Przejście przez pasy

with Brak komentarzy

To moje pierwsze opowiadanie.
Od niego zaczęła się przygoda z pisaniem 🙂
Powinnam je poprawić, bo takie koślawe i tyle powtórzeń, masa innych błędów.
Prawda jest taka, że musiałabym je napisać od nowa.
Szkoda czasu 😀 Wolę pisać nowe teksty 😉

Zaczęły się właśnie wakacje. Koniec kieratu uczelni, dojazdów i sączenia mi w uszy, uczelnianych mądrości.
Znajomi rozjeżdżają się do domów, a mnie czekają pełne braku atrakcji wakacje.

Tak bywa.
Delikatnie rozweselającą perspektywą, jest wyjazd z całą moją familią.
Rodzice i ich dwutygodniowe „wakacje miodowe”. Mój brat i jego podboje wakacyjne, pełne dziewczynek śliniących się na widok jego blond czupryny. Do kompletu urok zadziornego chłopaczka.
Na doczepkę ja, smażona przez słońce z nosem w powieściach.
Na kamieniach chorwackiej plaży książki smakują wybornie.

Wracałam z biblioteki. Torba wypchana książkami. Pięć powinno wystarczyć.
Planowałam, co muszę spakować, co kupić przed wyjazdem.
Planowania było mało. W klimacie chorwackim, podczas sezonu, nie potrzeba wiele. Stroje kąpielowe, kilka chust pareo i kosmetyki.
Właśnie! To ważny zakup!
Plan. Do apteki, później domu, by się pakować.

Łup!

Nie wiedziałam co się stało!
Siedziałam na jezdni dziwnie rozkraczona, torebka leżała dosyć daleko ode mnie, a przede mną stało auto. Czarne…
Siedziałam jednak na pasach, więc mój osobisty GPS działał.
Wlazłam pod auto!
Krwi nie było, żadna kość mi spod skóry nie wystawała, czułam kończyny, więc… jest dobrze.

Z auta ktoś wyskoczył. Drzwi jęknęły w proteście, przed tak gwałtownym ich otwarciem.

– Nic ci nie jest?!?!

To do mnie?

– Nie wiem – odparłam.

Facet kucnął obok mnie. Niezły facet.

– Jesteś cała? – spytał mocno zdenerwowany.
– Tak myślę – odparłam.

Oglądał mnie a moją uwagę zwróciły jego rozwalona fryzura i drapieżne brwi… i oczy…
Niebieskie i rzęsy… Porąbało mnie!

– Możesz wstać? – spytał.
– Mogę spróbować… – bo mogłam.

Ktoś zatrąbił. Za jego autem stały już inne, a ich kierowcy nieświadomi zdarzenia wkurzali się najwidoczniej.
Na chodniku zatrzymało się kilkoro gapiów żądnych wrażeń.
Znów klakson.

– Wstań proszę.

Starałam się podnieść. Kulawo mi to szło. Pomagał mi, ale czułam, że z lewą nogą coś nie tak.

– Zawiozę cię do domu. Ok?

Miałam protestować?

– Tak, proszę.

Popatrzył jakoś tak dziwnie i podniósł mnie, a właściwie to prawie podrzucił. To pewnie przez stres.

– Torebka! – wykrzyknęłam – weź torebkę.

Wsadził mnie na miejsce pasażera, zgarnął z jezdni torebkę i wsiadł za kierownicę.

– Gdzie mieszkasz? – spytał.
– Jedź w lewo i w dół drogą – odparłam.

Spojrzałam na nogę. Dziwnie odrętwiała. Bolała. Nie uśmiechało mi się kuśtykanie po plażach…

– Coś cię boli? – spytał.
– Tak. Tak mi się wydaje.
– Pokaż gdzie – odparł.

Bolała mnie lewa noga. A właściwie jej część.

– Zablokowałaś się – stwierdził patrząc na nogę, a jego brwi złączyły się prawie. – Ćwiczysz coś? – spytał bez sensu.
– No – odparłam błyskotliwie.
– To trzeba rozmasować. Odblokować – stwierdził.

No super!
Zapowiadają mi się niezłe wakacje! Bosko! Był piątek po południu. Gdzie ja teraz znajdę masażystę. Jutro wyjazd! Kicha!

– Pięknie – tyle ode mnie.

Spojrzał znów jakoś dziwnie. Skręcił ostro w boczną drogę prowadzącą do parku i zahamował.

– Ja ci to zrobię – stwierdził, a brwi znów mu się połączyły prawie na czole.
– Co? – moje bystre pytanie
– Znam się na masażu pourazowym. Rozmasuję ci to.

Hmmm. Rozmasuje mi. Czyli będzie mnie dotykał bezpośrednio… Nie mierziła mnie ta myśl. Co więcej, podobała mi się.
Zaparkował.

– Teraz się nie ruszaj bo możesz pogorszyć, ok?

Co miałam odpowiedzieć?

– Ok – odparłam.

Wysiadł z auta. Przeszedł na tył i otworzył bagażnik.

– Tylko się nie ruszaj!
– OK! – powiedziałam nieco już wkurzona.

Coś wyjął z bagażnika i przeszedł do moich drzwi. Otworzył je. W ręku trzymał pustą skrzynkę po coli.
Postawił ją do góry nogami przy progu samochodu.

– Teraz ci przesunę nogi na podest, ale ty nie napinaj mięśni!
– Ok – powtórzyłam się.

Delikatnie jak szklaną lalkę złapał mnie pod kolanami i przesunął moje nogi, a wraz z nimi mnie w kierunku skrzynki.
Moje stopy oparły się na podeście.

– Rozmasuję ci nogę. Na początku będzie bardzo bolało, ale zaraz przejdzie – powiedział z pełnymi żalu oczami.
– Ok – a ja zaś to samo…

Zatarł ręce, wygiął palce i… dotknął mnie…
Poczułam mrówki idące od miejsca w którym mnie dotykał we wszystkie strony. To pewnie dla tego, że dotyka mnie obcy facet. Hmmm…
Najpierw ucisnął nogę a następnie zaczął wykonywać okrężne ruchy palcami. Mocno.
I wtedy przyszedł ból. Tępy i ostry. Jak wyrywany z nogi mięsień.
Trwał a ja głośno wciągnęłam powietrze i zacisnęłam z bólu powieki a palce rąk na siedzeniu auta.
Bolało jak cholera.

– Zaraz przejdzie – oczy miał pełne wyrzutów sumienia – obiecuję.

I faktycznie. Ból zelżał. Odpłynął. Zostały mrówki w nodze.
Rozluźniłam się.

– Jest lepiej. Miałeś rację – powiedziałam.
– Ok. Teraz trzeba to rozmasować do końca. Nie ruszaj się.

A ten znów to samo… Nie ruszać się…
Stało się to trochę trudne, ponieważ rozmasowywał mi coraz to dalsze partie nogi. Poczułam dreszcz podniecenia. Zacisnęłam dłonie na siedzeniu i spięłam się żeby nie dać po sobie poznać co się ze mną dzieje. Robiło mi się coraz bardziej gorąco.

– Tak cię boli? – zapytał.
– Nie… tylko… – nie wiedziałam co powiedzieć.

Znów mocniej i wyżej nacisnął na skórę nogi. Wciągnęłam powietrze i przestałam oddychać.

– Boli?
– Nie boli – odparłam schrypiałym głosem
– To coś innego? – spytał, a źrenice mu się rozszerzyły. Dłonie zatrzymały się na chwilę.
– Coś innego… – odpowiedziałam.

Jego palce przesunęły się jeszcze wyżej uda. Teraz je bardziej gładził niż rozmasowywał, a ja czułam się jakby w nie prąd wpuszczał opuszkami.
Zacisnęłam dłonie w pięści i wyprostowałam się a raczej sprężyłam. Bałam się spojrzeć na niego i chciałam żeby ta czynność trwała jak najdłużej.

Nagle przerwał.
Otworzyłam wpółprzytomna oczy. Było mi tak cudownie, a on przestał…

– Wstaniesz teraz – rozkazał wręcz.
O cholera. A jak znowu zaboli?
– Staniesz na zdrowej nodze, a jak ci powiem to obciążysz tą… rozmasowaną. Gdyby bolało, odciąż nogę.
– Ok – na tyle mnie było stać.
– Pomogę ci wstać – powiedział z wahaniem.

Ujął mnie za łokcie i pociągnął do góry. Tak jak kazał stanęłam na prawej, zdrowej nodze. Chwilę tak czaplowałam. Stanęłam lewą nogą na ziemi i przerzuciłam ciężar na obie nogi.
Nie bolało!

– Jest dobrze – stwierdziłam z uśmiechem.
– Teraz zrób mały krok do przodu – nadal trzymał moje ręce. Nie protestowałam.

Zrobiłam krok.

– Nie boli – znów się ucieszyłam.
– Teraz krok w twoje prawo.

Zrobiłam krok.

– Nie boli – jeszcze radośniej stwierdziłam.

Spojrzałam mu w oczy i zawiesiłam się. Otchłań… Brwi a pod nimi głębia… Patrzył mi dłuższą chwilę w oczy, na moje usta…

– A teraz duży krok w tył…

Zrobiłam duży krok w tył… i wpadłam na auto. Znów. Teraz tyłkiem.
Ale… to on mnie tak nakierował? Hmmm…
Przez cały czas mnie asekurował. A teraz „wpadł” na mnie?
Nie miałam ochoty go odpychać. Odruchowo złapałam go za koszulkę na piersiach. Objął mnie w pasie.. i to był dobry dotyk.
Oczy mu pociemniały.
Oblizałam usta i patrzyłam na jego wargi, zmysłowe, piękne. Zacisnął szczękę i zbliżył twarz do mojej.
Pocałował mnie. Najpierw delikatnie, a w chwilę później mocniej i mokrzej. Poczułam jak z mojego brzucha wypełzają języki gorąca. Zacisnęłam ręce na jego koszulce i oddałam pocałunek.
Poczułam język, którym próbował spenetrować moje usta. Poddałam się temu i odpowiedziałam językiem, przylgnięciem ciała i ręką, która zawędrowała w jego włosy.
Po raz pierwszy w życiu było mi tak dobrze. Po raz pierwszy ćpałam czyjś zapach z takim uwielbieniem. I smak… Po raz pierwszy ktoś mi tak smakował.
Może to też efekt pourazowy?!?!
Przycisnął mnie mocniej do siebie. Poczułam, że też jest podniecony.
Przez dżinsy czułam, że jest podniecony równie mocno jak ja. Było mi gorąco i nie nadążałam oddychać.
Docisnął mnie sobą do samochodu, a jego wzwiedziony w dżinsach penis, znalazł się przy mojej cipce. Przycisnął mnie biodrami tak, że jego penis przejechał przez cienki materiał sukienki i bielizny, wywołując falę rozkoszy nie pozwalającą mi oddychać. Złapał mnie za pupę i jeszcze mocniej przycisnął do siebie. Wciąż mnie całował. Ten ruch spowodował, że od nadmiaru wrażeń miałam się ochotę wyrwać, a równocześnie stopić z nim bardziej.
Kolejny ruch w górę. Czułam jakąś falę wychodzącą z mojego brzucha w górę głowy… Jeszcze jeden ruch… Już nie umiałam całować, tylko dyszałam z zamkniętymi oczami w jego usta… I jeszcze ruch… I fala doszła do mojego mózgu… Jakiś odgłos wypełzł z mojego gardła, zdyszany i gorący, a ja trzęsłam się kurczowo, trzymając się faceta, którego imienia nawet nie znałam. Miałam pierwszy w życiu niesamotny orgazm.
Orgazm, który przerósł moje oczekiwania.
Przestał się ruszać, był zdaje się zdziwiony. Nie śmiałam spojrzeć mu w oczy.

Muszę uciec!
Wyrwałam się i nie patrząc na niego, uciekłam. Dosłownie, puściłam się biegiem w kierunku domu. Biegłam na miękkich nogach aż do przejścia przez ulicę.
Przed pasami trochę ochłonęłam. Wariatka! Co facet sobie pomyślał? Że wariatka!!!
Szłam swoją ulicą w kierunku domu. Musiałam się sama objąć, bo tak mi było dziwnie i… źle?

***

Przed chwilą tuliła się do mnie i drżała, a teraz wyrwała się i… uciekła! No w dupę! Nie wierzę!
Stałem zbaraniały i patrzyłem jak najwspanialsza dupa, jaką w życiu spotkałem ucieka ode mnie, a ja nawet nie znam jej imienia. Stałem tak kompletnie zbaraniały.

W spodniach czułem nadmiar, a w głowie niedomiar…
Torebka… Cha! Uciekła i zostawiła torebkę!
Mężczyzna nie powinien robić takich rzeczy, ale musiałem się dowiedzieć gdzie ona mieszka.

Taaa… To ulica obok… Mam cie!
Odpaliłem auto i pojechałem pod adres z dowodu. Ola ma na imię. Zajęło mi to dwie i pół minuty. Zaparkowałem pod jej domem i czekałem.
Widziałem jak idzie w kierunku domu. Obejmowała się ramionami jakby jej było zimno. A przecież nie mogło być. Szła powoli… a tak szybko ode mnie uciekła! Była coraz bliżej…

– Hej! – no bo co tu powiedzieć?

Stanęła i patrzyła. Jej wielkie, zielone oczy wpatrzyły się we mnie.
Rumieńce dodały uroku. A ramionami obejmowała się tak mocno, że przedziałek widoczny w dekolcie sukienki pobudził mnie znowu, ale na szczęście stałem za otwartymi drzwiami samochodu, które mnie zasłaniały.
Swoją drogą, działała na mnie tak mocno, że miałem ochotę zerżnąć ją tu na środku ulicy… wielokrotnie…

– Hej – odpowiedziała jak ciche echo.
– Uciekłaś… bez torebki – uśmiechnąłem się i podniosłem z siedzenia torebkę.
Patrzyła na nią, jakby zobaczyła ufo.
– Dziękuję – podeszła i złapała niepewnie torebkę, ale ja nie zamierzałem jej tak szybko oddać.
– Uciekłaś! – oskarżyłem – Nie uciekaj… proszę – dodałem łagodniej.
– Dobrze – spojrzała mi w oczy i zaraz odwróciła wzrok. Dziwne dosyć.
– Spotkamy się? – zapytałem.
– Tak – tyle było odpowiedzi, ale dobra nasza.
– Dzisiaj po południu? – spytałem ponownie.
– Tak – odpowiedziała cicho.

Hmmmm…

– Kino? Piwo? Spacer? – Dałem jej kilka opcji.
– Pobiegajmy – zaskoczyła mnie – Lubisz biegać?
– Lubię… Więc pobiegajmy. Ty będziesz uciekać, a ja gonić – niewinnie, na pozór, zaproponowałem.

Uśmiechnęła się.

– Siedemnasta tutaj? – spytałem.
– Tak – i wyszarpując mi z ręki torebkę poszła do domu.

Przed drzwiami domu jeszcze się obejrzała i zniknęła za drzwiami.
No to do siedemnastej.
Będę musiał kilka razy zwalić konia żeby panować nad sobą. Naprawdę, działała na mnie, jak nikt dotąd…

***

O kurde flak!
Ale wpadłam!
Miałam ochotę wyskoczyć z domu i rzucić mu się na szyję… i do spodni…
Czułam się jakbym w głowie miała tysiące iskier, a w brzuchu ssącego potwora. Potwora, który jest głodny i chce więcej. Dużo więcej!
Tak. Chciałam wszystkiego.
Muszę się do czegoś przyznać. Mam dwadzieścia dwa lata, a jeszcze nie miałam faceta. Ani fizycznie, ani w ogóle. Nie było mi z tego powodu źle, ale bałam się, że coś ze mną nie tak. Nie to, żeby nie było chętnych, ale zabierali się do mnie od dupy strony. Dosłownie! Zamiast dać mi czas na napalenie się, pchali mi łapy do majtek, lub moje wciskali do swoich. Lub ugniatali cycki jak ciasto.
Nie żebym nie była ciekawa! Byłam. Ale co miałam zrobić? Obejrzeć sobie fiuta, pomacać i podziękować? Kazać schować z powrotem w spodnie?
Ha! To by się nie udało. A jak już się trafił facet, który nie rozpatrywał mnie w kategorii mięsa, to był jak ciepłe kluchy, pozostawiający mi pełen wybór we wszystkim. Tego też nie lubiłam.
Jakby spojrzeć na dzisiejsze wydarzenia, to właściwie nie wiem o co chodziło, że tym razem zaiskrzyło? Ba! Zapłonęło!!!
Nieważne. Coś się zaczęło.
Miałam nadzieję, że w domu nie ma nikogo. Nie miałam ochoty z nikim gadać, a i podniecenia nie byłabym w stanie ukryć. A byłam strasznie podniecona! Poszłam pod prysznic i jak zwykle przy okazji zrobiłam sobie dobrze strumieniem wody. Ale tym razem nie musiałam fantazjować o facetach bez twarzy, za to z twardym kutasem. Teraz facet miał twarz… i kutasa.

Cztery godziny. Cholera. To długo! Co mam przez ten czas robić?
Spakowałam się na wyjazd, aptekę olałam, coś się na miejscu kupi.
Jeszcze raz się musiałam onanizować. Nie wytrzymałam.
Ubrałam się do biegania mając nadzieję, że noga nie odmówi mi posłuszeństwa i czekałam na siedemnastą.

***

Czas wlókł się niemiłosiernie. Dlaczego nie umówiłem się wcześniej?
Idiota. Prysznic – podstawa. I czekałem. Zwaliłem konia. Prysznic.
Czekałem.
Powtórzyłem te czynności jeszcze dwa razy i… zdrzemnąłem się.
Obudziłem się wściekły na siebie, ale na szczęście zostało mi trochę czasu, pod warunkiem, że będę do niej biegł.
Spodenki, koszulka, skarpety, buty – razem dwie i pół minuty. Zostało mi dziesięć. Wybiegłem z mieszkania, brat odprowadził mnie wzrokiem mówiącym, że mnie pogrzało. I biegłem.
Na szczęście bieganie staje się coraz popularniejsze, więc nikogo nie dziwi już facet biegnący chodnikiem. No, to już zakrawało na sprint. A muszę jeszcze ochłonąć, żeby nie stać z wywalonym jęzorem przed furtką jej domu dysząc jak pies, tylko spokojnie czekać.
Spoko. Wyrobię się.
Wyrobiłem się.

Wychodziła właśnie z domu, gdy spokojnym, w miarę, krokiem dochodziłem do furtki.
Rozgrzewkę miałem za sobą…
Wyglądała jakby zeszła z okładki magazynu sportowego. Obcisła koszulka, obcisłe getry… Jak ja mam być spokojny i opanowany?! Widziałem kształt jej piersi pod koszulką. Wyprostowana podeszła do mnie.

– Jak ty masz właściwie na imię? – zapytała.
– Radek.
– A ja Ola.
– Wiem – odparłem, a ona na szczęście nie skomentowała źródła moich o niej informacji. – Jak noga? – Byłem ciekaw. – Bo wiesz, jak by cię zabolała, to po prostu się przejdziemy.
– Jest ok. Nic nie boli. Masz bardzo wprawne ręce. – Uśmiechnęła się i spojrzała mi w oczy.
– Nie tylko ręce mam wprawne – odparłem, ciekaw kto pierwszy odwróci wzrok. Wygrałem. Wyglądało na to, że się zawstydziła. Mniam…
– Wiesz, przepraszam cię za ten wypadek dzisiaj. – Jakoś musiałem zacząć rozmowę. – Nie wyglądało, żebyś miała zamiar przechodzić przez drogę. Tak nagle weszłaś na pasy…
– Nic się przecież nie stało – odparła z uśmiechem.

Często się uśmiechała. To lubię.

– Biegnijmy. Sprawdźmy efekt twojego masażu. – Tym razem miała koci wyraz twarzy.
– Ok. Biegnijmy. – To ja, niepewnie, bo nigdy nie biegałem z dziewczyną.
Inne rzeczy z nimi robiłem…

Pobiegła pierwsza. Widok był bardzo smaczny. Pupa w obcisłych, krótkich getrach w biegu to widok, dla którego warto biec i nie wyprzedzać.
Nie umknęła mojej uwadze ładna praca ramion i kucyk, który huśtał się na boki w rytm biegu.

Pomyślałem, jakby się huśtał w pozycji na jeźdźca, gdyby była do mnie odwrócona tyłem… Nie! Takie myśli podczas biegu skończą się glebą. Oderwałem więc oczy od tyłeczka koncentrując się na krajobrazie. Biegliśmy chodnikiem w stronę rzeki. Zgadłem, że będzie chciała biec wzdłuż rzeki. Tak też się stało. Znałem te okolice.
Jeździło się tu z kumplami na rowerach, dzieliło się flaszką letniego wina i opowiadało o dziewczynach i swoich podbojach, mniej lub bardziej prawdziwych. Tak było dawniej. Później towarzystwo się rozpadło, inne uczelnie bądź praca.
Ach, to były czasy…

***

Bieg rozpoczęłam spokojnie. Bałam się, że noga może się jednak „odezwać”. Na szczęście nic takiego się nie stało. Biegłam w moje ulubione miejsce. Górka za małą chaszczą, niedaleko ścieżki biegnącej wzdłuż rzeki.
Jakkolwiek ścieżka była regularnie uczęszczana przez spacerowiczów z psami, bądź rowerzystów, to żeby wejść na górkę, trzeba było wiedzieć którędy się na nią wdrapać. Ja wiedziałam. No i jeszcze kilka koleżanek.
Ale niestety żadna z nich nie biegała, a z rowerem nie było już tak łatwo się przecisnąć. Nie często więc miałam okazję tam bywać, bo samotnie zapuszczać się w takie miejsca nie jest bezpiecznie. Szkoda, bo widok był cudny. Pokarzę mu tą górkę. I widok. Czy doceni? To już inna sprawa.
Biegnąc, czułam na sobie jego wzrok. Plecy i pośladki mrowiły mnie jakby mnie dotykał. Wbiegliśmy na ścieżkę. Pewna swojej nogi, przyśpieszyłam.
A co? Biegam od tak dawna, że sprawdzę czy faktycznie i on biega, czy ściemnia dla efektu. Dużo drogi już nie zostało, a szkoda, bo pogoda do biegania była super. Został jakiś kilometr. No to na maksa!
Przyśpieszyłam na tyle, na ile było mnie stać. Oddech nadążał. Dziwne, że przy pocałunku nie nadążał.
Dobiegłam do zarośli i przecisnęłam się w „luźniejszym” miejscu między gałęziami. Teraz najgorsze. Bieg po stromym wzniesieniu. Czułam każdy mięsień nóg. Serce waliło, a z oddechem było ciężko. Jeszcze 50 metrów.
Gdzieniegdzie nogi ześlizgiwały się po kamieniach. Dwa razy musiałam się podeprzeć rękami żeby nie upaść. Ale dobiegłam na górę. No górkę. Rosły tu gęsto drzewa. Jakieś. Nie znam się. O jedno z nich oparłam się, pochyliłam i wyrównywałam oddech. Dobiegł zaraz za mną.
– Nieźle biegasz – pochwalił.
– Ty też – uśmiechnęłam się.
Włosy miał w nieładzie i dyszał, a ja myślałam czy wyglądał by podobnie będąc na mnie i we mnie… Bo wiecie – to, że nie uprawiałam jeszcze seksu z mężczyzną, nie znaczyło, że nie prowadziłam intensywnego życia seksualnego. Własne ciało znałam doskonale i lubiłam się nim bawić, ale martwiłam się, że tak ma pozostać na dłużej. Filmy „dla dorosłych” oglądałam namiętnie od kiedy mieliśmy odtwarzacz video, a rodzice otworzyli wypożyczalnię kaset VHS. I niech mi nikt nie mówi, że kobiety nie lubią pornografii! Wiem z dobrych źródeł, że większość kobiet ogląda pornosy… tylko się do tego nie przyznają.
Patrząc na niego ukradkiem zastanawiałam się jak wygląda nago… Pewnie pięknie. Nagi i mokry od potu… Mmmm…
Wyprostował się. Wyrównanie oddechu zajęło mu mniej czasu niż mnie.
Cholera! I… super! Cieszyło mnie to.
– Chcę ci coś pokazać.
– Tak? – uniósł brwi. Kurcze, te brwi…
– Spójrz tam – pokazałam ręką – o tej porze wygląda jakby słońce miało wskoczyć do komina.
Bo tak faktycznie było. O tek godzinie słońce było pięknie czerwone, a stojąc na tym wzniesieniu wyglądało jak by „dotykało” górnej części komina elektrowni, która była niedaleko. Na prawdę niezwykły widok. Jeśli się go zauważy.
Stał i patrzył a ja stwierdziłam w duchu, że warto było mu pokazać to miejsce. Przy okazji mogłam obejrzeć jego profil. Mocno zarysowany nos, ciemne brwi, rzęsy, które niesprawiedliwością losu trafiły się mężczyźnie i usta… Te usta…
– Dziękuję – spojrzał na mnie, przyłapując mnie tym samym na patrzeniu na niego.
– Za co? – spytałam.
– Że mi to pokazałaś. Nie miałem pojęcia o istnieniu tego miejsca, chodź znam te okolice.
No tak – pomyślałam – Pewnie dupencje w tych okolicach obrabiał r11; ale oczywiście tego nie powiedziałam.
– Proszę bardzo – to powiedziałam.
– Muszę coś zrobić – zaczął zagadkowo.
– Tak? Co? – zapytałam
– Muszę cię pocałować. Jeśli się zgodzisz?
Czy on kpi?!? O niczym innym nie myślę, jak o jego pocałunkach, rękach i…
– Ok – wiem, powtarzam się.
Podszedł do mnie powoli, patrząc mi w oczy i… nie mrugając (jakoś to podświadomie zarejestrowałam), jak drapieżnik do zdobyczy. To tylko wywołało dreszcz podniecenia. Ledwo uspokojony oddech i serce, znów przyśpieszyły.
– Ale nie uciekaj, dobrze?
– Nie ucieknę – odpowiedziałam cicho.
– I tak cię dogonię – odparł, a ja poczułam kolejną falę podniecenia.
Silniejszą. Osaczona… Hmmm
– Przedtem nie byłam na to gotowa.
– Na co? – chciał wiedzieć.
– Na taką dawkę… przyjemności.
– A teraz jesteś gotowa? – uśmiechnął się i zapatrzył w moje usta.
– Sprawdźmy…
Jedną ręką objął mnie w pasie, a drugą zdjął mi gumkę z włosów i wplótł palce we włosy pieszcząc skórę głowy. Właśnie poznałam swoją kolejną strefę erogenną. Głowa…
Pocałował mnie. Znów jak za pierwszym razem delikatnie, po chwili dołączył język do pocałunku i… przerwał.
Wkurzyłam się.
– I jak? Dajesz radę? Czy za chwilę się wyrwiesz? – spytał z przekąsem.
Nie odpowiedziałam, tylko przejechałam językiem po jego brodzie. Powoli, kończąc na uchu. Musiałam wspiąć się na palce. I tak już zostałam.
Docisnął mnie całym ciałem do pnia drzewa i całował mocno i mokro.
Czułam, że się podniecił. Och boskie właściwości ciuchów systemowych. Są jak widać idealne nie tylko do uprawiania sportu, ale pozwalają czuć ciało drugiej osoby PRAWIE bez ograniczeń. Miałam nadzieję, że tak jak ja nie nosi bielizny do biegania. Nie nosi… Czułam jak nabrzmiewa. Chciałam poczuć go bliżej. Podniosłam nogę, zarzucając mu ją na biodro.
Podtrzymał moje udo ręką i docisnął swoje biodra mocniej. Słyszałam, że mężczyźni noszą klejnoty w którejś z nogawek. Jego wyprężony penis był ułożony w górę, na brzuchu. I teraz czułam go dokładnie na cipce.
Musiałam być wyżej żeby poczuć go mocniej. Całował mnie zachłannie, a ja czułam się w całowaniu go coraz bieglejsza. Zarzuciłam mu ręce na ramiona i próbowałam opleść go obydwiema nogami. Pomógł mi wkładając mi ręce pod pośladki i wpasowując się we mnie jeszcze dokładniej.
I zrobił to znowu… Przycisnął mnie do siebie i uniósł mnie lekko, a po chwili opuścił. Przejechałam nabrzmiałą łechtaczką po jego uwięzionym w spodenkach penisie i poczułam taką rozkosz, od której przestałam myśleć.
Znów nie umiałam całować. Brakowało mi powietrza i oddychałam ciężko, a on zaczął mnie całować po szyi wciąż unosząc mnie lekko to w dół, to do góry, tak, że ocierałam się o niego i czułam, że za chwilę eksploduję.
Przyśpieszył, a ja przez mgłę usłyszałam jęki. Swoje jęki. I wreszcie eksplodowałam. Czułam pulsowanie w głowie, w oczach światło a w cipce ssanie. Brakowało mi tyko wewnątrz jego kutasa.
On też się zbliżał do końca. Twarz wtulona w moją szyję, jeszcze trzy, może cztery ruchy i zamarł, jęknął a jego biodra choć teraz nieruchome, pulsowały.
Trwaliśmy tak przez jakiś czas. Jakiś, bo nie wiem ile to trwało. W końcu opuściłam nogi na ziemię a on z ustami na moim czole oddychał coraz spokojniej. Mogłam tak zostać do końca świata. Odsunął się ode mnie i usiadł na trawie.
– Seks przez ubranie? – uśmiechnął się – tego nie znałem.
Usiadłam również. Miałam ochotę powiedzieć, że ja też tego nie znałam, ale nie powiedziałam.
– Powtórzymy to jutro? – spytał trochę niepewnie.
– Jutro? – powtórzyłam jak echo. Cholera, pomyślałam – Wiesz… – Jego brwi się wkurzyły, oczy też, uśmiech zamarł.
– Wiesz, jutro jadę niestety na kretyńskie rodzinne wakacje z rodzicami i walniętym bratem. To taka tradycja rodzinna – tłumaczyłam się.
Ale uspokoił się, tak to wyglądało.
– Aha – skwitował – A gdzie?
– Do Chorwacji. Mała miejscowość za Splitem. Z najbliższego portu statkiem płyniemy na Brać, małą wyspę z cudownym klimatem… Tam rodzice od dwudziestu kilku lat wynajmują apartamenty w nadmorskich niebieskich domkach. Dla siebie osobny, a dla mnie z bratem osobny… Wiesz, oni mają miodowe wakacje a ja… Teraz i tak dobrze, bo mamy z bracikiem osobne pokoje i tylko wspólną łazienkę. Zajętą niestety zazwyczaj przez jego dziewczyny albo kumpli. Pociechą jest słońce i widoki… W tej chwili bardziej bym się cieszyła zostając tutaj… – gadałam jak najęta.
Wyraźnie pasowała mu ta odpowiedź. A myślałam, że się zmartwi. Zmartwił się na chwilę, ale zaraz jakby mu przeszło. Cóż… Może widzę coś czego nie ma i sobie cuda wyobrażam i nadzieją się łudzę…
Posiedzieliśmy patrząc na komin, w którym do połowy schowało się już słońce. Nie chciało mi się ruszyć…
W końcu trzeba było wracać. Idąc gadaliśmy o tym co na co dzień i o bieganiu…
A mnie już bolała dwutygodniowa rozłąka. Już chciałam wrócić, mimo że jeszcze nie wyjechałam. Wrócić? Ale czy on tu nadal będzie?…

***

Miałem plan! Najpierw się wkurzyłem, że wyjedzie, ale wiedziałem co zrobić. Przynajmniej taką miałem nadzieję, że wiem.
Po długim rozstaniu na chodniku przed jej domem (niestety bez namiętności z uwagi na oczy okolicy) odprowadziłem ją wzrokiem do drzwi i pobiegłem do domu. Dopadłem telefon i wymogłem na kumplu r11; wspólniku przerwę w pracy, czyli urlop. Prawda jest taka, że Andrzejowi dosyć często zdarzało się zarywać obowiązki a mnie je nadganiać. Stwierdziłem, że tym razem musi być na odwrót. Zobowiązałem go pod groźbą rozwiązania naszej współpracy (a zdawał sobie sprawę, że beze mnie będzie miał przesrane, jak i ja bez niego) do pilnowania interesu. Aktualnie miał czas wypalenia seksualnego, spowodowanego zbyt intensywnym życiem erotycznym i imprezami.
Mogłem mieć nadzieję, że dopilnuje spraw, których na szczęście (i na nieszczęście) w lecie było mniej.
Spakowałem się do torby podróżnej – niewiele tego było – trochę ciuchów, paszport i pognałem do najbliższego marketu. W kantorze kupiłem euro i kuny, w markecie gotowe kanapki, soki i inne takie tam najpotrzebniejsze… No i prezerwatywy…
Wróciłem do domu i starałem się zasnąć. Brat jak zwykle nawijał z kimś w necie. Żeby zasnąć musiałem pomóc sobie ręką. Zadziałało.
Następnego dnia wydrukowałem mapy i trasy z internetu, zrobiłem termos kawy, załadowałem się do samochodu, nabiłem bak do pełna i późnym popołudniem wyruszyłem w drogę.
Zaplanowałem, że będę na miejscu przed nimi. Jedenaście godzin jazdy miałem pewne. Zatrzymywałem się na siku i na rozprostowanie kończyn. I na opłaty przejazdowe. Szło gładko. Kanapki i kawę wciągałem w trakcie jazdy. Myślami odkrywałem kolejne partie jej ciała. Kutasem byłem już w jej mokrym i gorącym wnętrzu. Złapałem się na tym, że myśląc o niej jadę zbyt szybko… Na myśl o Oli ogólnie przyspieszałem.
Na szczęście drogi nie zmuszały do hamowania. Obliczyłem, że przy obecnym tempie jazdy, do Splitu dotrę za dwie godziny. Betka. Ostatni postój i do końca. Do Sumpetaru dotarłem nad ranem. Wjechałem w pierwszy większy port… porcik i zaparkowałem. Szukałem jakiegoś statku, który przewiózł by mnie na wyspę. Po około dwóch godzinach, ubrany na biało i maksymalnie wyluzowany miejscowy zapytał po angielsku czy czegoś mi trzeba. Chętnie bym mu powiedział… Odpowiedziałem, że owszem, chcę się dostać na wyspę. Z bananowym uśmiechem zaproponował podwózkę.
Ustaliliśmy cenę i wypłynęliśmy. Gadał coś o krajobrazie, wycieczkach i innych pierdołach.
– Przyjechałeś zwiedzać? – spytał.
– Nie, szukam dziewczyny – odparłem.
– Jak my wszyscy – stwierdził z uśmiechem.
– Ale ja przyjechałem szukać SWOJEJ dziewczyny – dodałem z naciskiem.
– Aaa. Miłość. Długo się znacie – spytał.
– Nooo… od wczoraj – stwierdziłem, że zabrzmiało to głupio.
– Na długo przyjechałeś? – spytał
– Zobaczy się – odparłem, bo sam nie wiedziałem – Mam nadzieję, że na długo.
– Masz jakiś apartament?
Zabawne, że w Chorwacji apartament znaczy to co u nas pokój z łazienką.
– Nie mam – przyznałem.
– To mogę ci wynająć. Blisko portu, z klimatyzacją, dużym łóżkiem – uśmiechnął się domyślnie.
– Chętnie – podziękowałem.
Dopłynęliśmy na wyspę. Zebrałem bagaż i poszedłem za gościem.
Faktycznie, dom był blisko portu, otoczony zielenią i pachnący cytrynami, które tutaj rosły. Pokój był wygodnie urządzony, jasny i z ogromnym łóżkiem. Łazienka i aneks kuchenny a przy łóżku stała lodówka, a w niej, jak się dowiedziałem, miejscowe, młode wino od gospodarza, wliczone w cenę pokoju. Cena nie była groźna.
Byłem zmęczony, więc po szybkim prysznicu postanowiłem się zdrzemnąć.
Sen przyszedł szybko. A we śnie ona. Ciepła i miękka. Gorące uda na moim kutasie, piersi w moich dłoniach…
Obudziłem się spocony (mimo chłodu z klimy) i mokry od wytrysku.
Znów prysznic, łyk wina. Postanowiłem rozejrzeć się po okolicy i poszukać niebieskich domków, w których miała mieszkać z rodziną.
Znalazłem je bez trudu. Niedaleko mojej miejscówki. Podejrzewałem, że już dojechała i teraz pozostało mi czekać.
W przyportowej knajpie zamówiłem piwo i miejscową potrawę, której nazwy nie znałem. Nie byłem głodny, ale musiałem coś wrzucić do żołądka.
Spędziłem tak przeszło godzinę.
Rozpoznałem ją od razu. Szczupła, wyprostowana z rozpuszczonymi włosami. W stroju, na który nie poszło zbyt wiele materiału i w chuście obwiązanej wokół pasa. Szkoda, że w Polsce nie ma takiego klimatu.
Rozłożyła się z ręcznikiem na obrzeżu niewielkiej kamienistej plaży i zaczęła się smarować jakimś kremem. Sam bym to chętnie zrobił. Ale chciałem jej się poprzyglądać. Położyła się na brzuchu i wyciągnęła książkę. Po jakichś piętnastu minutach poszła ochłodzić się w wodzie.
Ciekawe czy umie pływać. Umiała. Wróciła na ręcznik, założyła okulary przeciwsłoneczne i zaczęła czytać. Po kolejnych dziesięciu minutach stwierdziłem, że dłużej nie wytrzymam. Miałem ochotę zabrać ją z te plaży, zarzucić ją sobie na ramię i zanieść do pokoju a tam…
Wstałem. Podszedłem tak, żeby mieć słońce zza pleców.
– Cześć piękna – głos mi zachrypł, to pewnie od zimnego piwa, a może z podniecenia.
Odwróciła się na bok, tak, że mogłem podziwiać piękny kształt jej piersi osłoniętych jedynie trójkątami niebieskiego materiału.
– Miło jest spotkać rodaka – odparła – Ale wiesz co? Nie szukam towarzystwa, więc daruj sobie.
Nie poznała mnie. Musiała patrzeć pod słońce. Ucieszyłem się, że chciała mnie spławić.
Przykucnąłem obok niej.
– Mówiłam ci, żebyś sobie darował – głos miała lodowaty.
– W kraju byłaś dużo milsza – mruknąłem blisko niej.
Przez chwilę żadnej reakcji. Po chwili usiadła i otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć. I milczała. Nie widziałem jej oczu przez okulary słoneczne i to mnie trochę dezorientowało. Czyżbym się wygłupił? Kurwa mać!
– To Ty? – ledwie dosłyszałem jej słowa.
– Myślałem, że się ucieszysz – nie takiej reakcji oczekiwałem.
– Co ty tutaj robisz? – spytała trochę głośniej.
– Mam sobie iść? – spytałem już trochę wkurzony.
Na szczęście jej kolejna reakcja była tak żywiołowa, że nie miałem już wątpliwości czy dobrze zrobiłem przyjeżdżając tutaj.
Rzuciła się prawie na mnie zarzucając mi ręce na szyje i całowała mnie. Okulary przeszkadzały, ale nie miałem wolnej ręki żeby je jej zdjąć.
Kiedy wyładowała już swoją radość przy pomocy pocałunków, spytała.
– Przyjechałeś tu do mnie?
Jej twarz miała wyraz radosnego niedowierzania.
– A jak myślisz? – nie odpowiedziałem wprost.
– Dziękuję – uśmiechnęła się. – Myślałam, że to będzie koszmar czekania na powrót do kraju… do ciebie, ale myliłam się.
Znowu mnie pocałowała (tym razem już bez okularów), a ja dotykałem skórę jej pleców i niżej… Była gorąca a usta miała słone od morskiej wody. Pewnie cała tak smakuje.
Przerwała na chwilę.
– Zadokowałeś się już gdzieś?
– Tak, niedaleko stąd – odparłem z ustami przy jej ustach.
– Pokarzesz mi? – śmiało patrzyła mi w oczy.
Wiedziałem o czym myśli. Też tylko o tym myślałem.
– Chodź.
Zebrała rzeczy i niedbale wcisnęła je do torby. Obwiązała się chustą i poszliśmy. Nie mówiliśmy nic. Szliśmy do pokoju, do łóżka. Obojgu nam się spieszyło.

***

¬le mi było z myślą, że przez dwa tygodnie nie zobaczę Radka. Dwa tygodnie! Koszmar.
A jak przez ten czas wydarzy się coś, kogoś sobie przygrucha? Z jego wyglądem to bardzo możliwe. I z jego uśmiechem…
Podróż w większości przespałam. Rodzice martwili się, że taka markotna, może chora… Co im miałam powiedzieć? Przecież nie prawdę.
Czułam się rozwalona od środka. Jakby mi się flaki wywracały. Nie mogłam jeść. Myślałam tylko o nim.
Dotarliśmy na miejsce. Ten sam port co rok temu. Te same apartamenty. Tak samo będzie jak rok temu. Tylko gorzej. Po raz pierwszy czułam się taka samotna.
Rodzice prześcigali się w wymyślaniu atrakcji. Ani ja, ani brat Tomek, nie mieliśmy ochoty na oglądanie jezior, wodospadów czy zabytków. Chciałam być sama.
Rodzice wprowadzali w życie wycieczkę, a ja spakowałam ręcznik, książkę i na plażę. Rozłożyłam się z boku plaży. Nie miałam ochoty wchodzić nawet w kontakt wzrokowy z ludźmi. Nie mówiąc już o rozmowie. Próbowałam czytać, ale tępo patrzyłam w tekst nic nie rozumiejąc. Mózg mi się zatkał. Poszłam popływać.
Trochę pomogło. Nie było tu niestety prysznica, więc nie mogłam spłukać z siebie morskiej soli. Cóż…
Znów próbowałam czytać. Nie! Jeśli cały czas ma tak być to zacznę pić i spać, żeby przespać!
– Cześć piękna – napatoczył się jakiś palant.
– Miło jest spotkać rodaka – starałam się być w miarę grzeczna – Ale wiesz co? Nie szukam towarzystwa, więc daruj sobie.
Nie darował sobie… Nie chciało mi się nawet na niego spojrzeć. Niech już sobie idzie.
– Mówiłam ci, żebyś sobie darował – może jednak odpuści.
– W kraju byłaś dużo milsza – ten głos, a właściwie mruknięcie! Albo mam omamy, albo przysnęłam. No chyba, że udar.
Mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. Jak we śnie, chciałam się ruszyć i nie mogłam. W końcu, bardzo powoli, udało mi się usiąść. Ale nie udało mi się nic powiedzieć.
– To Ty? – w końcu wykrztusiłam dwa słowa.
– Myślałem, że się ucieszysz – zdaje się wkurzył.
Byłam w takim szoku, że nie umiałam nic mądrego powiedzieć.
– Co ty tutaj robisz? – to ja.
– Mam sobie iść? – teraz się na pewno wkurzył.
Na myśl o tym, że teraz wstanie i sobie pójdzie, że jeszcze chwilę temu miał być ponad tysiąc kilometrów stąd, a tymczasem jest obok, na wyciągnięcie ręki… Odrętwienie minęło i rzuciłam się na niego.
– Przyjechałeś tu do mnie? – musiałam się upewnić.
– A jak myślisz? – uśmiechnął się tak, że zrobiłam się miękka.
– Dziękuję. Myślałam, że to będzie koszmar czekania na powrót do kraju… do ciebie, ale myliłam się. – I znów go całowałam.
A on mnie dotykał. Każde dotknięte przez niego miejsce na mojej skórze paliło. Czułam głóg, a mając go tak blisko…
– Zadokowałeś się już gdzieś? – musiałam się z nim znaleźć z dala od ludzkich oczu.
– Tak, niedaleko stąd
– Pokarzesz mi? – patrzyłam mu w oczy i wiedziałam, że on wie co mam na myśli.
– Chodź.
Wiedząc co się stanie gdy zostaniemy sami, zaczęłam się denerwować. O nie! Nie wahałam się. Nie wiedziałam tylko jak mu powiedzieć, że jeszcze nie uprawiałam seksu. Cóż, jak nie powiem to sam to stwierdzi w końcu.
To może być nawet zabawne.
Szliśmy dosyć szybko. Nie jak turyści, spieszyło się nam.
Doszliśmy do białego domku jakich wiele w okolicy. Owionął mnie zapach nagrzanych słońcem cytryn. Radek wprowadził mnie po schodach i do pokoju. Chłód z klimatyzatora podniósł mi włoski na rękach.
Stałam teraz na środku pokoju patrząc na wielkie łóżko.
– Napijesz się wina? – zaproponował.
– Tak poproszę. Pójdę zmyć z siebie sól. Mogę? – spytałam.
– Pewnie – patrzył na mnie tak intensywnie, że już czułam się jakbym była naga.
W łazience weszłam pod prysznic i stałam w strumieniu wody. Myśli mi szalały.
Zakręciłam wodę, owinęłam się ręcznikiem i z ręką na klamce oddychałam głęboko, starając się uspokoić. Pomogło trochę.
W pokoju, Radek stał w tym samym miejscu, w którym był przed moim wyjściem. Czyżby też się denerwował?
Podeszłam do niego i położyłam mu dłonie na piersi. Czułam bicie jego serca. Przyśpieszone.
Przyciągnął mnie do siebie i zachłannie pocałował. Całował świetnie.
Oderwał się ode mnie i ściągnął przez głowę koszulkę. Mogłam teraz dotykać nagiej skóry. Gładkiej i gdzieniegdzie porośniętej włoskami.
Musiałam być jeszcze bliżej. Zrzuciłam z siebie ręcznik i przytuliłam się.
Był podniecony. Kusiło mnie żeby włożyć mu rękę do spodenek.
Chodź tutaj – wymruczał i pociągnął mnie na łóżko.

***

Wyszła z łazienki. Mokra i owinięta jedynie w ręcznik. Wyglądała jak marzenie. Podeszła i przytuliła się. Pocałowałem ją mocno. Chciałem, żeby wiedziała jak mocno jej pragnę. Ubranie zaczęło mi przeszkadzać.
Zdjąłem koszulkę a ona ręcznik. Wreszcie miałem ją całą dla siebie.
Chciałem z nią zrobić wiele rzeczy na raz.
– Chodź tu – pociągnąłem ją na łóżko.
Najchętniej wszedł bym w nią od razu bez zbędnych pieszczot, żeby poczuć jej gorące wnętrze i zaspokoić głód, który tylko ona mogła teraz ugasić.
Powstrzymałem się jednak. Leżała na plecach a ja obok niej, a spodenki cisnęły mnie już bardzo. Dotykałem opuszkami palców jej brzuch, przesunąłem palce w górę na pierś. Dołączyłem usta drażniąc sutek drugiej piersi.
Wciągnęła gwałtownie powietrze zaciskając dłonie w pięści. Podobała mi się ta reakcja. Ciekaw byłem jak zareaguje gdy zacznę ją całować niżej i jeszcze niżej. Zjechałem językiem na brzuch, pieszcząc chwilę pępek.
Pocałowałem krótko przycięte włoski ponad miejscem, którego smaku już się nie mogłem doczekać. Jęknęła i poruszyła się niespokojnie oddychając szybciej. Zniżyłem się by językiem dostać się pomiędzy płatki cipki.
Rozszerzyłem jej uda i polizałem. Jęknęła głośniej, złapała mnie za włosy i odciągnęła moją głowę od siebie siadając równocześnie.
– Ja… – wykrztusiła tylko i zamilkła.
Była zarumieniona na twarzy, oczy jej błyszczały.
Położyłem się na plecach. Teraz ona. Nie będę jej poganiał. Uśmiechnąłem się do niej i czekałem. Chwilę to trwało. Położyła się obok mnie, a po chwili na mnie. Czułem jej piersi na sobie. Złapałem ją za pośladki i przycisnąłem do siebie żeby poczuła jak jej pragnę. Wiedziałem, że to lubi.
– Kochaj się ze mną – wyszeptała.
Hmmm, myślałem, że to właśnie robię, ale tego nie powiedziałem.
Przetoczyłem się, tak, że znalazła się pode mną. Podniosłem się na kolana i zdjąłem spodenki. Patrzyła na mojego kutasa z rozszerzonymi źrenicami, oblizała się. Przyszło mi do głowy żeby wsadzić jej go najpierw w te różowe usta. Oj! Bez takich myśli, bo nie wytrzymam długo… Sięgnąłem po prezerwatywę, którą przezornie włożyłem pod poduszkę.
– Nie trzeba – powiedziała – Biorę tabletki.
Położyłem się na niej torując sobie biodrami drogę między jej uda.
Czubkiem dotykałem jej cipki.
– Pozwól się tam pocałować – poprosiłem.
Nic nie powiedziała tylko nieznacznie skinęła głową. Całowałem jej usta, szyję, skórę pomiędzy piersiami i w dół przez brzuch… Wciągnąłem w nozdrza słodki zapach cipki. Ciężko oddychała. Zachowywała się jakby brakowało jej doświadczenia. Może miała wcześniej facetów – sprinterów, wsadzić, trzy ruchy i finisz. Chętnie jej pokażę więcej. Polizałem przedziałek pomiędzy wargami. Jęknęła, dłońmi ściskając prześcieradło. Włożyłem czubek języka głębiej i przejechałem nim aż do łechtaczki, która stała się większa. Ssałem ją i lizałem, palcem drażniąc wejście do cipki. W pewnym momencie wygięła się i krzyknęła, choć zabrzmiało to bardziej jak łkanie. Była bardzo mokra także od mojej śliny. Smakowała wybornie.
Czułem dreszcze wstrząsające jej ciałem. Nie mogłem już dłużej czekać. Musiałem być w niej. Położyłem się na niej podpierając się na łokciach, chciałem widzieć jej twarz gdy będę w nią wchodził. Ugięła uda. Patrzyła mi w oczy. Wsadziłem czubek i wycofałem, lubię to uczucie. Wsadziłem głębiej i jeszcze głębiej i…
– Chciałam ci powiedzieć – wyszeptała – przepraszam…
Idiotka! Przeprasza?
Pocałowałem ją delikatnie, jedną rękę włożyłem jej pod pośladki i pchnąłem mocno.
Stęknęła mi w usta, a ja z jękiem wytrysnąłem w nią.
Leżeliśmy tak dłuższą chwilę bez ruchu. W końcu delikatnie z niej wyszedłem.
Jednak za bardzo się podnieciłem, ale nie miałem doświadczenia z dziewicami. Zaskoczyła mnie!
Leżałem obok niej. Już byłem gotów na kolejny raz, tylko cholera nie wiem jak ona…
Usnęła?

***

Leżałam na plecach, bo pomimo obejrzenia tylu pornosów, nie wiedziałam co zrobić. Tyle razy widziałam w wyobraźni tą sytuację a teraz…
Dotknął mnie palcami. Dzięki delikatnemu dotykowi poczułam to bardzo intensywnie. Po chwili całował pierś, później brzuch aż wreszcie dotknął językiem cipki. Nie wytrzymałam tego. To było jak piorun. Oderwałam go od siebie. Boże! Co ja robię. Zachowuję się jak kretynka!
– Ja… – nie wiedziałam co powiedzieć.
Położył się obok, a mnie nie umknął widok spodenek, pełnych tego na co czekałam i… się bałam. Zauważył, że się przyglądam. Uśmiechnął się takim zaczajonym uśmiechem i czekał. Wiedziałam, że teraz mój ruch.
Położyłam się na nim a on docisnął mnie do siebie i poczułam jaki jest duży i twardy.
– Kochaj się ze mną – szepnęłam.
Znalazłam się pod nim a po chwili ściągał już spodenki. Wreszcie zobaczyłam. Piękny wyprężony kutas, gładki z ciemniejszym końcem. To co innego zobaczyć na żywo. Zaschło mi w gardle.
Znów leżał na mnie dotykając czubkiem cipki. To już za chwilę…
– Pozwól się tam pocałować – szepnął mi w usta.
Nie wiedziałam czy to wytrzymam. Inaczej samej sobie robić dobrze palcami czy prysznicem, ale gdy czujesz cudzy język…
Kiwnęłam głową, na tyle było mnie stać.
Czułam jego język pomiędzy piersiami, na brzuchu aż wreszcie… To było nie do zniesienia. Takie uczucie, że miałam ochotę uciekać!
Było mi za dobrze! Gdy ssał łechtaczkę i pieścił mnie równocześnie palcami, czułam, że więcej nie zniosę. I wtedy miałam orgazm.
Trwał i trwał słabnąc powoli. Tak mocny, że o mało się nie popłakałam.
Czy to normalne?
Znów był na mnie, drażnił wejście do cipki czubkiem penisa potęgując pragnienie by poczuć go wreszcie w środku. Wszedł głębiej i zamarł.
– Chciałam ci powiedzieć. Przepraszam…
Przez chwilę po prostu patrzył. Pocałował mnie, złapał mocno za pupę i wszedł we mnie. Jęknął.
Czy zabolało? Trochę. Zbyt mocno byłam podniecona żeby skupiać się na bólu. Leżał na mnie i czułam dreszcze, które nim wstrząsały.
Wyszedł ze mnie delikatnie jakbym była ze szkła.
Z zamkniętymi oczami odbierałam wszystkie wrażenia wewnątrz mnie.
Gdy spojrzałam na niego, spał.
Powoli wstałam i wyszłam do łazienki.

W łazience nie mogłam się powstrzymać przed wsadzeniem sobie palców do środka. Czy będzie bolało? Może tylko trochę szczypało. Śmieszyły mnie te wszystkie opowieści koleżanek o ich rozdziewiczaniu. Opowiadały jak o jakimś zabiegu chirurgicznym. Na palcach została mi sperma, różowa sperma, pomieszana z krwią. Roztarłam ją między palcami, powąchałam. Nowy zapach. Umyłam się i owinięta ręcznikiem, cicho weszłam do pokoju. Radek spał. Usiadłam po turecku na łóżku i przyglądałam mu się. Piękna twarz, rozburzone włosy, lekko owłosiona klatka piersiowa, plaski brzuch i… Męskich klejnotów w stanie spoczynku w filmach się raczej nie spotyka. Nie tak, żeby sobie je móc pooglądać. Zauważyłam, że staje się grubszy. Nie zauważyłam za to, że Radek się obudził i przyłapał mnie na przyglądaniu się. Zaczerwieniłam się.

– Bolało? – zapytał.
– Nie bardzo – odparłam – Strach ma wielkie oczy. Mam ochotę na więcej.
– Gdybyś wiedziała jaką ja mam ochotę na więcej – uśmiechnął się szeroko – Powiedz tylko ile masz czasu…
– Dwa tygodnie…

Dwa tygodnie zmieniły się w trzy tygodnie. Zostaliśmy dłużej o tydzień. Większość czasu spędzaliśmy w łóżku. Tylko głód wypędzał nas z pokoju. Byłam upojona miłością i seksem. Nie zwiedzaliśmy, nie wylegiwaliśmy się na plażach. Radek okazał się świetnym kucharzem. Uwielbiałam patrzeć jak kręci się po kuchni goły. Konsumowaliśmy jedzenie w łóżku, zapijając winem. Najpierw jedzenie, a później siebie. Czasami na odwrót. Rodzice ze zrozumieniem przyjęli informację, że do domu dojadę za tydzień.

***

Stoję przy blacie wyspy kuchennej. Dzieci w szkole, ja mam wolny dzień. Powinnam sprzątać, prać lub zająć się innymi pierdołami życia codziennego. Poczułam ramiona obejmujące mnie od tyłu i usta przy uchu. Z mokrych włosów męża kapała woda. Właśnie wyszedł spod prysznica.

– Robisz coś ważnego? – zamruczał.
– To zależy – odpowiedziałam – Czy obiad jest dla ciebie ważny?
– Teraz jestem głodny. Coś przetrącę…

Obrócił mnie twarzą do siebie, pomógł się rozebrać i posadził mnie na blacie kuchennym.

– Jakieś życzenia? – zapytał.
– Tak. Bez pieszczot. Zerżnij mnie – odparłam.

Po czternastu latach razem znaliśmy mapę swoich ciał bardzo dokładnie. Nie wyobrażam sobie życia z nikim innym. Były i gorsze chwile, ale większość lepszych. W końcu co człowiekowi jest tak naprawdę potrzebne do życia? Miłość… Reszta jest opcjonalna. Znów czułam go w sobie. Jutro go czymś zaskoczę. Radek lubi niespodzianki. Aż strach pomyśleć, co by było, gdybym wtedy nie weszła na przejście dla pieszych.

POLECANE OPOWIADANIA

Worek...

Klatka

Przebudzenie

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)