Poszukiwany, poszukiwana (I)

with 7 komentarzy

Poszukiwany poszukiwana opowiadanie z humorem i sporą dawką erotykiDobra. Czas zacząć coś nowego, co łazi mi po głowie. Do "Pomyłki" wrócę, ale muszę przemyśleć. Jeśli pociągnę ją na siłę, to wyjdzie totalny gniot. Zdechła już raz, by po czasie odżyć. Teraz jest ta sama sytuacja.
Czas na inny nastrój. Trochę komedyji potrzebuję 😀
Gagi stare, jak świat i pewnie z pięć filmów można w nim znaleźć, ale kocham te gagi.
Ani słowa więcej wstępu, co by nie zdradzić zbyt wiele 🙂
Ostrzegam, że sporo przewinie się wulgaryzmów, czyli bądź co bądź, potocznego języka ojczystego.
Miłego.

Coś straszliwego dudniło mi w uszach. Jakby burza z piorunami. Chciałem otworzyć oczy, lecz one chciały inaczej. Miałem zamiar odgonić źródło hałasu, wydrzeć się na nie, ale język przysechł do podniebienia i zmienił się w kołek. Próbowałem machnąć chociaż ręką, lecz ona również się zbuntowała i nie działała.

- Cicho, kurwa – wybełkotałem w końcu niewyraźnie.

Powoli wracałem do rzeczywistości. Udało mi się rozkleić jedno z oczu i stwierdzić nadmiar głośnego ciała w szympansie kucającym przede mną, a właściwie nad moim ciałem.
Bolały mnie plecy i zdrętwiała szyja, że nie wspomnę o ramionach, których właściwie nie czułem.
Co ja gadam! Czułem je, jakby mi stado mrówek obgryzało skórę na całej długości kończyn górnych.

- Czego kurwa? - zapytałem nader uprzejmie.
- Anka dzwoni! - Wdarła się w obolałe uszy mało jasna odpowiedź.
-  No i super. - Przyjąłem informację i zamierzałem odpłynąć w leczniczy sen, lecz szympans ujadał nade mną nadal.
-  Obudź się durny chuju, bo twoja siostra wyje mi w telefon! - Ten ryk obudziłby umarłego.
- Dobra – sapnąłem, starając się przywrócić połączenia nerwowe między mózgiem, a resztą ciała. - Daj mi chwilę.

Skupiłem się z ogromnym wysiłkiem nad przywróceniem sobie władzy w nogach, plecach i choćby jednej ręce. Drugą pocierałem twarz, by ożywić krążenie i w tej partii ciała.
Usiadłem z nieziemskim wręcz wysiłkiem, sięgnąłem po niedopitą i smętnie przewróconą butelkę wody mineralnej, by opróżnić jej plastikiem uwięzioną zawartość, w jednym zassaniu wyschniętego gardła.
Powoli rejestrowałem szczegóły otoczenia. Puste butelki i puszki po piwie, walające się w różnym układzie na stoliku, podłodze, kanapie i każdej właściwie powierzchni, na jakiej dało się je postawić.
Gruba impreza wczoraj musiała być i tylko nie wiedziałem, w którym momencie urwałem się z tej rozwałki. Za wcześnie na pewno, ale to pewnie przez moją posturę i nietolerancję alkoholu.

No dobra, nie umiem pić. Jestem drobny, jak na faceta i szczupły. Jedynym rejonem ciała, w którym natura mi to zrekompensowała jest to, poniżej pasa. Co z tego, skoro laski wolą mięśniaków. Postawny samiec z rozbudowaną klatą jest o wiele bardziej magnetyczny, niż ten niezbyt wysoki. Co w końcu z tego, że mam konkretne wyposażenie, skoro do jego użycia należy się najpierw dostać w słodkie rejony między udami dziewczyny?
Byłem tam już, posmakowałem, spodobało mi się, lecz czułem, że nie odkryłem całej z nią związanej słodyczy. Cóż, Puchatek też szukał miodku i zazwyczaj boleśnie pokąsany przez pszczoły, użalał się nad sobą.
Nie! On jednak dostawał swój garnczek miodu...

- Czego ta debilka chce? - Musiałem się zainteresować siostrunią, w przeciwnym wypadku nie dałaby mi żyć. - Struna w skrzypcach jej pękła i mam znaleźć nową?

Gdy Anka coś sobie usrała, to nie było mocnego na jej chcenie. Musiałeś jej ulec i spełnić życzenie, w przeciwnym razie groziła ci śmierć wywołana wykrwawieniem się z powodu wywiercenia przez nią dziury w brzuchu.

- To coś poważnego... - Tajemniczo odparł Szymon. - Ona płacze i zachłystuje się nawet. Inaczej, niż zwykle.

Oho! Anka zepsuła, lub straciła swój instrument, gdyż tylko ten fakt mógłby ją doprowadzić do takiego stanu.
Dobra, czas na działanie. Smarkata idiotka potrzebuje silnego braciszka.
Znowu. Fok...

- What's up, smarku? - Zagadnąłem zwyczajowo w słuchawkę.
- Mateusz... - Dobiegł mnie jej zasmarkany szloch. - Narozrabiałam bardzo...
- Czyli? - Jak zwykle musiałem to z niej wyciągać. Nudne się robiło swoją schematycznością.
- Przyjedziesz? - Cichutka prośba, której oczywiście nie mogłem odrzucić.
- Godzina. - I rozłączyłem się.

Teraz, na spokojnie oceniałem malowniczą demolkę wokoło.
Musiało się dziać. Musieli się nawet grzać!
Skąd wiedziałem?
Smętnie wiszący na oparciu kanapy różowy stanik i opakowanie po prezerwatywie na dywanie. Nie! Opakowania!
A ja kurwa spałem...

Prawie na czworaka dobrnąłem do łazienki, a w tej stwierdziłem więcej opakowań po kondomach.
Zakląłem, odkręciłem kran i wsadziłem głowę pod zimny strumień wody.
Pomagało. Cuciło, budziło i ożywiało.
Trzy minuty krioterapii, przy użyciu lodowatej cieczy chłodzącej kark, oraz głowę i mogłem ruszać na ratunek tej ułomnej istocie.

Dwadzieścia sześć lat, tytuł magistra i nie do końca sprecyzowany pomysł na życie.
Zdolny leń – oto moja wizytówka.
Wszystko, czego się uczyłem, zdawałem celująco i zbytniego wysiłku do tego nie przykładałem. Nudziła mnie „zwykła” praca, więc znalazłem sobie alternatywę. Alternatywa zakładała niewielki wkład pracy i wielkie efekty. Płynąłem sobie po powierzchni dając korki, pisząc innym prace i łapiąc czasami fuchy różnorakie.
Nie mogłem narzekać.

Godzinę później, w jako takim stanie fizycznym stałem przed drzwiami rodzinnego domu, czekając na odzew za drzwiami. Musiało być naprawdę ostro, gdyż wystarczył jeden dzwonek do drzwi, a po chwili usłyszałem tupot zbiegającej po schodach Anki. Otworzyła drzwi i wyglądając przez nie, jakby szukała zagrożenia, wciągnęła mnie szybko do środka.

- Dobrze, że jesteś – sapnęła.
- Powiesz w końcu o co chodzi? - Wkurzała mnie swoją teatralnością. - Kaca mam i niezbyt jasno myślę, więc streść się i nie obudowuj zbytnio w szczegóły, bo mogę się w międzyczasie wyłączyć.
- Dobra. - Zbyt grzeczna była, więc musi być grząsko. - Chodź do kuchni, zrobię ci kawę. Rodziców nie ma.

Oho! Musi być bardzo źle, skoro chce mi zrobić kawę!

- Rób i mów. - Opadłem ciężko na krzesło, które pamiętam jeszcze z dzieciństwa.

To na tym krześle siedziałem z mamą  wbijającą mi do głowy tabliczkę mnożenia. Siedziała oczywiście obok.

- Chciałam zarobić, bo jak wiesz nie mam za bardzo możliwości dorobienia po szkole, czy raczej w międzyczasie szkół. - Sypała kawę do czajniczka i trochę za bardzo skupiała się na tym zajęciu. - Koleżanka zaproponowała mi przewiezienie przesyłki i zrobiłabym to, ale ta w międzyczasie zginęła. Myślałam, że to nic poważnego, ale później w szkole podeszło do mnie dwu takich i zapytało o towar i wtedy się wystraszyłam i skłamałam.

Zamilkła, a w moim zmąconym umyśle wyświetlił się wykrzyknik. Towar, dwóch gości, równa się narkotyki!

- Jak to zginęła? - wycedziłem przez zaciśnięte zęby. - Co w niej było?
- Nie wiem co było, a zginęła normalnie – stwierdziła, jakby faktycznie normalnością było zgubienie paczki, jak długopisu, lub pudełka z kredkami. - Miałam ją w plecaku, a po lekcji już nie miałam.
- Jakie to było ciężkie? - Kontynuowałem.
- Może z pół kilo... - Zamyśliła się. - A może więcej.

Debilka.

- Jak skłamałaś? - Czułem, że odpowiedź bardzo mi się nie spodoba.
- Że tobie dałam i ty miałeś dostarczyć, bo ja nie mogłam.

Nie patrzyła mi w oczy, bo wiedziała, że się gotuję szybką analizą.
Pół kilo czegoś, zapewne cennego. Ktoś to buchnął, a zasługa spadła na mnie. Nawet, gdybym chciał Ankę wykupić, to cena towaru zapewne idzie w tysiące. Takiej kasy nie ukulam.

- Ile ci zaproponowano? - Musiałem przerwać tok myśli, by nie wpaść w panikę.
- Siedem stów – wyszeptała ze łzami w oczach. - Ja przepraszam. Nie wiedziałam...

Widziałem, że za chwilę znów zacznie ryczeć, lecz wybawił mnie od widoku siostrzanych łez telefon.
Tomek, współlokator dzwonił o tak wczesnej porze? Przecież dopiero południe, a był po imprezie. Niedobrze.

- Stary! - wrzasnął w słuchawkę bez wstępów. - Coś ty nawywijał?
- A co? - Nie chciało mi się artykułować dłuższego pytania.
- Nosz kurwa stancję nam rozpierdolili w strzępy!
- W sensie, że co?
- Przyszło dwóch takich, zapytali o ciebie, później o jakiś towar. Powiedziałem im, że chuja wiem, to rozpieprzyli wszystko w poszukiwaniu jakiejś paczuszki!
- I?!
- I poszli. Nic nie znaleźli. - Podsumował. - Skumałem z ich gadki, że cię poszukają, a jak już dorwą... to lepiej żeby cię nie dorwali.
- Oberwałeś? - Musiałem się upewnić.
- E tam. - Prawie widziałem, jak machnął lekceważąco ręką, jak to miał w zwyczaju. - Ty mi nie raz bardziej przyjebałeś po pijaku. Kufla tylko szkoda, bo mi potrzaskali ulubiony. Skurwiele...
- No i?
- No i lepiej strać się na jakiś czas, a ja wybadam co i jak.

Stracić się. No fajnie.
Gdzie ja mam się stracić? Do rodziców nie mogę, bo to pierwsze miejsce, gdzie mnie będą szukać.
Wynająć coś?
E tam. Żeby wynająć, trzeba płacić. Żeby płacić, trzeba zarabiać.
Bez dostępu do netu nie mam kontaktu z potencjalnymi klientami. Z dostępem, znajdą mnie, jak po sznurku.
Muszę zniknąć, ale jak?

Monika!

- Dobra głupku – zwróciłem się do Anki, która w napięciu odsłuchała moją z Tomkiem rozmowę. - Muszę zniknąć. Ty miej oczy i uszy otwarte na to, co o tym wszystkim gadają w szkole. Podsłuchuj, szpieguj i zapamiętuj. Skontaktuję się z tobą i powiesz mi czegoś się wywiedziała. Rodzicom powiedz, że wyjechałem z jakąś laską do … - Myślałem intensywnie. - Indii! Zapisałem się do kółka odnowy duchowej i szukam wiary. Wiesz, że uwierzą. Improwizuj!

Kiedyś jeździłem z grupą offroadowców po rumuńskich górach i lasach i było cudnie. Zapomniałem tylko uprzedzić o swoim wyjeździe rodziców. Wkurzali się, ale zrozumieli. Przy wypadzie na żagle, bez umiejętności sterowania owym, było już lżej. Teraz powinni przyjąć fakt za kolejny mój wybryk.

Czyli kierunek Monika, a właściwie Marek...

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Aga
    | Odpowiedz

    genialne! śmiałam się od samego początku do samego końca 😀 a jedyne co mi przyszło do głowy po zapoznaniu się z fragmentem (będzie bardzo w jego stylu…. da da da da…) to: “osz ku*wa” 😀

    • Mariet
      | Odpowiedz

      Tytuł; Złoty strzał.

  2. Kajjka
    | Odpowiedz

    Lubimy komedyje 😀 Ja lubię w każdym razie lubię (mów za siebie), a sensownie używane w opowiadaniu wulgaryzmy, bywają niezbędne. Uwaga, będzie wazelina… Jak dotąd, nie natknęłam się u Ciebie no coś, co zostałoby do tekstu wrzucone bezsensownie 😉 Ale co do tytułu to… Jakoś wyjątkowo mało kreatywna w tym względzie jestem, chyba Cię nie wesprę. Będę ino podglądać na sępa coś znów wymyśliła 😉

  3. Asik
    | Odpowiedz

    Fajowe!!! A co do tytułu to do zdjęcia pasuje “Łoś super Ktoś!”

  4. Mariet
    | Odpowiedz

    Kurde. Ten tytuł nie miał być jako odpowiedź do Agi ;x

  5. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Uffff
    Wreszcie se dzisiaj siadłam, kotleta zjadłam i o mało po dniówie w pracy na pysk nie padłam.
    Dawnom takiej przerwy od kompa nie miała, jak dziś 😀
    Dalszy ciąg będzie równie wulgarny, więc przygotujcie się.
    Aga – po co gwiazdki w przekleństwie? Toć to fajne słowo! 😀

  6. […] całości, ale jako że zaczęłam, to kontynuuję. Następnym wpisem będzie zakończenie „Poszukiwany, poszukiwana” (jeśli się oczywiście nic nie […]

Napisz nam też coś :-)