ciała. Ją najwyraźniej ubawiliśmy.

- To dokąd jaśnie pan życzy sobie teraz? - Przerwała mój zawias na jej biodrach, mogłaby się odwrócić. - Łaźnie fińskie, salon odnowy biologicznej?
- Jeść – odparłem, myśląc o czymś zgoła innym. - Zjadłbym konia z kopytami.

Pojechaliśmy.

***

Zawiozłam nas do knajpy Bombaj, mojego ulubionego miejsca. Jasne kolory wystroju, indyjskie dodatki i przede wszystkim pyszne jedzenie.
Wjechałam w obrośniętą bluszczem bramę i zaparkowałam w podwórzu. Niby centrum miasta, a jednak tak inaczej tutaj było.

Właściciela poznałam dawno temu i okazał się nim być starszy człowiek, który przyjechał do Polski za miłością swojego życia. Jego jeszcze wtedy nie żona, była w Bombaju na wycieczce. Zwiedzała, poznawała kulturę, oraz ludzi, zachwycając się ich odmiennością.
Jej odmienność w wyglądzie przyciągnęła uwagę Amuniego, który wraz z ojcem, oraz starszym bratem prowadził znaną miejscowym mieszkańcom knajpkę.
Był młodszym potomkiem, tak więc pierwszeństwo w prowadzeniu lokalu automatycznie przypadało jego bratu. Poznał Krystynę i zafascynowała go jej żywiołowa i radosna natura. Jak mawiał, wpadł po uszy w momencie, gdy zapatrzył się w błękit jej wielkich oczu. Nawet ogolona na zero głowa nie przeszkodziła mu w tym.

Po dwu tygodniach Krysia wróciła do kraju, a po kolejnych czterech Amuni spakował niezbędniki życiowe i z błogosławieństwem ojca, który stawiał więzi międzyludzkie na piedestale swych zasad życiowych, zmienił miejsce pobytu. Przyjechał do Polski szukając Krystyny. Na jego szczęście Krystyna również tęskniła, co zaowocowało burzliwą miłością, a przede wszystkim płomiennym powitaniem.
Powitanie zaowocowało natomiast ciążą, która na szczęście nie przeraziła żadnej ze stron.
Naturalną koleją rzeczy, było założenie przez Amuniego knajpki, a ponieważ miał fach w ręku i talent do czarowania przyprawami, tak więc i klienci przywiązywali się do jego kuchni w ekspresowym tempie.
Poznałam w pewnym momencie również i żonę. Zakochałam się w jej uśmiechu w mig, nie dziwiąc się wcale tak radykalnemu posunięciu.
Dla takiej miłości można przenosić góry. Ba! Nawet galaktyki!

Po roku stołowania się w Bombaju znałam każdy ze smaczków bogatego menu lokalu i miałam swoje ulubione dania. Koloryt najprostszych potraw, ryż z warzywami doprawiony bezbłędną mieszanką przypraw, drobinami warzyw i pestkami dyni, oraz rodzynkami potrafił przyprawić mnie o stan na podobieństwo ekstazy. Język doznawał olśnienia, oczy nie chciały rejestrować obrazu i przymykały się, ślina tryskała mi ze ślinianek, a nos eksplodował aromatem curry, cynamonu i innych, nieznanych mi woni.

Gdy cała sala, a właściwie trzy, sąsiadujące ze sobą pomieszczenia były całkowicie obłożone przez klientów, Amuni przywoływał mnie skinieniem śniadego palca i usadzał przy maleńkim stoliczku na zapleczu kuchennym.
Z początku czułam się nieswojo, widząc kucharzy uwijających się przy srebrnych garach i ogromnych patelniach. Ociekali potem i pokrzykiwali coś do siebie w niezrozumiałym dla mnie języku.

Wytłumaczył mi, że większość tych ludzi, to jego rodacy. Bezrobotni w swej ojczyźnie, znaleźli dzięki Amu pracę, oraz nowy dom. Dom dla nas skromny, lecz dla nich pełen luksusów. Mieli miejsce do snu, kuchnię, a w niej pożywienie, łazienkę z bieżącą wodą i choć żyli w sześć osób w jednym mieszkanku, potrafili się zgodzić i wieść wesołe życie.
W restauracyjnej kuchni darli się na siebie i grozili sobie nożami i chochlami. Poza tym miejscem, byli kochającymi się ludźmi.

Wszystko to objaśniał mi Amu, otwierając przy okazji oczy na odmienność innych kultur, mniejsze wymagania co do stanu posiadania niezbędności życiowych. Zafascynował również podejściem do życiowych obowiązków
Większość moich bliskich i znajomych narzekało przede wszystkim. Zawsze pragnęli nieosiągalnego i to odsuwało od nich poczucie szczęścia. Patrzyli w przyszłość, nie dostrzegając radości, które ich otaczały.
Ci ludzie tutaj nie narzekali wcale. Oni cieszyli się tym, co mają w danej chwili.
Mieli obowiązki do wykonania? Cieszyło ich to. Wykonywali swoją pracę sumiennie i widziałam to podczas godzin spędzonych przy mini stoliczku pod kuchenną ścianą. Oni pracowali z zapałem i choć wydzierali się na siebie, to ich czujność oczu była równocześnie ciepłem źrenic. Kochali swoją rzeczywistość.

I tym razem lokal był pełen ludzi, więc Amu kiwnął jak zwykle palcem i wskazał zaplecze. Ucieszyłam się widząc, że obecność Pawła nie zmieniła niczego.

- Chodź. - Pociągnęłam oszołomiony obiekt mych sennych marzeń ku kuchni.
- Tam? - Brwi zniknęły mu pod grzywką.

Przewróciłam oczami na to idiotyczne pytanie. Naparłam swą mikro posturą na nierdzewkę drzwi i wpuściłam nas do gorącego i penetrującego nozdrza zapachami pomieszczenia.
Paweł zamarł w drzwiach i wcale się takiej reakcji nie dziwiłam.
Kilka niskich osób uwijało się przy lizanych językami ognia patelniach. Kilka innych szatkowało zawzięcie warzywa, ugniatało coś w przepastnych zlewach i mieszało buchające parą zawartości garów.
Gdy człowiek ochłonął, mógł patrzeć na ten pokaz umiejętności zakrawających na somnambuliczny trans, w nieskończoność. Jedzenie skwierczało, płonęło, buchało oparami i kusiło apetyt do zaspokojenia go.

Usiadłam przy stoliczku, obserwując obiekt moich westchnień z uśmiechem.
W końcu się ogarnął, namierzył mnie wzrokiem i klapnął po przeciwnej stronie malutkiego stoliczka, napierając na moje kolana swoimi.

- Gdzie my jesteśmy? - To był jego teatralny szept.
- Jesteśmy Pawcio na zapleczu mojej ulubionej restauracji. - Czułam się dumna dzięki faktowi, że mogłam mu pokazać takie miejsce.
- Dobrze tutaj karmią? - Nie wydawał się być przekonany co do jakości tutejszego jedzenia.
- Najlepiej – powiedziałam bez zająknienia. - Pozwolisz mi zamówić?
- Jasne – odparł z leksza oszołomiony.

Tak naprawdę to nie musiałam już zamawiać. Wiedzieli co lubię i byłam pewna, że i Pawłowi to posmakuje. Wzięłam tylko poprawkę na jego zmęczenie fizyczne i domówiłam więcej wsadu fasoli w posiłek.
Podano nam dwa parujące talerze w kilka minut. Te minuty przemilczeliśmy wyłącznie dla tego, że moje marzenie nie potrafiło oderwać oczu od kucharzy. Ci, jakby robili pokaz, a pewnie i robili, podrzucali makaron na patelniach z akrobatyczną wręcz umiejętnością i wpuszczali ogień do wnętrza patelni w szołmeński sposób. Wielkie puch ognia, który wygasał po kilkunastu sekundach.

- Co nam podano? - spytał, z nieufnością wpatrując się w skromnie wyglądający posiłek.

Potrawa składała się w przeważającej części z ryżu, plus dodatki.

- Ryż z warzywami. - Wyjaśniłam. - Zdrowe i pożywne. W sam raz dla kogoś po treningu.
- A gdzie mięso? - Skrzywił się, nie odrywając oczu od zawartości talerza. - Ja mam się tym niby najeść?!
- Spróbuj Paolo – mruknęłam, sięgając po widelec.

Miałam praktykę w jedzeniu sypkich potraw, ale on najwyraźniej nie. Wszystko, co nabierał na srebrne zęby, zsypywało mu się i pstrzyło blat naokoło. Gdy już widziałam, że traci cierpliwość, a ani porcja nie trafiła do jego głodnego brzucha, powzięłam kroki zaradcze.

- Widelce, to nasz cywilizacyjny wymysł, by nie brudzić sobie rąk. - Zaczęłam. - W wielu krajach je się palcami.

Odłożyłam widelec i nabrałam palcami jedzenie.

- Można i tak. - Przyglądał mi się, gdy nabierałam ryż między trzy palce i unosiłam go do ust.
- Spróbuj. - Zachęciłam.

Nadal nie jadł, a jedynie patrzył z powątpiewaniem na moje palcowe praktyki.

- Aleś ty zacofany i konserwatywny. - Westchnęłam i nabrałam ryż z jego talerza, a ten uniosłam do jego ust. - Za mamusię.

Nie wiedziałam, co robię. Nie pomyślałam, nim to uczyniłam.
Paweł, wpatrzony w moje oczy rozchylił usta i pozwolił nakarmić siebie potrawą, lecz na tym nie poprzestał. Chwycił moją dłoń w nadgarstku i po przyjęciu części potrawy spomiędzy palców, zaczął powoli wylizywać każdy.
Zamarłam zszokowana. Zszokował mnie erotyzm tego, co robił. Wpatrzony w moje oczy, lizał każdy palec z osobna, a ja zaczęłam mieć problem z oddychaniem.
Wyrwałam pieszczoną dłoń. Apetyt minął, a jego miejsce zajął inny głód. Ten głód był o wiele bardziej dotkliwy. Chrobotał w podbrzuszu i krzyczał o więcej.

- Wiesz już, jak jeść – burknęłam cicho.

Byłam podniecona tą nagłą pieszczotą. Byłam głodna większej ilości tego, co poczułam dzięki palcom w jego ustach. Jak mogę zachowywać się normalnie przy facecie, który podoba mi się od dawna, jest tu właśnie teraz i w dodatku liże mi dłoń. Jak mogę sobie nie wyobrażać innych akcji z udziałem jego języka?! Przecież to nienaturalne!

***
Ok, było dziwnym to, co czułem, gdy mnie tutaj przyprowadziła. Knajpy znałem wyłącznie od frontalnej strony, tymczasem trafiłem na jej zaplecze i w dodatku w egzotycznym wydaniu. Obcokrajowcy uwijali się, jak w ukropie, przyrządzając potrawy. Zapachy oblepiały mi twarz i penetrowały nozdrza w sposób niemożliwy do spokojnego przyjęcia.
Gdy podano nam posiłek wyglądało na to, że nie najem się raczej tutaj. Jeszcze gorzej, że jedzenie nabierane widelcem nie dawało się umieścić w ustach i wtedy Martyna postanowiła mnie nakarmić palcami.
W pierwszym odruchu pomyślałem, że mnie prowokuje, ale wyraz jej twarzy przeczył temu.
Ona to zrobiła nieświadomie.
Ja całkowicie świadomie drażniłem się z nią i jej reakcja zaskoczyła mnie najzwyczajniej w świecie.
Oczekiwałem kokieteryjnego śmiechu, mrugania rzęsami, lub podjęcia wyzwania, odbicia piłeczki.
Ona tymczasem podnieciła się momentalnie, speszyła i zaczerwieniła, wyrwała pieszczoną rękę i udawała, że nic się nie wydarzyło.
Jakie inne to było, niż zachowanie dziewczyn dotąd.

- Najadłem się – stwierdziłem zdziwiony, że nie spałaszowałem jeszcze nawet połowy zawartości talerza. - Bez mięsa?!
- Sądzisz, że białko zwierzęce jest cenniejszym jego źródłem niż warzywne? - Rozbawiłem ją najwyraźniej. - Częsty błąd w myśleniu.
- Mam rozumieć, że ty nie jesz mięsa? - Ciekawiła mnie ta istota coraz bardziej.
- Nie jem i nie cierpię z tego powodu, a wręcz przeciwnie. - Przechyliła głowę na bok, niechcący eksponując linię szyi, mój kolejny fetysz. - Teraz cię odstawię do domu i wracam do swojego, ok?

Jak to tak? Ona mnie spławia z uśmiechem?! No niedoczekanie!

- Ok, ale mam warunek. - Oparłem się wygodnie o oparcie krzesła.
- Warunek? - Zmarszczyła brwi. - Na jakiej podstawie masz zamiar stawiać warunki.
- Na podstawie braku podstawy. - Uśmiechnąłem się promiennie. - Jeśli się nie zgodzisz to zacznę cię nękać.
- Jak? - Skrzyżowała ramiona pod piersiami.
- Bardzo.
- Dawaj ten warunek. - Przymrużyła nieufnie oczy.
- Piwo wieczorem.
- Ok – powiedziała bez cienia uśmiechu.

Strasznie chciałem odczytać w tym momencie jej myśli.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Asia
    | Odpowiedz

    Cwanie 😀

  2. ostrożny
    | Odpowiedz

    nie jestem przekonana co do słuszności tej blokady. z jednej strony Cię rozumiem, że chcesz być doceniona jednak wybacz ale fb czy tweet to są portale społecznościowe gdzie ludzie udostępniają treści znajomym, rodzinie,współpracownikom itd i nie każdy chciałby żeby wszyscy jego znajomi, mama czy siostra widzieli, że czyta opowiadania erotyczne. nawet tak wspaniałej autorki jaką Ty jesteś 🙂 i nie ma w tym żadnej ironii 🙂

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Widzę duże poparcie dla Twoich słów.
      Za niedługo zdejmę blokadę tego opowiadania, ale skoro obiecałam, że facebookowicze przeczytają je jako pierwsi, to słowa muszę dotrzymać. Nie mam zamiaru robić tak ze wszystkimi opowiadaniami. Co to to nie!
      Troszkę cierpliwości 😀

      • Karel Godla
        |

        To jeszcze ktoś się wstydzi czytania opowiadań erotycznych?

      • mika kamaka
        |

        Tak, bo może się okazać, że jest ZBOCZONY! 😀

      • niecierpliwa
        |

        Kiedy zdejmiesz blokade? Tak pytam z ciekawosci ( nie zlosliwie) bo nie moge sie juz doczekac

      • mika kamaka
        |

        Zdejmę po zakończeniu serii.
        Jest jeszcze ułatwienie w postaci konta google.
        Jeśli masz maila na google (gmail), to też możesz polubić, albo tweetnąć. Wszystkie trzy opcje zdejmują blokadę 😀
        Całusy i… cierpliwości 😉

Napisz nam też coś :-)