fbpx

Randka (I)

with 10 komentarzy

gdy wracają grzechy przeszłości
Ażeby podtrzymać napięcie, będą trzy części :-))) Lwia, najdłuższa, poniżej.Przyjemności życzę.
 

Siedział przy oknie, ponuro wpatrując się w zaniedbany ogród. Dziś miała pojawić się ta baba z opieki społecznej i powinien być trzeźwy. Szczerze mówiąc miał to gdzieś. Wszystko miał gdzieś. Kolejny łyk z przybrudzonej butelki, kolejna porcja środka znieczulającego. Wolałby coś silniejszego, ale na to nie miał forsy. Z goryczą pomyślał, że jeszcze trzy lata temu o tym samym czasie, wypoczywał w karaibskim raju, a w łóżku zabawiały go dwie, gorące brunetki. Dziś o takich rzeczach mógł jedynie pomarzyć. Wspomnienia tego co stracił, świadomość, że kiedy stoczył się na dno, to nie znalazła się ani jedna osoba, która by mu pomogła, była gorzką pigułką do przełknięcia. Odwrócił się od niego nawet ojciec, wszyscy tak zwani przyjaciele, narzeczona. Zapomniano o nim, chociaż tak niedawno pojawiał się prawie na każdej okładce, był gościem wielkich magazynów, brylował w eleganckim towarzystwie.

Nic z tego nie zostało.

Pieniądze szybko się skończyły. Jego znakomicie zapowiadająca się kariera również. Nie miał żadnych oszczędności. Okazało się, że nie miał również nikogo, kto podałby mu rękę w tak trudnej sytuacji.

– Kurwa! – warknął, bo w butelce pokazało się dno. Zresztą powoli czuł zobojętniającą moc alkoholu. Szumiało mu w głowie, świat wyglądał na dziwnie zamazany, jakby oglądał go zza zaparowanej szyby. Wygrzebał z kieszeni papierosa. Z rozkoszą zaciągnął się dymem, chociaż palił najpodlejszy gatunek dostępny na rynku. Potem pomagając sobie dłońmi wyjechał na werandę. I dalej, aż nad samo jezioro.

Został mu tylko ten dom, wybudowany na kompletnym odludziu, w głębi lasu. Kiedy tu przyjechał była to totalna rudera. Z trudem pokonał swoje ograniczenia, aby przywrócić mu chociaż minimalną funkcjonalność. Do dziś nie miał prądu, wodę czerpał ze studni, a inne potrzeby załatwiał w niewielkiej budce. Z początku frustrowało go to, brzydziło. Krzyczał, klął i płakał, ale na niewiele się to zdało. Nikogo nie obchodził jego los. Źródłem utrzymania była teraz niewysoka renta oraz dodatki socjalne. Musiał się tym zadowolić, chociaż wystarczało to bardziej na wegetację niż na życie.

Zatrzymał się przy wąskim przejściu nad brzeg. Patrzył ponuro na coraz bardziej wzburzone wody jeziora, na zrujnowany pomost, który w każdej chwili groził zawaleniem. Patrzył i zastanawiał się, czy nie powinien ze sobą skończyć. Nie chciał dalej tak żyć, nie potrafił. Pochylił głowę, wpatrując się w swoje nieruchome nogi. Był cholernym kaleką, zapijaczonym, nikomu niepotrzebnym wrakiem człowieka, który jeszcze kilka lat temu znajdował się na samym szczycie. Nic z tego nie zostało, kompletnie nic. Po raz ostatni zaciągnął się papierosem. Niedopałek wyrzucił do wody.

Wjechał na rozklekotany pomost. Miał nadzieję, że mu się uda. Śmierć nie będzie przyjemna, ale będzie wybawieniem. Bez względu na to, czy czeka go życie po śmierci, czy nie. Miał to w dupie. Chciał po prostu odpocząć. Od tego, kim się stał, od ciągłego braku pieniędzy, od biedy, od samotności. Od pełnych politowania spojrzeń, gdy czasami zdarzyło zapuścić się na zakupy do lokalnego sklepiku.

Deski pod kołami trzeszczały przejmująco, ale udało mu się dotrzeć prawie na sam koniec pomostu. Dopiero gdy tam się zatrzymał, rozległ się głośny huk. Wpadł do pokrytej cienką skorupą lodu wody i ostatnim, co zapamiętał, było silne uderzenie w głowę.

***

15 lat wcześniej

Z spiętych na czubku głowy włosów, wyciągnęła dwa kosmyki, puszczając je luzem, aby stworzyły wrażenie nieplanowanego nieładu. Zmarszczyła groźnie brwi, wydęła wargi, a na koniec pokazała swemu odbiciu język.

I posmutniała.

To, co zobaczyła w lustrze nie było tym, co sobie wymarzyła. Fryzura całkiem niezła, ale włosom brakowało połysku. Usta pociągnięte błyszczykiem, może i wyglądały kusząco, lecz wystarczyło, aby się uśmiechnęła, a wtedy można było zauważyć aparat na zębach. Już o wiele mniej kuszący. Gruba warstwa podkładu nie do końca zdołała zamaskować podstępne pryszcze. A makijaż oraz ciuchy, które pożyczyła jej siostra, sprawiały wrażenie, jakby kompletnie do niej nie pasowały.

– Jestem beznadziejna – mruknęła Kornelia, smętnie przyglądając się swemu odbiciu. Potem po raz tysięczny zadała sobie pytanie, dlaczego to ona z całego rodzeństwa przypominała życiową katastrofę? Byli trojaczkami, dwie dziewczyny, jeden chłopak. Co dziwne, różnili się od siebie, jak dzień od nocy. Kamil, beztroski, seksowny, z łatwością łamiące dziewczęce serca, właśnie dostał się do młodzieżowej kadry piłkarskiej. Wróżono mu karierę wielkiego piłkarza, a on pławił się w zachwycie tłumów, nie ukrywając, że to właśnie jego życiowy cel. Klaudia, wysoka, mega zgrabna, o twarzy greckiej bogini i charakterze pazernej harpii, nie ukrywała, że chciałaby bogato wyjść za mąż i prowadzić beztroskie, wystawne życie. Tylko ona, Kornelia, była taka nijaka. Nie miała planów na przyszłość, walczyła z rozszalałym trądzikiem, a na dodatek nie grzeszyła śmiałością. Kiedy jakiś chłopak próbował ją zagadać, rumieniła się i bełkotała coś bez składu i ładu. Jedynie w swojej wyobraźni była elokwentną, rozchwytywaną dziewczyną.

– Gotowa? – Klaudia wsadziła głowę do pokoju, taksując wzrokiem siostrę. – No, nawet nieźle – pochwaliła.

– Z kim mnie umówiłaś? – spytała zaciekawiona Kornelia.

– No wiesz… – tamta odrobinę się zmieszała. – Kuba chciał randki, więc powiedziałam mu, że zgodzę się, jak zorganizuje kogoś dla mojej siostry bliźniaczki.

– Kuba? – jęknęła nieoczekiwanie Kornelia. – Ten Kuba? Kolega Kamila z reprezentacji?

– Tak, ten. Nie bardzo w moim guście, ale od biedy ujdzie. – Klaudia wystudiowanym ruchem poprawiła nieposłuszny kosmyk włosów. – Gotowa? Taksówka czeka.

Przez całą drogę Kornelia nerwowo zaciskała pięści, jednocześnie popadając w euforię, aby później pogrążyć się w otchłani rozpaczy. Znała Kubę, czasami bywał u jej brata, bo razem studiowali. Znała też z widzenia kilku innych chłopaków. Ale zakochała się w jednym.

Był z nich najstarszy i chyba najbardziej utalentowany. Już teraz znajdował się pod baczną obserwacją różnych rekinów piłkarskiego biznesu. Straciła rachubę, ile to już razy wyobrażała sobie, że Michał doznaje nagłego olśnienia, po czym zakochuje się w niej bez pamięci. Tyle marzenia, bo w rzeczywistości bała się nawet do niego zbliżyć. A ile wycierpiała, gdy przez miesiąc umawiał się z Klaudią! Nieśmiała nadzieja wkradła się do serca dziewczyny. A jeśli to on jest jej „randką w ciemno”? Byłoby cudownie, chociaż chyba umarłaby z zawstydzenia.

Bez problemu dotarły do klubu, sforsowały ochronę, by krętymi schodami zejść w dół. Dla Klaudii nie istniały żadne przeszkody. Jakby złośliwy los obdarzył ją całą odwagą tego świata, a mnie przeznaczył nędzne resztki, melancholijnie rozmyślała Kornelia, rozglądając się dookoła.

– To impreza zamknięta – szepnęła jej siostra, a zaraz potem uśmiechnęła się szeroko, machając do kogoś w oddali. – Są i nasze randki.

Po czym rzuciła się na szyję wysokiemu brunetowi, namiętnie wgryzając się w jego wargi. Kornelia zarumieniła się zakłopotana, nerwowo pocierając wilgotne od nadmiaru emocji dłonie, a zaraz potem znieruchomiała. Bo za plecami Kuby pokazał się roześmiany Michał. Przywitał się z Klaudią, po czym uśmiechając się nieco kpiąco, pochylił i pocałował Kornelię w policzek.

Ją! On ją pocałował! Biedna dziewczyna zamieniła się w przysłowiowy słup soli.

Lecz Michał zdawał się tego nie zauważać. Zachowywał się tak, jakby umówił się z ukochaną. Objął ją w pasie i prawie siłą pociągnął za sobą. Prawił komplementy, jałowe i kompletnie nieprzemyślane, ale dla ogłuszonej jego bliskością Kornelii nie miało to większego znaczenia. Niewiele do niej docierało, prócz ciepła męskiego ciała i świadomości, że w końcu ją dostrzegł. Nawet kiedy w jej umyśle zaczęła kiełkować nieśmiała myśl, że to wszystko jest na pokaz, że on tylko udaje, doskonale się przy tym bawiąc, zepchnęła ją w głąb świadomości, pławiąc się w urzeczywistnionych marzeniach. Potakiwała każdemu jego słowu. Niewiele mówiła. Drinki wypijała prawie duszkiem, więc po dwóch kwadransach świat zaczął niebezpiecznie wirować. Klaudia gdzieś zniknęła, reszta towarzystwa również, więc Kornelia została sam na sam ze swym obiektem nie tyle pożądania, co dziewczęcych marzeń. A kiedy ten wstał i wyciągnął w jej kierunku dłoń, bez wahania ją ujęła, patrząc z ufnością w kpiące, męskie oczy.

I tego zaślepienia, własnej nieporadności, miała później żałować przez wiele, wiele lat.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    No no no!

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    No to pięknie!

  3. P
    P
    | Odpowiedz

    Fantastycznie, że w końcu przeczytamy ten tekst w całości!
    Bo coś, gdzieś, już kiedyś… 😈

  4. Anonim
    | Odpowiedz

    Niezły, ale zdaje się że w zapowiedzi było że ma to być cały tekst ,a nie tylko pierwsza część.

  5. M
    Monia
    | Odpowiedz

    A gdzie pozostałe dwie części? 🥺

  6. E
    Ei
    | Odpowiedz

    Hm…a 25.12 nie udała być druga część?!

  7. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Też zrozumiałam, że skoro tekst podzielony na trzy części – każda będzie jednego dnia świat (pomimo wcześniejszej wersji że pojawi się w całości w wigilię).

  8. Babeczka
    | Odpowiedz

    Sorki wielkie, coś pochrzaniłam, bo post nie poszedł do publikacji tylko do kosza. Ostatnio zaliczyłam też wtopę z voucherem, newsletterowicze wiedzą co chodzi 😀 tak to mści się praca na śpiocha.
    Za to szybko to nadrobię, bo po całym dniu błogiego leniuchowania, nie mogę spać i mogę sobie w końcu ze spokojem posiedzieć przed kompem. To się nacieszcie 2, a zaraz po niej będzie 3, nie od razu, ale zaplanuję na 14, 15 powiedzmy 🙂

  9. J
    Jolka
    | Odpowiedz

    Widzę, że Babeczka już się nie podpisuje Babeczka 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jak już musiałam w regulaminie i polityce prywatności podać prawdziwe nazwisko, to i po co pseudonim? Zresztą, człowiek jak zaczyna, to tak nieśmiało, z niepewnością. Nie chce mi się na razie zmieniać starych okładek, więc będę dawać jedynie na nowych 🙂

Napisz nam też coś :-)