Rany Julek! (X)

with 43 komentarze

Rany Julek! (X)

Kochaniunie!

Zobaczycie dziś, jaka zmiana zaszła w Teodorze. Kawalerskie „figo-fago” zastąpił całkiem poważnym i opiekuńczym mężczyzną, stawiającym dobro rodziny na pierwszym miejscu.

Upraszam o to, by przy czytaniu tej części nie jeść! Pić można, nawet napoje uprzednio poddane fermentacji lub destylacji, lub obu.

Ta część pokaże wam, że nie tylko śmieszkuję.


Część dziesiąta

Jest coś wspaniałego w zbliżeniu, kiedy nie dotyczy tylko genitaliów, ale dotyka również intymności mentalnej. Tak właśnie czułem się z Polą. Nasze dusze czerpały z cielesności więcej niż ciała, co z kolei cementowało związek dając nadzieję na szczęśliwą przyszłość.

Uprawialiśmy miłość niebywale żyzną, a kiełkująca rozkosz kwitła szybko wielobarwnymi orgazmami. Tym sposobem stworzyliśmy całkiem rozległy ogród doznań i niejeden architekt krajobrazu mógłby nam pozazdrościć. Aż dziw, że tak marny ogrodnik jak ja, wyposażony jedynie w motykę, mógł stworzyć coś tak pięknego.

Przez kolejne miesiące dopracowywaliśmy wizję rodziny. Pola zorganizowała dla mnie ogromne przyjęcie urodzinowe, w końcu czterdziestkę obchodzi się tylko raz. Potem świętowaliśmy pierwszy rok Julka. Wszędzie razem, zawsze szczęśliwi, szczerzy i troskliwi wobec siebie. Nie udawaliśmy niczego. Dzień po dniu uczyłem się, jak żyć z kobietą, której bagaż doświadczeń to głównie strach i cierpienie. Nie rozumiałem, dlaczego, przyprawiam ją o zawał serca, niespodziewanie łapiąc za ramię, a w łóżku mogę dotykać ile chcę i jak chcę.

Nie boję się ciebie, Teo. Boję się, gdy nie mam pewności, że to ty.

Wytłumaczyła mi to całkiem logicznie. Nie zaskakuję pojawiając się znikąd, staram się nie pić alkoholu wcale, lub tylko symbolicznie do okazji, nie naciskam i nie zmuszam do niczego.

Serce mi się kraje, kiedy uspokajam jej drżące koszmarem ciało w środku nocy. To wspomnienia wybrzmiewają ostatnim echem w jej głowie. Na szczęście, horror senny dotyka Polę coraz rzadziej i śmiem twierdzić, że pomaga jej moja obecność.

Co do Adama Żet, to postawiłem sprawę jasno. Może nie posłużyłem się etycznymi metodami i naruszyłem delikatnie kilka paragrafów, ale Julek jest moim dzieckiem i nic na to nie poradzę, że dbam o jego bezpieczeństwo oraz szczęście. To do mnie zrobił pierwszy krok, do mnie przytula się, gdy mu źle lub czegoś się wystraszy.

Podjąłem decyzję, dzięki której mogę spać spokojniej. Kupiłem pierścionek i czekałem na odpowiednią okazję, by się oświadczyć Poli. Planowałem już dość długo różne scenariusze, bo wiedziałem, że będziemy ten krok wspominać przez lata. Romantyczna kolacja nie wypaliła. Przed deserem zadzwoniła moja mama prosząc, bym przyjechał do szpitala, gdyż dziadunio schylił się do Julka i już się nie wyprostował. Plan B również zawiódł. Wyjechaliśmy we trójkę w góry i miałem nadzieje zaskoczyć Polę podczas miłego wieczoru. Niestety niebo lejące się strumieniami spowodowało, że mój zaparkowany samochód ześlizgnął się z parkingu w całkiem głęboki uskok skalny i to popsuło nam nastrój. Plan C okazał się fiaskiem nawet zanim zacząłem go realizować. Plan D był doskonały w swej prostocie. Piknik na polanie zakończył się tragicznie, gdyż Polę ukąsiła osa, co spowodowało reakcję alergiczną.

Tyle razy z moich podchodów nic nie wyszło, że plan G zakładał jedynie wciśnięcie Poli pierścionka podczas snu. Z tym też za długo zwlekałem.

Pewnego dnia, wyszedłem z pracy szczęśliwy, a wszedłem do domu przerażony. Wszystko wyglądało, jakby zostało wywrócone przez tornado. Poli i Julka nie było, za to w sypialni, na moim łóżku, leżało ciało jakiegoś mężczyzny. Zadzwoniłem z telefonu satelitarnego do informatora. Kwadrans później zjawił się w moim mieszkaniu i sporządzał raport na nasze potrzeby. Na komórkę Poli nie dzwoniłem. Leżała jak zawsze przy ładowarce w przedpokoju. Pozwoliłem tajnemu pracować, rozglądając się, czy coś zginęło. Wiele kosztowało mnie zachowanie spokoju w sytuacji, gdy nie wiedziałem gdzie moja ukochana i nasz Cherubinek. Była to jednak pora spacerów, więc miałem nadzieję, że zaraz wrócą, a ja zabiorę ich w bezpieczne miejsce. Informator zmył się, za to policja wtargnęła jak do siebie.

Po godzinie straciłem nadzieję. W takich przypadkach należy czekać, aż porywacz sam się skontaktuje uzyskałem informację od prowadzącego sprawę. Wyżyłem się na szklanym stole, ale nie ulżyło moim nerwom. Zadzwonił Emil.

Wracaj do kancelarii! – Rozłączył się zaraz po wygłoszeniu komunikatu.

Zostawiłem mieszkanie otwarte z całą chmarą śledczych. Po drodze do biura zatrzymałem się, by kupić papierosy, po czym odpalałem jeden za drugim. Przed kancelarią również stały radiowozy. Emil wyszedł do mnie uprzedzając, że to, co zobaczę, nie będzie przyjemne.

Na biurku w moim gabinecie leżała martwa kobieta. Miała odcięte piersi, a na brzuchu wyryty napis „kurwa” .

Zna ją Pan? – Zapytał śledczy.

To klientka. – Zamyśliłem się, bo mężczyzna od razu wydał mi się znajomy. Teraz w zestawieniu z denatką przypomniało mi się, że widziałem ich razem. – Jej kochanka właśnie sprzątają z mojego mieszkania. Na miejscu jest komisarz Terlecki. Proszę się z nim skontaktować.

Ręce mi drżały, w głowie szumiało i nie mogłem złapać oddechu. Wygrałem tej kobiecie sprawę rozwodową skubiąc z jej męża ostatni grosz i obwiniając go o cały rozpad małżeństwa. Jak się okazało, małżeńskie interesy nie były jedynymi „skarbonkami” byłego klientki, a on sam reprezentował grono spod ciemnej gwiazdy.

Wyciągnąłem Emila na papierosa i streściłem sytuację.

Zgłosiłeś porwanie Poli i Julka?

Od razu. Na wszelki wypadek zabierz swoją rodzinę w bezpieczne miejsce. Nie wiemy, czy będzie się mścił tylko na mnie, czy na całej kancelarii.

Dostałem sms. To Tajny informował mnie, że policja zrobiła nalot na posiadłości byłego męża mojej nieżyjącej klientki, ale go nie złapali. Ledwo zdążyłem włożyć telefon do kieszeni, a zadzwonił jeszcze raz.

Tak mamo? – Starałem się być opanowany.

Przyjedź tu, proszę. O Boże, to obrzydliwe, jak można coś takiego zrobić? – szlochała.

Rozłączyłem się bez słowa, od razu pobiegłem do auta. W drodze zadzwoniłem po Tajnego. Szybki jest. Czekał na mnie przed domem dziadka.

Mieszko. – przedstawił mi się – Uznałem, że skoro już wiem o tobie wszystko, wypadałoby, żebyś znał choć moje imię.

Dziadek wyszedł przed dom z miotłą. Gdy tylko znaleźliśmy się w środku, zamknął za nami drzwi na wszystkie zamki i zastawił je komodą.

Najpierw zauważyłem mamę, która siedziała na fotelu z twarzą ukrytą w dłoniach.

Mamo?

Uniosła głowę na dźwięk mojego głosu. Palcem wskazała kuchnię i wybuchła płaczem.

Na stole stało pudełko niewielkich rozmiarów. Ciemniejszy kolor kartonu na dole sugerował, że coś się z niego sączy. Zajrzałem.

Zrobiło mi się słabo. Wizja straciła kolor, a fonia została stłumiona ciągłym piszczącym dźwiękiem jak w telewizorze, nad ranem, gdy skończy się program. Chwilę zajęło mi dojście do siebie.

Złość i żądza zemsty grały teraz pierwsze skrzypce.

Uderzyłem pięścią w blat rozbijając kłykcie. Nie bolało bardziej niż serce rozdarte strachem o Polę i Julka. Mieszko zajrzał w pudełko i spojrzał na mnie z powagą.

Jesteś pewny?

Przytaknąłem. Jeszcze wczoraj wieczorem szeptałem do tego ucha czułe słówka, a dziś rano całowałem je, obiecując, że po pracy we trójkę pojedziemy do zoo pokazać Julkowi lwa.

Zabiję skurwysyna! – wrzasnąłem, aż moja mama drgnęła wystraszona.

Nie dałem rady odgrywać opanowanego. Łzy pociekły mi ciurkiem. Zacisnąłem pięści po czym wyszedłem tylnymi drzwiami na ogródek. Znali nawet adres dziadka, najwyraźniej obserwowali mnie przez jakiś czas.

Po chwili dołączył do mnie Mieszko.

Rozejrzę się po okolicy i sprawdzę, czy ktoś kogoś widział. Ty poinformuj policję.

Tak też zrobiłem. Pół godziny później policja zabrała ucho mojej Poli do analizy DNA. Ja wiedziałem bez badań laboratoryjnych, że to ją okaleczyli. Odpalałem pierwszego papierosa z nowej paczki drżącą dłonią, starając się nie myśleć, na ile sposobów takie psychole mogą znęcać się nad kobietą i dzieckiem.

Mam ślad. – szepnął mi Mieszko.

Poprosiłem mamę, by pojechała z dziadkiem i Panią Basią do hotelu Chimmney. Zawsze umieszczaliśmy tam świadków. Personel wiedział jakie są procedury: nie meldować, zaprowadzić do apartamentu i rozstawić ochronę. Wysłałbym tam Polę, gdybym wiedział co się święci.

Wyszedłem z Mieszkiem zaraz po krótkiej rozmowie z policjantem najwyższym rangą. Mój osobisty Vito Corleone pokazał mi nagranie z monitoringu sklepiku naprzeciwko. Widać na nim dokładnie samochód, którym przyjechali posłańcy. Numery rejestracyjne po przybliżeniu nie były aż tak czytelne, ale udało nam się ograniczyć opcje do trzech wariantów. Mieszko przesłał je smsem. Komu? Nie wiem i pytać nie będę. Zdążyłem nie raz doświadczyć jego skuteczności, nie muszę znać metod.

Co teraz? – zapytałem nabierając oddech aż do granic przepony.

Czekamy. Czego on może chcieć od ciebie Teodorze. Zastanów się. Czy to tylko zemsta za przegraną sprawę rozwodową? Twoje mieszkanie i biuro nie wyglądało jakby tylko podrzucili ciała. Oni czegoś szukali. – Pokazał mi kartkę. – Była doklejona do kartonu. Uznałem, że policji się nie przyda.

Na kartce było napisane jedno słowo: „Wymiana?”

I wtedy sobie przypomniałem.

Ta kobieta, klientka, dała mi pendrive na przechowanie. Mówiła, że gdyby sprawy nie szły po naszej myśli, to informacje zawarte na nim nam pomogą. Ale rozwód odbył się bez przeszkód wiec nie zaglądałem co na nim jest.

Gdzie go trzymasz?

***

Minęła doba odkąd porwano Polę i Julka. Moje mieszkanie było zapieczętowane przez policję, wynająłem więc pokój w motelu przy obwodnicy. Całą noc nie zmrużyłem oka. Nie mogłem. Strach, że nie odzyskam swoich bliskich, paraliżował mnie.

Od rana cisza. Zero telefonów. Ani Emil, ani Mieszko, ani komisarz, nie informowali o postępach. Obawiałem się, że takowych nie ma. Materiał, który miałem w posiadaniu był niezwykle obciążający dla mafijnego guru. Są kopie fałszowanych ksiąg rachunkowych i kilka filmów egzekucyjnych. Był też film, na którym zmusza moją klientkę do kontaktów seksualnych ze swoimi kontrahentami w celu przypieczętowania umowy narkotykowej. Mieszko odnalazł tożsamość każdej osoby, jaką widzieliśmy na filmach. Zażądał sto tysięcy na zatrudnienie kilku byłych komandosów i zorganizowanie odbicia moich skarbów. Oddałem mu walizkę, w której było sto sześćdziesiąt tysięcy, jakby oszczędności mojego życia nic dla mnie nie znaczyły. Pola i Julek są warci więcej niż jakakolwiek suma pieniędzy.

Nie wyglądasz najlepiej. – Mieszko zamachał mi przed nosem butelka whiskey. – Dzisiaj musisz odpocząć Teodorze. Jesteśmy na dobrej drodze, a wkrótce będę potrzebował ciebie pełnego sił.

Co wiadomo? – Popijałem drinka, którego podał mi Corleone.

Mój głos był inny, jakbym słuchał się przez radio. Beznamiętnie walczyłem o każdą kroplę nadziei. Traciłem ją w miarę jak upływały sekundy, minuty, godziny. Wiedziałem, że czas ma znaczenie.

Chłopcy obserwują wszystkie punkty, w jakich mogą przetrzymywać twoją rodzinę. Nie możemy likwidować ich jeden po drugim. Ryzykowalibyśmy życie Poli i chłopca. Musimy mieć pewność, że miejsce, w które uderzymy, jest tym właściwym. – Podał mi drugą szklankę z brązowo złotym trunkiem.

Szybko poczułem się senny.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    O kurde, ale zwrot akcji ;O

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Żeby nie było za nudno…?

  2. e
    e
    | Odpowiedz

    jeżeli chofzi o sceny seksu, to piszesz je w taki sposób, że bardzo często nie da się czyczy, bo odrzucają człowieka

    co do tego całego zwrotu akcji to powiem nedno – za szybko

    • e
      e
      | Odpowiedz

      i nie wiem jaki macie problem z komentarzami, ale jak widać pisane z telefonu zmieniają same słówka

      naprawcie to

      • Jo Winchester
        |

        Bardzo często piszę komentarze z telefonu i mi jakoś nic słów nie zmienia. Może zwróć uwagę, jak piszesz komentarz? Zapewne używasz słownika i może wciskasz złe słowa.
        Jadzia! Mamy do pogadania ze sobą! ?
        Jak mogłaś nie dać podwójnego rozdziału?
        To naprawdę było ucho Poli? Obawiam się tego porwania. A Teodor jako zakochany mężczyzna jest fantastyczny. Nie rozbijaj tej rodziny?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Oj E! No nie wiem co powinnam ci odpowiedzieć. Gdyby to była konstruktywna krytyka, zapewne przyznałabym ci rację, obiecałabym poprawę i poprosiła o wybaczenie. Wybrałaś jednak ton pretensjonalny, więc zacznę od: darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, bo gryzie. Zapewniam, że jeszcze nie raz odrzuci cie od czytania. Najwyraźniej nie odpowiada ci to opowiadanie i to jest ok, bo jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Moje opowiadania różnią się od siebie troche i diametralnie. Tutaj widzisz wszystko oczami Teodora, a on jest taki i taki, a nie siaki. Przykro mi słyszeć, że za szybko. Jak już wspomniałam: to opowiadanie, a nie trzystustronicowa powieść. Teodor informuje cie tylko o tym, co dla niego jest ważne. Jak będę miala stały income postaram się wiecej uwagi poświęcać rozciąganiu wydarzeń, będąc spokojna, że na chleb mi wystarczy. Tymczasem opowiadania mi odpowiadają. Nie powieści.
      Może zajrzyj do Zapomnianej od Rebel, albo do Trzynastu randek J.Winchester.
      Babeczka newsletterem wysyła fajne międzyrasowe brikando. Jestem pewna, że znajdziesz coś dla siebie.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Żeby nie było wątpliwości: powyższy komentarz też pisałam w tel. Jak i ten zresztą.

  3. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Jo. O czym chcesz pogadać? ?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      O tym, że bardzo podobał mi się ten rozdział 🙂 Emocje Teo, coś świetnego 🙂 Jak czytałam drugi raz, to mi świeczki stanęły w oczach przy tym, jak Teo to ucho zobaczył. No i nie wiem, czy już wcześniej wspominałam. Uwielbiam wszelkie “Godfatherowskie” akcenty w opowiadaniach/powieściach. “Ojciec chrzestny” to jedna z moich ukochanych książek, jestem nią zafascynowana do dzisiaj. Dlatego podoba mi się nawet tak minimalne nawiązanie do niej 🙂 Szkoda, że Mieszko nie ma na imię Michał. Wyobraziłabym sobie Micheala Corleone w tej roli 😀
      Także tego. Uważaj, moja panno, bo jak Pola nie wróci cała (prawie cała) do domu z Julkiem… To ja chyba zostanę tym Michaelem Corelone i zawitam do NY 😀

      • J.Gibson
        |

        Tez lubie Godfather! Uwielbiam wręcz. Ale lubię też Q.Tarantino i tę jego teatralność przekazu, przerysowanie sytuacji.
        Co do ciągu dalszego: wybacz Jo, nie zdradze nic. Za tydzien juz się dowiesz czy drogi Poli i Teo się zejdą. Czy będą nadal rodziną? Tylko parą? A moze odzyska jedynie Julka?

  4. S
    Shaswen
    | Odpowiedz

    Akcja fajna, to moje pierwsze opowiadanie erotyczne gdzie pomijam sceny seksu, bo nie daje rady przez nie przebrnąć :/

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Przepraszam, zamiast odpowiedzi poszło jako osobny koment.

    • N
      Nela
      | Odpowiedz

      Żartujesz? W końcu coś innego niż pęczniejące penisy w cipkac ciasnych jak szpara między drzwiami a futryną. Tego pełno w każdym erotyku.

      • J.Gibson
        |

        Dzieki za docenienie

  5. J.Gibson
    | Odpowiedz

    To bardzo ciekawe, że pod częścią, gdzie seksów nie ma, padają krytyczne komentarze o scenach seksu choć były takie już trzy (wczesniej, nie dziś) i zbyt wiele słów krytyki nie otrzymałam.
    Wybacz, że nie rzucam w ciebie pochwami i penisami, nie używam słów takich jak: palcowanie czy ruchanie. Po prostu ich nie lubię. Nie wydają mi się wystarczająco wdzięczne. Ale cieszę się bardzo, że akcja wpasowała się w twój gust. Powiedz, tylko szczerze, spodziewasz sie happy endu?

    • S
      Shaswen
      | Odpowiedz

      Nie wiem czego się spodziewać dalej ☺ co do tego, że pod tym tekstem wyraziłam mało konstruktywną opinię o scenach seksu… pomijam je od drugiej części i w sumie nie przeszkadza mi to w czytaniu reszty, liczyłam, że się “przełame”, ale nie. Przemyśle w sumie… dlaczego dokładnie i dam znać 🙂 pozdrawiam

      • J.Gibson
        |

        Bardzo ciekawe spostrzeżenie.
        Czekam na tę konstruktywną krytykę, bo zależy mi na rozwoju. Będę cię na rękach nosić jeśli przyczynisz się do poprawy mego warsztatu. Mam tylko obawę, że nie rozmawiamy o moim opowiadaniu. Jesteś pewna, że od drugiej części pomijasz sceny seksów? Aż tyle ich było i już od drugiej części??
        Najwyraźniej nie znam swojego opowiadania. Aż mi wstyd.

  6. Babeczka
    | Odpowiedz

    Jasne jest, że nie wszystko, nie wszystkim się podoba 😉 Jedni odwiedzają motyle i czytają wszystko, inni tylko wybrane autorki i ja nie widzę w tym nic dziwnego. W zasadzie komentarz “nie podoba mi się, bo nie” oznacza dokładnie to, co zawiera i nic ponad to. Mało konstruktywny, świadczy po prostu o tym, że komuś się coś nie podoba i tyle. Autorce, zwłaszcza początkującej, może się zrobić przykro, lecz ten chrzest bojowy należy przejść z podniesionym czołem i… pisać dalej ;-)))

    Ale obarczanie nas tym, że podczas pisania komentująca ma włączoną funkcję automatycznego uzupełniania wyrazów to… Cóż ;-D Przykro nam, ale nie prowadzimy usług z dojazdem w celu ustawienia parametrów czyjegoś telefonu ;-))

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Przykro? Nie tak bardzo. Znasz to powiedzenie marketingowe: nie ważne jak piszą, byleby pisali?
      A poza tym, najlepiej dyskutuje się z ludźmi o innym zdaniu niż nasze własne. Nieprawdaż?
      Także zapraszam do dyskusji wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia. Z chęcią wyciągne (konstruktywne) wnioski.
      P.s.
      Babeczka, co klamiesz! Pisze przecie z telefonu i widze, że już naprawiłaś? komentarze.

      • Babeczka
        |

        Noooo… Dałam dodatkową funkcję, jak ktoś będzie chamski, to go popieści prądem przy kliknięciu “opublikuj” 😀

      • J.Gibson
        |

        No i jak tu cie nie kocha?

  7. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Babeczka co masz na myśli pisząc „popieści”? Bo zaczyna mnie kusić ?
    A tak na powaznie ja uważam, ze każdy jest inny i było by nudno czytać wciąż to samo. Zwłaszcza iż metafory to jest to co kocham … szczególnie gdy J.Gibson używa ich w sprawach seksow ☺️
    (Przyznam ze pewne określenia z tego opowiadania zagościły w moim życiu juz na zawsze) ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Asia! Aniele z niebios! Które określenia weszły w twój codzienny język? Te niczym ze stajni????

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Mnie się jej metafory też podobają. Co rozumiem, przez popieścił? Hi hi… ;-D

  8. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Przyznam, że aż takiego hardcoru się nie spodziewałam i zgroza wprasowała mnie w krzesło. Gruzińskie, czerwone, wytrawne wezwane na pokład! Adam Żet i teściowie Poli jawią się teraz niczym zajączki wielkanocne. Mam nadzieję, że Mieszko wie co robi i uda mu się uratować Polę i Juleczka. Nawet nie chcę myśleć, co stałoby się z Teo, gdyby ich utracił. Mocno niefajne scenariusze mi się nasuwają i aż musiałam sięgnąć po pudełko z chusteczkami, chlip, chlip :(:(:( Oczywiście, pomyślne zakończenie akcji ratowniczej nie jest równoznaczne z “żyli długo i szczęśliwie”, bo Pola może winić Teodora za narażenie jej i Julka życia i uznać, że nie może ryzykować, bo skąd wiadomo, kto jeszcze zechce się na nim mścić. Pytanie, czy trudna przeszłość Poli utrudni jej przejście przez ten koszmar, czy też jej pomoże – nie jest mimozą, potrafi zawalczyć, da radę wiele znieść. Tylko, ile można? Jak sobie wyobrażę obcinanie ucha… ech … niektórzy dostają od życia kur***ko niefajne karty. Mimo wszystko, mocno trzymam kciuki, żeby się im udało – taka fajna rodzina, tyle miłości, nadziei na wspólną przyszłość.
    Tyle w temacie makabry, duży łyk gruzińskiego lekarstwa… i jeszcze jeden duży łyk… i słów kilka o innych rzeczach. Bardzo dobry wstęp – o budowaniu relacji, przestawianiu się z trybu “wieczny kawaler” na tryb “mężczyzna swojej kobiety, tata”, o różnicy między bzykankiem a kochaniem się naprawdę, na serio, o wspólnej codzienności, tworzeniu wspomnień – miodzio. Krótko, treściwie, wiadomo w czym rzecz.
    Co do hot-scenek, to drugi akapit mnie rozwalił (mocno pozytywnie, oczywiście:)) i mocno ciekawa jestem miny faceta, jak mu pojadę tekstem: “Chodź no tu do mnie mój ogrodniku i pokaż mi swoją motykę.”:) Potraktuję to jako test:)
    Mnie osobiście bardzo odpowiada Twój styl pisania i uwielbiam Teodorowe rubaszno-lubieżne postrzeganie seksualności. Teo zdecydowanie jest w moim typie:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No i zstąpił z niebios mój anioł dyżurny! Tony! Zawsze czekam z zniecierpliwieniem na twój komentarz. Hardcore musiał być. Jak to mówi mój tato: jak nie to, to tamto. Czyli zawsze coś się musi spieprzyć?. A że ciągotki kryminalne wychodzą mi uszami i musiałam je gdzieś z siebie wylać, to przelałam je na treść Julka.
      Już wyżaliłam się Jo, że płonę miłością do krwistej karykatury Tarantino. Co będzie dalej?
      No cóż.
      Na pewno ostra walka.
      Co do metafory….???Już nigdy nie spojrzysz na ogrodnika tak samo?

      • T
        Tony Porter
        |

        He, he, “anioł dyżurny” – podoba mi się ta fucha:) U nas powiedzenie Twego taty funkcjonuje w wersji: “Jak nie urok, to diarrhoea, albo przemarsz wojsk” – pozwoliłam sobie na obcojęzyczny zamiennik, żeby nie ranić uszu co wrażliwszych czytelników:) Jak tylko w filmie, czy książce jest dobrze, to ja już wyglądam jakiejś wielkiej katastrofy, bo przecież nie ma opcji, żeby ta szczęśliwość trwała wiecznie. Gorzej, że w życiu jest tak samo, niestety. Ciągotki kryminalne popieram i jestem jak najbardziej za, jeśli chodzi o mocniejsze tony w opowieściach. Ostatnio czytam głównie kryminały i powieści grozy – Nesbo i King wiodą prym. Co jest o tyle dziwne, że ja uwielbiam powieści o miłości i happyendy, tylko, że cholernie trudno jest znaleźć porządnie napisaną historię miłosną – dobrze, że istnieją “Motyle” 🙂
        Pamiętam, jak początkiem lat 90-tych powiało w kinie nowym. Nowym, mocnym, kontrowersyjnym. Tarantino i jego “Wściekłe Psy”, Ferrara – “Zły Porucznik”, Jim Jarmusch – “Noc na Ziemi”, Rodriguez – “El mariachi”, Ridley Scott – “Thelma i Louise” – ech, ależ się to oglądało. Chłonęło umysłem, duszą, jarało doznaniami. Harvey Keitel, to mi się po nocach śnił:)
        “Ostra walka”? Pytanie tylko, o kogo, o co, z kim, z czym? Podoba mi się podgrzanie atmosfery i wyrwanie nas – jak to Mika pisze – “ze strefy komfortu” – zdawać by się mogło, że teraz to już tylko miodzio i sielanka, a tymczasem… hello! To ja, Jadzia, i pokażę Wam co lubię:)
        Co do ogrodnika, to tak na poważnie polecam film “Wierny ogrodnik” (naprawdę warto), a żartem, ale zgodnie z prawdą, napiszę, że jestem absolwentką technikum ogrodniczego:)

      • J.Gibson
        |

        Moja droga! Płakałam jak dzika po obejrzeniu “Zły porucznik”.
        “Wierny ogrodnik” zarezerwowany na weekend?
        I tak! Jestem Jadzia!
        Jeszcze nie wiecie, jak bardzo jestem pokrzywiona??????

        Dziękuje Tony, że ciebie to nie razi.?

      • T
        Tony Porter
        |

        A co i dlaczego miałoby mnie razić? Twe rzekome pokrzywienie wedle mnie jest normalne:) Wiesz, że każdy ma własną wersję normalności. Ja zawsze trochę odstawałam i dobrze mi z tym. To, że w opowieści nie skończyło się na jednym problemie, tylko pojawiły się nowe – jeszcze większe – to tylko ubarwi, pogłębi historię i pozwoli ujrzeć bohaterów w nowych odsłonach. Oczywiście, nie gwarantuję, że nie dołączę do Jo, gdy wybierze się do NY, by z Tobą porozmawiać o finale, jeśli skrzywdzisz kogoś z Julkowej rodziny:) Doradzam pooglądanie “Misery” – dobrze wiedzieć, że czytelnicy potrafią być nieobliczalni:) Żartuję, oczywiście – to Twoja opowieść i Ty decydujesz o losach postaci. Oj, będzie mi się dłużyło do środy. A! Wciąż zapominam – świetny opis podejść Teodora do oświadczyn:) Mam nadzieję, że w końcu mu się uda i że usłyszy upragnione “tak”.

  9. C
    Czesia
    | Odpowiedz

    Kogoś tu bardzo ukuło, że Twoje opowiadanie wymiata! ?
    Jadzia ja Ci kibicuje i czekam na kolejny rozdział ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Czesia, już nie bądźmy takie uszczypliwe?
      Dziękuję za komplement.
      Kolejny rozdział za tydzień i radzę przygotować sie na katarsis.

  10. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Oj tak te szczególnie ?
    Chociaż przyznam, ze dzis tez sie nie zawiodłam, gdyż moj luby pracuje w branży ogrodniczej ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      To jak go rozgrzewasz Asia?
      “Chodź kochanie zasadzić korzeń”?
      A może
      ” Chodź przegrabić mi grządkę.”?

      • Babeczka
        |

        A wiecie co? Wypróbuję na mężu i zobaczymy, jak zareaguje? 😀
        A teraz kawałek Wyklętego sobie napiszę na dobranoc i spać!

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Oooo mam! Jeszcze takie:
      Pokażmi swoją motykę!

      • Babeczka
        |

        Grządka lepsza 🙂
        Idę spać, miodzio scena Wyklętego napisana, jutro będę się pewnie zastanawiać, jak wskrzesić biedaka, którego ukatrupiłam 😉
        Dobrej nocy!

      • Jadzia Gibson
        |

        Normalnie pęknę z nerwów! Dziady są specjalistami we wskrzeszaniu, to może coś ci podpowiedzą ;D A jak nie dziady to Sapkowski w Wiedźminie wiele razy wskrzeszał umarlaków itp. A ma być to typowo magiczne (zaklęcie), czy bardziej alchemiczne (wodę z parówek wymieszaj z ziemią cmentarną, zagotuj dodając paznokcie rudego kota w czarne paski, a potem wylej na nagrobek o północy, podczas nowiu, parzystego dnia nieparzystego miesiąca)?
        Nie mogę się doczekać.

      • T
        Tony Porter
        |

        Jadzia, ja Cię bardzo proszę, nie pękaj, bo jak pękniesz i nie dokończysz Julka, to funkcjonariusze Policji w wielu miastach Polski, i nie tylko, będą wyrabiać nadgodziny – ilość zgłoszeń pęknięć przekroczy wszelkie normy, a wielbiciele Julka wyjdą na ulice.
        Co do zaklęć i wskrzeszenia, to radziłabym się udać do Szarleja (kto nie czytał Trylogii Husyckiej Sapkowskiego, to polecam) – facet zdecydowanie zna się na zaklęciach, aczkolwiek… hmmm… no cóż, efekty jego działań mogą nieco zawirować czasoprzestrzeń:)

  11. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Jeszcze nie próbowałam, przyznam szczerze poprostu na to nie wpadłam wcześniej ?‍♀️
    Ale tekst z ogrodnikiem i motyka działa ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Good for U!

  12. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Tony! Nie wiem, czy wiesz, ale z Jasionki mamy bezpośredni samolot do NY! Także tego… ?

  13. Rebel G.
    | Odpowiedz

    Jadzia ? Ale zaskoczenie!!! Btw ja też czytam dużo kryminałów, ale muszę przestać, bo ostatnio moja siostra powiedziała coś o wciąganiu heroiny, a ja: “heroinę daje się w żyłę, nie wciąga… Wciągać można amfetaminę albo kokę”. Ona: “skąd wiesz?” Kryminały zryły mi psychikę! ?
    Zgadzam się z Tony – początek ekstra, przemiana Teo wiarygodna, nieudane oświadczyny super, a zemsta byłego klientki – jak najbardziej realna. Czy dało się przed tym uchronić? Pewnie nie, ale i tak Pola cierpi znowu… No i Julek! Co będzie z małym?!
    Przestraszyłam się, że nie będzie happy endu – zwykle opowiadania na motylkach mają szczęśliwe zakończenia, a to tutaj… Hmm…

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Heroine mowisz? ???????? a o zielonych ?też coś wiesz?
      Cieszę się, że cię zaskoczyłam. Dalej będzie…. Jeszcze kilka zaskoczeń?
      Także trzymaj się ramy!?

Napisz nam też coś :-)