Poszukiwany, poszukiwana (XI)

with 5 komentarzy

Poszukiwany... opowiadanie erotyczneOto przedostatnia (raczej) część pokręconego opowiadania. Następne tłuką się już w głowie, czekając grzecznie na swoją kolej.
Wiem, że dzisiaj święto, ale jakieś rozrywki trzeba przecież mieć 😉

- Gadaj – sapnąłem zaaferowany.
- Mam tyle dowodów na poparcie ich winy, że dla całej mafii włoskiej by starczyło. - Wypięła dumnie nie tak płaską klatę. - Zapiski z transakcji i te transakcje nie dotyczyły towarów dozwolonych. Poza tym nagrania audio i video robione kamerką w okularach, oraz zeznania dziewczyn, które wykorzystano na kilka sposobów. Dilerka, stręczycielstwo, a nawet gwałty i pobicia. Dużo tego i tylko przekaźnika potrzeba.
- Przekaźnika? - Nie rozumiałem.
- Kogoś, kto zrobi wokół tematu na tyle dymu, by nie zatuszowano sprawy. - Jej pobłażliwe spojrzenie.
- Policja? - Zaproponowałem.
- Pojebało cię?! - Prychnęła. - Oni są na pierwszym miejscu listy płac! To mała mieścina.
- Czyli kto? - Kompletnie zgłupiałem.
- Prywatny detektyw, lub dziennikarz! - Uniosła dłonie nad głowę, jakby obwieszczała wielkie odkrycie. - Ktoś ambitny i nastawiony na ukazanie prawdy, czyli zysk.
- Kumam. - Zmrużyłem oczy, widząc automatycznie osobę, która idealnie nadałaby się o tej roli. - Wiem do kogo uderzyć.
- No i o to chodzi. - Znów sięgnęła po zimną już pewnie frytkę. - Zapodaj temu komuś temat, to uwolnisz się z cyckonosza. - Mrugnęła zawadiacko.

Dziwna ta laska była i tylko ciekaw byłem, jak naprawdę wygląda. Że była drobna, a właściwie mikro, to widać na pierwszy rzut oka. Jakim cudem udało jej się symulować bycie facetem, to było wręcz niewiarygodne.

- Dobra. - Odsunąłem od siebie prawie pusty talerz. - Wiem co robić i tylko powiedz, jak się z tobą kontaktować.
- Wbij mój numer w telefon. - Podała mi dziewięć cyfr. - Cieszę się, że w końcu trafiłam na nietypową laskę.
- Czyli na siebie? - Zakpiłem komplementem. - Masz jakieś żeńskie imię?

Mam jazdę na kobiecy biust, a u tej laski widać go było co chwilę. Każdy wyluzowany gest ukazywał wypukłość pod obwisłą bluzą i tylko nie kumałem, jakim cudem nie dopatrzyli się tego karkonosze!

- Co planujesz po tym, jak już się uwolnisz spod władzy karków? - Dociekałem, by dowiedzieć się o niej cokolwiek. - Masz jakiś plan?
- Mam, ale to oklepany scenariusz – odparła z wyraźnie wyczuwalną rezerwą w głosie. - Chcę iść na studia, później znaleźć normalną pracę, kiedyś założę rodzinę i będę zwyczajnie żyła. Żadnych fajerwerków, po prostu codzienność i zwyczajność.

Brzmiało prosto, wręcz banalnie, lecz w tych kilku słowach ujęła marzenia większości ludzi, w tym moje.

Jechałem pustym autobusem do akademika. Pustym, jeśli nie liczyć kierowcy i zdechłego na jednym z siedzeń, śmierdzącego alko. Dyndał w rytm nierówności na drodze, przysypiając zamroczony własnymi wyziewami i krążącym we krwi alkoholem. W pewnym momencie autobus podskoczył, wraz z nim pijaczyna, po czym rzucił siarczystym pawiem na podłogę w przejściu. Kawałki niestrawionego pożywienia połyskiwały kwasami żołądkowymi i kryształkami wtopionymi w samą wykładzinę, wyściełającą podłogę autobusu. Niewielka przestrzeń okolona metalowo szklanymi ścianami pojazdu wypełniła się smrodem tak obrzydliwym, że szkoda zrobiło mi się kierowcy. Ja mogłem wysiąść na najbliższym przystanku i tak właśnie uczyniłem. Kierowca pojechał dalej, bo musiał.
Wysiadłem, splunąłem i sięgnąłem po telefon.

- Monika! - Prawie wydarłem się w telefon. - Mam sprawę!
- Czy ty wiesz głąbie, która jest godzina?! - Zaspany głos w słuchawce.

Zerknąłem na wyświetlacz i głupio mi się zrobiło. Trzecia jedenaście.

- Teraz już wiem – przyznałem skruszony. - Mam zadzwonić rano?
- Bardzo cię kurwa proszę. - I zakończenie połączenia przez rozmówcę.

No dobra. Pójdę spać, bo tego wymaga organizm. Pójdę spać, a rano zacznę realizować plan...

W pokoju skierowałem kroki do łazienki i tam umyłem zęby, olewając zmycie tapety z twarzy.
Srać to. Przecież mi skóra nie odpadnie.
W łóżku natomiast natknąłem się na obce ciało osobnika, który nie zmieścił się najwyraźniej z Mariolą na jednym, wąskim materacu i skorzystał z opcji wolnego wyrka obok. Pewnie się rżnęli i pewnie naniósł na moją pościel  resztki spermy po dupieniu.
Nie wiem, skąd ta konkluzja, ale obrzydziło mi wyobrażenie cudzych plemników chęć do spania, pod tą właśnie bielizną pościelową.
Zrezygnowałem z wykopania gościa z wyrka, zsunąłem z sobą dwa fotele, a przestrzeń między nimi wypełniłem stolikiem. Koc na wierzch, później ja i kocem nakryłem siebie.
Nie było wygodnie i wiedziałem, że się nie wyśpię.
Jedyną myślą, która przemknęła mi przez zasypiającą głowę była ta, że rano będę wyglądał koszmarnie i żaden makijaż świata tego nie przykryje.

Zaiste pojebało mnie, skoro o takich bzdetach już myślę.
Babieję i cipieję permanentnie. Najwyższy czas, by coś z tym zrobić i przerwać stan zdziewiczenia własnego, nim będzie za późno. Kolejnym etapem jest zasyśnięcie jąder do wnętrza podwozia, a następnie wzrost cycków i wklęśnięcie fiuta, przybranie formy implozyjnej w swej głębi cielesnej.

Z tak abstrakcyjnymi wojnami myśli w głowie odpłynąłem w objęcia Morfeusza, pozwalając ciału na wątpliwy odpoczynek.

Kolejny dzień był dniem przygotowań do tego, co należało poczynić w związku z udupieniem stręczycielsko – dilerskiej organizacji.
Siedziałem w wyjątkowo kobiecej kuchni z Moniką i jej koleżanką Karoliną.

Karolina ukończyła studia dziennikarskie, lecz pracowała w banku. O pracy poważnej dziennikarki tylko marzyła i co jakiś czas udawało jej się skrobnąć małą notkę dla jednej z gazet i tylko dzięki temu, że rżnęła się namiętnie z żonatym zastępcą redaktora naczelnego. Trochę przyjemności dla obojga, okraszonych niestety wyrzutami sumienia z powodu grzeszenia przeciwko uświęconemu związkowi małżeńskiemu i kawałek którejś tam z kolei strony, w wydaniu dziennika w bonusie, w zamian.

Teraz Karolina siedziała z rozdziawioną buzią, coraz większymi oczami i krwistymi wypiekami na twarzy. Wiedziała, że trafiła jej się gorąca bomba, na jaką czeka każdy, szukający tematu dziennikarz.

- Ja pierdolę... - szepnęła nabożnie wręcz, nie mrugnąwszy nawet oczami. - Ja was kocham!
- Nie ekscytuj się tak. - Studziła ją Monika. - To trzeba mądrze i w zaplanowany sposób przeprowadzić.
- Ma się rozumieć! - Karola starała się choć trochę przygasić swój entuzjazm. - Jasna sprawa.

- Tutaj masz paczkę i dostarczysz ją pod ten adres. - Oliwia podała mi niewielki pakunek, niewinnie  spoczywający na dnie reklamówki z logo Biedronki i kartkę, na której widniał adres. - Masz to zapamiętać teraz, bo kartki ze sobą nie zabierzesz.
- Spoko – odparłem wiedząc, że wszystko co widzę zapamiętuje się na karcie pamięci w telefonie, do którego idzie sygnał z kamerki w okularach. - Już pamiętam.

Zgodnie z instrukcjami Wiktorii, której niewiadoma figura ukryta pod luźnymi, męskimi ciuchami nawiedzała co chwilę moją wyobraźnię, starałem się łagodnie przenosić wzrok, czy raczej trzecie oko w oprawkach z Oliwii, na zawartość reklamówki, a w końcu na kartkę z adresem.

- Masz to dostarczyć dopiero jutro rano! - Zaznaczyła groźnie. - Przekazujesz i zmywasz się. Ramon to odbierze i tutaj kończy się twoja fucha. Po kasę zgłosisz się jutro wieczorem. Wszystko jasne?
- Jak słońce. - To mój z pozoru wyluzowany głos. - Jutro zanoszę, oddaję to Ramonowi, a wieczorem wypłata. Ile? - zapytałem dla ścisłości i oczywiście w celu pozyskania kolejnych dowodów obciążających Oliwcię.
- Siedem stów. - Zakończyła rozmowę i odwróciła się, by odejść. - Nie spierdol tego. - Rzuciła jeszcze przez ramię.

Paczkę umieściłem w torbie, a tę przerzuciłem paskiem przez ramię i pomiędzy sztucznymi cyckami. Nie miałem zamiaru popełnić błędu mojej siostry i dać się okraść.
Oliwia obserwowała mnie i kuł mnie jej czujny wzrok w plecy. Jakby szukała okazji do pozbawienia mnie przesyłki. Podczas zajęć miałem torbę przewieszoną, a jej zawartość spoczywała mi na kolanach. Na przerwie poszedłem do klopa, ale w momencie, gdy był on pełen dziewczyn. Nie chciałem ryzykować wyrwania mi przesyłki, a przy tak licznej publiczności nie musiałem się tego obawiać. Tam, chroniony ściankami kabiny rozpakowałem paczkę i zjeżyły mi się nawet włosy peruki. Twarda, jak cegiełka, szczelnie opakowana folią zawartość w kolorze białym.
Ile to cholerstwo musi być warte?! Wolałem chyba nie wiedzieć...

Z zajęć sportowych zwolniłem się pod pretekstem bolesnego okresu, na co pani trener uśmiechnęła się tylko i mrugnęła okiem. Wiedziała, że posiadacz fiuta nie może mieć okresu, lecz może wolała po prostu uniknąć ryzyka przysolenia kolejnej lasce piłką.
Wszystko szło, jak po maśle do momentu końca zajęć, ale nie miałem planu na przetrwanie w posiadaniu paczki, podczas drogi do akademika i później. Wiedziałem, czego się spodziewać i gdybym chociaż miał auto...

- Cześć lala. - Dobiegło mnie zza pleców. - Dokąd popylasz?

To było dwóch gości i nie wyglądali na nastawionych na podryw. Byli podesłani i mieli mi zabrać towar, włączając tym samym w stadko owieczek z długiem u dilerów.
Nie widziałem sensu w stawianiu się, bo mogłem tylko pogorszyć sytuację.

- Do kosmetyczki popylam – odparłem spokojnie. - A co?
- Odprowadzimy cię może i torbę ci poniesiemy, bo na ciężką wygląda? - Zaproponował ten drugi.
- Nie trzeba, dzięki. - Co innego mogłem odpowiedzieć?
- Nalegamy. - Wyższy sięgał już do mojego ramienia. - Nie mamy aktualnie nic ciekawszego do roboty.

Następnym dźwiękiem był ryk silnika na wysokich obrotach, a kolejnym pisk opon hamujących obok nas.
Silnik zmniejszył obroty do cichego pomruku, a z miejsca kierowcy wysiadła Wiktoria w swoim męskim wydaniu.

- Macie coś do mojej dziewczyny? - Zapytała z groźbą w głosie. - Czy oni ci przeszkadzają, ślicznotko?

Omal nie parsknąłem po tych słowach.
Nie dość, że faceci byli byczkowaci co najmniej, a ona przy nich mikrusowata i jako samiec, nie budziła rezerwy, to jeszcze ta "ślicznotka".
Jednak poskutkowało, byczki odwróciły się i bez słowa odeszły w kierunku, z którego przyszły.
To potwierdziło tylko fakt nasłania ich przez dilerów. Skoro znali Wiktorię, czy raczej jej męską odsłonę...

- Wsiadaj. - Rzuciła krótko i zatrzasnęła drzwi kierowcy.

Wpadłem znów w głęboki i niewygodny fotel zastanawiając się, skąd ona wiedziała o zajściu i jakim cudem tak szybko mnie znalazła.

- Mam przekaz z twojego telefonu na mój. - Wyjaśniła, jakby czytała mi w myślach. - Wolałam nagrywać wszystko na drugiej kopii, tak dla pewności.
- Ok. - Zaczynałem czuć coś w rodzaju podziwu dla jej łebskości. - Dokąd mnie wieziesz? W akademiku też mogą mnie odwiedzić.
- Jedziemy do klubu. - Zaskoczyła mnie. - Pod latarnią najciemniej i najbezpieczniej.

Miała rację tym bardziej, że teraz uchodziłem już za jej... jego dziewczynę.

- Muszę cię jednak ostrzec. - Nie odrywała wzroku od drogi. - Tam jest podsłuch, więc wbij się dokładnie w swoją rolę i nie zdradź ani jednym słowem! Jeśli coś spieprzysz, obudzimy się jutro w bagażniku i ostatnim co będziemy oglądać, będzie ziemia zasypująca nasze skrępowane ciała, lub wylot lufy pistoletu. Zrozumiałeś?
- Tak. - Przełknąłem zbyt głośno ślinę.

- No, no! - To był okrzyk blondyna, witającego nas po przekroczeniu drzwi, pustej jeszcze o tej porze knajpy. - Czyli jednak nie ściemniałeś z tą lalką!
- Nie ściemniałem – rzuciła Wiktoria cierpko. - Jeśli nie będę potrzebny dzisiaj, to zajmuję kawalerkę.
- Spoko. - Mrugnął do nas blondyn. - Do jutra się nie posypiemy.

- Pamiętaj, trzymaj się swojej roli – szepnęła, kierując mnie ku schodom, łapiąc przy okazji za tyłek.

Wiedziałem, że to było na pokaz, ale niechcący się przy okazji podnieciłem.
Mam spędzić z laską czas w kawalerce i grać przy okazji dziewczynę, a ona będzie facetem.
Możliwe, że będziemy podsłuchiwani, a raczej jest to pewne, skoro dotąd brano Wiktorię za geja.
Oni oczekują, że będziemy się bzykać.
Ja myślę o tym od wczoraj.
O czym myśli ona?

Mam nadzieję, że nie każe mi robić słuchowiska, bez dostarczenia bodźców fizycznych!

- To tutaj. - Wsadziła klucz w zamek, przekręciła go i przepuściła w drzwiach do czegoś, co z całą pewnością nie przypominało zwyczajnej kawalerki.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Magda M.
    | Odpowiedz

    Świetne ! Nie wiem jak Ty to robisz że każde Twoje opowiadanie jest oryginalne i tak dobre jednocześnie 🙂 A tak btw mam nadzieje że następna w kolejce jest kontunuacja “Pomyłki” 🙂

  2. Anna Valetta
    | Odpowiedz

    Dobre, dobre … 🙂
    Czekam na ciekawe słuchowisko z dostarczonymi oczywiście bodźcami fizycznymi 😀

  3. Ola
    | Odpowiedz

    Super… Mam pytanie tylko ze nie na temat tego opowiadania… Kiedy będzie lub kiedy możemy się spodziewać kontynuacji opowiadania Pomyłka?

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Od dwu dni czytam “Pomyłkę”, bo czuję czas powrotu do tego opowiadania.
      Żyło, zdychało i zdaje się nów ożyje. Na jak długo? Nie wiem. Może do zakończenia aż.
      “Poszukiwany” też nie zamknie się w jednej (ostatniej) części, gdyż komunikuje mojej czaszce, że chce więcej i znów potrzebuje zwrotu.
      Ja nie wyrabiam z tymi opowiadaniami.
      Coś se zaplanuję, a one swoje.
      Powalone to… 🙂

Napisz nam też coś :-)