Pomyłka (VIII)

with 5 komentarzy

Pomyłka telefoniczna opowiadanie o przypadkowej znajomościKiedyś już pisałam, że opowiadania piszą się mną, a wymyślają same. Krążą sobie bezładnie w eterze i tylko trzeba otworzyć na nie głowę. Zaczynam nową historię i patrzę, jak ona sobie ewoluuje i rozwija się, gdyż mam tylko początek i nigdy nie wiem, w którym kierunku pójdzie. Nigdy! 
Dokładnie to samo dzieje się z "Pomyłką". Błysnął w głowie początek i zaczęłam pisać. Utknęłam w pewnym momencie i opowiadanie zdechło. Zatrybiło po pewnym czasie i zadziwia tym, co teraz wyprawia.
Cały wczorajszy dzień myślałam nad Pawłem i (jak to Suze w komentarzu pod poprzednią częścią określiła) jego ciemną stroną. Gnębiłam nawet Laid Back, która akurat opalała się w Tunezji, by poddała mi jakiś pomysł.
W końcu o dwudziestej drugiej wskoczył ten pomysł do głowy i wyszczerzył mnie sobą radośnie.
Mam Pawła, wraz z jego ciemną stroną i nie zawaham się jej użyć 😀
Wiecie, że lubię swoim bohaterom grzebać w głowach i tym razem też tak zrobię.

Zaspane powieki przywitały nowy dzień i zupełnie obcy pokój.
A tak, byłam u Pawła, spałam w jego łóżku razem z nim po tym, jak pieścił mnie pod kołderką z pstrykającej pękającymi kąpielowo bąbelkami pianki w wannie, po czym poił gorącą czekolada w łóżku i głaskał po twarzy i włosach. Tylko otoczenie nie pasowało mi do ostatnich wspomnień z wieczoru.
Chciałam usiąść, by rozejrzeć się po pomieszczeniu, lecz nie mogłam. Próbowałam werbalnie wyrazić protest przeciwko niemożności zlustrowania miejsca, w którym się znajdowałam, lecz słowa zmieniły się w bezkształtny dźwięk.
Cholera! Jestem unieruchomiona i zakneblowana?!
Przez kilka chwil szarpałam się w przypływie paniki wywołanej uwięzieniem, lecz gdy bezskuteczność utraty energii w tak bezsensowny sposób dotarła do mnie, zaniechałam siłowania się z unieruchomieniem kończyn i zaczęłam analizować otoczenie. Przynajmniej starałam się zmusić ciało do powstrzymania panicznych odruchów, a umysł uspokajałam, by nie sfiksował z przerażenia.

Ciemne ściany wyłożone miękkim na pierwszy rzut oka materiałem, zdaje się aksamitem. Światło stłumione, i jego źródło pochodzące z niewiadomego miejsca. Coś, jakby wypełzało równocześnie z podłogi i z sufitu, rozlewając się po delikatnej strukturze ścian. Ponad uwięzionym ramieniem widziałam ścianę, bez ani jednego elementu zakłócającego jej gładkość. Nad drugim ramieniem kolejna aksamitnie gładka powierzchnia i pionowa linia biegnąca do samej podłogi. Czyżby to były drzwi? Sufit równie gładki.
Leżałam na miękkim posłaniu i choć byłam ledwie ubrana, nie czułam chłodu. Klimatyzacja w pomieszczeniu musiała dogrzewać powietrze i tylko nie dochodziło jeszcze do mojego mózgu, że sprawcą tego ubezwłasnowolnienia musiał być obiekt sennych marzeń, czyli Paweł.
Broniłam się przed owym wnioskiem ze wszech sił, gdyż nie tak to miało wyglądać!
Miał być trochę dziwnym i ekscentrycznym facetem, małomównym i może nawet seksualnie wyuzdanym, ale to?! Żeby mnie uwięzić i zakneblować?!
Gdzie ja jestem i co on chce ze mną zrobić?!

Po tej kawalkadzie myśli, moje ciało postanowiło, że znów musi spróbować wyrwać się z sideł siłą. Szarpałam całą sobą, ocierając boleśnie nadgarstki i kostki nóg, lecz poza bólem nie wskórałam nic. Byłam rozpięta między unieruchamiaczami i tylko skórę sobie otarłam. Serce waliło, myśli szalały i szukały czegokolwiek, byle chwycić nadzieję za skrawek szaty i przyciągnąć ku sobie wizję przetrwania.
Tereska!
Jej imię wyświetliło się w głowie na kształt ogromnego, świetlistego neonu.
Ona wie, gdzie jestem! Wie, że to u Pawła mieszkam, więc jeśli zniknę, to u niego pierwszego będą mnie szukać.
Po chwili nadeszła kolejna myśl.
Co z tego, że mnie znajdą, jeśli wcześniej wyzionę ducha. Mogą mnie znaleźć w postaci zezwłok i tyle z tego. Jaki pożytek będę miała z faktu, że ktoś mnie odnajdzie, jeśli ta powłoka pozbawiona będzie duszy?
Czyżbym wierzyła w życie pozagrobowe?!
Pierwszy raz w mym niezbyt długim życiu zastanowiła myśl taka. Czy człowiek umiera na amen, czy zmienia tylko fizyczność?
Moja fizyczność nie odstręczała mnie aż tak bardzo i pogodzić się mogłam nawet z brakiem biustu i  skręconymi nadto włosami. Swą cielesność akceptowałam w owej chwili całkowicie i zdziwił fakt, że podbramkowości w życiu potrzebowałam, by przestać się przejmować ułomnościami ciała i docenić samo życie. Coś, co mogłam stracić, lub utratę czego właśnie dopuszczałam do świadomości.
Strach, że umrę.
Strach, że spotkałam na swej drodze faceta, który wydawał mi się spełnieniem snów, a tymczasem objawił się wariatem, więżącym mnie w tym pomieszczeniu.
Czy patrzy na mnie i obserwuje moje reakcje? Czy napawa się moją bezsilnością i bezbronnością, gdy rozpięta w rozkroku tkwię w środku łóżka?
A jeśli on teraz umrze na zawał, lub wpadnie pod koła samochodu w drodze do sklepu po mleko? Co ze mną będzie?
On będzie rozkładał się, jako zwłoki w kostnicy, lub nieprzytomny w śpiączce leżał pod kroplówką w szpitalu, a ja tutaj umrę z głodu i pragnienia, albo najzwyczajniej w świecie sfiksuję?!
Za dużo książek Kinga się naczytałam najwyraźniej, lecz analogia mojej sytuacji do jednego z jego dzieł aż biła po zwojach mózgowych.
Laska w środku lasu kocha się z facetem, używają kajdanek i on umiera na jej oczach na zawał. Domek jest umiejscowiony na odludziu i tylko dzikie zwierzęta odwiedzają ją przykutą do łóżka i obgryzają przy okazji zwłoki jej faceta, które malowniczo rozpościerają się obok łóżka.
Wstrząsnął mną niekontrolowany dreszcz, a w oczach zapiekły łzy.
Nie wiem, czy były to słone krople bezsilności, czy złości na cały ten impas, lecz czułam zatykający się od płaczu nos i narastającą wraz z zatykaniem panikę. Jeśli mój nos będzie niedrożny, uduszę się!
Przez knebel nie będę mogła oddychać.
Opanowałam panikę i przywróciłam płucom miarowy oddech, starając się wciągać powietrze jak najwolniej.
Nie ulegnę panice i histerii, nie taka jestem.
Zamknęłam oczy i przywołałam w wyobraźni obraz łąki. Kwiaty delikatnie poruszały się na wietrze, który roznosił ich zapach, odurzając zmysł powonienia. Nad kwiatami bzyczały pszczoły i inne owady, a wokoło, w rozgrzanym słońcem otoczeniu, cykały cykady.
Wyobrażenie kojących dźwięków i zapachów pozwoliło zamknąć w pudełku w mojej głowie panikę i przywrócić oddech nosowi.
Leżałam, oddychając najwolniej, jak potrafiłam i starałam się odciąć od reszty bezwolnego ciała.

Nie wiem ile czasu tak spędziłam, lecz po nieskończenie długiej chwili do mych uszu doleciał dźwięk.
Coś, jakby chrobotanie klucza w zamku, po czym do pomieszczenia wtargnęło chłodniejsze powietrze, a to przyniosło memu nosowi zapach Pawła. Jego stopy musiały stąpać po czymś miękkim, pewnie dywanie.

- Wiem, że nie śpisz – szepnął tak blisko mnie, że drgnęłam nerwowo i odruchowo otwarłam oczy.

Wyglądał zwyczajnie. Czarne włosy opadające na twarz, czarne oczy wpatrzone we mnie i nawet ubrał się na czarno.
No dobra, mimo niezwykłości sytuacji nie mogłam nie docenić jego urody. Tej samej, która przywiodła mnie w jego progi, a przynajmniej pomogła w tym.
Przyglądał mi się ze spokojem i ramionami zaplecionymi na piersi.
Na co czekał?

- Zdejmę ci teraz knebel, ale pod warunkiem. - Nie poruszył się jednak. - Nie będziesz krzyczała, ani zadawała bezsensownych pytań. Dobrze?

Zdołałam tylko mrugnąć oczami w ramach potwierdzenia.
Pochylił się i odpiął sprzączkę przy uchu, po czym wyjął gumową, jak się okazało, kulkę spomiędzy moich zdrętwiałych warg. Przełknęłam ślinę i oblizałam spierzchnięte usta.
Co teraz?

- Dziwi cię zapewne to, co zrobiłem. - Znów zaplótł ramiona na piersi. - Nie zrobiłem tego, by cię skrzywdzić, a wręcz przeciwnie. Martynko... - Postąpił krok w kierunku moich stóp. - Pierwszy raz poznałem kogoś, z kim chciałbym robić rzeczy, o których dotąd tylko marzyłem.

Nie rozumiałam, co ma na myśli i bałam się nadal. Uczepiłam jednak swój umysł obietnicy, że nie skrzywdzi mnie.
Lecz czy jestem bezpieczna? Nie zapytam go przecież, bo zaznaczył, że mam nie zadawać bezsensownych pytań. Tylko jakie pytania mają sens w sytuacji, w której się znalazłam?

- Nie chcę ci zadawać bólu. - Musnął palce stopy, po czym sunął nimi w górę, ku kolanu. - Chcę zadawać ci rozkosz, Martynko.

Palce sunęły dalej, a oczy obserwowały bacznie moje na te zabiegi reakcje. Mimo strachu i zdenerwowania, ciało zareagowało, gdy dotarł do linii bielizny i zaczął leniwie jeździć po cienkim materiale. Delikatne, ledwie wyczuwalne muśnięcia budziły głodnego demona w brzuchu. Nie wiedziałam, czy działo się to za sprawą dotyku, jego słów i obietnicy rozkoszy czy tego, że byłam unieruchomiona i nie mogłam uciec od tych zabiegów. Zadrżałam, Paweł uśmiechnął się, widząc moją reakcję.

- Widzisz, nie myliłem się. - Zmrużone oczy i zaczajony półuśmiech. - Też tego chcesz, choć może jeszcze o tym nie wiesz.

Uklęknął między moimi rozłożonymi kolanami i pochylił twarz nad bielizną. Przejechał językiem po materiale opinającym cipkę, a ja nie potrafiłam nie jęknąć pod wpływem tej pieszczoty.

- Mam przestać? - Uniósł się, zaglądając mi w oczy i znając już odpowiedź.

Ze ściśniętego nadmiarem emocji gardła nie wydusiłam żadnego dźwięku, zaprzeczyłam więc jedynie powolnym ruchem głowy.

- Dobrze. - Usiadł na piętach, sięgnął do tyłu i wyjął z tylnej kieszeni spodni... rozkładany nóż.

Jęknęłam przerażona. Przecież miał mnie nie krzywdzić?! Po co mu nóż?!

- Spokojnie. - Wciąż ten przyczajony uśmiech.

Wyciągnął jedno z ostrzy i zbliżył je do mojego brzucha, wodząc czubkiem po drżącej skórze. Wzrok przeskakiwał to na moją twarz, to na narzędzie, które jednym pchnięciem mogłoby wysłać mnie na tamten świat. Bałam się nawet oddychać, by nie poruszyć zbytnio brzuchem, nie zbliżyć do ostrza jeszcze bardziej. Przyglądałam się jego powolnym ruchom i ostrzu, które wsunął pod obrzeże majtek, po czym przeciął ich brzegi i znów wsunął głębiej. Centymetr po centymetrze ciął bieliznę, a we mnie miejsce strachu zajmowało coś innego, nowego.
Paweł rozbierał mnie w nietypowy sposób i podniecało go to. Mimo stłumionego oświetlenia widziałam wyraźnie wybrzuszenie w spodniach. Jego podniecenie działało również na mnie. Strach podkręcał wszystko nietypowością sytuacji.
Majtki były pocięte i właśnie wyciągał je spode mnie, czy raczej to, co z nich zostało. Uniosłam biodra, by mu to ułatwić. Taki sam los spotkał koszulkę, którą miałam, jako uzupełnienie stroju do spania i jako następny strzęp materiału, pofrunęła na ziemię. Kliknęła zapadka i ostrze z trzaskiem schowało się w rączce.

- W takim stroju powinnaś chodzić na co dzień. - Wodził palcami pomiędzy piersiami, zatrzymał palec na pępku i zanurkował dłonią między moje uda.
- Podczas okresu mógłby być problem - zaśmiałam się, gdyż strach ulotnił się prawie całkowicie, a jego miejsce zajęło rosnące podniecenie w całym ciele.

Chciałam jeszcze coś dodać lecz palec, który we mnie wsadził, odciął połączenie umysłu od mowy. Zatkało mnie i tylko oddech pozostał, gdy zaczął rytmicznie poruszać palcem w moim coraz bardziej mokrym wnętrzu.

- Chcę coś wypróbować – powiedział tajemniczo, sięgając po coś w kierunku mojej stopy.

Oby nic ostrego – myślałam gorączkowo i chyba strach wyczytał z moich oczu właśnie.

- Nie bój się. - Uspokajał. - Jeśli ci się nie spodoba, przerwę.

To, co trzymał w ręce, było cienkim i sprężystym na pierwszy rzut oka cosiem. To coś było czarne i miało wypustki, a właściwie wyglądało, jak połączenie wielu kulek.
Więcej nie objaśniał, lecz wycisnął na przedmiot przeźroczysty żel i roztarł go na całej długości przedmiotu.
Nie chciałam, lecz się podniecałam podejrzewając, że zaplanował eksplorację tą zabawką, mojego ciasnego wnętrza. Sama z własnej woli nie zdecydowałabym się na podobną zabawę, lecz miał to zrobić Paweł i nie pytał mnie o pozwolenie.

- Pamiętaj! – Oderwał moje zachłanne spojrzenie od dłoni trzymającej giętki przedmiot. - Wystarczy, że każesz mi przestać, a przestanę. Choć powiem szczerze, że wolałbym nie przestawać.

Niby pozostawił mi wybór, lecz nie do końca. Czułam, że nie chcę go zawieść.
Skąd to u mnie?
Klęcząc, wyciskał z tuby żel, wprost na wzgórek, pozwalając, by ten ściekł chłodnymi kroplami wzdłuż przedziałka. Rozsmarował go bardzo powoli, wciskając mi palce między pośladki. Pocierał odbyt, dostarczając nowych i perwersyjnie przyjemnych doznań. Uniosłam biodra, by ułatwić mu ten zabieg. Patrząc mi w oczy, wsunął pierwsze centymetry chłodnej zabawki w moje wnętrze, by po chwili ją wyciągnąć. Znów wsunął trochę głębiej i wyjął całkiem ze mnie. Kolejny raz i dołączył palce drugiej dłoni, a tymi pocierał łechtaczkę.
Nie mogłam się nie podniecić. Brał mnie w udziwniony sposób lecz to, co widziałam w czarnych oczach i rozchylone usta Pawła... To musiało podniecić i tak się właśnie stało. Powolne ruchy, którymi mnie penetrował, stały się szybsze. Oddychał szybko i przestał prawie mrugać oczami. Skupił się na mych doznaniach i wydawać się mogło, że czerpał z tego przyjemność, równą mojej.
To było dziwne, ale zarazem upajające. Bycie bezbronną i braną w posiadanie. Branie wyłącznie i unieruchomienie możliwości dawania rozkoszy.
Nie chciałam czuć tego aż tak mocno, lecz ekstaza zalała moje ciało, zaczynając od umysłu. Bezwiednie zaczęłam wychodzić naprzeciw ruchom jego ręki i nabijać się na przedmiot. Trochę bolało, lecz było to niczym przy dawce przyjemności, którą brałam sobą. Dotarły do mnie jęki i to nie Paweł tak jęczał. To z mojego gardła wyrywały się te gardłowe i dzikie dźwięki. Nie zaprzątnęło to mego umysłu na dłużej, niż sekunda. Zbliżałam się szybko do spełnienia i wtedy Paweł przestał. Wyciągnął to ze mnie i pochylił się, wynagradzając mi utratę zabawki swoimi ustami. Nie był delikatny. Brutalnie wręcz ssał i wpychał we mnie palec, lecz mógłby w tej chwili wepchnąć i trzy, a ja prosiłabym o więcej. Gdy widziałam już światło, które przynosi spełnienie, poczułam ucisk w pupie. Coś napierało na odbyt i nie było to nieprzyjemne. Nie opierałam się, gdyż nie chciałam. Jeśli robi to Paweł, to musi być przyjemne.
Otworzyłam się i pozwoliłam mu wejść w moje wnętrze. Czułam, jak pierwsza kulka pokonuje barierę mięśnia, a za nią wciska się następna. Nie potrafiłam się jednak skoncentrować na tym uczuciu. Wiedziałam, że wchodzą we mnie kolejne zgrubienia na zabawce kierowanej dłonią Pawła, lecz jego język na cipce i palec w niej odciągały uwagę od szczegółów, zmieniając mnie w jeden wielki odbiornik bodźców. Trzęsłam się i jęczałam, oddychając coraz szybciej, by w pewnym momencie przekroczyć świetlistą przepaść i wpaść w nią z krzykiem.
Drżenie ustąpiło dużo później, niż pieszczoty ust Pawła. Napór w pupie nie ustąpił, lecz nie był nieprzyjemny. Nie potrafiłam otworzyć oczu jeszcze przez dłuższą chwilę. Uspokajałam się długo i gdy wreszcie odzyskałam zdolność widzenia, napotkałam zachwycone spojrzenie Pawła. Klęczał z błyszczącą od moich soków twarzą i wydawał się być bardzo zadowolony wynikiem swojego eksperymentu. Może zabawy?
Sięgnął do tyłu i uwolnił moją stopę z uwięzi, po chwili drugą, a w końcu i dłonie. Nie miałam siły, by usiąść, lub chociaż przyciągnąć dłonie bliżej tułowia.

- Teraz cię nakarmię i umyję – szepnął z czymś w oczach, co wyglądało na miłość. - Bo wiesz, chcę się tobą opiekować, Martynko. I nie chcę się tobą z nikim dzielić.

Pomógł mi wstać i nagą poprowadził ku drzwiom.

- Co z tym czymś w mojej pupie? - zapytałam sennie.
- Niech zostanie. - Pocałował mnie w czoło.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Basia S
    | Odpowiedz

    Cześć. 😀
    Hm, ciekawie to zrobiłaś. Paweł nagle staje się w moich oczach małym psychopatą, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie. 😀
    Pozdrawiam. 😉

  2. dupa
    | Odpowiedz

    Boze, za duzo Greya …

  3. Kasia K.
    | Odpowiedz

    Ooo kurde właśnie teraz zbieram swoją szczękę z podłogi… Podejrzewałam że Paweł będzie złym chłopcem i ma upodobania perwersyjne no ale tą częścią to mnie zaskoczyłaś na maksa. Na miejscu tej bohaterki to umarłabym chyba na zawał ale cieszę się że ona tego nie zrobiła. Teraz pozostaje tylko czekać na rozwój akcji i nowe pomysły Pawełka ! Wiem że się powtarzam ale uwielbiam to opowiadanie ! 🙂

  4. BDSM
    | Odpowiedz

    […] Dupa (takiego nicka sobie ta Pani wybrała) stwierdziła, że „Pomyłka” zalatuje jej Greyem. Spieszę z wyjaśnieniami tym bardziej, że podobne, a właściwie takie […]

  5. Suze
    | Odpowiedz

    Super część 🙂 Tak przy okazji bardzo podoba mi się, że w Twoich opowiadaniach oprócz wątku romantyczno-erotycznego znajdują się też wątki psychologiczno-traumatyczne jak np. w Internetach 🙂

Napisz nam też coś :-)