Przyrodnia siostra (III)

with 15 komentarzy

seria pomyłek z szczęśliwym finałem

Bardzo Was przepraszam i za opóźnienie, i za braki w komentarzach, ale mam dołek energetyczny i to chyba o głębokości rowu Mariańskiego 🙂 Na dodatek szykuje mi się coś nowego, zaskakującego i trochę zmieni mi to życiowe plany. Nie, nie ciąża ;-)))

 

– Zmarzniesz w tym – powiedział, patrząc jak Zosia dopina płaszczyk.

– Nie, będzie dobrze – uśmiechnęła się rumieniąc.

Przygryzł wargę. Dopiero teraz dostrzegł więcej szczegółów. Wytarte dżinsy. Buty ze zdartymi czubkami. Kolorową czapeczkę, zrobioną na drutach. Rumieńce na policzkach i błyszczące podejrzanie oczy, bo chyba zrozumiała jego oceniający wzrok.

Biedactwo, stwierdził Rafał. Po raz pierwszy pomyślał o kobiecie z nieoczekiwaną czułością. Niby starsza, dojrzalsza, ale wyglądała tak bezbronnie, kiedy pochylając głowę, sięgnęła po szalik.

– Nie będzie dobrze – stwierdził, zastanawiając się, czy matka ma odpowiednią kurtkę, aby można było ją pożyczyć.

– Jeśli wstydzisz się…

– Zośka, daj spokój! Tylko się martwię. – Kciukiem uniósł jej brodę. – Zaczekaj tutaj. Zaraz coś zorganizuję.

I nie bacząc na to, że dziewczyna zarumieniła się zmieszana, pobiegł do sypialni matki. Znalazł śliczny płaszczyk w kremowym kolorze, pomyślał, że powinien pasować i w pośpiechu wrócił do Zośki.

– Nie! – powiedziała stanowczo. – Jeśli się mnie wstydzisz, zostaniemy w domu.

– Marudzisz. Wkrótce będziemy rodziną.

– Nie. – Dziewczyna wydawała się niezwykle stanowcza. – To idziemy?

– Dobra, poddaję się – westchnął. – Może coś kupimy?

– Nie! – Tym razem „nie” było wyraźnie podszyte złością.

– Uparciuch – mruknął Rafał, lecz wolał nie wdawać się w mdłe dyskusje. Telefon zostawił na komodzie i zeszli na dół, przed budynek, gdzie czekała już na nich taksówka.

Zosia przez pierwszy kwadrans milczała, wyraźnie usiłując zachować dystans. Lecz z czasem powoli się rozluźniła.

– Czy masz kolegę o imieniu Marcel? – spytała Rafała, gdy już szli szerokim korytarzem galerii handlowej.

– Tak. – Zaskoczony, prawie że przystanął. – Skąd wiesz?

– Mieszka niedaleko?

– Spotkałaś go?

– Tak. Raz otworzył mi drzwi główne, gdy zapomniałam klucza, a dziś spotkaliśmy się w parku, gdy wracałam z wycieczki.

– Odprowadził cię?

– Tak.

Rafał niezauważalnie zmarszczył brwi.

– I co?

– Nic. Jedynie spytałam. Nie lubisz go, prawda?

– Nie lubię – burknął. – Ja bywam wrednym, egoistycznym dupkiem. On jest wrednym, egoistycznym dupkiem. Dlatego go nie lubię.

– Ja chyba też – powiedziała w zamyśleniu Zosia. – Jakoś nie wywarł na mnie dobrego wrażenia. Nie rozumiałam dlaczego, aż do teraz. Może masz rację z tym dupkiem?

– Podrywał cię?

– No co ty! Mnie?

Zerknął w bok. Spod kolorowej czapeczki wymykały się kosmyki o barwie starego złota. Buzię miała zarumienioną, oczy ogromne, ciekawskie. Okulary, zbyt duże na szczupłą twarzyczkę, psuły nieco efekt, ale Zosia z pewnością była ładną dziewczyną. Odpowiednio zrobiona i ubrana, mogłaby nawet uchodzić za piękność. Uśmiechnął się z czułością, wspominając chwilę w korytarzu, gdy spytał o ubranie. Była wtedy taka rozbrajająco zakłopotana. Chwilę później niezwykle stanowcza.

Naprawdę miała dwadzieścia sześć lat?

I nagle pojawiło się nieprzyjemne wspomnienie.

Wyglądasz na więcej, na jakieś trzydzieści pięć”. To się kurna popisał! Co prawda zmęczona, nieuczesana i blada faktycznie prezentowała się kiepsko, ale przecież nie musiał być wrednym draniem.

– To tutaj? – spytała, wyrywając go z zamyślenia.

– Tak.

Rozejrzała się po wnętrzu salonu z dziwną miną. Luksusowy wystrój, nazwy znanych marek i takich, o których nigdy nie słyszała.

– Pewnie drogo?

– Zośka! – Rafał spojrzał na nią z wyrzutem.

– Nie chciałabym narażać twoich rodziców na koszty.

– Moich rodziców? Przecież ja za to zapłacę – dodał ze śmiechem. – Zarabiam i to całkiem nieźle, zapewniam cię. A teraz do boju siostrzyczko!

Bez okularów wyglądała jeszcze młodziej i jeszcze bardziej bezbronnie. Na dodatek dostrzegła ceny oprawek, które podawano jej do przymierzania. Pobladła i odruchowo poszukała wzrokiem Rafała. Kiedy napotkała jego spojrzenie, posłał jej uśmiech pełen otuchy.

– Te! – oświadczył, a Zosia o mało co, nie zemdlała, widząc kwotę na metce. – Nosiłaś kiedyś szkła kontaktowe?

Mimo sprzeciwu Zośki, postawił na swoim. Może dlatego, że ten sprzeciw był dziwnie blady i niemrawy. Tak czy inaczej, jeden szczegół sprawił, że wyglądała zupełnie inaczej, siedząc naprzeciwko w wygodnym, kawarnianym fotelu.

– Może jesteś głodna? Pójdziemy coś zjeść?

– Zachowujesz się jak starszy, a nie młodszy brat.

– Aha – poświadczył, opierając brodę na ręce i bez skrępowania wpatrując się w dziewczynę. – Czym się zajmowałaś, oprócz opieki nad matką?

– Pracowałam w miejscowej bibliotece.

– Lubisz czytać?

– Kocham! – Rozpromieniła się niczym słoneczko, a Rafał poczuł coś niebywale dziwnego. Takie niespotykane dotąd uczucie w dole brzucha. Nie, nie podniecenie! W żadnym wypadku! To było coś zupełnie innego, przyjemnego, pobudzającego. – A ty?

– Pytasz czy przeczytałem w życiu jakąś książkę?

– Nie, aż tak brutalna nie zamierzałam być.

– To ci powiem, że nawet kilka. Zaskoczona?

– Trochę zmęczona – przyznała. – I dziwnie się czuję. Nigdy nie nosiłam szkieł kontaktowych.

– Przyzwyczaisz się. I od razu dodam, że nie zamierzam poprzestać na okularach.

– Jeśli testy wypadną pozytywnie.

– Wypadną, zobaczysz. Masz oczy naszego ojca.

Ale Zosia i tak posmutniała.

– Wiesz co jest najgorsze? Jeśli to nie on, to kto? I dlaczego moja mama mnie okłamała? A może wcale nie chodzi o tego Krzysztofa Maciejewskiego?

– Sam przyznał, że jeździł na wakacje w tamte rejony.

– To tylko świadczy o tym, że jeździł tam na wakacje. Coraz mocniej podejrzewam, że moja matka albo została oszukana, albo sama się pomyliła.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    No proszę, Rafał okazuje się facetem całkiem do rzeczy, Adrian też jest spoko, więc chyba i ich rodzice nie są snobami do kwadratu, skoro synkowie mają całkiem równo pod sufitem. Tyle, że kompleksowa obsługa jest przez nich mile widziana. Cud doprawdy, ze do Rafała dotarło, że nie mogą traktować Zośki jak służącej za free. Tatuś też się z nagła opamiętał i nie bacząc na zdanie Zośki uznał, że nic jej tak dobrze nie zrobi jak potańczenie i parę drinków – no, gratuluję wyczucia i pomyślunku. Odnoszę wrażenie że ta cała rodzinka nie jest zła, tylko po prostu bezmyślna. A Zośka jawi im się niczym istota z innego świata. A tą przemową to mnie Zośka rozwaliła: “Czy my musimy być niewolnikami konsumpcjonizmu przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu? Miesiąc ma średnio trzydzieści dni, w tym cztery niedziele. I co? Tak trudno spędzić wtedy czas z rodziną przyjaciółmi lub ze samym sobą? Trzeba latać niczym dziki pies z wywieszonym językiem, kupując kolejne niepotrzebne rzeczy?” Serio? Po pierwsze, nie, wcale nie musimy być niewolnikami konsumpcjonizmu, ale niedziele niehandlowe wcale tego nie zmienią, i nie, nie tak trudno spędzić czas z rodziną, przyjaciółmi czy solo, i można to wielce przyjemnie zrobić w galerii handlowej – zjeść razem obiad, bez pośpiechu, pobuszować po Empiku za książkami i płytami, kupić wreszcie nowe pokrowce na taborety, i prezent ślubny dla kuzynki Marysi, i dżinsy dla chłopaków, i kurtki dla dziewczynek, i usiąść chwilkę na kawkę, i może jakiś film w kinie obejrzeć… tak więc, daruj sobie, Zośko, takie bez mała propagandowe teksty, porozmawiaj z pracownikami galerii handlowych, którzy muszą w sobotę podołać klientom, którzy wcześniej rozkładali się na dwa dni, muszą pracować dłużej, a zarabiają mniej niż przedtem, porozmawiaj z właścicielami małych sklepików, którym udawało się funkcjonować dzięki niedzielnym utargom, a teraz likwidują działalność, a ich pracownicy zostają bez pracy. Żeby kupić niepotrzebne rzeczy wcale nie trzeba iść do sklepu w niedzielę – każdy inny dzień też się do tego nada. Dobrze, że nie rzuciłaś, Zośko, hasłem, że ludzie zamiast pójść do galerii i “latać niczym dziki pies…” pójdą w niedzielę do kościoła, bo ryknęłabym dzikim śmiechem. Zaznaczam, że nie trawię galerii handlowych i shoppingu, i wypad na buszowanie po sklepach nie leży w kręgu mych zainteresowań, niezależnie od dnia tygodnia.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tony, zanim się wypowiem, to zwrócę ci uwagę, że chyba po raz pierwszy jesteś nielogiczna w swych wywodach. Twierdzisz, że w sobotę ruch jest podwójny, a potem że przez zakaz handlu w niedzielę właściciele muszą zamykać sklepy. No to jak? Nie “odkują” się w sobotę??? Skoro ruch jest większy, to i dochód powinien być większy.

      Ja powiem szczerze, że u mnie zakaz handlu w niedzielę i tak nic nie zmienił, bo od lat nie robię zakupów w ten dzień 🙂 i się przyzwyczaiłam. Więc to nie żadna propaganda, tylko moje osobiste, od ponad dekady pielęgnowane wariactwo ;-D Szczerze mówiąc, to z utęsknieniem czekałam na ten czas, gdy w końcu zamkną te wszystkie hipermarkety. Wiesz kiedy o tym zamarzyłam? Dokładnie w 2005, kiedy byłam w niemczech i tam już w piątek po południu życie zamierało.

      Przypomniało mi się, jak dawno temu, stałam na promocjach w hipermarketach. Niedziele nazywaliśmy wtedy dniem zlotu buraka 😀 Pamiętam też jedną promocję znanego proszku na p, jak wystawili go na stoku i podwyższyli cenę o złotówkę. Taka to była pożal się boże promocja. Ale schodził wtedy jak świeże bułki! Tak to ludzie reagują na słowo “promocja” 🙂
      Zabawnie wtedy było. Stoję sobie z koleżanką, ona ostatni rok chemii, ja drugi rok fizyki. Podchodzi matka z córką i mówi do niej tak: jak nie będziesz się uczyć, to będziesz stała jak te panie… Tak nas zamurowało, że słowem się nie odezwałyśmy. Albo to. Kupował delikwent proszek jakiejś tam marki, a koleżanka do niego: przy wyjściu dostanie pan kopa gratis. Nie każdy łapał, że chodzi o płyn do mycia naczyń Kop :-)))

      Nawiązując do pracowników, to nasi z Dino nie narzekają, wręcz przeciwnie, panie i jeden pan są bardzo zadowoleni. Narzekają za to na coś innego. Jest ich za mało. U nas bezrobocie szczątkowe, ludzi do pracy na gwałt potrzebują i to niestety w całej okolicy. Nie dziwnego, że chętnych na wyjazd na zbiór szparagów nie ma i niemieccy politycy muszą się głośno skarżyć 🙂
      Na samym początku ruch był faktycznie większy, ale ponoć szybko to się ustabilizowało. Wiadomość uzyskana za pomocą własnych uszu 🙂 A co do małych sklepików, to na pewno nie w poznańskim. Tutaj jedynie powstają nowe 🙂 Na przykład w sąsiedniej wsi, na głównej ulicy – tak długości 2 km – jest: 18 punków gastronomicznych, 2 żabki, 1 fresh, 2 prywatne sklepy spożywcze, 2 cukiernie, 2 kwiaciarnie i to wszystko w niedzielę czynne. A spróbuj nie odstać w kolejce w porze obiadowej! Albo kupić loda w lodziarni bez kolejki! Ha! Ale wiesz za to, co się u nas zamknie niedługo? Tesco w wersji mini :-DDD

      Dodam tylko, że u nas mamy jeden mały sklepik. Póki nie pojawiła się Biedronka i Lidl, prosperował świetnie, kolejka tam non stop była, dwie rodziny się z tego utrzymywały. Potem wszystko padło. A w niedzielę wcale nie mają zamknięte, tylko otwarte, bo mogą.

      Do kościoła? A niech sobie chodzą do kościołów, na parady równości, na cokolwiek, byle wiedzieli, że ten jeden dzień w tygodniu trzeba zwolnić, odetchnąć, nie myśleć o zakupach. Spędzić go według własnego pomysłu, a czy to będzie klepanie zdrowasiek, machanie tęczową chorągiewką czy leżenie do góry d**ą, to już nie moja sprawa. Ja w domu jeszcze chcę wprowadzić zakaz używania telefonów w niedziele. Zakaz oglądania tv już wprowadziłam, chociaż mój małżonek ciężko to przeżył 😀

      • J
        Judyta
        |

        Tesco się zamknie, bo generalnie firma przeprowadza restrukturyzację, chyba nawet chcą wyjść całkiem z Polski. A co do zakazu pracy w niedzielę, to powinno zostać wszystko zamknięte na cztery spusty – kina, kawiarnie, knajpy. Film możesz obejrzeć w TV albo na Netfliksie, ciasto czy obiad przygotować w domu, a ludzie pracujący w tych przybytkach też mogliby spędzić niedzielę z rodziną. To samo szpitale, komisariaty, jednostki straży pożarnej – zróbmy jak u ortodoksyjnych żydów i będzie wreszcie święty spokój.

      • T
        Tony Porter
        |

        Absolutnie nie upieram się, że zawsze mam rację i nigdy się nie mylę, ale co innego hipermarket, a co innego mały sklepik. Właściciele takowych nie odkują się w sobotę za dwa dni. Oczywiście, może się to różnie kształtować, zależnie od regionu.
        Zamierające życie, tyle, ze w sobotę około południa to ja zaliczyłam w czasach PRL-u, i dziękuję bardzo – powtórka z rozrywki mi się nie marzy.
        Jak dla mnie, to wrzucasz do jednego wora różne sprawy. Zakaz handlu w niedzielę nie jest równoznaczny ze zmianą stylu życia. Trzeba by chyba masową lobotomię przeprowadzić. A może dla wielu osób właśnie taki niedzielny wypad do galerii jest zwolnieniem i odetchnięciem? “Spędzeniem wedle własnego pomysłu”? Babeczka, ja to mocno wbrew własnym potrzebom i upodobaniom piszę, bo nie trawię galerii, tłumów, niby-promocji i robię zakupy w sklepikach o rzut beretem od domu. Ale myślę, że trzeba to mocno różnicować. Niedziela bez telefonu? To jedyny dzień, gdy mogę sobie z przyjaciółką pogadać full-wypas, bez ograniczeń czasowych, na luzie, obie na leżaczkach sporo kilometrów od siebie. I co? Mam jej powiedzieć, że nie, nie pogadamy sobie, chociaż bardzo tego potrzebuję, bo postanowiłam, że nie będę niewolnikiem telefonu?

      • T
        Tony Porter
        |

        Judyta, mentalną laurkę Ci wysyłam – pięknie i akuratnie ujęłaś to zagadnienie.

      • Babeczka
        |

        Powiedzcie dziewczyny – pracujecie w weekend? A wasi mężowie/partnerzy? Tak uczciwie :-))) Bo mój tak i wiem, jakie to bywa ciężkie, chociaż nigdy nic do tego nie miałam, bo widziały gały, co brały 🙂

        No dobra! W taki razie żądam, aby urzędy także były otwarte w niedziele! I firmy! Wszyscy do pracy, bez względu na dzień tygodnia! Czy zgadzacie się z tym? Czy poszłybyście do pracy trzy weekendy w miesiącu?

      • Babeczka
        |

        Tony, ja ci powiem, że nawet na lobotomię jest za późno :-))) Niestety, takie czasy. Co do komórki… Ekhm… Ja ci powiem, że zazwyczaj ciężko się do mnie dodzwonić, bo mam na milczy i telefon upycham gdzieś w kącie ;-D Najpierw się wszyscy skarżyli, teraz przyzwyczaili 🙂 Nawet jak z chaty wychodzę, to często o nim zapominam…
        Ale z tym telefonem się nie precyzyjnie wyraziłam, bo mi chodziło o siedzenie w necie. U mojego dziecka w szkole jest całkowity zakaz posiadania przy sobie telefonu i ja to w 100% popieram. I co? Żyją? Żyją!
        Co do sklepików, ja tam z upodobaniami nie dyskutuję, ale tylko piszę, że w mojej okolicy żadnych nie zamykają, tylko co chwila się nowe otwierają. Może w innych rejonach Polski jest inaczej, tego niestety nie wiem 🙁

        PS. Zauważyłaś, że nam Jadzia zamilkła?

      • T
        Tony Porter
        |

        Jakie są czasy to każdy widzi 😉 Z jednej strony owczy pęd ku konsumpcji, a z drugiej, to znam od groma ludzi, którzy nie chcą w tym brać udziału i starają się żyć swoim nieśpiesznym (na ile to tylko możliwe) tempem. Telefon służbowy tkwi przez weekend i po godzinach pracy na dnie torebki, ale telefon prywatny staram się mieć pod ręką, bo rozmowy z rodziną i przyjaciółmi zawsze mile widziane. Taką mam rodzinę i przyjaciół, że uwielbiamy gadać i zawsze mamy sobie coś ciekawego do powiedzenia 🙂
        Oczywiście, że zauważyłam, że nam Jadzia zamilkła – trudno, żeby nie, zważywszy, że darzę jej teksty intensywnym uczuciem 🙂

  2. P
    Pati
    | Odpowiedz

    Mam pytanie dotyczące newslettera. Dlaczego moj email zostal.przekazany gdzies indziej?

    Dostałam maila od Moniki Liga vel Mikamaka ale.z zup3lnie innej strony. Zapisywalam się na motyle A nie na wszystkie newslettery które autorki będą tworzyć. O co chodzi? Dlaczego przekazujwcie adres i to pewnie nie tylko mój gdzieś indziej? Nie życzę sobie dostawać innych wiadomości niż te na które się zapisałam. Co mnie obchodzi że jedna z.autorek robi coś swojego? To jej sprawa. Nie chce dostawać nic.od tej kobiety jeśli sama.sie na to nie zapisze!

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Bardzo cię przepraszam, ale rozegrałyśmy to w taki sposób, że jest to jednocześnie wiadomość, która pozwala każdemu zadecydować, czy chce również zapisać się na newsletter Moniki, jako że na samym początku zapisywał się na newsletter od nas obu. Z jednej, motylowej strony. Nie wiem w jakim momencie do nas dołączyłaś, ale gdy startowałyśmy newsletter był pisany przez nas na zmianę 🙂 Jak wolisz zostać tylko przy motylach, to musisz jedynie w tym mailu kliknąć, że rezygnujesz z Miki, a wtedy będziesz dostawała tylko motylowy. Na siłę nie chcemy nikogo uszczęśliwiać, ale jakoś musiałyśmy powiadomić czytelników o rozdziale i że odtąd newslettery będą otrzymywać od nas z osobnych stron 🙂

  3. Babeczka
    | Odpowiedz

    Co do zakazu handlu w niedzielę przez duże hipermarkety, to będę tego bronić mą nie tak wątłą piersią!!! Poza tym może wypowie się ktoś, kto musiał kiedyś pracować w tym systemie? Przydałoby się posłuchać samych zainteresowanych, a nie tylko egoistycznie forsować własne zdanie – mam tutaj na myśli także siebie :-)))

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Ja się wypowiem, bo pracuję w handlu. Niedziela to mój jedyny dzień wolny w tygodniu, więc tak – popieram ten zakaz jak cholera. I będę się tego trzymać. Małe sklepy wcale nie muszą na tym cierpieć, bo przecież właściciele mogą sprzedawać i nawet mimo tego, nie każdy z tego korzysta (w mojej okolicy) i jakoś sklepy nie popadały.

  4. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    To ja sie wypowiem. Moja koleżanka pracowała w sklepie. Jak żył mąż było dobrze bo się zajął dzieciakami. Zginal w wypadku.Bliskich krewnych nie mieli tylko jego ojciec jeszcze żył. Jak jej wywaliło cztery wekendy na miesiąc to była taka porażka jak cholera. Musila zatrudnic osobe do opieki i pol pensji na to poszlo.
    Więc nie pitolcie mi tu głupot o odetchnieciu i zrealaksowaniu. Ja jej nie raz pomagałam i wiem jakie to wkurwajace. Babeczka ma rację że na bank wy w soboty i niedziele nie pracujecie. Koleżanka zaczęła sprzątać domy w końcu, i założyła firmę sprzątająca, ale co przeszła to jej.

  5. Babeczka
    | Odpowiedz

    Dziewczyny, ja pasuję, na razie egzystencjonalne (chyba tak to się pisze?) problemy kompletnie wywietrzały mi z głowy 😀 Szykuje się kolejna duża zmiana w moim życiu, chociaż na razie nic nie powiem :-))) Tyle tylko, że przez pewien czas będę bardzo, bardzo zajęta, więc teraz porządkuję motylowe sprawy, żeby opóźnień w publikacjach nie było 🙂

  6. P
    P
    | Odpowiedz

    Czy można się dziś spodziewać kolejnej części?

Napisz nam też coś :-)