Pomyłka (III)

with 17 komentarzy

Pomyłka telefoniczna opowiadanie o przypadkowej znajomości- Nie chcę iść na piwo Pawle. - Zaskoczyłam go, ale czułam wstręt na samą myśl o alkoholu. - Myślę o tym całą drogę i kolejny dzień picia piwa nie jest dobrym pomysłem.
- To co chcesz robić? - Ulga na twarzy? - Jest gorąco, więc może basen?
- Dobrze. - Zgodziłam się, parkując równocześnie przed jego domem. - Basen jest ok. Będę po ciebie o osiemnastej.

Trochę może za szybka byłam, ale musiałam się go wreszcie pozbyć. Jeszcze chwila i zacznę się dusić z nadmiaru emocji. Tyle faceta moich marzeń i to tak blisko, mogło mnie za chwilę zabić.

- Ok. - Zgodził się z uśmiechem. - To do wieczora.

I wyszedł na szczęście, a ja wystrzeliłam spod jego domu wymuszając przy okazji pierwszeństwo na innym kierowcy, gdy bez migacza, a nawet bez sprawdzania ruchu drogowego zmusiłam go do ostrego hamowania.
Słyszałam goniący mnie dźwięk klaksonu, ale zajęło to moich myśli na dłużej.

- Tereska! - wydarłam się już w progu pokoju akademika. - Nie zgadniesz!

Wynajmowałyśmy małą klitkę z aneksem kuchennym i łazienką, ale wystarczało nam to obu. Niewielkie opłaty, a przede wszystkim spokój. Ona mieszkała w akademiku przez wzgląd na dojazd. Dla mnie było to ucieczką z przeludnionego mieszkania. Tutaj miałam warunki do nauki i święty spokój.
- Cóż tak gumiora drzesz? - Zaspana i rozczochrana Tereska wystawiła głowę spod poduszki.
- Czy ja wczoraj dzwoniłam do Pawła? - Musiałam ustalić fakty.
- Próbowałaś, ale zabrałam ci telefon – odparła, trąc oczy. - A co?
- Dzisiaj czekałam na brata, który się spóźniał, więc ochrzaniłam go przez telefon i kazałam przybiec w te pędy, ale przybiegł nie bracik, a Paweł właśnie – wydyszałam jednym tchem.
- Że co?! - Tereska usiadła gwałtownie na łóżku. - Jakim cudem?
- Przez pomyłkę wybrałam jego numer myśląc, że dzwonię do Michała. - Rozłożyłam bezradnie ręce.
- No i? - Domagała się ciągu dalszego.
- No i go zawiozłam na squasha, później byliśmy w knajpie i tam wylizał mi rękę, a ja się podnieciłam i omal z krzesła nie ześliznęłam, a później mnie zaprosił na piwo, ale dziś to bym się zwymiotowała po piwie i mu odmówiłam wypadu do knajpy, ale zgodziłam się w efekcie na wypad na basen. - Usiadłam po turecku na podłodze przed nią, a właściwie posągiem w który się zmieniła.
- Chrzanisz! - Udało jej się inteligentnie stwierdzić.
- Nie, ale jak zobaczy mnie w stroju kąpielowym, to już się ze mną więcej nie umówi – odparłam smętnie. - Nie mogłabym mieć takich cycków, jak ty? - Patrzyłam zawistnie na jej biust.
- Weź przestań! - przyjęła postawę opieprzacza, a to zawsze działało. - Gdy zobaczy, jak pływasz, to cię jeszcze poprosi o lekcje pływania. Zobaczysz!
- Ta...

Pływam dobrze, ponieważ rodzice zapisywali mnie i moje rodzeństwo na basen, ledwie zaczynaliśmy chodzić. Uparli się, że każde z nas musi umieć pływać i chwała im za to. Żadne z nas nie musiało walczyć z otyłością, wadami postawy, a i zdrowsi dzięki temu byliśmy, niż nasi rówieśnicy. Żadnych przeziębień, mimo mrozów, czy pluchy. Stuprocentowa frekwencja w szkole i na treningach. Satysfakcja z posiadanych umiejętności w bonusie za każdym razem, gdy byliśmy na pływalni.

- No dobra – mruknęłam. - Jakiś strój muszę tylko wybrać.
- Weź ten czerwony. - Zatarła ręce. - Wyglądasz w nim, jak laska ze słonecznego patrolu.
- Tylko cycków brak. - Zamarudziłam, ale posłusznie wyciągnęłam ten właśnie z odmętów szafy.
- Weź zmień wreszcie śpiewkę, bo ta się zrobiła nudna. - Miała rację, ale męczyły mnie moje wypryski, zamiast piersi. - Za to tyłek masz ekstra.
- Dobra już. - Spakowałam do torby jeszcze tylko ręcznik i okularki.

Mam przy nim być tak ubrana. Stresujące mimo, że strój kąpielowy jest dla mnie tak naturalnym ubiorem.
I tak dziwiło, że chciał się umówić.
Bo po co? Przecież nie dla wyglądu, bo do posągowych Barbie daleko mi, jak cziłała do pitbulla.
No nieważne, moja bitwa z myślami nic nie wyjaśni. Za godzinę dowiem się więcej.

Przed osiemnastą, odprowadzona pobłażliwym i rozbawionym wzrokiem Tereski, wyszłam z naszego lokum i zapakowałam się do auta. Odetchnęłam głęboko, starając się okiełznać nerwowość.
Czekał na chodniku, przez co omal na niego nie wjechałam. Zahamowałam zbyt gwałtownie i odblokowałam drzwi.

- Wsiadaj paniczu. - Zaprosiłam mało elegancko.

Nic nie odpowiedział, lecz zapakował się na miejsce pasażera, przyglądając mi się.

- Które kąpielisko sobie waćpan życzy? - Znów wracała moja głupawka. - Zakryte, czy odkryte?
- Preferuję zdecydowanie odkryte. - Zabrzmiało bardzo dwuznacznie.
- Proszę takoż, aby panicz zdał się na mnie w doborze miejsca do moczenia odwłoka, gdyż posiadam rozeznanie w takowych miejscach. - Przybrałam wyniosły ton lokaja, mimo głupkowatej treści.
- Widzę, że humor wraca wraz z odpływem kaca? - Zażartował wierszem.
- Bo ja kocham wodę i pływanie, Pawle – odparłam szczerze. - Na równi ze śpiewaniem.

Zawiozłam go na ulubione, odkryte kąpielisko.
Kilka zbiorników wody zamkniętych kafelkami na ścianach, zjeżdżalnie i szał natury wokół. Drzewa, krzewy i skałki, a wszystko skomponowane z miejscem użyteczności publicznej. Młodzież uwielbiała to miejsce dla mnogości zakamarków, w których mogła oddać się fizycznej swawoli. Co krok ktoś się całował i obściskiwał, ale nie to mnie tutaj przyciągało najbardziej.
Kąpielisko było na tyle oddalone od miasta i przystanków, że większość dostawała się tutaj samochodem i może dzięki temu, nie było tłumów, a jedynie lekki tłok. Drugą z zalet, był basen olimpijski, na którym zawsze było najmniej pływających, co dawało możliwość rozpędzenia się w wodzie. Najzimniejszy ze zbiorników i najgłębszy. Przy brzegach wisiało sporo moczących się, lecz cały środek basenu był wolny.
Weszliśmy na teren obiektu i choć byłam tutaj właśnie z mym marzeniem, to obecność wody budziła od zawsze rozedrganą ekscytację i koncentrowała uwagę na błyszczącej zachodzącym słońcem powierzchni.
Zostawiłam Pawła w tyle za sobą i pobiegłam z torbą pod pachą w kierunku basenu. Nim do mnie dołączył, miałam ręcznik rozłożony na trawie, opodal niecki wypełnionej kuszącą wodą i zdejmowałam z siebie ciuchy. Spodenki, koszulka i klapki. Wszystko poskładane i ułożone na rogu ręcznika. Wiedziałam, że powinnam na niego zaczekać, tak więc usiadłam na trawie, nie mogąc oderwać wzroku od błyszczącej tafli.

- Coś tak wypruła? - Rzucił torbę obok mnie.
- Przepraszam – odparłam po prostu. - Wodę widzę, to się zmieniam.
- W sensie, że? - Skrzywił się.
- W sensie zewu. - Widziałam, że go zaciekawiłam. Ciemne oczy zainteresowały się wypowiadaną przeze mnie treścią. - Muszę iść popływać Pawele. Dołączysz?
- Panie przodem.

Wstałam i zapominając o wstydzie, przestawiłam się na tryb „woda”.
Pływać...

***

Myślałem, by wyciągnąć ją na piwo, lecz kolejna propozycja okazała się genialna. Basen, czyli skąpy ubiór.
Nie wstydziłem się siebie, a mogłem dzięki temu pooglądać sobie jeszcze i ją. Wiem, prymitywne, lecz naturalne.
Nasz pobyt na publicznym kąpielisku nie potoczył się jednak tak, jak to przewidywałem.
Nie było jej ciekawskiego wzroku na moim ciele. Nie było rozmów o dupie Maryny w międzyczasie.
Był natomiast jej sprint prawie po przekroczeniu linii kasy i gdy dogoniłem ją wreszcie, Martyna nie czekała na mnie, a przynajmniej nie na to wyglądało. Siedziała wpatrzona w środek basenu, a jej oczy wyrażały stan bliski hipnozie.
Muszę iść popływać, to usłyszałem.
Miałem taki zamiar, ale dziwnym torem nasze spędzanie czasu biegło.

Czy to ona jest tak odmienna od dziewczyn, z którymi się dotąd spotykałem, czy tylko mi się taką wydaje?

Na pewno odmienny od wszystkich miała tył ciała i gdy wstała, zarejestrowałem widok jej dupeczki z bólem w jądrach prawie. Jędrny tyłeczek, ani zbyt szeroki, ani zbyt płaski. Pupka, jak marzenie i nie tylko moje oczy ten obrazek przyciągnął. Odprowadzało ją spojrzenie wielu par źrenic, lecz Martyna zdawała się tego nie zauważać.

Podeszła do słupka przy basenie, weszła nań i z gracją rasowej pływaczki wskoczyła do wody na główkę i zaczęło się.

Pół godziny obserwowałem niezmiennie intensywny wysiłek kraulem. Płynny i szybki ruch ramion, choć wyglądało to na leniwą pracę ciała i spokojne pobieranie powietrza bokiem, pod pachą.

Znam wysiłek towarzyszący temu stylowi pokonywania metrów w wodzie. W jej wykonaniu wyglądało to, jakby panda jadła liście. Mnie szczęka opadała coraz niżej, a zainteresowanie jej osobą wzrastało.
Ile zagadek kryła ta drobna kobietka?

Głos, jak dzwon.
Hardy charakterek.
Modelowo cudowny kuperek.
Pływaczka z instynktu.
Co jeszcze?

Na pewno się dowiem. Nie mogłem teraz odpuścić. Nie po tylu zagadkach odszukanych w tym ciele.
Ha! Co do odkrycia tkwi w jej głowie?!

- Już wiem, co miałaś na myśli z zewem. - Uśmiechnąłem się do niej.

Wcześniej z przyjemnością patrzyłem, jak podciąga się na ramionach, by wyjść z wody. Żadne tam drabinki. Płynnym ruchem wyszła z basenu i podeszła do ręcznika, rozpuszczając włosy, a te mimo mokrego ciężaru skręciły się momentalnie w zabawne loczki.

- Dlaczego nie pływałeś? - Przyglądała mi się, a mnie pieszczota prześlizgującego się po torsie wzroku podnieciła momentalnie.
- Zbyt ładne widoki bym stracił – odparłem, rejestrując rumieniec na jej twarzy.

Zmarszczyła brwi i przyglądała mi się bez słowa. Te wielkie gały wpatrywały się, jakby zaglądały w moje wnętrze.

- Co? - Nie powstrzymałem się przed sięgnięciem po loczek włosów, który jakby wycelował się we mnie, zachęcająco. - Czymś cię uraziłem?
- Nie rozumiem czegoś po prostu – odparła. - Po co się mną interesujesz?
- Wybacz, ale teraz to ja nie rozumiem. - Mimo zagadkowości jej słów, nie potrafiłem uwolnić pukla włosów zabawnie owijających mi się wokół palca. - Jak to po co?!
- Ewidentnie nie jestem w twoim typie, stąd moje niezrozumienie. - Nie próbowała uwolnić włosów spomiędzy moich palców, obserwowała z zainteresowaniem pieszczotliwą nimi zabawę. - Gdybym była smukłą i cycastą barbie, to zrozumiałabym. Ale nie jestem, więc się zastanawiam.
- Skąd wiesz, jaki typ kręci się koło mnie? - Czyżby interesowała się mną wcześniej?
- Takie dziewczyny zwracają na siebie uwagę – odparła cierpko. - Nawet innych dziewczyn.

Czyli to nie na mnie jej oczy padły, tylko na uroczą Klaudynkę.
A może nie podobam jej się? Może jestem zbytnio zwyczajny i nudny z zewnętrza?
Tyle tylko, że nie jestem taki, jakim mnie widzi większość. Dwu dobrych kolegów znało trochę prawdziwego Pawła i zero kobiet. Tak wyszło.
Coś zakuło w piersi. Jakaś dziwna tęsknota i pojawiła się ona w momencie, gdy sprężynka włosów Martyny wyśliznęła się spomiędzy opuszkuw. Patrzyłem, jak podskakuje i opada na nieruchomej głowie.

- Interesuję się tobą, ponieważ jesteś interesująca. - Zabrzmiało to banalnie i uniosło jej brwi w wyrazie pobłażliwego milczenia. - Co chcesz usłyszeć?

Wkurzyła mnie milczeniem.

- W sumie to nic – odparła. - Co tu mądrego odpowiedzieć na tak zadane pytanie. Prawda?
- No właśnie – mruknąłem, sięgając ponownie po sprężynkę. - Masz fascynujące loczki. - Okręciłem ponownie jeden wokół palca, przyciągając przy okazji jej głowę ku dłoni. - Takie wkurzone i uroczo dzikie.
- Ani mi nie mów – odpowiedziała niby cierpko, ale dotyk działał na nią, mrużąc delikatnie oczy. - Pokarało mnie takimi włosiskami i twarzą. I tyłkiem i biustem...
- Podobają mi się i włosy i usta... - Nie próbowałem nawet oderwać wzroku od jej pełnych warg tym bardziej, że przejechała po nich bezwiednie językiem. - Twoja pupa natomiast jest najpiękniejszą pupą, jaką dane mi było zobaczyć. Mógłbym...

Nie dokończyłem. Nie chciałem palnąć czegoś głupiego i zniechęcającego do mej osoby. Mógłbym popsuć coś, co zawisło właśnie między nami. Jej oczy wpatrzone w moje usta i moje w jej pełne wargi.
Owijałem sobie na palcu pukiel gęstości, a twarz przybliżała się do twarzy. Oczy zapomniały o mruganiu.
Centymetry dzieliły wargi, oddechy splątały się w wąskiej przestrzeni. Ostatnie milimetry i dotyk  miękkich ust. Z początku nieśmiały i ostrożny, lecz delikatność ustąpiła miejsca językowi. Mój język stawał się zachłanny i zaborczy, wychodząc naprzeciw nieśmiałości Martyny. Chwila jej nieśmiałości mijała, usta obudziły się i zapragnęły. Wargi zamykały się na moim języku, a po chwili jej język dołączył do mojego, pogłębiając pocałunek i czyniąc go coraz bardziej namiętnym.
Już nie bawiłem się jej włosami. Zaborczo zaciskałem je w dłoni, unieruchomiłem jej twarz przy swojej, drugą przyciągając ją za szyję.
Żałowałem, że nie jesteśmy na bezludnej wyspie. Rozebrałbym ją do naga i kochał się do upadłego.
Zareagowałem bardzo intensywnie. Luźne spodenki musiały mi się wybrzuszyć, a w końcu byliśmy w miejscu publicznym.
Oderwałem się od niej niechętnie, widząc niemy protest w źrenicach.

- Wybacz Marti – szepnąłem, patrząc w błyszczące oczy. - Nie chcę się skompromitować, ale jeszcze chwila i tak się stanie.

Wskazałem namiot w spodenkach, na co ona zareagowała natychmiastowym rumieńcem. Usiadła prosto, lecz wzrok jej uciekał do wyraźnego wybrzuszenia w moich kąpielówkach. Robiła to tak słodko i niewinnie, że podniecenie nie chciało ustąpić, przysysając się do mnie, jak kleszcz.

- Muszę popływać. - Rzuciłem zdesperowanym głosem i wstałem, starając się ukryć zmiany poniżej pasa.

Chwiejnym krokiem poczłapałem w kierunku basenu i  wskoczyłem do niego na główkę mając nadzieję, że woda będzie zimna.
Była.

***

Patrzyłam, jak Paweł bije wściekle dłońmi w wodę.
Wycieńczający delfin w jego wykonaniu pobudzał wyobraźnię. Praca ramion wyrzucanych w przód i zagarniających wodę pod ciało, oraz ruch bioder, podsuwał jednoznaczne obrazy. Dzikość, pełna gwałtowności.
Skąd jego zainteresowanie mną? Chęć odmiany, a może pragnienie zdobycia laski, która nie rzuca się na ciacho, jak inne?
Gdybym mu mogła zajrzeć do głowy, zrobiłabym to.
Pocałunek...
Mogłam stwierdzić z całą pewnością, że całowałam się po raz pierwszy w życiu. W sensie prawdziwego pocałunku, który wyłączył mi myślenie i skupił zmysły wyłącznie na ustach mężczyzny.
Dotychczasowe pocałunki były raczej wymianą płynów ustrojowych, bez odczuwania większej przyjemności.
To przed chwilą, było... Nie wiem, jak to określić, ale było cudowne, porywające, podniecające i budzące ochotę na więcej. Na wszystko!

- Nie pocałuję cię już. - Mówiąc to, patrzył na mnie spod byka, a ja nie potrafiłam oderwać wzroku od jego okapujących wodą, prawie czarnych włosów. - Nie w miejscu publicznym.

Nie odpowiedziałam, ale odsunęłam kosmyk, który zabawnie przykleił się na czole i przylgnął do nosa.
Zezował przy tym na moje palce, by po chwili wycedzić przez zaciśnięte zęby:

- Czy ty to robisz specjalnie?
- Ale co? - Nie rozumiałam.
- Prowokujesz mnie w ten sposób. - Żuchwa odznaczała się wyraźnie pod skórą szczęki, zaciskając zęby.
- Przepraszam. - Nie wiedziałam, za co przepraszałam.

Nie mogę przecież aż tak na niego działać!

-  Nie przepraszaj. - Niedbale zaczesał palcami włosy na tył głowy, a ja znów pomyślałam, że tak właśnie wyglądałby w łóżku, leżąc na plecach. - To moja wina. Jedźmy już.

Zabolało w sercu i w żołądku.
Kilka wymienionych zdań, jeden pocałunek i koniec? Nie zdałam testu? Zbyt zwyczajna, lub raczej inna dla niego jestem?
Trudno. Przecież nie liczyłam na nic poważniejszego.
Ok, okłamuję samą siebie. Miałam cichą nadzieję, że dostrzeże w tej pupiastej i płaskocycastej mikro kobietce, wspaniałą mnie. Czyli tą mnie, której sama nie poznałam dotąd.
Nadzieja matką głupich, ale i ostatnia umiera...
Udało mi się powstrzymać ciężkie westchnienie i nie spoglądać prawie na niego, gdy się ubierał.
No prawie się udało.
Gdy wstał wypięty do mnie tyłem i wciągał przez stopy spodenki na mokre kąpielówki, miałam piękny widok na jego pośladki i rysujące się pod materiałem krągłości między nogami. Zrobiło mi się gorąco i głupio zarazem.
Olałam zmianę mokrego stroju na suchą bieliznę i to, że pomoczę siedzenie w samochodzie.
On zachowywał się tak samo. Pilno mu pewnie było do porzucenia mego towarzystwa.
I jak ja teraz będę go mijała na korytarzu uczelnianym?!

Poszłam na parking, zostawiając go w tyle za sobą. Nie wołał mnie, nie gonił.
Odpaliłam silnik i czekałam na Pawła, nie wyglądając przez szybę. W gardle rosła mi gula żalu, chciało się płakać, może krzyczeć ze złości.
Czemu nie mogę być zwyczajną laską, tylko takim innym dziwolągiem?!
Jechaliśmy w milczeniu. Żadne z nas nie paliło się do rozmowy.
Zaparkowałam przed domem Pawła i bąknęłam „cześć” na pożegnanie, nie odwracając głowy w jego kierunku. Nie chciałam widzieć TEJ miny. Po co patrzeć na zawód, pogardę, może zniesmaczenie?
Co innego może wzbudzić taka zwykłość, jak ja?

- Martyna. - To brzmiało, jak warknięcie. - Obraziłem cię?
- Co? - Musiałam spojrzeć.
- Czy cię uraziłem czymś, bo tak milczysz – powtórzył.
- Nie. - Zawiesiłam się na jego ustach i wspomnieniu pocałunku.
- Jesteś zagadką, dziewczyno. - Stwierdził, wyciągając do mnie dłoń i przysuwając swoją twarz do mojej.

Szczęknęły odpinane pasy i zapach jego ciała natarł na nozdrza, wraz z niknącymi między nami centymetrami przestrzeni.

- Zobacz, jak działa na mnie sama twoja obecność. - Drugą ręką pociągnął moją dłoń i przycisnął ją do swoich spodenek. - To jest dla mnie niezrozumiałe. A ty rozumiesz coś z tego?

W pierwszym odruchu cofnęłam dłoń, lecz hipnotyzujące spojrzenie ciemnych oczu, zawisłych centymetry przed moimi, ośmielało. Nie kłamał, podniecałam go.
Dotknęłam materiału i twardego dowodu pod nim. Objęłam ciaśniej, zaciskając oczy Pawła i rozchylając jego usta. Patrzyłam zafascynowana i przesuwałam dłonią. Pragnęłam pocałunku, lecz wtedy nie mogłabym obserwować piękna jego rozkoszy, malującej się drgnięciem warg i gwałtownym, szybkim wdechem. Poznawałam palcami twardość i robiłam to po raz pierwszy w życiu.
Nie pragnęłam dotąd mężczyzny, teraz zaczęłam. Nie dotykałam nigdy w ten sposób, nie chciałam.
Teraz nie chciałam przestać. Napierałam coraz głębiej między rozchylone uda. Jęknął i przylgnął głodnymi ustami do moich, penetrując moje rozchylone wargi językiem.

W uszach zabrzmiał szum krwi i głośne oddechy, a po chwili stukot i ten przedzierał się coraz głośniej przez nasze zdyszane westchnięcia.
Stukot zmienił się w łomot, a ten w walenie.
Ktoś walił w szybę, co zmusiło nas do oderwania się od siebie.
Zlokalizowałam źródło dźwięku i to dobiegało zza szyby od strony pasażera.
Za oknem, wściekła i pąsowa na lalkowatej twarzy, stała Barbie.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Monika
    | Odpowiedz

    Szóstej części brak. Wstawiłaś piątą z fejsa, bez kolejnej.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Jest wszystko!
      Polubione???

      • laid back
        |

        Nie ma,chyba cię odlubię!

  2. Aya
    | Odpowiedz

    Nie ma VI… ani na FB, ani tutaj 😉

  3. Kat
    | Odpowiedz

    Polubione, szóstej nie da się przeczytac, odlajkowane. O to chodziło?

  4. shenne
    | Odpowiedz

    Wymyślasz, Mika, wymyślasz -.-. Miało być na fejsie, to trzeba było się tego trzymać…

  5. Monika G.
    | Odpowiedz

    U mnie jest OK.

    Polubiłam przez googla (czyli gmail) i VI część się dodała.

  6. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Odblokowane wszystko 😀

  7. Basia S
    | Odpowiedz

    U mnie część kończy się na tym, że w okno samochodu puka barbie. To dobrze czy źle?

  8. Aprecjator
    | Odpowiedz

    A ja cierpliwie będę czekał, nie narzekał i nie marudził.

  9. Kajjka
    | Odpowiedz

    Heh… przeczytałam tutaj, na fb, nie wstydzę się tego co lubię, jak się komu nie podoba to wolna droga, nie musi lubić mnie… Czekam na ciąg dalszy albo cokolwiek, bo się nudzę na urlopie 😉
    Pozdrawiam 🙂

  10. Ela Bielanik
    | Odpowiedz

    Wystarczyło że polajkowałam Twoją stronę na fb a już wiadomości od znajomych co za erotyki czytam… Pewnie dlatego tyle osób woli się nie przyznawać… Ale nie odlajkowane co im do tego :p

    Mika kiedy można spodziewać się kolejnej części? Nie wiem czy iść spać dzisiaj czy może oczekiwać czegoś. :p

    • GreatLover
      | Odpowiedz

      Właśnie między z takich powodów nie korzystam ze społecznościówek, by nie bawić się w taką hipokryzję – jakby Twoi znajomi nigdy nie czytali erotycznych opowiadań lub nie oglądali sprośnych filmików w sieci ;]

      • Ela
        |

        Masz rację zważywszy że doczepił się do tego kolega…

      • GreatLover
        |

        Odpisz mu “kto ma historię przeglądarki bez grzechu niech pierwszy rzuci komentem” ;]

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dziś nie dam rady nic dodać.
      U mnie wakacje, to czas wytężonej pracy. Jak to w gastronomii 😀

Napisz nam też coś :-)