fbpx

Przyrodnia siostra (VI)

with 1 komentarz

problemy z przyrodnim bratem
Wykończyłam ich w końcu... 😉
 

Poszli, lecz tym razem było inaczej. Rafał co prawda zachowywał się niezwykle poprawnie, starając się grać rolę „brata”, lecz Zosia ani przez moment nie mogła zapomnieć o tym, co się wydarzyło.

O pocałunku.

Bez sprzeciwu godziła się na każdy zakup, na każdy jego wybór, aż w końcu zaczął z niezadowoleniem marszczyć brwi. Dopiero wtedy się zreflektowała i zdobyła na odrobinę twórczej inwencji, chociaż tak naprawdę było jej wszystko jedno, co kupią.

Zjedli obiad, rozmawiając na banalne, bezpieczne tematy. Wrócili do domu taksówką. Pożegnali się i dopiero wtedy odetchnęła.

Nie żeby miała coś przeciwko towarzystwu Rafała, ale powoli gubiła się w plątaninie własnych uczuć.

Brat czy nie brat? Już sama nie wiedziała co byłoby lepsze, rozczarowanie związane z brakiem ojca i kłamstwami matki czy świadomość, iż darzy Rafała mało braterskim uczuciem. Po dwóch kieliszkach wina oraz prawie całej nieprzespanej nocy, nie doszła jednak do żadnych wniosków.

Szkoda że nie mogła mieć wszystkiego…

Poranek powitał ją ponurą szarością za oknem i widokiem niewyspanej twarzy w lustrze. Wczorajsze problemy, pytania bez odpowiedzi, powróciły, chociaż już nie tak wyraziste, nie tak kłujące. Zaczaiły się gdzieś na obrzeżach umysłu, czyhając na okazję, by powrócić z jeszcze większym impetem. Bała się tego momentu, chociaż widziała, iż to nieuniknione. W końcu, kiedyś, prawdopodobnie w bardzo bliskiej przyszłości, będzie się musiała z nimi zmierzyć.

Jak co dzień, przygotowała śniadanie, zaparzyła kawę. I tu spotkała ją pierwsza, niemiła niespodzianka.

– Rafał postanowił wyprowadzić się do swojego mieszkania – oświadczył wesoło Adrian, nie mając bladego pojęcia, jakie to ma znaczenie dla Zosi. – Spałaś, więc nie kazał cię budzić. Zresztą, to budynek obok, chociaż matka i tak trochę biadoliła.

– Wyprowadził się? – Z trudem udało jej okiełznać własne emocje. – Na zawsze?

– A kto go tam wie? Mama węszy jakąś dziewczynę i już snuje weselne plany…

Biedna Zosia o mało co nie udusiła się popijaną właśnie kawą. Weselne plany? To się porobiło!

– …ale ja tam jestem pewien, że Rafał nadaje się na męża, jak słoń na baletnicę. Po prostu chciał odetchnąć i tyle.

Tak, odetchnąć. Od jej towarzystwa. Niby go rozumiała, ale i tak trochę zrobiło jej się przykro. Tchórz, pomyślała z pogardą. Stać go jedynie na ucieczkę! Może i to niesprawiedliwe, ale jeśli testy dna dadzą wynik pozytywny, będą musieli to zaakceptować. Oboje.

A jeśli negatywny?…

– Oszaleję! – wymamrotała Zosia i chyba po raz pierwszy zatęskniła za dawnym, pełnym zupełnie prozaicznych problemów, życiem. Wtedy chociaż mogła mieć nadzieję, a teraz? Żadna opcja nie była zadowalająca, a ona już powoli miała wszystkiego dosyć.

Dlaczego życie musi być aż tak bardzo skomplikowane?

Po południu zaczął padać śnieg, lecz nawet wtedy Zosia nie odzyskała humoru. Snuła się po całym mieszkaniu, coraz bardziej tęskniąc za obecnością Rafała. Nadeszła noc i to ta z rodzaju tych bezsennych, gdy człowiek leży w łóżku, błagając o przynoszący ulgę sen, który i tak nie nadchodzi. Dziesiątki myśli wirowało w jej głowie, serce biło niespokojnym rytmem, a za oknem rozszalała się śnieżyca.

Nie zasnęła.

Nie mogła. Wstała z trudem, gdy tylko zaczęło dnieć, a potem przygotowała sobie mocną, czarną kawę. Zjadła też kawałek rogalika, chociaż wcale nie czuła głodu. I w końcu, gdy już ubrana siedziała na brzegu swojego łóżka, poddała się.

Musiała go zobaczyć.

Usłyszeć jego głos, przekonać się, że nockę spędził samotnie, a nie w towarzystwie jakiejś piękności. Ta myśl bolała najbardziej. A więc prócz tęsknoty pojawiła się także zazdrość.

Zawahała się tylko raz. Gdy miała zapukać do drzwi jego mieszkania.

Później z nagłą determinacją to zrobiła.

I nic. Cisza. Brak reakcji.

Lecz kiedy po długiej chwili odwróciła się na pięcie, by odejść, za plecami usłyszała szelest.

– Cześć – powiedziała, opanowując drżenie głosu.

– Cześć – odpowiedział ponuro. Nie wyglądał najlepiej. Szczerze mówiąc, to nawet gorzej niż ona sama po bezsennej nocy.

– Mogę wejść?

– Lepiej nie…

Zarumieniła się, a wtedy Rafał cofnął się i otworzył szerzej drzwi.

– Proszę. Ale na własną odpowiedzialność.

– Dlaczego? – spytała, chociaż błyskawicznie zorientowała się w jego stanie.

Był pijany.

Nie na kacu, ale pijany. A alkohol mógł sprawić, że przestanie się kontrolować i straci nad sobą panowanie. Lecz ona była trzeźwa i nie wierzyła, że mógłby zrobić jej krzywdę.

– Nie mogłam spać.

– A to ci nowość – mruknął z sarkazmem. – Aureola uwierała?

– Rafał!

Spojrzał na nią ponuro i sięgnął po butelkę, w której na dnie chlupotała odrobina bursztynowego płynu.

– Nie powinieneś od rana…

– Odczep się! – warknął, rzucając butelką i siadając z impetem na sofie. – Będę robił, na co mam ochotę.

– A trening?

– W dupie mam dziś trening, całą ligę, wszystkich i wszystko!

– To widać – uśmiechnęła się blado, podchodząc bliżej. A on od razu to wykorzystał, chwytając przegub jej ręki i przyciągając ku sobie z siłą, której się po nim nie spodziewała. Nie teraz, gdy ledwo stał na nogach, kołysząc się na boki, z mętnym spojrzeniem i oddechem przesyconym alkoholem.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedź

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Myślałam, że nie będzie czego przez weekend komentować, a tu proszę – dwa tekściki 🙂
    Ha! A jednak Rafał dokonał podmiany. I załatwił mamusię na cacy 🙂 Oj, będzie się Greta mocno tłumaczyć. Wątpię, by Krzysztof zadowolił się hasłem o pomyłce 🙂 He, he, mylić się ludzka rzecz, ale w tych akurat obliczeniach, to lepiej się nie mylić.
    Za pięknego to tego pierwszego razu nie mieli – pierwszego razu razem i pierwszego razu Zosi. Oj, będzie się musiał Rafał mocno postarać, żeby zastąpić to wspomnienie czymś bardziej spektakularnym 🙂 Przyznam, że mnie Zosia zirytowała: “Prosiłam cię!” – ha, ha, no rzeczywiście: “Nie, proszę! – wzdychała, gładząc rękoma jego muskularne ramiona.” Trzeba było prosić bardziej zdecydowanie, a nie potem zwalać winę na Rafała. Widziała w jakim był stanie. Ale grunt, że wszystko dobrze się skończyło. I sąsiad – damski bokser dostał po pysku 🙂 Najbardziej to mi się Adrian podoba – chłopak ma zdrowe podejście do życia: rodzinna awanturka jest mało istotna przy perspektywie pysznych obiadków 🙂
    Wykończyłaś ich, Babeczko, bardzo udanie 🙂
    testy DNA
    Nadaremnie
    naparł – Rafał był naprany, to prawda, ale biodrami naparł 🙂

Napisz nam też coś :-)