Pomyłka (IV)

with 16 komentarzy

Pomyłka telefoniczna opowiadanie o przypadkowej znajomościKochani
Widzę już, że właśnie tworzę tasiemca, jak to ktoś ładnie nazwał przy innym opowiadaniu 😀
To się nie skończy raczej zbyt szybko, chociaż zdechło się tej historii na czas jakiś. Musiała najwyraźniej dojrzeć, by zaowocować 😉
Sama jestem ciekawa, co z tego wyjdzie. Nie robię planu opowiadania i podpunktów z rozwojem wypadków, opisem postaci, a tak się ponoć powinno. Cóż, u mnie to leci on line prawie 😉
A tak poza tym, to dopiero mi neta włączyli, więc wrzucam ile mam i piszę dalej 😀

Patrzyłem na wściekłość gotującą krew pod skórą twarzy Klaudii. Nie mówiła nic, tylko bulgotała wewnętrznie, a pąsowy kolor jej twarzy nie zmieniał barwy ani o ton na jaśniejszy.

- Czy możesz mi wytłumaczyć, co tutaj zaszło? - wycedziła przez zaciśnięte zęby. - Żeby tak się mymlać z jakąś zdzirą pod naszym mieszkaniem?!
- Po pierwsze to nie zdzira – odparłem spokojnie, kontrastując tym samym z jej zajadłą wściekłością. - Po drugie natomiast, to jest moje mieszkanie, ty masz swoje, a tutaj pomieszkiwałaś.
- Pomieszkiwałam?! - Prawie to wykrzyczała. - Czy to znaczy, że mam się wynieść?!
- Klaudynko, może porozmawiamy w środku? - Oczami wskazałem drzwi wejściowe. - Po co awanturować się publicznie?
- Słuchaj kundlu – syczała przez zęby. - Mnie się nie wyrzuca, jak przechodzone buty. Ja mam klasę i to ja odchodzę, co właśnie robię! Nie próbuj mnie zatrzymać! Po rzeczy kogoś przyślę.

Odwróciła się na obcasie, piknęła pilotem swojego czerwonego, sportowego autka i nie zaszczycając mnie już więcej spojrzeniem, odjechała z rykiem silnika.
Cóż, było minęło. Chciałem przeprowadzić to w bardziej cywilizowany sposób, ale nic nie poradzę. Los zdecydował za mnie.
Wbiegłem do mieszkania, walnąłem się na kanapę i porzuciłem mało ciekawe myśli o Klaudii, zatapiając natomiast umysł w marzeniach o Martynie. Taka śliczna dupcia i ta słodka buźka.
Czy mógłbym zrealizować z nią marzenia, które mąciły moje sny? Te wszystkie zabawy, których pragnąłem, wymagały poznania wyjątkowej kobiety. Czy ona nią jest?
Dłoń sama powędrowała po brzuchu w dół, by zacisnąć się na pęczniejącym kutasie. Nic na to nie mogłem poradzić. Wspomnienie jej zgrabnej dupeczki, dłoni którą tak ochoczo badała moje podniecenie przez materiał spodenek i gorące wargi obejmujące język spowodowały, że ledwie zdążyłem wyciągnąć sprzęt na wierzch, a chwilę później eksplodowałem we własnej dłoni.
Telefon piknął sygnałem przychodzącej wiadomości tekstowej: „Nie dzwoń do mnie. Z nami koniec bydlaku”.

Jak widać, Klaudia nie potrafiła honorowo zakończyć tego bycia z sobą, a jej poziom komunikacji zniżył się do posadzki. Trudno. Było, minęło.
Pewnie na uczelni pokaże ząbki, ale nie przejmowałem się tym zbytnio. Musi w końcu popsuć mi jeszcze trochę krwi, a przynajmniej spróbuje.

Następnego dnia w szkole namierzyłem Martynę na korytarzu uczelni i bez chwili zastanowienia podszedłem do niej.

- Cześć – mruknąłem jej do ucha, pochylając się nad ramieniem.
- Cześć – odparła odruchowo i obojętnie, lecz wyraz twarzy zmienił się w momencie, gdy spojrzała mi w oczy, z których chwilę później powędrowała spojrzeniem na usta.

Czyli pamiętała wczorajszy pocałunek, bo to o nim musiała teraz pomyśleć.
I ten rumieniec, który momentalnie zalał jej policzki.

- Co robisz dziś po zajęciach? - Nie bawiłem się w niepotrzebne wstępy. - Zobaczymy się? Zjemy coś?
- Możemy. - Przytaknęła cicho. - Ale może ugotuję coś u mnie. Dobrze gotuję, a w niewielu miejscach można zjeść dobrze i bezmięsnie.
- Ok. - Poprawiłem nieznośną sprężynkę, która uwolniła się z ciasnego supła upiętego z tyłu Martyninej głowy, zakładając ją za ucho. - Ale może lepiej ugotuj u mnie, tylko prześlij mi listę zakupów, którą muszę w tym celu zakupić. Dobrze?

Przytaknęła tylko głową, nie mrugając nawet oczyma. Powisiałem jeszcze chwilę w zawieszeniu na jej wielkich oczach, po czym spojrzałem na pełne wargi i przesunąłem po tych palcem. Westchnienie i rozchylenie ust, tworzące drogę dla wdychanego szybciej powietrza.

- Esemes? - mruknąłem pytająco.
- Tak. - To było bardziej oddechem, niż strunami głosowymi, powiedziane.

Odszedłem zadowolony jej reakcją na mnie, a że reagowała intensywnie, tego akurat byłem pewny.
Nie obejrzałem się. Chciałem utrwalić w głowie obraz jej rozszerzonych źrenic i rumianych policzków.
Byłem coraz bardziej pewien doskonałego wyboru kobiety, do spełnienia swoich najskrytszych fantazji, które staną się również i jej fantazjami.

***

Mieliśmy się spotkać wieczorem.
Miałam zrobić listę zakupów i wysłać mu ją telefonicznie, a następnie przerobić składniki na zjadliwą potrawę. Tylko czy będę w stanie? Czy okiełznam tego diabła w brzuchu tym bardziej, że wiem, jak mocno działam na niego fizycznie?
Jak on działa na mnie? Szkoda gadać.
Działał tak o wiele wcześniej i zasiał spustoszenia w mojej psychice.
Tak długo o nim bajam.

Nie znam go tak naprawdę i wiem, że preferuje dziewczyny w stylu barbie, a tymczasem zainteresował się mną. Zwykłą, nieopierzoną kurką bez cycków i z przerośniętym tyłkiem. Nie zna mnie również, więc nie wie, czym mogę zainteresować jego psychikę...

Dobra, napisać sms-a i przestać tak analizować coś, czego jeszcze nie ma!
Tylko jak to zrobić?

Zaparkowałam pod jego apartamentowcem i obco czując się w tym bezosobowym otoczeniu, wcisnęłam przycisk domofonu. Żadnego „cześć”, czy „kto tam”. Brzęczenie odblokowania drzwi i schody zapraszająco wiodące ku otwartym drzwiom na pierwszym piętrze. Weszłam, zamknęłam je za sobą i rzuciłam torbę na podłogę w przedpokoju.

- Cześć – krzyknęłam w niewiadomym kierunku. - Jesteś tutaj? Bawimy się w chowanego?
- Raczej w ciepło – zimno – odkrzyknął z pomieszczenia w głębi. - Zapraszam do kuchni, tutaj jest najgoręcej.
- Pewnie – mruknęłam pod nosem. - Bo ty tam jesteś.

Braku stylu w urządzeniu mieszkania, czy właściwie apartamentu, zważywszy rozmiary mijanych przeze mnie pomieszczeń, nie można mu było zarzucić. Spokojne odcienie bieli i beżu, plus drewno i kamień.
Gdyby nawet nie powiedział, gdzie znajduje się kuchnia, powiódłby mnie tam zapach świeżo parzonej kawy, nasilający się z każdym rokiem.

- Cześć. - Siedział na blacie kuchennym, ubrany w jasne dżinsy i białą bluzę, mocno kontrastującą z czernią włosów.

Cóż, ubrać też się potrafił.

- Kawa? - Zapytałam, sugerując apetyt na nią.
- Tak – przytaknął. - Ale zrób ją sama.

Wskazał przy okazji urządzenie, do złudzenia przypominające pomniejszony, kawiarniany ekspres.

- Mam to obsłużyć sama? - Czego on ode mnie wymaga?
- Tak. - Pewny siebie uśmiech.
- A ty nie możesz? - Jeszcze jedna próba. - Nie znam się na takiej aparaturze!
- To się poznasz, ja cię nauczę. - Huśtał przy tych słowach nogami, jak dziecko. - Wyglądasz na inteligentną bestię.

Burknęłam jeszcze coś pod nosem i podeszłam do pachnącego urządzenia, oczekując instrukcji.

- Widzisz tą czarną rączkę wycelowaną w ciebie? Pociągnij ją w prawo i wytrzep do pojemnika obok zawartość. - Krok pierwszy instrukcji. - Teraz podstaw ją pod podajnik świeżej kawy i naciśnij guzik z ziarenkiem.

Wykonywałam polecenia, bałaganiąc wpierw zużytym, a następnie świeżo zmielonym ziarnem. Syf, który poczyniłam wokoło ekspresidła nie zapobiegł na szczęście wyduszeniu z kawy parującego i przepysznego naparu.

- Chcesz spienić mleko. - Jedna z jego brwi drapieżnie powędrowała w górę.
- Daruję sobie – mruknęłam. - Dziś wypiję czarną.
- To co mi ugotujesz? - Zeskoczył z blatu i plaskając gołymi stopami po ceramicznej podłodze, zbliżył się niebezpiecznie blisko. - Wszystko, czego żądałaś jest kupione. Więc popisz się.
- Lubisz popisujące się przed tobą dziewczyny? - Z jednej strony podpuszczałam, z drugiej poczułam się zdegustowana tą prostolinijnością.
- Nie lubię. - Stracił nagle humor. - Więc gotuj, jak lubisz.

I tak właśnie sobie poczynałam. Kroiłam, szatkowałam i mieszałam składniki z przyprawami, zapominając chwilami o publice, w postaci mojego marzenia sennego, czyli Pawła. Faceta w dżinsach, białej bluzie i z gołymi stopami. I jeszcze te czarne, niechlujne na pozór włosy, oraz ciemne oczy. Zupełnie, jakby źrenice zlewały się z tęczówkami.
Upichciłam, zażądałam talerzy i przerzuciłam zawartość patelni na ich białą, porcelanową płaszczyznę.

- Smacznego – bąknęłam dumnie, pewna kulinarnego wyniku.
- Zostań tak, jak przed chwilą. - Poprosił. - Z dłońmi na blacie, tyłem do mnie.

Zaskoczona jego słowami wykonałam jednak prośbę. Poczułam jego oddech we włosach.

- Piękna kobieta i w dodatku świetnie gotująca – mruknął, jadąc opuszkami palców od łokcia w górę. - Czy wiesz, jakie to jest seksowne?
- Przecież nie skosztowałeś nawet. - Głos ochrypł mi, więznąc w gardle, tłumiony rosnącym podnieceniem, choć dotykał tylko ramienia.
- Mógłbym tak na ciebie patrzeć godzinami, a lepiej jeszcze, byś gotowała nago. - Pochylił się, by to ostatnie słowa wyszeptać mi do ucha. - Pewnie wytrzymałbym czas jakiś nie dobierając się do ciebie, ale w końcu dobrałbym się do tego kształtnego tyłeczka.

Połączenie ekscytacji, strachu i erotycznego oczekiwania na nieznane.
W końcu byłam tutaj z moim wyśnionym facetem. Oczywiście z cechami przypisanymi mu w tej wyśnionej wersji.

- Tak... - mruknął, obejmując mnie delikatnie w pasie. - Taka kibić bez ubrań musi być nieziemsko piękna. Zrobisz coś dla mnie? Rozbierz się do naga i stań w tej pozycj
i ponownie. - Nakazał, nie czekając na moją odpowiedź.

Nie rozumiałam. Mam się rozebrać tutaj i teraz? Tak po prostu?

- Ale... - Odwróciłam się do niego twarzą, by sprawdzić, czy nie stroi sobie ze mnie żartów właśnie.
- O co chodzi? - Coś groźnego błyszczało mu w oczach, lecz zamiast wystraszyć się tym, podnieciłam się jeszcze bardziej. - Bądź grzeczną dziewczynką Martynko i zdejmij ubranie.

Jak zahipnotyzowana przez grzechotnika, z oczami uwięzionymi jego wzrokiem, rozpięłam i zrzuciłam spodnie, a następnie ściągnęłam przez głowę koszulkę.

- Teraz bielizna. - Wędrował przymrużonym wzrokiem po moim ciele. - Zdejmij.

I znów niby włączył mi się protest, lecz mimo to rozpięłam stanik i pokonując wstyd, zrzuciłam go.
Za nim powędrowały majtki.
Stałam naga, jak mnie natura stworzyła i drżałam w oczekiwaniu.
Że też ja do czegoś takiego jestem zdolna...

Przyłożył mi dłoń do brzucha, przesunął ją w górę i objął mój główny kompleks, zaciskając palce na sutku, a w efekcie i moje powieki. Niekontrolowany jęk wyrwał mi się z gardła i oparłam pupę o szafkę za sobą.
Dłoń powędrowała w dół, opuszki pieściły znów brzuch, a po kilku kolejnych centymetrach bawiły się włoskami poniżej.

- Paweł... - jęknęłam, gdy palce zabrnęły niebezpiecznie daleko.
- Co? - Uniósł jedną brew, a to zarejestrowałam, po pokonaniu ciężkości powiek. - Nie podoba ci się?

I co ja na tak zadane pytanie miałam odpowiedzieć? Że owszem, podoba się, ale rozsądek i zasady moralne walczą jeszcze z pragnieniem? Że chcę, ale czuję się zobligowana przez sposób wychowania do zaprotestowania?

- Mam przestać?
- Nie. - Skapitulowałam, w efekcie czego jego usta zachłannie wpiły się w moje wargi, a dłonie objęły pośladki.

Na brzuchu czułam wybrzuszone podniecenie. Ocierał się o mnie i przyciągał mocno. W końcu uniósł i posadził na blacie, rozpiął rozporek i oczom moim ukazał się znany jedynie z obrazków w wyobraźni czubek penisa. Ukrwiony, błyszczący i kurczący bolesnym podnieceniem mój brzuch.

- Chcesz mnie poczuć w środku? - Pytanie zadane wprost w usta. - Pragniesz tego?
- Czy to nie utrudni pierwszego razu? - zapytałam głupio.
- Naszego pierwszego razu, czy twojego? - zapytał, nieruchomiejąc między moimi udami.
- Mojego. - Wstrzymałam oddech, obserwując jego reakcje. - Czy to źle?

Przez dłuższą chwilę nic nie mówił, nie wykonywał żadnych ruchów i prawie przestał oddychać.
Cholera! Po co się przyznawałam?
Teraz to dopiero wyjdę na odmieńca!

- To trochę zmienia stan rzeczy – odparł w końcu, mrużąc oczy.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. mathiasmm
    | Odpowiedz

    Ja mówiłem coś o tasiemcu :c

  2. Magdalena Raczkowska
    | Odpowiedz

    Ale super!
    Zdecydowany i stanowczy Paweł :3

  3. Shana
    | Odpowiedz

    Kurcze, uwielbiam Twoje opowiadania. Historie kończą się happy end’em, ale po przeczytaniu ich nie mam smutnego poczucia tego, że to tylko fikcja. Czytając to co piszesz, mam wrażenie jakbym słuchała opowieści swojej koleżanki o miłości, która zapukała do jej drzwi. I daje mi to nadzieję, podnosi na duchu. Zwłaszcza, gdy wczoraj minęła 4 niedoszła rocznica z moim byłym. Niedoszła, bo rozstaliśmy się po 3,5 roku, a ja wciąż nie mogę zapomnieć. Pomagasz mi patrzeć w przyszłość 😉 Więc pisz co Ci się w tej główce umyśli, bo czekam na Twoją pozytywną energię. Nie ważne co. Zawsze masz do powiedzenia coś ciekawego, co się przyjemnie czyta 😀
    Jestem raczej cichym czytelnikiem, taka jestem, że nie udzielam się, gdy nie mam nic sensownego do powiedzenia. Ale wiem, że każdy lubi widzieć efekty swojej pracy. Jest to Twoje hobby, ale każdy lubi być doceniony, gdy robi coś dla innych. Więc uchylam rąbka tajemnicy mojej duszy i znikam. Aż trudno wytłumaczyć to jak na mnie działasz, ale dziękuję za cały trud włożony to dzieło 😉

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Oj Shana. Nawet nie wiesz, jak pięknie mówisz:-).
      Mam już kolejnąb (pikantą) część, ale nie mam netu, by ją dodać. Internet radiowy, ech…
      Dziękuję i mam nadzieję, że spotka Cię coś obezwładniającego w odczuwaniu. Taki mój dla Ciebie łisz;-)

    • laid back
      | Odpowiedz

      Shana,ja pamiętam o moim zwiazku po 14 latach.Więcej było złego…ale swojej córeczce nadał moje imię.Taki moment dziwnej,przyznaję,satysfakcji?

  4. Anna Valetta
    | Odpowiedz

    Mam w tej chwili ograniczony zasób słownictwa … super! 😀

  5. Joaanna
    | Odpowiedz

    Uwielbiam 😀 i już nie mogę się doczekać co dalej ! Jak zawsze boosko 😉

  6. Kajjka
    | Odpowiedz

    Czekałam, czekałam, aż się doczekałam… Świetnie 🙂 Ale powiedz, gdzieś Ty tę dziewicę znalazła w dzisiejszych czasach? 😉

  7. kaska
    | Odpowiedz

    Lubię tu zajrzeć, przeczytać to co tworzysz, odstresować się.
    Przyłącze sie do kogoś, kto niżej napisał, że swoją działanością, poprawiasz naprawde wiele humorów i chwała Ci za to:)

  8. laid back
    | Odpowiedz

    Znów dziewica…

  9. Kasia
    | Odpowiedz

    Co raz lepiej się rozwija. Aż nie mogę doczekać się kolejnej części

  10. Mia
    | Odpowiedz

    Mój wujek na każdej rodzinnej imprezce powtarza że nie długo w przedszkolu trzeba będzie u dziecka cnoty pilnować 😉 Ja jak mam wk*rw to powiem co na ten temat myśle a potem wyje jak bóbr.

  11. Kasia K.
    | Odpowiedz

    Świetne to ! Z niecierpliwości czekam na ciąg dalszy 🙂 No i w pełni zgadzam się z dziewczynami że Twoje opowiadania wpływają pozytywnie na samopoczucie a nawet bardzoo pozytywnie 🙂 Zdradzisz nam kiedy kolejna część ??
    Pozdrawiam

  12. lkolac
    | Odpowiedz

    Tak troche czekalam na rezzte pomylki, ale nie sadzilam ze martynie taki budyn w mozgu sie zrobi
    Pisz dalej

Napisz nam też coś :-)