Rany Julek! (I)

with 51 komentarzy

o rozterkach pewnego adwokata

Mamy ogromną przyjemność przedstawić opowiadanie kolejnej motylowej Autorki 🙂 Dziewczyny, która jest z nami od lat i ogniście komentuje, a teraz również przedstawia swoją twórczość.
Pisze tak, jak lubicie: z humorem i pazurem 😀
Przywitajcie Monikę cieplutko w ten zimowy czas 😀


Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

 

część pierwsza

Że też mój szanowny dziadunio jeszcze się nie przekręcił to istny cud. Nie miałem z nim zbyt dobrych kontaktów. Jako były wojskowy nie rozpieszczał mnie, tylko musztrował. Łóżko musiało być pościelone, z talerza zjedzone, a wysiłek fizyczny stanowił jedyne i najlepsze remedium na nudę. Słowo daję: do wojska nie poszedłem nie dlatego, że się bałem fali, tylko dlatego, że już miałem jej dość! Dziadunio nie znał litości. Jako pięciolatek potrafiłem przed śniadaniem zrobić pięćdziesiąt pompek z czego dziesięć pierwszych na jednej ręce. Mając lat dziewięć zostałem pierwszy raz zabrany na obóz przetrwania. Do lasu! Bez namiotu! Dziadek wypchał mi plecak puszkami z fasolką i przez trzy dni to było nasze jedyne jedzenie. Już pierwszego dnia przekonałem się, że brak namiotu wcale nie jest tragedią tylko zbawieniem na takim prowiancie. 

Zawsze zazdrościłem dzieciakom wycieczek na lody czy do wesołego miasteczka. Zazdrościłem tego, że spędzali czas ze swoimi dziadkami, którzy nie wyśpiewywali piosenek z kategorii pornofolk i równie ciekawych pieśni pisanych przez chłopców o wysokim poziomie testosteronu na seksualnym głodzie w jakiejś jednostce.

Moja babcia zmarła, gdy byłem jeszcze w podstawówce. W tym roku strzeli mi czterdziestka, a dziadunio nadal na tym świecie. Zazwyczaj widujemy się kilka razy do roku, na rodzinnych świętach organizowanych przez moją kochaną rodzicielkę. Dokładnie dwa lata temu ostatni raz zapytała mnie, kiedy się ustatkuję. Od tamtej pory nie porusza tematu. W końcu mogę spędzić z nią i dziadkiem święta w normalnej atmosferze.

Ojca nie poznałem. Zginął na jakiejś misji wojskowej poza granicami ojczyzny. Wiadomość o jego śmierci przyczyniła się do szybszego pojawienia się na świecie mojej skromnej osoby.

Mama, piękna, młoda wdowa, nie wydała się za mąż po raz drugi, choć wiem, że miała kilka propozycji. Teraz jako kobieta w dojrzałym wieku sześćdziesięciu lat udziela się w klubach seniora, jeździ po świecie i rozwija swoje garncarskie hobby. Wygląda lepiej niż niejedna moja rówieśniczka. To zapewne zasługa życia bez męża. Gdy mama wyjeżdża opieka nad dziaduniem spada na mnie.

Dziś biorę wolne, gdyż muszę staruszka zawieźć do przychodni na rutynowe badania. W zeszłym roku zdradził mi, że badanie prostaty to jedyna namiastka życia erotycznego, jaka mu została. Specjalnie wykupił pakiet medyczny w klinice, gdzie pracują same kobiety, żeby żaden, jak to on nazywał, wróg nie zaskoczył go od tyłu.

Miesiąc temu spędziłem w przychodni dwie godziny, czekając na dziadka. Gdy w końcu pielęgniarka powiedziała, że mogę szanownego Faraona zabrać, wszedłem do gabinetu. Zapinał koszulę, flirtując z drugą pielęgniarką. Kiedy go ponagliłem zaczął się drzeć, że nie wie kim jestem, nigdzie ze mną nie idzie, a potem kazał wezwać policję, bo pewnie jestem ten oszust, co wyłudza od biednych panów w DOŚWIADCZONYM wieku pieniądze metodą „na wnuczka”. Tak, dziadunio lubił nazywać siebie doświadczonym, a nie zramolałym. Według niego te dwa słowa to najwyraźniej synonimy. Muszę mu przyznać, że poczucie humoru i dystans do siebie idą u niego w parze. W każdym razie, jego alarmujące zachowanie postawiło na nogi cały personel. Pół przychodni się zleciało. Wydano mi dziadka dopiero po udowodnieniu pokrewieństwa. Czas, który ugrał z młodą pielęgniareczką, mierzącą mu co chwilę ciśnienie, gdy rzekomo zasłabł, to jego nagroda za ten cyrk.

Owszem, dziadek ma dobry gust. Pod ten gust oczywiście wybrał sobie tę, a nie inną klinikę. Piękne pielęgniarki potrafiły niejednego mężczyznę zawrócić z drogi na tamten świat. Raz jeden, w odruchu nudy, poflirtowałem z taką pięknonogą. Ciekawa osóbka i atrakcyjna. Miałem nawet ochotę na coś więcej. Wymieniliśmy się numerami, po czym zabrałem dziadka do samochodu. Przez całą drogę się nie odzywał, a ja dobrze wiem, że to nie w jego stylu milczeć tak długo. Myślałem, że się na mnie obraził, ale nie wiedziałem za co. Dopiero w domu wyznał, że ta pielęgniarka „spuszczała parę z jego czołgu” miesiąc temu, gdy przedawkował viagrę.

Boże! Widziałeś i nie zagrzmiałeś?!

Domyślam się tylko, co znaczy „spuszczać parę z czołgu”, ale na wszelki wypadek nie zadzwoniłem, by umówić się na randkę.

–  Dziadku, po co ci viagra? – Niepotrzebnie dochodziłem prawdy.

Faraon przyznał, że do domu obok przeprowadziła się śliczna dzierlatka i jakiś czas temu zaczęli się spotykać. To co w umyśle mojego dziadka było dzierlatką, w przełożeniu na moje znaczyło pani w wieku między sześćdziesiąt, a osiemdziesiąt lat.

Miałem nadzieję, że dzisiejsza wycieczka do przychodni odbędzie się bez ekscesów, cyrków i przedstawień. 

Pukam. Po chwili ciszy ponawiam pukanie, ale na jakikolwiek odzew już nie liczę. Łapię za klamkę, co tylko upewnia mnie, że drzwi są zamknięte na klucz. W głowie od razu błysnęły sceny niczym z "Gray’s anatomy" o zawałach, udarach i tak dalej. Zaglądam przez uchylone okno. W salonie nikogo nie ma, więc postanawiam dokonać czegoś w rodzaju włamania z troski. Dziadek pali jak smok i nie myśli rzucać swojego tytoniu na rzecz zdrowia swego układu oddechowego, toteż w salonie jest szaro od dymu. Wykonałem jeden krok. To wystarczyło bym pożałował włamania. Poślizgnąłem się na czymś i gruchnąłem kością ogonową na parkiet.

Co do chuja!? – wrzeszczę w myślach.

Na podłodze wokół mnie leżą zabawki: grzechotki, misie, gumowe dinozaury i inne zwierzaczki.

Czy to aby na pewno dom dziadka? Na sto procent! Zaglądam do kuchni, łazienki i biblioteczki. Nigdzie nie ma śladu dziadunia. Pozostała sypialnia na piętrze. Bingo! Już wchodząc po schodach, słyszę chrapanie. Uchylam drzwi. Dziadek leży na łóżku w pozycji „do trumny” (na plecach, z rękoma złożonymi na piersi) i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie dziecko, które siedzi tuż obok niego! Muszę przyznać, że mały miał zajęcie. Dostał trzystustronicową encyklopedię, i jak widać, przerobił już połowę materiału na skrawki, strzępy i kulki, które prawdopodobnie chciał zjeść, ale nie mógł przeżuć, więc wypluwał. Właśnie wyjął jedną z ust , po czym usiłował wsadzić ją dziaduniowi do nosa. Zważając na ilość śliny jaką maluch naprodukował,  nie miałby z tym żadnej trudności. Wolę jednak nie ryzykować życia staruszka. Otwieram drzwi szerzej. Dziecko od razu wyciąga do mnie ręce i postękuje, a ja... Sam siebie zaskakuję reakcją. Biorę malca na ręce! Szyna ortopedyczna usztywnia jego lewą nóżkę, ale najwyraźniej to mu nie przeszkadza. Od razu zaczyna memłać mój krawat w buzi.

– Głodny jesteś maluchu, co? – Rozczulam się. Czyżbym poczuł zew tacierzyństwa? Pierwszy raz trzymam w rękach dziecko. Spoglądam na dziadunia i kopię w łóżko, żeby go obudzić. – Od kiedy to takim mumiom jak ty, pozwalają adoptować dzieci!?

Staruszek ziewnął, pierdnął (mam nadzieję), przeciągnął się i wstał, masując przy tym plecy.

–  Chyba nie myślisz, że to moje, smarkaczu!

– Jak widzę, dziadunio w bojowym nastawieniu od rana. Idę znaleźć coś, co nakarmi to dziecko. Czekam na dole.

Mały cuchnie. Zahaczam o łazienkę w drodze do kuchni. Wyrzucam pieluchę, obślinione body namaczam w umywalce. Tak jak przypuszczałem, mam do czynienia z małym koleżką. Może to i lepiej. Wiem jak umyć siuraka.

Owijam bąbla w ręcznik i kroczę do kuchni dziarsko niczym Tatarzy na ziemię mazurską. Dziadek właśnie zalewa butelkę wrzątkiem.

–  Musimy poczekać, aż przestygnie – upominam, gdy wciska mi butelkę w rękę.

Mały rwie się do mleka, płacze. Upewniam się, że ma już kilka zębów i na spokojnie wyciągam z patery banana. Strzał w dziesiątkę! Młody memła biały miąższ z radością.
Siadam z nim na kanapie, bo fotel zajął staruszek. Blond dzieciaczek nie odrywa wzroku od owocu. Nie zważa przy tym na mój garnitur, koszulę czy krawat. Moje ubranie je razem z nim.

–  Skąd masz to dziecko? – Zdecydowanie rozpoczynam dochodzenie.

Dziadunio milczy. Nie dosłyszał mnie, czy udaje?

–  Skąd masz to dziecko? – powtarzam głośniej.

– Nie jestem głuchy! – wrzeszczy, a zlękniony maluch robi minkę do płaczu. – Po prostu nie mogę sobie przypomnieć.

Tego jeszcze brakowało. Mam nadzieje, że nie uprowadził komuś niemowlaka! Podczas gdy ja uspokajam niemowlę, on zrywa się z fotela i szuka czegoś po kieszeniach. Po chwili wręcza mi zgniecioną kartkę.

– Wracam o trzeciej. Pamiętaj by nakarmić Julka o pierwszej i położyć go na drzemkę. Basia – czytam na głos. – Kim jest Basia? – kieruję pytanie do przodka z epoki kamienia łupanego.

Dziadek duma, a jak duma to tylko przy fajce.

– Zwariowałeś chyba, żeby palić przy dziecku?! – Konfiskuję źródło dymu i topię je w starej herbacie na stoliku obok. – Kim jest Basia?

Milczy.

– Dziadku, raczej nie pojedziemy dziś do przychodni.

– Dobrze, że mi przypominasz Teodorze. Muszę zadzwonić do Milenki i uprzedzić, że mnie nie będzie. Wiesz, do tej od przygody z tymi niebieskimi pastylkami, co je przez pomyłkę wziąłem.

Dziadek najwyraźniej nie może sobie przypomnieć, kim jest kobieta, która zostawiła mu dziecko pod opieką, ale doskonale pamięta, która pielęgniarka „spuszczała mu parę z czołgu”, gdy przedawkował viagrę. W tę jego „pomyłkę” to jakoś nie mogę uwierzyć.

Zerkam na zegarek: dochodzi druga.

– Julek.– Spoglądam na malucha. – Miło mi cię poznać, Julku. – Z tą małą istotą na kolanach dogadam się szybciej niż z własnym dziadkiem. – Za godzinę poznamy twoją mamę.

Z małym towarzyszem rozmowa jednak się nie klei. Za to on sam klei się bardzo. Buzia klei mu się od banana, natomiast oczy kleją się ze zmęczenia. Szybką wizytą w łazience pozbywam się resztek ciemniejącego miąższu i wymieniam ręcznik na pupie niemowlaka. Mały kontroluje pęcherz niczym dziadunio, czyli wcale. Do plam z banana na koszuli doszły osikane spodnie. Jakoś nie mam siły złościć się na Julka o blond włosach i buzi cherubinka. Koszulę oraz krawat dorzucam do umywalki, gdzie już moczy się ubranie Julka. Nie wiem po co. Mamy nie ma, czyli nikt pralki nie nastawi. Ja nie umiem, a dziadek nawet nie wie, że posiada.

Cherubinek marudzi i wierci się na ręczniku. Przytulam go do nagiej klaty. Zasypia od razu.  Rozsiadam się w pozycji półleżącej na kanapie, żeby koleżce było wygodnie. Wsłuchany w wiadomości telewizyjne, które z pasją politologa dziadek ogląda od wieków, przysypiam i ja.

Budzi mnie dzwonek do drzwi. Zanim wraca mi ostrość widzenia, staruszek zrywa się z fotela żwawiej niż bym go o to posądzał.

– Basiu, kochana. Jak tam było na widzeniu?

Jestem szczerze obrażony! Nagle sobie przypomniał! Wstaję, by przywitać mamę Julka i wygłosić mowę na temat nieodpowiedzialnego podrzucania dzieci nieodpowiedzialnym osobom. Mam tu na myśli mojego zmumifikowanego przodka od strony matki. Gdy wychodzę do przedpokoju, stopuję rydwan moralności. Przede mną nie stoi uzależniona od narkotyków, pijana, nastolatka, lecz posiwiała kobiecina.

– Dzień dobry – wita się ze mną.

– Teodorze, poznaj Basię. Mieszka tu po sąsiedzku.

– Witam. Czy to pani skarb?

– Julcio? Tak, mój skarb. Był grzeczny? – pyta zmartwionym głosem.

– Jak aniołek – odpowiada staruszek, gestem zapraszając panią Basię na kanapę.

Oszust jeden! Ja odwaliłem całą robotę, a ten pochwały będzie zbierał!

Julek wciąż śpi na mnie, więc każdy ruch wykonuję ostrożnie, w trosce o to, by go nie zbudzić. Gdy pani Basia chce go przejąć, maluch protestuje głośnym płaczem. 

– Proszę go zostawić. Poczekamy aż się obudzi – proponuję.

– Dziękuję bardzo. Oby Bozia to panu wynagrodziła... W dzieciach. – Kobiecina głaszcze mój policzek drżącą dłonią.

Oby nie!

Wracamy do salonu.

– Dziękuję za opiekę nad Julkiem. Nie mogłam go zabrać ze sobą. Więzienie to nie miejsce dla małych dzieci. Choć moja wnuczka bardzo chciałaby zobaczyć synka, to...

A więc to jest prawnuczek! Mam nadzieję, że nie wyrośnie na kryminalistę, jak mamusia. Spoglądam na Rumcajsa i szczerze życzę mu jak najlepiej. 

– To nie to co pan myśli. – Pani Basia przerywa moje patologiczne wizje.

– Basiu, opowiedz Teodorowi wszystko. Mój wnuk ma kancelarię prawniczą i może ci pomóc.

– Zapewne nie stać mnie na pana usługi. Dostaliśmy prawnika z urzędu – wzbrania się kobiecina.

Jestem jednak ciekawy, co kryje się za tymi poszlakami, skoro nie jest to „to o czym myślę”.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Zapowiada się interesująco ☺ Jeśli piszesz tak samo, jak komentujesz, to na pewno będzie ciekawie 🙂 Mam przeczucie, że mamusia Julka oczaruje naszego bohatera. A dziadunio będzie miał w tym swój udział.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      A tu zonk! Bo to babcia Julka namiesza w glowie bohatera?
      Bedzie musial walczyc z dziadkiem o uwage Pani Basi.
      Chilera. Wygadalam sie!
      Ale ciiiiiiichooooo sza!
      Nikt poza nami jjuz sie wiecej nie dowie?

  2. M
    Martyna Piotrowska
    | Odpowiedz

    Zapowiada sie interesująco 🙂

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Bedzie coraz bardziej interesujaco. Wiem, ze poczatek malo erotyczny ale zalezalo mi na pokazaniu bohatera od strony relacji rodzinnych. Bedzie latwiej pozniej zrozumiec dlaczego Teodor postepuje tak, a nie inaczej.

      • J
        Judyta
        |

        Mało erotyczny?! A dziadek to co? 😀

      • Monika G.
        |

        Dawaj Judyta!
        Nie wstydz sie.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Judyta masz racje! Dziadek jest zbyt erotyczny. Po prostu emanuje swoja prostata?

      • J
        Judyta
        |

        “Emanuje prostatą” – nie chcecie wiedzieć, co sobie wyobraziłam ?

  3. L
    Lily
    | Odpowiedz

    Chyba średnio mi się podoba, ale daję szansę.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Dziekuje za te szanse!?
      Poczatek – wiem- malo energiczny ale pozwoli ci zrozumiec mysli bohatera gdy sytuacja zacznie sie zageszczac.
      Ciesze sie, Lily, ze pojawilas sie na moim debiucie. Uprzedzam, ze watek w tym opowiadaniu jest jak silnik disla: musi sie rozgrzac zanim ruszysz?.
      Jesli ze mna zostaniesz do konca bede najszczesliwsza amatorka pisania na calym swiecie.

      • L
        Lily
        |

        Nie do końca styl mi pasuje. Ale sie nie uprzedzam, bo jeden rozdział to za mało.Życzę weny i wytrwałości.

  4. Babeczka
    | Odpowiedz

    Badanie prostaty jako namiastka życia erotycznego? Nie mogłam się nie roześmiać :-)))

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Smiech! Taki byl cel!
      Rozsmieszyc, zeby potem wywolac calkiem inne uczucia i nimi zaskoczyc?

  5. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Przyjemnie się czytało. Czekam jak rozwinie się historia. Powodzenia??

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Dziekuje Aniu!
      I za obecnosc i za zaufanie.
      Mam nadzieje, ze nie rozczaruje cie kolejnymi czesciami.?

  6. A
    Aaa
    | Odpowiedz

    Jestem ciekawa jak potoczą się losy…małego Julka 😉

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Maly Julek bedzie toczyl aromaty az porzuci poeluchy na rzecz majciochow?
      Tyle w skrocie.

  7. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    He, he, no boskie:) Komizm słowny i sytuacyjny na piątkę. Teodor z mety przypadł mi do gustu – podoba mi się facet. Nie dość, że ma poczucie humoru, to jeszcze wie jak się dzieckiem zająć. I nie trzyma go na odległość wyciągniętych ramion, jak co poniektórzy bezdzietni mężczyźni:) Dziadunio jest fantastyczny – musiał nieźle za młodości dokazywać. On i jego czołg:) Pierwsza część podoba mi się bardzo – napisane z zacięciem i werwą. Można by się czepić przewagi zdań prostych i przecinków tu i ówdzie, ale to nie drażni i nie odbiera przyjemności z czytania. Przy niektórych określeniach uśmiałam się jak norka:) Trzymam kciuki za dalszy ciąg historii:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Tony! Moj aniele! Leci do ciebie wielki cmok ?
      Takze otworz okno zeby nie walnal o szybe. Jak poczujesz mily wietrzyk na policzku to wiedz: cmokniecie dostarczono.
      Interpunkcji wciaz sie ucze?.
      Tzn. Mam tendenche do wstawiania przecinlow tam gdzie robie pauze czytajac i niestety to mie gubi. Ale pracuje nad tym! Slowo dziadka Faraona ?

      • T
        Tony Porter
        |

        Znaczy się, że komentarz się podobał? Cieszę się:) Interpunkcja to nie bułka z masłem. Mam w zakładkach folder ‘Poprawna Polszczyzna”, a w nim m.in. “Jak to jest z tymi przecinkami?”, na półce porządny słownik w tymże temacie, a i tak wciąż mam sporo wątpliwości. Niby są reguły i wyjątki od nich, i wszystko takie niby jasne i oczywiste… więc dlaczego czytając na głos zdanie tekstu mam zmienne mniemanie co do właściwego umieszczenia przecinka? Albo czy tu pauza byłaby lepsza? A może należałoby zrobić z tego dwa zdania? Nie ma lekko, ale jak powiedział Paweł w “Pomyłce” – “Warto się starać!” 🙂 Dziadek Faraon emanujący prostatą jest najlepszą rekomendacją:)

  8. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    I super okładka:) Tytuł zresztą też:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Okladka to juz brawa i poklony dla prekursorek motylowych!

  9. K
    Karola
    | Odpowiedz

    Całkiem nieźle jak na debiut. Śmieszny ten dziadek. ?

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Dziekuje!
      I za cieple slowa i za twoja obecnosc na mym debiucie. Zostaniesz ze mna na kolejna czesc?

  10. r
    rademachera
    | Odpowiedz

    Ha! Mamy wspólnych, piszących ulubieńców? Jakbym znała ten styl, chociaż… TAM jest więcej emocji, a TU więcej poczucia humoru. Się mi podoba.
    Czekam na drugą część 🙂

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ciesze sie jak Julek, ze humor przypadl do gustu. Dziekuje za obecnosc na moim debiucie. Mam nadzieje, ze kolejne czesci rowniez beda wywolywac emocje ?

      • r
        rademachera
        |

        Ale… Dobry “poprawiacz” by się przydał. Widzę kilka błędów. Nienachalnych co prawda 😉

    • N
      Nela
      | Odpowiedz

      Zdecydowanie solidna korekta! Też uważam, że błędy nie ujmują temu opowiadaniu, ale ich brak podniósłby walor estetyczny dla oka.

      • J.Gibson
        |

        Dziękuję Nela za spostrzeżenie. Mam nadzieję, że kolejne części już mniej biją po oczach

  11. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Męska trójca tak mnie zauroczyła, że dopiero dzisiaj, przy którymś tam kolejnym czytaniu, po oczach walnęło mnie “pani/pan” pisane przez dużą literę. No chyba, że miało to podkreślić szacunek jaki pani Basia i pan Teodor do siebie żywią:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ja stara szkola jestem. Dla mnie szacunek musi byc wszedzie. Nawet jak meza w klotni wyzywam od “penisa” to zawsze przez wielkie Ch?

      • T
        Tony Porter
        |

        O! I to się chwali! Mam nadzieję, że mąż to docenia:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Zapomnialam jeszcze zapytac: przy ktorym czytaniu?

      • T
        Tony Porter
        |

        Żebym to ja wiedziała. To, że param się księgowością, to nie znaczy, że matematyka jest moją mocną stroną:) Raczyłam się tekstem kilkakrotnie, bo smakowity jest, uruchamia mi wyobraźnię i budzi dziki chichot. Jak mnie dzisiaj jedna dziunia w pracy wnerwiła, to sobie tekścik zaaplikowałam i od razu mi się lepiej zrobiło. Naturalne metody leczenia są najlepsze:)

  12. Monika G.
    | Odpowiedz

    Niestety Tony! On zawsze te klotnie to przezywa jakby poszedl na kabaret. Nic nie doceni. A przeciez ja ten monolog lacinskiego opieprzu tworze dobre kilka godzin w glowie zanim rozjade go swym rydwanem zlosci. Jakis podziw sie nalezy.

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Noż patrz, podłość ludzka nie zna granic! Żeby osobisty mąż na własnej piersi chowany tak się zachowywał?! To po prostu o pomstę do nieba woła! Może powinnaś przejść od słów do czynów? Porzucić słowny przekaz i wychłostać małżonka dosłownie – pejczem? Gorzej, gdyby się mu spodobało:)

      • Monika G.
        |

        Chlostalam! Zeby tylko pejczem ?
        Ale to sie na mnie msci w jego odwecie “kto wypina tego wina”.

  13. C
    Czesia
    | Odpowiedz

    Świetne ! Mam szczęście, że od razu mogę przejść do kolejnego rozdziału i zaspokoić swoją ciekawość ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Zapraszam gorąco. Liczę, że podzielisz się informacją, który fragment najbardziej przypadł ci do gustu. 😀

  14. S

    Bardzo podoba mi się styl i poczucie humoru 🙂 Jestem ciekawa, co będzie dalej!

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      To zapraszam do czytania!
      Wystarczy kliknąć “Następna część” . guzik znajduje się tuż nad komentarzami, czyli na końcu tekstu

  15. M
    Marlena H.
    | Odpowiedz

    Musiałabym przeczytać całość, ponieważ trudno mi wyrobić sobie zdanie na podstawie fragmentu. Jest zabawnie, a jak będzie dalej?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Nie ma problemu! Całość już jest dostępna. Wystarczy kliknąć “następna część” tuż nad komentarzami i zaraz pod tekstem części pierwszej.

  16. T
    Tres Passing
    | Odpowiedz

    Już kocham dziadunia!

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Prawda, że to człek petarda? 😂😂😂

  17. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Byłam ciekawa nowych komentarzy odnośnie “Julka” – zajrzałam i… oczywiście wsiąkłam 🙂 Ech, to jest elektryzująca opowieść. I warto będzie ją sobie odświeżyć przed lekturą 2 części, żeby w klimat wejść, od nowa “poczuć” świat Teodora. Jak czytałam nasze dyskusje pod opowiadaniem, to miałam wrażenie jakby to lata świetlne temu było, a przecież grudzień wcale nie był tak dawno. Za pamięci zaznaczam w kalendarzu 10 grudnia czerwonym serduszkiem – będziemy świętować 1 urodziny Jagi-Autorki 🙂 Żeby nie było, tort upiekę 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dziekuje😘
      Jestem zodiakalną rybą z lutego, ale urodziny moge obchodzic dwa razy fo roku, szczegolnie takie, na ktore nie muszę sama zalatwiac tortu 😂😂😂😂
      Taki solenizant na krzywy ryj to najlepsza wersja urodzinowa😂😂😂
      Ja powoli też czytam Julka. Czytam i poprawiam. Niedlugo zacznę robic update wpisow, tak, by przed Julkiem2 bylo już poprawione… No a Julek 2… Tam już beda dwie perspektywy. Mam nadzieje, że nie stracisz milosci do Teo, a Pola zyska coś niecoś…
      Cieszę się, że trzymasz rękę na pulsie Tony.
      No i oczywiscie, że bedziemy świętować!

      • T
        Tony Porter
        |

        Moim zdaniem, solenizant czy jubilat, powinien być na krzywy ryj, a nie nazapierdzielać się przed imprezą czczącą jego osobę. I na imprezie, i po imprezie. Dlatego też pytam, czy wolisz tort orzechowy czy makowy? I czy jednosmakowy, czy z wkładką kokosową bądź kakaową? Masa mocno czekoladowa jak sądzę, porządnie doprawiona spirytusem? I obsypać raczej orzechami niż kokosem, nie? Może być też tort królewski, czyli z kruchymi wkładkami, posmarowanymi dżemem, najlepiej agrestowym – mówię Ci, czysta poezja 🙂
        Przy dzisiejszej lekturze “Julka” dotarło do mnie (z siłą wodospadu :)) jakie wrażenie tekst na mnie zrobił, bo “przerzuć” nie rąbnęło mnie po oczach 🙂

      • J.Gibson
        |

        Czuję się rozpieszczona!
        Wierzę, że bezbłędnie trafisz w mój gust!
        No kwiatkow, a kwiatkow. Ale spokojnie! Masz pierwszenstwo wglądu w wersję poprawioną, obiecuję. Narazie wstrzymaj sie z czytaniem Julka na motylach. Nie drecz sie tak kobito!

      • P
        PAT - Adwokat Diabła
        |

        Wtf… jaki Julek 2?! Czemu ja o niczym nie wiem….?!🤷‍♀️🤷‍♀️🤷‍♀️🤔

      • J.Gibson
        |

        PAT, ja już o tym trochę trąbię to tu to tam. Najwyraźniej omijasz mnie soszjal midjach😂😂😂

Napisz nam też coś :-)