fbpx

Porwanie Heleny (II)

with 9 komentarzy

Część druga

sprośnie i na wesoło[Jo:] Puk, puk... Jesteście tu?
Jadzia!!! Są! Przeżyli... Widzę kilku niedobitków, których nie zdołałyśmy załatwić naszym prześmiesznym tekstem...
To nic, nic straconego... Załatwimy ich dzisiaj <śmiech niczym z horroru> Mówię Ci, Jadzia, uda się...

[Jadzia:] A co ma się nie udać?
Skarg (zbyt wiele) nie było po części pierwszej. Ha ha ha.
Dziś kosimy wszystkich. Bez wyjątku!
E-ga-litaryzm! [skanduje Jadzia] A od jutra nazwa peniswpipie.pl
Żartuję. Zrobimy odwrotnie.

[Jo:] Pipawpenisie.pl?

[Jadzia:] Ha ha ha. Co ty za herezje głosisz? A teraz patrz. Zaraz zaczną lekturę.

[Jadzia ogłasza orędzie do czytelnika, głosem z reklamy:] Przed przeczytaniem zażyj aviomarin i umów zawczasu wizytę u psychologa.

 

 

Spokojne wody nie sprzyjały żegludze ku spełnieniu. Cały dzień panowie spędzili na środku bezmiaru morskiego, a z nudów przychodziły im do głowy różne głupstwa.

Hektor, rozmarzony nad papirusem z pozycjami seksualnymi, wzdychał myślą do Heleny tak mocno, iż niczego nieświadoma kobieta poczuła dreszcz na plecach i skurcz między udami.

Parys z Achillesem dokazywali za to nie myślą, a uczynkiem.

Najpierw założyli się, komu może dłużej stać pała. Potem, kto najdalej strzela nasieniem. Pucowali więc członki na błysk i purpurę, nie podejrzewając, że są podglądani.

Dwa-zero dla mnie! – krzyknął Achilles.

Kiedy odpoczęli po pierwszym zakładzie, wpadli na pomysł, by mierzyć się w sile uniesienia.

I tak oto, do wiader zawieszonych na stojących penisach, dolewali po kubku wody, czekając, który udźwignie więcej.

Ja wygrałem! – cieszył się Parys.

Do wymyślenia następnej konkurencji natchnęła chłoptasiów mewa, która szukając odpoczynku, przysiadła na sterburcie. Jeden ptak to za mało, by nakarmić ich troje, toteż geniusze wpadli na iście nowatorski pomysł wart opatentowania.

Bez chwili zwątpienia oskubali ptaszysko, a jego piórami przyozdobili swoje ptasiory. W dużym płótnie wycieli dwie dziurki i nakryli się nim, wystawiając swoje penisy przebrane za mewy. Zaczęli gdakać i wyć, a kilka minut później mieli już pięć ptaków zwabionych penisowymi zalotami.

Jako że to Parys zwabił więcej sztuk, to on dostał punkt.

Na Bełtatesa! Remis? – wrzasnął Achilles.

Tylko Hektor nie myślał o jedzeniu. Wyobraźnią pieścił ciało Heleny i gdyby wiedział, że wybranka w sposób telepatyczny odbiera jego sygnały, bardziej by się przyłożył. Z dumą zerkał na unoszącego się penisa, który niczym kompas, wskazywał drogę.

Po uczcie wieczornej odwodnieni spuszczaniem nasienia chłopcy, zasnęli jak dzieci. Nie zorientowali się, że na pokładzie był ktoś jeszcze. A tych ktosiów było więcej niż jeden. Cztery hippocampy, pół kobiety, pół konie morskie, spoglądały na śpiących tęsknymi ślepiami.

Upewniły się, że Hektor trwa przy sterze na erotycznym haju i błoniastymi palcami zaczęły badać przyrodzenia Parysa, potem Achillesa.

Że też musimy szukać ludzkich samców dla naszych jajeczek! Wstyd! – marudziła jedna, sprawdzając średnicę gardła Achillesowego ptaka. – Jak mu w to wcisnąć nasze hipciocampusie?

Wszystko przez te syreny! – wtrąciła się druga, śliniąc palec, by wcisnąć go w przedłużenie Parysa. – Zwabiły naszych panów śpiewem i zrobiły z nich sługusów. Masz rację, tędy nie zmieścimy jajeczek. Gdzie ludzie mają torby lęgowe?

Może to wcale nie ten otwór? – szepnęła trzecia, dłubiąc Achillesowi w nosie. – Nie, ten też nie.

A ten? – Czwarta i chyba najgłupsza, zaczęła grzebać Parysowi w pępku.

Ty to się lepiej nie rozmnażaj wcale – zaskrzeczały trzy pozostałe.

Zaczęła się między nimi kłótnia szeptana, a słownictwo hippocampy miały niewybredne.

Dziwny dźwięk je wystraszył. Zamilkły, strzygąc uszami.

Po chwili znów to usłyszały: frrrrrrrsssss.

Siostry, to stąd! – Pierwsza wskazała powiewające sukno na udach Parysa. Ledwo minął moment i ich uszy po raz trzeci dosłyszały syczenie.

Druga Hippocampa nie wytrzymała z ciekawości, przewróciła Parysa na brzuch, unosząc sukno szaty.

Aha! Stąd ta bryza! – Tryumfowała, rozchylając męskie pośladki.

Myślisz, że się nada? – spytała trzecia.

Czwarta bez zastanowienia wyciągnęła jajeczko z dziurki na brzuchu i przycisnęła je do otworu wylotowego Parysa. Pomazała pomarszczoną skórę swoją sakwową mazią, po czym z impetem wpakowała Parysowi całe jajo.

Weszło z trudem, ale przynajmniej szybko nie wyjdzie – szepnęła z dumą.

Pozostałe zachęcone poczynaniami trzeciej, nie marnowały czasu. Każda z nich chciała przynajmniej po dwoje potomków.

U tego już pełno – zauważyła pierwsza, podtrzymując jajo, które co chwila wyskakiwało spomiędzy pośladków Parysa.

Ładujemy w tego. – Czwarta obróciła Achillesa na brzuch i bez uprzedzenia wcisnęła w pupę samca aż trzy jaja.

Pięć minut później, na pokładzie nie było śladu po pasażerach na gapę, poza jajkami nieśmiało zerkającymi z otworów śpiących chłopców.

Pierwszy obudził się Hektor. Gładką taflę wody bez żadnego bałwana skwitował głośnym:

Neptun! Ty Fuju!

Przechylił się przez burtę i wygrażał bogu mórz oraz oceanów. Swymi fekaliami językowymi obudził towarzyszy podróży.

Parys uniósł głowę, czując dziwne ciągnięcie zwieraczy. Od razu pomyślał, że nie powinien pić tyle z tym ścięgnem.

Wykorzystał mą słabość do winogonu, dziadyga, pomyślał, wpatrując się w leżącego obok zwężonymi oczami podejrzenia. Nie wiedział, że podobne myśli Achillesa, krążą wokół przyczyny dyskomfortu jego własnego siedzenia.

Chłopcy ze wstydem ruszyli każdy w inny kąt galery.

Hektor nie dawał za wygraną. Ostatkiem sił wydarł się:

Neptun! Ty dziwko Posejdona!

Nagle chmury zasłoniły niebo, a woda nieopodal zawrzała, tocząc pianę i puszczając bańki. Wszyscy trzej stanęli jeden obok drugiego, obserwując wynurzenie boga wody.

Czego?! – wrzasnął olbrzymi mężczyzna, wyciskając brodę.

Siedzimy tu już wystarczająco długo. Może byś dmuchnął wiaterkiem w żagle? Albo skoczył na bombę z jakiejś chmury, żeby poniosła nas fala? – Hektor wyznaczył siebie na reprezentanta trójki żeglarskiej.

Źle wam tu? Za tamtą skałą są syreny, możecie wpław płynąć do nich.

Nie! Płyniemy do Heleny.

Do Sparty powiadasz? Niestety nie mogę pomóc. Hippocampy mają ze mną układ. W czasie tarła zostawiam im żeglarzy, a one w zamian, przez resztę roku, prasują mi łuski i pucują trójząb, że o czesaniu brody nie wspomnę.

No to sprawa załatwiona. Przekonamy hippocampy, żeby nas puściły i wtedy dmuchniesz nam w żagielki. Tak?

Nie puścimy! – zaśpiewały wszystkie cztery.

Do porodu tylko – tłumaczyła trzecia z prawej.

Jakiego porodu? – zainteresował się Hektor.

Spójrz na te dwie ptasie kupy obok ciebie – zaśmiał się z bladości Parysa i Achillesa, po czym zwrócił bezpośrednio do nich. – Nie rozerwało wam jeszcze tych bladych dupeczek?

Chłopcy spojrzeli po sobie, a w głowach układali puzzle zagadki niekomfortowego anusa.

Ach tak?! – oburzył się Parys. – To ja już rodzę.

Spiął wszystkie swoje mięśnie, aż spurpurowiał na twarzy. Usta mu posiniały, lecz po chwili uczucie ulgi i odprężenia zagościło na jego twarzy. Podniósł jajo wielkości pięści, po czym cisnął nim w hippocampy. Jego śladem podążył Achilles.

Nie! – Łkały samice, łapiąc swoje potomstwo. – Neptunie! Zgnieć ich! Zmiażdż! Utop! – zawodziły.

Boguś  tylko śmiał się wniebogłosy.

Rozpowiemy wszystkim, co robisz Posejdonowi! – zagroziły, psując Neptunowi humor.

Z wyrazem obrzydzenia uderzył pięścią w taflę wody, czym wywołał olbrzymią falę.

Hektor od razu skoczył za ster. Parys z Achillesem rozpostarli żagle w nadziei, że jeszcze dziś dopłyną do Sparty.

Nadzieje te okazały się płonne. Fala opadła na statek niczym młot. Roztrzaskała wszystko, co się dało, a mężczyzn porwała w ciemne odmęty.

* * *

Achilles ocknął się, słysząc bębny, rogi i śpiewy.

Impreza? Jesteśmy na kwadracie Dionizosa, czy co?

Głowa samoczynnie kiwała się w rytm muzyki i z takim przytakującym uśmiechem rozglądał się za towarzyszami. Tuż po prawej leżał Parys, na plecach, prawa noga zgięta w kolanie, a druga, oparta o to kolano, kołysała się zgodnie z muzyką jak ręka dyrygenta.

Idziemy? – zapytał Achilles rozochocony wieloma sopranowymi głosami pięknie podkreślanymi przez rogi.

Idziemy! – Parys wstał i otrzepał się z piasku plaży. – A gdzie mój brat?

Obaj przebiegli wybrzeże wzdłuż i wszerz, ale Hektora nie było.

Myślisz, że już się bawi? Bez nas?

Achilles uniósł ramiona, wyrażając "nie wiem", po czym ruszył pomiędzy gęste palmy, śledząc echo muzyki.

Parys szedł tuż za nim, lecz czujnie się rozglądał, chcąc znaleźć jakiś trop Hektora. W końcu wbił nos w kark swego przewodnika, gdyż ten stanął nagle, milcząc.

Patrz – szepnął Achilles, wskazując na sylwetki w oddali. – Biorę tę z kokosami na cyckach i spódniczce z trawy.

Wszystkie mają kokosy i trawę.

Ale ta ma największe kokosy. – Ślinił się ścięgnowy.

I jak widzę, to potrzebuje też najwięcej trawy. Nic dziwnego, że tu same palmy, pół wyspy wykosiła.

Nagle spadła na nich sieć, a zewsząd pojawiali się tubylcy. Mówili w swoim dialekcie, cmokając i pogwizdując. Ani Achilles, ani Parys, nie byli w stanie zrozumieć, o czym tak emocjonująco dywagują.

Lokalni związali swych gości jak szynki, przyczepili do długiego drąga i nieśli niczym przyprawionego wieprza, gotowego do przypiekania. Podróżnicy byli tym podobieństwem srodze zaniepokojeni, bo oto w planach mieli nadziewanie rodowitych wyspczanek na swoje drągi, tymczasem, wyglądało na to, że sami zostaną nadziani i podani kokosowym paniom na pożarcie.

Wniesiono jeńców na środek osady, po czym rzucono nimi na ziemie. Zakneblowani rozglądali się, puszczając oczka do zainteresowanych kobiet. Mieli cichą nadzieję na ratunek za sprawą którejś niewiasty oczarowanej ich urokiem.

Sześcioro mężczyzn przyniosło tron, a wraz z nim króla lub wodza; czymkolwiek on był, wyglądał na najważniejszego na wyspie. Skinieniem ręki rozkazał rozkneblować więźniów i przemówił w dobrze znanym im języku.

Skąd przybywacie?

Z Iliady – wyrwało się Achillesowi.

Parys skoncentrował się na wzrokowym poszukiwaniu brata, więc zostawił dyplomację towarzyszowi niedoli.

Jak nas znaleźliście? Przybyliście po złoto?

Jakie złoto? – zainteresował się, lecz widząc gniew na licu wodza, zakończył temat skarbu. – Statek zatonął, a rozgniewane fale wyrzuciły nas tutaj.

To świetnie się składa! Dziś dzień błagalny, będziemy upraszać wulkan, by nie wybuchł. W programie imprezy jest uczta!

Ale nie z nas? – dopytał zaniepokojony Achilles.

W odpowiedzi wódz wskazał ręką olbrzymie palenisko i skwierczącego na nim dzika. Jednocześnie rozkazał uwolnienie przybyszów.

Ja dziękuję za ucztę, nie skorzystam. Muszę znaleźć brata.

Myślę, że my już go znaleźliśmy.

Strażnicy wyprowadzili związanego Hektora pomalowanego we wszystkie kolory tęczy. Parys od razu doskoczył do niego, a upewniwszy się, że nic mu nie jest, postanowił go uwolnić. Strażnicy dźgnęli go dzidami, zakazując manewrów wyzwoleńczych.

To nasza ofiara dla wulkanu – wyjaśnił wodzu.

Ale to mój brat! Nie możecie tak po prostu wrzucić go do wulkanu!

Możemy!

Wcale, że nie! – wykrzyczał Parys.

W takim razie zawrzyjmy układ: uwolnię ofiarę, jeśli jeden z was zadowoli moją kochaną nałożnicę.

Przy wodzu stanęła okrągła jak słońce kokosanka, która już wcześniej wpadła Achillesowi w oko. Ten od razu zgłosił się na ochotnika. Przygotowano dla kochanków chatę, podczas gdy wszyscy trzej posilali się w czasie uczty.

Achilles rzucał zalotne spojrzenia dziewczynie i obdarzał ją uwodzicielskim uśmiechem ku uciesze wodza. Miewał piękne, szczupłe i niezwykle smukłe kochanki, lecz od czasu usłyszenia plotek odnośnie do okrągłych kobiet, intrygowały go takie przysadziste uda.

Zazwyczaj krępował się i wstydził zagadać do reprezentantki kategorii wagowej sumo, żeby nie popsuć sobie opinii konesera kobiecego piękna.  Tymczasem wiedział, że ani Parys, ani Hektor, nie będą rozpowiadali tego incydentu. Parys, bo przeżyli wspólnie kilka kompromitujących historii; Hektor, bo czyn ten uratuje mu życie.

Nadeszła noc. Wprowadzono kochanków do chaty igraszek. To znaczy, wprowadzono Achillesa, Fenelopena została praktycznie wturlana i cały zastęp wyspczanek pomagał jej położyć się na brzuchu.

Podoba mi się to! – zawołał Achilles, podnosząc z podłogi kajdany.

Myślał, że takie zniewolenie kochanki podsyci jego pożądanie. Tymczasem, kobiety odebrały mu kajdany i przytwierdziły je u jego kostek w taki sposób, by nie mógł odejść od łóżka na krok.

Oj! – jęknął zaniepokojony.

Fenelopena zafalowała sadełkiem, rozkładając nogi. Niestety Achilles nie mógł odnaleźć jej kokoszki, choć przewalał zwały skóry i tłuszczu aż pot zabłyszczał na skroni. Kobieta buła przewróciła się na plecy, po czym zebrała sadło brzuszne do góry, ułatwiając kochankowi zadanie.

Było ciemno, więc jak tylko Achilles odnalazł dziurę, to wypełnił ją sobą bez zbędnych ceregieli. Olbrzymie uda otuliły całe jego lędźwie. Głaskał Fenelopenę po fałdach, wijąc się niczym węgorz.

Po trzech godzinach igraszek myślał, że zejdzie z tego świata na zawał. Doszedł już pięć razy, a szanowna okrągłość nawet nie jęknęła.

Nie wiem, jak mam cię zaspokoić – wysapał ostatkiem sił, upadając na kolana.

Fenelopena z trudem wstała i kiwając się na boki, stanęła za plecami Achillesa. Popchnęła go brzuchem na łóżko tak, że wypięta pupa Achillesa odbijała światło księżyca swoją bladością.  Uniosła brzuch, po czym zarzuciła nim na plecy kochanka.

Aj! Ty uważaj! – warknął. – Ja nie Atlas!

Nagle poczuł jakieś ciągnięcie swego otworu wylotowego, potem wtargnięcie w niego czegoś całkiem sporego. Wtedy Achilles zorientował się, że pipki znaleźć nie mógł, bo jej nie ma, a fałdy, które tak zawzięcie przerzucał, były torbą z jajami!

Tylko wstyd hamował go przed krzykiem o pomoc. Oczy dostały wytrzeszczu, informując, iż osiągnął limit swego wypełnienia. Uciec nie miał jak, bo jak? Nogi przykute do łóżka, na plecach tona sadła, a po godzinach posuwania sił brak. Całe szczęście szybko stracił przytomność.

Rano wyprowadzono Fenelopenę szczęśliwą i promieniejącą. Zaraz po niej wyniesiono ledwo zipiącego Achillesa.

Hektor, zobaczywszy, w jakim stanie jest jego wybawca, wyobrażał sobie ze współczuciem, jak ciężka to musiała być noc, lecz żadne z tych wyobrażeń nie było bliskie tragicznej prawdzie. Dziękował majaczącemu z wycieńczenia przyjacielowi, podając mu pić.

Moja ukochana jest przeszczęśliwa. Dorzucę wam zatem nowy statek i pobłogosławię jedną z naszych kobiet. – Zaordynował wódz.

Nie! – łabędzi krzyk wyrwał się z piersi leżącego na noszach Achillesa, nim znów odpłynął w strefę snów.

Niczego nieświadomy Parys, wybrał wyspianeczkę, która najbardziej mu się podobała i pomógł Hektorowi wnieść na statek nosze z Achillesem.

Nim wypłynęli wystarczająco daleko, by stracić wyspę z oczu, Parys zaprosił swoją wybrankę pod pokład. Starszy brat czuwał przy sterze, szczęśliwy, że znów z każdym podmuchem wiatru jest bliżej Heleny.

Wyobrażał sobie, jak pieściłby tę ciasną dziurkę palcem, żeby nie zrobić jej krzywdy. Planował, którą pierś będzie ssał najpierw i jaką podróż odbędzie jego język, by odnaleźć kotlinę radości tuż za lasem łonowym.

Przeraźliwy krzyk wyrwał go z tych marzeń. Parys wyskoczył na pokład jak oparzony, a zaraz za nim, wyspianeczka z kutasem uniesionym aż do kokosów.

Hektor przez chwilę śmiał się z ganiającej po statku pary, lecz żal mu się zrobiło brata. Po incydencie z hippocampami istniało ryzyko, że Parys mógłby mieć post traumatyczne problemy ze wzwodem, a tego Hektor nie życzył najgorszemu wrogowi.

Kiedy młodszy z braci szamotał się, próbując uratować swoje dupsko, starszy zakręcił gwałtownie sterem. Statkiem zabujało, co Parys wykorzystał, wyrzucając swą wybrankę z pytonem do cycków przez burtę.

Dobrą chwilę spoglądał w wodę, po czym wrócił do obowiązków szczura morskiego, unikając kontaktu wzrokowego z Hektorem.

* * *

Płynęli już kilka dobrych godzin, kiedy dostrzegli na horyzoncie migoczący w oddali ląd. Hektor, pełniący zacną funkcję kapitana, objął kurs na kolejną wyspę, która „stanęła” na ich drodze.

Matołki, podnosić zady! – zakrzyknął, przyglądając się wyspie.

Czy my się na niej zmieścimy? – spytał z powątpiewaniem w głosie Achilles, który już zdążył zregenerować się po traumatycznych przeżyciach z Fenelopeną.

Zawsze możesz łapać ryby na swojego drąga, staniesz w wodzie i po problemie. – Parys poklepał przyjaciela po plecach.

Tam stoi jakaś chata – słusznie zauważył Hektor, schodząc na ląd. Towarzysze doli i niedoli zaraz dołączyli do niego.

Ja zajmuję najlepszą komnatę! – odezwał się Parys z uśmiechem na ustach.

Już prawie zapomniał o ataku na swój tylny otwór. Czasami tylko wzdrygał się jeszcze odrobinę.

Zaprawdę, będziesz miał w czym wybierać… – Achilles przyjrzał się z bliska rozpadającemu się domostwu.

Dach z jednej strony był zapadnięty, w ścianach znajdowało się mnóstwo szpar. Z pewnością nie było to lokum godne takich herosów.

To, co Parysie? Wchodzisz pierwszy? – Achilles pchnął go do przodu. – Chciałeś najlepszą komnatę, to wybieraj – dodał zachęcająco, widząc nietęgą minę królewskiego potomka.

Kogo niesie? – Z głębi chatki usłyszeli melodyjny głos.

Cała trójka uśmiechnęła się do siebie. Właścicielką tak cudnego głosiku z pewnością musiała być urodziwa dziewka. Parys zachęcony tą wizją pchnął ledwo co wiszące drzwi. Te spadły z głośnym hukiem na glinianą podłogę.

Na skurwiałego Aresa! – zawył głos ze środka. – I jak ja mam to teraz zreperować?

Coś stęknęło wewnątrz i panowie usłyszeli szudranie po podłodze. W końcu ich oczom ukazała się kobieta. Chociaż może było to określenie nad wyraz optymistyczne. Z wyglądem standardowej panny raczej niewiele miała wspólnego.

Eeee? – wydukał Hektor, odsuwając się lekko do tyłu.

– Kali mówić? – spytał go babsztyl, bo tak właśnie wyglądała nadobna dziewoja.

Kiedy uśmiech zagościł na jej twarzy, cała trójka jeszcze bardziej cofnęła się. Na środku wisiał jeden, samotny, zżółkniały ząb i po bokach można było dojrzeć ze dwie sztuki.

Pod szatą, jaką straszydło miało na sobie, coś się uwypuklało, począwszy od momentu, gdzie powinien zaczynać się biust. Te linie podążały w dół, aż do brzucha. Twarz była porośnięta brodawkami.

Kim jesteś? – spytał Achilles, chociaż nie był pewien, czy chciałby poznać odpowiedź.

Jam ci Ariadna – zakomunikowała im, uśmiechając się ponownie. W żołądku Parysa coś niebezpiecznie zabulgotało. – A wy, przystojni chłoptasie? – spytała, posyłając zachęcające spojrzenie. – Zbłądziliście?

W zasadzie to… – zaczął Parys, usiłując powstrzymać zawartość żołądka, która wracała tą samą drogą, którą dostała się do środka.

Jesteś chory? – Ariadna pośpiesznie ruszyła do niego, przykucając obok Parysa, który pozbywał się tego, co zjadł na statku. – Mam wspaniałe lekarstwo, które pomoże ci na twoje dolegliwości.

Co to za lekarstwo? – spytał Hektor, który starał się nie zbliżać za bardzo do Ariadny.

Skuteczne kochaniutki, oj skuteczne! – Babsko wskazało w stronę chałupy. – Jest w środku, w izbie po lewej stronie. Przyniesiesz?

On przyniesie! – Hektor pchnął lekko Achillesa, który spojrzał na kompana z oburzeniem.

Ja? Dlaczego ja?

Bo ty… – Hektor gorączkowo starał się wymyślić wiarygodny powód. – Bo ty zostałeś stworzony do tego!

Pośpieszcie się! Wasz przyjaciel zaraz wyrzyga swoje własne płuca – mlasnęła, głaszcząc z zadowoleniem Parysa po plecach.

Oby szparka Heleny była warta tego wszystkiego! – wrzasnął Achilles i puścił się biegiem do wnętrza.

Panujący tam smród zatrzymał go na chwilę i sam poczuł, że jego żołądek również zaczął się buntować. Zatkał nos i z rozpaczą rozejrzał się po wnętrzu.

Kiedy zlokalizował lekarstwo, złapał je i wybiegł na zewnątrz, łapiąc potężny haust powietrza. Podał je Ariadnie, która przytkała butlę do ust Parysa, kiedy ten trzymał się za brzuch.

Przytrzymywała go, żeby nie uronił ani kropli. Gdy puściła go wreszcie, Parys opadł bez życia na piasek.

Zabiłaś mojego brata! – Hektor zaczął podskakiwać jak koczkodan, wyrażając w ten sposób swój gniew.

Spokojnie, twój brat śpi. Możesz sprawdzić! – Ariadna znów się uśmiechnęła, odsuwając się od leżącego Parysa.

Hrrrrrrrrrrrr! – Zachrapał, a Achilles wzruszył ramionami. Udało mu się opanować torsje.

Babsko prawdę rzecze. Śpi jak suseł.

– Wy też wyglądacie na bladych, moi mili. Napijcie się odrobinkę, to unikniecie losu twojego brata – rzekła do Hektora, który patrzył na nią nieufnie.

Mam to wypić? – Achilles wziął butlę w dłoń i powąchał zawartość.

Gdy go jego nozdrzy dotarł wielce aromatyczny zapach, pociągnął wielki łyk. Zdążył jeszcze uśmiechnąć się błogo, po czym padł obok Parysa. Butel przewrócił się i część zawartości wsiąkła w piasek.

Co za pizdokleszcz! – Ariadna w pośpiechu chwyciła go i przytuliła do piersi jak małe dziecię. – Pij, bo wiele nie zostało! Prześpisz się trochę, jak twoi kamraci, odpoczniesz, a rano poczujesz się jak nowo narodzony. Słowo Ateny!

Nie jestem pewien… – Hektor z powątpiewaniem spoglądał na śpiącego brata oraz Achillesa.

Czy to aby było bezpieczne, żeby zostawać tutaj na noc? Może powinien ich zbudzić, żeby w trójkę wrócili na statek?

Ale z drugiej strony, co im groziło od tej karykatury kobiety? Nie namyślając się dłużej, poszedł w ślady Parysa i Achillesa.

Już nie czuł, jak upadł, przez cały czas trzymając kurczowo butel przy piersi, który był już pusty.

Zadowolona Ariadna podeszła do niego i odrzuciła gdzieś na bok puste naczynie. Podśpiewując coś pod nosem, usiadła po turecku i czekała, aż towarzysze się pobudzą.

Nie minęło pół godziny, a Parys ziewnął głośno i otworzył oczy. Usiadł, otrzepując włosy i szatę z piachu i rozejrzał się dookoła.

Nadal znajdowali się na wysepce, do której dotarli tego wieczoru. Hektor spał obok, Achilles z drugiej strony. Obaj pochrapywali donośnie.

Wtem usłyszał hałas i obejrzał się za siebie. Z rozwalającej się chaty wyszło najpiękniejsze dziewczę, jakie tylko stąpało kiedykolwiek po ziemi. Aż rozdziawił paszczę na ten cud stwórcy Zeusa.

Panie, obudziłeś się już? – zapytała, podchodząc. Jej biodra kołysały się w magicznym rytmie, który sprawiał, że pragnął ją posiąść.

Kim jesteś? I gdzie ta szkarada, Ariadna? – Przyglądał się, jak ogromne i jędrne cyce kołysały się pod tuniką, w którą dziewczyna była odziana. Jego szpada natychmiast się uniosła.

Ariadna? Nie znam takiej. Jestem Brunchilda – odpowiedziała tak cudownym głosem i z lubieżnym uśmiechem. Podeszła do Parysa tanecznym krokiem i pchnęła go, aż wylądował z powrotem na plecach. Wtem dopadła go jak narowistego konia i zaczęła ujeżdżać niczym dzika amazonka. Parys stękał, jęczał, przy okazji łapiąc za potężny biust. W końcu zalała go fala przyjemności.

Te, Parys! Skąd żeś wziął tę dziewoję? I to jeszcze taką śliczniutką? – Padło pytanie z ust Achillesa, który również odzyskał przytomność.

Jestem Brunchilda – przedstawiła się, łapiąc naprędce za krocze Achillesa i ściskając je lekko. Maszt herosa stanął w kilka sekund.

Achilles jęknął i stęknął jak Parys, gdy ciepłe łono otoczyło jego najbliższego kompana. I on pomacał sobie odpowiednio ujeżdżającą go kobietę.

Przymknął oczy na moment, a kiedy je otworzył, wrzasnął jak opętany. To Ariadna go ujeżdżała, podskakując wesoło. A on namiętnie ugniatał jej, obwisłe do pasa, cyce.

Drąc się jak obrzynany ze skóry, zepchnął ją z siebie, aż wylądowała opasłym dupskiem na piachu.

Co tu się dzieje? – Hektor, który doszedł do siebie, przecierał oczy z niedowierzaniem. Czy to był sen, czy Achillesa ujeżdżała porośnięta brodawkami na twarzy szkarada?

Kuźwa pieczysta! Ostatnio mój eliksir zadziałał dłużej! – załkała Ariadna, wstając na równe nogi. Trzej towarzysze odskoczyli na bezpieczną odległość. Parys i Achilles z obrzydzeniem pomyśleli, że jeszcze chwilę wcześniej ich penisy torowały sobie drogę w zarośniętej i brudnej piczce Ariadny.

Ratuj się, kto może! – zawołał Hektor z przerażoną miną, że on mógłby być następny.

W te pędy ruszył biegiem do statku, pozostawionego tuż przy brzegu. Pozostali nie czekali na zaproszenie. Niczym wytworni maratończycy wbiegli na pokład i czym prędzej odpłynęli, ryzykując rozbiciem się żaglowca o skały w nocy.

* * *

Spartańskie porty przywitały podróżnych festynem. Muzyka huczała, obywatele tańczyli, winogon lał się strumieniami.

Achilles i Parys gotowi do ucztowania, poganiali Hektora parkującego statek.

Mam nadzieję, że są tu normalne niewiasty – Parys drapał się po dzwonku.

I szczupłe – dodał Achilles, rozcierając pośladek.

Kolejnego załadunku na zaplecze nie zniósłby żaden z nich.

Jak tylko stanęli na suchym lądzie, porwał ich wir paradujących.

– Na czyją cześć to party? – spytał Hektor, krzycząc do jednego z imprezowiczów.

Odpowiedzi nie dostał, albowiem zapytany wcisnął mu na twarz płótno z kolorowym malowidłem i dalej tańcował. Parys przyjrzał się odciśniętemu na twarzy brata obrazowi i zaczął się śmiać, pokazując palcem rozmazane dzieło sztuki.

Hektor przyglądał się chwilę, ale nie zrozumiał, o co chodzi Parysowi. Dopiero Achilles zlitował się nad kolegą. Podszedł i ile sil w płucach wrzasnął:

Masz na twarzy cipkę!!!

Krzyk ten niósł się echem, bo nagle muzyka ucichła. Wszyscy uczestnicy zrobili tunel wzdłuż drogi, każdy spoglądał z pogardą na trzech intruzów, zakłócających ciszę.

Achilles i Parys wydawali się zawstydzeni, ale nie Hektor. On już zauważył Helenę.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Ktoś tu Hektora faworyzuje :))

  2. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Cnota popłaca, rozpusta szkodzi 😀
    Mam nadzieję, że w kolejnej części panowie będą mieć inne przygody, bo tego wrażania różnych rzeczy w tyłki mam już przesyt.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      W przypadku naszych bohaterów masz absolutną rację 😁
      Przygód im nie zabraknie , a i tyłki będą już bezpieczne 😅

  3. A
    Ania
    | Odpowiedz

    Z achilesem tak brzydko postąpić? Nieładnie.. 😀

    • A
      Ania
      | Odpowiedz

      Sory, duże A mi uciekło :))

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Ciekawość to pierwszy stopień do piekła i nawet herosa nic przed tym nie uchroni 😂

  4. M
    MartiPe
    | Odpowiedz

    Coś czuję że Helena będzie musiała wybrać kogo chce wpuścić do swojej ciasnej dziurki bo trzem nie da rady 😀

Napisz nam też coś :-)