Przyrodnia siostra (II)

with 9 komentarzy

seria pomyłek z szczęśliwym finałem
 

Zosia spojrzała w lustro. To było równie prawdomówne, co Rafał. Matowe włosy splecione w gruby warkocz. Jasne brwi i rzęsy, bo rzadko się malowała. Blade usta. Nijakie ubranie, w kolorach, które jeszcze podkreślały jej własną nijakość. Nawet spojrzenie błękitnych oczu było dziwnie matowe i bez wyrazu.

– Powinnam to zmienić.

Tylko po co? Aby Rafał spojrzał na nią z odrobiną uznania? Przecież to jej brat! Na cholerę potrzebne mi jego uznanie? wyrzucała sobie Zosia.

Śniadanie, obiad, kolacja. Potem może dorzucą pranie i sprzątanie. Tak, etat kopciucha miała jak w banku. Pytanie, kto w jej życiu odegra rolę księcia i dobrej wróżki? Zresztą, walić wróżkę, bardziej ją interesował książę. Przypomniała sobie mężczyznę, którego spotkała o poranku i skrzywiła się, jakby właśnie zakosztowała czegoś wyjątkowo ohydnego w smaku. Nie, tego to w życiu nie chciałaby na księcia.

– Zaczekam na ojca. I mam nadzieję że… – przygryzła wargę. – Mam nadzieję, że chociaż z początku będzie zaskoczony, to ucieszy się z mojego istnienia. Nie obrażę się nawet, jeśli zażąda testów. Nie oczekuję wiele, ale nie chciałabym, aby obrócił się do mnie plecami, okazując wzgardę i obojętność. Może to źle, że tu przyjechałam?

Początkowy zapał zniknął. Radość z posiadania ojca, również. Na brzegu łóżka siedziała przygarbiona, zapłakana dziewczyna, która wciąż nie mogła znaleźć swojego miejsca w świecie.

***

Greta traktowała ją obojętnie, chociaż czasami zdobyła się na serdeczne słowo. Zosia bardzo szybko stwierdziła, że wcale nie była złą kobietą, chociaż właśnie na to z początku się zanosiło. Adrian od czasu do czasu zamieniał z nią słówko, nieodmiennie też chwaląc przygotowywane posiłki. Był miły, bezpośredni i rozmowa z nim stanowiła znakomita odskocznię od własnych, ponurych myśli. Rafał również okazał się taki nie najgorszy, chociaż jego akurat spotykała najrzadziej.

Od młodszego z braci dowiedziała się sporo ciekawych rzeczy. Jej ojciec był właścicielem firmy zajmującej się projektowaniem i budową dużych obiektów handlowych. Greta właściwie nie pracowała, bo nie wypadało nazwać pracą posiadanie luksusowego butiku, do którego wpadała od czasu do czasu z przyjaciółkami, aby pochwalić się nowymi kolekcjami ubrań prosto z europejskich stolic mody. Butikiem tym zarządzała odpowiednia osoba, a Greta jedynie podpisywała różne dokumenty. Sam Adrian uczęszczał do liceum, na razie bez żadnego pomysłu na dalszą edukację. Za to Rafał ją zaskoczył.

Okazało się, że wcale nie studiuje jak przypuszczała. Był piłkarzem i to w dodatku bardzo znanego klubu. Dzień zaczynał o siódmej rano, kwadrans po ósmej już go nie było. Czasami wracał późno, po kolacji, czasami dużo wcześniej. W weekendy rzadko bywał w domu. Poza tym zaciekawiła ją wiadomość, że tak naprawdę ma swój własny apartament w tym samym kompleksie, co rodzice, ale rzadko z niego korzysta.

– Dlaczego? – spytała zdumiona Adriana.

– Dlaczego? Głównie jak poderwie jakąś panienkę i chce… No wiesz! – Adrian spojrzał na nią porozumiewawczo.

– Pytałam dlaczego mieszka tutaj – wyjaśniła Zosia, krzywiąc się w duchu na słowo „panienka”.

– Pewnie mu wygodniej. Jedzonko pod nos, o pranie nie musi się martwić, o rachunki też.

– Pewnie tak – poświadczyła.

Była ciekawa jakim jest piłkarzem. Kompletnie nie orientowała się w tym temacie, ale nazwa klubu brzmiała znajomo nawet dla takiej ignorantki jak Zosia. Kiedy nikogo nie było w mieszkaniu, skorzystała z komputera, który stał w gabinecie i bardzo szybko dowiedziała się wielu ciekawych rzeczy na temat Rafała. Grał w młodzieżowej reprezentacji. Miał poważny wypadek, po którym musiał przejść intensywną rehabilitację i z którym związana był ponad półroczna przerwa. Rokował świetne nadzieje na przyszłość i właśnie szykował się mu znakomity transfer. O życiu osobistym większość informacji była niezwykle lakoniczna i zwięzła, ale fotografie przedstawiały uśmiechniętego Rafała, co rusz to z inną pięknością u boku. Zosia przelotnie zastanowiła się, która z nich to ta natrętnie dzwoniąca Aga, a zaraz potem zamknęła laptopa i głośno wzdychając, udała się do kuchni obrać ziemniaki.

Właśnie na tym kończy się moje życie, rozmyślała markotnie, sprawnie posługując się małym nożykiem. Na sprzątaniu, praniu i gotowaniu. Nawet tutaj, w wielkim mieście, nie było inaczej.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    He, he : “Zresztą, walić wróżkę, bardziej ją interesował książę.” – brawo, Zosia! 🙂 Mam dwie opcje co do kopertowego “podmieniacza” : Greta, której nie uśmiecha się posiadanie pasierbicy, albo któryś z chłopaków, któremu uśmiecha się posiadanie siostry. Pytanie tylko po co i dlaczego? Bo dobrze gotuje, czy naprawdę chciałby mieć siostrę. Potencjalnego ojca nie podejrzewam, bo wydaje mi się, że facet jest w porządku i jeśli Zosia okazałaby się krwią z jego krwi, to by się od uznania ojcostwa nie uchylał. Marcel – imię ładne, ale jego właściciel dość nachalny. Co się tak z łapami pcha? I niby Zośka taka nieatrakcyjna, a ten ewidentnie na nią leci. Jakieś to mocno podejrzane. Zastanawiam się, czy jeśli badania DNA jednoznacznie potwierdzą pokrewieństwo, to Zosia wciąż będzie za gosposię robiła i tym samym zarabiała na swe utrzymanie? Mam nadzieję, że by się na to nie zgodziła. I czemu Rafał zamarł na widok czapki? Zdaje mi się, Babeczko, że masz dla nas wiele niespodzianek 🙂

  2. Babeczka
    | Odpowiedz

    Aż musiałam sprawdzić, o co chodzi z tą czapką 🙂 Podmianka koperty – ciepło, ciepło, ale wyjaśnienie będzie na końcu. A Marcel… Cóż. Mogłabym napisać, że widzi w niej więcej, bo jest wnikliwym obserwatorem, ale co będę cię okłamywać :-))) Zosia to blondynka. Może i taka szara myszka, ale dla pana śniadolicego to już nie ma takiego znaczenia. No i przy pierwszym spotkaniu już zapałała do niego niechęcią, maślanych oczu nie robiła, nie śliniła się, a to wiadomo jak na niektórych samców działa 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ps. Wyniki badań będą na końcu. Najpierw będzie seks :-)))

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Wyjaśnienie na końcu? Oooo… to się mocno ciekawie robi. Oj, Babeczka, uważaj, bo już Ci kiedyś zarzucono myślenie stereotypami i brak poprawności politycznej 🙂 Poprawność polityczną czniam z wysokiej górki, ale stereotypom staram się nie ulegać. A facet pchający się z łapami do obcej kobiety, niezależnie od jego koloru skóry, nacji i wyznania, powinien po tych łapach dostać. Proste i żadnej ideologi nie trzeba do tego dorabiać.

      • Babeczka
        |

        Mój drugi chłopak był tunezyjczykiem 🙂 więc nie powiem gdzie mam poprawność polityczną, bo bazuję na doświadczeniu własnym. Niby tam bardziej liberalnie w tych czasach było, ale to się kurna czuje pod skórą i w powietrzu 😉

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      He, he, czapka skojarzyła mi się z włosami do badania DNA, więc zamarcie Rafała mnie zaciekawiło 🙂 Wyjaśnienie na końcu? Oooo…. coraz bardziej intrygująco się robi 🙂 Oj, uważaj Babeczko, bo ktoś Ci może zarzucić powielanie stereotypów i brak poprawności politycznej. O ile poprawność mam w głębokim poważaniu, to stereotypom staram się nie ulegać. Pan śniadolicy mógł zachwycić się właśnie tą szaromyszkową atrakcyjnością Zosi – może miał już dość wystylizowanych lasek kręcących się koło klubu. No sorry, ale Natalia Siwiec nie każdemu się podoba, prawda? 🙂

      • Babeczka
        |

        Ekhm… Kto to jest Natalia Siwiec?

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    No super, po prostu – albo żadnego komentarza, albo dwa – klęska urodzaju 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja się nie dziwię, bo jeszcze wszyscy wykorzystują ostatnie podrygi lata 🙂

Napisz nam też coś :-)