Porwanie Heleny (I)

with 12 komentarzy

Część pierwsza

sprośnie i na wesołoUWAGA!
OGŁOSZENIE PARAFIALNE OD JO I JADZI.
www.motylewnosie.pl zostało przez nas przejęte. W ramach zmiany ustroju na tekturę i walca zmieniamy również nazwę strony...
...ale nie możemy się zdecydować. Ja, Jadzia, ogłaszam, że głosuję za peniswpipie.pl. Tymczasem Jo woli ciasnedziurki.pl.
W związku z tym, że kłócić się nie chcemy, rozwiążemy problem siłą.
Ja użyję siły woli i jednak się powstrzymam przed zmianą nazwy, Jo użyje siły przekonywania i przekona się o pięknie nazwy aktualnej😂

😂

😂

Aaaaaaaa! Zapomniałam. Skoro przejęłyśmy stronę, to konsekwentnie przejmujemy WAS jako zakładników. Ale nie martwcie się. Zaplanowałyśmy mnóstwo atrakcji:

konanie poprzez rozbawianie

agonia analna

wulgarne świdrowanie w oku

wzięcie strony w międzyrasowym konflikcie na tle romantycznym

przymusowe czytanie obrzydzających scen pseudo-erotycznych.
Nudzić się nie będziecie😈

😈

😈

😈

😈

Ból oka i swędzenie łokcia zapewniamy gwarancją najniższej jakości!!!
Z zaborczym pozdrowieniem!
Jadzia & Jo

 

Skwara i Fujara to dziwaczne stworzenia. Ni chłop, ni baba, ni kot, ni pies. Wzrost krasnala, oczy Chińczyka, a śmieje się paszczą rozwartą jak kobra. Reszta wydrowata może odrobinkę z bobra, ewentualnie szczura. Nikt nie chce spotkać ich na swej drodze, bo według lokalnych ludzi przynoszą nieszczęście.

Te figlarne złodziejaszki, o trudnej do sprecyzowania płci, właśnie żłopią winogon z nielegalnej nadwyżki produkcyjnej Dionizosa, a towarzyszy im trzeci kamrat pijackich opowieści.

Ty! Luster! Coś tak przycichł? – Fujara zaglądnął w lico kumpla od chlania.

Zostaw go w spokoju, bo jak nie… To… Eeee – wychrypiał Skwara swoim barytonem.

To, co? – pytał, szturchając Lustera palcem na przekór Skwarce.

Właśnie to!

Skwara rzucił się na Fujarę, przewracając butelkę mocnego winogonu. Płyn zasyczał w reakcji z drewnem stołu. Kilka kropel przyozdobiło lico Lustera parującymi piegami.

Coś ty zrobił? – wrzasnął Fujara, wycierając nektar z płaskiego kumpla. Czyścił, pucował i polerował, lecz winnej skazy nie zmazał z kompana.

Skwara machnął łapą w geście "A idź w cholerę z tym Lusterem!", po czym wyszedł, wzywając Zeusa.

Fujara, samotny w swych poczynaniach, dwoił się i troił, pucując zwierciadło, aż mu futro na łapach się przetarło. Potem polerował Lustera brzuchem i ocierał się o niego plecami, acz tam również wełny już skąpa ilość została.

Zdesperowany posunął się do ostateczności. Zdjął spodnie, poświęcając ostatnie bobrze futro dla kompana. Tarł i tarł, a czując dreszczyk podniecenia oraz puchnący guzik, który był jednocześnie, i pipkiem, i pipeczką, postanowił przenieść znajomość z Lusterem na wyższy poziom zażyłości.

Fujara wzdychał i jęczał, sapał i prychał, aż w końcu zalał lustro swym kisielem ekstazy.

Na Tanatosa! – wrzasnął Skwara za jego plecami. – Pierwszy raz w życiu żałuję, że nie jestem ślepy.

Nie wzywaj boga śmierci na daremno! – odezwał się głos brzmiący niczym echo. Oba futrzaki zastygły w przerażeniu.

Kto mówi? – zapytał zdezorientowany Fujara.

Zdejmij bobra z mojej twarzy, to się dowiesz.

Fujara uniósł zwierciadło na wysokość oczu, niedowierzająco.

Luster?

Ja pitolę! Fujara, skąd wziąłeś ten winogon? Takich halucynacyjów to nie mieliśmy nawet po mleku od Minotaura.

Minotaur jest płci męskiej – pouczyło zwierciadło. – Nie daje mleka, tylko nasienie.

Gówno wiesz! – obruszył się Skwara. – Śmietanka była talala.

Wiem wszystko – tłumaczył Luster. – Jestem każdym odbiciem, widzę jednocześnie przez wszystkie lustra świata, a co za tym idzie, znam wiele odpowiedzi; nawet na pytania, o których nigdy byście nie pomyśleli.

Skwara zamyślił się chwilę, po czym szeptał w ucho Fujary.

Ty, o co pytał nas ten młodzian spragniony ciasnych dziurek?

O ciasne dziurki, idioto!

No właśnie. Luster? A gdzie znajdziemy najciaśniejszą dziurkę?

***

Była spokojna i ciepła noc. Tłumy ludzi nadal oblegały liczne ulice miasta, jedni się śpieszyli, inni wcale. Dwóch postawnych mężczyzn kroczyło brukowaną drogą, nie przejmując się mijanymi po drodze przechodniami, których niekiedy celowo potrącali. Nikt nie odważyłby się im przeciwstawić. Byli synami króla Priama i królowej Hekabe.

Parys, młodszy z nich, był posągowym mężczyzną, tak przystojnym, że oglądały się za nim wszystkie kobiety, jakie napotykał na swojej drodze. Długie, kręcone, ciemne włosy opadały mu na ramiona. Miał na sobie przepastną szatę w kolorze błękitu, która była typowym ubraniem syna królewskiego. Ciemne oczy lustrowały ulicę, jakby czegoś szukał. Umięśnione ramiona wystawały spod odzienia.

Jego starszy brat, Hektor, szedł równie dumnym krokiem. To on podsunął pomysł, by tego wieczoru poszukali uciech cielesnych poza pałacem. Ostatnio, przejeżdżając ulicami miasta, napotkał szyld domu publicznego, którego w żaden sposób nie kojarzył. A przecież był przekonany, że zaliczył wszystkie burdele w Troi. Może go dopiero otworzyli? Podzielił się tą informacją z młodszym bratem, proponując, by przy okazji sprawdzili jakość tych usług.

Hektor był równie muskularny, jak jego brat, czasami urządzali sobie zawody przed lustrem, który z nich jest lepiej zbudowany. Raz nawet, nie mogąc dowieść, który z nich ma rację, urządzili wybory w całym mieście. Wtedy padło na Parysa, ale Hektor oczywiście podważył wiarygodność głosowania. Sporu do dzisiaj nie rozstrzygnięto.

Miał równie ciemne włosy, co Parys, ale w przeciwieństwie do niego, nie były aż tak poskręcane. Oczy czarne niczym smoła. Powodzenia u płci przeciwnej również mu nie brakowało. A lubił w niej przebierać, oj lubił!

Daleko jeszcze? – spytał Parys, kopiąc leżące przed nim kamienie.

Szli piechotą, bo sam wymyślił, że dzięki temu będą bardziej incognito. Akurat! Oglądali się za nimi wszyscy. Nawet żebracy, w nadziei, że rzucą monetą, wyciągali do młodzieńców dłonie.

Tych dwóch kurdupli mówiło, że tysiąc kroków prosto, a potem za figurą Zeusa, co mu listek figowy urwali z ciekawości, w prawo.

Nóżki cię bolą, pięknisiu? – odpowiedział mu Hektor, w tym samym czasie, zauważając szyld o wdzięcznej nazwie „Do nieba bram”. Wreszcie byli na miejscu i dobrze, bo i jego stopy zaczynały znowu piec. Miał zamiar poprosić jedną z dziwek o specjalność zakładu, czyli masaż z happy endem.

Raczej za chwilę rozsadzi mi jądra! Stoi mi już od piętnastu minut! – jęknął Parys, spoglądając na swoje krocze.

Faktycznie, kiedy Hektor spojrzał na brata, dało się zauważyć namiot, jaki utworzył się dzięki stojącemu członkowi. Teraz przynajmniej było wiadomo, dlaczego kobiety, które ich mijały, chichotały i odwracały wzrok.

Przecież wczoraj dupczyłeś cały wieczór! – wykrzyknął Hektor, a wtedy przystanęli przed masywnymi drzwiami, za którymi spodziewali się dostać morze uciech lub jakiekolwiek uciechy…

I co z tego? Dalej mi się chce! Żadna kobieta nie jest w stanie dostarczyć mi satysfakcji na dłużej niż zaledwie kilka godzin. Mógłbym przeorać całe miasto, a pewnie nadal byłoby mi mało. – Parys wszedł zaraz za bratem.

W środku powitał ich zapach kadzideł i blask świec rozświetlających pomieszczenie. Po prawej stronie zauważyli parzącą się parę.

Opasły mężczyzna w wieku około sześćdziesięciu lat usiłował posuwać znajdującą się przed nim dziewczynę. Stękał i jęczał przy tym, jakby miał za chwilę zrobić coś zupełnie innego niż pozostawienie nasienia w jej wnętrzu. Dziewczyna wzdychała z nudów, jęczała, ale na pewno nie z przyjemności. Parys odwrócił wzrok w obawie, że wzwód mu minie.

Szybko przeszli do głównego pomieszczenia, gdzie wzdłuż jednej ze ścian, siedziały dziewczyny odziane w przeźroczyste szaty, mające pobudzać męską wyobraźnię.

Czego potrzebujecie, kochasie moi? – Podeszła do nich kobieta ubrana w czerwień, a materiał opinał piersi o znacznym rozmiarze.

W wyobraźni Parysa powstała wizja, jak wpycha pomiędzy nie swoją fujarę, a później tryska jej na twarz. Penis zadrżał pod szatą, co burdelowa dziewka od razu spostrzegła.

Widzę tutaj kogoś z pilną potrzebą.

Zaraz eksploduję! – wysyczał Parys, łapiąc się za jaja. Liczył, że podniecenie nieco opadnie. Przynajmniej odrobinkę.

To ja, kochaniutki, mam kogoś idealnego dla ciebie. – Ruchem dłoni wskazała mu dziewoję, a ta, od razu się podniosła.

Podeszła do nich i z widocznym uznaniem spojrzała na namiot Parysa. Oblizała przy tym karminowe usta, członek drżał niczym wulkan przed wybuchem. Psiakrew, był o krok od orgazmu! Hetera miała równie pokaźny biust, co burdel mamuśka. To mu wystarczyło.

A dla mnie? – spytał Hektor, u którego również dało się już zauważyć namiot. Dziwka w czerwonej szacie otarła się o niego.

Ciebie to ja obsłużę, jeśli pozwolisz… – wymruczała i złapała go otwarcie za sprzęt. Hektor jęknął, przysuwając się od razu. – Chodźmy do osobnej izby.

Idziemy z wami. – Parys złapał swoją wybrankę za tyłek i pchnął ją w tym samym kierunku, który wskazała Hektorowi jego hetera.

Nie zostało to skomentowane. W sumie nie było niczym dziwnym, że bracia parzyli się w tym samym pomieszczeniu, wręcz słynęli z tego.

Kiedy weszli do mocno oświetlonej sypialni, Parys pchnął dziewczynę na łoże, od razu podciągając jej szatę do góry. Następnie zrzucił swoją, a hetera otworzyła usta. Nie wiadomo tylko, czy po to, żeby wziąć go w usta, czy ze zdziwienia.

Już nie raz widział taką minę, kiedy kobietom było dane zobaczyć królewskiego penisa. W tej chwili to go nie interesowało. Wpakował się w nią bez ostrzeżenia, obracał posuwistymi ruchami, aż na czoło wystąpiły mu kropelki potu.

Kątem oka zauważył, że Hektor położył się na drugim łożu, a hetera odsłoniła jego przyrodzenie. Od razu zapakowała go sobie do ust. Jej nagie pośladki wypięte były w stronę Parysa, dzięki czemu miał idealny widok na jej szparkę. Westchnął rozmarzony. Dziurka, w której on się znajdował, nie była tak ciasna, jak o tym marzył.

I jak, bracie? Odpowiada? – Hektor doskonale wiedział, jakie myśli zaprzątały głowę młodszego braciszka. Parys pokręcił głową z niezbyt zadowoloną miną.

No właśnie nie! – zgłosił uzasadnione pretensje. – Chyba nigdy nie będzie mi dane znaleźć się w najciaśniejszej dziurce na świecie.

Eeeee! Ciupciaki! – krzyczał Skwara, wbiegając do burdelu.

Ja powiem! Ja powiem!

Fujara próbował go wyprzedzić, lecz zawadził nogą o swego gatunkowego pobratymca. Obaj poturlali się pod łoże, na którym dziwka rytmicznie podskakiwała, siedząc okrakiem na Parysie.

Co jest? – Hektor nie krył oburzenia.

Żaden z braci nie przerwał uciech mimo zainteresowania zamieszaniem.

Już wiemy, kto ma tę dziurkę! – wrzeszczał Fujara, machając lustrem.

Każdy ma jakąś dziurkę. – Parys wzruszył ramionami. By podkreślić sens wypowiedzi, oblizał palec i wcisnął go w pupę ujeżdżającej go dzieweczce. Ta krzyknęła teatralnie, zarzucając piersiami po twarzy kochanka. – Widzicie?

Jednak pytałeś panie o tę jedyną, najciaśniejszą dziurkę. A my już wiemy, panie ciupciak. – Fujara zbliżył się do Parysa, by nikt nie usłyszał, co mówi, lecz zapomniał użyć szeptu, wiec wzbudził zainteresowanie Hektora.

To w końcu, kto ma tę najciaśniejszą dziurkę? – zapytał starszy brat, dając dziwce klapsa.

Nie tak rychło! – wtrącił oburzony Skwara. – Będzie nagroda?

A co chcecie? – zapytał Parys, kręcąc sutkami swojej dziwki.

Cały ten burdel – odpowiedzieli chórem kurduple.

Parys i Hektor spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Jako bracia byli zgodni na temat szparek i od dłuższego czasu poszukiwali wspólnie tej najcenniejszej, najciaśniejszej i najwilgotniejszej cipki na świecie.

Kupimy dla was ten burdel – zaczął Parys.

O ile doświadczymy ciasności tej dziurki. Na razie to tylko czcze gadanie. – Hektor wolał zabezpieczyć umowę warunkami.

Która kobieta jest posiadaczką tejże cipki? – Parys nie wytrzymał niepewności.

Zaraz! Hola! Stój! – Skwara zasłonił usta Fujarze, bo ten już palił się wypaplać wszystko ciupciającym ciupciakom. – Zaliczka musi być.

Zapłacimy dobrze paniom – Hektor wskazał dziwki – by was godziwie obsłużyły.

Może być! – Fujara zaakceptował walutę drapnięciem po kroczu.

Skwara nakręcał się, szurając brzuchem po podłodze. Od razu widać, że prosiaki na seksualnym głodzie. Ich zabawy przerwał Parys.

Kto ma tę cipkę? – zapytał chrapliwym głosem, odchylając głowę w ekstazie.

Helelelena! – zatrelili kurduple.

Heleeeeeeeeeeeeeeena! – jęknął Parys, zalewając dziwkę nasieniem, które nie mieszcząc się w pochwie, wypływało spomiędzy ciał, bulgocząc.

Hektor, jako miłośnik "zero waste", wolał kończyć w ustach kochanki, pilnując, by ta połknęła wszystko, co do ostatniej kropli.

Heleno! Przybywamy! – Posapywali bracia.

* * *

Po kilku dobrych godzinach opuścili dom przybytku i rozpusty, podążając ulicami do pałacu. Hektor sapał, co niemiara, gdyż na sam koniec burdel mamuśka, którą obracał, a może to ona jego obracała, wyssała go do ostatniej kropli spermy.

Kiedy wpadli do komnaty Parysa, młodszy z potomków króla usiadł na swym łożu, spoglądając z determinacją na brata.

Wyruszamy na wyprawę! – krzyknął nagle z szaleństwem w oczach.

Wyglądał, jakby coś uszkodziło mu mózg. A konkretnie, to zbyt długie bzykanie. Wizja o najciaśniejszej cipce świata majaczyła gdzieś tam w oddali. Musiał się do niej dostać.

Czeka nas daleka droga. Weźmiemy sobie dziwkę, co by nam ją umiliła? – spytał Hektor, masując członka przez szatę. – Co się gapisz? Ssała mnie jak ty cycka matki, kiedy byłeś mały!

Nie! – Parys zaprotestował żywo, aż brat spojrzał na niego, jakby był niedorozwinięty. – Będziemy pościć trzy dni! Chcę Heleny! Chcę jej wąskiej szparki! – wykrzykując swoje słowa, wstał nagle i spojrzał w sufit. Hektor zerknął do góry, jakby tam miały im się objawić obrazki tej wąskiej szparki. – Rusz się! Nie będziemy tracić czasu! Musimy pędzić na statek.

Ty kierujesz! – Hektor wskazał na niego palcem i podniósł się ze skóry tygrysa, którą przywiózł kiedyś z jednej z zagranicznych podróży.

Mamy kapitana, ty idioto! – Parys pieprznął go otwartą dłonią w tył głowy, aż ta zadyndała w tył i w przód jak u kukły. – Rusz się, bo zaraz będziesz mógł jedynie pomarzyć o dupie Heleny.

Dupie? Mowa była o cipce! Na żadną dupę ja się nie pisałem! – zawył niczym wilk, Hektor.

Na Zeusa! Ogarnij się, ty młocie jeden! Rusz ten zgnuśniały zad i pośpiesz się, bo jak nie podupczę przez trzy dni, to żem gotów rekina wyruchać po drodze! – grzmiał niczym Posejdon, wychodząc z komnaty. Hektor, rad nie rad, ruszył w końcu za bratem.

W te pędy pobiegli do portu, gdzie stał zacumowany królewski statek. Wbiegli na pokład, gdy słońce zaczynało wschodzić nad taflą wody. Kapitan spał oparty o ster, pochrapując, aż podwiewało mu brodę.

Ahoj, kutafonie! – zakrzyknął Parys nad jego głową, aż kapitan podskoczył, uderzając głową o bocianie gniazdo, które znajdowało się wyjątkowo nisko. – Kapitanie, się znaczy! Musisz nas zabrać w daleką podróż.

Co tym razem? Będziemy szukać Nemo, bo znowu się zgubił czy zaginionej Atlantydy?

Atlantyda to akurat był pomysł Hektora – chrząknął Parys, spoglądając na brata, który pokojowo uniósł ręce w kierunku kapitana.

No, co? Wróżbita mi to podpowiedział! Nie moja wina, że pomieszały mu się nazwy – dodał Hektor na swoją obronę.

To gdzie mam płynąć tym razem? – spytał kapitan, znudzony wywodem obu braci.

Po najciaśniejszą dziurkę do Sparty! – zakrzyknęli wspólnie Hektor i Parys.

Jak tam chcecie… – Kapitan ruszył się ospale i zaczął szykować statek na wyprawę. Nim się spostrzegli, byli już na pełnym morzu.

Daleko jeszcze? – Parys spojrzał na horyzont, gdzie nic nie było widać, oprócz wody.

Przecież dopiero wypłynęliśmy. – Hektor wyłożył nogi na burtę, wystawiając twarz do słońca, które zaczynało zdrowo przypiekać. – Prześpij się, to ci droga szybciej ucieknie. Może ci się przyśni Helenkowa dziurka.

I mnie właśnie przekonałeś. – Parys rozpromienił się, zajmując miejsce obok brata.

Po trudach nocy w burdelu i skomplikowanych przygotowaniach do wyprawy zasnął jak kamień.

I oczywiście, że przyśniła mu się ciasna piczka. Tylko że to był najprawdziwszy koszmar!

Co próbował w nią wsadzić swoją fujarę, to szparka oddalała się od niego coraz bardziej. Krzyczał, błagał, prosił ze łzami w oczach, ale była coraz dalej.

Obudź się, idioto! – Hektor wrzasnął mu nad samym uchem, aż Parys spadł z prowizorycznego leżaka, na jakim zasnął. – Wrzeszczysz, jakby zarzynali cię jak tego świniaka, co go ojciec kazał upiec na twoje urodziny.

To było straszne! – zawołał Parys, chlipnąwszy sobie po raz ostatni. – Ta dziurka uciekała i uciekała, nie umiałem jej zatrzymać.

Tratwa na horyzoncie! – krzyknął kapitan, przerywając rozmowę królewskich braci.

Tratwa? – Zdziwili się, ale spojrzeli przed siebie.

Faktycznie, nie tak daleko od nich, ktoś płynął na tratwie. Chociaż płynął, było pojęciem względnym. Pozwalał, by unosiły go prądy wodne.

Na środku leżał mężczyzna. Nogę miał założoną na drugą nogę, twarz wystawioną do słońca. I do tego był całkowicie nagi.

Ahoj, towarzyszu! – zakrzyknęli bracia, machając do niego rękami. Obcy niechętnie uniósł powieki do góry i spojrzał na nich.

Co się tak drzecie? Spłoszycie mojego rekina. Głodny jestem, poluję! – odpowiedział im, nie przejmując się w żaden sposób swoją nagością.

Ów mężczyzna miał długie blond włosy, był równie dobrze zbudowany, jak Hektor i Parys. Oczy o barwie granatu nocnego nie odwracały uwagi od fujary po kolana. Parys szturchnął Hektora łokciem w bok.

Obcy jakiś czy co? Nigdy jeszcze nie widziałem tak wielkiego penisa! – wyszeptał do braterskiego ucha.

Nie tylko on jest duży… – mruknął nieznajomy z tratwy. Odsłonił gęste włosy i ich oczom ukazały się trzy razy większe niż ludzkie, uszy. – Szeptanie nic wam nie pomoże. Usłyszę was z odległości tysiąca Zeusowskich kroków.

Co tutaj robisz? – Hektor zadał pytanie, olewając monstrualne uszy.

W sumie to sam nie wiem. – Obcy wzruszył ramionami. – Imprezowałem na dworze króla Likomedesa. Zabawa była naprawdę gruba, bo obudziłem się na tej tratwie, na samym środku morza. Płynę już tak trzeci dzień. Trochę zgłodniałem, to chciałem zapolować. A wy, dokąd się udajecie?

Po najciaśniejszą… Najciaśniejszą szparkę na świecie. Może zechcesz przyłączyć się do nas? – zaproponował wspaniałomyślnie Parys.

Szparkę powiadasz? – Blondyn spojrzał z wyraźnym zainteresowaniem, a jego drągal uniósł się nieco do góry. – Brzmi bardzo interesująco. Chętnie się z wami zabiorę.

Rzuć mu linę, kapitanie! – zadecydował Hektor, więc kapitan posłusznie wykonał rozkaz. W trójkę wciągnęli przybysza na pokład. – Jak ci na imię?

Jestem Achilles – powiedział tamten ze słyszalną dumą w głosie. Bracia spojrzeli po sobie, wzruszając tylko ramionami. – Nie wiecie, kim jestem?

No jakoś nie bardzo – odpowiedział Parys, przyglądając się dyndającemu fallusowi. Naprawdę sięgał mu do kolan.

Jestem najstraszniejszym i najbardziej walecznym herosem, w przyszłości zostanę bohaterem wojny trojańskiej. Wróż mi to przepowiedział – dodał, widząc miny Parysa i Hektora.

Temu tutaj wróż przepowiedział, że odnajdzie Atlantydę, więc się nie przejmuj – młodszy z braci wskazał na starszego. – Musieliście trafić na tego samego i wyruchał was bez mydła.

A ty o tej ciasnej szparce to skąd wiesz? – zapytał go Achilles, przyglądając mu się z marsową miną.

Z pewnego źródła i na pewno nie od wróża. Dam ci jakąś szatę, ubierzesz się.

A nie mogę chodzić nago?

Nie, siejesz zgorszenie w załodze. – Parys wymyślił pierwszą lepszą wymówkę.

Jakiej załodze? Nie widzę nikogo oprócz was i kapitana – zaprotestował Achilles.

Może są niewidzialni? Ubieraj się i już – mruknął Parys, oddalając się od niego.

Achilles tupnął nogą oburzony, ale ostatecznie przystał na warunki Parysa. Przywdział szatę przekazaną mu przez zramolałego kapitana i zasiadł przy burcie, obserwując horyzont.

Mijały godziny i powoli zapadał zmrok. Nie mogli płynąć dalej. Wtem kapitan zakrzyknął, że zbliżają się do wyspy. Wszyscy trzej wstali, spoglądając w tym samym kierunku. Zacumowali statek, wysiedli z niego, pozostawiając na pokładzie kapitana. W trójkę ruszyli w głąb wyspy.

Gdzie my jesteśmy? – Hektor rozglądał się zaciekawiony, aż dostrzegł majaczące w oddali budynki. – Chodźmy tam, zapytamy o nocleg.

Myślisz, że znajdziemy tu chętne dziewki? – Achilles uśmiechnął się porozumiewawczo. – Pociupałbym sobie. Poszukajmy burdelu!

Witajcie przybysze. – Na ich drodze stanęła nagle piękna dziewoja, o urodzie, jakiej jeszcze nie było im dane zobaczyć. – Co was sprowadza na naszą wyspę?

Chcieliśmy przenocować… – odparł po chwili Hektor.

I może zakosztować trochę rozkoszy – dopowiedział Achilles.

Może z tą rozkoszą to nie jest taki głupi pomysł… – mruknął Parys, przyglądając się wnikliwie stojącej dziewczynie.

Musiała być dziwką, bo była ubrana dokładnie tak samo, jak one. Na wyspie znajdował się burdel! Czuł to całą długością penisa.

Rozkoszy powiadacie? – Dziewczyna uśmiechnęła się znacząco, mocniej wyprężając pokaźny biust. – Moje towarzyszki może będą umiały wam pomóc, kamraci. Jak macie na imię i skąd pochodzicie? – spytała, wskazując jednocześnie, by podążali za nią.

Trójka towarzyszy podróży chętnie skorzystała z tego niemego zaproszenia. Każdy, oprócz Hektora, wpatrzony był w pośladki dziewki, które przebijały pod materiałem. Achilles przez to nawet raz zaliczył glebę.

Jam jest Hektor. To jest mój brat, Parys – wskazał na drugiego bruneta – a to jest nasz nowy druh, Achilles.

Achilles z półmetrowym penisem? – Pannica odwróciła się z wyraźnym zainteresowaniem, przyglądając się miejscu, gdzie pod szatą schowany był zbój Achillesa.

To ja! – odpowiedział dumnie blondyn, odsłaniając szatę. Fallus drgnął, podnosząc się nieznacznie do góry. – Mówiłem wam, że jestem znany i podziwiany.

Dużo słyszałyśmy o tobie, Achillesie – potwierdziła, jednak żaden z nich nie zwrócił uwagi na to, że w jej głosie słychać było sarkazm.

W końcu dotarli do wielkiego pałacu i gdy przekroczyli jego bramy, przystanęli z wrażenia. Nie pod wpływem bogactw, jakie tam się znajdowały, ale z powodu obecności tylu pięknych kobiet w jednym miejscu. Trafili do bram pałacu boga Uranosa?

Witajcie nieznajomi! Kim jesteście i po co przybywacie na wyspę Lesbos? – Z małego tłumu kobiet wystąpiła najpiękniejsza z nich. – Jestem Bryzejda.

Hektor, Achilles i Parys. – Starszy z braci wskazał po kolei. – Chcemy przenocować.

I trochę podupczyć! – przypomniał mu Parys.

Ten, który planował trzydniową wstrzemięźliwość, szybko zmienił zdanie, zaś Hektor nieoczekiwanie obrał pierwotne zamierzenia młodziaka.

Oni chcą dupczyć, ja nie!

Nie jesteśmy wystarczająco ładne? – spytała go Bryzejda, oblizując cudne usta. Hektorowi brew uniosła się do góry.

Jesteście… Ale jestem impotentem! – skłamał. Tym razem to brew Bryzejdy poszła do góry.

Wy panowie, zdaje się, nie macie takich problemów? – zapytała grzecznie.

Nie! – Parys i Achilles zgodzili się jednogłośnie.

To wspaniale. Chętnie udzielimy wam gościny i damy rozkosz, jaką zapamiętacie na długo… ale… musicie nam trochę pomóc.

Nie widzę problemu – odpowiedział Parys, marząc o kilku gorących cipkach.

Wiedział, że tu nie dostanie tej najciaśniejszej, ale z drugiej strony właśnie się przekonał, że nie wytrzyma jeszcze dwóch dni i nocy bez ciupkania.

Zrobimy wszystko, co tylko zechcecie.

Wspaniale! – Bryzia klasnęła w obie dłonie. – Na początek trzeba wyszorować podłogę w tym pomieszczeniu. Przydałoby się też pozamiatać dziedziniec z końskiego łajna. Tam – Bryzejda podeszła do okna i wskazała jakiś budynek – znajduje się stajnia, należy ją oporządzić. Jak zrobicie to wszystko, to dostaniecie, co wam się tylko zamarzy.

Ja idę na dziedziniec! – Parys zgłosił się jako pierwszy. – Nie jest duży, szybko mi pójdzie.

To ja wyszoruję tę podłogę. – Achilles rzucił się na kamienną posadzkę, żeby Hektor nie zdążył zrobić tego samego.

To wy chcecie bzykać! Dlaczego mi dostało się najgorsze zajęcie? – spytał oburzony Hektor.

Bo nie umiesz odpowiednio szybko reagować – Parys i Achilles przybili sobie piątkę, ciesząc się jak małe dzieci.

Niech wam będzie! – mruknął Hektor i opuścił komnatę, podążając ku wskazanej przez Bryzię stajni.

Cała trójka wzięła się do pracy. Parys i Achilles napędzani wizją nadchodzącego bzykania, Hektor zaś chęcią przespania się i rozmyślania nad tym, jak to będzie, gdy wreszcie dobierze się do cipki Heleny.

Kiedy skończyli, posadzka w pałacu lśniła czystością, jakiej nikt nie widział tutaj od wieków. Na dziedzińcu nie było ani jednego pyłku, źdźbła trawy, czy innego paprochu. A stajnia... Konie pierwszy raz przebywały w tak sterylnym pomieszczeniu.

Trójka towarzyszy wróciła do pałacowej komnaty, gdzie czekała na nich Bryzejda.

Spisaliście się na medal. – Klasnęła w dłonie z radością. – Jesteś pewien, Hektorze, że nie chcesz zakosztować miłości mieszkanek mojej wyspy? Zapewniam, bardzo by ci się spodobało.

Chcę spać. – Hektor ani myślał zmienić zdanie.

Więc zapraszam cię, Achillesie i Parysie, do komnat. Niestety są nieco ciemne, bo skończyły się świece, a nowa dostawa jeszcze nie przybyła. Jednak mimo tej niedogodności, zostaniecie należycie nagrodzeni. Jest jeszcze tylko jeden warunek, który musicie spełnić – dodała Bryzejda z błyskiem w oku.

Jaki? – spytał Achilles.

Jak już wejdziecie do waszych komnat i ściągnięcie szaty, wystawcie tyłki do góry. To taka nasza tradycja.

Nigdy o takiej nie słyszałem – mruknął Parys. – Skoro jednak mówisz, że tradycja, to nie będziemy jej łamać. Prowadź do tych komnat.

Bryzejda wzięła jedną z pochodni i poprowadziła mężczyzn szerokim korytarzem. Hektora zostawiła w pierwszej, a do dwóch kolejnych zaprosiła Achillesa i Parysa.

Parys wkroczył do środka, zlokalizował łoże i zgodnie z instrukcjami, po zrzuceniu szaty wypiął swe pośladki do góry. Penis dyndał mu między nogami, gotowy już do uciech miłosnych.

Gdy po jakimś czasie otworzyły się drzwi, westchnął ucieszony, że zaraz wbije się w czyjąś wilgotną szparkę. Usłyszał, jak postać zbliża się do niego i zrzuca odzienie na podłogę. Dłonie dotknęły pośladków, rozsuwając je lekko.

I wtem poczuł ból, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie doświadczył. Ogromny, mogło się zdawać, penis wdarł się do jego dziurki!

Co do kurwy nędzy? – zawył, usiłując się wyszarpać. Jednak stalowe łapy trzymały go, nie pozwalając na chwilę swobody. Miał wrażenie, że tyłek piecze go żywym ogniem. Nie wiedział, ile to trwało, ale w końcu został uwolniony.

Takiego dupczenia to ja od lat nie miałem – powiedział głos należący do postaci, która go dopadła. Parys zajęczał przeraźliwie. Pośladki nadal miał wypięte do góry, bo nie był w stanie się poruszyć. – Muszę ci powiedzieć, że masz niezłą dziurkę, chłopczyku. – I tu nastąpiło mocne klaśnięcie dłoni w jego nagi tyłek, aż Parys zawył przeraźliwie.

Trwał w takiej pozycji aż do rana. Z trudem zwlókł się z łoża i przywdział szatę. Gdy wszedł do głównej sali w pałacu, dostrzegł Achillesa. Miał taką samą minę jak Parys. Tylko Hektor wyglądał na wypoczętego i bez uszkodzeń tylnej części ciała.

Dupczenie się udało? – spytał Hektor, a brat i Achilles zgromili go wzrokiem. – No to możemy płynąć dalej. Po drodze na statek opowiem wam piękny sen, jaki stał się moim udziałem. Śniła mi się szparka Heleny – dodał konspiracyjnym szeptem.

Lepiej już stąd chodźmy – wyjęczeli zgodnie wydupczeni towarzysze i całą trójką opuścili pałac na wyspie Lesbos.

 

 

NA KONTYNUACJE ZAPRASZAMY PONOWNIE...

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Martipe
    | Odpowiedz

    Podoba mi się 😀 Początek troche nie w moim stylu, myślalam że opowiadanie nie będzie ciekawe ale potem akcja się rozkręciła i czekam na następną część 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Bo my się tak powoli rozkręcamy z Jadzią, ale jak ruszymy, to nas nie zatrzyma nawet bomba atomowa 😂 Zapraszamy na kolejną część… wkrótce 😀

      • J.Gibson
        |

        Bomba atomowa😂
        Porównanie adekwatne Jo!
        Rozniesiemy mitologię na strzępy😂
        Już nic nie będzie takie jak kiedyś, a napewno nie Achilles😂

      • Jo Winchester
        |

        Achilles to jest nam wdzięczny za najdłuższego członka, który posłużył na odlew Herkulesowego penisa 😂😂😂😂

  2. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Ze co to jest przepraszam? Co tu wlasnie miało mniejsce? Pisalysce to razem? Ja pierdziele! Dziewczyny zawiodłam sie na was!!! Babeczko i Mikamako Wy to widzicie i nie grzmicie? 😁
    Knuć takie cos i nie pisnąć słówkiem? 😋
    Cholera wiedziałam, ze kryją sie gdzies tam jakieś takie mniej grzeczne wasze wersje, ale ze az tak…😅 dużo juz w życiu przeczytałam, ale musze przyznać iż udało wam sie mnie dzisiaj zgorszyć… i nie to jest w tym najgorsze, a fakt ze zaległości z prasowaniem mi sie przez was powiększają 😝
    No No… ciekawa jestem tego Waszego połączenia 🤭😜

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Tak w tajemnicy mogę Ci powiedzieć, że szkolimy się do tajnych służb, a tam jak wiadomo, utrzymanie sekretu do końca to cenna rzecz 😂
      Doprawdy udało nam się Ciebie zgorszyć?😀😀😀
      Jadzia, mamy naszą pierwszą ofiarę 😂😂😂
      Ano, to nasze wspólne opowiadanko. Skrycie planowane i pisane 😀 Dla Was 😂
      Babeczka i Mika też nic nie wiedziały😀
      W końcu przejęłyśmy stronę 😂😂😂

  3. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Przy prośbie o wypięcie tyłka ryknęłam takim śmiechem, że aż małż przybiegł sprawdzić, czy wszystko ze mną dobrze xD

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja przy “ahoj kutafonie” oplułam kompa, bo akurat czytałam przy śniadaniu 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Powiem szczerze, że jak się pisze taki tekst, będąc na fali, to różne różności do głowy człowiekowi przychodzą 😂😂😂 Cieszę się, że razem z Jadzią wywołałyśmy taki ubaw 😀

  4. Rebel G.
    | Odpowiedz

    Ojeju :)))))))))))) Odkopałam się z zaległości w pracy, zaglądam na nowości, a tu takie opowiadanie.
    Hahaha, jesteście super 😀 Podoba mi się to, bardzo. Idę czytać dalsze części.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No to leć! Tylko byś na maila od Jadzi rowniez zerknela, bo nie wiem czy sie na mnie obrazilas, czy co?

      • Rebel G.
        |

        Ależ skąd, od poniedziałku do piątku praca mnie pożera, a weekendy spędzam poza domem, w rozjazdach, więc zaglądać na pocztę nie mam kiedy, ale nadrobię, obiecuję 😀 Ja na Ciebie? Proszę Cię :)))

Napisz nam też coś :-)