Rany Julek! (XII)

with 36 komentarzy

Rany Julek! (XII)

Aż się boję zapytać.

Trzymacie się?

Przed nami jeszcze kilka perturbacji, więc radzę zapiąć pasy.


Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

część dwunasta

Trzymam dłoń smukłą, drobną, o skórze jak papier, przez którą przebija sieć żyłek. Myślę o tym, co by było, gdyby zdobił ją pierścionek zaręczynowy. Czekam –  moja śpiąca królewna powinna przebudzić się lada chwila. Czekam, aż da mi jakikolwiek znak, że jest ze mną, że czuje moją obecność i potrzebuje mnie blisko. Czekam, bo chcę żeby wiedziała, jak bardzo zależy mi na niej. 

Przez trzy dni lekarze utrzymywali Polę w śpiączce farmakologicznej, by najgorsze minęło, a organizm mógł szybciej się zregenerować. Dla mnie to był czas strasznego konfliktu wewnętrznego. Wiedziałem, co powinienem zrobić, ale w głębi serca nie chciałem jej zostawiać choćby na tydzień. Ani jej, ani Julka. 

W końcu otworzyła oczy.

–  Julek? – szepnęła ochryple i mało wyraźnie.

– Jest cały i zdrowy. Oczarował pielęgniarki, teraz nie odstępują go na krok.  – Uśmiecham się. – Basia jest teraz z nim. Za godzinę przyjdzie moja mama, a ja spędzam z nim każdą wolną chwilę i noce. Jeśli lekarz nie będzie miał przeciwskazań, przeniosą was do jednej sali. 

Pola podnosi dłoń do policzka i przesuwa palcami  po opatrunku, w miejscu, gdzie powinno znajdować się ucho.  Z jej oczu płyną łzy.

– Jestem, Poluś. Już nie musisz się bać. Jestem przy tobie, kochanie.

Chcę ją przytulić, ukołysać w ramionach i wypowiedzieć zaklęcie wymazujące wszystkie straszne doświadczenia z jej pamięci, ale nie wiem jak. Powstrzymuje mnie sieć kabli, wnikające w ciało rurki, a także jej własna kruchość.

– Dlaczego, Teo? –  mówi z trudem. – Kara dla ciebie? Teo, dlaczego?– łkała.

Nie potrafię odpowiedzieć. Patrzę w pełne bólu oczy, zamykając szczupłą dłoń w uścisku moich palców. 

– Wybacz mi, skarbie. 

– To prawda? – dopytywała z niedowierzaniem.

Przytaknięciem przyznałem się do winy. 

Milczymy, lecz nasze spojrzenia nie tracą kontaktu. Próbuję rozszyfrować jej myśli, nieudolnie. Nie jestem pewien, czy jest na mnie zła, czy mnie obwinia, czy mi wybaczy. 

– Cieszę się, że mogę cię zobaczyć, Pola. –  Całuję dłoń, którą trzymałem przez ostatnią godzinę. –  Tutaj są paszporty dla ciebie i Julka oraz karty kredytowe, którymi się posłużysz. – Wyciągam z teczki kopertę, po czym wsuwam ją pod poduszkę. – Nie mów mi dokąd jedziecie, nikomu nie mów, Pola. Nawet babci. Nikomu nie zdradzaj też prawdziwej tożsamości. Naucz się na pamięć danych z paszportów. Często zmieniaj miejsce pobytu, a gdybyś czuła, że znów jesteście w niebezpieczeństwie, od razu jedź na policję i dopiero wtedy kontaktuj się ze mną.

– Nie rozumiem.

– Chcę byś była jak najdalej od tego zamieszania i... – Głębokim wdechem daję sobie czas na chwilę namysłu. Czy powinienem mówić o szczegółach? – Pola, nie pozwolę byś znów przechodziła przez piekło, dlatego zanim dostaniesz wypis, złożysz zeznania. Tylko raz! W obecności psychologa i prokuratora, żebyś nie musiała wracać do tego i wałkować każdej minuty podczas procesu. Potem Mieszko zabierze was na lotnisko.

– Nas? A ty?

Nachylam się na zetknięcie naszych nosów. Pola obejmuje mnie za szyję i delikatnie całuje. Może wybaczy. Będzie na to czas.

– Muszę tu zostać i dopilnować, by nikt nie podążył waszym śladem. Za godzinę odstawiam z policją eskortę ambulansu do szpitala św Elżbiety. Media podadzą, że to ciebie i Julka przewozimy. Będziecie mieli spokój, ale… Nie będę mógł was odwiedzić.

– Będziesz bezpieczny, Teo? –  pyta cicho, ledwie ją słyszę. Ocieram łzę z jej policzka. Wiem, że kolejnych już nie będę mógł przechwycić. Nie będzie mnie przy niej.

Przytakuję. Czy na pewno będę bezpieczny? Nie wiem, ale troska Poli świadczy o tym, że nie wszystko stracone. Ta myśl dodaje mi otuchy. Mam nadzieję, że już za miesiąc, może dwa, dołączę do nich.

– Do zobaczenia, kochanie.

Całuję ją w czoło, nos i usta. Jak bym błogosławił ją na drogę. Wychodzę. Jeszcze chwila, a ja również bym się rozkleił. Swoje już wyryczałem, a Pola nie może zobaczyć we mnie słabego mężczyzny. 

*

Kilka dni temu Mieszko dał znać, że zawiózł Polę i Julka na lotnisko. Tyle wiedziałem. Nie mogłem się z nimi pożegnać i… dobrze. Nie potrafiłbym. Zrobiłem za to wszystko, by byli bezpieczni w szpitalu. Zapewniłem im prywatną salę, w której przebywali sami, a drzwi otwierały się jedynie na kod znany Mieszkowi i jego zaufanym ludziom, którzy nie pozostawiali moich bliskich bez nadzoru. Myślałem nawet o wynajęciu jednego z nich, by towarzyszył moim skarbom podczas ucieczki. Zostałem przekonany, że to niepotrzebne. Dzień po wylocie Poli, oficjalnie wypisano ją ze szpitala. Przyjechałem do świętej Elżbiety odstawić szopkę z przebraną za Polę policjantką i kukłą zamiast dziecka. Dziennikarze zebrali się pod budynkiem i zaatakowali mikrofonami, jak tylko wystawiłem głowę z auta. Policja eskortowała mnie do samego wejścia. Juz poprzedniego dnia zostałem uprzedzony, że w tym tłumie mógł skryć się zamachowiec, który tylko czeka na okazję. 

– Gotowy? – zapytała dublerka Poli.

Muszę przyznać, że podobieństwo było uderzające.

– Gotowy. – odpowiedziałem bez wahania.

Podano mi lalkę i okryto ją kocem, ksero Pola założyła okulary, po czym zaczesała włosy na twarz. Stojący przy wyjściu policjant palcami odliczał trzy, dwa, jeden, po czym otworzył drzwi. Dziennikarze rzucili się na nas, ale liczne grono mundurowych nie pozwoliło im się zbliżyć na tyle, by mogli wywęszyć szwindel. Oficjalnie wszyscy troje byliśmy zameldowani w Ritzie i tam podrzucił nas kierowca. Duża ilość gości hotelowych miała pomóc nam się ulotnić, gdyby ktoś „życzliwy” nas śledził. 

Dziennikarze do końca procesu czatowali w holu Ritza na informacje z pierwszej ręki. 

Spędzałem cały czas w prokuraturze lub prowadziłem śledztwo w terenie z Mieszkiem. Dwa razy próbowano mnie zlikwidować. Auto pozostawione przez kilka dni na motelowym parkingu, gdzie koczowałem w malutkim pokoju, miało być odholowane. W trakcie wjeżdżania na rampę wozu holowniczego, wybuchło. Innym razem, przysłano mi paczkę do biura z małą bombą domowej roboty i gwoździami, które kierowane siłą eksplozji miały mnie dosięgnąć jak pociski i zrobić z mojego ciała sito. 

Niestety, proces nie był łatwy. Żądano, by Pola została przesłuchana jako świadek w celu uzupełnienia zeznań złożonych jeszcze w szpitalu. Opłacałem lekarzy, żeby wystawiali zaświadczenia o jej złym stanie zdrowia. Mieszko podesłał mi psychologa, który zeznał, że Pola podlega jego terapii i nie pozwala na udział w procesie, w obawie o pogorszenie stanu zdrowia. Sędzinie musiały wystarczyć słowa Poli nagrane w obecności psychologa i prokuratora jeszcze w szpitalu. W dniu odsłuchania jej relacji opuściłem salę rozpraw już po trzecim zdaniu. Nie byłem na to gotowy. Ani na jej głos, ani na treść tych zeznań.

Cedziłem informacje na sali rozpraw, by nie zdradzić zbyt wiele z działalności Mieszka i jego chłopaków. Kiedy zapytali, dlaczego zatrudniłem prywatnego detektywa, myślałem, że zwariuję! Nikt nie widział winy wywiadu i służb śledczych, że o nieudolnej wymianie Poli i Julka na pendrive nie wspomnę! Tę kompromitację udało im się jakimś cudem zataić przed mediami. Podejrzewam, że z tego powodu proces też nie jest jawny.

Niecierpliwiłem się. Mijały kolejne miesiące pełne rozpraw.  Sąd potrzebował całego roku, by rozpatrzyć materiał dowodowy. Dwanaście miesięcy tęskniłem za Polą i Julkiem. Trzysta sześćdziesiąt pięć nocy o nich śniłem.

Nie mogę doczekać się chwili, kiedy ich zobaczę, uściskam.

Basia informowała za każdym razem, gdy Pola do niej zadzwoniła –  czyli aż dwa razy. Nie aż! Tylko dwa razy! Zapewniała, że ma się dobrze, a Julcio cieszy się wakacjami. Nie chciała zdradzić swojego miejsca pobytu – w końcu o to ją prosiłem i zapewne Mieszko również naciskał na to, gdy odwoził ich na lotnisko. Przez ostatnie pół roku nie odzywała się wcale. Tydzień po ostatniej rozprawie poprosiłem Basię, by przekazała Poli dobrą nowinę „jest bezpiecznie, wracaj”. Niestety, czekać na telefon nie chciałem. Mieszko znów przyszedł mi z pomocą.

– Trzy miesiące temu skończył się limit na karcie kredytowej Poli – oznajmił.

Ostatnie transakcje była dla nas jedyną wskazówką. Przyleciałem więc do Londynu. Vito pomógł mi wynająć mieszkanie nieopodal sklepu spożywczego, w którym zatwierdzano regularnie kilka ostatnich płatności kartą Poli. 

Niczym szpieg obserwuję z okna każdego klienta. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc. Tkwienie w tej dziurze nie ma sensu! Codziennie dzwonię do Basi, by usłyszeć, że Pola nie odzywała się. Być może wcale jej tu nie ma. Mieszko jednak zapewnia, że nie opuściła Londynu.

Muszę jeść. Zakupy robię w sklepie, który obserwuję. Oprócz gotowych mrożonych dań, rozpieszczam się odrobiną alkoholu. Dziś nie mogę się zdecydować między bourbonem a winem. A niech to! Może lepiej tequila. Zrezygnowany staję w wężyku do kasy. Przede mną dres z gumkami w koszyku i jakąś pojedyńczą różą, a przed nim matka pięciorga z wózkiem wyładowanym po brzegi. Chłopcy w jarmułkach i z lokami przy uszach czepiają się jej czarnej spódnicy, prosząc o kolejną paczkę czekolady. Popychają wózek sklepowy na plecy karła, który wpada nosem miedz pośladki rudej panterki na obcasach. Czekam na jej reakcję i nie czuję się zawiedziony. Gdy mężczyzna ze wzrostem krasnala “znika” w tłumie pięciorga chłopców, panterka umoralnia matkę teraz już sześciorga. Ta udaje, że nie słyszy pretensji–  nawet nie patrzy w stronę paniulki, która obdarła ze skóry biedne zwierzę. Dres przede mną czuje, że musi interweniować w obronie honoru Panterki, wręcza jej więc różę, za którą jeszcze nie zapłacił, komplementuje, po czym dorzuca do jej koszyka paczkę prezerwatyw i od tej pory razem stoją w kolejce, ze wspólnym koszykiem, do jedynej otwartej kasy. Przed nimi mężczyzna dopytuje ekspedientki, czy czipsy, które wybrał są na sto procent wegańskie, a biedna sprzedawczyni próbuje nie pomylić się przy wydawaniu reszty kobiecie, która… Pola? Pola! O Boże! To Pola! Nie mogę pozwolić jej zniknąć! Zostawiam swój koszyk i przepycham się między klientami. Dres gotów mnie zabić tą pojedyńczą różą, bo niechcący łokciem zahaczyłem o biust panterki. Niezdecydowany weganin, dociśnięty przeze mnie do plastikowej ścianki dzielącej kasy  rozrzuca chipsy jak konfetti, a ja znikam za drzwiami sklepu. Widzę ją! Podbiegam, łapię w ramiona i tulę. Ale ona nie odwzajemnia się tym samym. Wyrywa się, krzyczy. To nie jest głos Poli! Odsuwam kobietę od siebie.

– Przepraszam – dukam. Palący ból w klatce piersiowej zwija mnie, a potem… Nie jestem w stanie zwalczyć ciemności.

*

Budzę się pośrodku bieli i do cholery nie wiem, gdzie jestem. Nie mogąc przywołać wspomnień z ostatnich chwil sprzed utraty przytomności, koncentruję się na teraźniejszości. Moją klatkę piersiową oplatają kable, w zgięciach łokci tkwią wenflony kroplówek, a… Spoglądam podejrzliwie pod przykrycie i już wiem, że to nie są jedyne rurki, jakie mi wciśnięto. Jestem w szpitalu!  Czuję się słaby i obolały. Miałem wypadek? Znów dorwał mnie jakiś niezadowolony rozwodnik? O Boże! Pielęgniarka wyrosła przy moim łóżku tak nagle, że omalże dostałem zawału. Mówi dużo i wyjaśnia jeszcze więcej. Zaraz wezwie lekarza - tyle przynajmniej zrozumiałem, bo angielskiego nie używałem od matury.

Lekarz za pomocą plakatów z budową serca wyjaśnia, że miałem zawał. Ja miałem zawał! Czyli ta pielęgniarka mogła wpędzić mnie do grobu, bo w tym stanie drugiego bym nie przeżył. Świetnie! Biały kitel obrazowo streszczał, jak udrażniali moje żyły, co dało mi całkiem zacne wyobrażenie o stanie zdrowia: prawie trup. Przyniósł także tabliczkę z zakazem palenia i położył mi ją na łóżku. Oczywiście, że nie będę palił... póki jestem w szpitalu.

*

W końcu przysłali do mnie tłumacza, który szczegółowo przeczytał mi kartę choroby i opowiedział o czekającej mnie rehabilitacji. O wypisie na żądanie nie ma mowy. Powinienem leżeć i zdrowieć. Niestety, kiedy ciało nie ma zajęcia, mózg szaleje. Często wracam myślami do Poli i Julka, co powodowuje lekkie ataki paniki i piszczenie monitora stojącego przy mojej głowie. Równie dobrze mogli nie ratować mnie z tego zawału. 

*

Pięć dni! Pięć dni tu leżę! Mieszko wpadł wczoraj na chwilę. Nie mógł się ze mną skontaktować, więc zaczął mnie szukać. Szkoda, że Poli nie może znaleźć z taką samą skutecznością. 

W końcu podjęto decyzję, że czas zacząć rehabilitację. Ponoć byłem wystarczająco silny. Pielęgniarka pomogła mi się przebrać w strój do ćwiczeń, co miało mi chyba udowodnić, jak bardzo kardiolog się myli. Kobieta podstawiła wózek.

– Let me go – dukam.

Podaje ramię, bym mógł się na nim wesprzeć. Idziemy korytarzem do windy, a trwa to chyba dłużej niż wyprawa na Kilimandżaro. Żałuję, że nie usiadłem na wózek. W końcu docieramy  na wielką salę z materacami, bieżniami, rowerkami i tak dalej. Droga wymęczyła mnie tak bardzo, że potrzebuję chwili oddechu. Nie pamiętam kiedy ostatni raz ćwiczyłem.

Młoda fizjoterapeutka podchodzi pewnym krokiem. Z uśmiechem podnosi moją koszulkę i podpina diody do maszyny monitorującej pracę serca. Włącza bieżnię! Jakby mi mało było spaceru! Obdarzam ją spojrzeniem niezadowolenia, a ona tłumaczy, że to tylko tryb spacerowy, po czym z uśmiechem zaprasza do wysiłku. Mówiła zbyt wiele i za szybko.  Unoszę ramiona oraz brwi, pokazując ile zrozumiałem – czyli nic. Dziewczyna odwraca się, by zawołać koleżankę.

– Pauline speaks Polish. She'll explain everything  – zapewniła, zostawiając mnie dyszącego.

Nie spodziewałem się, że zwykły spacer może być tak męczący. Przy piątym sapnięciu spostrzegam kobiece dłonie majstrujące przy komputerze bieżni. Maszyna zwalnia.

– Proszę nas informować, gdy poczuje się pan źle.

Ten głos mnie ożywia! I nie chodzi mi tylko o język ojczysty. Zbyt szybko obracam głowę, by spojrzeć na moją wybawicielkę, tracę grunt pod nogami, po czym konsekwentnie spadam z bieżni.

– O Boże, Teo! – Pola pomaga mi się pozbierać. Moja Pola! Kochanie moje! – Co ty tu robisz?

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. K
    Katriona
    | Odpowiedz

    How dare U!? Jadzia! Summing up, dobrze ze to Theodore teraz cierpi. Jak znowu ty threatening Pola i Julek to czytam nie bede.;D
    Of course i’m kidding. U know, ja czytam teraz wszystko twoje texty and loving it.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No dzięki, kochana! Tylko ty juz nie pisz po polskiemu?
      Zartuję.
      Pisz, pisz.
      Ćwicz, bo wesele niedługo. Musisz wiedzieć co teściowa na ciebie gada?

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Powiedz mi, bo nie wiem, czy się pogubilam, czy co. Na Teo poluje cały czas ten sam mężczyzna? Przecież go złapali. Skąd tyle tych ataków?
    To się Paulinka ulokowała w Londynie 😉

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Zazwyczaj jest tak, że jak złapią szefa, to płotki nadal biegają wykonując jego rozkazy. Teo miał być zastraszony, myślałam, że to oczywiste i każdy “mafijosso” tak działa. Może za duzo filmów oglądam?

      • Jo Winchester
        |

        Mafijosso skojarzył mi się wiesz z knurem Massimem ?????. Ta recenzja zostanie w mej pamięci na długo.
        Szczerze mówiąc, nie kojarzę, jak oni postępują. Z Ojca Chrzestnego pamiętam, że jak Michael zaatakował rywali tatusia, to tamci nie wyskoczyli z kontratakiem. Aczkolwiek, co grupa, to inaczej 🙂 Widać, że tu się nie pier… niczą z ludźmi, tylko realizują cele od a do z. Złapali szefa, znajdą nowego.

      • J.Gibson
        |

        Wiedziałam, że złapiesz odpowiednie skojarzenie?
        Polska mafia może jednak jest bardziej mściwa, bo Polacy zawistni są i żądni zemsty. Kiedyś znajomy opowiadał o “przebojach” swojej pracy, a jest stażnikiem więzienny. Uwierz mi, włos się na głowie elektryzuje za co te ludzie tam siedzą. Nawet mańka nie wyobraża sobie tego poziomu brutalności.

      • Jo Winchester
        |

        Muszę poprzypominać sobie mafijne klimaty, bo bardzo je lubię 🙂 Zwłaszcza wspomnianego Ojca Chrzestnego.
        Mafiosi nie cackają się z ludźmi, ci polscy pewnie też nie. Zresztą, czy szef wydaje rozkazy zza krat czy nie, to, o ile grupa jest silna, zawsze ktoś chce zastąpić bossa.
        Nie chciałabym spotkać żadnego w realnym życiu.

      • T
        Tony Porter
        |

        Wspomniałyście o “Ojcu Chrzestnym”, więc oczywiście sięgnęłam po książkę… i co? I otworzyła mi się na zabójstwie Santina, a muszę się przyznać, że James Caan jako Sonny rozbudzał me nastoletnie zmysły:)

      • Jo Winchester
        |

        Tony! Sonny był moją ulubioną postacią, dopóki go nie zabili 🙁 Jaka ja byłam wściekła, kiedy czytałam o tym pierwszy raz (zresztą wściekła byłam za każdym razem, jakbym co najmniej liczyła, że Sonny wcale nie zginie). Film też był dobry, ale książka… Ta książka to po prostu majstersztyk 😉

      • J.Gibson
        |

        Tony, Caan to ten sam co grał pisarza, któremu fanka (aktorka, którą kojarzę głównie z takich psychicznych ról) zmiażdżyła nogi i więziła, by tylko dla niej pisał?
        Znowu wypadł.mi tytuł filmu z głowy.

      • J.Gibson
        |

        Zgadzam się Jo. Książka to majstersztyk. Film świetny, ale książka o wiele bardziej porusza wyobraźnię. Podobnie miałam z Adwokat diabła.
        Ja często słyszącz, że film jest ekranizacją, łapię najpierw papier w rękę i czytam. Niestety w tym wypadku zazwyczaj jestem rozczarowana filmem. Odwrotnie zrobiłam tylko z sagą Zmierzch. Tak wiem, że to dla nastolatek, ale ja miałam wtedy jakoś tak ostatnie naście, albo ledwo dzieścia. Najpierw poszłam do kina. Prawie mnie z tamtąd wyrzucili – za głośno się śmiałam. Niestety po przeczytaniu książek, nadal stwierdzam NOPE!
        Całą sagę można streścić jednym dialogiem:
        Ona: przeleć mnie, ugryź mnie, przeleć mnie, ugryź mnie, itp
        On: nie, nie, nie – a wkońcu znudzony odpowiada – No dobra, ale po ślubie.
        Także tego… O czym to ja?
        A, że ten Ojciec Chrzestny to ekranizacja bardzo ładna wyszła, podobnie z Wywiadem z vampirem. No klasyk miodzio. Oglądam średnio raz w miesiącu?
        Wiecie, w te dni, w które przyciagam wampiry????????

      • T
        Tony Porter
        |

        Tak, to ten sam Caan, tylko 18 lat młodszy, a tytuł filmu to “Misery”. O tak, Sonny był mocno bliski memu sercu i też miałam nadzieję, że to jakiś szwindel z tym zabójstwem. Książka jest doskonała, ale trzeba Coppoli oddać sprawiedliwość, że się spisał. Przede wszystkim – świetna obsada. No, niestety, zazwyczaj film nie dorównuje książce i o ile jest w miarą udaną adaptacją, to ok, ale gorzej, gdy filmowców zbytnio ponosi wyobraźnia – patrz: Peter Jackson i ‘Hobbit”. He, he, a ja uległam urokowi “Zmierzchu” i czytało mi się to doskonale, mimo, że wiek nastoletni miałam już dawno za sobą… hmmm… może to był kryzys wieku średniego… mniejsza o to – na ekranie pierwsza część jest jeszcze ok, ale następne – masakra. Ale co, zarobiła Stefka M. masę kasy? Zarobiła.
        “Wywiad z wampirem” ma jak dla mnie jedną wielką wadę – Toma Cruise’a – nie trawię gościa. Aczkolwiek podobał mi się w jednym filmie, pt. “Magnolia”.

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Biedny Teo. Wyobrażam sobie jak przez rok wracał do pustego mieszkania, w którym pewnie zostało trochę Julkowych zabawek i ciuszków, drobiazgów Poli, cisza wręcz gwałciła jego słuch, zapach Poli był coraz słabszy, a wspomnienia przeżytego szczęścia bombardowały mu mózg. Nic dziwnego, że serducho w końcu nie wytrzymało – ile można? Ale nie ma tego złego – nawet i zawał się do czegoś przydał. Pola musiała być w niezłym szoku – nie tyle widokiem Teo w ogóle, ale tego w jakim jest stanie. Poznała faceta w kwiecie wieku, świetnej formie, pełnego życia i werwy, a tu wrak – cień dawnego Teodora. Mam nadzieję, że Pola dobrze się nim zaopiekuje. O ile nie poznała kogoś interesującego i nie zamknęła drzwi za przeszłością. Obawiam się, że Teo dostałby drugiego zawału. Część czytelników też mogłaby dostać, co najmniej, migotania przedsionków:) A pewna Jadzia za Wielką Wodą zostałaby zaatakowana przez hordę wielbicieli Poli, Teo i Julka:) Myślę jednak, że mimo przeżytej traumy, Pola nie wini Teodora i chce z nim być. To, jak bardzo chciał ją chronić – nie tylko przed realnym zagrożeniem, ale i przed ponownym koszmarem procesu i tak trudnych dla niej zeznań, jak i to, że najważniejsza była ona i Julek, a o sobie Teo nie myślał wcale, bardzo wiele mówi o sile jego miłości. I mam nadzieję, że Pola to rozumiała.
    Mafioso ma długie łapy i wielu kumpli – zlecenie zabójstwa, nawet i z więzienia, to żaden problem, a eliminacja świadków to sprawdzona metoda.
    Pokażę palcem “Angielskiego” i “Pan”.
    Świetna część. Teo nie stracił poczucia humoru, tyle, że dość czarne się zrobiło – dobry sposób na pokazanie jak zmienił się bohater, ile w nim zostało Teo sprzed poznania Julka, Poli, pokochania ich, zawirowań z Adamem Ż., a przede wszystkim, sprzed porwania i późniejszych dramatycznych wydarzeń.
    No podoooba mi się, baaaardzo mi się podoba:)

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      To prawda. Wielu działa nawet zza krat, słyszy się o tym i owym. Musicie mi dzisiaj wybaczyć, kiepsko ostatnio sypiam, to i z logicznym myśleniem jest u mnie gorzej niż zwykle.

      • T
        Tony Porter
        |

        Jakie “wybaczyć”, Jo? Nie ma czego wybaczać, a co do logicznego myślenia, czy w ogóle myślenia, to wiesz, ja wczoraj próbowałam ugotować jajko “na sucho” – posoliłam, żeby dobrze się obierało, ale żeby wody nalać, to jakoś nie pomyślałam. Kiepskie sypianie rozumiem, bo mnie czasem też dopada i potem funkcjonuję w trybie awaryjnym.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ja pierdzielę! Tony, jak zwykle mnie rozszyfrowała. Rebel ma rację, foliowy turban to pic na wodę fotomontaż???
      Już kolejne częsći czekaja na publikację więc nie bede zmieniać na złość wam. Tony doskonale odczytujesz moich bohaterów. Nasze mózgi się synchronizują jak szwajcarskie zegarki?????
      Została mi jeszcze do domknięcia część 15. Będzie dłuższa, to mogę zdradzić. Chciałam dać sobie na urodziny pozytywne zakończenie, ale nie wychodzi mi ono wcale?
      Mam już nawet dwie alternatywne wersje finału, jedna tragiczna, druga dramatyczna, a teraz myślę nad trzecią – zabawną. Którą wybiorę? Sama nie wiem. Tyle o Julku.
      Teraz ważniejsze sprawy:
      Tony, całkowicie rozumiem gotowanie jajka bez wody.
      Zygmunt kiedyś wsadził do mikrofali zupkę chińską bez wody. Omalże nas spalił???.
      Suchy makaron dymił się jak race. Musieliśmy kuchnie odmalować bo gęsta czarna sadza obsiadła na wszystkim… Także jajko bez wody to dla mnie nie dziwota?
      A ty Jo, czemu się nie wysypiasz?
      Nadal przetrzymujesz Jeremiego? On ci spać nie daje?
      ????

      • Jo Winchester
        |

        Tony gotuje jajka bez wody, a ja makaronu (w paczce) szukałam w lodówce kiedyś 😀
        To prawda, to wszystko przez Jeremy’ego… Była teraz pełnia, wyć mu się do księżyca zachciało… To dołączyłam do niego ??
        Ok, to gdzie ja leki zostawiłam??? Znowu zapomniałam łyknąć piguły ????

      • J.Gibson
        |

        Ustaw sobie przypominacz w telefonie “weź pigułkę” jak w Seksmisji????

      • P
        Pani Godzilla
        |

        Błagam, niech to będzie szczęśliwe zakończenie. Nie musi być z humorem. ale szczęsliwe ma być! Po takich przejściach chyba im się należy. Czyli zostały tylko 3 części Rany Julek!?
        Ale dziadek się pojawi, prawda?

      • T
        Tony Porter
        |

        Może hełm by się sprawdził:) Poza tym, wcale Cię nie rozszyfrowałam, bo nie mam pojęcia, który wariant zakończenia wybierzesz. Czy spod znaku: rozdziobią nas kruki i wrony, czy płacz i zgrzytanie zębów, czy słodkie ze sporą dozą humoru (coś, jak pączek z musztardą zamiast róży:)) Mam wrażenie, że obawiasz się słodkości – że za ckliwo będzie, że sztucznie, ale przypomnij sobie watę cukrową pożeraną w dzieciństwie – nic tej sztuczności i ulepkowatości nie przeskoczy:) Bohaterów odczytuję, bo jakoś tak włażą mi w głowę i pozwalają pogrzebać w swoich głowach. To się opowieść ciut rozrosła, bo miało być części 12 i pół, a tu proszę – 15 się kroi. Możesz dać różne zakończenia i niech sobie czytelnicy wybiorą co im pasuje:) Żartuję, oczywiście – zakończenie jest jedno. I jest Twoje.
        No, przepraszam Cię bardzo, ale gotowanie nawet i tuzina jajek bez wody nie jest sprawą ważniejszą od Julka:) He, he, Zygmunt wymiata:)
        Załatwiłyście mnie z Jo na perłowo – do 2 w nocy czytałam “Ojca Chrzestnego”:)

      • Jo Winchester
        |

        Masz, Tony, za swoje 😀 Jeszcze tak dokładnie nie wiem, za co, ale jak wymyślę powód, to dam Ci znać 😉
        Ty czytałaś, a ja wreszcie zamówiłam. Wstyd się przyznać, ale nie miałam jednej z ukochanych książek w swoim zbiorze 🙁 To nie myślałam o niej, to coś innego. Nasza rozmowa wreszcie doprowadziła mnie do wirtualnej księgarni i zakupiłam 🙂

  4. m
    miska
    | Odpowiedz

    WOW. Nie przewidziałam tego. Podoba mi się ta nieobliczalność.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No prosze. W końcu ktoś kontent z akcji?

  5. Babeczka
    | Odpowiedz

    Ja się boję wypowiadać, bo szlifując wizualnie tekst i robiąc taką ekspres korektę, jestem do przodu z akcją 🙂 Ale z tego spotkania coś będzie, na pewno :-)))

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Szauuuuu ciauuuuuu????
      Albo szok na Seszelach?
      Będzie, będzie zabawa… Ale dopiero za zakrętem…. Że tak pocisnę grypsem?

    • P
      Pani Godzilla
      | Odpowiedz

      Babeczka, zdradź coś! Nie wytrzymam czekać, a Jadzia specjalnie napisze coś innego, żeby mnie oszukać.

      • J.Gibson
        |

        Ja? Oszukać?!?
        Jakże bym śmiała?
        Już ci piszę, co następuje:
        Wpada dziadunio Edwardunio na kwadrat do Poli i Teo. Razem z nim cały klub emeryta. Alkohol się leje, z głośników Włodecki i Maryla oraz ten od Parostatku drze ryja… Tynk odpada od basów, a Teo i Pola zabieraja Julka do hotelu gdzie juz wiadomo co się dzieje. To co się zawsze dzieje, gdy w małym pomieszczeniu zamknie się jegomościa z jejmością??? Mały chop do wyra, a dorośli heja banana pod prysznicem. Aż TEO jedynke wybił o słuchawkę prysznica (bo on wysoki jak brzoza, ale ta polska, nie smoleńska – az tak to nie jest wysoki)
        A potem wydzwaniają po Polę z kliniki bo mają nawał zawałowców i jak sie Pola zjawia w pracy to soę okazuje, ze tam dziadunio i jego zastepy geriatryczne pod kroplówkamiledwo tomni ale z uśmiechami na twarzy.

        To tak w skrócie.
        Może być?

      • M
        Miska
        |

        No nie! Taka dyskusja mnie ominęła. Jest tu ktoś jeszcze spóźniony?

  6. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Jadzia padłam ?. Czy Pola zajmie sie pozostałymi zawalowcami tak jak tym swoim ??

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Znaczy, że ma im jedynki powybijać pod prysznicem?
      ?????
      Żartuje!
      Julek się kończy w momencie gdt Pola rozpoznaje dziadunia w swoim pacjencie. Resztę dopiszcie same?
      Możecie tutaj poniżej⬇⬇⬇⬇⬇⬇⬇⬇⬇⬇

      • T
        Tony Porter
        |

        Jadzia, ja chyba Twój fanklub założę:) Normalnie, wymiatasz Kobieto:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tony! Weź mnie nie obrażaj! Jestem nowoczesną kobietą! Nie wymiatam tylko odkurzam???

  7. Rebel Girl
    | Odpowiedz

    Podoba mi się, w jakim kierunku poszło to opowiadanie ? Pomysł mialas na fabułę, a czy rodem z filmów, czy nie, nie wnikam ? Nie znam się na działaniach zorganizowanych grup przestępczych ?
    Jest akcja, dzieje się, fajnie, że nie zdecydowałaś się pozostać przy wątku romantycznym… Oczywiście czekam na gorące powitanie Teo i Poli, ale dobrze Ci wychodzi kryminalna fabuła ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      oooooooooo
      Aż się wzruszyłam.
      Dzięki Rebel!
      Dalej już będzie z górki.

  8. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Najważniejsze, że Pola w ogóle chciała z Teo rozmawiać, a może raczej, że była w stanie. Przecież te koszmarne przeżycia mogły ją psychicznie rozsypać na milion kawałeczków i nadawałaby się tylko na leczenia w specjalistycznej klinice. Silna z niej kobieta.
    Czas po rozprawie to był chyba najgorszy rok w życiu Teodora… prawda, Jadziu? Nic gorszego już nie wymyślisz? Proszę, proszę, proszę – już wystarczy obojgu tej traumy. Szczęście wielkie, że brygadzie Mieszko udało się uratować Polę i Julka, bo wyrzuty sumienia wpędziłyby Teo do grobu. Dostałby tego zawału dużo wcześniej.
    Jak na nasze sądy, rok to nie tak długo. O wiele bardziej błahe sprawy potrafią ciągnąć się miesiącami. A i cud, że skazali tych bydlaków na dożywocie, a nie wynaleźli podstaw do zmiany paragrafów na łagodniejsze.
    Scena w sklepie boska – czyżby autentyczna? 🙂 Coś pięknego 🙂
    Cieszę się, ze Teo nie stracił poczucia humoru:
    “O Boże! Pielęgniarka wyrosła przy moim łóżku tak nagle, że omalże dostałem zawału.”; “Ja miałem zawał! Czyli ta pielęgniarka mogła wpędzić mnie do grobu, bo w tym stanie drugiego bym nie przeżył. Świetnie!”; ” Oczywiście, że nie będę palił… póki jestem w szpitalu.” – Tak trzymaj, Teo! 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      A widzisz! Scena w sklepie miała być taka autentyczna, zeby podczas czytania skupic sie na tych klientach, a potem użyć ich jako toru przeszkód w biegu do Poli.

Napisz nam też coś :-)