Pomyłka (VI)

with 12 komentarzy

Pomyłka telefoniczna opowiadanie o przypadkowej znajomości- Może zdziwi cię prędkość mej propozycji, ale chciałbym, być tutaj zamieszkała. - Obserwował bacznie moje reakcje. - Może wydać ci się to zbyt szybkim posunięciem, ale chciałbym mieć cię w nocy obok siebie i w dzień, podczas zwyczajnych dni również.
- To faktycznie szybko. - Nie wiedziałam co czuć.

Uciekać, czy rzucić mu się na szyję?
Trwałam więc w bezruchu, nie potrafiąc zmusić oczu do mrugnięcia.

- Jesteś gotowa, by zaryzykować? - Czekał na odpowiedź.
- Tak – odparłam zgodnie z tym, co w danej chwili podszepnęło serce, a może jeszcze niższa część ciała.

- Zwariowałaś?! - To był zszokowany pisko - krzyk Tereski, gdy oznajmiłam jej podjęcie tak szalonej decyzji. - Ledwie znasz faceta i chcesz z nim zamieszkać?!
- Wiem, że to wariackie, ale chcę spróbować – mówiłam spokojnie, bo spokój właśnie czułam.
- Przecież to ja zawsze robiłam szalone rzeczy, a ty mnie ratowałaś z opresji! - Wciąż kręciła głową z niedowierzaniem. - I tak mnie zostawisz samą? Mam szukać nowej współlokatorki?
- Nie szukaj. - Zabroniłam jej,  gdyż aż taką optymistką z bajkowym podejściem do życia nie jestem.
- Są tego i plusy. - Podrapała się w zamyśleniu po brodzie. - Mogę sobie sprowadzać kogo chcę i kiedy chcę...
-No widzisz?! - Wycelowałam w nią oskarżycielski palec. - Już planujesz seks, a mi się dziwisz!
- Nie dziwię się wariatko – patrzyła na mnie pobłażliwie. - Po prostu dobrze mi się z tobą mieszkało.

Poza ubraniami i kosmetykami nie zabierałam nic. Tak nierealnym wydawało się być to wszystko, że postanowiłam tłumić radosne podniecenie wywołane oczekiwaniem nowości na tyle, na ile było możliwe.
W końcu w życiu bajki nie zdarzają się zbyt często, albo okazują się pisane raczej przez braci Grimm.
Zawsze ktoś w nich musi umrzeć...

***
Okazała się być idealna do tego, czego chciałem z nią doświadczyć. Spotkanie dziewicy w jej wieku graniczyło praktycznie z cudem, co jeszcze bardziej ekscytowało. Ktoś stwierdziłby, że zbyt pochopną była decyzja o wspólnym zamieszkaniu z nieznaną, czy raczej ledwie co poznaną dziewczyną, ale od zawsze głęboko w dupie miałem to, co ktoś inny pomyślałby na mój temat.
Większość miała mylne zdanie, więc co mnie mogło to obchodzić?

Przyglądałem się, gdy powoli wieszała swoje ubrania w szafie i układała bieliznę na półkach. Mieliśmy dwa dni tylko dla siebie i nie zamierzałem spędzić ich poza domem, a właściwie poza sypialnią. Chciałem zrobić z Martyną wszystko, na co przyjdzie nam ochota i tylko zastanawiałem się, na jak długo starczy mi samozaparcia, by jej nie rozdziewiczyć.
Zobaczy się...

- Martynko. - Poklepałem kołdrę na łóżku obok siebie.

Drgnęła nerwowo, jakbym wyrwał ją z zamyślenia podczas tej prostej czynności, jaką jest układanie ubrań na półkach.

- Tak? - Zawisła z dłońmi nad tkaniną.
- Podejdź do mnie, proszę. - Jak opanować tak szybko rosnące podniecenie?

Stanęła przede mną na wyciągnięcie ręki i czekała.
Tak, wybrałem idealnie. Słuchała poleceń i pragnęła być kierowaną.

- Rozbierz się. - Mógłbym godzinami przyglądać się tej małomównej dziewczynie.

Zdejmowała powoli odzież, nie odrywając ode mnie oczu. Nie wyglądało na to, by była wstydliwa i skrępowana tym, czego od niej wymagam.

- Odwróć się tyłem – poprosiłem.

Miałem przed oczami najpiękniejszą część ciała Martyny i najcudowniejszą pupę, jaką widziałem dotąd na żywo. Okrągła, wypukłe pośladki i wąska kibić, która krzyczy o zaciśnięcie na niej dłoni i przyciągnięcie do siebie, nacelowanie słodyczy pomiędzy udami na sztywnego kutasa.
Podniecony coraz bardziej dotknąłem gładkiej skóry i zacisnąłem palce na sprężystym pośladku.
Westchnęła, lecz nie poruszyła się. Bardzo grzeczna dziewczynka...

- Połóż się na brzuchu. - Głos zachrypł mi z podniecenia i cieszyłem się, że przewidująco nie założyłem bielizny, lecz wyłącznie luźne, dresowe spodnie.
Miałem widok na dwie, piękne i dumnie wznoszące się półkule pośladków. Mógłbym patrzeć tak cały dzień, a może i dłużej, ale nie o to chciałem ją prosić.

- Teraz na plecy. - Musiałem powstrzymywać dłonie, przed chęcią dotykania gładkiej skóry tym bardziej, że ufnie wykonywała moje polecenia.  - Mam dla ciebie coś i proszę, byś to nosiła, gdy ci powiem. - Sięgnąłem po pudełeczko, które przysłano dzisiaj kurierem. - To bielizna, ale bardzo specjalna. Unieś stopę.

Przełożyłem przez jedną, później drugą stopę, a w końcu naciągnąłem na jej biodra, starając się nie dotykać ciała, by ograniczyć ilość bodźców.

- Sprawdzimy, jak to działa. - Sięgnąłem po telefon. - Ale najpierw zjedzmy coś. Zapraszam na pizzę.

Rozszerzone źrenice mówiły mi, że czeka podekscytowana i gotowa na eksperymenty.

- Ubierz się i chodźmy. - Niecierpliwiłem się.

- Co ty knujesz? - Nie wytrzymała w końcu, przyglądając mi się z ciekawością w aucie. - Powiesz?
- Pokażę, ale później. - Wyszczerzyłem się do niej. - Najpierw zamówmy coś.

Na szczęście nie drążyła, jak to większość dziewczyn miała w zwyczaju, a jedynie jej brew wyraziła dezaprobatę.

Zajęliśmy stolik pod ścianą, w miejscu dającym względną intymność podczas posiłku, rozmowy i tego, co mi chodziło po głowie.
Zamówiłem jedzenie, pozwoliłem jej wypić kieliszek wina i na tyle starczyło mi cierpliwości.
Majteczki, w które ubrałem Martynę, wypatrzyłem w jednym ze sklepów internetowych z erotycznymi gadżetami. Zabawka dla par, czyli bielizna z wszytą wkładką wibrującą w miejscu łechtaczki. Aplikacja, którą można było sobie ściągnąć ze strony sklepu i zainstalować w smartfonie, pozwalała na zdalne uruchomienie wibrującej wkładki.

- Zaskoczyłaś mnie. - Załączyłem programik, lecz nie ustawiałem jeszcze wibrowania. - Dziewica w twoim wieku, w dzisiejszych czasach?
- A dlaczego nie? - Dla niej najwyraźniej był to normalny stan ciała. - Był nacisk koleżanek na pozbycie się cnoty, ale nie przejmowałam się ich gadaniem. One chciały szybko rozpocząć współżycie i zrobiły to. Mnie nie ciągnęło do żadnego z facetów, a sama błona dziewicza nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu. Wolałam dojrzeć do własnej gotowości.
- Dojrzałaś? - Podpuściłem ją pytaniem.
- A jak sądzisz? - Skryła usta za szkłem kieliszka.
- Sądzę, że nie i dlatego też chcę ci w tym pomóc... - wcisnąłem minimalny poziom wibracji - ... dojrzeć

Odstawiła gwałtownie kieliszek, gdy nagłe pobudzenie między udami zakłóciło jej spokój. Wcisnąłem poziom drugi, obserwując szybki trzepot powiek i zaklinowane pytanie, którego nie potrafiła mi zadać.

- Czy mam przestać Martynko? - Pochyliłem się ku niej, splatając palce lewej dłoni z jej palcami. - Bardzo chciałbym zobaczyć, jak to na ciebie zadziała tutaj. Mogę?

Nie odpowiedziała, a tylko kiwnęła przytakująco głową, zagryzając dolną wargę.
Nie bawiłem się w powolne stopniowanie, lecz od razu przeskoczyłem na poziom piąty z dziesięciu, w mocy wibracji. Zacisnęła powieki i palce dłoni, na moich.

- Tak właśnie, ślicznotko...

Rejestrowałem przyspieszony oddech, pochylenie głowy i niestety zbliżającą się do naszego stolika kelnerkę. Wyłączyłem wibracje, na co Martyna zareagowała szeroko otwartymi oczyma i pytającym spojrzeniem, które we mnie wbiła. Pytającym i pełnym... zawodu?
To bestia z niej. Jednak dobrze wybrałem.

- Cierpliwości – mruknąłem, wskazując oczami kelnerkę.

Milczeliśmy zapatrzeni w siebie, gdy kelnerka trajkocząc, rozstawiała przed nami talerze i sztućce, by w drugim kursie donieść pachnącą pizzę i sosy.

- Smacznego państwu życzę. - Uprzejme skinięcie głową i znów byliśmy sami.

- Zrób coś dla mnie Martynko. - Sięgnąłem po telefon. - Wytrzymaj jak najdłużej, walcząc z podnieceniem. Dobrze?
- Po co? - Ciekawska bestia musiała zadać pytanie.
- Ponieważ cię o to proszę. - Wcisnąłem poziom pierwszy. - Postaraj się nie zamykać powiek i patrz mi w oczy.

Poziom czwarty.
Przyspieszony oddech, jej mrugające powieki, walczące o ukojenie zmysłu wzroku i moje coraz większe podniecenie. Spodnie cisnęły mnie niemiłosiernie i gdybyśmy byli tutaj sami, pewnie dobrałbym jej się do tyłeczka, ale nie tego chciałem. Chciałem, by pragnęła mnie tak mocno, jak to możliwe. Tak mocno, by rzuciła się na mnie sama, przezwyciężając tkwiące w niej opory i wstyd.

Poziom szósty.
Oparła plecy o oparcie i zacisnęła usta, walcząc z sobą. Wyglądało na to, że zwarła mocno uda. Dłonie wbite w obrus i rumieńce zdobiące policzki.

Poziom ósmy.
Jęknięcie i nerwowe wiercenie na krześle. Dłonie zaciśnięte już w pięści i rozchylone usta. Oczy przegrywały.

- Możesz zamknąć powieki i przestać walczyć – szepnąłem, opierając brodę na dłoni i pochylając się ku niej, dla lepszej widoczności.

Drugą poprawiłem rozpierającego spodnie kutasa wiedząc, że moje podniecenie nie zniknie samo z siebie. Nie po takim przedstawieniu.

Poziom dziesiąty.
Opuściła nisko brodę, zamknęła oczy i objęła brzegi krzesła, unosząc się co chwilę kilka centymetrów nad siedziskiem i pojękując cicho. Wyglądała pięknie. Nęciła oblizanymi nerwowo ustami, zagryzieniem wargi i swoją naturalnością. Przytuliła w końcu policzek do ramienia i przeżywała cichy orgazm, który nie wyglądał jednak na słaby. Patrzyłem, chłonąc widoki, które miały mi się za chwilę przydać na osobności.
Gdy jej mięśnie rozluźniły trochę ramiona i spowolniły oddech, zacząłem obniżać poziom wibracji.
Ociężałe powieki odsłoniły w końcu błyszczące tęczówki oczu, a po pełnych ustach błąkał się leniwy uśmiech.

- Podobało mi się to – mruknęła gardłowo, głosem przesyconym zmysłowością. - Jak często chcesz mi tak robić?

Nie wytrzymałem dłużej. Bąknąłem – przepraszam na chwilę – i pognałem do męskiej łazienki.
Nie umknął jej oczom widok namiotu w moich spodniach, ale nie starałem się nawet go zakryć.
Wybrałem stolik w lokalizacji wejścia do wucetu, przewidując własną na Martynę reakcję.
Zamknąłem się w kabinie, wyciągnąłem obolały z podniecenia sprzęt i opierając dłoń na ścianie, szybkimi ruchami waliłem konia.
Pod powiekami mieszały mi się obrazy jej okrągłej dupeczki i zagryzanych ust, a w uszach dźwięczało cichutkie pojękiwanie. Kilka ruchów wystarczyło, bym pozbył się nadmiaru i mógł spokojnie wrócić do stolika.
Przyjdzie czas, że to pode mną tak właśnie będzie jęczeć.
Nie mogłem się już tego doczekać, ale z drugiej strony, za długie czekanie...

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Sandra
    | Odpowiedz

    Cudnie.. Mam nadzieję że przenigdy nie przestaniesz pisać bo wtedy moje życie straciłoby sens 😀 KOCHAM CIĘ KOBIETO Haha

  2. Joaanna
    | Odpowiedz

    Booskie 😀 jak zawsze, nie mogę się doczekać co dalej !!!!!!!!!!!! Uwielbiam to opowiadanie 😉

  3. Sandra Ol
    | Odpowiedz

    Siedzę w pracy, czytam to i aż mi się gorąco zrobiło… Ehhh a gdzie tu do 17, aż męża złapię???? 😀

  4. Aprecjator
    | Odpowiedz

    Ciekawe skąd u studenta taka dojrzałość i cierpliwość, że większą przyjemność daje mu lepienie seksualności dziewczyny niż “skonsumowanie” znajomości. Trochę relacja mentor – uczennica.
    Cierpliwie czekam na ciąg dalszy.

  5. Kasia K.
    | Odpowiedz

    To jest świetne ! Napięcie i to oczekiwanie 🙂 No ale kobieto weź zlituj się tu nad nami wszystkimi i nie każ nam długo czekać na kolejną część ! Zdecydowanie moje ulubione! 🙂

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Jutro powinna być kolejna część 😀

      • Kasia K.
        |

        Już nie mogę się doczekać 🙂

  6. GreatLover
    | Odpowiedz

    podoba mi się zdjęcie do tej części ;]

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      I to żaden fotomontarz!

      • GreatLover
        |

        A czy ja mówię, że fotomontaż? Ładna dupa na zdjęciu zawsze ucieszy oko, zwłaszcza męskie ;]

  7. Kasia
    | Odpowiedz

    super! już nie mogę doczekać się kolejnej części

Napisz nam też coś :-)