Randka (II)

with 1 komentarz

nostalgiczne opowiadanie w klimacie świątecznym o błędach, jakie popełniamy
 

– To masz kogoś czy nie? – spytał, nie hamując zniecierpliwienia. Szczerze mówiąc, już się podniecił wizją uprawiania seksu. A że kobieta była ładna i ponętna, to stanowiło jedynie dodatkowy atut.

– Nie mam – odparła, odwracając głowę. Tylko że on zdołał dostrzec ognisty rumieniec na policzkach. Najpierw go to zaskoczyło, potem ucieszyło. – Akurat teraz nie mam – dodała ciszej.

– A miałaś?

– To nie twoja sprawa.

– Nie moja – zgodził się, obserwując ją w zamyśleniu. Początkowo blady i mętny plan, nabierał zdecydowanych rumieńców. Nie czuł w związku z nim żadnych wyrzutów sumienia, jedynie dreszczyk podniecenia. Polowanie czas zacząć, bo szkoda czasu na zwłokę. Ani przez chwilę nie zastanowił się, dlaczego wciąż jest nim zauroczona. Nie obchodziło go to, bo nie przestał być egoistą. Akurat to się nie zmieniło.

Nieświadoma jego planów Kornelia wstała i przygotowała drugie danie. Z satysfakcją przyglądała się pałaszującemu swoją porcję Michałowi. Sama mało jadła, bo szczerze mówiąc głód, który czuła, pochodził z zupełnie innego źródła. Była jednocześnie rozdrażniona, wściekła na samą siebie i pełna nadziei. Argumenty popiskującego z cicha zdrowego rozsądku, spychała w niepamięć.

– Masz komputer? – spytał znienacka Michał, odsuwając pusty talerz.

– Komputer? – zaskoczona uniosła brwi. – Nie, ale mam tablet. Wystarczy?

– Tak.

Nie pytała, po co, nie chciała być wścibska. Zresztą, trochę się domyślała. Od dłuższego czasu odcięty był od świata, od natłoku informacji. Pewnie chciał wykorzystać okazję. Wskazała mu miejsce w fotelu, na stoliku obok postawiła kubek z herbatą, a potem przyniosła to, o co prosił. Michał chyba stracił ochotę na rozmowę, bo milczał, mimo iż próbowała go zagadać. Suchym głosem podziękował za pomoc, po czym kliknął ikonkę wyszukiwarki i zamarł w bezruchu.

Co pierwsze? Tym bardziej, że nie był pewien, czy tak naprawdę chce wiedzieć. Tamten świat był dla niego niepowrotnie stracony. Tamci ludzie… Z wahaniem wpisał nazwisko swej byłej narzeczonej. Może słowo partnerka czy kochanka byłoby lepsze, bo tak naprawdę nie zamierzał się żenić. Z goryczą wpatrywał się w jej uśmiechniętą twarz, czytał o nowym, bogatym i sławnym mężu. Potem przerzucił się na kolegów z drużyny. Jednym się poszczęściło, inni zniknęli z życia publicznego, tak jak brat Kornelii, Kamil. Potem wpisał nazwisko własnego ojca. Co prawda bez większych nadziei, ale jakież było jego zdumienie, gdy znalazł całkiem świeży artykuł, że szanowny tatuś żeni się w pierwszy dzień świąt. I to z nie byle kim. Jego przyszła małżonka była pół wieku młodsza, piękna, utalentowana, znana, więc Michał przez dłuższy czas zastanawiał się, co sprawiło, iż związała się z podstarzałym, brzuchatym i co tu ukrywać, niezbyt przystojnym mężczyzną? Złośliwie pomyślał przy tym, że na szczęście urodę odziedziczył po matce, po czym zamarł, wpatrując się we fragment artykułu.

– Co u diabła? – warknął. – Jak to milioner?

Informacja że jego ojciec należy do najbogatszych ludzi w kraju, z trudem torowała sobie drogę w umyśle Michała. Kiedy rozpoczynał karierę piłkarską, z ledwością wiązali koniec z końcem. Przez rok po śmierci matki korzystali nawet z pomocy opieki społecznej. Wbrew pozorom ich stosunki nie należały do serdecznych, można nawet powiedzieć, że były ozięble poprawne. Lecz jako menadżer ojciec sprawdził się doskonale. On kontrolował zarobki syna, on decydował, jaką drogę wybrać, aby trafić na sam szczyt. I miał do tego wyjątkowy talent.

Wszystko skończyło się w dniu wypadku. Już wcześniej dochodziło do spięć na tle finansowym, ale definitywny koniec nastąpił tamtej feralnej nocy. Ojciec przestał z nim rozmawiać, nie odwiedził go w szpitalu, odciął się nie wyjaśniając powodu takiego zachowania. Wpłacił jedynie pieniądze na konto syna oraz przepisał na niego mieszkanie. Michał sądził wtedy, że zatrzymał dla siebie jakąś część majątku, a teraz właśnie dowiedział się, iż ta część była o wiele większa niż przypuszczał.

Nie tylko go porzucił, ale i okradł.

No cóż… Nie spodziewał się po nim zbyt wiele. Ojciec był pazernym, zadufanym w sobie dupkiem. Egoistą. Jak ja, pomyślał ponuro Michał. Gdy forsa płynęła szerokim strumieniem, współpraca jako tako nam się układała. Gdy przestałem mu być potrzebny, po prostu pozbył się mnie jak śmiecia. Obyś się udławił tą kasą stary pryku, złorzeczył w duchu. I chyba po raz pierwszy zrozumiał wiarę niektórych ludzi w piekło i niebo.

– Michał? – Dotknięcie delikatnej dłoni przywróciło mu poczucie rzeczywistości. – Wszystko w porządku? Siedzisz taki zamyślony już ponad godzinę. Czy znalazłeś to co chciałeś?

– Nawet więcej – odparł krótko. – O wiele więcej. – Lecz nie zamierzał jej niczego wyjaśniać. A ona jak widać nie zamierzała pytać.

– Napijesz się kawy?

– Tak. Masz to wino?

– Nie mam – uśmiechnęła się, ale tak jakoś blado, bez widocznej wesołości. – Zaraz zaparzę kawę.

Odłożył tablet. Wystarczyło mu to, czego się dowiedział. Wystarczyło, aby po raz kolejny zepsuć humor i sprawić, że otaczająca go rzeczywistość okazała się gówno warta.

– Proszę. Tu są ciasteczka korzenne i pierniczki. A tu mleko i cukier.

– Nie chcę. Lubię mocną i gorzką.

– Ja też. – Nie wiadomo dlaczego wyglądała na uradowaną. – To co? Będziemy milczeć czy opowiesz mi coś o sobie? Wiesz… To takie dziwne, iż w tak krótkim czasie trafiłeś z salonów do sutereny.

– Hazard, kobiety, fałszywi przyjaciele – wzruszył ramionami. – Do tego alkohol, nieustające libacje, prochy. A pieniądze? Łatwo przyszło, łatwo poszło. Wystarczyło na rok z okładem.

– A teraz? Czy ojciec…

– Nie! – syknął nagle rozzłoszczony. – Ten skurwiel nie da mi złamanego grosza, choćbym konał na progu jego domu. I dobrze! Sam sobie poradzę, nie potrzebuję jego pomocy!

– To takie dziwne – odparła w zadumie. Migoczące światło z piecyka kładło się ruchliwymi cieniami na jej twarzy, dodając jakiegoś nieuchwytnego uroku szarym oczom i lekko rozchylonym wargom. Po raz nie wiadomo który pomyślał, że naprawdę jest piękna. – Serio nie było nikogo, kto by ci pomógł?

– Tacy jak ja nie miewają przyjaciół.

– Tacy jak ty? Czyli z kategorii arogancki bubek? – roześmiała się dźwięcznie.

– Tak.

Nie zaprzeczał, bo nie widział w tym sensu. W tej rozmowie również. Za to znów pojawiło się podniecenie. Z niechętnym podziwem gapił się na jej smukłe dłonie zaciśnięte wokół porcelanowego kubka, na rytmicznie unoszące się piersi okryte grubą tkaniną swetra, na wygiętą w lekki łuk szyję, na zarumienione od ognia policzki. Kurwa! Ona naprawdę była śliczna! A on najchętniej przeleciałby ją nawet w tej chwili!

– Nie powinieneś wracać do tego domu.

– Nie? A niby gdzie mam wrócić? – spytał z goryczą.

– Tak się właśnie zastanawiam… Przecież istnieją jakieś instytucje, jakieś domy opieki czy coś w tym rodzaju.

– Przytułek. Ale tam nie wolno pić.

– Dodatkowa motywacja.

– Jaka motywacja? – zmarszczył brwi poirytowany. Nie lubił, gdy ktoś decydował za niego, jak żyć. – Ja wcale nie chcę przestać. Alkohol pomaga się odprężyć, odpłynąć. Na nic mocniejszego mnie nie stać.

– I bogu dzięki – mruknęła, wstając powoli, z ociąganiem. – Zostawię cię na kilka godzin, dobrze? Obiecałam ciotce, że jej pomogę w przygotowaniach do świątecznej kolacji.

– Dobrze, ale najpierw… – Nie dokończył, tylko znów chwycił jej nadgarstek, przyciągając stawiającą znikomy opór Kornelię ku sobie. Siedziała więc na jego kolanach, delikatnie drżąc, na pewno nie z chłodu, bardziej z obawy.

– Nie wiem…

– Cii! – położył palec na jej ustach. – Czy wtedy cię pocałowałem? – zadał zaskakujące pytanie.

– Raz – uśmiechnęła się ze smutkiem. – Na samym początku. Wtedy wydawało mi się, że zdobyłam najwyższy szczyt Himalajów, teraz wiem, że to był zwykły całus.

– Bez języczka? – zażartował, chociaż wcale nie było mu do śmiechu. Wystarczyła sama bliskość jej ciała, aby rozpalić w nim pożądanie.

– Bez języczka.

– A teraz? Jak chcesz?

– Nie wiem…

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedź

  1. E
    Eli
    | Odpowiedz

    Oj oj już 18-sta, czekam i czekam…

Napisz nam też coś :-)