Rany Julek! (XI)

with 64 komentarze

Rany Julek! (XI)

Jak tam moje czytelniczki?

Jeszcze macie mrzonki o szczęśliwym zakończeniu?

Dziś je podsycę. Będzie dużo, dużo, duuuużo łez. Ale nie zawsze układa nam się tak, jak chcemy. Dziś Teodor całkiem poważnie wysuszy sobie oczy. Czy jego emocje udzielą się również wam? 

PS: certyfikat za komentarz już wisi na FB Jadzia Gibson. 


Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

część jedenasta

Budzi mnie ból głowy o sile trzęsienia ziemi. Nie wiem czy chcę się podnieść, czy zwymiotować na siebie. Wspomnienia wracają, powodując niepomierny ból, zaciskający się na każdym mięśniu i zwijający mnie w przykurczoną pozycję embrionalną. Wyję! Nie płaczę! Ja po prostu wyję w poduszkę.  Trzymam się za serce rozrywane rozpaczą i nie potrafię sobie wybaczyć nieostrożności, za którą płacą teraz Pola i Julek. 

Stary zegar odlicza sekundy –  każdą z nich marnotrawię w motelowym łóżku. Nie mogę tak dłużej! Nie mogę biernie przyjmować życia. Głębokim wdechem wynurzam się z letargu, niczym tonący z wody. Ostrożnie podciągam się na łokcie, potem siadam. Nie ma tragedii z tym bólem głowy –  da się wytrzymać. Automatycznie sięgam ręką po papierosy zostawione na szafce przy łóżku i odnajduję kartkę. Wiadomość od Mieszka:

„Jak się wyśpisz, zejdź na śniadanie."

Trzeba się ogarnąć! Zdejmuję koszulkę, a że papierosa nadal trzymam w ustach, to manewr ten kosztuje mnie przypalony nos oraz kilka dziur w materiale. Zimny prysznic tylko potęguje ból głowy. Jestem gotów. Na co? Jeszcze nie wiem.

Ubrany w odzież, której nie określiłbym pierwszą świeżością, i z mokrą głową, opuszczam moją jaskinię smutku.

W restauracji od razu namierzam Mieszka. Dosiadam się, a kelnerka serwuje pełen zestaw śniadaniowy. Obserwuję jak kropla wody spływa mi po nosie, spada wprost na talerz. Skinieniem głowy witamy się z kumplem.

–  Jakieś wiadomości? –  pytam, odsunąwszy talerz. Nie mam apetytu.

– Musisz  spać i jeść, żeby funkcjonować i być pomocnym –  poucza mnie Mieszko, po czym podsuwa ogromny omlet z bekonem pod sam nos. 

Niechętnie kroję pierwszą porcję. Żuję i analizuję. 

– Co dosypałeś mi do whiskey?

– Nic takiego. Dziś wyglądasz o wiele lepiej.

– Lepiej? – Nie powiedziałbym, że się lepiej czuję, ale być może jest jakaś wizualna różnica. – Czy wiadomo coś więcej?

Wciskam bekon na siłę, hamując odruch wymiotny. Naprawdę nie jestem głodny. Mieszko zdaje mi raport odnośnie postępów, po czym wykłada na stół wypchaną kopertę.

– To  nowe paszporty dla ciebie, Poli i Julka. Dwie złote karty kredytowe, każda na  kwotę pięćdziesiąt tysięcy – informuje przyciszonym głosem. 

– Nie rozumiem. 

– Gdy tylko ich odbijemy, uciekniecie z kraju. Na dwa do trzech tygodni. Media rozszalały się, policja jest w martwym punkcie, a my ograniczyliśmy miejsca poszukiwań do trzech.  Musicie zniknąć na jakiś czas, żebyśmy zdążyli wykończyć wszystkich pomagierów i... – Przerywam Mieszkowi kaszlnięciem. Wie przecież jak zapatruję się na zabijanie. – ...oddać ich w ręce policji i zebrać dowody obciążające –  dokończył wersją przychylniejszą dla mojego ucha.

– To już dwa dni od ich porwania –  stwierdzam smutno.

– Cztery, Teodorze. – Mieszko oddaje mi moją komórkę. Nawet nie wiedziałem, że ją zgubiłem. –  Przespałeś dwa dni. Dzięki temu jutro w pełni sił będziesz uczestniczył w akcji odbicia swojej rodziny.

– Jutro? –  Ożywiam się. 

Ekran telewizora restauracyjnego przykuwa moją uwagę. W wiadomościach pokazują nasze zdjęcia. Nasze zdjęcia! Kilka zębów Julka błyszczy w słodkim uśmiechu. Pola zerka na mnie ciepło i ufnie. Ufała mi! Zdobyłem jej serce, zdobyłem zaufanie, a potem zawiodłem na całej linii. 

– Nie słuchaj tego.  – Głos Mieszka wytrąca mnie z destrukcyjnych psychicznie myśli. –  Nie wiedzą nawet połowy tego, co my.

– Mam nadzieję, że odzyskam Polę, Julka. Mieszko, ja muszę ich odzyskać! Nie ma dla mnie życia bez nich.

*

Budzik dzwoni, lecz nie budzi mnie. Od dawna nie śpię. Wczoraj wymęczyłem się na siłowni, a po powrocie dostałem ataku kaszlu, który prawie wyrwał mi płuca. Nie powinienem tyle palić, ale… A propos! Gdzie są moje papierosy? Macam szafkę wokół budzika. Nie ma! Prawdopodobnie wypaliłem ostatniego jeszcze przed zaśnięciem. Trudno, potem kupię. Nie potem! Zaraz! Dojadam w pośpiechu wczorajszą pizzę i wychodzę do recepcji, gdzie spod lady nielegalnie dostanę malborasy –  bez paragonu, bez pozwolenia na sprzedaż. Nieważne. Mam to w dupie. Powinienem spotkać się z Basią i zapewnić, że… Że co właściwie? Coś wymyślę. Idę na parking, do auta. Mieszko czeka na mnie. Tak wcześnie? Jestem zaskoczony, bo cała akcja ma się odbyć dopiero w nocy. 

– Wsiadaj. Sprawdzimy, jakie masz oko –  mówi, a skinieniem głowy zaprasza do swojego merca.

Jedziemy za miasto. Oboje milczymy, tylko Bryndal dotrzymuje nam towarzystwa przez radio. Asfalt zmienia się w żwir bocznej drogi, potem zwykła ścieżka leśna z koleinami jak tory. W końcu silnik gaśnie. Mieszko wysiada. Ociągam się, ale idę jego śladem. Patrzę jak wyciąga z bagażnika manekina sklepowego i kilka egzemplarzy broni różnego kalibru. 

“Dzika strzelnica” w dzikim lesie. Najwyżej trafimy niechcący jakiegoś jelenia.

Po pierwszym naciśnięciu spustu wiem, że tego mi było trzeba. Manekin jednak stoi nietknięty. Po kilku wskazówkach od Mieszka jest lepiej. Celuję w uda, ramiona, brzuch. Mimo wszystko mam opory przed strzałem w serce lub w głowę. To nie moja bajka. 

Klepnięcie po ramieniu sugeruje, że koniec treningu. 

– Czy będę musiał użyć broni? 

– Akcja jest przemyślana tak, że ty i ja robimy za transport dziewczyny i dzieciaka. Chłopaki dbają o nasze plecy. W każdej chwili coś może jednak nas zaskoczyć, rozumiesz chyba ryzyko. Jeśli mam ci dać broń, to chcę wiedzieć, że umiesz jej użyć. 

Wracamy, lecz nie zabieramy ze sobą leśnej ciszy. Mieszko zaznajamia mnie z planem, ja przytakuję jak ten piesek, którego ma na desce rozdzielczej.

Pod motelem czeka cała zgraja Corleonów. Łącznie trzy auta terenowe wypełnione bronią i mężczyznami wyszkolonymi do zabijania. Muszę im zaufać, choć wcale ich nie znam.

Mój pokój zamienia się w centrum operacyjne, gdzie zagęszczenie chłopa na metr kwadratowy równa się statystykom indyjskich linii kolejowych. Wydychany przez tę wojskową brać testosteron, skrapla się na oknach. 

Pierwszy raz zakładam kamizelkę kuloodporną. Nie wiedząc za bardzo co robię, zbłaźniam się przed szerokim gronem profesjonalistów. Rechot tylu barytonów powoduje drżenie szyb. Mieszko ucisza rżenie swego stadka jednym srogim spojrzeniem, po czym pokazuje mój błąd. Nie dość, że na lewą stronę to jeszcze tyłem na przód. Dobrze, że nie ode mnie zależy powodzenie akcji, bo sam sobie nie ufam w tej chwili.

Vito rysuje na mapach miejsca, gdzie się rozstawimy i opisuje jak będziemy działać w różnych wariantach sytuacyjnych. Ja będę w jego zespole. W zasadzie będziemy duetem, nie zespołem. Odnalezienie zakładników i wyprowadzenie ich, podczas gdy reszta zrobi tam demolkę z mordobiciem, to nasze zadanie.

Na miejsce jedziemy pięć godzin.  Docieramy o zmierzchu, rozstawiamy się i czekamy na znak. 

*

– Pola! Nie zasypiaj, kochanie! Jeszcze chwila.

Prowadzę jak szalony, trąbiąc i olewając wszelakie znaki zakazu, nakazu czy inne "stopy". W moim ramieniu tkwi kula, uniemożliwiająca pełną motorykę prawej ręki. Zmiana biegów powoduje ból, ale ważniejsze jest, by dowieźć ich do szpitala. 

*

– Można to wycisnąć jak pryszcza? –  ponaglam lekarza wyciągającego kulę z mego ramienia, chcę czym prędzej zobaczyć ukochaną i naszego cherubinka. 

– Jak nie usiądziesz spokojnie, człowieku, to ci przyszyję policzek do ręki! – groził błękitny kitel.

Szacuję jego kruchość i chudość na swoją korzyść. Wstaję.

– Plaster wystarczy –  oznajmiam.

– Dwa szwy i strzał na tężec! – upiera się mój dyplomowany znachor, ciągnąc mnie z powrotem na leżankę. – Jak wda się zakażenie, to możesz stracić rękę.

– Co z Polą? Jak Julek? – zaczepiam pielęgniarkę, która kilka minut wcześniej obiecała informować mnie na bieżąco. Uśmiecha się do mnie pocieszająco i sugeruje, że lekarz za chwilę ze mną porozmawia. Dobrze! Błękitny kitel skończył szycie i dźgnął mnie strzykawką z igłą do faszerowania indyka zanim zdążyłem zauważyć, co zamierza. Zaciskam zęby, lecz zdradzieckie łajzy wylewają mi się z oczu.

– Człowieku, przyjąłeś kulkę i z pół sprawną ręką przyjechałeś autem, a teraz płaczesz od iniekcji?

– Doktorze! – Pielęgniarka zwróciła koledze uwagę. Podchodzi do mnie. – Rozumiem, że te łzy to z obawy o bliskich. Proszę się nie martwić, są w dobrych rękach – mówi oficjalnym tonem, obserwując wychodzącego lekarza. – Chłopiec jest tylko odwodniony i wycieńczony. Żadnych urazów – dodaje, gdy zostajemy sami. – Właśnie zakładają mu sondę do karmienia, więc mogę pana zaprowadzić do synka za chwilę, jak tylko założy pan szpitalną koszulę, tę lepiej wyrzucić.

Uspokoiła mnie odrobinę. Zgodnie z obietnicą wraca po kwadransie. Kiedy widzę Julka… O Boże! Leży w tych rurkach i kablach! Mój mały chłopiec tam leży, a ja znów płaczę. Ktoś poklepał mnie po ramieniu. Kątem oka widzę różowy uniform. Tytuł na identyfikatorze sugeruje, że to lekarz.

– Chłopiec jest stabilny – zaczął dość optymistycznie. – Na razie nieprzytomny, ale jego stan dobrze rokuje. Dokarmimy go przez sondę, kroplówkami wyrównamy poziom płynów, jest duża szansa, że odzyska przytomność jeszcze tej nocy. 

– To dobrze. – W końcu mogę wziąć głęboki wdech i jest on lekki od ulgi. Jeden z kamieni ciążących na mym sercu spadł, z hukiem uderzył o podłogę. – A Pola? – Wyraz twarzy doktorka nie pozostawia złudzeń.

– W tym przypadku mamy więcej urazów. Obrażenia są liczne i rozległe. – Zerknął w tablet, na którym pojawiały się zdjęcia kości. – Złamane dwa żebra, na szczęście bez przemieszczenia. Zwichnięte nadgarstki… –  wymienia, a ja boję się, że ta lista nie ma końca. Tak jak skala bólu, jaki przeżyło moje kochanie. – Na tę chwilę będziemy ratować słuch. Wdała się poważna infekcja w miejscu amputacji ucha, więc konieczna będzie...

– Mogę zobaczyć Polę? –  wtrącam, bo już się niecierpliwię.

– Musi pan wiedzieć, że ofiara była wielokrotnie...

– Starczy doktorze. Chcę ją zobaczyć.

– W tej chwili chirurg i otolaryngolog konsultują pacjentkę.

– Proszę.

– Po konsultacji – zastrzegł.

Czekam cierpliwie, siedząc pod salą numer czternaście, w której, jak mi powiedziano, jest Pola. Lekarze wchodzą i wychodzą, pielęgniarki co chwilę donoszą tace przykryte płótnem lub przyjeżdżają metalowymi szafkami z brzęczącą zawartością. Denerwuję się coraz bardziej. Chcę być również przy Julku, by czuł moją obecność. Bez chwili namysłu kieruję się na oddział pediatrii.

Mój chłopiec śpi podłączony do kroplówek, a z nosa i ust wystają mu rurki. Widok małego Julka z tak bliska, z całym medycznym osprzętem zwala mnie z nóg. Dosłownie. Osuwam się po ścianie i płaczę. To wszystko przeze mnie! Emocje ostatnich dni puszczają się łzawym potokiem.

Pielęgniarka, widząc mój stan rozpaczy, pomaga mi wstać. Razem podchodzimy do łóżeczka. Obserwuję, jak głaszcze chłopca po główce, sprawdza monitory oraz stan kroplówek. A ja? Ja boję się go dotknąć. Kobieca dłoń ujmuje moją, po to, by położyć ją na złotych loczkach.

– Jestem, malutki – szepczę załamującym się głosem.

Nie wiem, jak długo trwam przy Julku, ale w końcu lekarz prosi mnie do sali, gdzie leży Pola.

– Pacjentka odzyskała przytomność – zakomunikował krótko.

Biegnę co sił w nogach. Domykająca się winda przytrzaskuje postrzelone ramię, wywołując ból, od którego robi mi się gorąco, lecz w głowie noszę zbyt wiele obaw, by poświęcić temu bodźcowi choćby chwilę uwagi.

Dobiegam z kaszlem w gardle. Pieprzone fajki.

– Witaj, kochanie. – Podchodzę do łóżka, chcąc chwycić Polę za dłoń.

Odsunęła ją. Patrzy na mnie pełnym bólu wzrokiem, a ja czuję, że coś między nami umarło. Nie potrafię odnaleźć się w jej oczach.

– Poluś, kochanie – zaczynam, lecz nie wiem, co mógłbym jej powiedzieć poza tym, że jest mi cholernie przykro. –  Widziałem Julka. Wszystko z nim w porządku, a ty? Jak się trzymasz?

– Nie może mówić, stan zapalny rany objął szczękę, a obrzęk uniemożliwia ruszanie żuchwą  – usprawiedliwiał ją lekarz. – Za chwilę zabierzemy pacjentkę na blok chirurgiczny.

Całuję Polę w policzek. Zero reakcji. Nadal martwy wzrok i kamienna twarz. Wie, że to przeze mnie przeszła piekło, nie musi mi o tym mówić.

– Przepraszam, kochanie – szepczę nachylony do niej.

Unosi drżącą dłoń i przykłada ją do mojego policzka. Przykrywam ją swoją, dociskam mocniej. Tama znów pękła. Moje łzy spływają po jej ręce aż do łokcia, gdzie wsiąkają w biały materiał szpitalnej pościeli.

To wszystko było przeze mnie. To moja wina! 

Kilkoro ludzi w kitlach i czepkach otoczyło łóżko. Pożegnałem się, po czym zostałem wyproszony. Wyjeżdżają, a ja patrzę, jak znikają za drzwiami windy.

W kieszeni wibruje telefon.

– Mam dla ciebie prezent. Czekam przed szpitalem. – Słyszę głos Mieszka, ale sygnał  nagle informuje mnie o zakończeniu połączenia.

Jestem zmęczony. Nie mam ochoty na kalambury. Mimo to wychodzę z budynku i kieruję się prosto do furgonetki, o którą wsparł się Mieszko.

– Jedziemy do lasu postrzelać? – pyta, otwierając drzwi.

W środku leży ON –  przyczyna moich problemów.

– Teodorze, do ciebie należy decyzja, co z nim zrobimy – ponagla mnie Mieszko.

– Nigdy nikogo nie zabiłem – przyznaję. – Nie chcę stać się nim.

– Co mam przez to rozumieć?

– Wydaj go policji. Wydaj go z całym materiałem obciążającym. Dopilnuję, by dostał odpowiednią karę. Teraz najważniejsza jest Pola.

– Pamiętasz, że musicie zniknąć? Nie wiadomo jak daleko sięgają macki tego ścierwa.

– Jak? Pola właśnie dostała narkozę, a Julek...

Zamiast łez gniew napłynął mi pod powieki, czuję siłę, o jakiej istnieniu nie miałem pojęcia do tej pory. Palce same zacisnęły się w pięści. Mój worek do bicia spogląda na mnie wielkimi z przerażenia oczami. Niemo błaga o litość, gdy ładuję się na tył furgonetki z wyrazem pogardy na twarzy. 

Mieszko pozwala mi wyrazić wkurwienie najlepiej jak umiem, po czym stanowczo kończy młócenie.

– Co ma wisieć, nie utonie, Teodorze.


Przyznać się, która się wzruszyła?

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Babeczka
    | Odpowiedz

    Mrzonki?… Sadystka 😀

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Babeczka! Jaki ty robisz piękny “final touch”.?
      Dziękuję.
      Ja to widzę i deceniam. ????
      .
      .
      Lepsze czytelnika mrzonki niż z bohaterów w kostnicy mrożonki – że tak polecę czarnym rymem.
      Myślisz, że mogłabym Poli zafundować jeszcze gorsze piekło?
      Oj mogłabym…
      Co ja zrobię, że dla mnie zycie to:
      albo weselny taniec;
      Albo pogrzebowy różaniec.
      Tak pomiędzy jest tylko folkporno dziadunia, bo nie wiadomo czy to bardziej śmieszne czy “o matko, mam zawał”.
      ?
      Jeszcze raz wielkie dzięki!

      • Babeczka
        |

        Tak było wesolutko i w zasadzie bez żadnych problemów, a tu łup! Nie powiem, niektóre akapity musiałam przeczytać dwukrotnie, tak mnie zaskoczyła zmiana pasa ruchu 🙂

      • L
        Lidka
        |

        Tylko mi nie pisz, że jakiś pogrzeb będzie

      • J.Gibson
        |

        “Nasz klyjent nasz pannnnn”
        Jak to mówił taki chudy rozczochrany udając chińskiego kelnera?

        Szczerze, rozważałam kogoś poważnie ukatrupić. Tak na Amen.
        Hahaha
        I przypomniała mi się Amena!Babeczka, skąd ty jej imię wytrzasnęłaś? Od modlitewnego amen?

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Poważnie zaczęłam zastanawiać się, co uda mi się przemycić na pokład samolotu do NY. Mowa o broni. Mam kilka noży, siekierę, piłę motorową, o nawet kosę posiadam (tatuś mój ma, ale pewnie by mi pożyczył)?? Pewnie zastanawiasz się, dlaczego o tym mówię?
    Jadźka! Ja Ci takiego HUGA sprzedam, że Ty od razu mi tu happy end napiszesz! ???
    Dobra, żarty na bok. Nie wiem, czego mogę się teraz spodziewać. Coś mi podpowiada, że celowo piszesz o braku happy endu, ale z drugiej strony wszystko jest możliwe. Pola wiele przeszła i nie byłoby niczym dziwnym, gdyby nie chciała być już z Teo. Przez niego (przez jego sprawy) została okaleczona, brutalnie pobita, a jej synek leży wycieńczony. To może być zbyt wiele dla matki. Dla kobiety również. Czy tak będzie? Przekonam się wkrótce.
    Także ten tego… Podasz adres dobrowolnie, czy mam Cię wyniuchać po wyjściu z samolotu jak Szarik?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dobrze, dobrze,… Nie da się już rozkminić co dalej. Ktoś wstydzący się swojego zdania (poniżej) napisał nawet, że słaby to koniec ?O to chodzi. Teraz nikt się nie domyśli co będzie w części dwunastej, ze o trztnastej i czternastej nie wspomnę?
      Chyba, że Tony swoim analitycznym umysłem, ale wrzucałam ten kawałek w foliowym turbanie, to może udało mi się zakłócić fale ?
      Co do odwiedzin, zapraszam Jo. Wpadaj z siekierą, piłą, kosą…. jak się tam jeszcze w twoim regionie wódkę nazywa??
      Adresu nie potrzebujesz. Wysiadasz z samolotu, idziesz za ludziami, idziesz, idziesz, idziesz, tak, tam teżidziesz za ludziami, aż do kolejki, gdzie już dużo stoi ludziów. Wtedy po godzinie czekania zostaniesz zabrana na trzepanko i odesłana z powrotem do Pl, bo można mieć tylko jedno 0,7l a ty i kosę i piłę i…. No chyba, że w “małpeczkach”. ????

      • Jo Winchester
        |

        Ty wątpisz we mnie??? Ty????????
        Ja nie takie rzeczy przemycałam!!!? Największym moim osiągnięciem, jak do tej pory, jest przemycenie takiego jednego osobnika, co to za perkusistę uchodzi i mieszkał kiedyś w Vegas. On już by Ci powiedział, co ja potrafię, ale chwilowo mówić nie może???
        Zgadywać nie zamierzam, poczekam cierpliwie (dobry żart), aż zaserwujesz nam kolejną część?

      • J.Gibson
        |

        To nie przemycenie tylko uprowadzenie, jesli wywiozlas Jeremiego wbrew jego woli???
        A ja mam inne pytanie, czy niedzielna chińszczyzna nadaje sie jeszcze dzis do zjedzenia czy lepiej nie ryzykowac?

      • Jo Winchester
        |

        Przepraszam bardzo! To nie było tak do końca, że wbrew woli?
        Jak masz silny żołądek, to próbuj? Ale od razu przygotuj rolke papieru toaletowego ???

      • T
        Tony Porter
        |

        To zależy z której niedzieli:) Jeśli jedzenie nie żyje własnym życiem (znaczy, nie rozlazło się po lodówce), to możesz zaryzykować… o ile nie ma w nim tych ichnich grzybków, bo to już groziłoby odmiennym stanem świadomości. Na wszelki wypadek walnij dwie setki – przed i po jedzeniu:)

      • J.Gibson
        |

        Too late! Tony! It’s too late! Już zjadłam. Bez spirytu… To znaczy, obawiam się, ze w tym daniu mogl byc spirit jakiegos kota, ale i tak smaczne bylo?
        Teraz tylko pogotowie i moze nie skonam?

      • T
        Tony Porter
        |

        He, he “spirit jakiegoś kota” 🙂 Normalnie, rozwalasz mnie Kobieto:)

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    jakieś słabe to na koniec

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Bo to nie jest koniec?

  4. m
    mańka
    | Odpowiedz

    a mi się ta część wogule nie podobala, za duzo kryminalu jak na opowiadanie które mialo byc z humorem to po pierwsze, po drugie uwazam ze na świecie takich rzeczy jest za duzo, w filmach, wiadomościach i innych rzeczach ktorych mozna wymieniac i wymieniać, tutaj kobieta wchodzi sie zresetować wyluzowac a nawet poprawic humor, a ta czesc mi popsula wieczór i podejrzewam ze nie tylko mi. wybacz ale tego nawet nie chcialo sie czytac…

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Tak się po chamsku wtrącę. Gdzie było napisane, że całe opowiadanie miało być z humorem? Moim zdaniem to tylko autor decyduje o tym, jaki kierunek obierze jego twór. Może zasugerować się zdaniem czytelników, ale ostateczna decyzja należy do niego. Jadzia obrała taki i owszem może Ci się nie podobać, to już kwestia gustu, ale mówienie, że przychodzisz tutaj wyluzować się, a takie opowiadanie z wątkiem kryminalnym uniemożliwiło Ci to i zepsuło wieczór, to już chyba lekka przesada.

      • J.Gibson
        |

        O rety Jo! Wyszło z ciebie chamstwo???
        Ja wiedziałam, że ty taka cicha woda?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Rozumiem mańka, że czujesz się zawiedziona. Przepraszam, że popsułam ci humor, ale wiesz co? Dziękuję, że mi o tym napisałaś! Szczególnie o tym, że wchodziłaś na Julka się wyluzować. Przepraszam, że ci relaks popsułam .To moje pierwsze opowiadanie i coś w rodzaju portfolio. Zawarłam szeroką gamę skrajnych emocji, zeby się dowiedzieć co wam przypadnie do gustu, troche pokazać co mogę, co umiem – bo czy potrafię ? to już zupełnie inna kwestia i ja zawsze odpowiadam, że “nie, nie potrafie.” Nawet nie wiesz z jakim stresem wciskałam WYŚLIJ pod mailem motyliwnosie, w którym załączyłam opowiadanie. Dziewczyny jednak podjęły decyzję i to mnie przekonało, że może w tym co bazgrolę, jakiś potencjał jest. Widzę, że Julek różni się od pzostałych opowiadań motylowych i nie musi odpowiadać każdej czytelniczce (lub czytelnikowi – nie wiem jaki procent odbiorcow to panowie). Jestem pewna, że na motylach znajdziesz inne opowiadania, bardziej w twoim guście. Masz newsletter motylowy? Koniecznie się zapisz. Nie wszystko dostępne jest dla zwykłego odwiedzającego. Spektrum doznań jest tu ogromne i coś wpadnie ci w oko. Nie chciałabym, zebyś przeze mnie zraziła się do całych motyli?
      PS. Gdybym zastosowała humor przez całe opowiadanie, bardziej sprostałabym twoim oczekiwaniom?

      • T
        Tony Porter
        |

        A ja uważam, że zdecydowanie potrafisz i że musisz pisać tak, jak Ci w duszy i wątpiach gra, bo inaczej to będzie nieprawdziwe, nieszczere i przede wszystkim nie Twoje. Uważam, że to dobrze, że Ty, Rebel, Jo piszecie każda w innym stylu – każdy znajdzie coś dla siebie. Monika i Agnieszka też piszą zupełnie inaczej i uważam, że bardzo dobrze zrobiły łącząc siły. Jak długo utrzymałby się blog, na którym byłyby same słodziutkie opowiadańka, ze sporą dawką hot-scenek, i oczywiście szczęśliwymi zakończeniami? Pewnie, że “Motyle” stanowią odskocznię, zaglądamy tu dla przyjemności i relaksu, poczytania i pogadania o opowiadaniu i nie tylko, ale nie wszystkich relaksuje to samo. A i czasem ma się ochotę na “Pieprz i słódź”, a czasem na “Spod ciebie to powstanie”.

      • J.Gibson
        |

        Święte słowa!
        Ja na przykład oglądam horrory dla relaksu. To znaczy: jestem spięta az do napisów koncowych ale dy już moęśnie odpuszczą to przychodzi relaks?
        Nawet mam skale genialności horroru: im dłużej trzymają mnie zakwasy tym lepszy był horror?
        Najgorsze są takie, które wymagają potem spania z głową pod kołdrą???

      • Jo Winchester
        |

        Oczywiście, że od typka ? Dobry towar ma, jak zażywam regularnie, to jestem cicha woda. Dzisiaj wystąpiłam z brzegów ?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      No, cholera jasna, no!!! Znowu swoich lekarstw nie wzięłam???

      • J.Gibson
        |

        A co tam dobrego bierzesz?
        Od polfarmy czy od podejrzanego typa??

  5. m
    mańka
    | Odpowiedz

    napisalam czysta prawde, ja rozumiem wszystko, cale opowiadanie jest fantastyczne, tylko ta czesc nie pasuje do tej calej reszty. taka prawda i tyle jest za brutalna

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Brutalny to jest Qvo Vadis, Ale mańka! Ja się nie obrażam! Broń Bożenko! Cieszę się, że wiem co ci w duszy gra i jak odbierasz moje wizje. Resztę już ci odpisałam wyżej. A wiesz za co ci najbardziej dziękuję? Bo nie napisałas:
      “Zjebałaś wszystko, nie mogę cię czytać”
      Szczerze wyraziłaś się, co ja odbieram jako taki kumpelski pstryczek w nos : Jadzia, spierdzieliłaś ten kawałek, ale reszta jest ok.”
      I ja już wiem co ci nie odpowiada!?
      Dziewczyno. Certyfikat masz jak w banku. Dziś zawisł jeden dla Shaswen na moim FB, za tydzień tobie się dostanie. Żebyś wiedziała, ze doceniam szczerość i oddanie. I to, że mogę się do ciebie zwracać per mańka, a nie jakiś tam anonimie.

      • Anonim
        |

        dzieki ze mnie rozumiesz, cale opowiadanie jest wręcz zajebiste, no tylko ta jedna część i spokojnie mozesz pisac dalej 🙂

    • N
      Nela
      | Odpowiedz

      Też mam takie wrażenie, że jest duży kontrast miedzy tą częścią a pozostałymi.

  6. Rebel G.
    | Odpowiedz

    Ten romans zaczął się od wątku kryminalnego, związanego ze śmiercią męża Poli, więc nie mam problemów z tym, że krwawe motywy wracają. Nikt nie obiecywał sielanki ? Najwyraźniej część czytelników pomyślała, że pierwsza zbrodnia była pretekstem do zapoznania się pary ? A dalej już będzie różowo! Ale nie, Jadzia nam tu zaserwowała zwrot akcji.
    No i dobrze, ale po wstępie oczekiwałam śmierci bohaterki, na zakończenie fragmentu czułam się trochę oszukana ? Oj, Jadzia! Potem mnie się przypomniało, że ma być jeszcze jeden seks, więc czekam… ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Słusznie prawisz Rebel. Wszyscy zaskoczeni? Efekt osiągnięty. ?
      Sex jeszcze bedzie. Ale uprzedzę we wstępie do części, w której takowy zaplanuję. Bedzie komunikat:
      “Uwaga, bo będą sexy, zniesmaczonych poprzednimi sexami proszę o skierowanie oczu gdzie indziej lub kliknięcie takiego x na górze po prawej. Dziekuje”
      Ding dong [taki dźwięk jak na pkp kiedy pani sepleniąca skończy pluć na mikrofon]
      ????

      • Rebel G.
        |

        Seks seks seks ?

  7. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    “Dum spiro, spero”, więc, tak, wciąż mam mrzonki o szczęśliwym zakończeniu:) Najważniejsze, że oboje żyją. Juleczek szybko się pozbiera, gorzej z Polą. Obrażenia fizyczne, mimo, że poważne, są do ogarnięcia, ale psychika Poli? Oj, będzie ciężko. Biedna dziewczyna. Wzdryga mnie na samą myśl, co te skur****ny musiały z nią wyprawiać. Co do ciągu dalszego, to… hmmm… różne pomysły mi się po głowie snują… takie słodko-gorzko-makabryczne – wczoraj skończyłam czytać “Pancerne Serce” i Harry Hole mocno siedzi w mej głowie, a tu się jeszcze Pola, Teo i Juleczek dopchali, więc mam w głowie niezły misz-masz. He, he, tak mnie natchło – od następnej części sielanka, miodzio i orzeszki:) Oczywiście, że się wzruszyłam – przy czytaniu w głowie uruchomiła się projekcja i bez ścisku gardła i łezek się nie obeszło. Mocno jestem ciekawa, co wymyślisz i jeszcze mocniej trzymam kciuki za Teodorową rodzinkę.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Jeszcze się podzieje. Troszku w psychologi posiedzialam, żeby odpowiednio dopracowac reakcje Poli, więc mam nadzieje, ze wyjdzie wiarygodnie.
      Polecasz Pancerne serce?
      Juz raz ktoś mi napomknął o tej ksiązce, ale recenzję dał mało przekonującą.

      • Rebel G.
        |

        Ja polecam cały cykl o Harrym Hole, z resztą pewne inspiracje na pewno znajdziecie w moim opowiadaniu ? Wedlug mnie warto czytać od początku – od Człowieka-Nietoperza, widać proces, jaki zachodzi w policjancie. Ja zaczęłam od Pierwszego Śniegu i żałuję ?
        Jeśli chcesz, podeślę Ci eBooki, mam całą serię ?

      • T
        Tony Porter
        |

        Co do reakcji i psychologii, to ja kiedyś napisałam fanfik zaczynający się od gwałtu – w średniowieczu się to działo i gwałciciel poślubił swą ofiarę. A ile ja się namęczyłam, żeby ten drań jej nie zgwałcił, ileż razy go ze schodów zawracałam, próbowałam zacząć od czegoś innego… śmiał mi się prosto w twarz, po schodach wbiegał, w tym biegu miecz odpinał i… robił co chciał. Moja ofiara pokochała gwałciciela – syndrom sztokholmski do kwadratu:) Przy ekstremalnych doświadczeniach wiarygodność jest mocno dyskusyjna, więc czego byś nie napisała, to nikt Ci nie powie, że to nierealne – gadanie, że człowiek tak się nie zachowuje, czy nie reaguje można o kant odwłoka potłuc.
        Oj, ja zdecydowanie polecam “Pancerne Serce”, ale radzę czytać po kolei – to ósmy tom serii o Harrym Hole, więc wątki osobiste byłyby urwane z choinki, a jak dla mnie to właśnie Harry jest asem w rękawie. Ja, osobiście, wręcz kocham tego faceta. Trafiłam na Nesbo przypadkiem i zaczęłam od trzeciej książki o Harrym, ale zaintrygował mnie na maksa i szybko nadrobiłam zaległości. Przede wszystkim, to naprawdę świetnie napisane książki – takie, przez które zarywa się noce, o których myśli się w ciągu dnia i nie można się doczekać, żeby się dorwać do czytania ciągu dalszego.

      • T
        Tony Porter
        |

        Rebel, przybijam piątkę! Harry górą!

      • Rebel G.
        |

        Podpisuje się pod kazdym słowem odnośnie HH, ahh, niestety już zakończyłam czytanie cyklu i pustka w moim sercu ? Brakuje mi łobuza.

      • J.Gibson
        |

        Ja musze ten twoj fanfik przeczytać Tony!
        Gwałt nie zawsze jest gwałtem. To znaczy…. Nie wiem jak ci to opisac: pipa mówi rżnij mnie, a głowa “ale nie teraz”.
        To tak jak w związku. Mi też się czasem “nie chce”. Jak Zygmunt nalega to mu mówię: dobra, ale dziś pozycja na kłodę.
        Czyli, że ja po prostu, jak to drewno, leżę i niech mnie rąbie. Ale w trakcie mu sie zdarzy smyrnąć tu gdzie trzeba i nagle ho ho ho….Jadzia się włącza i heja banana.????
        Jakby przyszedł Ryan Gosling albo Bradley Coopeer i chciał mnie zgwałcić to no kaman! Trudno by to bylo nazwac gwaltem, chyba, ze to oni uciekaliby z krzykiem????
        Ostatnio mi sie spodobał Jeffrey Dean Morfan….
        A Martina Hendersona to już ahhhhhmmmmmm.

      • T
        Tony Porter
        |

        Oj, lepiej nie. Jak zaglądnęłam do tego fanfika po jakimś czasie, to aż mnie wzdrygło – za długi, za dużo gadania, realia epoki leżą i kwiczą, dywizy, błędów od groma – masakra. Ale nawet gdybym chciała to poprawić, to nie mogę, bo w tekście są obrazeczki i najmniejsza zmiana robi totalną rozpierdację. Aczkolwiek, jak wczoraj zajrzałam do mego “arcydzieła” to nawet mnie wciągnęło:) Frajdę z pisania miałam nieziemską.
        Gwałt to gwałt – samo zło. A czym innym jest lekkie – jak to Mika pisze – “przymuszenie do przyjemności”:) Na zasadzie, że pan bardzo mi się podoba i mam na niego ochotę, i widzę, że pan tę ochotę odwzajemnia, ale w głowie głosik piska, że jak to tak, cichcem wyjść z imprezy i odzież z siebie zdzierać/sprawdzać stan resorów w pana samochodzie/udawać, że się wierzy, że idzie się do niego zbiór znaczków oglądać/itp., a pan widząc me wahania, dociska mnie do ściany i udaje mu się głosik w mojej głowie wyłączyć:) To Ty bardzo dobra żona jesteś – od wypełniania obowiązków małżeńskich się nie migasz, a i mężowi na ambicję wjeżdżasz – niech się postara, żeby iskry z kłody wykrzesać:) Akurat ci czterej panowie mnie nie ruszają, ale Rysiu Armitage (szczególnie jako John Porter), albo Robert Redford, gdy był ciut młodszy, Sean Connery podobnież, albo Nikolaj Coster-Waldau – żadnych głosików w głowie bym nie słyszała:) Ani mru, mru:)

      • Babeczka
        |

        Pozycja na kłodę? A ja się tak zwyczajnie migam bólem głowy 😉

      • J.Gibson
        |

        Babeczka! Po co migreny wywoływać z lasu!
        Babcia mego Zygmunta mawia: głowa boli, dupie lżej.
        Dopiero po kilku latach zrozumiałam o co jej chodzi.???
        Wychodzę z założenia, że wszystko zależy od nastawienia.
        To se rymem poleciałam??? ale właśnie tak jest. Wszystko jest kwestią negocjacji i daru przekonywania???????

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tony! Koniecznie wyslij mi ten fanfik. I to bez ściemy prosze. Juz skrobie do ciebja majla z oficjalnym podaniem:
      “Dej mnie tego fanficzka, Tonyczku!”
      Co do nietrzymania epoki?
      Nie pisz jaka to epoka, jak nikt nie będzie w stanie wpasować się w renesansy i inne baroki, zże o oswieceniu nie wspomne, to kazdy stwierdzi, ze science fiction?
      Te obrazeczki mnie intrygują. Co na nich tam widnieje? Średniowieczne ryciny panien zaginających kiece?
      Oooooo widzisz!
      Z tym przymuszeniem do przyjemności? genialne….
      Mika, gratulacje! Nazewnictwo tego stanu w dychę!
      Co do stylu panow, to ja właśnie takich lubię, z uśmiechem łobuza? a najlepiej jak ma jeszcze jakiś uszczerbek na wyglądzie! Na przykład bliznę, albo jakiś pieprzyk, albo zarost trzydniowy, moze byc nawet pirat bez jednego oka… O już widzę ten role play w sypialni…. Stój! Prrrrrr Jadzia bo się zagalopowałaś!

      • Rebel G.
        |

        Tonnnnyyy, please, ja też fanfika chcę!!! Pleaaaase! Podpisuję się pod słowami Jadzi, że realia epoki nie są ważne, to tylko fanfik! Też kiedyś taki napisałam ?
        Obrazki rowniez mnie zaintrygowały ? Co tam jest? Może stroje bohaterów?

      • T
        Tony Porter
        |

        Rebel, ale to na własną odpowiedzialność – żebyś mnie potem sądem za gwałt mą twórczością nie straszyła:) Jadzia już dostała pakiet – zobaczymy, czy przeżyje:) Jeden problem mam – taka jestem sierotka, że nie mogę Twego maila namierzyć.

      • Rebel G.
        |

        Ja z tych, których przymuszanie do przyjemności akurat baaardzo lubią. Wyślę Ci na maila mojego maila, bo ja Twój mam 😉 W pracy mówią o mnie, że jakby zgłosiło się po mnie CIA, to żebym odmówiła, bo pewnie odezwie się i Mosad 😉

  8. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Chcem! I to jak chcem!
    Moj mail:
    Jadzia.nie.pierdziel @ Jadzia.ta.co.pierdzieli .com
    ??????????
    Zartuję oczywiście. Mojego maila przecież masz

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Posłałam 3, bo jakoś nie ogarniam udostępniania plików EPUB w ilości większej, niż jeden ?

      • J.Gibson
        |

        Dziekowac!

      • T
        Tony Porter
        |

        Ja mam kilka części w pdf.

      • J.Gibson
        |

        Które masz, Tony? Eeeee czy to legalne tak rozmawiac o nielegalnym dzieleniu się książkami??

      • T
        Tony Porter
        |

        Eeeee, nie wiem, ale za darmo tych pdf nie mam, a i chyba wolno mi pożyczyć koleżance książkę, nie? 🙂 Jak przeczytasz, to odeślesz mi z powrotem:) Ja mam: “Człowiek Nietoperz”, “Karaluchy”, “Czerwone Gardło”, “Pentagram”, “Wybawiciel”, Pierwszy Śnieg”, “Pancerne Serce” i “Upiory”.

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Ja swoje EPUB kupiłam, więc dzielenie się jest legalne ?

  9. M
    Misia
    | Odpowiedz

    Troche za dużo zaimków. Mój, moje etc.
    Ale dużo akcji i emocji dajesz, nie przeszkadzają takie drobnostki jak zaimki.
    No i komentarze! Tymi zawsze mnie zaskakujesz.
    Spirit kota????

    • M
      Misia
      | Odpowiedz

      Zapomniałam dodać, że przecież w tej części też przemyciłaś troche humoru.
      “Plaster wystarczy”?
      Igła do faszerowania indyka??
      Nie rozumiem pretensji o to, że zwichnęłaś akcję i poturbowałaś szkielet wątku.
      Nie da się cały czas śmiać! Jadzia! Ja czytam wszystko z zapartym tchem. Pisz dla mnie.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Oooooo dziękuję Misia!
      Jak czytam tetaz to faktycznie tych moj moje sie nastręcza. Jeszcze naduzywam : taki, tak jak, już, jeszcze. Walczę z tym ile moge.
      Komentarze to mi tak zawsze na dziko wychodzą. Pisze cos powaznie, wciskam enter, a potem czytam, ze wszystkich to bawi…. ???
      No nic na to nie poradzę.
      Cieszę się, że zauważyłaś i w tym odcinku odrobinę humoru.
      Na zdrowie!

  10. Anonim
    | Odpowiedz

    NIe nadążam. Dużo się dzieje. wyobrażam sobie to jako opisy klatek filmowych. Tu Teodor, je śniadanie, potem znow budzik i sie budzi następnego dnia. Przygotowania do akcji i ujęcie jak już jest po…. w sumie to dzięki. Nie chciałabym czytać jak tam się strzelali i zabijali.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Jak widać oglądanie filmów udzieliło mi się?

  11. K
    Katriona
    | Odpowiedz

    Jak dalas linka na grrupa to myslalam ze kiha. ALe Monia! ja w zyciu nie czytalam z zapartym them tyle polskego. Nie interesowal mnie ksiazki polski autorach a u twoj czytalam od od begginning dzis i ciesze ze tam dalas w coment ze to nie koniec bo ja chyba nie utrzymam. Gdzie cd bo szukam guzika i nie widze.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Katriona! Who’s Monia????
      Na grupie? To chyba zaakceptowano jakis moj stary post?
      Cieszę się, że Julek przypadł do gustu. Następna część już jutro. W każdą środę na motylachWnosie kawałek Julka.
      Piszesz po polsku coraz lepiej! Świetnie!
      Jak ci się Julek spodobał to rozgość się i poczytaj inne opowiadania. Znajdziesz tu duuuuuuuużo treści.
      Polecam.
      ➡Trzynaście randek od Jo Winchester (tam jest taki Jeremy z długim ozorem do penetracji?).
      ➡Zapomniana autorstwa Rebel Girl (akcja w London, także ucieszą cię klimaty)
      ➡Wyklęty spod klawiatury Babeczki idzie newsletterem, więc musisz się zapisać by uzyskać dostęp.

      A jak ci się spodoba to wejdź do sklepu. Tam jest taka księgarnia, że o empiku zapomnisz. Nie wiem jak to jest z płatnościami w innych walutach, ale możesz sprawdzić i dać znać.

  12. A
    Agness
    | Odpowiedz

    czy bedzie jescze smieszne czy juz tylko powazne do konca

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Kilka części na poważnie to chyba nie zbrodnia? Co?
      Będą momenty z humorem. Sprośne geny dziadunia Edwardunia przypomnąo sobie. Może nie tak intensywnie jak w pierwszych ośmiu czy dziewięciu częściach, ale już nie będę wiała mocno grozą. Bardziej dramatem?
      Ale co ja mogę? Dla mnie Bękarty wojny to komedia, więc nasze poczucia humoru mogąsię rozminąć.

  13. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Niegdyś naiwnie i niemądrze myślałam, że jak się coś czyta kolejny raz, to już tak intensywnie tekstu nie odbiera. Żarty już nie takie śmieszne, tragedie i dramaty już nie takie poniewierające emocjonalnie, elementu zaskoczenia brak. Potem się przekonałam, że nic bardziej mylnego, i są teksty, które można czytać wielokrotnie i wciąż równie silnie je przeżywać. W tym tkwi siła dobrej historii. To historię weryfikuje. Interesująca i porywająca czy taka se, średnia, spływająca po emocjach i umyśle niczym woda po tłustej gęsi. “Julek” zdecydowanie nie spływa, tylko osiada na umyśle i emocjach, i żeby nie wiem, który raz czytać, to przy tej części można się popłakać. Przy 10 zresztą też. I przy 12. Dobrze, że Jadzia miała nad nami litość i oszczędziła nam wersji Poli.
    Na szczęście, nawet w tak dramatycznej części nie zbrakło odrobiny humoru: “Wydychany przez tę wojskową brać testosteron, skrapla się na oknach.” 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Chciałam więcej humoru, ale obawiałam się, że w danej sytuacji to będzie nie na miejscu. Wystarczy chyba zachowanie Edka , ktoremu wlaczyl sie tryb wojenny, gdy paczka w jego domu nasiakala krwia…
      Ale to jest wlasnie takie fajne w tworzeniu postaci, że jak juz masz ten wachlarz różnych osobowości to możesz ich udziałem zmienić charakter wydarzenia. Niewiele, ale jednak tym skraplanym testosteronem chciałam pokazać, jak nowe dla Teo jest zjawisko tylu mezczyzn w jednym pomieszczeniu.
      Co do czytania po raz enty… Ja mam z tym problem. Ksiazki, ktorymi zachwycalam sie kiedys, jako nastolatka, teraz nie za bardzo mnie przekonują, a niekiedy czuję wielkie żenua.
      Bardzo chciałabym znów przeczytać WWhartona jeszcze raz, ale się boję. Niezawinione śmierci, Spóźnieni kochankowie, to tytuły, których zapomnieć nie potrafię i owinęłam je taką nicią pozytywnych wrażeń, ubrałam w asortyment emocji, które mi towarzyszzyły podczas czytania, postawiłam na piedestale z tabliczka “idealne”. I tak ma zostać! A boje sie, ze jak sięgnę po nie teraz, to nie tylko zburzę piedestał, rozbiorę z emocji, a nic wrażeń z powrotem nawinę na szpulkę, ale też rozbiorę te książki na czynniki pierwsze i przeanalizuję pod kątem budowy fabuły, skłdu rozdziału czy tworzenia napięcia i zwrotów😂😂😂 nie jestem ekspertem, ale ubię takie case study – tylko wtedy nie potrafie emocjonalnie związac sie z bohaterem, bo dla mnie jest on takim królikiem doswiadczalnym, a nie kims do sympatyzowania.

      • T
        Tony Porter
        |

        Nie no, dowcipkowanie zdecydowanie byłoby zgrzytem – dziadek Edek jest w sam raz. Ścieżki Teo i Mieszka nieraz się krzyżują, ale obaj panowie obracają się jednak w zupełnie innych kręgach.Teo nie przepada za bronią i strzelaniem, z założeniem kamizelki kuloodpornej ma większy problem niż z zapięciem śpioszków Julkowi, a Mieszko za nic nie chciałby czytać paragrafów i stosować się ściśle do litery prawa.
        To prawda, wiele książek czyta się tylko raz i nie ma się ochoty do nich wracać, mimo że bardzo nam się podobały. Do niektórych się wraca i czasem jest to powrót satysfakcjonujący, a czasem wręcz przeciwnie. Przy czym druga opcja dotyczy raczej tych właśnie młodocianych fascynacji czytelniczych. Ale to chyba normalne jest. Witam w klubie – mam wszystkie książki Whartona i “Ptaśka” czytałam 3 razy, pozostałe tylko raz. Trzeba by się odważyć i sprawdzić czy wciąż poruszają czułe struny w duszy. Ha, ha, ha, boisz się, że będziesz czytać jako autor, a nie czytelnik – i nie potrafisz “zrzyć się” (cytat z recenzji na Lubimyczytać :)) z bohaterami 🙂

Napisz nam też coś :-)