Rany Julek! (I)

with 43 komentarze

Opowiadanie erotyczne z dużą dawką humoru

Mamy ogromną przyjemność przedstawić opowiadanie kolejnej motylowej Autorki 🙂 Dziewczyny, która jest z nami od lat i ogniście komentuje, a teraz również przedstawia swoją twórczość.
Pisze tak, jak lubicie: z humorem i pazurem 😀
Przywitajcie Monikę cieplutko w ten zimowy czas 😀


Rozdział pierwszy

Że też mój szanowny dziadunio jeszcze się nie przekręcił to istny cud. Nie miałem z nim zbyt dobrych kontaktów.

Jako były wojskowy nie rozpieszczał mnie tylko musztrował. Zawsze zazdrościłem dzieciakom wycieczek na lody, do wesołego miasteczka. Zazdrościłem tego, że spędzali czas ze swoimi dziadkami.

Moja babcia zmarła gdy byłem jeszcze w podstawówce. W tym roku strzeli mi czterdziestka, a mój dziadunio nadal na tym świecie. Zazwyczaj widujemy się kilka razy do roku, na rodzinnych świętach organizowanych przez moja kochaną rodzicielkę. Dokładnie dwa lata temu ostatni raz zapytała mnie kiedy się ustatkuję. Od tamtej pory nie porusza tematu.

W końcu mogę spędzić z nią i dziadkiem święta w normalnej atmosferze.

Ojca nie poznałem. Zginął na jakiejś misji wojskowej poza granicami ojczyzny. Wiadomość o jego śmierci przyczyniła się do szybszego pojawienia się na świecie mojej skromnej osoby. Mama była piękną kobietą, młodą wdową i mogła wydać się za mąż jeszcze raz. Nie zgodziła się choć wiedziałem, że miała kilka propozycji. Teraz jako kobieta w dojrzałym wieku sześćdziesięciu sześciu lat udziela się w klubach seniorów, jeździ po świecie i rozwija swoje garncarskie hobby. Gdy wyjeżdża opieka nad dziaduniem spada na mnie.

Dziś biorę wolne gdyż muszę staruszka zawieźć do przychodni na rutynowe badania. W zeszłym roku zdradził mi, że badanie prostaty to jedyna namiastka życia erotycznego, jaka mu została. Specjalnie wykupił pakiety w klinice, gdzie pracują same kobiety, żeby żaden, jak to on nazywał, wróg nie zaskoczył go od tyłu. Miesiąc temu spędziłem w przychodni dwie godziny czekając na dziadka. Gdy w końcu pielęgniarka powiedziała, że mogę szanownego Faraona zabrać, wszedłem do gabinetu. Zapinał koszulę flirtując z drugą pielęgniarką. Gdy go ponagliłem zaczął się drzeć, że nie wie kim jestem, nigdzie ze mną nie idzie, a potem kazał wezwać policję, bo pewnie jestem ten oszust, co wyłudza od biednych panów w doświadczonym wieku pieniądze metodą „na wnuczka”. Pół przychodni się zleciało. Wydano mi dziadka dopiero po udowodnieniu pokrewieństwa. Czas, który ugrał z młodą pielęgniareczką mierzącą mu ciśnienie, gdy rzekomo zasłabł, to jego nagroda za cały ten cyrk.

Owszem, dziadek miał dobry gust wybierając klinikę. Piękne pielęgniarki potrafiły niejednego mężczyznę zawrócić z drogi na tamten świat. Raz jeden, w odruchu nudy, poflirtowałem z taką cudną. Ciekawa osóbka i atrakcyjna. Miałem nawet ochotę na coś więcej. Wymieniliśmy się numerami i zabrałem dziadka do samochodu. Przez całą drogę się nie odzywał. To nie było w jego stylu. Myślałem, że się na mnie obraził ale nie wiedziałem za co. Dopiero w domu wyznał, że ta pielęgniarka „spuszczała parę z jego czołgu” miesiąc temu, gdy przedawkował viagrę.

Domyślam się tylko, co znaczy „spuszczać parę z czołgu”, ale na wszelki wypadek nie zadzwoniłem, by umówić się na randkę.

- Dziadku, po co ci viagra? - Niepotrzebnie zapytałem.

Okazało się, że do domu obok przeprowadziła się śliczna dzierlatka i jakiś czas temu zaczęli się spotykać. To co w umyśle mojego dziadka było dzierlatką, w przełożeniu na moje znaczyło babcia w wieku między sześćdziesiąt, a osiemdziesiąt lat.

Miałem nadzieję, że dzisiejsza wycieczka do przychodni odbędzie się bez ekscesów, cyrków i przedstawień.

Zapukałem.

Czekałem na werandzie, ale nikt mi nie otworzył. Złapałem za klamkę. Drzwi były zamknięte na klucz. W głowie wyświetliły mi się sceny niczym z "Gray’s anatomy" o zawałach, udarach i tak dalej. Zajrzałem przez okno. W salonie nikogo nie było. Okno było niedomknięte więc postanowiłem dokonać czegoś w rodzaju włamania z troski. Dziadek palił jak smok i nie myślał rzucać swojego tytoniu na rzecz zdrowia swego układu oddechowego, toteż w salonie było szaro od dymu. Wykonałem jeden krok. To wystarczyło bym pożałował włamania. Poślizgnąłem się na czyś i gruchnąłem kością ogonową na zabytkowy parkiet.

Co do chuja!? - wrzeszczałem w myślach.

Na podłodze wokół mnie leżały zabawki. Grzechotki, misie, gumowe dinozaury i inne zwierzaczki.

Upewniłem się czy to aby na pewno dom dziadka. Na sto procent! Zajrzałem do kuchni, łazienki i biblioteczki. Nigdzie nie było śladu dziadunia. Pozostała sypialnia na piętrze. Bingo.

Już wchodząc po schodach słyszałem chrapanie.

Uchyliłem drzwi. Dziadek leżał na łóżku w pozycji „do trumny” (na plecach, z rękoma złożonymi na piersi) i nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie dziecko, które bawiło się na łóżku. Tuz obok niego! Mały miał zajęcie. Dostał trzystu stronicowa encyklopedię i jak widać przerobił już połowę materiału na skrawki, strzępy i kulki, które prawdopodobnie chciał zjeść, ale nie mógł przerzuć, więc wypluwał.

Właśnie wyjął jedną z ust i usiłował wsadzić ją dziaduniowi do nosa. Zważając na ilość śliny nie miałby w tym żadnej trudności. Wolałem jednak nie ryzykować życia staruszka. Otworzyłem drzwi szerzej. Dziecko od razu wyciągnęło do mnie ręce i postękiwało.

Wziąłem malca na ręce. Jedna nóżkę miał w szynie ortopedycznej ale najwyraźniej to mu nie przeszkadzało. Włożył sobie mój krawat do buzi.

- Głodny jesteś maluchu, co? – Rozczuliłem się.

Chyba pierwszy raz trzymałem w rękach dziecko. Spojrzałem na dziadunia. Kopnąłem w łóżko, żeby go obudzić.

- Od kiedy to takim mumiom jak ty pozwalają adoptować dzieci!?

Staruszek ziewnął, pierdnął (mam nadzieję), przeciągnął się i wstał masując plecy.

- Chyba nie myślisz, że to moje smarkaczu!

- Jak widzę dziadunio w bojowym nastawieniu od rana. Idę znaleźć coś co nakarmi to dziecko. Czekam na dole.

Mały cuchnął. Zanim dotarliśmy do kuchni zahaczyłem o łazienkę. Wyrzuciłem pieluchę, obślinione body namoczyłem w umywalce.

Tak jak przypuszczałem, miałem do czynienia z małym koleżką. Może to i lepiej. Wiem jak umyć siuraka.

Owinąłem bąbla w ręcznik i wtargnąłem do kuchni. Dziadek zalewał butelkę wrzątkiem.

- Musimy poczekać, aż przestygnie. - Upomniałem, gdy wciskał mi butelkę w rękę.

Mały rwał się do butelki. Płakał. Zauważyłem, że ma już kilka zębów. Wyciągnąłem z patery banana. Strzał w dziesiątkę. Mały memłał biały miąższ.
Usiadłem na kanapie bo fotel zajął staruszek. Blond dzieciaczek nie odrywał wzroku od jedzenia. Nie zważał przy tum na mój garnitur, koszulę czy krawat. Moje ubranie jadło razem z nim.

- Skąd masz to dziecko? – Zdecydowałem się rozpocząć dochodzenie.

Dziadunio milczał.

- Skąd masz to dziecko? – powtórzyłem głośniej.

- Nie jestem głuchy! – wrzasnął na mnie – Po prostu nie mogę sobie przypomnieć.

Tego jeszcze brakowało. Mam nadzieje, że nie uprowadził komuś niemowlaka! Zerwał się z fotela szukając czegoś po kieszeniach. Wyciągnął zmemłaną kartkę i podał mi ją.

- Wracam o trzeciej. Pamiętaj by nakarmić Julka o pierwszej i położyć na drzemkę. Basia – przeczytałem na głos – Kim jest Basia?

Dziadek zadumał się na chwilę odpalając fajkę.

- Zwariowałeś chyba, żeby palić przy dziecku?! – Zabrałem mu fajkę i zgasiłem w starej herbacie, na stoliku obok. – Kim jest Basia?

Milczał

- Dziadku, raczej nie pojedziemy dziś do przychodni.

- Dobrze, że mi przypominasz Teodorze. Muszę zadzwonić do Milenki i uprzedzić, że mnie nie będzie. Wiesz, do tej od przygody z tymi niebieskimi pastylkami co je przez pomyłkę wziąłem.

Dziadek najwyraźniej nie mógł sobie przypomnieć kim jest kobieta, która zostawiła mu dziecko pod opieką, ale doskonale pamiętał która pielęgniarka „spuszczała mu parę z czołgu” gdy przedawkował viagrę. W tę jego „pomyłkę”, to jakoś nie mogę uwierzyć.

Zerknąłem na zegarek. Dochodziła druga.

- Julek.- Spojrzałem na malca - Miło mi cię poznać Julku – stwierdziłem, że z tą małą istotą na kolanach dogadam się szybciej, niż z własnym dziadkiem. – Za godzinę poznamy twoją mamę.

Z małym towarzyszem rozmowa się nie kleiła. On sam kleił się bardzo. Buzia kleiła mu się od banana, natomiast oczy kleiły się ze zmęczenia. Zabrałem go do łazienki. Przemyłem i wymieniłem ręcznik. Mały kontroluje pęcherz niczym dziadunio, czyli w ogóle. Do plam z banana doszły osikane spodnie. Jakoś nie miałem siły złościć się na Julka o blond włosach i buzi cherubinka. Zostawiłem marynarkę i krawat w łazience. Owinąłem pupę Julka świeżym ręcznikiem i przytuliłem go. Zasnął od razu.

Usiadłem wygodnie tuląc go do piersi. Dziadunio odpalił telewizor. Przysnąłem i ja.

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Staruszek zerwał się z fotela żwawiej niż bym go o to posądzał.

- Basiu kochana. Jak tam było na widzeniu?

Oburzyłem się! Nagle sobie przypomniał!

Wstałem, by przywitać mamę Julka i wygłosić mowę na temat nieodpowiedzialnego podrzucania dzieci nieodpowiedzialnym osobom. Miałem tu na myśli mojego zmumifikowanego przodka od strony matki. Gdy wyszedłem do przedpokoju przystopowałem swoje myśli. Nie zastałem uzależnionej od narkotyków, pijanej, nastolatki. W drzwiach stała posiwiała kobiecina.

- Dzień dobry – przywitała się ze mną.

- Teodorze poznaj Basię. Mieszka tu po sąsiedzku.

- Witam. Czy to Pani skarb?

- Julcio był grzeczny? – zapytała.

- Jak aniołek – odpowiedział staruszek zapraszając Panią Basię na kanapę.

Oszust jeden. Ja odwaliłem cała robotę, a ten pochwały będzie zbierał!

Julek wciąż spał na mnie, ssąc kołnierz koszuli, więc każdy ruch wykonywałem ostrożnie w trosce o to, by go nie zbudzić. Gdy Pani Basia chciała go przejąć, zaprotestował głośnym płaczem.

- Proszę go zostawić. Poczekamy aż się obudzi – zaproponowałem.

- Dziękuję bardzo. Oby Bozia to Panu wynagrodziła. – Kobiecina pogłaskała mój policzek drżącą dłonią.

Oby nie - pomyślałem z przerażeniem.

Usiedliśmy w salonie.

- Dziękuję za opiekę nad Julkiem. Nie mogłam go zabrać ze sobą. Więzienie to nie miejsce dla małych dzieci, choć moja wnuczka bardzo chciałaby zobaczyć synka.

A wiec to jest prawnuczek. Mam nadzieję, że nie wyrośnie na kryminalistę, jak mamusia.

- To nie to co Pan myśli – przerwała moje patologiczne wizje.

- Basiu, Opowiedz Teodorowi wszystko. Mój wnuk ma kancelarię prawniczą i może ci pomóc.

- Zapewne nie stać mnie na Pana usługi. Dostaliśmy prawnika z urzędu– wzbraniała się kobiecina.

Byłem jednak ciekawy co kryje się za tymi poszlakami, skoro nie jest to „to o czym myślę”.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Zapowiada się interesująco ☺ Jeśli piszesz tak samo, jak komentujesz, to na pewno będzie ciekawie 🙂 Mam przeczucie, że mamusia Julka oczaruje naszego bohatera. A dziadunio będzie miał w tym swój udział.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      A tu zonk! Bo to babcia Julka namiesza w glowie bohatera?
      Bedzie musial walczyc z dziadkiem o uwage Pani Basi.
      Chilera. Wygadalam sie!
      Ale ciiiiiiichooooo sza!
      Nikt poza nami jjuz sie wiecej nie dowie?

  2. M
    Martyna Piotrowska
    | Odpowiedz

    Zapowiada sie interesująco 🙂

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Bedzie coraz bardziej interesujaco. Wiem, ze poczatek malo erotyczny ale zalezalo mi na pokazaniu bohatera od strony relacji rodzinnych. Bedzie latwiej pozniej zrozumiec dlaczego Teodor postepuje tak, a nie inaczej.

      • J
        Judyta
        |

        Mało erotyczny?! A dziadek to co? 😀

      • Monika G.
        |

        Dawaj Judyta!
        Nie wstydz sie.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Judyta masz racje! Dziadek jest zbyt erotyczny. Po prostu emanuje swoja prostata?

      • J
        Judyta
        |

        “Emanuje prostatą” – nie chcecie wiedzieć, co sobie wyobraziłam ?

  3. L
    Lily
    | Odpowiedz

    Chyba średnio mi się podoba, ale daję szansę.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Dziekuje za te szanse!?
      Poczatek – wiem- malo energiczny ale pozwoli ci zrozumiec mysli bohatera gdy sytuacja zacznie sie zageszczac.
      Ciesze sie, Lily, ze pojawilas sie na moim debiucie. Uprzedzam, ze watek w tym opowiadaniu jest jak silnik disla: musi sie rozgrzac zanim ruszysz?.
      Jesli ze mna zostaniesz do konca bede najszczesliwsza amatorka pisania na calym swiecie.

      • L
        Lily
        |

        Nie do końca styl mi pasuje. Ale sie nie uprzedzam, bo jeden rozdział to za mało.Życzę weny i wytrwałości.

  4. Babeczka
    | Odpowiedz

    Badanie prostaty jako namiastka życia erotycznego? Nie mogłam się nie roześmiać :-)))

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Smiech! Taki byl cel!
      Rozsmieszyc, zeby potem wywolac calkiem inne uczucia i nimi zaskoczyc?

  5. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Przyjemnie się czytało. Czekam jak rozwinie się historia. Powodzenia??

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Dziekuje Aniu!
      I za obecnosc i za zaufanie.
      Mam nadzieje, ze nie rozczaruje cie kolejnymi czesciami.?

  6. A
    Aaa
    | Odpowiedz

    Jestem ciekawa jak potoczą się losy…małego Julka 😉

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Maly Julek bedzie toczyl aromaty az porzuci poeluchy na rzecz majciochow?
      Tyle w skrocie.

  7. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    He, he, no boskie:) Komizm słowny i sytuacyjny na piątkę. Teodor z mety przypadł mi do gustu – podoba mi się facet. Nie dość, że ma poczucie humoru, to jeszcze wie jak się dzieckiem zająć. I nie trzyma go na odległość wyciągniętych ramion, jak co poniektórzy bezdzietni mężczyźni:) Dziadunio jest fantastyczny – musiał nieźle za młodości dokazywać. On i jego czołg:) Pierwsza część podoba mi się bardzo – napisane z zacięciem i werwą. Można by się czepić przewagi zdań prostych i przecinków tu i ówdzie, ale to nie drażni i nie odbiera przyjemności z czytania. Przy niektórych określeniach uśmiałam się jak norka:) Trzymam kciuki za dalszy ciąg historii:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Tony! Moj aniele! Leci do ciebie wielki cmok ?
      Takze otworz okno zeby nie walnal o szybe. Jak poczujesz mily wietrzyk na policzku to wiedz: cmokniecie dostarczono.
      Interpunkcji wciaz sie ucze?.
      Tzn. Mam tendenche do wstawiania przecinlow tam gdzie robie pauze czytajac i niestety to mie gubi. Ale pracuje nad tym! Slowo dziadka Faraona ?

      • T
        Tony Porter
        |

        Znaczy się, że komentarz się podobał? Cieszę się:) Interpunkcja to nie bułka z masłem. Mam w zakładkach folder ‘Poprawna Polszczyzna”, a w nim m.in. “Jak to jest z tymi przecinkami?”, na półce porządny słownik w tymże temacie, a i tak wciąż mam sporo wątpliwości. Niby są reguły i wyjątki od nich, i wszystko takie niby jasne i oczywiste… więc dlaczego czytając na głos zdanie tekstu mam zmienne mniemanie co do właściwego umieszczenia przecinka? Albo czy tu pauza byłaby lepsza? A może należałoby zrobić z tego dwa zdania? Nie ma lekko, ale jak powiedział Paweł w “Pomyłce” – “Warto się starać!” 🙂 Dziadek Faraon emanujący prostatą jest najlepszą rekomendacją:)

  8. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    I super okładka:) Tytuł zresztą też:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Okladka to juz brawa i poklony dla prekursorek motylowych!

  9. K
    Karola
    | Odpowiedz

    Całkiem nieźle jak na debiut. Śmieszny ten dziadek. ?

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Dziekuje!
      I za cieple slowa i za twoja obecnosc na mym debiucie. Zostaniesz ze mna na kolejna czesc?

  10. r
    rademachera
    | Odpowiedz

    Ha! Mamy wspólnych, piszących ulubieńców? Jakbym znała ten styl, chociaż… TAM jest więcej emocji, a TU więcej poczucia humoru. Się mi podoba.
    Czekam na drugą część 🙂

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ciesze sie jak Julek, ze humor przypadl do gustu. Dziekuje za obecnosc na moim debiucie. Mam nadzieje, ze kolejne czesci rowniez beda wywolywac emocje ?

      • r
        rademachera
        |

        Ale… Dobry “poprawiacz” by się przydał. Widzę kilka błędów. Nienachalnych co prawda 😉

    • N
      Nela
      | Odpowiedz

      Zdecydowanie solidna korekta! Też uważam, że błędy nie ujmują temu opowiadaniu, ale ich brak podniósłby walor estetyczny dla oka.

      • J.Gibson
        |

        Dziękuję Nela za spostrzeżenie. Mam nadzieję, że kolejne części już mniej biją po oczach

  11. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Męska trójca tak mnie zauroczyła, że dopiero dzisiaj, przy którymś tam kolejnym czytaniu, po oczach walnęło mnie “pani/pan” pisane przez dużą literę. No chyba, że miało to podkreślić szacunek jaki pani Basia i pan Teodor do siebie żywią:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ja stara szkola jestem. Dla mnie szacunek musi byc wszedzie. Nawet jak meza w klotni wyzywam od “penisa” to zawsze przez wielkie Ch?

      • T
        Tony Porter
        |

        O! I to się chwali! Mam nadzieję, że mąż to docenia:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Zapomnialam jeszcze zapytac: przy ktorym czytaniu?

      • T
        Tony Porter
        |

        Żebym to ja wiedziała. To, że param się księgowością, to nie znaczy, że matematyka jest moją mocną stroną:) Raczyłam się tekstem kilkakrotnie, bo smakowity jest, uruchamia mi wyobraźnię i budzi dziki chichot. Jak mnie dzisiaj jedna dziunia w pracy wnerwiła, to sobie tekścik zaaplikowałam i od razu mi się lepiej zrobiło. Naturalne metody leczenia są najlepsze:)

  12. Monika G.
    | Odpowiedz

    Niestety Tony! On zawsze te klotnie to przezywa jakby poszedl na kabaret. Nic nie doceni. A przeciez ja ten monolog lacinskiego opieprzu tworze dobre kilka godzin w glowie zanim rozjade go swym rydwanem zlosci. Jakis podziw sie nalezy.

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Noż patrz, podłość ludzka nie zna granic! Żeby osobisty mąż na własnej piersi chowany tak się zachowywał?! To po prostu o pomstę do nieba woła! Może powinnaś przejść od słów do czynów? Porzucić słowny przekaz i wychłostać małżonka dosłownie – pejczem? Gorzej, gdyby się mu spodobało:)

      • Monika G.
        |

        Chlostalam! Zeby tylko pejczem ?
        Ale to sie na mnie msci w jego odwecie “kto wypina tego wina”.

  13. C
    Czesia
    | Odpowiedz

    Świetne ! Mam szczęście, że od razu mogę przejść do kolejnego rozdziału i zaspokoić swoją ciekawość ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Zapraszam gorąco. Liczę, że podzielisz się informacją, który fragment najbardziej przypadł ci do gustu. 😀

  14. S

    Bardzo podoba mi się styl i poczucie humoru 🙂 Jestem ciekawa, co będzie dalej!

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      To zapraszam do czytania!
      Wystarczy kliknąć “Następna część” . guzik znajduje się tuż nad komentarzami, czyli na końcu tekstu

  15. M
    Marlena H.
    | Odpowiedz

    Musiałabym przeczytać całość, ponieważ trudno mi wyrobić sobie zdanie na podstawie fragmentu. Jest zabawnie, a jak będzie dalej?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Nie ma problemu! Całość już jest dostępna. Wystarczy kliknąć “następna część” tuż nad komentarzami i zaraz pod tekstem części pierwszej.

Napisz nam też coś :-)