Rany Julek! (X)

with 48 komentarzy

Rany Julek! (X)

Kochaniunie!

Zobaczycie dziś, jaka zmiana zaszła w Teodorze. Kawalerskie „figo-fago” zastąpił całkiem poważnym i opiekuńczym mężczyzną, stawiającym dobro rodziny na pierwszym miejscu.

Upraszam o to, by przy czytaniu tej części nie jeść! Pić można, nawet napoje uprzednio poddane fermentacji lub destylacji, lub obu.

Ta część pokaże wam, że nie tylko śmieszkuję.


Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

Część dziesiąta

*

Siedzę w kancelarii. Comiesięczne spotkania wspólników nie należą do moich ulubionych, ale rozumiem potrzebę ich organizowania. Moje myśli nie podążają jednak za prezentowanymi przez Emila wykresami czy wnikliwymi pytaniami Jakuba. Daniel chyba podziela moje znudzenie, bo od kwadransa wnikliwie robi notatki, które wyglądają jak Pamela Anderson z lat świetności Słonecznego Patrolu. Aż wstyd, że ja ją rozpoznaję. Wyjścia nie mam. Muszę przecież znać ulubioną aktorkę dziadka. Jej plakaty dziadunio zerwał ze ściany dopiero po przeprowadzce Basi. Moje obserwacje cycatego szkicu zakłóca segregator rzucony wprost na notatki. 

-Skupcie się! Musimy podjąć decyzję…! - Jak już Strzała warczy to wiadomo, że żarty skończone. Wzrok kieruję na ekran z prezentacją, ale przed oczami mam Danielowy szkic cycatej. Tylko trochę go modyfikuję. Wyobraźnią szkicuję Polę. Znam na pamięć każdy pieprzyk i każdą bliznę. Z przyjemnością odtwarzam w myślach nasz poranny numerek pod prysznicem. Nie! Nie numerek. Moje kochanie nawet z szybkiego bzyknięcia potrafi zrobić niezwykle czuły spektakl. Podoba mi się to! Jest coś wspaniałego w zbliżeniu, kiedy nie dotyczy tylko genitaliów, ale dotyka również intymności psychicznej. Tak właśnie czuję się z Polą. Nasze dusze czerpią z cielesności więcej niż ciała, co z kolei cementuje nasz związek i daje nadzieję na szczęśliwą przyszłość. Tak myślę. Nie! Ja jestem pewny!

Uprawiamy miłość niebywale żyzną, a kiełkująca rozkosz kwitnie szybko wielobarwnymi orgazmami. Tym sposobem, w ciągu tych kilku miesięcy, stworzyliśmy całkiem rozległy ogród doznań i niejeden architekt krajobrazu mógłby nam pozazdrościć. Aż dziw, że tak marny ogrodnik jak ja, wyposażony jedynie w motykę, mógł stworzyć coś tak pięknego.

Przez kolejne miesiące dopracowaliśmy wizję rodziny poprzez różne sytuacje, które z natury należą do albumu rodzinnych zdjęć. Najpierw Pola zorganizowała dla mnie ogromne przyjęcie urodzinowe, w końcu czterdziestkę obchodzi się tylko raz. Potem  świętowaliśmy pierwszy rok Julka i jego pierwsze samodzielne kroki, nowe słowa. Wszystkie ważne osiągnięcia cherubinka dotykają nas wszystkich. Nie tylko mnie i Polę, ale dotyczą mojej mamy, dziadunia i pani Basi, która wciąż mnie poprawia żebym nie nazywał jej panią. Czasem myślę, że to właśnie ten maluch nieświadomie przyczynia się do umocnienia naszych więzi, poprzez nadawanie nam funkcji w swoim życiu. Mnie kupił swoim "tata", moją mamę zauroczył "baba", a dziadunia nazywa "papa". Posłusznie i z przyjemnością wcielamy się w role.

Co do mnie i Poli… Wszędzie razem, zawsze szczęśliwi, szczerzy, troskliwi wobec siebie. Nie udajemy niczego. Dzień po dniu uczę się, jak żyć z kobietą, której bagaż doświadczeń to głównie strach i cierpienie. Długo nie rozumiałem, dlaczego, przyprawiam ją o zawał serca, niespodziewanie łapiąc za ramię, a w łóżku mogę dotykać ile chcę i jak chcę. 

– Nie boję się ciebie, Teo. Boję się, gdy nie mam pewności, że to ty - wytłumaczyła mi to całkiem logicznie.

Nie zaskakuję, pojawiając się  znikąd, staram się nie pić alkoholu wcale, lub tylko symbolicznie do okazji, nie naciskam i nie zmuszam do niczego. Serce mi się kraje, kiedy uspokajam jej drżące koszmarem ciało w środku nocy. To wspomnienia wybrzmiewają ostatnim echem w jej głowie. Na szczęście, horror senny dotyka Polę coraz rzadziej i śmiem twierdzić, że pomaga jej moja obecność. 

Co do Adama Żet, to postawiłem sprawę jasno. Może nie posłużyłem się etycznymi metodami i naruszyłem delikatnie kilka paragrafów, ale Julek jest moim dzieckiem i nic na to nie poradzę, że dbam o jego bezpieczeństwo oraz szczęście. To do mnie zrobił pierwszy krok, do mnie przytula się, gdy mu źle lub czegoś się wystraszy. Dawca nasienia załatwiony! Nie ukrywam, że Mieszko ma w tym duże zasługi. Najważniejsze, że Pola nie musiała ani razu spotkać się z tym degeneratem. Ha! I nie będzie musiała! Jak Adam wyjdzie z więzienia, Julek osiągnie pełnoletność.

Od czasu rozprawy Poli chodzi mi po głowie pewna myśl. Najpierw obawiałem się, że to za szybko, potem szukałem sygnałów od Poli.  W końcu podjąłem decyzję, dzięki której mogę spać spokojniej. Kupiłem pierścionek i czekam na odpowiednią okazję, by się oświadczyć Poli.  Planuję już dość długo różne scenariusze, bo wiem, że będziemy ten krok wspominać przez lata. Niestety życie weryfikuje moje wizje.

Romantyczna kolacja nie wypaliła. Jeszcze przed deserem zadzwoniła moja mama prosząc, bym przyjechał do szpitala, gdyż dziadunio schylił się do Julka i już się nie wyprostował. Plan B również zawiódł. Wyjechaliśmy we trójkę w góry - miałem nadzieję zaskoczyć Polę podczas miłego wieczoru w góralskiej chacie na owczej skórze obok kominka. Niestety niebo lejące się strumieniami spowodowało, że mój zaparkowany samochód ześlizgnął się z parkingu w całkiem głęboki uskok skalny i to popsuło nam nastrój. Plan C okazał się fiaskiem nawet zanim zacząłem go realizować. Plan D był doskonały w swej prostocie. Piknik na polanie zakończył się jednak  tragicznie, gdyż Polę ukąsiła osa, co spowodowało reakcję alergiczną.

Tyle razy z moich podchodów nic nie wyszło, że plan G zakłada jedynie wciśnięcie Poli pierścionka podczas snu. Dziś w nocy! Nie będę dłużej zwlekał! Po prostu obudzimy się w nowej rzeczywistości. A może wejdę do mieszkania i oznajmię "Jesteś moja!"? O tak! Nie ma co czekać do nocy. Niech to się już stanie! 

-Bojler! - Jakub specjalnie przekręca moje nazwisko i rzuca we mnie markerem, tak jak to robiliśmy na studiach.

-O co chodzi? - pytam z irytacją, bo mi myśl przewodnią przerwał. - Wisisz mi pranie! - Pokazuję czarną krechę na koszuli.

- W tym projekcie ty też bierzesz udział. - upomniał mnie Emil.

Niby biorę… Na stole konferencyjnym niecierpliwie odstukuję palcami motyw z filmu "Szczęki" aż do końca zebrania. Jak tylko Emil zamyka agendę, wyskakuję do holu pierwszy. Proszę sekretarkę, by przełożyła moje ostatnie spotkanie na jutro. Wbiegam do kwiaciarni, ale kolejka jest ogromna. Zanim nastanie moja kolej, zanim florystka… Nie! Nie chcę marnować czasu na wiązanie bukietu! Ani na kolejki! Kwiaty cięte wystawione są w ozdobnych dużych wiadrach, więc biorę jedno wypełnione na ścisło kwiatami podobnymi do słoneczników i podaję florystce trzysta złotych nad ramieniem obsługiwanego właśnie  klienta.

-Jeśli za mało, jutro ureguluję rachunek. 

Dziewczyna przytakuje z rozbawieniem, co dostrzegam pomiędzy licznymi łodygami słoneczników. Nie znamy się z imienia, ale w związku z tym, że kwiaciarnia jest po sąsiedzku z kancelarią, jestem tu rozpoznawalnym i lojalnym klientem.

Może warto byłoby jeszcze zainwestować w bukiet balonów dla Julka? Potem. Razem pójdziemy po balony. Najważniejsze, żeby Pola powiedziała "tak". 

Parkuję niezbyt elegancko - w poprzek. Ledwo mieszczę się do niskiej windy z wiadrem ulubionych kwiatów Poli. Cały czas muszę uważać, żeby nie zamiatać nimi sufitu. Czwarte! Oj, jestem już prawie u celu i czuję ekscytację. Wklikuję kod do zamka, lecz nie słyszę charakterystycznego tonu, gdy naciskam guziki. Zamek nie działa! Łapię za klamkę, a drzwi otwierają się bez oporu. Ręce mimowolnie opadają. Wiadro uderza o parkiet. Łodygi które nie połamały się przy zderzeniu z podłogą, odpłynęły w korytarz wraz z wylaną wodą.

Nasłuchuję chwilę. Wiem, że jestem sam. Szacuję zniszczenia po włamaniu - wszystko wygląda, jakby zostało wywrócone przez tornado, lecz nie zauważyłem, by coś zginęło. Kiedy wchodzę do sypialni, wiem już, że to nie było włamanie rabunkowe. Zakrywam rękawem usta w nadziei, że to zahamuje nieco odruch wymiotny. Na moim łóżku, leży ciało mężczyzny. Nie rozpoznaję twarzy. Muszę działać szybko! Dzwonię z telefonu satelitarnego do Mieszka. Za kwadrans będzie u mnie. Na komórkę Poli nie dzwonię. Leży jak zawsze przy ładowarce w przedpokoju. To pora spacerowa Julka, więc mam nadzieję, że zaraz wrócą, a ja zabiorę ich w bezpieczne miejsce. 

-Wszystko w porządku? - Głos Mieszka wyławia mnie z szoku.

-Jeszcze nie wiem - odpowiadam głosem suchym i załamującym się. 

-Daj mi pięć minut i dzwoń na policję. 

Pozwalam tajnemu pracować. Wiele kosztuje mnie zachowanie spokoju w tej sytuacji. Nie wiem, gdzie moja ukochana i nasz Cherubinek, a to paraliżuje mnie strachem.  Mieszko żegna się na chwilę przed wejściem policji. 

Śledczy wypytuje mnie o wszystko. Nie znam wszystkich odpowiedzi. W dodatku z każdą minutą tracę nadzieję na powrót Poli i Julka ze spaceru. Niecierpliwię się. Ktoś zapewnia mnie, że patrole przeszukują okolice, ale nie czuję się dzięki temu spokojniejszy. Esemes od Mieszka też nie napawa optymizmem. 

"Kamery zniszczone"

-Powinienem to zobaczyć? - pyta śledczy i wyciąga rękę w lateksowej rękawiczce po mój telefon.

-To z pracy - tłumaczę krótko.

-Wie pan, że w takich przypadkach należy czekać, aż porywacz sam się skontaktuje? 

Przytakuję i obiecuję informować go o wszystkim, ale wewnątrz gotuję się z bezsilności. Uderzam pięścią w szklany stół, blat pęka. Nie czuję ulgi, za co karzę mebel kolejnym ciosem. Rozbijam i ranię się w takim szale, że potrzeba trzech policjantów, by mnie unieruchomić. Nie duszą mnie, nie zakuwają w kajdanki, po prostu dociskają do ściany za ramiona. 

Mój telefon dzwoni. Śledczy korzysta z okazji i wyciąga go z mojej kieszeni. Wszyscy milkną, a on odbiera połączenie. Przez chwilę obawiam się, że to Mieszko. Nie chcę, by mundurowi wiedzieli, że ktoś poza nimi zajmuje się tą sprawą. 

-Halo? - Głos Emila wypełnia moje mieszkanie dzięki opcji głośnika. - Teodor, słyszysz mnie?

-Kolega z pracy - tłumaczę śledczemu, a on kiwnięciem głową daje znać podwładnym, by mnie puścili. - Słyszę cię - mówię już do telefonu.

– Wracaj do kancelarii! – Strzała nigdy nie rzuca takich rozkazów. Musiało się coś stać. Niestety, rozłączył się zanim zapytałem.

Dostaję pozwolenie na opuszczenie mieszkania. Po drodze do biura zatrzymuję się, by kupić papierosy, po czym odpalam jeden za drugim. Wsiadam do auta z czwartym szlugiem w zębach i wtedy orientuję się, że mam ogon. Policyjny. Oznakowanym radiowozem mnie śledzą! Mistrzowie kamuflażu, kurwa! Zawracam i mrugam im po oczach długimi światłami. Potem wciskam gaz do dechy. Prowadzę szybko, lecz nadal w granicach rozsądku. Jadą za mną na stałej odległości, ale już nie udają, że ich tam nie ma - włączyli światła na dachu.  Docieram do kancelarii z siódmym papierosem w ustach. Przed budynkiem również stoją radiowozy. Emil idzie do mnie, więc wysiadam. W głowie mi się kręci. Tak to jest, jak się wraca do nałogu po pięciu latach. Strzała nie musi dużo mówić. Już po jego bladej twarzy widzę, że nie jest wesoło. 

Wchodzę do biura, odpalając ósmego z paczki. Nikt nie ma odwagi zwrócić mi uwagę, że mogę.

Na biurku w moim gabinecie leży martwa kobieta. Ma obcięte piersi, a na brzuchu wyryty napis „kurwa” .

– Zgaduję, że pan ją zna. – stwierdza śledczy zaraz po dumnym przedstawieniu się z wszystkimi tytułami.

– To klientka – odpowiadam bez wahania. Przez chwilę przywołuję obraz trupa z mojej sypialni. Teraz, w zestawieniu z denatką, jestem pewny, że widziałem ich razem. – Jej kochanka właśnie sprzątają z mojego mieszkania. Na miejscu jest komisarz Terlecki. Proszę się z nim skontaktować. Tych dwóch jest od niego. - Wskazuję palcem geniuszy stalkingu, którzy wdreptali się na moich plecach na kolejne miejsce zbrodni.

Wychodzę na korytarz, idę na sam koniec, gdzie już tylko drzwi do łazienki po lewej, a po prawej archiwum i magazynek. Wyciągam z paczki dziewiątego szluga. Odpalenie go wymaga nie tylko wykrzesania iskry zapalniczki, ale też wydobycia niewyobrażalnie wielkiej siły z mojej strony, ponieważ ręce mi drżą, w głowie szumi, a w dodatku nie mogę złapać oddechu. Po kilku nieudanych próbach tli się w końcu mój rakotwórczy sukces. 

Pamiętam dobrze kobietę z biurka. Wygrałem dla niej sprawę rozwodową, skubiąc z jej męża ostatni grosz i obwiniając go o cały rozpad małżeństwa. Jak się okazało, małżeńskie interesy nie były jedynymi „skarbonkami” byłego klientki, a on sam reprezentował grono spod ciemnej gwiazdy.

Emil łapie mnie za ramię i wciąga do łazienki.

– Zgłosiłeś porwanie Poli i Julka? - pyta szeptem, a ja przytakuję. Jest przerażony. 

–Na wszelki wypadek zabierz swoją rodzinę w bezpieczne miejsce. Nie wiemy, czy będzie się mścił tylko na mnie, czy na całej kancelarii. 

Wymieniamy porozumiewawcze spojrzenie, po czym żegnamy się skinieniem głowy. Zostaję sam. Dopalam dziewiątkę i sięgam po paczkę. Zamiast niej, wyjmuję z kieszeni telefon, który właśnie zawibrował. Mieszko informuje, że zbiera swoją ekipę. Jest źle. Kurwa, jest źle! Jeśli sam Vito potrzebuje wsparcia, to jest kurewsko źle! A w tym całym złu jest Pola i Julek! O boże! Co ja zrobiłem?! 

Telefon dzwoni. Po melodii rozpoznaje mamę. Ocieram oczy z łez, pociągam nosem. Jeszcze dwa głębokie oddechy i odbieram.

– Tak mamo? – Staram się być opanowany.

– Przyjedź tu, proszę. O Boże, to obrzydliwe, jak można coś takiego zrobić? – szlocha do słuchawki, a ja nie pytam o nic więcej.

Rozłączam się bez słowa, po czym biegnę do auta. W drodze dzwonię po Mieszka. Gdy parkuję pod domem dziadka już na mnie czeka. Rozgląda się po okolicy. Wysiadam, wyrzucam peta i od razu sięgam po dwunastego papierosa.

– Mieszko Bogumił Dobrzycki – Ściskam dłoń, którą wysunął na przywitanie, jakby zapomniał, że godzinę temu się widzieliśmy. – Uznałem, że w tych okolicznościach powinieneś znać moje personalia.

Dziadek wyszedł przed dom z miotłą, więc idziemy w jego kierunku. 

-Postawiłem w stan gotowości kilku moich ludzi, Teodorze.  Narazie zbieramy dane, chłopcy trzymają ręce, oczy i uszy na Borysie Szmidtcie. Znajdziemy oboje.

-Ile?

-Potem. - Mieszko kończy rozmowę, kiedy zbliżamy się do dziadka.

Jak tylko drzwi za nami zatrzaskują się, dziadunio zastawia je komodą. To mnie nie dziwi. Dziwi mnie za to płacz mamy. Siedzi wciśnięta w fotel, obejmuje kolana i płacze, patrząc w odległy kąt

– Mamo?

Uniosła głowę na dźwięk mojego głosu, lecz nie wypowiedziała ani słowa. Wybuchła nową falą płaczu. Palcem wskazała mi kuchnię. Stojący w korytarzu Mieszko od razu się tam skierował. Po chwili stoimy ramię w ramię. Na stole znajduje się niewielkich rozmiarów pudełko. Ciemniejszy kolor kartonu na dole sugerował, że coś się z niego sączy. Boję się. Przeczuwam, co może znajdować się w środku. Otwieram! 

-O nie! 

Słabo mi! W uszach piszczy. Złość i żądza zemsty - tylko to czuję. Uderzam pięścią w blat, rozbijając kłykcie po raz setny dzisiaj. Nie boli bardziej niż serce rozdarte strachem o Polę i Julka. 

– Jesteś pewny? - pyta Mieszko.

Przytakują. Jeszcze wczoraj wieczorem szeptałem do tego ucha czułe słówka, a dziś rano całowałem je, obiecując, że po pracy we trójkę pojedziemy do zoo pokazać Julkowi lwa. 

– Zabiję skurwysyna! – krzyczę. Tracę panowanie nad sobą. Łzy ciekną mi ciurkiem. Znają nawet adres dziadka, najwyraźniej obserwowali mnie przez dłuższy czas.

– Rozejrzę się po okolicy. Ty poinformuj policję. - Mieszko przejmuje inicjatywę, a ja podporządkowuję się.

Pół godziny później policja zabiera ucho Poli do analizy DNA. Ja wiem bez badań laboratoryjnych, że to ją okaleczono. Staram się nie myśleć, na ile sposobów takie psychole mogą znęcać się nad kobietą i dzieckiem. Staram się, ale… Nie potrafię. Pierwszy raz w życiu czuję tak ogromny strach.

 Wychodzę przed dom. Odpalam trzynastego papierosa z paczki. W zasadzie próbuję odpalić, bo cierpiący na parkinsona ma większe opanowanie ruchów niż ja. Mieszko jak zwykle wyrasta znikąd. Wkłada papierosa w moje usta poprawnie: filtrem w zęby, po czym podsuwa mi ogień, żebym zaciągnął szluga. Och dzięki ci! - mówię oczami.

– Mam ślad – szepcze, a we mnie wstępuje nowa siła.

Prosze policjanta, by mamę, dziadka i Basię zawiózł do hotelu  Chimmney. Zawsze umieszczamy tam świadków. Personel zna procedury: nie meldować, zaprowadzić do apartamentu i rozstawić ochronę. Wysłałbym tam Polę, gdybym wiedział co się święci. 

Mój osobisty Vito Corleone pokazuje  nagranie z monitoringu sklepiku naprzeciwko. Widać na nim dokładnie samochód, którym przyjechali posłańcy. Numery rejestracyjne po przybliżeniu nie były aż tak czytelne, ale udało nam się ograniczyć opcje do trzech wariantów. Mieszko przesłał je smsem. Komu? Nie wiem i pytać nie będę. Zdążyłem nie raz doświadczyć jego skuteczności, nie muszę znać metod.

– Co teraz? – pytam, zaciągając piętnastego papierosa aż do granic przepony.

– Czekamy. Czego on może chcieć od ciebie, Teodorze. Zastanów się. Czy to na pewno zemsta za przegraną sprawę rozwodową? Twoje mieszkanie i biuro nie wyglądało jakby tylko podrzucili ciała. Oni czegoś szukali. – Wyjmuje z kieszeni marynarki kartkę. – Była doklejona do kartonu z... Uznałem, że policji się nie przyda.

Na kartce widnieje jedno słowo: WYMIANA.

Już wiem! Wiem dokładnie czego chce Szmidt!

– Ta kobieta, klientka, dała mi pendrive na przechowanie. Mówiła, że gdyby sprawy nie szły po naszej myśli, to informacje zawarte na nim pomogą. Rozwód odbył się bez przeszkód, więc nie zaglądałem co na nim jest.

– Gdzie go trzymasz?

*

Minęła doba odkąd porwano Polę i Julka. Moje mieszkanie było zapieczętowane przez policję, więc wynajmuję pokój w motelu przy obwodnicy.  Całą noc nie zmrużyłem oka. Nie mogłem. Strach, że nie odzyskam swoich bliskich, paraliżował mnie. 

Od rana cisza. Zero telefonów. Ani Emil, ani Mieszko, ani żaden komisarz, czy też śledczy, nie informowali o postępach. Obawiam się, że takowych nie ma. Materiał, który mam w posiadaniu jest niezwykle obciążający dla mafijnego guru. Są kopie fałszowanych ksiąg rachunkowych i kilka filmów egzekucyjnych. Również krótkie nagranie, na którym Szmidt zmusza moją klientkę do kontaktów seksualnych ze swoimi  kontrahentami w celu przypieczętowania umowy handlowej. Mieszko odnalazł tożsamość każdej osoby, która zagrała w tych amatorskich produkcjach.. 

Sto tysięcy polskich złotych. I dużo i mało. Sto tysięcy na zatrudnienie kilku byłych komandosów i zorganizowanie odbicia Poli z Julkiem. Walizkę z gotówką przekazuję na ręce Mieszka jak tylko wychodzę z banku. Już wczoraj musiałem uprzedzić o tak dużej wypłacie.

Jedziemy do motelu, gdzie się... Patrząc na wystrój, to się tam zamelinowałem, a nie zameldowałem. 

-Sto sześćdziesiąt tysięcy - informuję, jakby oszczędności mojego życia nic dla mnie nie znaczyły. Pola i Julek są warci więcej niż jakakolwiek suma pieniędzy. - Zatrudnij kogo trzeba, przekup kogo się da, opłać co tylko jest potrzebne, ale wróć ich do mnie, proszę.   

– Zrobię co w mojej mocy, Teodorze. Nie wyglądasz najlepiej.  – Mieszko kołysze złotym płynem w kanciastej butelce tuż przed moim nosem. – Dzisiaj musisz odpocząć. Jesteśmy na dobrej drodze, a wkrótce będę potrzebował ciebie pełnego sił.

– Co wiadomo? – Popijam drinka, którego podał mi Corleone.

Rozmawiamy chwilę, ale z każdym wypowiedzianym zdaniem mój głos nabiera dziwnego echa, jakbym słuchał się przez radio. Beznamiętnie walczę o każdą kroplę nadziei. Tracę ją w miarę jak upływają sekundy, minuty, godziny. Wiem, że czas ma znaczenie. A ja… Ja czuję się zmęczony, chory, obolały… bezsilny.

– Chłopcy obserwują wszystkie punkty, w jakich mogą przetrzymywać twoją rodzinę. Nie możemy likwidować ich jeden po drugim. Ryzykowalibyśmy życie Poli i chłopca. Musimy mieć pewność, że miejsce, w które uderzymy, jest tym właściwym. – Mieszko podaje mi drugą szklankę z whiskey. Z każdym łykiem jestem coraz bardziej ociężały.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    O kurde, ale zwrot akcji ;O

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Żeby nie było za nudno…?

    • N
      Noya
      | Odpowiedz

      pociąg z humorem się wykoleił
      a myślałam że leżenie chorej w łóżku będzie wyczerpujace
      moja szczęka roztrzaskała się o podłogę ale czytam dalej
      muszę wiedzieć czy wszystko dobrze się skończy
      m u s z ę

  2. e
    e
    | Odpowiedz

    jeżeli chofzi o sceny seksu, to piszesz je w taki sposób, że bardzo często nie da się czyczy, bo odrzucają człowieka

    co do tego całego zwrotu akcji to powiem nedno – za szybko

    • e
      e
      | Odpowiedz

      i nie wiem jaki macie problem z komentarzami, ale jak widać pisane z telefonu zmieniają same słówka

      naprawcie to

      • Jo Winchester
        |

        Bardzo często piszę komentarze z telefonu i mi jakoś nic słów nie zmienia. Może zwróć uwagę, jak piszesz komentarz? Zapewne używasz słownika i może wciskasz złe słowa.
        Jadzia! Mamy do pogadania ze sobą! ?
        Jak mogłaś nie dać podwójnego rozdziału?
        To naprawdę było ucho Poli? Obawiam się tego porwania. A Teodor jako zakochany mężczyzna jest fantastyczny. Nie rozbijaj tej rodziny?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Oj E! No nie wiem co powinnam ci odpowiedzieć. Gdyby to była konstruktywna krytyka, zapewne przyznałabym ci rację, obiecałabym poprawę i poprosiła o wybaczenie. Wybrałaś jednak ton pretensjonalny, więc zacznę od: darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, bo gryzie. Zapewniam, że jeszcze nie raz odrzuci cie od czytania. Najwyraźniej nie odpowiada ci to opowiadanie i to jest ok, bo jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Moje opowiadania różnią się od siebie troche i diametralnie. Tutaj widzisz wszystko oczami Teodora, a on jest taki i taki, a nie siaki. Przykro mi słyszeć, że za szybko. Jak już wspomniałam: to opowiadanie, a nie trzystustronicowa powieść. Teodor informuje cie tylko o tym, co dla niego jest ważne. Jak będę miala stały income postaram się wiecej uwagi poświęcać rozciąganiu wydarzeń, będąc spokojna, że na chleb mi wystarczy. Tymczasem opowiadania mi odpowiadają. Nie powieści.
      Może zajrzyj do Zapomnianej od Rebel, albo do Trzynastu randek J.Winchester.
      Babeczka newsletterem wysyła fajne międzyrasowe brikando. Jestem pewna, że znajdziesz coś dla siebie.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Żeby nie było wątpliwości: powyższy komentarz też pisałam w tel. Jak i ten zresztą.

  3. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Jo. O czym chcesz pogadać? ?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      O tym, że bardzo podobał mi się ten rozdział 🙂 Emocje Teo, coś świetnego 🙂 Jak czytałam drugi raz, to mi świeczki stanęły w oczach przy tym, jak Teo to ucho zobaczył. No i nie wiem, czy już wcześniej wspominałam. Uwielbiam wszelkie “Godfatherowskie” akcenty w opowiadaniach/powieściach. “Ojciec chrzestny” to jedna z moich ukochanych książek, jestem nią zafascynowana do dzisiaj. Dlatego podoba mi się nawet tak minimalne nawiązanie do niej 🙂 Szkoda, że Mieszko nie ma na imię Michał. Wyobraziłabym sobie Micheala Corleone w tej roli 😀
      Także tego. Uważaj, moja panno, bo jak Pola nie wróci cała (prawie cała) do domu z Julkiem… To ja chyba zostanę tym Michaelem Corelone i zawitam do NY 😀

      • J.Gibson
        |

        Tez lubie Godfather! Uwielbiam wręcz. Ale lubię też Q.Tarantino i tę jego teatralność przekazu, przerysowanie sytuacji.
        Co do ciągu dalszego: wybacz Jo, nie zdradze nic. Za tydzien juz się dowiesz czy drogi Poli i Teo się zejdą. Czy będą nadal rodziną? Tylko parą? A moze odzyska jedynie Julka?

  4. S
    Shaswen
    | Odpowiedz

    Akcja fajna, to moje pierwsze opowiadanie erotyczne gdzie pomijam sceny seksu, bo nie daje rady przez nie przebrnąć :/

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Przepraszam, zamiast odpowiedzi poszło jako osobny koment.

    • N
      Nela
      | Odpowiedz

      Żartujesz? W końcu coś innego niż pęczniejące penisy w cipkac ciasnych jak szpara między drzwiami a futryną. Tego pełno w każdym erotyku.

      • J.Gibson
        |

        Dzieki za docenienie

  5. J.Gibson
    | Odpowiedz

    To bardzo ciekawe, że pod częścią, gdzie seksów nie ma, padają krytyczne komentarze o scenach seksu choć były takie już trzy (wczesniej, nie dziś) i zbyt wiele słów krytyki nie otrzymałam.
    Wybacz, że nie rzucam w ciebie pochwami i penisami, nie używam słów takich jak: palcowanie czy ruchanie. Po prostu ich nie lubię. Nie wydają mi się wystarczająco wdzięczne. Ale cieszę się bardzo, że akcja wpasowała się w twój gust. Powiedz, tylko szczerze, spodziewasz sie happy endu?

    • S
      Shaswen
      | Odpowiedz

      Nie wiem czego się spodziewać dalej ☺ co do tego, że pod tym tekstem wyraziłam mało konstruktywną opinię o scenach seksu… pomijam je od drugiej części i w sumie nie przeszkadza mi to w czytaniu reszty, liczyłam, że się “przełame”, ale nie. Przemyśle w sumie… dlaczego dokładnie i dam znać 🙂 pozdrawiam

      • J.Gibson
        |

        Bardzo ciekawe spostrzeżenie.
        Czekam na tę konstruktywną krytykę, bo zależy mi na rozwoju. Będę cię na rękach nosić jeśli przyczynisz się do poprawy mego warsztatu. Mam tylko obawę, że nie rozmawiamy o moim opowiadaniu. Jesteś pewna, że od drugiej części pomijasz sceny seksów? Aż tyle ich było i już od drugiej części??
        Najwyraźniej nie znam swojego opowiadania. Aż mi wstyd.

      • e
        entre
        |

        ja tam te uwagi odczucia i taki odbiór scen seksu rozumiem b.dobrze.Tylko,że jest wnich na tyle coś innego,oryginalnego,dosć zabawnego,a może nieraz zbyt…ale fajnie dobrze napisanego,że można,warto poczytać,a czy oczekujemy innych,czy dadzą one te same doznania,co inne sceny erotyczne w innych op.?inna rzecz.jednak nie mamy tu wyzbycia się ich,wyłącznie na rzecz,metafor,zabawy słowem i niedopowiedzeń;masz pełne sceny i reakcje bohaterów,klimat,budowanie tych scen,przebieg..a że i to fakt,duże znaczneie ma ich sposób napisania,właśnie to powyższe….moż eodrzucać,zniechęcać,ale jak wyżej…i nie musi.Możesz pominać,a możesz skupić się jeśli się da:) oddzielić,tylko na aspekcie erotycznym,czy tylko na tym humorystycznym wręcz.jeśli sienie da,trudno.Też wolę inne,ale dużo lepsze takie,niż setki innych w necie,czy poza nim,wreszcie jw.co do samego pomysłu nanie i realizacji;czy to dobre na raz,czy na wiele dla danej autorki,czy wielu autorów?osobny temat.

  6. Babeczka
    | Odpowiedz

    Jasne jest, że nie wszystko, nie wszystkim się podoba 😉 Jedni odwiedzają motyle i czytają wszystko, inni tylko wybrane autorki i ja nie widzę w tym nic dziwnego. W zasadzie komentarz “nie podoba mi się, bo nie” oznacza dokładnie to, co zawiera i nic ponad to. Mało konstruktywny, świadczy po prostu o tym, że komuś się coś nie podoba i tyle. Autorce, zwłaszcza początkującej, może się zrobić przykro, lecz ten chrzest bojowy należy przejść z podniesionym czołem i… pisać dalej ;-)))

    Ale obarczanie nas tym, że podczas pisania komentująca ma włączoną funkcję automatycznego uzupełniania wyrazów to… Cóż ;-D Przykro nam, ale nie prowadzimy usług z dojazdem w celu ustawienia parametrów czyjegoś telefonu ;-))

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Przykro? Nie tak bardzo. Znasz to powiedzenie marketingowe: nie ważne jak piszą, byleby pisali?
      A poza tym, najlepiej dyskutuje się z ludźmi o innym zdaniu niż nasze własne. Nieprawdaż?
      Także zapraszam do dyskusji wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia. Z chęcią wyciągne (konstruktywne) wnioski.
      P.s.
      Babeczka, co klamiesz! Pisze przecie z telefonu i widze, że już naprawiłaś? komentarze.

      • Babeczka
        |

        Noooo… Dałam dodatkową funkcję, jak ktoś będzie chamski, to go popieści prądem przy kliknięciu “opublikuj” 😀

      • J.Gibson
        |

        No i jak tu cie nie kocha?

  7. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Babeczka co masz na myśli pisząc „popieści”? Bo zaczyna mnie kusić ?
    A tak na powaznie ja uważam, ze każdy jest inny i było by nudno czytać wciąż to samo. Zwłaszcza iż metafory to jest to co kocham … szczególnie gdy J.Gibson używa ich w sprawach seksow ☺️
    (Przyznam ze pewne określenia z tego opowiadania zagościły w moim życiu juz na zawsze) ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Asia! Aniele z niebios! Które określenia weszły w twój codzienny język? Te niczym ze stajni????

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Mnie się jej metafory też podobają. Co rozumiem, przez popieścił? Hi hi… ;-D

  8. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Przyznam, że aż takiego hardcoru się nie spodziewałam i zgroza wprasowała mnie w krzesło. Gruzińskie, czerwone, wytrawne wezwane na pokład! Adam Żet i teściowie Poli jawią się teraz niczym zajączki wielkanocne. Mam nadzieję, że Mieszko wie co robi i uda mu się uratować Polę i Juleczka. Nawet nie chcę myśleć, co stałoby się z Teo, gdyby ich utracił. Mocno niefajne scenariusze mi się nasuwają i aż musiałam sięgnąć po pudełko z chusteczkami, chlip, chlip :(:(:( Oczywiście, pomyślne zakończenie akcji ratowniczej nie jest równoznaczne z “żyli długo i szczęśliwie”, bo Pola może winić Teodora za narażenie jej i Julka życia i uznać, że nie może ryzykować, bo skąd wiadomo, kto jeszcze zechce się na nim mścić. Pytanie, czy trudna przeszłość Poli utrudni jej przejście przez ten koszmar, czy też jej pomoże – nie jest mimozą, potrafi zawalczyć, da radę wiele znieść. Tylko, ile można? Jak sobie wyobrażę obcinanie ucha… ech … niektórzy dostają od życia kur***ko niefajne karty. Mimo wszystko, mocno trzymam kciuki, żeby się im udało – taka fajna rodzina, tyle miłości, nadziei na wspólną przyszłość.
    Tyle w temacie makabry, duży łyk gruzińskiego lekarstwa… i jeszcze jeden duży łyk… i słów kilka o innych rzeczach. Bardzo dobry wstęp – o budowaniu relacji, przestawianiu się z trybu “wieczny kawaler” na tryb “mężczyzna swojej kobiety, tata”, o różnicy między bzykankiem a kochaniem się naprawdę, na serio, o wspólnej codzienności, tworzeniu wspomnień – miodzio. Krótko, treściwie, wiadomo w czym rzecz.
    Co do hot-scenek, to drugi akapit mnie rozwalił (mocno pozytywnie, oczywiście:)) i mocno ciekawa jestem miny faceta, jak mu pojadę tekstem: “Chodź no tu do mnie mój ogrodniku i pokaż mi swoją motykę.”:) Potraktuję to jako test:)
    Mnie osobiście bardzo odpowiada Twój styl pisania i uwielbiam Teodorowe rubaszno-lubieżne postrzeganie seksualności. Teo zdecydowanie jest w moim typie:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No i zstąpił z niebios mój anioł dyżurny! Tony! Zawsze czekam z zniecierpliwieniem na twój komentarz. Hardcore musiał być. Jak to mówi mój tato: jak nie to, to tamto. Czyli zawsze coś się musi spieprzyć?. A że ciągotki kryminalne wychodzą mi uszami i musiałam je gdzieś z siebie wylać, to przelałam je na treść Julka.
      Już wyżaliłam się Jo, że płonę miłością do krwistej karykatury Tarantino. Co będzie dalej?
      No cóż.
      Na pewno ostra walka.
      Co do metafory….???Już nigdy nie spojrzysz na ogrodnika tak samo?

      • T
        Tony Porter
        |

        He, he, “anioł dyżurny” – podoba mi się ta fucha:) U nas powiedzenie Twego taty funkcjonuje w wersji: “Jak nie urok, to diarrhoea, albo przemarsz wojsk” – pozwoliłam sobie na obcojęzyczny zamiennik, żeby nie ranić uszu co wrażliwszych czytelników:) Jak tylko w filmie, czy książce jest dobrze, to ja już wyglądam jakiejś wielkiej katastrofy, bo przecież nie ma opcji, żeby ta szczęśliwość trwała wiecznie. Gorzej, że w życiu jest tak samo, niestety. Ciągotki kryminalne popieram i jestem jak najbardziej za, jeśli chodzi o mocniejsze tony w opowieściach. Ostatnio czytam głównie kryminały i powieści grozy – Nesbo i King wiodą prym. Co jest o tyle dziwne, że ja uwielbiam powieści o miłości i happyendy, tylko, że cholernie trudno jest znaleźć porządnie napisaną historię miłosną – dobrze, że istnieją “Motyle” 🙂
        Pamiętam, jak początkiem lat 90-tych powiało w kinie nowym. Nowym, mocnym, kontrowersyjnym. Tarantino i jego “Wściekłe Psy”, Ferrara – “Zły Porucznik”, Jim Jarmusch – “Noc na Ziemi”, Rodriguez – “El mariachi”, Ridley Scott – “Thelma i Louise” – ech, ależ się to oglądało. Chłonęło umysłem, duszą, jarało doznaniami. Harvey Keitel, to mi się po nocach śnił:)
        “Ostra walka”? Pytanie tylko, o kogo, o co, z kim, z czym? Podoba mi się podgrzanie atmosfery i wyrwanie nas – jak to Mika pisze – “ze strefy komfortu” – zdawać by się mogło, że teraz to już tylko miodzio i sielanka, a tymczasem… hello! To ja, Jadzia, i pokażę Wam co lubię:)
        Co do ogrodnika, to tak na poważnie polecam film “Wierny ogrodnik” (naprawdę warto), a żartem, ale zgodnie z prawdą, napiszę, że jestem absolwentką technikum ogrodniczego:)

      • J.Gibson
        |

        Moja droga! Płakałam jak dzika po obejrzeniu “Zły porucznik”.
        “Wierny ogrodnik” zarezerwowany na weekend?
        I tak! Jestem Jadzia!
        Jeszcze nie wiecie, jak bardzo jestem pokrzywiona??????

        Dziękuje Tony, że ciebie to nie razi.?

      • T
        Tony Porter
        |

        A co i dlaczego miałoby mnie razić? Twe rzekome pokrzywienie wedle mnie jest normalne:) Wiesz, że każdy ma własną wersję normalności. Ja zawsze trochę odstawałam i dobrze mi z tym. To, że w opowieści nie skończyło się na jednym problemie, tylko pojawiły się nowe – jeszcze większe – to tylko ubarwi, pogłębi historię i pozwoli ujrzeć bohaterów w nowych odsłonach. Oczywiście, nie gwarantuję, że nie dołączę do Jo, gdy wybierze się do NY, by z Tobą porozmawiać o finale, jeśli skrzywdzisz kogoś z Julkowej rodziny:) Doradzam pooglądanie “Misery” – dobrze wiedzieć, że czytelnicy potrafią być nieobliczalni:) Żartuję, oczywiście – to Twoja opowieść i Ty decydujesz o losach postaci. Oj, będzie mi się dłużyło do środy. A! Wciąż zapominam – świetny opis podejść Teodora do oświadczyn:) Mam nadzieję, że w końcu mu się uda i że usłyszy upragnione “tak”.

  9. C
    Czesia
    | Odpowiedz

    Kogoś tu bardzo ukuło, że Twoje opowiadanie wymiata! ?
    Jadzia ja Ci kibicuje i czekam na kolejny rozdział ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Czesia, już nie bądźmy takie uszczypliwe?
      Dziękuję za komplement.
      Kolejny rozdział za tydzień i radzę przygotować sie na katarsis.

  10. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Oj tak te szczególnie ?
    Chociaż przyznam, ze dzis tez sie nie zawiodłam, gdyż moj luby pracuje w branży ogrodniczej ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      To jak go rozgrzewasz Asia?
      “Chodź kochanie zasadzić korzeń”?
      A może
      ” Chodź przegrabić mi grządkę.”?

      • Babeczka
        |

        A wiecie co? Wypróbuję na mężu i zobaczymy, jak zareaguje? 😀
        A teraz kawałek Wyklętego sobie napiszę na dobranoc i spać!

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Oooo mam! Jeszcze takie:
      Pokażmi swoją motykę!

      • Babeczka
        |

        Grządka lepsza 🙂
        Idę spać, miodzio scena Wyklętego napisana, jutro będę się pewnie zastanawiać, jak wskrzesić biedaka, którego ukatrupiłam 😉
        Dobrej nocy!

      • Jadzia Gibson
        |

        Normalnie pęknę z nerwów! Dziady są specjalistami we wskrzeszaniu, to może coś ci podpowiedzą ;D A jak nie dziady to Sapkowski w Wiedźminie wiele razy wskrzeszał umarlaków itp. A ma być to typowo magiczne (zaklęcie), czy bardziej alchemiczne (wodę z parówek wymieszaj z ziemią cmentarną, zagotuj dodając paznokcie rudego kota w czarne paski, a potem wylej na nagrobek o północy, podczas nowiu, parzystego dnia nieparzystego miesiąca)?
        Nie mogę się doczekać.

      • T
        Tony Porter
        |

        Jadzia, ja Cię bardzo proszę, nie pękaj, bo jak pękniesz i nie dokończysz Julka, to funkcjonariusze Policji w wielu miastach Polski, i nie tylko, będą wyrabiać nadgodziny – ilość zgłoszeń pęknięć przekroczy wszelkie normy, a wielbiciele Julka wyjdą na ulice.
        Co do zaklęć i wskrzeszenia, to radziłabym się udać do Szarleja (kto nie czytał Trylogii Husyckiej Sapkowskiego, to polecam) – facet zdecydowanie zna się na zaklęciach, aczkolwiek… hmmm… no cóż, efekty jego działań mogą nieco zawirować czasoprzestrzeń:)

  11. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Jeszcze nie próbowałam, przyznam szczerze poprostu na to nie wpadłam wcześniej ?‍♀️
    Ale tekst z ogrodnikiem i motyka działa ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Good for U!

  12. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Tony! Nie wiem, czy wiesz, ale z Jasionki mamy bezpośredni samolot do NY! Także tego… ?

  13. Rebel G.
    | Odpowiedz

    Jadzia ? Ale zaskoczenie!!! Btw ja też czytam dużo kryminałów, ale muszę przestać, bo ostatnio moja siostra powiedziała coś o wciąganiu heroiny, a ja: “heroinę daje się w żyłę, nie wciąga… Wciągać można amfetaminę albo kokę”. Ona: “skąd wiesz?” Kryminały zryły mi psychikę! ?
    Zgadzam się z Tony – początek ekstra, przemiana Teo wiarygodna, nieudane oświadczyny super, a zemsta byłego klientki – jak najbardziej realna. Czy dało się przed tym uchronić? Pewnie nie, ale i tak Pola cierpi znowu… No i Julek! Co będzie z małym?!
    Przestraszyłam się, że nie będzie happy endu – zwykle opowiadania na motylkach mają szczęśliwe zakończenia, a to tutaj… Hmm…

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Heroine mowisz? ???????? a o zielonych ?też coś wiesz?
      Cieszę się, że cię zaskoczyłam. Dalej będzie…. Jeszcze kilka zaskoczeń?
      Także trzymaj się ramy!?

  14. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Oj, pokazałaś, że nie tylko w śmieszkowaniu jesteś dobra. Głośno i wyraźnie pokazałaś. Z przytupem.
    No to nieźle Adama załatwili – posiedzi sobie gościu niemało. Chyba niedobra kobieta jestem, bo wcale mi go nie żal. Należało mu się jak chłopu rola.
    Mieszko Bogumił Dobrzycki – ładnie! Nie dość, że ładnie się pan nazywa, to jeszcze taki pożyteczny jest. Gdyby nie on, to wątpię by Teo kiedykolwiek zobaczył Polę i Julka żywych. Ci podlece od porwania nie dość, że bydalki, to jeszcze i głupi. Proponują wymianę, a zarazem krzywdzą zakładników – powinni wiedzieć, że w takim przypadku o żadnej wymianie nie może być mowy, bo rodzina porwanych zrobi wszystko, żeby gnoi zniszczyć. Ech, mocno dramatyczna ta część. A tak dobrze się zapowiadała – cudnie, pięknie, sielankowo… a tu Jadzia kęsim, kęsim po sielankowatości 🙁

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Nie samym śmiechem człowiek żyje. Najtrudniej jest jednak zachować humor w sytuacji grozy.
      Czesto doceniamy coś, dopiero po straceniu tego. I to sie tyczy obu panów. Adama i Teo. Zauważ, że Adam jest jaki jest, ale chciał mimo wszystko wyciągnąć rękę do dziecka. Skoro zazdroscil Kamilowi, to pewnie sam by sie wpasowal w pozostawiony przez denata wakat. Ale to tak tylko gdybam…

      • T
        Tony Porter
        |

        To prawda, życie jest słodko-gorzkie i w każdej beczce miodu trafi się łyżka dziegciu. Wiesz, że w ogóle o tym nie pomyślałam, ale masz rację – Adam nie miał syna daleko gdzieś, i gdyby nie okoliczności, wóda, narkotyki, to może nie byłby tym kim był. No ale, widział co Kamil wyrabia i nie zrobił nic, żeby pomóc Poli. Poli i własnemu dziecku. Więc tak właściwie, to niewiele się od Kamila różnił.

Napisz nam też coś :-)