fbpx

Pomyłka telefoniczna (VII)

with Brak komentarzy

To był ostatni bezpłatny rozdział. Dałam Ci do przeczytania 73 ze 152 stron. Jeśli masz ochotę na poznanie całej historii, zapraszam do zakupu - przyciski poniżej 🙂


ROZDZIAŁ 7

Patrzyłem na wściekłość, gotującą krew na policzkach Klaudii. Nie mówiła nic, tylko bulgotała wewnętrznie, a czerwony kolor jej twarzy nie zmieniał barwy na jaśniejszy, ani o ton.

– Czy możesz mi wytłumaczyć, co tutaj zaszło? – wycedziła w końcu przez zaciśnięte zęby. – Żeby tak się mymlać z jakąś zdzirą pod naszym mieszkaniem?!
– Po pierwsze to nie zdzira – odparłem spokojnie, kontrastując tym samym z jej zajadłą wściekłością. – Po drugie to moje mieszkanie, ty masz swoje, a tutaj pomieszkiwałaś.
– Pomieszkiwałam?! – Prawie to wykrzyczała. – Czy to znaczy, że mam się wynieść?!
– Klaudynko, może porozmawiamy w środku? – Oczami wskazałem drzwi wejściowe. – Po co awanturować się publicznie?
– Słuchaj kundlu – syczała przez zęby. – Mnie się nie wyrzuca, jak przechodzone buty. Ja mam klasę i to ja odchodzę, co właśnie teraz robię! Nie próbuj mnie zatrzymać! Po rzeczy kogoś przyślę.

Odwróciła się na obcasie, piknęła pilotem swojego czerwonego, sportowego autka i nie zaszczycając mnie już więcej spojrzeniem, odjechała z rykiem silnika. Cóż – było, minęło. Chciałem przeprowadzić to w bardziej cywilizowany sposób, ale nic nie poradzę. Los zdecydował za mnie.
Wbiegłem do mieszkania, walnąłem się na kanapę i porzuciłem mało ciekawe myśli o Klaudii, zatapiając umysł w marzeniach o Martynie. Taka śliczna dupcia i ta słodka buźka. Czy mógłbym zrealizować z nią marzenia, które mąciły moje sny? Te wszystkie zabawy, których pragnąłem, wymagały poznania wyjątkowej kobiety. Czy ona nią jest?
Dłoń sama powędrowała po brzuchu w dół, by zacisnąć się na pęczniejącym kutasie. Nic na to nie mogłem poradzić. Wspomnienie jej zgrabnej dupeczki i dłoni, którą tak ochoczo badała moje podniecenie przez materiał spodenek, gorące wargi obejmujące język spowodowały, że ledwie zdążyłem wyciągnąć sprzęt na wierzch, a chwilę później eksplodowałem we własnej dłoni.
Telefon piknął sygnałem przychodzącej wiadomości tekstowej: „Nie dzwoń do mnie. Z nami koniec bydlaku”.
Jak widać, Klaudia nie potrafiła honorowo zakończyć tego bycia z sobą, a jej poziom komunikacji zniżył się do posadzki. Trudno. Było, minęło. Pewnie na uczelni pokaże ząbki, ale nie przejmowałem się tym zbytnio. Musi w końcu popsuć mi jeszcze trochę krwi, a przynajmniej spróbuje.

Następnego dnia w szkole namierzyłem Martynę na korytarzu uczelni i bez chwili zastanowienia podszedłem do niej.

– Cześć – mruknąłem jej do ucha, pochylając się nad ramieniem.
– Cześć – odparła odruchowo i obojętnie, lecz wyraz twarzy zmienił się w momencie, gdy spojrzała mi w oczy, z których chwilę później powędrowała spojrzeniem na usta.

Czyli myśli o wczorajszym pocałunku. Rumieniec momentalnie zalał jej policzki.

– Co robisz dziś po zajęciach? – Nie bawiłem się w niepotrzebne wstępy. – Zobaczymy się? Zjemy coś?
– Możemy. – Przytaknęła cicho. – Ale może ugotuję coś u mnie. Dobrze gotuję, a w niewielu miejscach można zjeść dobrze i bezmięsnie.
– Ok. – Poprawiłem nieznośną sprężynkę, która uwolniła się z ciasnego supła upiętego z tyłu jej głowy. Założyłem ją za ucho. – Ale może lepiej ugotuj u mnie, tylko prześlij mi proszę listę zakupów. Dobrze?

Przytaknęła ruchem głowy. Potrwałem jeszcze chwilę w zawieszeniu na jej wielkich oczach, po czym spojrzałem na pełne wargi i przesunąłem po nich palcem. Westchnienie i rozchylenie ust, tworzące drogę dla wdychanego szybciej powietrza.

– Esemes? – mruknąłem pytająco.
– Tak. – To powiedziała bardziej oddechem, niż strunami głosowymi.

Odszedłem zadowolony z jej reakcji, a że reagowała intensywnie, tego akurat byłem pewny.
Nie obejrzałem się. Chciałem utrwalić w głowie obraz jej rozszerzonych źrenic i rumianych policzków. Byłem coraz bardziej pewien doskonałego wyboru kobiety, do spełnienia swoich najskrytszych fantazji, które staną się również i jej fantazjami.

***

Mieliśmy się spotkać wieczorem. Miałam zrobić listę zakupów i wysłać mu ją telefonicznie, a następnie przerobić składniki na zjadliwą potrawę. Tylko czy będę w stanie? Czy okiełznam tego diabła w brzuchu tym bardziej, że wiem, jak mocno działam na niego fizycznie? Jak on działa na mnie? Szkoda gadać. Działał tak o wiele wcześniej i zasiał spustoszenia w mojej psychice. Tak długo o nim fantazjuję... Nie znam go tak naprawdę i wiem, że preferuje dziewczyny w stylu Barbie, a tymczasem zainteresował się mną. Zwykłą, nieopierzoną kurką bez cycków i z przerośniętym
tyłkiem.
Dobra, napisać SMS-a i przestać tak analizować coś, czego jeszcze nie ma! Tylko jak to zrobić?
Zaparkowałam pod jego apartamentowcem i obco czując się w tym bezosobowym otoczeniu, wcisnęłam przycisk domofonu. Żadnego „cześć”, czy „kto tam”. Brzęczenie odblokowania drzwi i schody, zapraszająco wiodące ku otwartemu skrzydłu na pierwszym piętrze. Weszłam, zamknęłam je za sobą i rzuciłam torbę na podłogę w przedpokoju.

– Cześć – krzyknęłam w niewiadomym kierunku. – Jesteś tutaj? Bawimy się w chowanego?
– Raczej w ciepło – zimno – odkrzyknął z pomieszczenia w głębi. – Zapraszam do kuchni, tutaj jest najgoręcej.
– Pewnie – mruknęłam pod nosem. – Bo ty tam jesteś.

Braku stylu w urządzeniu mieszkania, czy właściwie apartamentu, zważywszy rozmiary mijanych przeze mnie pomieszczeń, nie można mu było zarzucić. Spokojne odcienie bieli i beżu, plus drewno i kamień. Gdyby nawet nie powiedział, gdzie znajduje się kuchnia, powiódłby mnie tam zapach świeżo parzonej kawy, nasilający się z każdym krokiem.

– Cześć. – Siedział na blacie kuchennym, ubrany w jasne dżinsy i białą bluzę, mocno kontrastującą z czernią włosów.

Cóż, ubrać też się potrafił.

– Kawa? – Zapytałam, sugerując apetyt na nią.
– Tak – przytaknął. – Ale zrób ją sama.

Wskazał przy okazji urządzenie, do złudzenia przypominające pomniejszony, kawiarniany ekspres.

– Mam to obsłużyć sama? – Czego on ode mnie wymaga?
– Tak. – Pewny siebie uśmiech.
– A ty mi nie możesz? – Jeszcze jedna próba. – Nie znam się na takiej aparaturze!
– To się poznasz, ja cię nauczę. – Huśtał przy tych słowach nogami, jak dziecko. – Wyglądasz na inteligentną bestię.

Burknęłam jeszcze coś pod nosem i podeszłam do pachnącego urządzenia, oczekując instrukcji.

– Widzisz tą czarną rączkę wycelowaną w ciebie? Pociągnij ją w prawo i wytrzep do pojemnika obok zawartość. – Krok pierwszy za mną. – Teraz podstaw ją pod podajnik świeżej kawy i naciśnij guzik z ziarenkiem.

Wykonywałam polecenia, bałaganiąc wpierw zużytym, a następnie świeżo zmielonym ziarnem. Syf, który poczyniłam wokół ekspresu nie zapobiegł na szczęście wyduszeniu z kawy parującego i przepysznego naparu.

– Chcesz spienić mleko? – Jedna z jego brwi drapieżnie powędrowała w górę.
– Daruję sobie – mruknęłam. – Dziś wypiję czarną.
– To co mi ugotujesz? – Zeskoczył z blatu i plaskając gołymi stopami po ceramicznej podłodze, zbliżył się niebezpiecznie blisko. – Wszystko, czego żądałaś, jest kupione. Więc popisz się.
– Lubisz popisujące się przed tobą dziewczyny? – Z jednej strony podpuszczałam, z drugiej poczułam się zdegustowana tą prostolinijnością.
– Nie lubię. – Stracił nagle humor. – Więc gotuj, jak lubisz.

I tak właśnie zrobiłam. Kroiłam, szatkowałam i mieszałam składniki z przyprawami, zapominając chwilami o publice, w postaci mojego marzenia sennego, czyli Pawła. Faceta w dżinsach, białej bluzie i z gołymi stopami. I jeszcze te czarne, niechlujne na pozór włosy, plus ciemne oczy. Zupełnie, jakby źrenice zlewały się z tęczówkami.
Upichciłam, zażądałam talerzy i przerzuciłam zawartość patelni na ich białą porcelanę.

– Smacznego – bąknęłam dumnie, pewna kulinarnego wyniku.
– Zostań tak, jak przed chwilą. – Poprosił. – Z dłońmi na blacie, tyłem do mnie.

Zaskoczona jego słowami wykonałam tę prośbę. Poczułam jego oddech we włosach.

– Piękna kobieta i w dodatku świetnie gotująca – mruknął, jadąc opuszkami palców od łokcia w górę. – Czy wiesz, jakie to jest seksowne?
– Przecież nie skosztowałeś nawet. – Głos ochrypł mi, więznąc w gardle, tłumiony rosnącym podnieceniem, choć dotykał tylko ramienia.
– Mógłbym tak na ciebie patrzeć godzinami, a jeszcze lepiej, byś gotowała nago. – Pochylił się, by to ostatnie wyszeptać mi do ucha. – Pewnie wytrzymałbym jakiś czas, ale w końcu dobrałbym się do tego kształtnego tyłeczka.

Poczułam połączenie ekscytacji, strachu i erotycznego oczekiwania na nieznane. W końcu byłam tutaj z moim wyśnionym facetem. Oczywiście z cechami przypisanymi mu w tej wyśnionej wersji.

– Tak… – mruknął, obejmując mnie delikatnie w pasie. – Taka kibić bez ubrań musi być nieziemsko piękna. Zrobisz coś dla mnie? Rozbierz się do naga i stań w tej pozycji ponownie. – Nakazał, nie czekając na moją odpowiedź.

Nie rozumiałam. Mam się rozebrać tutaj i teraz? Tak po prostu?

– Ale… – Odwróciłam się do niego twarzą, by sprawdzić, czy nie stroi sobie ze mnie żartów.
– O co chodzi? – Coś groźnego błyszczało mu w oczach, lecz zamiast wystraszyć się tym, podnieciłam się jeszcze bardziej. – Bądź grzeczną dziewczynką Martynko i zdejmij ubranie.

Jak zahipnotyzowana przez grzechotnika, z oczami uwięzionymi jego wzrokiem, rozpięłam i zrzuciłam spodnie, a następnie ściągnęłam przez głowę koszulkę.

– Teraz bielizna. – Wędrował wzrokiem po moim ciele. – Zdejmij.

I znów niby włączył mi się protest, lecz mimo to rozpięłam stanik i pokonując wstyd, zrzuciłam go. Za nim powędrowały majtki. Stałam naga, jak mnie natura stworzyła i drżałam w oczekiwaniu. Że też ja do czegoś takiego jestem zdolna. Przyłożył mi dłoń do brzucha, przesunął ją w górę i objął mój główny kompleks, zaciskając palce na sutku, a w efekcie również moje powieki. Niekontrolowany jęk wyrwał mi się z gardła. Dłoń powędrowała w dół, opuszki pieściły znów brzuch, a po kilku kolejnych centymetrach bawiły się włoskami poniżej.

– Paweł… – jęknęłam, gdy palce zabrnęły niebezpiecznie daleko.
– Co? – Uniósł jedną brew, co zarejestrowałam po pokonaniu ciężkości powiek. – Nie podoba ci się?

I co ja na tak zadane pytanie miałam odpowiedzieć? Że owszem, podoba się, ale rozsądek i zasady moralne walczą jeszcze z pragnieniem? Że chcę, ale czuję się zobligowana do zaprotestowania?

– Mam przestać?
– Nie. – Skapitulowałam, w efekcie czego jego usta zachłannie wpiły się w moje wargi, a dłonie objęły pośladki.

Na brzuchu czułam wybrzuszone podniecenie. Ocierał się o mnie i przyciągał mocno. W końcu uniósł i posadził na blacie, rozpiął rozporek i oczom moim ukazał się znany jedynie z obrazków w wyobraźni - czubek penisa. Ukrwiony i błyszczący.

– Chcesz mnie poczuć w środku? – Pytanie zadane wprost w usta. – Pragniesz tego?
– Czy ta pozycja nie utrudni pierwszego razu? – zapytałam głupio.
– Naszego pierwszego razu, czy twojego? – zapytał, nieruchomiejąc między moimi udami.
– Mojego. – Wstrzymałam oddech, obserwując jego reakcje. – Czy to źle?

Przez dłuższą chwilę nic nie mówił, nie wykonywał żadnych ruchów i prawie przestał oddychać. Cholera! Po co się przyznawałam? Teraz to dopiero wyjdę na odmieńca!

– To trochę zmienia stan rzeczy – odparł w końcu, mrużąc oczy.

Zasunął rozporek chowając penisa. Cholera, nawet go porządnie nie obejrzałam. Nie odsunął się ode mnie i nie pozwolił mi złączyć ud.

– Tego się nie spodziewałem – powiedział z dziwnym, jak na sytuację, spokojem. – Ale to dobrze Martynko. Odkryjemy to coś razem.
– Odkryjemy? – zapytałam w amoku, spowodowanym dziwnością sytuacji, w której się znalazłam.

Dziwnym dla mnie było to, że podnieciłam go i mógł ze mną zrobić teraz wszystko, a przynajmniej bardzo wiele. Byłam wręcz bezwolna z podniecenia i gotowa na niego. Jednak on nie skorzystał. Dziwnie intrygujące.

– Jeśli będziesz chciała. – Znów bawił się moim sutkiem, zmuszając do jęku. – Jeśli poprosisz.

Chciałam poprosić już, ale nie zrobiłam tego. Trwałam w bezruchu na blacie kuchennym, z Pawłem między udami. Nie poprosiłam, gdyż… nie powinnam?

– Zadbajmy o twoją skórę – mruknął, sięgając po coś, co stało za moimi plecami. – Trzeba cię nawilżyć, a nawet jeśli nie trzeba, to zróbmy to.

Tym, po co sięgał, była butelka z oliwą i tą nalał na swoją dłoń i na moje uda. Oliwa pociekła w dół po szafce, część roztarł po wnętrzu ud, niebezpiecznie blisko cipki. Poruszyłam się nerwowo, czekając na więcej. Odstawił butelkę i powolnymi ruchami dłoni rozprowadzał oleistą ciecz od kolan w górę i w pachwinach, docierając coraz bliżej miejsca, które zdawało się iskrzyć głodem jego palców. Niczego nie pragnęłam w danej chwili tak, jak oliwy rozcieranej tuż poniżej włosków i odruchowo nakierowywałam się ruchem bioder na te palce, lecz on perfidnie omijał najwrażliwsze miejsce. Bawił się mną, a ja topniałam coraz bardziej.

– Pawle – jęknęłam z odchyloną do tyłu głową. – Pawle! – krzyknęłam, gdy dotarł wreszcie do łechtaczki i zaczął ją pocierać powoli. – Tak…

Wiedziałam, że mnie obserwuje i dopasowując to, co robi do moich reakcji, przedłuża rozkosz. Drażnił powolnymi kółeczkami, trącał muśnięciami i penetrował wewnątrz palcem, podtrzymując mnie równocześnie drugim ramieniem pod plecami. Czułam, że coraz mniej kontroluję ciało. Biodra odruchowo napierały na pieszczącą dłoń, a usta rozchylając się, wciągały łapczywie powietrze. Jeden palec poruszał się rytmicznie w śliskim wnętrzu, a drugi drażnił twardy guziczek na zewnątrz. Myśli zaniknęły, oddech przeszedł w jęk, a głowa odchylała się do tyłu odruchowo. Kolejny penetrujący i trący ruch i w głowie eksplodowała mi jasność, rozświetlając oczy i wszystko, co w ciele poniżej. Zacisnęłam palce na jego nadgarstku i wstrząsana dreszczami, przeżywałam pierwszy w życiu niesamotny orgazm. Orgazm, który przerósł moje oczekiwania. Tego sobie nie potrafiłam wyobrazić, ale też nigdy nie poczułam takiego światła w mózgu. Przygarnął mnie do siebie, obejmując troskliwie ramieniem i czekał, aż się uspokoję. Czy drżałam, nie wiem. Czułam wszechogarniającą błogość w ciele. Było mi bosko.

– Zjemy teraz – mruknął mi we włosy, które pewnie przedstawiały już sobą obraz nędzy i rozpaczy.

Każdy z loczków musiał być wycelowany w innym kierunku galaktyki, ale jakimś sposobem nie zajmowało mnie to w tej chwili. Było błogo i sennie. Trwałam, oparłszy głowę na jego ramieniu i niczego więcej do szczęścia nie potrzebowałam.

– Zjedzmy. – Odsunął mnie od siebie, zaglądając z uśmiechem w oczy.

Pomógł zejść z blatu i nagą posadził przy stole. Nie oponowałam, bo o dziwo nie czułam wstydu. Skoro on nie krępował się wyraźnym podnieceniem wybrzuszającym spodnie, to ja tym bardziej nie chciałam zakrywać swej nagości.

– Pewnie wystygło. – Zanurzyłam palce w potrawie i uniosłam kawałki skapującego gulaszu do ust. – Ale i tak smaczne. Nie ma to, jak słodycz dyni.

Paweł nie jadł. Siedział naprzeciw, podpierając na dłoniach głowę i przyglądał mi się, gdy z zapałem pałaszowałam cieknącą po nadgarstku potrawę.

– Dobre? – zapytał w końcu.
– Spróbuj. – Nabrałam śliskie i letnie jeszcze kawałki warzyw, podsuwając mu pod nos.

Złapał mnie za nadgarstek, jak wtedy w knajpie i zlizał jedzenie z palców. Jak wtedy również poczułam ogień rozpalający mi się we wnętrzu. Siedzieć w gotowości na wszystko naprzeciw niego i dostać ledwie cukierka na pocieszenie? Cieknąć wilgocią między udami i czekać na jego ruch?

– Powiem ci, czego chcę. – Zebrałam się na odwagę i stało się to bez udziału rozsądku. – Pragnę twoich ust na moim ciele i sama chcę cię całować.
– Nie. – Nie rozumiałam tego zaprzeczenia. – Ja mogę cię całować, ale ty pocałujesz mnie dopiero wtedy, gdy zaczniesz się już dusić z braku mojego smaku. Pochylił się ku mnie, a ja zamarłam z palcami przy pełnych wargach, by po chwili poczuć dotyk języka na nadgarstku i we wnętrzu dłoni.
– Paweł… – jęknęłam.
– Tak? – Ugryzł pieszczotliwie nadgarstek, a po chwili przyciągnął mnie, by pieścić językiem zagięcie ramienia. – Połóż się na podłodze proszę.

Znów zamarłam na tak jasno wydane polecenie. I znów wstałam od stołu i ułożyłam się na zimnych kaflach podłogi, ufnie wyczekując jego działań. Obszedł mnie naokoło, po czym uklęknął u mych stóp i powoli rozszerzył je na boki. Spokojny i opanowany, a jedynym przeczącym temu szczegółem był namiot w spodniach. Paweł był podniecony, lecz tłumił to uczucie. Czułam podziw, ale i jakąś oportunistyczną chęć złamania tego opanowania. Wiedziałam jednak, że nie pora jeszcze na to. Ściągnęłam gumkę z włosów na tyle głowy, pozwalając niesfornym lokom rozpierzchnąć się na boki. Nie lubiłam własnych włosów, ale jemu się najwyraźniej podobały. Skutek był taki, że i mnie przestały przeszkadzać. Leżałam i czekałam, a on patrzył. Przeciągnął dłońmi od kolan w górę i zamarł.

– Jeśli będziesz chciała przestać, to powiedz. Jeśli poczujesz, że to zbyt wiele, powiedz.
– Powiem. – W gardle zacisnął mi się węzełek niewiadomego pochodzenia.

Usta dotknęły kolana i sunęły drobnymi ukąszeniami w górę. Język delikatnie nawilżał skórę, by po chwili pobudzić zębami więcej receptorów, aż wreszcie dotarł do szczegółu mej anatomii, który nie zaznał jeszcze tak delikatnej subtelności, jak męski język. Ten język muskał, usta ssały i gwałciły zachłanną torturą. Jęczałam i wiłam się pod wpływem pieszczoty.

– Muszę cię tam dotknąć nim – jęknął gardłowo. – Albo za chwilę oszaleję!
– Dotknij. – Niczego bardziej nie pragnęłam.

Patrzyłam, jak klęczy między moimi udami i rozpina spodnie. Zdjął je wraz z bielizną i moim oczom ukazał się wreszcie przekrwiony i dumnie sterczący penis. Mogę go mieć w sobie za chwilę, lecz czy jestem na to gotowa? Paweł wyczytał wszystkie myśli z mej twarzy. Pochylił się i zbliżył pękatą główkę ku cipce.
Jęknęłam, gdy przejechał nią po napęczniałej łechtaczce. Otworzyłam się na pchnięcie, gdy potarł po spuchniętych wargach sromowych. Poczułam zawód, gdy nie wbił się, lecz zaczął trzeć sobą o łechtaczkę, nie inicjując wdarcia się w moje dziewictwo. Zapomniałam o swych wątpliwościach po kilkunastu posuwistych ruchach Pawła i ponownie eksplodowałam z przesytu bodźców. Paweł znieruchomiał, a po chwili poczułam ciepło spermy na brzuchu.

– Za bardzo mnie podnieciłaś. – Nie był z siebie zadowolony. – Za dużo seksu w jednej osobie.

Zabrzmiało to w moich uszach poetycko, lecz myśl umknęła, gdy zaczął rozsmarowywać spermę na moim brzuchu i powyżej. To było tak wyuzdanie prowokacyjne. I ten zapach!
Pozwoliłam się podciągnąć do siadu i oczekiwałam dalszych instrukcji. Ja, stanowcza i wiedząca czego chce Martyna, poddałam się woli obcego właściwie faceta. Nic o Pawle nie wiedziałam, ale też nie łaknęłam tej wiedzy. Nie potrzebowałam dodatkowych faktów na jego temat, by chcieć tego, czego doznawałam teraz. Może później zaboli. Może okaże się, że było to chwilowe zauroczenie, ale nie myślałam o tym w tej chwili.

Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)