fbpx

Rany Julek! (XIV)

with 62 komentarze

Rany Julek! (XIV)

Zobaczcie co dziś wysmarowałam. Czytałam chyba tysiąc razy tę część.  Tysiąc i jeden zmieniałam jej treść.  Ciągle czułam, że coś mi się nie podoba. W końcu pokazałam palec fuckowy swojemu odbiciu (zrobiłam przy tym zeza, wywaliłam język jak krowa) i wcisnęłam enter. Nie wierzę, że jestem takim niedogodzonym człowiekiem! Ale spragnionym humoru mogę zdradzić, że wróci Jadzi sprośność tworzenia, albowiem prezent walentynkowy dostała pełen pozytywnych doznań. Wczytujcie się, smacznego.

 


Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

część czternasta

– Nie, Pola. – Szukam w kieszeni smartfona. –  Pojadę do mieszkania na Mayfair. Możesz pilnować mojej diety i ćwiczeń, jeśli na to nalegasz, ale widzę… Widzę, że straciliśmy naszą szansę. Pewne uczucia minęły...

– Teo, ja... – próbuje się wtrącić.

–I nie zamierzam do niczego cię zmuszać, kochanie.

Wyrwało mi się to kochanie jak pies ze smyczy. Czuję się źle, wiedząc, że Pola nie żywi do mnie tych samych uczuć, co kiedyś. Nie winię jej za to. O nie! To ja jestem winny. Przykrość zamieniam we frustrację, gdy mój własny telefon nie wykonuje poleceń.

–  Jak się w tym cholerstwie zamawia Ubera? – Mażę palcem po aplikacji.

– Teo, proszę. – Pola mówi z troską, wyjmuje urządzenie z moich rąk i wkłada w puste miejsce swoje delikatne palce.  – Na początku byłam zła. Wściekła byłam! – Patrzy mi prosto w oczy, a ja czuję jak bardzo musiała mnie nienawidzić. – Nie po to wyrwałam Julka z jednego dramatu, by znów cierpiał.

– Nie tłumacz się, Pola. Ja sobie nie wybaczyłem, to czemu ty miałabyś mi wybaczyć?

Kładzie dłoń na moim policzku, głaszcze z czułością, jakiej brakowało mi od dłuższego czasu.

– Bo wiem, że zasłoniłbyś nas własnym ciałem, gdybyś mógł. Gdybyś wtedy był w domu. – Zawiesza głos.  – Już nie myślę emocjami, nie winię ciebie. Potrzebuję tylko czasu, by oswoić się z twoją obecnością, Teo. To wszystko. Uczucia nie minęły, nawet tak nie mów. Przygasły, ale nie minęły. – Przysuwa się do mnie z całym krzesłem. Zbliża usta, ale jedyne co dostaję to cmok w policzek. Przez ten pieprzony zarost nawet nie poczułem go na skórze! – Zostań z nami, proszę. I nie waż się myśleć, że to rewanż. – Grozi palcem. – Chcę, byś z nami został. Zostań, Teo.

W odpowiedzi uśmiecham się ciepło i przytakuję. Jeśli coś w jej sercu wciąż się tli, to powinienem zawalczyć o żar, sprawić, by zmienił się w ogień. 

– Zostanę. Ale to ja zajmę kanapę.

– Jesteś pewny? To niezbyt wygodny mebel.

– Albo kanapa, albo jadę do siebie.

Pola narzeka chwilę na mój upór, ale wyraża zgodę. 

Dała mi nadzieję. Zdobędę ją jeszcze raz!

Ziewam i trzeszczę stawami podczas przeciągania się. Z bólem pleców człapię do kuchni, nastawiam ekspres. Słyszę klucz w zamku. Młoda mulatka zakrada się na palcach na piętro. W nikłym świetle poranka, które przebijało przez okno w kuchni, nawet mnie nie zauważyła. Uszami wyłapuję szeptaną rozmowę z piętra, po angielsku. Cóż, trzeba będzie się douczyć. 

Pierwsza noc pod wspólnym dachem była tragiczna. Dla mnie, oczywiście. Spałem może ze trzy godziny. Pola nie kłamała. Ta kanapa to zło! Bezsenne godziny wykorzystałem na przeszukiwanie katalogów meblowych online. Teraz pozostało tylko wrzucić model do wirtualnego koszyka. Kiedy Pola schodzi na parter, jestem w trakcie finalizowania transakcji kupna.

– Dzień dobry – mówi cicho, napełniając kubek kawą. – Wytrwałeś do rana.

Mruczę twierdząco i odkładam telefon.

– A dla mnie? – skarżę się nieco, bo mogła nalać również dla mnie. Moje kochanie w odpowiedzi stuka palcem w listę od kardiologa, którą przypięła do lodówki magnesem ze zdjęciem Julka. Na tej lodówce jest cały alfabet, ale ona wybrała cherubinka jako strażnika mojego cholesterolu! Specjalnie! Żebym wiedział dla kogo mam się starać. Skoro mam się starać, to będę się starał dla nas trojga. Wyjmuję z portfela zdjęcie zrobione w pierwsze urodziny Julka i przyczepiam je tuż przy liście śmiercionośnych potraw. 

–To najgorsze nasze zdjęcie. – Śmieje się, a ja razem z nią. 

Rozumiem jej tok myślenia. To nie jest typowe foto z magazynu o szczęśliwej rodzince.  Na zdjęciu Pola ma policzki nadęte, żeby pokazać synkowi jak zdmuchnąć świeczkę, a solenizant z błyskiem jedynek w uśmiechu grzebie jedną ręką w torcie, drugą w moim nosie, przez co ja mam minę, jakbym miał zaraz kichnąć. Rodzinna utopia, można by rzec. Dla mnie to zdjęcie jest idealne. 

–Najlepsze – poprawiam Polę. – Bo prawdziwe. A może powinienem je wymienić na to? – Pokazuję inne, które również noszę w portfelu. 

– Nawet się nie waż! – grozi moje kochanie, gdy w końcu przestaje krztusić się kawą. 

– Mam ich więcej – chwalę się, po czym rozwijam harmonijkę półprzezroczystych kieszonek.

– Obejrzymy je razem? Wieczorem, dobrze? Póki co, obiecaj, że nie będziesz ich przyczepiał do lodówki. Rozumiesz, niania.

– Taaaaak, niania. – Śmieję się z jej zachowawczości.

– Teo, idę do pracy. – Pola próbuje zachować powagę. Na siłę ściąga usta rozciągnięte śmiechem. – Nie nadwyrężaj się zabawą z Julkiem, proszę. Lucy będzie pilnować was obu.

– Mam zostać z nianią? – To chyba jakiś żart! 

– Julek zostaje z nianią. Ty dotrzymujesz im towarzystwa, a kiedy nie czujesz się na siłach, idziesz do sypialni na piętrze i odpoczywasz. Jasne?  – Używa rodzicielskiego tonu, który stosuje zawsze, gdy tłumaczy małemu coś bardzo ważnego.

– Jasne.

– W razie czego, dzwoń. Będę około trzeciej, Teo, także szykuj się na trening. Miłego dnia. 

Znowu cmoknięcie w policzek i znowu go nie czuję przez ten cholerny zarost! Pola się spieszy, a głowę dam, że stąd ma blisko do kliniki i sporo czasu w zapasie. Gdy zatrzaskuje za sobą drzwi czuję zazdrość. Tak, zazdrość! Pewnie te nadwymiarowe minuty spędzi z… Jak mu tam? Pieter? Portier? Z tym chujkiem rehabilitacyjnym!

Muszę mieć srogą minę, bo Lucy wita się ze mną niezwykle chłodno. Odpowiadam wydukanym nieśmiało „good morning”, po czym wymieniamy się uśmiechami. Sztuczniejszy wyraz twarzy ma chyba tylko woskowy Mel Gibson w Madame Tussaud. Na tym kończy się nasza konwersacja. Bariera językowa istnieje, jestem na to chodzącym dowodem. 

Mam cały dzień na rozmyślanie o Poli. W przerwach od zabawiania Julka, oczywiście. Nie, żebym narzekał! Kiedy mały wyszedł z nianią na plac zabaw, idę do sypialni Poli, odpocząć. Kładę się, ale nie mogę znaleźć wygodnej pozycji.

– O dziaduniu! – warczę pod nosem i znów zmieniam bok. Dokucza mi przydługa broda. Z irytacji nie potrafię nacieszyć się ciszą. Czas na golenie! Pola na pewno ma choćby jednorazowe golarki. Bez pardonu wchodzę do jej łazienki, lecz ani na otwartych półkach, ani przy wannie, nie znajduję nic, co by przypominało przyrząd do golenia. Mam opory przed zaglądaniem do szafki kryjącej się za lustrem. Nie powinienem, ale z drugiej strony... No nie! Już mnie broda swędzi! Mam usprawiedliwienie. Otwieram lustrzany front i bingo. Sięgam po różową rączkę golarki, ale mój wzrok pada na inny przedmiot. Fiolka z tabletkami, które na pewno witaminami nie są, krzyczy wielkim napisem “Keep out of reach of children”. Nagle broda przestała mnie swędzić! Googlam nazwę leku i z niepokojem czytam nieudolne, automatyczne tłumaczenia artykułów na język polski. Z wrażenia przysiadam na wannie. Analizuję różne scenariusze rozmowy z Polą o moim odkryciu, ale tak naprawdę nie wiem, czy ona zachowa się jak Pola, którą znałem, czy może zareaguje jak Pola, którą teraz jest. Tę drugą dopiero poznaję. 

Biorę pod uwagę kłamanie, że nic nie wiem. Nieeeee. Czy na tym mamy na nowo budować nasze relacje? Nie będę udawał, że nie widzę i nie mam o niczym pojęcia! Z drugiej strony… Nie chcę wywracać jej życia skoro taki porządek dla siebie obrała. Powoli. Strategia jest tu najważniejsza. Dobrze! Będę udawał, że nic nie wiem i nic nie widziałem, ale nie będę obojętny. – Taką decyzje podejmuję podczas golenia. O dziaduniu! Jak mi tego było trzeba! 

I komplementów też mi było trzeba. Tak myślę, że to co powiedziała Lucy na mój widok po powrocie z parku, było komplementem. Przejmuję Julka, widząc, że niania zabiera się do przygotowywania obiadu.

Pola wraca z pracy i również komplementuje brak zarostu. Dostaję całusa w policzek. Nadal to tylko całus na przywitanie, ale czuję wyraźnie jej usta na skórze. Łaknę jej inaczej niż kiedyś. Jestem cierpliwszy, doceniam mniejsze gesty, więcej widzę i baczniej obserwuję. 

Nie daję po sobie poznać, że poznałem sekret Poli. Ani w trakcie treningu, ani podczas kolacji. Spędzamy całkiem miły wieczór we trójkę – Lucy, dyskretnie chowa się w swoim pokoju zaraz po kolacji, za co jestem jej wdzięczny. 

Zgłaszam się na ochotnika do czytania bajki Julkowi, licząc, że tak jak wczoraj, dane mi będzie spędzić chwilę z Polą, gdy mały zaśnie. Nie pomyliłem się. Cherubinek zasnął szybko. Ze mną zawsze zasypiał szybko. Tak jakby moje ramię było idealnym miejscem do położenia główki. Wyjście z łóżka zajmuje mi więcej czasu niż samo usypianie. Nie chcę obudzić Julka, bo już mnie kręci w żołądku chęć spędzenia sam na sam z jego mamą. Gdy zamykam za sobą drzwi dziecięcego pokoju dochodzą mnie odgłosy rozmowy z pokoju niani. Podsłuchuję. No kurwa, robię się własnym dziadkiem! Po chwili dociera do mnie, że przecież i tak nic nie zrozumiem, ale… Jednak rozumiem! Lucy rozmawia przez telefon po francusku, a ten język znam. Wiedzę tę zawdzięczam studentce z Paryża, która przyjechała do mojej szkoły na praktykę nauczycielską i nie ma co ukrywać, za sprawą korepetycji u niej byłem najlepszy na roku – w oralu. 

O dziaduniu! Że co ona mu zrobi? Muszę powiedzieć Poli, że niania Julka dorabia wieczorami na sekstelefonie! No niby muszę… Jeszcze kilka sekund, powinienem się upewnić, bo zabawy w pomówienia nie lubię. Stoję z ręką na klamce do łazienki, bo alibi to moje drugie imię i w razie nakrycia to ja nie podsłuchuję tylko drzwi się zacięły, a ja próbuję dostać się do łazienki za potrzebą. No i słucham. Gorąco mi się robi na sam dźwięk chrapliwego “r” w tonacji kuszącej kobiety. Lucy nie przebiera w metaforze i bez owijania mówi, co chciałaby poczuć w…

Starczy! – Falliczny nadął się z urażenia dumy. – Pola na ciebie czeka! Na nas! Na nas!

 Schodzę na parter. Robię oburzoną minę, ale na widok mojej ukochanej mięknę, uśmiecham się, a ona mi ten uśmiech oddaje. Czeka na mnie z kubkiem herbaty i...

– Nie! Pola, nie rób mi tego! – Komentuję obecność ciśnieniomierza. – Wystarczy, że wydzielasz mi leki, pilnujesz diety i terroryzujesz ćwiczeniami. – Tak naprawdę, to wiem, że po tym francuskim jakiego doświadczyłem uszami chwilę temu, ciśnienie mam pod sufitem.

– Chcę tylko sprawdzić, czy działa. Jak ci minął dzień? – Zapina rzep opaski na lewym ramieniu. – Lucy skarżyła się, że szalałeś z Julkiem pod moją nieobecność.

Zaraz ja się na nią poskarżę!

– Tylko trochę. Bawiliśmy się w safari, Julcio chciał pojeździć na słoniu, to…

Urządzenie nadęło się i pikało, aż zakończyło pomiar.

– To trzeba mu było odmówić. – Pola z przerażeniem patrzy na wyświetlacz. – Nie zdenerwowałeś się czymś?

– Zdenerwowałem? Nieee, znaczy… Tak! – Moja twarz nie kryje oburzenia. –Zdenerwowałem się! Nie chciałbym podważać twojej intuicji, co do wyboru niani, ale.. Czy ty wiesz, że Lucy dorabia wieczorami na sekstelefonie? – szepczę z prędkością światła.

– Słucham? – Pola jest zaskoczona. Biedna, tyle zaufania pokłada w dziewczynie.

– Właśnie teraz obsługuje klienta. – Nie wiem dlaczego cały czas szepczę. – Po francusku!

– Po francusku? Aaaa, po francusku. – Moje kochanie opada na oparcie krzesła i wpada w histeryczny śmiech. Musi dłońmi zasłaniać buzię, by nie było jej słychać na drugim końcu miasta. 

–Ciiiiszej! – Przytulam ją do siebie, tak by moja bluza stłumiła jej rechot. – Nie rozumiem co cię tak bawi? Nie chcę, by osoba pracująca w pornobranży zajmowała się Julkiem. 

Pola oddycha głęboko, jakby miała zaraz urodzić. Uspokaja się.

– Teo – zaczyna poważnie – chłopak Lucy jest Francuzem. Najwyraźniej z nim właśnie rozmawia. Dużo z tej rozmowy zrozumiałeś? – pyta, znów zerkając w ciśnieniomierz. – Dużo. – No i znowu rechot. 

– Pola! – upominam ją o powagę, ale ten śmiech jest zaraźliwy.

– Teo! 

– Pola!

– No już dobrze. Wypij herbatę, porozmawiamy o twoim dziadku i znowu zmierzę ci ciśnienie. 

– Rozumiem, że innej opcji na obniżenie ciśnienia nie mam. – Unoszę brew niezadowolenia, a moje kochanie poważnieje w sekundę. Spieprzyłem atmosferę. Na sugerowanie czegokolwiek jest jest jeszcze za wcześnie. Znowu czuję chłód i dystans. Popijam herbatę. Obrzydliwa. Zioła, albo inna suszona zielenina. Tfu! – Mmmm, pyszna – mówię z mało wiarygodną miną. Przełamuję lody zdjęciami z portfela. Oglądamy je, a uśmiech wraca na usta Poli. Przypomnę jej, jacy byliśmy szczęśliwi. Pokażę, jacy szczęśliwi możemy jeszcze być. Wszystko powoli i w swoim czasie. 

Ciśnieniomierz znów pompuje rękaw.

– Będę żył? – pytam z nadzieją w głosie.

– Długo i szczęśliwie. – Pola uśmiecha się do mnie czule.

 I jak tu zapytać o jej leki? Burzyć świat, który budowała, zanim wkroczyłem z zawałem? Nie będę. Nie w tej chwili.

– A jak minął dzień tobie? – pytam.

– Dłużył się strasznie. 

Znam ten stan z autopsji. Spieszyłem z kancelarii do domu tylko dlatego, że oni na mnie czekali. Szukałem pretekstu, by wyjść wcześniej z biura, czasami odwoływałem spotkania. Dla nich.

– Teo, może wolałbyś jednak spać w sypialni? Mam wyrzuty sumienia, że się zgodziłam na  kanapę.

– Czyli żadne z nas nie będzie spało dziś na kanapie?

– Ja będę.

– To nie wolę spać w sypialni.

– Teo! 

– Pola! Zresztą, to ostatnia noc tego piekielnego mebla w tym domu! – Śmieję się i szukam maila z potwierdzeniem zamówienia nowej kanapy. – Tę przywiozą już jutro. – Pokazuję zdjęcie.

– Cieszę się, że mnie uprzedziłeś. – Czy to ironia w jej głosie? Nie wygląda na zadowoloną.

– Przepraszam, powinienem zapytać. – Krępująca cisza znów rozpycha się łokciami między nami. Kiedyś rozmawialiśmy swobodniej. – Pola, czy myślisz o powrocie do Polski? – Pytam, bo wiem, że ja będę musiał wrócić. Zostawiłem chłopakom na głowie kancelarię i moich klientów. Zarabiać też powinienem!

– Nie wiem, Teo. Tęsknię, ale... – Widzę, że przygryza wargę, mocno. Usta zaczerwieniły się krwią, a Pola oblizała je nerwowo. – Późno już, lepiej się położę. 

– Dobranoc –  szepczę, ale nie ruszam się z miejsca. Obserwuję jak moje kochanie odstawia kubek do zlewu, po czym obchodzi stół dookoła. Czuję jej obecność tuż za plecami. 

– Dobranoc. – Przytula się, obejmując mnie za szyję.

Odprowadzam ją wzrokiem, a jak tylko znika na schodach googluję polskojęzycznych psychologów w okolicy. Znalazłem! David Kaminsky brzmi wystarczająco polsko. No i jego wizytówka online jest również w wersji polskojęzycznej. Umawiam wizytę za pomocą formularza na stronie, po czym klikam krótki mail do Emila z aktualizacją o moim L4 i prośbą, by przesłał mi nagranie zeznań Poli. Tej nocy nie mam problemów z zaśnięciem. Czuję, że znów zaczynam panować nad sytuacją. Opracowałem plan działania i dzięki temu mogę się odprężyć nawet na tej kanapie. 

Budzę się bardziej obolały niż wyspany. W dodatku Pola jest tuż obok. Nie tak jakbym chciał, ale to miłe zobaczyć ją tuż po otwarciu oczu. Ziewa i zapina rękaw ciśnieniomierza jednocześnie. Po jej minie widzę, że wynik pomiarów jest zadowalający. Ku mojemu zaskoczeniu pozwala mi nawet na kawę. Oooo! Jaki ja jestem szczęśliwy! Idę pod prysznic, a gdy wracam czeka na mnie śniadanie. O dziaduniu! Jak ta kobieta mnie rozpieszcza. Jemy razem. Pola prosi, bym odebrał Julka z grupy przedszkolnej, do której chodzi w piątki, gdy Lucy ma zajęcia w szkole. Zazwyczaj robi to sama, ale jakaś tam Roni jest w ciąży, więc Pola przejęła część jej pacjentów i nie uda jej się wyjść z pracy wcześniej. Oczywiście, że się zgadzam! Informację o tym, że przez cały dzień nie będę też widział Lucy traktuję jak to słodkie ciasteczko do kawy, którego mi nie wolno. No właśnie! A gdzie moja kawa? 

– Wiem, wiem. Już się parzy. – Czy Pola czyta mi w myślach? Obserwuję jak napełnia dla mnie kubek, po czym serwuje go razem z przyjacielskim buziakiem w policzek. Nerwowo zerka na zegarek. – Dokładny adres i godzinę odebrania Julka wyślę ci smsem, dobrze? – I tyle ją widziałem! 

Ale mam kawę! Pierwszą od ponad dwóch tygodni i… Tfu! Zaplułem się cały czarną podróbą. Już wiem dlaczego Pola tak wcześnie uciekła do pracy: oszukała mnie! Język przez następny tydzień będzie mi się wykręcał od tej perfidnej bezkofeinówki. Ten, co to wymyślił kawkę bez kopa, powinien jako heretyk na stosie spłonąć! Z niesmakiem w ustach przeglądam wiadomości z Polski. Gdzieś pomiędzy kolejną aferą polityczną, a nowymi zmianami w Dzienniku Ustaw zostaję zaatakowany dwoma mailami. To Emil przesłał plik audio z zeznaniami Poli. Drugi mail jest potwierdzeniem wizyty lekarskiej. Całe szczęście godzinowo wpasuję się w czas pobytu Julka na zajęciach dla dzieci.

Słyszę, że Lucy za chwilę zejdzie z cherubinkiem na śniadanie. Nie! Jednak po tym co usłyszałem wczoraj pod jej drzwiami nie mogę spojrzeć jej w oczy. Wkładam buty i wychodzę. Do spotkania z lekarzem mam ponad godzinę, więc uznaję za słuszne iść do oklepanego Starbucksa na... powiedzmy nienajlepszą, ale porządniejszą kofeinówkę. Najem mojego mieszkania na Mayfair kończy się za kilka dni. Może z Julkiem pojadę tam po swoje rzeczy i od razu zostawię klucze? 

Wizyta u psychologa nie zaczyna się tak, jak się tego spodziewałem. Wyjaśniam, że to nie mnie ma leczyć, na co on reaguje śmiechem. Nie takim bezczelnym jak Pola wczoraj, gdy wyśmiała moje podsłuchiwanie francuskiego sekstelefonu. Zrobił to niezwykle dyskretnie, ale i tak zauważyłem.

– Proszę mi tylko powiedzieć, jak postępować z kobietą, która przeżyła to – Włączam zeznanie Poli, a dyplomowany zamienia się w kamień. Zostawiam telefon na stoliku, bo wiem, że nie zniosę tych słów. Wracam po kwadransie z dwoma kubkami kawy z tureckiej knajpy po drugiej stronie ulicy. Nagranie skończyło się chwilę przed moim wejściem, widzę to po minie doktorka.

– Czy ta kobieta jest pod opieką psychologa, psychiatry? – pyta, gdy wręczam mu styropianowy kubek. – Dziękuję.

– Raczej tak. – Pokazuję zdjęcie leków Poli. – Wydaje mi się, że tego nie rozdają na ulicy.

Lekarz wypytuje o moje spostrzeżenia, o to, jak Pola dochodziła do siebie po małżeństwie i jak zachowuje się teraz. Potwierdza moje obawy. Najprawdopodobniej PTSD – nie chce powiedzieć, że na sto procent, bo taką pewność miałby dopiero po bezpośrednim spotkaniu z Polą.

Dowiaduję się, że proces Poli był swego rodzaju terapią, dlatego łatwiej było jej odzyskać równowagę po śmierci Kamila. Nie uczestniczyła w procesie po porwaniu, bo chciałem zaoszczędzić jej przykrości. Tym samym zaszkodziłem. Nie widziała zakutych w kajdanki oprawców, przez co boi się, że może ich spotkać w każdej chwili. Nie słyszała wyroku sądu o dożywociu, co z kolei potęguje poczucie niesprawiedliwości. 

Przechodzę przyspieszony kurs postępowania. Lekarz radzi mi co robić, by moje kochanie czuło we mnie wsparcie. Ja czuję, że mam wsparcie w nim, dlatego umawiam się na kolejną wizytę za tydzień. 

Tego wieczoru nie ma krępującej ciszy. Dzięki, doktorku!

Mijają tygodnie, a ja pod okiem Poli wracam do formy. Przysięgam! Jestem w lepszym stanie niż ten, który prezentowałem przed zawałem. Moje kochanie karmi nas zdrowo, gnębi mnie ćwiczeniami i torturuje ograniczeniami. Nie mam tu na myśli oszukańczej kawy, bo na to już znalazłem sposób. Kupuję zwykłą arabikę na kilogramy, tylko proszę o najdrobniejsze zmielenie, a potem przesypuję ją do opakowania bezkofeinówki. Ta dam! Wszyscy jesteśmy szczęśliwi. Nawet moje ciśnienie. Tortury dotyczą za to jej bliskości i tego, że nie mogę w pełni z niej skorzystać. Na szczęście, dzień po dniu topnieje dzielący nas lodowiec za sprawą małych kroków, które podpowiada mi David Kaminsky, psycholog. 

Opuściła nas niania, co odrobinę popsuło mi szyki. Nie dlatego, że podobały mi się jej francuskie rozmowy! Po prostu opieka nad Julkiem spadła na mnie. Pola chciała zapisać naszego cherubinka do całodziennego przedszkola, ale zbojkotowałem jej plany. No i mam. Julek wszystko widzi! Nawet kiedy myślę, że nie widzi. Donosi mamie o wszystkim: o wypadzie do cukierni, o frytkach z rakotwórczego oleju u hinduskiej podróby KFC, o tym, że pozwalam mu w parku rzucać patykami w wiewiórki, a jak nie daj Boże się mały zadrapie… To żyje w nim jakaś ogromna potrzeba opłakiwania tego zadrapania tak długo, aż przytuli go Pola. I to nie jest tak, że ja go mogę wtedy uspokoić. Według niego jestem winny! Wyciął orła na chodniku? Moja wina. Zarył kolanami po żwirze? Moja wina. Wpadł buzią w żywopłot? Moja wina. A skoro moja wina to przecież nie da mi się uspokoić. Ja go nawet nie mogę dotknąć! Taki jest obrażony, że dopuściłem do zamachu na niego. Pola nigdy mnie nie obwinia za te otarcia. Podejrzewa, że mały przeżywa rozstanie z Lucy i tak wyraża tęsknotę, nadinterpretacją emocjonalną. Po niani pozostało w Julkowym słowniku francuskie ‘merde’. 

Spotkania z psychologiem Kaminsky ustalam zawsze w czasie wolnym od cherubinka, czyli w piątki, kiedy to mały jest w placówce przedszkolnej. Niestety z powodu epidemii bostonki zajęcia są odwołane. Nie mam wyjścia. Muszę wziąć Julka na cotygodniowe spotkanie z psychologiem. Przygotowuję się jak na całodobowy wyjazd. Mam plecak zabawek, po drodze kupuję mu jeszcze dwa nowe auta, na wszelki wypadek, z czego jedno daję od razu jak tylko wchodzimy do gabinetu. Sadzam małego w kąciku, a on zajmuje się zapoznaniem nowej zabawki ze starymi. Mogę swobodnie pogadać z doktorkiem, choć zauważyłem, że rozmawiamy ciszej niż zwykle. W tle leci muzyka klasyczna, która dodatkowo kamufluje nasze głosy przed małymi uszkami. W skrócie: zrobiliśmy wszystko, żeby spotkanie odbyło się w towarzystwie Julka, ale bez jego udziału. 

W drodze powrotnej zabieram cherubinka na lody i do parku. Zapewniam mu jak najwięcej atrakcji, żeby zapomniał o wizycie u psychologa. Jak tylko Pola wraca z pracy, wiem, że nie zrobiłem wystarczająco dużo. Mały wypaplał jej wszystko jeszcze zanim zzuła buty z nóg. Mogę mieć tylko nadzieję, że ograniczony zasób słownictwa odrobinę zniekształcił przekaz, co pozostawi mi większe pole manewru do tłumaczenia.

Pola słucha cherubinka cierpliwie, zadaje nawet kilka pytań z wielkim zainteresowaniem, jak to zwykle robi, gdy maluch wysila się twórczo. Słyszę jak chwilę rozmawiają, a potem pada magiczne “Julcio, czy znalazłeś już swój wóz strażacki?” i ja wiem, że mam przerąbane. Znam tę taktykę! Wysyła małego, żeby szukał jakiejś zabawki, on szuka, ale w międzyczasie znajdzie dziesięć innych zabawek, więc rozkręca się na całego z zabawą, a Pola ma czas na zrobienie czegoś, co w tym wypadku znaczy tyle, że czeka mnie rozmowa.  

Siedzę w fotelu i udaję, że przeglądam maile na laptopie. Ku mojemu zaskoczeniu Pola podchodzi do mnie z całkiem pozytywnym nastawieniem. Dostaję buziaka. Znowu w policzek! To już mnie zaczyna irytować. Przez chwilę czuję jej ciężar na ramieniu. Przysiada na podłokietniku, a ja unoszę wzrok z zaciekawieniem. Nie jest zła. Przynajmniej nie wygląda na zdenerwowaną. Ale milczy! To znaczy, że ja powinienem mówić. Jak ja tego nie znoszę!  

– Przepraszam, że zabrałem Julka, nie pytając cię o zgodę. – Chyba dobrze zacząłem.

– Cieszę się, że wyszliście razem, Teo. Miło spędziliście czas? Co u Mieszka?

Najwyraźniej z paplania młodego wywnioskowała, że spotkałem się z kumplem. Ok, ta wersja wydarzeń mi się podoba. Nie będę musiał kłamać, po prostu nie wyprowadzę jej z błędu. Opowiadam więc o wizycie w parku i o tym, jak usmarowani lodami wracaliśmy bawiąc oczy przechodniów. Udało się.

*

Dni bez niani okazały się dla mnie bardziej męczące niż przypuszczałem. Nie wiem, co bardziej dokuczało: konieczność ciągłej gotowości do przeróżnych sytuacji podczas pilnowania Julka, czy brak rytmu dnia pracującego. Teraz rozumiem, dlaczego Pola chciała znaleźć pracę. Kiedy powiedziała mi o tym, w pierwsze urodziny Julka, samolubnie odwiodłem ją od tego pomysłu. Wtedy myślałem tylko o tym, by uwagę skupiałą na mnie i Julku. Szczególnie na mnie.  Z perspektywy czasu wiem, że bojkotowałem jej powrót do pracy, bo bałem się jej samodzielności. Zależność Poli ode mnie całkiem mi odpowiadała. W układzie odwrotnym, gdy to ja jestem zależny od niej, nie wygląda to tak ciekawie. Mimo to godzę się na wiele. Potrzebujemy czasu dla siebie, a dzięki strategiom podpowiadanym przez psychologa mieliśmy go dla siebie coraz wiecej. Omijam tematy, które uruchamiały w Poli ucieczkę. Odchodziła wtedy pod byle pretekstem i chowała się w sypialni. Na początku pozwalałem na to, lecz z każdą następną taką sytuacją skracam czas jej odosobnienia. Po prostu pukam i zanim zdąży odpowiedzieć na “czy mogę wejść”, wchodzę. Najczęściej z Julkiem. Ja, ona i łóżko to nadal trójkąt bermudzki – krążą o tym legendy.

Jest lepiej, poza tym, że każde z nas ma swoją tajemnicę. Ja – cotygodniowe spotkania na kozetce, ona – fiolkę tabletek. Jak dotąd, nie znalazłem sposobu, który skłoniłby Polę do rozmowy o porwaniu, procesie czy lotu do Polski. To ostatnie nie przechodzi nawet w kontekście weekendowego odwiedzenia babci. 

O powrocie do ojczyzny myślę coraz częściej. Wielu moich klientów nie chce zastępstwa w postaci innego wspólnika, odchodzą więc lub czekają na mój powrót. Niestety, po medialnej histerii, która towarzyszyła nam na każdym kroku poszukiwań Poli i Julka, a potem przy głośnym procesie oprawców, w kancelarii mamy zatrzęsienie klientów. Większość oczywiście żąda mojej osoby. Emil tłumaczy, że zawał, że wracam do zdrowia, ale jak długo można odwlekać mój powrót? Ze Strzałą kumpluję się od studiów. Dbamy o wspólne interesy jak o siebie nawzajem. Rozumiem sytuację w biurze, wiem też, że nadwyrężam cierpliwość nie tylko Emila, ale wszystkich wspólników.

Z drugiej strony... Pola i Julek. Czas, który powinienem poświęcić im, żeby znów wszystko zaczęło grać, a nie rzępolić jak teraz. 

Kompromis! Telefonicznie ustalam z Emilem, że przylecę na dwa, może trzy dni w przyszłym tygodniu, a on umówi mi na ten czas klientów od rana do późnej nocy. Wrócę do Londynu od razu po ostatnim spotkaniu. Nie chciałbym stawiać Poli przed faktem dokonanym, ale tę decyzję musiałem podjąć w trakcie rozmowy ze Strzałą. Nie czuję się z tym dobrze.

Moje kochanie zorientowało się, że coś mnie gnębi przy pierwszym spojrzeniu mi w oczy.

–  Julcio nie był dziś grzeczny? – pyta i wtula się we mnie ciepłym pocieszeniem.

– Nie, kochanie, Julcio był grzeczny. – Zawieszam się. Po chwili czuję, jak Pola głębokim wdechem przygotowuje się do rozmowy. Odsuwa się i patrzy pytającym wzrokiem. – Rozmawiałem z Emilem. – Zaczynam neutralnie, żeby nie wystraszyć jej od razu. – Pozdrawia cię. Jego dziewczyny nie mogą się doczekać, kiedy znów wezmą Julka w obroty. – Śmieję się nerwowo. 

– Trzeba było ich zaprosić. – Czochra moją grzywkę, po czym idzie do kuchni nałożyć obiad. – Może sama zadzwonię do Nataszy?

– Pola. – Staję tuż za nią i obejmuję jej szczupłą talię. – Muszę pojawić się w kancelarii.

Milczy, a ja nie za bardzo wiem, jak zinterpretować to milczenie. Kładę głowę na jej ramieniu i mocno przytulam. 

– Możemy dokończyć tę rozmowę wieczorem? – pyta, a jak tylko potwierdzam mruknięciem, wyswobadza się z moich objęć, żeby nałożyć porcję na kolorowy talerzyk Julka. Widzę, że znów zagryza usta. Przy obiedzie jest nieobecna. Bawi się z cherubinkiem, a ja czuję, że jej uśmiech jest wymuszony. Resztę popołudnia wygląda na zamyśloną i smutną. Mały wyczuwa nastrój mamy, marudzi, wybrzydza. W końcu na granicy cierpliwości sięgam po broń ostateczną czyli bajkę. Włączam Shreka, kupując tym samym kilka minut spokoju. Pola nie chce do nas dołączyć, od razu wymawia się sprzątaniem po kolacji przez co zostaję na kanapie tylko z juniorem.

– Tata, trochetke zgośnij! – Julek kipi żądaniami, po czym ogląda bajkę cała buzią, czyli wciąż dyskutuje. – Tata, ten pan je green! A ciemu pan je green? 

– Jest zielony, bo jadł brokuły.

– Tata, a ja mam takie cookie, a ty mas? A kcesz? A kupisz mi smoka? Nie zagaśnij! Pójrz, tata! – Nawet na mnie nie patrzy, nie daje mi czasu na odpowiedź, a ja nie wiem czy tej odpowiedzi w ogóle oczekuje. Po kwadransie Julek bajki już nie ogląda tylko słucha, ale wiem, że nie śpi, bo buzią nadal pracuje, tylko jakby w zwolnionym tempie. – Tataa, pójsz na osieeeeeła. Ja byłem w zoo i... i.. I tataaa? A ten osieł w zoo…

Czuję, że kontynuacji tego wywodu o ośle się nie doczekam, bo Julkowa rączka zwisa luźno z kanapy. Śpi. Przyczyniłem się do tego ciągłym głaskaniem jego loczków. To zawsze działa na niego kojąco. Zanoszę cherubinka do łóżka– wyścigówki i kieruję kroki do sypialni Poli. Słyszę szum prysznica z przylegającej do pokoju łazienki. Może powinienem poczekać na dole, w salonie? Zdecydowanie tak. Chcę, żeby to ona przyszła do mnie, żeby nie czuła, że naciskam na rozmowę o mojej pracy. Włączam film, lecz go nie oglądam. Myślę jak przedstawić sytuację mojego krótkiego wyjazdu, ale nie jestem w stanie odgadnąć, który scenariusz Pola zniesie lepiej. 

– Co oglądamy? – pyta, znad mojego ramienia.

– Komedię, „Bękarty wojny”. – Klepię kanapę w geście zapraszającym do towarzyszenia mi.

– Nie brzmi jak komedia. – Siada tuż obok, a ja tonę w kwiatowym zapachu jej szamponu.

– Może mam humor wypaczony. – Zatapiam nos w jej puszyste włosy, a ona wtula się we mnie wygodnie. Ogląda. Zapomniała, że mieliśmy porozmawiać, czy specjalnie odwleka moment? Pauzuję film. Pola nie drgnęła, a mimo to czuję jak spięte są jej mięśnie.

– W nocy z niedzieli na poniedziałek muszę polecieć do Polski. Załatwię co mogę, najszybciej jak się da, obiecuję. Będę z powrotem w środę koło północy – oznajmiam smutno. Niech wie, że to nie jest prosta sytuacja również dla mnie.

Oczekiwałem rozmowy, lecz moje kochanie nie reaguje wcale. Obejmuję ją, więc czuję jej głęboki oddech.

– Pola? – Odgarnąłem kilka kosmyków z jej twarzy.

– Słyszałam. 

– No i?

– No i nic. – Pola prostuje się, żeby spojrzeć mi w oczy, po czym wznawia film.

Przejmuję pilota z jej dłoni i pauzuję.

– Chciałbym o tym porozmawiać.

– Oj, uwierz mi, że nie chcesz. – Zapada się w kanapę i naciąga szlafrok na twarz. 

– Pola? 

Kręci przecząco głową. Czuję, że nie mam wyjścia, siłą odciągam jej dłoń, a szlafrok zsuwa się z nosa. Widzę, jak bardzo jest zawiedziona.

– Kochanie?

– No co?! – Wybucha pretensją. – Mam się znowu przeprowadzać, uciekać, zmieniać tożsamość, bo jakiś twój klient wpadnie w szał? Musisz lecieć? Leć. Co mam z tą informacją zrobić, Teo? Podjąłeś decyzję.

Czyli moja praca też jest tematem newralgicznym. Akurat w tym nie powinieniem widzieć nic dziwnego. 

– Co według ciebie mam zrobić? – Odbijam piłeczkę. – Emil i Robert ledwo wyrabiają się z własnymi sprawami, a od dłuższego czasu odwalają jeszcze moją robotę. 

– Nie chcę, byś wracał do kancelarii. Po prostu nie chcę!

– Rozumiem. Pola, ale co według ciebie powinienem zrobić? – Powtarzam pytanie, patrząc wnikliwie w jej oczy. –  Jestem prawnikiem, tak zarabiam na życie. Nie wyobrażam sobie, bym mógł robić coś innego. 

– Dobrze, Teo. W takim razie leć, ale nie wracaj do nas! To najwyraźniej jedyne wyjście, bo… Nie chcę żyć w strachu, ja tak bardzo nie chcę żyć w strachu!


Pamiętacie?
Dla autora komentarza, który mnie przytka z wrażenia, jest nagroda:
Pierwsza ławka w beta testach opowiadania ALE KLAPA!
Opowiadanie to będzie płatne, chyba, że uznacie, że za taką “szmirę”? grosza nie dacie.
Zasady są proste:
1
Zostawiasz komcie pod Rany Julek! A jak komcio doprowadzi mnie do łez (ze śmiechu lub ze smutku – wszystko zależy od ciebie) to masz duże szanse na dostanie 4 pierwszych rozdziałów.
2
Wybiorę 4 najlepsze komcie z tych, jakie zostawicie pod częściami 13,14,15 Rany Julek!
A w części 16 ogłoszę zwycięzców.
3
Pamiętaj, by zostawić prawidłowy adres email podczas komentowania.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    PTSD to coś strasznego. Świat zmienia się nie do poznania dla osoby po traumatycznych przejściach.Pola faktycznie nie wiedziała, co spotkało jej oprawców. Ma prawo się bać. Nie podobają mi się te tajemnice, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Oby to się źle nie skończyło.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Mam nadzieję, że dobrze pokazałam ich aktualny stan emocjonalny, że wyszło wiarygodnie.
      Nie wiem czy zauważyłaś : użyłam dużo czasowników zwrotnych, “się” występuje nieraz i trzy razy w jednym zdaniu ?????
      Czekam na swojego anonima od hejtu….
      Przybywaj?????????

      • Jo Winchester
        |

        Oczywiście, że … NIE ZAUWAŻYŁAM??? Ja ślepa jak kret i nawet z lupą nie daję rady 😀
        Teo dojrzał, Pola się zmieniła, ale ciągle mają szansę. Ona się boi, ale muszą znaleźć nowy pułap dla siebie.
        Hola, hola! Nawet nie myśl, że się swoim podzielę, ten anonim jest mój 😀 ????

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No nie bądź taka!
      [Jadzia przybiera głos Mariolki krejzolki]
      Hejterem się nie podzielisz? S koleżankom, kufa?!?
      Co s ciebie za pszyjaciułka, kufa! No!

      • Jo Winchester
        |

        Zachowam go na czarną godzinę i poproszę o komentarz pod Troją ????????

  2. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Z tym “odgięciem kołdry” to tak hmm… Aż usłyszałam w myślach dźwięki z “Titanica” ze sceny zatonięcia, kiedy okręt przełamał się na pół xD. Może lepiej “uniosła róg kołdry”?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Masz rację!
      Że też o tym nie pomyślałam. Wstyd!
      Mam nadzieję, że słuch nie ucierpiał.
      Jak tylko dopadnę laptopa, poprawię?

  3. A
    Asia
    | Odpowiedz

    A mi sie podoba ta cześć i to bardzo… ☺️tylko cały czas mnie i interesuje fakt ze nikt nie pomyślał o rekonstrukcji ucha dla Poli… moim zdaniem takie małe rzeczy naprawde dużo pomagają.. tylko pytanie jak to jej zasugerować … jak ma wrócić do zdrowia jeśli za każdym razem gdy popatrzy w lustro widzi koszmar, który ja spotkał? Biedna Pola, jej życie to piekło…
    Kurczę smęce troche, ale chyba mi ten rozdział tak nastawił melancholijnie ? nawet mi tu brak Teosiowych sprośności wydaje sie bardzo stosowny. Nie wiem co Ci tu nie pasuje Jadzia?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ona przez ten rok była samotną matką. Raczej nie myślała o przeszczepie ucha czy jakimkolwiek zabiegu wymagającym pobytu w szpitalu.
      Cieszę się, że część przypadła ci do gustu. W sensie… Sorry za melancholie (jest chyba nawet film “melancholia”). Julek miał być jak życie, a życie nie jest zabawne przez cały czas. Chciałam uruchomić w tobie, jak i w innych czytelnikach całą gamę uczuć. Mam nadzieję, że mi się choć w cz€ści udało zrealizować plan.
      Teosiowe sprośności nabiorą bardziej wysublimowaną formę. W końcu ma wsparcie mentora, który udziela wskazówek, dzięki temu nie wystraszy Poli.

  4. M
    Miska
    | Odpowiedz

    Jadzia! Ty umiesz być poważna!
    Nie znałam cię z tej strony.
    Wykreowałaś Teodora, którego sama chętnie bym przygarnęła… Może to złe określenie, bo jak widzę to on woli przygarniać pod swoje skrzydła. To ja chciałabym takiego Teodora, który by się mną opiekował.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Widze Miska, że zawzięcie tyrasz na nagrodę???
      Tylko mi juz nie pisz na priv, czy juz widzialam twoj komentarz???
      Teodor w ofercie na moim FB. Mozesz tam poczytać opinie różnych użytkowniczek rozgrzewacza łóżkowego model Teodor.
      Niestetty ostatnio zgłaszają wycieki płynów. Ale firma Dirty Lawyer zapewnia, ze to od zależy od użytkowania, także…. Tego….
      Wpadniesz, poczytasz…..
      Zapraszam
      Szukaj Jadzia Gibson

      • M
        Miska
        |

        Dobre to z płaczącym Teodorem?????
        Sama się popłakałam ze śmiechu.
        Tam też będzie epilog?

      • J.Gibson
        |

        Zobaczymy…. Podejrzewam, że tak. Na fb dam epilog, by osoby, które są zainteresowane Rany Julek! oczami Poli miały wybór czy chcą czekać, czy już teraz zerknąć na mój profil i niczym w szklanej kuli ujrzeć przyszłość Teo i Poli.

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Brawo, Teo! Tak trzymaj! I wytrwaj. Bo właśnie tego Pola potrzebuje – silnego, odpowiedzialnego, troskliwego mężczyzny. Na szał ciał jeszcze nie czas, a i to Pola powinna wyjść z inicjatywą. Musi poczuć, że jej los, jej szczęście jest w jej rękach. I po to szczęście sięgnąć. Bądź nie. Teraz to ona rozdaje karty, a swołocze-jej krzywdziciele nigdy nie zaznają wolności. To zrozumiałe, że się boi i życie na pół gwizdka wydaje się jej optymalnym, ale jak w tym scenariuszu “upchnąć” Teodora? Ano właśnie. Nie da się. Tableteczki przygłuszają problemy, ale ich nie rozwiązują. Rany Poli zagoiły się po wierzchu – gładka skóra, a pod spodem ropień – trzeba przeciąć i oczyścić. Nie da się ruszyć dalej i żyć jak należy, jakby się chciało, jeśli ma się zgorzel w duszy. Teo, wprawdzie prawnik, ale ma zacięcie chirurgiczne, a i motywację konkretną, więc idealnie nadaje się do zoperowania Poli. Myślę, że z nikim innym nie byłaby w stanie zbudować prawdziwej, szczerej, głębokiej relacji. Teo o wszystkim wie i zna demony Poli, więc ma największe szanse przebić się przez zasieki wokół jej serca.
    I brawo, Jadzia! I tak trzymaj, bo odcinek super. I cieszy mnie wzmianka o części 16:) He, he, żal się z bohaterami rozstać, a i wciąż szepczą coś do ucha – a to roszczeniowo, a to prosząco, a to przypominając, a to sugerując, że można by jeszcze i o tym, i o tym, i o tym napisać.
    Mocno się zastanawiam nad tym odgięciem kołdry… i mnie to nie razi, bo u nas tak się mówi – odgięłam, odchyliłam – znaczy to samo.
    Uruchomienie uczuć udało Ci się jak najbardziej i nigdy za to nie przepraszaj – przecież o to właśnie chodzi, żeby czytelnika troszkę sponiewierać:) Mnie ostatnio King poniewiera wte i wewte. I wciąż mi mało. To chyba jakiś czytelniczy masochizm:)

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wiele lat temu, tak mnie King “sponiewierał” Miasteczkiem Salem, że z łóżka bałam się zejść, bo oczywiście jak horror, to tylko w nocy 😉
      Dla odmiany Kootza polecam jeśli jeszcze nie czytałaś. Chyba nawet go bardziej lubię od Kinga. The best – Grom 🙂 bo i wątek romantycznej miłości się znajdzie. O ile mi wiadomo, to Kootz napisał też kilka erotyków, chociaż oczywiście są one mniej znane. Ja przynajmniej nie czytałam 🙂

      • J.Gibson
        |

        Kootza nie znałam. Czy on taki S.King romantyki?

      • T
        Tony Porter
        |

        “Miasteczka Salem” jeszcze nie czytałam. Dopiero od sierpnia ubiegłego roku zapoznaję się, z jakże przebogatym dorobkiem literackim Kinga. Do tego czasu żyłam w przekonaniu, że King pisze horrory, a to nie moja bajka, ale przyjaciółka podsunęła mi “Pod Kopułą” i złapałam bakcyla. Książki, które przeczytałam do tej pory to obyczajowe powieści grozy. Dreszczyk jest, i owszem – co jak co, ale mroczność ludzkiej natury potrafi King opisać konkursowo. Moim faworytem jest “Dallas’63” – kocham tę książkę. Piękna historia miłosna i podróże w czasie, z zamachem na JFK w tle. Twórczości Koontza nie znam, ale jak polecasz, to sięgnę.

      • Babeczka
        |

        Ja osobiście wolę Kootza, chyba jest nieco mniej opisowy.Czytałam dużo jego książek, ale najbardziej pamiętam Wizje, Złe miejsce, Jedyna ocalona, Drzwi do grudnia i oczywiście Grom. Zresztą mam je na półce 🙂 Niestety większość jego twórczości, nie została jeszcze w Polsce wydana ;(
        No i zapomniałam o Odd Thomas, zresztą jest film pod tym samym tytułem.
        King mnie zraził książką Ono. Nudna, ciągnąca się jak wyjątkowo ohydny smark, a na dodatek ten seks grupowy dzieci…
        A Mastertona czytałyście?

      • J.Gibson
        |

        Widzę, że ja to taka dziewica czytelnictwa. Ale rekomendujcie. Lista jest. Dorzucam na nia kolejne tytuly do ogarnięcia.

      • T
        Tony Porter
        |

        No właśnie – ja lubię opisy. Lubię tło, drugie dno, ukryte smaczki, odwołania, alegorie. “Ono”? Znaczy się “TO”? W moim ukochanym “Dallas’63” jest wzmianka o wydarzeniach w Derry. Jak do tego dojrzeję, to przeczytam. Mastertona nie znam w ogóle. Jadzia, dorzuć do listy pana Jarosława Grzędowicza – “Pan Lodowego Ogrodu” to mistrzostwo świata – cztery tomy wypasionej opowieści, zbiorki opowiadań: “Wypychacz Zwierząt” i “Azyl” – miodzio. Jak już upchniesz pana Grzędowicza, to dopisz do listy jego żonę – panią Lidię Kossakowską, tyle, że w konkretnych tytułach: “Ziarna Niebios”, “Siewca Wiatru” (to moja wielka miłość) i “Ruda Sfora” – niczego innego nie czytaj. I zacznij od “Ziaren Niebios”.

      • J.Gibson
        |

        Tony! Ja się przed śmiercią nie wyrobię??? to wszystko poczytać.
        Ale dawaj dawaj.
        W ten weekend mam czas zarezerwowany na twoje fanfiki. Winko już się chłodzi, baterie ładują…. Dziecki do spania poloze, Zygmunta pożegnam do pracy i wio na fanfika.????

      • Babeczka
        |

        I jak to dobrze, że czasami lubimy to samo, czasami coś zupełnie innego 😉 Ja pani Kossakowskiej nie dałam rady przeczytać, poddałam się po trzech próbach. Masterton nie ma długich opisów, za to ma takie, że ja po ponad dwudziestu latach pamiętam uczucia, jakie towarzyszyły mi podczas czytania jego książek. Zresztą, tylko dwie były w bibliotece, więc tylko te dwie przeczytałam 🙂
        No właśnie, nie ONO, a To. Zresztą pomijając tytuł, resztę podtrzymuję 🙂
        Z polskich autorów niewielu: Wójtowicz. Lewandowski, Lem, Mrożek, Chmielewska, Sienikiewicz z klasyki. Reszta mniej znana, bo uwielbiam książki stricte historyczne 🙂 Za to lubię pisarzy za naszej wschodniej granicy.

      • J.Gibson
        |

        Za wschodniej granicy powiadasz?
        Ale mi liste książek do przeczytania przed śmiercią rozwinęłyście.

      • Babeczka
        |

        Bułyczow, Asimov, Gromyko, Strugaccy – te kupuję w ciemno.

      • T
        Tony Porter
        |

        Pani Kossakowska chyba wie jakie inwektywy pod jej adresem rzucałam podczas lektury jednej z jej książek – moja przyjaciółka, słysząc me mamrotanie i przekleństwa, prosiła bym nie wyrzucała jej książki przez okno i że może poczytam coś innego – bo się zemściła – nie ZIARNA, tylko ŻARNA. Drobna różniczka, kurza twarz. Nie zmienia to faktu, że “Siewcę Wiatru” kocham miłością bezwarunkową. Ano właśnie – uczucia. I tylko to się liczy. Czniać recenzje, opinie, opisy. Krytycy piszą, że to szmira? Niech sobie piszą – mnie się podobało. Tak samoż w drugą stronę. Czytanie to super sprawa.

      • T
        Tony Porter
        |

        Ło Jezu! Pod te moje fanfikowe wypocinki wino może nie sprostać procentowo – myślę, że Johnnie Walker byłby lepszy. Albo porządnie zmrożona polska wódka:)

      • Babeczka
        |

        Winko wystarczy 🙂 Ja też właśnie popijam, co by mi się lepiej pisało.
        Poza tym zacytuje tutaj pewną znaną osobę, przy czym ja podpisuje się pod tymi słowami obiema ręcami:
        “Kiedyś byłem zakłopotany, ponieważ byłem tylko pisarzem komiksowym, podczas gdy inni budowali mosty lub oddawali się karierze naukowej. A potem zdałem sobie sprawę, że rozrywka jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu ludzi. Bez tego można się stoczyć. Czuję, że jeśli potrafisz zabawiać ludzi – dobrze robisz”. Stan Lee

        Dobranoc, idę spać! bo mnie ukochany małżonek wzywa na górę nieco poirytowanym szeptem ;-D

      • J.Gibson
        |

        Tony, uwierz mi, jestem przygotowana i na taką okoliczność: Walker siedzi w zamrażalniku i czeka na wezwanie.
        Babeczka, to się podpisz cczterema rencamy, bo za mnie też?.
        Żeś pocisneła z tym ukochanym?
        Ja do Zygmunta mówię pieszczotliwie /!*×&÷_!€@£!($_%@%$.!€!€£$(@.$__!/$€@£_$&!\$*€$(!_!&\$€$€$_!&/$*$€

        Dobrej nocy!
        Ja spać nie idu. Musze jeszcze dziecki uspac, dom ogarnac, odczytać 16stą cz.Julka…. A znając życie to, zrobię tylko to pierwsze i obudze się w środku nocy nie wiedząc wtf happened zastanawiając się od czego mam zwichniętą szyję i ból w L5, ale to dopiero jak sie wygramole z łóżka juniora niczym saper omijając jego kończyny. Także…. O czym to ja?
        Aaaaa dobrej nocy

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Brawo! Tony zauważyłaś, że teraz daję Poli to czego potrzebuje. Wystarczająco ją sponiewierałam – aż mam wyrzuty sumienia. Teo ma być plastrem na rany. Obiecuję do epilogu już bez zabijania i maltretowania, choć odrobina tortury nie zaszkodzi 😉
      Epilog będzie tylko na moim FB, stety, a może niestety. Zobaczymy…
      [tutaj Jadzia zwraca się do wszystkich kometujących]
      Czy mnie tu ładnie uprosicie komentarzami Ha, haha, ha!
      [i znów posto do Tony ;)]
      Kinga już nie tykam. Po przeczytaniu/obejrzeniu mam nocne schizy. Dlatego mam światło w korytarzu na pilota ;).

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Urwało mi komentarz to dopisuje:
      Tony, podziwiam, że masz odwagę czytać Kinga.

      • T
        Tony Porter
        |

        Teo jest niczym wypasiony turystyczny zestaw plastrów:) Cieszę się, że już Poli odpuścisz, bo myślę, że więcej by dziewczyna nie wytrzymała. Jeśli tortury, to tylko słodkie – rozkosz przyprawiająca o utratę zmysłów:) Oczywiście, chwilową utratę. Pola dwukrotnie przeszła piekło, więc myślę, że teraz należy się jej całe mrowie nieba.
        Nie no, na pewno uprosimy- kilometry komentarzy błagalnych rozsadzą stronę:)
        Ha! Światło w korytarzu na pilota to świetny pomysł! Mnie by się przydało ze względu na psa, który lubi wyleźć z kojca i rozwalić się na środku przedpokoju – cud, że jeszcze go nie rozmiażdżyłam.
        Mnie King nie straszy, tylko przeoruje emocjonalnie – wyobraźnia pracuje mi na najwyższych obrotach.

  6. L
    Lily
    | Odpowiedz

    Nie lubię Poli. Coś z nią jest nie tak. Za to Teodora Bardzo. Taki idealny zięć w oczach każdej teściowej. Solidny, z dobrze umeblowaną głową.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Trudno Polę polubić. Nie dałam jej szansy wytłumaczyć się.?
      Może zmienisz zdanie. Za jakiś czas wrzucę Rany Julek! wersja 1.1 i tam wszystko będzie oczami Poli. Na to jednak trzeba chwilę poczekać. Zaplanowałam, że zahaczę o akcję Teodorowego Julka, czyli akcja zacznie się w Centrum Kardiologii, a zakończy…. No właśnie tego nie zdradzę. Być może dlatego, że sama nie jestem pewna, jak im tam w życiorysach pomieszać. Zarys jest, kilka scen jest…. Ale to niewiele. Na 100% kogoś zlikwiduję. ????

      • L
        Lily
        |

        Greyem mi zalatuje. Mam nadzieję, że nie poczujesz się urażona tą uwagą.

      • Babeczka
        |

        Greyem to zalatuje teraz wszystko niestety 🙁 Wcześniej zalatywało Zmierzchem :-)))

      • J.Gibson
        |

        Babeczka, czyli w sumie to komplement dostałam?
        Porównanie do hitu sprzed kilku lat????
        So proud

      • T
        Tony Porter
        |

        Wcale nie trudno i z czego niby ta biedna dziewczyna miałaby się tłumaczyć? Że nie rzuciła się Teo w ramiona w szpitalu? Że nie zachowuje się tak, jakby nic się nie stało i koszmar minionego roku nie miał miejsca? Jak dla mnie, to Pola jest prawdziwą bohaterką. Dała radę przetrwać najgorszy czas zaraz po tych okropnościach i ułożyła sobie życia tak jak umiała. Nic dziwnego, że się boi. Teo to doskonale rozumie i naciska z wyczuciem.

      • J.Gibson
        |

        Tony rulez! Ju da best!?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Urażona? ???
      Nie…..
      Ale zaskoczona????
      Mogłabyś rozwinąć myśl? Nie potraffię znaleźć Greyjowskich elemntów. Chodzi ci o tę część Julka? Czy o Julka, którego planuję?
      P.S.
      Obraziłabym się, gdybyś porównała mnie do Lipińskiej????
      Ooooo tej to nie lubie…. Ona to mnie dopiero włącza infrastrukturę nerwową?????

      • Jo Winchester
        |

        Jadzia! Przecież Blanka jest taka cudowna ??? i ten jej wieprzkowy mafioso massimo ???

      • T
        Tony Porter
        |

        A gdzie tu Grey? Pejczy nie było, kulek gejszy nie było, szpagatomierza też nie było:) Teo ma ciekawsze zabawki – motykę, na przykład:) W “Julku” nie ma dominacji ani uległości – jest dwoje kochających się ludzi w partnerskim związku. To, że Teo wolał, żeby Pola nie szła do pracy nie jest równoznaczne z chęcią (niezdrową) podporządkowania jej sobie. Pani Lipińskiej nie znam, ale jak ona taka nerwotwórcza jest, to może lepiej nie będę się z nią zapoznawać.

      • J.Gibson
        |

        Ja też myślałam, że daleko mi do Greya???.
        A tu zonk!

      • Babeczka
        |

        Aż tak źle z ta Lipińską? Bo to ponoć taki hit nad hity 😉

      • J.Gibson
        |

        Czytałam tylko kilka recenzji…. I to wystarczy. Fragmenty przytoczone przez recenzentów są też bardzo zniechęcające. Ale tym co chcą nosić ciążę tylko w cyckach to polecam, bo ponoć Lipińska odkryła jakiś cud specyfik, na to by tylko cycki były w ciąży. No i tam ponoć ciągle penisy latają, postacie są nielogiczne, a główna bohaterka myśli tylko o fellato, czy też fellatio czy tam inne łonowe patio, bo jej knur formę zalał??????? zalał, ale ona się nie przeejmuje bo ma.jeszcze dwie dziurki w nosie???
        Jak gdzieś dorwę to przeczytam dla beki???? choć jest obawa, że moja wyobraźnia po tym oślepnie i nabierze obrzydzenia do sexów???

      • Babeczka
        |

        To skąd ten sukces kasowy? Nawet teraz, bodajże w Skarbie, czytałam że to taka poczytna autorka, guru w sprawach seksu 😉

      • J.Gibson
        |

        Ja podejrzewam, że dużo kasy poszło w reklamę, bo film ma wyjść i tworzą wokół książki aureolę hitu, żeby już każdy rezerwował kino zawczasu.
        Ja jej nie czytałam, wieć nie polecam, ale koleżanki z podobnym gustem co ja czytały i powiedziały “nie polecam”, no to trudno polecać jak wszystkie niemediowe recenzje krzyczą “chroń oczy przed Lipińską”.

      • Babeczka
        |

        Reklama dźwignią handlu. Tak czy inaczej, ja się nie wypowiadam 🙂 Zresztą, w większości niezbyt lubię czytać dzieła z tematyki, w której sama piszę :-)))

      • T
        Tony Porter
        |

        He, he, coś dodać, coś ująć? https://natemat.pl/265885,blanka-lipinska-autorka-365-dni-przechodzi-do-wydawnictwa-agora

      • Babeczka
        |

        Nie, już nic nie musisz dodawać :-))) Ja się będę trzymać z daleka zarówno od tego, jak i od innych dzieł tej pani.

      • J.Gibson
        |

        No widzisz Tony! Kolejna nie recenzja tylko art robiący szum. Wokół autorki, i wydawnictwa.
        Ja to wszystko umiem. Moja praca magisterska dotyczyla manipulacji przekazem. Im bardziej cos mnie nastrecza z tv lub gazety, tym większym jest kiczem. No i zastanawia mnie, dlaczego ja o niej nie wiedzialam do tej pory, a przecież to nie jest jej pierwsza książka, a ja już dłuuuuugo erotyki poczytuje.
        No i tak dla mnie motyle najoryginalniejsze i najlepsze.

      • Babeczka
        |

        Dziękuję, dziękuję :-))) Pamiętaj tylko, że Ty też teraz do motyli należysz.
        Rynek wydawniczy w naszym kraju jest trudny. Ja wysłałam kiedyś “rękopis” do 30 wydawnictw. Odpisały mi… 2. W tym jedna wiadomość, od Fabryki słów była bardzo konkretna i rzeczowa, indywidualna, nie “kopiuj-wklej”. A druga była z wydawnictwa Replika, właśnie typu “kopiuj-wklej”. I co zrobiłam? Zaczęłam sprzedawać sama :-)))

      • J.Gibson
        |

        I dobrze! Za to cie kochamy Babeczka.
        Bierzesz sprawy w swoje ręce! Podziwiam.?????

      • T
        Tony Porter
        |

        Moja praca magisterska dotyczyła rozwoju zrównoważonego, ale wydaje mi się, że wiem co to znaczy “manipulacja przekazem”. A może, nie tyle wiem, co czuję instynktownie, bo jak mi ktoś dzwoni i mówi, że należy mi się tablet, a potem zaczyna mi nawijać o ratach za ten tablet mi należny, to ja śmieję się w głos, albo od razu mówię, że ja nie chcę żadnego tabletu. I nie chcę żadnej Lipińskiej, która mogłaby Agnieszce, Monice, Jadzi, Rebel, Jo W. sandały sznurować:)

      • Babeczka
        |

        Ja kiedyś byłam świadkiem, jak mój szwagier odebrał taki telefon, gdzie go zapraszali na pokaz… Pod koniec rozmowy razem z siostrą wyłyśmy jak potępione, kulając się ze śmiechu, tak wkręcił rozmówcę :-))) Tego nie da się powtórzyć, to trzeba słyszeć! Pani po drugiej stronie powiedziała, że na pokazie można dostać “gratis” żelazko. Na to szwagier bardzo poważnie zaczął sie dopytywać, jakiej firmy, bo jak Manty, to on nie przyjedzie, bo nie warto. Biedna kobieta latała po całej firmie i dopytywała się o markę żelazka, a on wciąż jej tłumaczył, zmartwionym, poważnym głosem, że od musi mieć pewność, iż to żelazko dobrej marki, bo inaczej nie opłaca mu się pójść na pokaz.

        PS. Moja praca magisterska miała temat: badanie gęstości i lepkości ortonitrotoluenu i metanitrotoluenu w n-heksadekanie 😀

      • J.Gibson
        |

        Omg. Brzmi poważnie…

      • Babeczka
        |

        No, brzmi :-DDD

  7. Babeczka
    | Odpowiedz

    Mnie się nawet imię Teodor zaczęło podobać 😉

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No widzisz?
      Mi się najbardziej zdrobnienie podoba.

    • L
      Lily
      | Odpowiedz

      Chodziło mi o inwersję. Chyba teraz mają wychodzić powieści pisane z perspektywy Greja. W sumie samego Greja przeczytałam 120 stron. Więc nie zawiele. A w Zmierzchu to też chyba było pisane z różnych perspektyw…

      • J.Gibson
        |

        Ooooo nie! Lily! A już myślałam, że jestem wyjątkowa????
        Jeśli perspektywa jest tu kategorią Greyjowską to cię rozczaruję: co druga książka zalatuje Greyjem. Teraz to będę płakać?????.
        Mój Julek porównany do co drugiej książki…. Chociaż…. Ale czekaj! Co drugiej wydanej z sukcesem!
        Ok. No to nadal to jak komplement.
        W takim razie dziękuję.?

  8. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    “…ale tak naprawdę nie wiem, czy ona zachowa się jak Pola, którą znałem, czy może zareaguje jak Pola, którą teraz jest. Tę drugą dopiero poznaję.” – Bardzo mądre spostrzeżenie, Teodorze. Bardzo mądre.
    “Wiedzę tę zawdzięczam studentce z Paryża, która przyjechała do mojej szkoły na praktykę nauczycielską i nie ma co ukrywać, za sprawą korepetycji u niej byłem najlepszy na roku – w oralu.” – Teo czerpał wiedzę z różnych źródeł 🙂
    “Zaraz ja się na nią poskarżę!” – Jakiż święcie oburzony ten nasz zbereźnik 🙂
    “– Właśnie teraz obsługuje klienta. – Nie wiem dlaczego cały czas szepczę. – Po francusku!” – Ha, ha, ha, scena z podsłuchaną rozmową bardzo dobrze tekstowi zrobiła 🙂
    No patrz, jaki cwaniak z Teo – sprytnie sobie z tą kawą wymyślił. Jakby się Pola dowiedziała, to miałby szlaban nawet na Inkę 🙂
    “Ja go nawet nie mogę dotknąć! Taki jest obrażony, że dopuściłem do zamachu na niego. ” – Julek strzela focha 🙂 Wspólne oglądanie “Shreka” – miodzio 🙂 Chociaż nie mogę powiedzieć, żeby po lekturze “Sarniny” ogry dobrze mi się kojarzyły 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Moze to tylko ja, ale wydaje mi się, że poprawiony Teo jest lepszym obserwatorem😂😂😂
      Sarninka zmieniła oblicze ogrów. Już jestwm na czarnej liście Shreka.

Napisz nam też coś :-)