Rany Julek! (XIII)

with 37 komentarzy

Rany Julek! (XIII)

Teraz powinno być z górki, prawda?

Czujecie w kościach ten szczęśliwy koniec jak w bajkach Disneya?

To muszę uprzedzić, że w tym wypadku bajkami się nie sugerowałam.

😀


Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

część trzynasta

–Szukałem ciebie i.... – Siedzimy na podłodze wpatrzeni w siebie. Boże! Jak ja za nią tęskniłem! Jak mi jej brakowało! Jest… Piękna, ale jakby inna. Moja, lecz trudna do rozpoznania. Daleka, choć na wyciągnięcie ręki.

Rozpuszczone włosy ukrywają brak ucha. Brakuje tylko pełnych radości oczu. Te, które patrzą na mnie, przepełniają łzy, a ja nie wiem czy szczęścia.

Wstanę, bynajmniej nie żwawo. Spróbuję chociaż. Nie. Będę ze sobą szczery. Potrzebuję pomocnej ręki, by wstać. Pola, co prawda, rzuciła się do mnie, ale po to, by przytulić, a nie podnosić. Pielęgniarka,  zaniepokojona naszym zachowaniem, podchodzi i to ona włącza w Poli profesjonalizm. Obie pomagają mi wstać. W krępującej ciszy człapiemy do materaca gimnasycznego. Pierwsza radość minęła i nie za bardzo wiemy co dalej. Czy my nadal jesteśmy razem? Czy już osobno? Nie mam pojęcia od czego zacząć. Dzieli nas niewidzialna przepaść, a żaden sposób na jej pokonanie nie wydaje mi się wystarczająco dobry. 

– A więc zawał? – pyta ze zmartwieniem. 

Przytakuję. Przecież nie powiem “wycięcie wyrostka” skoro siedzimy w Centrum Kardiologii. Dobrze, że prostatę mam po dziadku i to nie z jej powodu się spotkaliśmy – będzie sprawna długo po dacie przydatności.

– Niemożliwe. Ty? Okaz zdrowia?  – mówiąc, drapie mnie po brodzie. Śmieję się. Wszyscy na nas zerkają, więc czujemy się nieswojo. Ja na pewno! Po kanciastych ruchach i nerwowym uśmiechu poznaję jej zdenerwowanie. – Z tym zarostem wyglądasz jak dziadek Edek. - I teraz nie wiem, czy to komplement czy obelga. Moja mina chyba doskonale wyraża co myślę, bo Pola jawnie się ze mnie śmieje.

– No wiesz? – Jednak czuję się obrażony. Ostatni raz goliłem się w Polsce, więc faktycznie wyhodowałem szlachetną brodę. Odcina się swym ciemnym kolorem od siwych baków, które dodają mi chyba z dwieście lat. Pozbędę się zarostu, jak tylko będę mógł. – A jak Julek?

–  Dobrze. Sam się przekonasz. Polityka szpitala zabrania przyprowadzania dzieci, ale za tydzień, najdalej dwa, zostaniesz wypisany.

– A jak ty się czujesz?

– Trzymam się. – Czyżby znów nerwowy uśmiech? Tak! I unika spojrzenia mi w oczy! –Julek mnie napędza. Gdyby nie on… – urywa w pół zdania.

Trzymamy się za ręce jak dzieci. Niepewni co dalej, lekko zawstydzeni sobą.

– Nie mogę uwierzyć, że cię widzę, Pola.

– Nawet nie wiesz, ile razy wybierałam twój numer chcąc zadzwonić, usłyszeć twój głos, Teo, ale...

– Dobrze, że nie dzwoniłaś – wtrąciłem. Nie musi mi się tłumaczyć. Zresztą, takie dostała instrukcje. Przez chwilę hipnotyzował mnie jej uśmiech. –  Tęskniłem za wami. Bardzo.

Kątem oka widzę młodego mężczyznę w podobnym uniformie, jaki nosi Pola. Spogląda na nas, krąży wokół, udając, że coś odkłada lub bierze. W końcu podchodzi.

– Pauline, it's lunch time. Would you like me to order...

– Thanks, Peter. I'm good. See you later? – wtrąciła mu się w słowo.

Facet jest szczerze zaniepokojony odmową Poli, co z kolei niepokoi mnie. Czy coś ich łączy? Nie będę snuć domysłów, jak wtedy z Adamem. Wyciągnąłem wnioski z tamtej lekcji.

Pomimo tego, że Pola ucieka wzrokiem, cały czas utrzymuje ze mną kontakt dotykowy: poprawia mi włosy, gładzi policzek, bawi się palcami. Jednak, gdy chcę ją przytulić, odsuwa się.

– Teo, nie sądzę, by to był dobry pomysł.

Oj! Jednak moje podejrzenia odnośnie Petera mają rację bytu. Inny mężczyzna dotyka mojej Poli? To boli bardziej niż zawał. Może od razu powinienem o to zapytać? Lepiej nie. 

– Cieszę się, że cię widzę, Poluś.

Uśmiecha się. To ten uśmiech, w którym się zakochałem.

– Odprowadzę cię do łóżka, Teo. Na dziś wystarczy. Jutro przyjdę po ciebie na kolejne próby wysiłkowe, dobrze?

Jakie to upokarzające nie móc samodzielnie poruszać się przy kobiecie, z którą jeszcze półtora roku temu kochałem się pozycjami z tajnych kart kamasutry. Teraz nawet mi nie stanął na wspomnienie tamtych chwil. Pola, czy też Pauline, wciąż grzeszy urodą. Poprzez traumatyczne wydarzenia, jakie przecierpiała przeze mnie, pojawiły się na jej twarzy drobne zmarszczki. Nie przeszkadzają mi, nadal jest moją Polą. Ja z kolei posiwiałem, straciłem czteropak i prawdopodobnie możliwość używania mojej szpady. Ręce drżą, jakbym miał Parkinsona. Nie potrafię nawet wysikać się strumieniem prostym. Porażka! Przy takim Peterze prezentuję się marnie. 

*

Pola przyszła po mnie tak jak obiecała,  kolejnego dnia też i następnego również. Przez cały tydzień pomagała mi wstawać z popiołu po zgliszczach zawału. Kątem oka widziałem jak ćwiczą inni pozawałowcy i podejrzewam, że Pola znęcała się nade mną. Pot spływał mi po kręgosłupie strumieniami.

Żebym nie myślał o bólu i zmęczeniu, opowiadała o Julku, o tym, jak podróżowali po Europie przez cztery miesiące, zanim osiedliła się w Londynie. Mówiła, że maluch szybko zapomniał, co przeszedł. Byłem ciekaw, czy mnie też zapomniał, ale bardziej interesowało mnie, czy Pola zdołała sobie poradzić z bolesnymi wspomnieniami. Nie wiem jak z nią o tym rozmawiać. W ogóle nie poruszamy tematu przyszłości, z jej ust nie padają słowa sugerujące, że mamy jakąkolwiek wspólną przyszłość. Poza obietnicą spotkania Julka po wyjściu ze szpitala nie ma NAS, ani żadnych planów zametkowanych „razem”. 

Każdego dnia staję się silniejszy. Dzięki Poli wierzę, że mogę wrócić do dawnej formy. 

Nadszedł w końcu dzień wypisu! Cieszę się i martwię. Nienawidzę szpitali, ale z drugiej strony… Czy wystarczy mi pretekstów, by spotykać się z Polą? Nie mogę na nią naciskać. Nie potrafię.

Dzwonię do Mieszka. Chcę prosić, by przywiózł mi jakieś ciuchy i pomógł wrócić do mieszkania, które tu, w Londynie, wynajmuję. Wiem, że jest w pobliżu. Przyleciał tydzień temu niańczyć „samodzielnego” nastolatka jakiegoś biznesmena z okładki Forbes. Zanim komórka łączy mnie z kumplem, w drzwiach staje Pola. Jej obecność przywraca we mnie radość. Witamy się jak przyjaciele: przytulenie, całus w policzek. Nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu zażyłości sprzed porwania. Martwi mnie to, ale nie dziwi. Rozumiem, że wciąż żywi urazę. Miałem ich chronić, a nie narażać.

Pola wyciąga z plecaka kilka sportowych, luźnych rzeczy i pomaga mi założyć koszulkę. Jej dotyk sprawia, że Falliczny nieco się przebudził.

Oho! Nie jest źle!

– Sam potrafię. Dziękuję – oburzam się z zakłopotaniem.

Razem odbieramy wypis z notą pochwalną od kardiologa. Tak naprawdę, jest to lista rzeczy, których nie powinienem jeść. Tragedię odczuwam dopiero, kiedy czekamy na taksówkę i Pola mi tę listę tłumaczy. Potrawy zaznaczone na czerwono mogą wyprawić mnie w podróż na tamten świat kolejnym zawałem, nawet poprzez samo powąchanie!

– Ryba na parze też jest dobra – przekonuje rozbawiona.

 Ooo! Czyżby moje oburzenie ją bawiło? Ciekawe co by było, gdyby to ona musiała zrezygnować z karkówki?

– Może Julek by w to uwierzył, ale nie ja – burczę pod nosem, a ona się śmieje. W końcu podjeżdża auto. Otwieram drzwi i szarmancko zapraszam. – Panie przodem. – Gdy chcę podać taksówkarzowi adres, Pola niezbyt elegancko zasłania mi usta, po czym podaje inny. Chyba swój. Rzucam pytające spojrzenie. 

– Pomyślałam, że spędzisz z nami kilka tygodni, Teo. Twoja rehabilitacja powinna mieć ciąg dalszy, a obawiam się, że beze mnie to nie ma mocnych, by cię zmusić do ćwiczeń i diety.

– Dziękuję, Pola. Mam swoje mieszkanie. Jestem spokojniejszy wiedząc, że nic wam nie grozi. Powinienem też wrócić do Polski. Nie mogę obarczać Emila...

Moje kochanie przysuwa się do mnie tak blisko, że nasze nosy mogą się przywitać.

– Ale ja chcę, Teo. Proszę. Nie zostawię cię w takim stanie bez opieki. – To zdanie akurat mnie nie przekonuje. Nie potrzebuję opieki! – Nie chcesz zobaczyć Julka?

Mógłbym się buntować, ale Pola ma rację. Tęskniłem za Julkiem równie mocno jak za nią. Nie podoba mi się tylko wizja opieki. Czy Pola czasem nie traktuje tej sytuacji jak rewanżu za mój patronat podczas jej procesu? Należy tę kwestię wyjaśnić dość szybko, najlepiej jeszcze dziś.

 Taksówka zatrzymuje się pod starą angielską kamienicą. Pola pomaga mi wysiąść i prowadzi do drzwi jak starca, choć już od kilku dni jestem samodzielny. Kompromitacja na całej linii!

– Mieszkasz tu sama? – Wolę upewnić się, że nie natrafię na męski okaz, który mógłby być partnerem Poli.

– Nie. – O nie! Mój koszmar się ziścił! – Z Julkiem i nianią – dodaje po chwili, a mi kamień spada z serca. Co za ulga!

Drzwi otwierają się szeroko. Mały hałaśliwy człowieczek wybiega z radością w kierunku mamy, lecz na mój widok chowa się za nią.  Przygląda mi się nieufnie. 

– Julcio, jak ty urosłeś! – mówię z podziwem, a w małych niebieskich oczętach widzę jak zmienia się jego podejście. Rozpoznaje mnie! – Przywitasz mnie, urwisie? – zachęcam z wyciągniętą dłonią, a chłopiec przykleja się do mojej nogi i żąda bym wziął go na ręce. Urósł. Gada dużo. W zasadzie to nie daje mi nawet dojść do głosu, gdy opowiada o monsel taku. 

– Monster truck, to takie auto – słyszę tłumaczenie.

– Tata! Mommy look tata! – sepleni Julek, łamiąc dwa języki. Opowiada o wszystkim co znajdzie się w zasięgu jego wzroku. Niestety, bez tłumaczenia nie nadążam.

Chcę wziąć go na ręce, ale Pola kiwa palcem zakazująco i sama go podnosi. Przytulam oboje. Dawno nie czułem się taki szczęśliwy. Boże! Jak ja za nimi tęskniłem! 

Spędzamy przyjemne popołudnie. Próbuję nadrobić stracone miesiące i choć coraz więcej o nich wiem, to nadal zachowujemy lekki dystans.

Cherubinek wygląda jak cherubinek. Mój cherubinek! Muszę oswoić się z tym, jak wiele już potrafi, że nie potrzebuje pomocy przy założeniu butów oraz świetnie radzi sobie z samodzielnym jedzeniem. W skrócie: Julek prezentuje się bardziej jak Julian, a nie słodkie małe bobo, które podrzucałem na rękach. Zmieniły się jego zainteresowania, jak i sposób zabawy. Oj, daje dzieciak popalić stawom. Pola uspokaja nas, ciągle krzyczy: Wolniej! Odpocznij! Zejdź z tej półki! – To ostatnie bynajmniej nie do mnie.

Wieczór zastaje nas w radosnych humorach. Chcielibyśmy kontynuować zabawę, lecz dostajemy krótką reprymendę, po której nawet ja posłusznie myję zęby i kładę się z Julkiem do łóżka. Zasnął, ten mój maluch, podczas czytania bajki. No dobrze, po prostu opowiadałem mu co widzę na obrazkach, bo książka jest oczywiście po angielsku. Niechętnie zostawiam go okrytego kołderką, a nie moim ramieniem. Czuję dziwne spełnienie, kiedy jest w pobliżu. Tak, jakby to było moje miejsce i mój czas.

Myślami znów krążę wokół tego, co powinienem Poli powiedzieć, o co zapytać.

Znajduję ją w kuchni. Zmywając naczynia, nuci hit radiowy – znam go na pamięć, bo w szpitalu sączył się głośnikami, zaatakował mój mózg i już tam pozostał. 

Moje kochanie nie widzi mnie, co daje mi chwilę na obserwację. Nadal ją kocham. Nic na to nie poradzę, że patrząc na nią, nie widzę tej cholernej blizny, tylko cudny uśmiech, piękne oczy i lekko zadarty nos, który nie pozwala jej wyglądać poważnie, gdy się złości. Włosy zebrała w kucyk, więc blizny po uchu nie sposób nie dostrzec. Ja widzę ją po raz pierwszy, bo do pracy Pola zaplata warkocz na bok, co dość dobrze kamufluje pamiątkę tragedii. 

W nuceniu rozpoznaję refren. Automatycznie mruczę melodię razem z nią.

Pola spogląda na mnie z wyrazem szczęścia na twarzy, a ja naiwnie czuję się jak kiedyś. Uczucie to znika nagle. Znika też jej uśmiech, gdy nerwowo zaczesuje włosy na bok. Podchodzę na tyle blisko, by wyjąć z jej dłoni gumkę i zebrać jej włosy ponownie w… coś na kształt kucyka. Chyba.

– Jesteś piękna, Pola. 

– Dziękuję – odpowiada wzruszonym głosem – Napijesz się czegoś?

– Zgaduję, że coś mocnego nie wchodzi w rachubę. – Rozśmieszyłem ją! Dobrze, niech lody topnieją. – To zamawiam to samo, co ty.

– Masz ochotę na ciasto?

– To zależy, ile każesz mi jutro robić przysiadów za to ciasto. Chyba że planujesz dla mnie jakąś aktywność fizyczną jeszcze dziś? – Cholera! Jest późny wieczór, nie sądzę by miała jakieś wątpliwości o jaką aktywność mi chodzi. Znowu te geny dziadkowe. Muszę sprawdzić, czy nie da się tego wyleczyć, wyciąć z DNA czy wypalić jakimś laserem. 

– Teo, no wiesz!? – Uśmiecha się przez zawstydzenie. – Pacjentom po zawale nie bez powodu zaleca się wstrzemięźliwość.

– No kaman! – Kaleczę angielski zasłyszany w sitkomach. – To chyba nie będzie trwać wiecznie! – Udaję poważnie oburzonego.

– Brakowało mi twojego humoru. – Wiem. Widzę to w jej wesołym spojrzeniu. – Dzwoniłam wczoraj do babci, pozdrawia cię i życzy szybkiego powrotu do zdrowia. 

– Dziękuję. – W myślach analizuję sytuację. Babcia Basia wie, czyli moja matka też już zna sytuację. Wiadomość na pewno dotarła również do dziadunia, który teraz ręce zaciera i wygłasza swoją teorię na temat długowieczności dzięki odpowiedniemu serwisowaniu prostaty i przy okazji krytykuje moje jej nie używanie ostatnimi miesiącami. – Powinienem zadzwonić do mamy? – pytam retorycznie.

– Niekoniecznie.

No i mnie zaskoczyła. 

– Już z nią rozmawiałaś?

– Tak. Cieszy się, że najgorsze za tobą. Pytała, czy powinna przylecieć, ale zapewniłam, że masz tu profesjonalną opiekę. – Dobrze! Jeszcze tylko matki mi tu brakuje! – Co do dziadka Edka... – Zawiesiła głos. Chyba myśli, co mi powiedzieć. – Raczej nie chcesz wiedzieć co wykrzykiwał w słuchawkę.

– O nie! Pola, nie trzymaj mnie w niepewności. Musisz mi powiedzieć. – Udaję zaciekawienie.

– Dziadek twierdzi – zaczęła z rumieńcem na policzkach – że on nigdy nie dostał zawału, bo regularnie „spuszcza parę z czołgu”. Potem odśpiewał „Czerwone i bure, chodź Basiu na górę”.

– Ciiii – Kładę palec na jej ustach. – Starczy. Już wiem wszystko.

– Teo?

– Tak?

– Czy myślisz, że twój dziadek i moja babcia... – Chyba myśli nad doborem słownictwa, choć już przeczuwam do czego zmierza. – Czy dziadek realizuje z babcią te wszystkie piosenki, które lubi podśpiewywać?

– Pornofolk? Obawiam się, że tak. – Krzywię się na tę myśl, co znów rozbawia Polę.

– Co to za reakcja, Teo? To jest imponujące. Daje nadzieję, że życie erotyczne nie jest dyktowane metryką.

– Pola, ale w takim wieku, to już chyba powinni to robić pod opieką lekarza, albo... No nie wiem, zamawiać karetkę przed rozpoczęciem, by zdążyła dojechać z defibrylatorem na finał. – Spoglądam na Polę z rozdziawionymi ustami. Właśnie do mnie dotarło! – Zrobiłaś to specjalnie! Obrzydziłaś mi seks! – powiedziałem z wyrzutem, zaplatając ręce na piersi.

No i znowu sie ze mnie śmieje! Ale… Zarażam się tym śmiechem. Kiedy kładzie dłoń na mym policzku, przez chwilę mam wrażenie, że czas się cofnął. Podobnie śmialiśmy się ze zbereźności dziadunia w wieczór moich czterdziestych urodzin. Z tą różnicą, że wtedy Pola zsunęła dłoń z mojego policzka i przemaszerowała palcami na południe, aż do rozporka. Przez ułamek sekundy czuję się tak, jak wtedy. 

Krępująca cisza rozpycha się między nami łokciami, jak tylko przestajemy się śmiać. Takie milczenie często nam się zdarza, dowodząc jak wiele jest między nami niedomówień i niejasności, że o niepewności emocjonalnej nie wspomnę.

– Lepiej, bym wrócił do siebie, Pola. Nie chcę ci robić kłopotu.

– Nie, Teo. Lepiej, byś został tu, pod moim okiem. Nie zapomnij, że powinieneś powtarzać badania w Centrum Kardiologii, co miesiąc przez pół roku. – Ujmuje moją dłoń i patrzy głęboko w oczy. – Nie jesteś dla mnie kłopotem. Nawet tak nie myśl.

– Powinienem wrócić do siebie, bo nie wybaczyłaś mi jeszcze, Pola.

– Wybaczyć? Co wybaczyć?

– Zakwaterowałaś mnie w sypialni, ale widzę również pościel na kanapie. Nie zamierzasz nawet spać obok mnie.

Specjalnie zaznaczyłem słowo „obok”. I ona, i ja, dobrze wiedzieliśmy, że Falliczny jako ostatni odzyska sprawność po zawale. To, że podrygiwał lekko, nie znaczy, że wytańczyłby całego oberka.

Obserwuję jak pierś Poli unosi się głębokim westchnieniem.

– To nie tak, Teo – mówi lekko zasmucona.

– Chcesz się mną zająć w ramach podziękowania za opiekę nad Julkiem i tobą?

Milczy, ale dla mnie to milczenie jest wymowne.


Krótka prośba! Kto pierwszy znajdzie błąd, ten mistrzu!

Jak ja czytam, to nie widzę - zam tekst prawie na pamięć i po prostu lecę jak ptak przez kolejne słowa. Tymczasem, dostałam sygnał, że mam tu przynajmniej trzy literówki. Pomożecie?

A teraz jeszcze krótsza prośba!

Powiedzcie, proszę, czy widzicie poprawę w moim pisaniu? Czy może warsztat mam tak samo kiepskawy jak na początku?

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Byłabym zapomniała!
    Dla autora komentarza, który mnie przytka z wrażenia, jest nagroda:
    Pierwsza ławka w beta testach opowiadania ALE KLAPA!
    Opowiadanie to będzie płatne, chyba, że uznacie, że za taką “szmirę”? grosza nie dacie.
    Zasady są proste:
    1
    Zostawiasz komcie pod Rany Julek! A jak komcio doprowadzi mnie do łez (ze śmiechu lub ze smutku – wszystko zależy od ciebie) to masz duże szanse na dostanie 4 pierwszych rozdziałów.
    2
    Wybiorę 4 najlepsze komcie z tych, jakie zostawicie pod częściami 13,14,15 Rany Julek!
    A w części 16 ogłoszę zwycięzców.
    3
    Pamiętaj, by zostawić prawidłowy adres email podczas komentowania.

    • Anonim
      | Odpowiedz

      Czy komentarz musi stricte dotyczyć Rany Julek!?

      • J.Gibson
        |

        Może dotyczyć samego Julka lub tematycznie być związany z Julkiem. Zapraszam.

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Warsztat wcale nie jest i nie był kiepski, więc keep calm 😀 Mi nic się w oczy nie rzuciło, ale ja ślepa czasami, a nawet więcej niż czasami, to może poproś kogoś z lupą, co by je wypatrzył.
    Moim skromnym zdaniem, to Ty celowo nam tu mydlisz oczy brakiem szczęśliwego zakończenia. Ręki uciąć sobie za to nie dam, bo mi jej zwyczajnie szkoda 😉 Poza tym, chciałabym dokończyć swój tekst, którym wjadę, niczym koń trojański do miasta 😀 Żartuję! Z tym wjeżdżaniem ;P
    Pan Pieter nie stanowi żadnego wyzwania dla Teo, coś małomówni ci Anglicy. Jakby chciał, zarzuciłby Polę na ramię i zabrał ją sprzed oczu Teo.
    E, Jadzia! Ty się od szmiry odstosunkuj! To ja piszę szmirę, nie odbieraj mi zaszczytnego tytułu!!!! Bo fochem zarzucę 😀

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ha, ha, ha?
      Jo!
      Jak widzisz, czytając komentarze nauczyłm się nowego słowa?
      Literówki już znalazłam. Chyba z tysiac. Wydrukowałam sobie tekst, wtedy zobaczyłam je od razu. Co drugie słowo! Masakra jakaś! Ale potem zauważyłam, że to drukarka ma mało tuszu i tak już drukuje od niechcenia?
      Takze…tego… POLECI KTOŚ DOBRĄ DRUKARKĘ, której nie musze co dwa tygodnie supplyjować?
      A wracając do Petera. To taki wiesz, młodzian. Pola zapewne nigdy nie mówiła o Teodorze, a tu nagle zjawia się jakiś dziad i się spoufalają. Też niedawno przypomniałam sobie to słowo????
      Czasem się łapię na tym, że myślę po angielsku???
      Co do małomówności Anglików. Ja pamiętam, że oni tacy bardzo “uprzejmi”. Jak się masz? Co słychać? Wszystko ok?
      Potrzebujesz pomocy? Etc.
      Niestety nie chciałam się nad tym tak roztrząsać. Narazie nie ma to dużego wpływu na główny wątek, więc nie ma sensu opisywać kurtuazyjności mowy Wyspowych????

      • Jo Winchester
        |

        Oj tak, znam angielską gościnność! How can I help you?Hi darling! Etc.
        Aż może człowiekowi zbrzydnąć ?
        Ten Pietrek jakoś mi nie pasuje na partnera Paulinki i tatusia dla Julka. Także Teo! BIERZ SIĘ DO ROBOTY I POWIEDZ FALLICZNEMU ŻE PAULINKA TĘSKNI?
        Co do drukarki, polecam moją! Drukuje tak, że nic nie będzie widać, ani pojedynczego słowa ? Pasuje?

      • J.Gibson
        |

        No to zazdroszczę ci drukarki ????
        Falliczny już niedługo będzie walił do ratusza drzwiami i oknami??
        Zartuję.
        Tym razem przewidziałam całkiem poważną scenę.
        Ostatni fragment Julka w zasadzie czeka na “trzecie czytanie” i dołączy do pozostałych 15 już wrzuconych. Tzn 14 i 15 czesc czeka już na kolejne środy w harmonogramie, tylko z tą 16stą się tak pierdzielę.
        Niby wszystko wcześniej było gotowe, ale zanim wrzucę to poczytam, pomyślę, coś dodam, coś wykreślę i tak zamiast pechowej 13 zrobiło się 16 i epilog. A na dodatek już się pisze Rany Julek! 1.1 czyli perspektywa Poli. No szok na Seszelach???
        A żeby wydoić Julka do cna, to mam jeszcze krótkie, zaledwie 20 stron, wyznania dziadunia Edwardunia????
        Tam to się dopiero dzieje!
        Dużo pornofolku, zboczonych tekstów i niesmacznych żartów. Ostrzegam, to tekst dla koneserów, osoby lubiące żarty o kupie, misiu i jeżyku raczej nie docenią????
        No to siem rozpisała.
        Jo, jak jużtak piszę, to co ty na to, by Konia Trojańskiego spuścić z lejców na Prima Aprilis?

      • Jo Winchester
        |

        Jadzia! Ty wygrałaś worek pomysłów czy jak??
        Masz rację, trzeba doić z tego cyca ile się tylko da?
        Czekam z niecierpliwością na wyznania Edka?
        To jak, piszesz się na moją drukarkę? Będziesz zachwycona, daję słowo ???
        Po co miałabym kłamać???
        Co do konia, jestem jak najbardziej za ?

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    literówki nie znalazłam, ale zaczyna wiać nudą, więc może zakończyć to już szczęśliwie lub nieszczęśliwie

    • A
      Anonim
      | Odpowiedz

      Z tego co kojarzę autorka kiedyś gdzieś wspominała, że opowiadanie miało mieć 13 części, ale teraz z zapowiedzi wynika, że są jeszcze 3 kolejne? Więc ciekawe co jeszcze będzie dalej.

      • J.Gibson
        |

        Ależ oczywiście, że można zakończyć to szybciej! Wystarczy tylko tam na górze, po lewej, kliknąć logo. A wtedy zadzieje się magia! Przeniesie cie na stronę główną. Tam w aktualnościach masz więcej opcji do wyboru:
        ➡Zapomniana
        ➡Wyklęty
        ➡Granica uczuć
        ➡Nie umiem stąpać tak cicho.
        Ja ci nie dogodzę. No nie ma zmiłuj!?
        Jak jest więcej akcji to fochy, że za szybko. Jak troche spokojniej, to “wieje nudą”.
        Ale nie przejmuj się osobo bez imienia. Ja wiem, że coś jednak zaiskrzyło w Julku skoro zostałaś tu aż do 13 części. Gdyby Julek był ci obojętny, nawet byś tu nie zajrzała. Tymczasem, zostawiłaś komentarz. Do zobaczenia za tydzień.

  4. K
    Karola
    | Odpowiedz

    “Tragedię odczułem dopiero kiedy pola przetłumaczyła mi tę listę.”
    Więcej nie widzę. Ja jak piszę to korzystam z autokorekty ale się małpa popsuła ostatnio. Gdybym teraz chodziła do szkoły to by mi przykleili łatkę “dyslektyk”. Wcześniej się mówiło np nieuk. W zasadzie nie wiem czy dobrze napisałam nieuk ale trudno. Czekam na Twoje kolejne opowiadanie i na pewno kupię ale w całości chyba że będzie już można przez SMS-y kupować.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No to pierwszą klientkę mam?
      ?????
      Dysfunkcjami się nie przejmuj. One tracą na sile, a w dorosłym życiu mało kto zauważa takie błędy.
      W dobie internetu to już w ogóle masakra.

      Też lubię płatność sms. Niestety nie mam konta złotówkowego, więc w przypadku przelewów proszę siostrę o pomoc?. Czekam tak jak ty na opcję smsem coby jej tyle kłopotu nie robić.

  5. Rebel G.
    | Odpowiedz

    “straciłem czteropak”, chyba sześciopak? ?
    Jadziu, przeczytałam na jednym tchu, uważam, że stylistycznie naprawdę jest postęp w Twoim pisaniu ? Sporo problemów z interpunkcją, ale kto ich nie ma? ? Poza tym powtórzenia zaimków “byłem ciekaw, czy mnie też, ale bardziej interesowało mnie, czy Pola zdołała sobie poradzić z bolesnymi wspomnieniami.”
    Jedna rzecz, niepotrzebnie zmieniasz czast. “… połączyła mnie z kumplem, w drzwiach stanęła Pola. (Czas przeszły) Jej obecność przywraca we mnie radość. Witamy się jak przyjaciele: przytulenie, całus w policzek. (Czas teraźniejszy) Nie osiągnęliśmy jeszcze poziomu zażyłości sprzed porwania. Martwiło mnie to, ale nie dziwiło. (czas przeszły) Rozumiem, że wciąż żywi urazę. (czas teraźniejszy)”
    Teo powinien prowadzić narrację w jednym czasie, no chyba, że decyduje się na teraźniejszy i przeszły dotyczy jedynie wspomnień. Tu tak nie jest.
    Literówka: “Podszedłem na tyle blisko, by wyjąc”
    “Kaleczyłem Angielski” – powinno być angielski 😉

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Ale podoba mi się, jak piszesz, wciągająco, emocjonująco, wzruszająco… Nie wiem nawet, jak to określić.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      ???Rebel! Mój Zygmunt przed ślubem miał sześciopak na brzuchu, po pieciu latach tylko czteropak, a teraz ma dwupak i to tylko jak się napnie?????? ale zagroziłam, ze jak już wyhoduje bojler to rozwód.????
      Dziekuje za komplememt odnosnie stylistycznosci??
      Tak. Przyznaje sie do kazdego błędu.
      Z tymi czasami to widzialam, ze namieszałam. Chcialam pokazac tę daną chwilę taką realną i taką “teraz” w kontrascie do reszty, ale sknociłam?. No nic. Nauczę się jeszcze.?
      Znajoma napisała mi po przeczytaniu Julka, że piszę realnie, zgodnie z potokiem myśli i uczuć.
      Cieszę się, ze i tobie odpowiada ten styl.?

  6. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    He, he, “z górki” – pobożne życzenia, ale nie kierujcie ich do naszej Kochanej Jadzi:) A poza tym, zawsze wolałam włazić na górkę, niż z niej złazić. W kościach czuję jedynie krzywizny kręgosłupa – happyend zerka nieśmiało za rogu.
    No i znowu muszę napisać: Biedny Teo. Rok szarpiącej duszę tęsknoty, a teraz nawet nie może Poli przytulić, pocałować z dubeltówki. Byli parą, kochankami, rodziną… a teraz? Przyjazne całuski, traktowanie się nawzajem jak figurek z kruchej porcelany, rozmówki o niczym, gdy chciałoby się krzyczeć, płakać, wyrzucić z siebie ten cały koszmar ubiegłego roku, ten paraliżujący strach o ukochane osoby. Bardzo źle się stało, że Teo nie mógł z Polą wyjechać – musiała sama uporać się z traumą, i to w obcym kraju, bez wsparcia kogoś bliskiego, z niemożnością zadzwonienia do Teo, babci Basi… Biedna Pola. I chyba ten przeżyty koszmar obojga oddalił ich od siebie – nie potrafią o tym rozmawiać, nie chcą budzić demonów. Rok to spory szmat czasu, wiele się wydarzyło, Pola i Teo są już nieco innymi osobami – nie da się tego włożyć w stare ramki. Jeśli mają być razem, to muszą “napisać się” od nowa.
    Podoba mi się taki właśnie rozwój akcji – nie, że padli sobie w ramiona… i na materac, i wszystko cudnie – w prawdziwym życiu tak łatwo nie ma. Szóstka z plusem za “małosolnych zdrajców” 🙂 I no sorry, ale co mnie obchodzą jakieś głupie literówki, gdy ważą się losy Poli, Teo i Julka? 🙂 Łezki leję, gdy sobie to wszystko wyobrażam, wczuwam się, a to w Polę, a to w Leo, i ostanie, o czym myślę, to korekta tekstu:) Jak się nieco otrząsnę, to poszperam za błędami:) Po pierwsze, Twój warsztat nigdy nie był kiepskawy, tylko nie w pełni zadowalający, a po drugie – tak, ja osobistycznie uważam, że piszesz coraz lepiej. A przede wszystkim, to stworzyłaś naprawdę dobrą, interesującą opowieść – jak ktoś trafi na Motyle po finale “Julka”, to z wypiekami na twarzy pożre to w jeden wieczór.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tonyczku! Pocałować z dubeltówki? ????????
      Nawet nie wiesz jak ja to sobie wyobrazilam???
      “Napisać się od nowa” Tony, uwierz mi, ze użyłam podobnego stwierdzenia. U mnie to było jako znaleźć nową drogę relacji, ale twoje jest bardziej poetyckie?
      Julek to niecałe 100 stron, masz racje, do połknięcia w jeden wieczór. A tu już 13 tygodni taka tortura co środa.
      Dziekuję za wsparcie Tony. To rownież twoje uwagi przyczyniły sie do polepszenia warsztatu.
      Czy zechciałabyś ocenić Julka na FB? Tzn Jadzię, żeby inni wiedzieli czego się spodziewać sięgając po Julka?

      • T
        Tony Porter
        |

        Utwierdzam się w przekonaniu, że jestem upośledzona informatycznie – niby opublikowałam komentarz, a jednak – nie. No szlag. Od nowa.
        Dubeltówkowe pocałunki mile widziane:) Znaczy się, że klawiatura zaliczyła powódź… łez? Wcale się nie dziwię – mojej też by się pampers przydał:) “Nowa droga relacji” to nader akuratne określenie – i mam nadzieję, że Teo i Pola znajdą wspólną ścieżkę.
        Prowokujesz i kokietujesz – wash and go – nie “tortura”, tylko czysta przyjemność. PRZYJEMNOŚĆ. Czasem zahaczająca o BDSM:)
        Bardzo proszę. W kwestii wsparcia i uwag możesz na mnie liczyć:) Zechciałam:), aczkolwiek jakoś za FB nie przepadam, ale za “Julkiem” zdecydowanie tak. Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że to kij obosieczny i jednych mój komentarz zachęci, a innych zniechęci. Poza tym, to czego się spodziewamy często ma się nijak do późniejszych odczuć – na plus i na minus.
        Pytanie z innej beczki mam. A nawet dwa. Czy Mieszko ma kogoś, a jeśli nie, to czy są jakieś szanse na zdobycie jego numeru telefonu? Jakoś tak mi facet pasuje. Mentalnie:)

      • J.Gibson
        |

        I jak tu cię nie kochać????????

      • T
        Tony Porter
        |

        A numer Mieszka gdzie? :):)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Musisz posiadać telefon satelitarny. Jak juz go masz to dzwonisz na infolinie NASA naciskając 0700 a potem długo #. Jak juz cię połączą, to mówisz: Ja do mieszka.
      Jak zapytają kto, to odpowiedz: Dobrawa.
      Normalnie działa bez problemu i łączą. Tylko pamiętaj by # przytrzymać minimum 5 sec. Jak przytrzymasz krócej to łączy z kosmitami. Oni też mogą cię połączyć z Mieszkiem, ale mają okropną taryfę. Dwie krowy za minutę. Po rozmowie podliczają krowy należne i trzeba podac im wspolrzedne gps miejsca gdzie zamierzasz dokonac platnosci. Ja ich zawsze oszukuję podajac współrzędne jakiejs farmy w USA, dlatego (dzięki mnie – choc sie nie chwale) w Europie nie slyszy sie o porwaniach krow przez statki kosmiczne????
      Wszystko jasne?
      Jakies watpliwosci?

      • T
        Tony Porter
        |

        NASA? Obstawiałam special services. Telefon satelitarny to nie problem – było nie było, od kilku lat wcale dobrze znam się z Johnem Porterem, a w MI6 mają wiele sprytnych urządzeń:) Na miejscu Mieszka obraziłabym się na Ciebie – pisanie jego imienia z małej litery to totalny brak szacunku:) Po cholerę kosmitom krowy? Normalnie, dla mleka, czy eksperymenty jakieś robią? Dwie krowy za minutę?! Przelicznik jak w Providencie – czysta lichwa. Prawdziwa patriotka z Ciebie – farmy w Stanach ani nie odczują różnicy, a u nas żal każdej mućki. Wątpliwości nie mam żadnych, wszystko jasne jak słońce – wielkie dzięki. Tym bardziej, że prośba o numer Mieszka była prowokacją – chciałam sprawdzić czujność Portera – mego mentalnego kochanka:) Okazało się, że czujny jest jak cholera i dożywotni szlaban na czytanie Motyli wisiał w powietrzu, ale jakoś, z trudem się wybroniłam:) Słowa: “Mój ty ogrodniku” mnie uratowały:)

  7. M
    Miska
    | Odpowiedz

    Faktycznie, w poróqnaniu z ostatnimo dwiema czy też trzema częściami, gdzie przyspieszyłaś czas, to ta część wypadła lekko flegmatycznie. Ale rozumiem, to zdezorientowanie soba Teo i Poli. Tak jak pisała Tony, muszą napisać się od nowa. Weszłaś dobrze w głowę Teodora. Odbierałam go jako zboczonego wszystkoruchacza, a w nim jest i odwaga, i troska, i oddanie. Tylko po tym zawale jakieś flaki z olejem.
    Ja chcę ale klapa!. Jeśli to to o czym pisałas na grupie, to muszę przeczytać!.
    Wyślesz cztery rozdzia£y od razu?
    Ja zasługuję! Wiernie cię czytam i lajkuję :]
    Tylko z pisaniem komentarzy nie za bardzo lubie się ujawniać.

    • K
      Katriona
      | Odpowiedz

      Oh shit! Miska, albo czytała szybko niż ja, albo ja too slow. Mosze ty oszukiwała? Zaczela wczesniej? Pszysnaj sie! Ja spasuje. Monia slij mi link do wszystko. Mnie to denervoje jak czekac trzeba.

      • M
        Miska
        |

        Katriona, jak widze, nie korzystasz już z translatora????
        Too slow, means “za wolno”. Ale zrozumiałe że ty tego nie znasz skoro na codzień nie używasz???,
        Za to “szybko” bez problemu, jak widzę?.
        Ja cierpliwie czekam na następny kawałek. Tylko proszę, byś Jadzia wrzucała mi linka. Przypominaj.

      • J.Gibson
        |

        Czy wy się ścigałyście, która pierwsza przeczyta? ???? Miska, przeciez wiesz jak Katriona czyta po Polsku. Mogłaś zacząc 10 min później i dać jej fory. Katriona, jeśli wolisz całość, to oczywiście ci przypomnę, jak już będą wszystkie części online. Tymczasem myślę, że dobrze ci zrobi co środowa polszczyzna.

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      No Miska, ja Cię bardzo proszę – jakie “flaki z olejem”? Gdy Teodor poznał Polę, to parł do przodu – chciał tej kobiety, chciał być tatą dla jej dziecka – i to było ok. Wtedy. Teraz takie zachowanie nie ma prawa bytu. Głębokość Wielkiego Kanionu Kolorado to pikuś w porównaniu z poczuciem winy Teo – przez niego jego ukochana kobieta ponownie przeszła przez piekło. Podoba mi się określenie “wszystkoruchacz” (oj, bardzo mi się podoba:)), ale Teo bym tak nie określiła. Lekkoduch, korzystający z uroków życia – jak najbardziej tak (przed poznaniem Julka:)), ale wedle mych odczuć raczej od zawsze miał dobrze poukładane w głowie. Teraz, to Pola powinna wyjść z inicjatywą. Teo już nie może jej “spacyfikować”. Do niej należy decyzja. Nie, żeby Teo o nią nie walczył – absolutnie nie! – ale to ona musi naprawdę chcieć z nim być.
      Miska, nie bądź tajemniczy wielbiciel i się ujawniaj:)

      • J.Gibson
        |

        Tony! Idziesz dobrym tropem. Teodor totalnienzmieni taktyke, a przekonasz się o tym już w środę.
        Mam nadzieję, że cie nie zawiodę.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Miska, zastanowię się czy cię nagrodzić. Nie obiecuję, ale doceniam.
      Tak, wyślę od razu 4 rozdziały, ale oczekuję feedbacku. Co ok jest, a co do bani.

  8. Anonim
    | Odpowiedz

    A można zamiast tej klapy wygrać już teraz pozostałe czści Julka?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tak ci się Julek spodobał? ??? NIE MA ZMIŁUJ! czekać cierpliwie! Środa jest tylko co 7 dni?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wierz mi, Klapsa też się spodoba. Ja się popłakałam ze śmiechu, czytając pierwszy kawałek :-)))

      • Anonim
        |

        To ja chcę Klapsę!

  9. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Opowiadanie opowiadaniem, ale jak miło poczytać nasze dyskusje 🙂 To wartość dodana 🙂
    Szacun dla Teo – jest taki zdyscyplinowany, taki uważający, nienachalny, szanujący dystans, na który Pola go trzyma. Ona, biedaczka, też jest mocno zagubiona. Z jednej strony szczęście, że widzi Teodora, a z drugiej panika, bo silniej wróciły wspomnienia. Myślę, że dobrze jej robi fakt, że nastąpiła zamiana ról – teraz to ona jest tą silniejszą stroną, to ona się opiekuje, to Teo potrzebuje jej bardziej, niż ona jego.
    Trafnie urealniłaś scenę spotkania Teo i Julka – że tak nie od razu go poznał. Przecież minął ponad rok, a Julcio był bobasem, nie w pełni świadomie ogarniającym rzeczywistość. Teo musiał mu się ciut przypomnieć. Chyba by się chłopina załamał, gdyby jego cherubinek go nie poznał – to “tata” to był miód na jego uszy.
    “To, że podrygiwał lekko, nie znaczy, że wytańczyłby całego oberka.” – Teo, choćby chciał, to dziadka się nie wyprze – spuścizna zbereźności ma się bardzo dobrze. 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Też tak uważam! Że bycie osobą decydującą dało Poli wiecej pewnosci. Czy to akurat dobrze dla Teo? Nie jestem pewna. Ale o tym w kontynuacji!

      • T
        Tony Porter
        |

        Wpierw dominował Teo, potem Pola, więc czas na kompromis – partnerstwo 🙂

Napisz nam też coś :-)