Przyrodnia siostra (I)

with 3 komentarze

seria pomyłek z szczęśliwym finałem
To tak, ja sobie jadę na wakacje, a wy sobie tu poczytajcie 😉 Bo oczywiście grafik już wypełniony tekstami. Po draniu Igorze, czas na mniej skomplikowanych bohaterów 😉 Jakby znów były problemy z komentarzami, nie przejmować się, będę czuwać i jakby co ręcznie zaakceptuję. Możecie mnie śledzić na Insta, będę wrzucała fotki 🙂

 

Głęboko odetchnęła.

Później odruchowo poprawiła zsuwające się na nos okulary.

I w końcu nacisnęła dzwonek, chociaż serce ruszyło galopem, kolana zmiękły, a dłonie drżały, niczym u nałogowego alkoholika.

W końcu pozna swego ojca! Ojca, o którym sądziła, że zmarł dawno temu! Ojca, którego tak bardzo brakowało jej przez całe życie!

Napięte jak postronki nerwy sprawiły, że gdy w końcu otworzyły się drzwi, Zosia o mało co nie zemdlała z wrażenia.

Błyskawicznie jej przeszło, gdy ujrzała przed sobą chudego jak tyczka młodzieńca, cudacznie ubranego, z słuchawkami na uszach i gumą w ustach. Żuł ją powoli, flegmatycznie, niczym krowa trawę na łące, lustrując oszołomioną Zosię beznamiętnym spojrzeniem.

– Ja…

– Nowa gosposia? – spytał domyślnie. – Super że jednak pani nie zrezygnowała. Matka już wpadła w panikę.

– Kto to? – Obok chudzielca pojawił się następny chłopak. A w zasadzie już mężczyzna. I biedna Zosia znów zamieniła się w słup soli, chociaż tym razem z podziwu.

Wszystko było w nim naj! Bicepsy, twarz, oczy, półdługie włosy. Tatuaże! Skrycie kochała wytatuowanych mężczyzn, lecz dotychczas była to miłość czysto platoniczna, w dodatku obiektami jej westchnień najczęściej bywali panowie z okładek gazet czy szklanego ekranu. Teraz takie umięśnione, wytatuowane cudo miała na żywo przed sobą!

– Gosposia – wyjaśnił chłopak, który jej otworzył.

– Aha. – Cud zjawisko puściło oczko, wpatrującej się w niego niczym ciele w malowane wrota, Zosi, szeroko ziewnęło i zniknęło w głębi mieszkania.

– Wejdzie pani?

Zośka odzyskała władzę nad zdrętwiałymi kończynami i weszła. W końcu po to tu przyjechała. Adres z pewnością się zgadzał, chociaż reszta… To dziwne, ale nie brała pod uwagę, że upragniony ojciec może mieć nową rodzinę.

Krótki korytarz prowadził do ogromnego salonu, połączonego z kuchnią, jadalnią i ogrodem zimowym. Wrażenie nieskończonej przestrzeni potęgował sufit, wysoki chyba na pięć metrów. A jak to wszystko było urządzone! Biedna Zosia, dotychczas takie luksusy widywała jedynie w programach telewizyjnych i to tych o willach milionerów.

Chyba jej ojciec należał do zamożnych osób? Kiedy Stasiek odnalazł jego adres, coś tam przebąkiwał, że znany biznesmen, ale wtedy nie słuchała uważnie, przytłoczona żałobą i jednocześnie pełna nadziei, iż jednak ma kogoś bliskiego na tym świecie. Widząc to, policjant tylko wepchnął w drżącą dłoń dziewczyny kartkę z adresem i przykazał, aby na siebie uważała.

– Matki nie ma. Zaprowadzę panią do pokoju – zaproponował chudzielec.

– Panią? – Zosia zaskoczona uniosła brwi. Czy wyglądała aż tak dojrzale? Przecież w rzeczywistości była od niego starsza może z pięć, góra sześć lat.

– Nooo… – odparł flegmatycznie. Przeszli przez salon i znów znaleźli się w krótkim korytarzu. – Po lewej są dwa pokoje gościnne. Jeden zawsze zajmuje gosposia. Na dole mały dzienny, do góry na antresoli sypialnia. A tutaj – wskazał na prawo – łazienka. I fajnie byłoby jakbyś zaczęła od dziś. Głodny jestem, a obiadu nie było.

Ten pokój był znacznie mniejszy, ale i tak robił wrażenie. Zosia stanęła pośrodku, a nadobny młodzieniec wygrzebał z kieszeni komórkę i rozmawiając, wyszedł.

Została sama. Z mętlikiem w głowie i dziwnym uczuciem niesmaku.

Wzięli ją za gosposię?

No ładnie, ładnie!

Przysiadła na walizce, którą cały czas za sobą targała i zmyśliła się. Potencjalnego tatusia chyba nie było w domu, a gotować umiała całkiem nieźle. Przygotuje kolację i później z nimi porozmawia. Z ojcem, pewnie z macochą i z dwoma braćmi. Niesamowite! Miała dwóch, przyrodnich braci! Ten chudy chyba był młodszy, ten wytatuowany pewnie też. Zagryzła wargi. Matka mówiła jej o nagłej, wielkiej miłości, na której przeszkodzie stanęli rodzice obojga młodych. Ale jeśli miałaby starszego brata, to oznaczało coś innego. Wakacyjny romans i wykorzystanie naiwnej dziewczyny. Wtedy ojciec nie wydawałby się już taki szlachetny i wspaniały. Byłby po prostu kolejnym facetem, który zaszalał na boku, dopuszczając się zdrady małżeńskiej. Zdradę miała w nosie, ale oszustwo? Biedna mama! Dobrze chociaż, że ona do końca wierzyła w tę swoją miłość!

No cóż… Przygotowanie kolacji nie powinno być problemem, zwłaszcza że zdążyła przyjrzeć się kuchni. Zrobi ją, a potem z nimi porozmawia. Podniesiona na duchu Zosia, zdjęła fikuśny berecik, odrzuciła gruby warkocz za plecy, a na samym końcu odwiesiła płaszcz na oparcie krzesła i zmieniła obuwie na domowe.

Nikt się nią nie interesował. Młodszy pojawił się na chwilę w kuchni, z aprobatą pociągając nosem, starszy na chwilę przysiadł na kanapie, zawzięcie z kimś dyskutując przez telefon. Poza tym po mieszkaniu biegał taki jeden, cudacznie ubrany, wykrzykując coś w obcym języku, a za nim truchtem podążał chudzielec w okularach, skrupulatnie notując w ogromnym zeszycie. Zosia doszła do wniosku, że to chyba jakiś dekorator wnętrz, bo mierzył i przykładał kolorowe kartoniki do ścian.

Szybko przejrzała szafki, zerknęła na zawartość ogromnej lodówki, po czym zabrała się do pracy. Nie miała pojęcia, w czym gustują, więc postanowiła zrobić jedno ze swoich ulubionych dań, kurczaka zapiekanego w porach. Do tego sałatka i voilà! Gotowe!

– Już jest? – Młodszy chłopak natychmiast pojawił się w kuchni, łypiąc okiem w kierunku piekarnika.

– Jeszcze pięć minut.

– Świetnie! Matka przyszła. Ucieszyła się, jak powiedziałem, że jednak się zjawiłaś.

Postanowiła na razie nie wyprowadzać go z błędu. Nakryła dla czterech osób, postawiła danie główne, zaparzyła też herbatę. Zwabiony zapachem, w kuchni zjawił się i starszy z braci, nadal z kimś intensywnie sprzeczając się przez telefon. Tuż za nim Zosia dostrzegła kobietę. Niezwykle elegancką i szykowną, bardzo piękną i tak ubraną, że biedna dziewczyna zzieleniała z zazdrości. Może jednak mama powinna była powalczyć o swą miłość?, pomyślała smętnie, wspominając ich własną garderobę. No cóż, teraz i tak było na takie rzeczy za późno.

– No, zjawiła się pani! – Nieznajoma, ani chybi zosina macocha, również z zapałem zabrała się za jedzenie. – Później porozmawiamy. Jestem Greta. Adrian wspomniał, że już się pani zadomowiła?

– Tak. – Zosia skromnie spuściła oczy, ale tamta chyba nie oczekiwała odpowiedzi, bo od razu przystąpiła do rugowania młodszego syna. Starszy przysłuchiwał się temu pobłażliwie, co chwila dokładając sobie zapiekanki, a Zosia z drżeniem serca czekała na pojawienie się pana domu.

Niestety, nie doczekała się.

– Bardzo dobry, chociaż prosty posiłek. – Greta wytarła usta chusteczką. – Usiądź dziewczyno, musimy ustalić warunki naszej współpracy.

– Ale ja…

– Od razu zaznaczam, że masz u mnie normalną umowę, dodatek wakacyjny i świąteczny.

– Ale ja…

– Jeden dzień w tygodniu całkowicie wolny. Do tego urlop równe dwadzieścia jeden dni, także płatny.

Zosia w końcu zebrała się w sobie.

– Nie jestem gosposią! – prawie że wrzasnęła, bo Greta nie zamierzała dopuścić jej do głosu.

– Nie? – zdziwiła się tamta. – Świetnie gotujesz, nadajesz się!

– Przyjechałam do ojca. – Brnęła dalej Zosia z determinacją. Coraz bardziej miała wrażenie, że pomyliła mieszkania. – Pana Krzysztofa Maciejewskiego.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. M
    MartiPe
    | Odpowiedz

    Myślałam że nikomu nie powie że nie jest gosposia 😀

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie martw się, wymyśliłam kolejne kłopoty 😉

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ojojoj, ile tekstów do skomentowania mi się nagromadziło… Istna “klęska urodzaju” 🙂 Hmmm… już na pierwszy rzut okiem widzę, że i tak o jeden za mało 🙁 Chronologicznie polecę 🙂
    Zgodzę się z Zosią, że ma spore “szanse” zostać rodzinnym kopciuchem, o ile jest córką pana Maciejewskiego, oczywiście. Chyba, że tatuś ucieszy się z córeczki i poprosi małżonkę Gretę, żeby zatroszczyła się o wygląd Zosi, a i wyrazi stanowczy sprzeciw żeby za kopciucha robiła. Mocno ciekawa jestem tego potencjalnego tatusia. Rodzinka bardzo interesująca – pojawia się dziewczę twierdzące, że z lędźwi pana domu pochodzi, a rodzinka spoko luz – poczekamy, zrobimy badanie DNA, a na razie niech sobie dziewczę z nami mieszka i nam gotuje… usługuje. Sprytne. Bardzo sprytne. Gosposia prawie że za free – “po kosztach”, rzecz by można.
    Tak najbardziej to ciekawi mnie śniady nieznajomy – będzie robił za czarny charakter, czy wręcz przeciwnie i okaże się o niebo bardziej interesujący niż “boski” Rafałek? 🙂
    Ucieszyłam się, że Zosia wyjaśniła nieporozumienie, bo to daje większe możliwości namieszania w historii 🙂 I jestem pewna, Babeczko, że nie zmarnujesz tej szansy 🙂

Napisz nam też coś :-)