Poszukiwany, poszukiwana (II)

with 12 komentarzy

Poszukiwany poszukiwana opowiadanie z humorem i sporą dawką erotykiDalej nie mam tytułu, ale może to i dobrze. Jak się już wyklaruje, to zmienię je hurtem.
Głupkowatej komedyji ciąg dalszy, więc życzę miłego czytania 😀

- Słuchaj, mam kłopoty – oznajmiłem, gdy już dotarłem do mieszkania Marka.
- No ba! - Wydął usta w dziubaska. - Nic nowego. Mów. - I klapnął na kanapę w panterkę.

Zrelacjonowałem mu w skrócie sytuację, dobierając się przy okazji do piwa w lodówce i sprawdzając na wszelki wypadek datę ważności, gdyż Marek pijał wyłącznie różowe, schłodzone wino. Mawiał, że ten trunek najlepiej oddaje jego wnętrze. Piwo mogło być już po terminie. Nie pił również piwa z prostego powodu. Piwo tuczy, a on dba o linię.

- Faktycznie, musisz zniknąć. - Przytaknął, a długie blond włosy posypały się lokami na twarz.

Odgarnął je zamaszystym ruchem dłoni, błyskając przy okazji srebrnymi paznokciami.

- Ale jak?! - Zamachnąłem się butelką budwara tak, że piana poleciała z szyjki na idealnie biały dywan.
- Dobrze trafiłeś. - Teatralnym gestem założył nogę na nogę, rozpierając się wygodnie na kanapie i pozwalając, by satynowy szlafroczek odsłonił gładkie udo. - Monika ma pomysł i tylko musisz jej posłuchać.
- Wal. - Byłem gotowy na przyjęcie najidiotyczniejszego nawet planu, byle znaleźć jakieś wyjście z sytuacji, a ta nie przedstawiała się różowo.
- Pójdziesz na studia i zamieszkasz w akademiku. - Oznajmił, mrugając dostojnie długimi rzęsami.
- I co mi to da? - Nie rozumiałem ukrytego geniuszu. - Przecież mnie znajdą!
- Nie znajdą, jeśli zmienisz nazwisko. - Przewrócił oczami i westchnął przeciągle.
- A ryja też mam przefasonować? - Wkurwiał mnie niedomówieniami.
- Wszystko masz przefasonować, słodziaku. - Ostentacyjnie poprawił sobie cycki. - Ależ z ciebie ułom.
- Powiesz mi do kurwy nędzy, o co ci chodzi?! - Nie wytrzymałem w końcu i wybuchłem, zapluwając przy okazji przestrzeń przed sobą mieszanką śliny i piwa.
- Pójdziesz do szkoły, zamieszkasz w akademiku, jako Matylda! - krzyknął. - Czy to takie skomplikowane?!
I ty uważasz siebie za błyskotliwego? Jakim cudem piszesz innym prace magisterskie, skoro nie kumasz tego, co do ciebie rozmawiam?!

Oczy wyszły mi prawie z orbit, japa została ze szczęką w dole i żaden inny mięsień nie zadziałał.
Aż dziw bierze, że piwo nie wyleciało mi z ręki na długowłosy dywan Marka.

- Monika! - Zacząłem. - Czy ciebie kurwa do reszty popierdoliło?! To, że ty potrafisz być kobietą nie znaczy, że i ja umiem nią być! To, że oboje mamy fiuta nie znaczy, że ubiorę się w kieckę!!

Prawie gotowałem się wewnętrznie, chodź i zewnętrze musiało bulgotać.

- Normalnie ułom... - Sapnął z niedowierzaniem. - Przecież nie musisz od razu robić operacji plastycznych, dorabiać sobie cycków i brać hormonów. Wystarczy, że trochę cię przerobimy i rodzona matka cię nie pozna, nie mówiąc już o tych osiłkach, które chcą zmielić twoje ciało na kotlety.
- Mam chodzić w kieckach?! - wypiszczałem to pytanie.
- A kiedyś ty ostatnio widział laskę w kiecce? – Zadał rzeczowe pytanie.
- No poza tobą... - Zamyśliłem się, szukając w pamięci obrazka laski w sukience. - No właściwie nie pamiętam.
- No właśnie. - Przytaknął z wyższością. - Ty jednak będziesz musiał zastosować kilka trików, by ci jaj nie było widać. Z tego co pamiętam spod prysznica po treningach, to natura nie poskąpiła mięska w tamtym miejscu?
- No nie. - Przyznałem, czując się co najmniej dziwnie.

Marek był moim kumplem, lecz w pewnym wieku stwierdził, że matka natura pomyliła się, wciskając go w męskie ciało i postanowił to zmienić. Chciał stać się kobietą i każde jego działanie skierowane było na ten właśnie cel. Rodzina na szczęście zrozumiała i nie tępiła za to, lecz wspierała i wspomagała nawet finansowo terapie hormonalne i zabiegi na ciele.
Teraz Marek był bardzo Moniką i świadkiem byłem, gdy w klubie nie raz podrywali go napaleni faceci. Faceci nie świadomi byli tego, co seksowna Monika kryje w majtkach i z zawiścią spoglądali na nasze ożywione rozmowy, okraszone alkoholem. Dla nich siedziałem z super żyletą. Dla mnie to był wciąż Marek i nie potrafiłem o nim inaczej myśleć. Najlepszy kumpel w ciele fajnej laski, a że w majtkach zamiast cipki wystawało coś na zewnątrz..
Cóż, to mój kumpel. Kumplowi nie zagląda się w gacie.

- Opatrzność przywiodła cię do mnie, gdyż jako jedyny z twoich przyjaciół wiem, jak zrobić z tego kobietę. - Wskazał mnie palcem zakończonym srebrnym paznokciem. - Teraz decyduj, czy mój pomysł ci się podoba i czy bierzemy się do roboty. Masz lepszą opcję?
- No nie mam – stwierdziłem smętnie.
- To kiedy zaczynamy? - Wyłamał palce i zrobił to, gdyż wiedział, jak bardzo nie cierpię strzykania strzelających stawów.
- Od razu – wysyczałem przez zaciśnięte zęby.
- Ok. - Wstał zamaszystym ruchem. - Rozbieraj się więc.

Co miałem zrobić?
Wiedziałem, że mam przesrane i jakoś muszę zniknąć.
Marek... Monika podała mi najprostszy pomysł.
Tak sądziłem wtedy, lecz w owym czasie nie potrafiłem wyobrazić sobie komplikacji, jakie wiązać się mogą z tym pomysłem. Gdybym wiedział, pewnie uciekłbym z mieszkania Moniki i oddał się dobrowolnie w ręce zbirów.
Z drugiej jednak strony...

- Najpierw musimy pozbyć się włosów i uprzedzam, że to nie będzie przyjemny zabieg. - Doleciały mnie słowa Moniki, która trzaskała czymś w łazience. - Trzeba je wyrwać, byś przypominał choć trochę współczesną kobietę.
- Wyrwać włosy?! - Brzmiało tragicznie. - Skąd?!
- Z nóg, klaty i przedramion. - Wyjaśnił... wyjaśniła, wychylając głowę z łazienki. - Tylko pierwszy raz jest tak bolesny.
- A nie mogę się golić? - jęknąłem.
- Jeśli chcesz to robić dwa razy dziennie, to możesz – Sarknęła. - Odradzam jednak takie wyjście. Golić to możesz pachy i musisz to robić codziennie!

Cóż za głupia moda, swoją drogą. Wyrywać sobie włosy z ciała, a przecież w jakimś celu musiały urosnąć.
Z drugiej jednak strony, laska z kotami pod pachami? Nie w moim guście takie owłosienie.

W samych gatkach usiadłem skulony na krześle i czekałem na rozwój wypadków. Monika weszła do pokoju i podłączyła coś do prądu.

- Dobra. - Klasnęła w dłonie. - To się nagrzeje, a ja sobie zobaczę, co mnie czeka. Kładź się!

Niepewnie, jak przed jakimś rytualnym zabiegiem, położyłem się na zimnych dechach podłogi w miejscu, które mi wskazała.

- Nie może być na kanapie? - Zaskomlałem.
- Żebyś mi panterkę zapaskudził? - Oburzyła się. - Zapomnij. Chcesz być piękny, cierp!
- Nie chcem, ale muszem. - Zacytowałem pewnego skoczka w dziedzinie płotów.
- Przypomina mi się mój pierwszy raz. - Westchnęła, wodząc mi po klacie palcami. - Bolało, jak cholera, ale poczułam się później cudownie.
- Nie pocieszasz mnie – mruknąłem, czując się dziwnie z kobiecymi dłońmi kumpla na skórze. - Czyli będzie cholernie boleć?
- Jak skurwysyn – odparła z promiennym uśmiechem.

Czyli jednak nie do końca zniknął mój kumpel.
Swoją drogą ciekawe takie pomieszanie płci...

Bolało i nie próbowałem nawet powstrzymywać krzyku, lecz darłem japę przy każdym oderwaniu plastra, który Marek nakładał na rozgrzany wosk. Wydawało mi się, że wyrywa włosy wraz ze skórą, lecz nic takiego nie miało miejsca.
Szacun, pomyślałem. Szacun dla kobiet i ich zmagań z owłosieniem.

Po godzinie tortur byłem spuchnięty, obolały i szczęśliwy, że to już koniec. Majtek nie zdjąłem, a tym samym nie pozwoliłem wydepilować się wokoło fiuta, choć Monika na to nalegała. Chciała zrobić to dla ukoronowania efektu, lecz obawiałem się, że przy okazji mnie jeszcze obrzeza, dla lepszego efektu czystości ciała męskiego.

- Starczy sadystko! - Huknąłem. - Ty masz jakieś zapędy na kata!
- Jesteś zdenerwowany, gdyż cię to bolało. - Wycierała dłonie oliwką. - Teraz zostaje kwestia doboru ubioru, makijaż no i włosy! Najważniejsza część ciała kobiety.
- Nie zauważyłaś przypadkiem, że jestem prawie łysy? - Tym razem ja sarknąłem. - Masz jakiś sposób Gadżeta w stylu: „Hej siup, włosy zrób”?
- Tak. - Jej pobłażliwa mina. - Peruka. Chcesz być blondi, ruda, czy ciemna?
- Ciemna, to ja już się czuję. - Zaśmiałem się, gdyż napięcie wywołane zrywaniem mi owłosienia ze skóry, zelżało i mogłem już jaśniej myśleć. - Polegam na twoim guście. W końcu orientujesz się w tym lepiej.

Połechtałem tym ego Marka... Moniki, w wyniku czego wystrzelił ku garderobie.

- Chodź tutaj! - krzyknął z wnętrza pokoju. - Za dużo tego, bym to przynosiła.

Poczłapałem, jak na skazanie zastanawiając się, czy to aby na pewno dobry pomysł.
Innego jednak nie miałem, a musiałem zniknąć i przyznałem w duchu, że Monika miała dobry plan.
Tylko czy podołam?

- Tutaj rude włosy. - Założyła mi ciasną perukę na łeb, w której czułem się, jak w kasku.
- Nie! - Zdarłem toto gwałtownym ruchem.
- Teraz blond.

Patrzyłem na odbicie w ogromnym lustrze, a w nim długowłosego faceta.
Ta opcja nie podobała mi się ani trochę bardziej.
Przerobiliśmy kilkanaście peruk i każda wywoływała u mnie odruch wymiotny. Zgodziłem się w końcu na krótką fryzurę w kolorze bardzo jasnego blondu.

- Platyna ci pasuje. - Zapatrzył się na mnie. - Nawet wiem, jaki makijaż ci spasuje!

Nakładanie tych wszystkich ciulstw na twarz było istną torturą.
Marek malował mi połowę twarzy, a ja musiałem powtarzać to samo na drugiej części. Jego wysiłki były wręcz artystyczne. Moje daremne. Nadałbym się na ucznia Picasso.
Po dwu godzinach opanowałem nakładanie poszczególnych mazideł w odpowiedniej kolejności i  efekt zasłużył na delikatną pochwałę Moniki.

- Ujdzie – mruknęła. - Musisz to jeszcze poćwiczyć.

Makijaż, włosy, oraz łysą skórę posiadłem. Przyszła pora na cycki.

- Przed operacją powiększenia biustu nosiłam to. - Zaprezentowała mi stanik z piersiami zainstalowanymi w środku. - Kiedyś tego potrzebowałam, teraz mam to.

I bez uprzedzenia rozwiązał troczki szlafroka, ukazując mi najładniejsze cycki, jakie w życiu widziałem. Oczywiście na żywo!

- Wow! - Podsumowałem widok. - Ekstra bimbałki masz!
- Gdybyś wiedział ile kosztowały. - Zasłonił widok, a ja poczułem odruchowe podniecenie wywołane tym widokiem. - Ale zadowolona jestem. Ty jednak nie będziesz nosił dekoltów i biuścik zrobimy ci niewielki, by ci nie przeszkadzał. Jedna uwaga! - Uniósł srebrny paznokieć. - Musisz uważać, by ci się cycki nie przesunęły!
- W sensie, że co? - Nie kumałem.
- Załóż, to ci wytłumaczę – mruknął i westchnął z politowaniem. - Istny brak wyobraźni.

Chodziło mu o to, że mogę nie zauważyć, że ów stanik zmieni miejsce pobytu na mojej klacie, a wraz z nim i cycki.

- Ciuchy. - Rzucił krótko i zaczął wyciągać jakieś kolorowe szmatki z półek i wieszaków. - Zakładaj.

Przymierzałem i przymierzałem. Po kolejnej pół godzinie stałem przed taflą lustra ze szczęką, która samoistnie opadła i w żaden sposób nie dała się podciągnąć. Patrzyłem na blond laskę.
Zawadiacki wygląd, trochę chachar i lekka sucz, ale i żyleta.
Chryste! Myślałem, że jestem stuprocentowym samcem, a tymczasem w kilka godzin przerobiono mnie na kobitkę!
Fajną kobitkę nawet.

- Jesteś gotowy. - Monika podparła się pod boki, przyglądając się swemu dziełu ze skupieniem. - Jeszcze trochę wiedzy teoretycznej i jesteś gotowy!

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Mariet
    | Odpowiedz

    co mają do tego żelki? ;D
    szkoda, że nie ma foto po przemianie. ;;

  2. Styna
    | Odpowiedz

    Mika!!!
    Jak zwykle nie zawiodłaś – REWELACJA 😉
    Dawno tak nie chichotałam czytając opowiadanie 😀 😉 😀
    Pozdrawiam 🙂

  3. Angela
    | Odpowiedz

    chciałabym zobaczyć Matka po przemianie 😀
    świetne opowiadanie, jak zwykle.:)

  4. Aga
    | Odpowiedz

    Nie po raz pierwszy złapałam się na tym, że czytam Twoje opowiadania jakbym oglądała dobry film 🙂 oj obejrzałabym sobie tych “chlopaczków” 😉
    Nie wiem co robisz żeby być tak kreatywną, ale rób to dalej, bo jesteś w tym kurewsko dobra!

    Co do tytułu aktualny mi się podoba, inny niż wszystkie 😉

  5. Anya
    | Odpowiedz

    Obłędne! nawet nie wiesz Miko, jak na weekend humor mi poprawiłaś!
    W związku z faktem, że jak zwykle wobec samej siebie słowa nie dotrzymałam, i zaczęłam czytać choć miałam zaczekać… (na koniec? na tytuł?)
    Ale co tam, jak narkoman, kolejnych “dawek” w serwowanych przez Ciebie częściach będę wypatrywać… 🙂

  6. laid back
    | Odpowiedz

    Propozycja:”Mateusz, wajchę przełóż”.

  7. kinga
    | Odpowiedz

    Popłakałam się ze śmiechu w końcówce 😉
    Genialna, jak zwykle :*

  8. laid back
    | Odpowiedz

    Monika przypomina Lafayetta z TB-miodzio!

  9. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Jutro powinna być trzecia część opo.
    Piszę po pół strony i lecę na twarz, piasek w oczach. Wkurza mnie to, ale życie czasami wymaga skupienia się na przyziemności. Zawsze jednak urywam tę chwilkę na pisanie.
    Mam nadzieję, że się uda 😀

  10. Alicja K.
    | Odpowiedz

    Suuuper 🙂 Pierwsza część “tego” opowiadania po której śmiem twierdzić
    że zostałam w nie najzwyczajniej “wsyśnięta” 😉 Achhh… Jak ja się
    kobieto stęskniłam za Twoimi wpisami. Dobrze że Jesteś 🙂
    Pozdrawiam.
    Alicja K.

Napisz nam też coś :-)