Rany Julek! (XIV)

with 60 komentarzy

Rany Julek! (XIV)

Zobaczcie co dziś wysmarowałam. Czytałam chyba tysiąc razy tę część.  Tysiąc i jeden zmieniałam jej treść.  Ciągle czułam, że coś mi się nie podoba. W końcu pokazałam palec fuckowy swojemu odbiciu (zrobiłam przy tym zeza, wywaliłam język jak krowa) i wcisnęłam enter. Nie wierzę, że jestem takim niedogodzonym człowiekiem! Ale spragnionym humoru mogę zdradzić, że wróci Jadzi sprośność tworzenia, albowiem prezent walentynkowy dostała pełen pozytywnych doznań. Wczytujcie się, smacznego.

 


Część czternasta

Nie Pola. – Szukałem w kieszeni smartfona. – Pojadę do mieszkania na Mayfair. Możesz pilnować mojej diety i ćwiczeń, jeśli na to nalegasz, ale widzę, że przegapiliśmy szansę. Pewne uczucia minęły…

Teo, ja… – próbowała się wtrącić.

… i nie zamierzam do niczego cię zmuszać, kochanie.

Wyrwało mi się to kochanie jak pies ze smyczy. Poczułem się źle, wiedząc, że Pola nie żywi do mnie tych samych uczuć co kiedyś. Nie winiłem jej za to. O nie! To ja byłem winny. Przykrość zamieniłem we frustrację.

Jak się w tym cholerstwie zamawia Ubera? – Mazałem palcem po aplikacji.

Teo, proszę. – mówiła z troską, wyjmując mi ekran z rąk – Na początku faktycznie byłam zła. Wściekła byłam! – Patrzyła mi prosto w oczy, wzmacniając przekaz. – Nie po to wyrwałam Julka z jednego dramatu, by znów cierpiał.

Nie tłumacz się Pola. Ja sobie nie wybaczyłem, to czemu ty miałabyś mi wybaczyć?

Położyła dłoń na moim policzku, z czułością, jakiej mi brakowało od dłuższego czasu.

Bo wiem, że zasłoniłbyś nas własnym ciałem, gdybyś mógł, gdybyś wtedy był w domu. – Zawiesiła głos. – Już nie myślę emocjami, nie winię cię. Potrzebuję tylko czasu, by oswoić się z twoją obecnością, Teo. To wszystko. Uczucia nie minęły, nawet tak nie mów. Przygasły, ale nie minęły. Zostań z nami, proszę. I nie waż się myśleć, że to rewanż. – Pogroziła palcem. – Ja po prostu tego chcę. Chcę byś z nami został.

W odpowiedzi uśmiechnąłem się ciepło, przytakując. Jeśli coś w jej sercu wciąż się tli, to powinienem zawalczyć o żar, sprawić, by zmienił się znów w ogień.

Zostanę. Ale to ja zajmę kanapę.

Jesteś pewny? To niezbyt wygody mebel.

Albo kanapa, albo jadę do siebie.

Ponarzekała chwilę na mój upór, zanim wyraziła zgodę. Dała mi nadzieję. Zdobędę Polę jeszcze raz!

*

Pierwsza noc pod wspólnym dachem była tragiczna. Spałem może ze trzy godziny. Pola nie kłamała. Ta kanapa to zło. Bezsenne godziny wykorzystałem przeszukując katalogi meblowe online. Kiedy wstała, finalizowałem transakcję kupna.

Dzień dobry. – mówiła cicho, napełniając kubek kawą. – Wytrwałeś do rana.

Mruknąłem twierdząco, odkładając telefon.

Teo, idę do pracy. Nie nadwyrężaj się zabawą z Julkiem, proszę. Lucy będzie pilnować was obu.

Mam zostać z nianią?

Julek zostaje z nianią. Ty dotrzymujesz im towarzystwa, a kiedy nie czujesz się na siłach, idziesz do sypialni na pietrze i odpoczywasz. Jasne? – Używała rodzicielskiego tonu, który stosowała zawsze, gdy tłumaczyła małemu coś bardzo ważnego.

Jasne.

W razie czego, dzwoń. Będę około trzeciej, Teo, także szykuj się na trening. Miłego dnia.

Widziałem, że się spieszy.

Pocałowała mnie w policzek. Drzwi zatrzasnęły się za nią, a chwilę później w kuchni pojawiła się Lucy. Po nieśmiałym „good morning”wymieniliśmy się uśmiechami i na tym skończyła się nasza konwersacja. Bariera językowa istnieje, jestem na to chodzącym dowodem.

Miałem cały dzień na rozmyślanie. W Przerwach od zabawiania Julka, oczywiście. Kiedy poszedł z nianią na plac zabaw, położyłem się w sypiali Poli, odpocząć. Dokuczała mi przydługa broda. Z irytacji nie mogłem zasnąć. Postanowiłem pozbyć się jej czym prędzej. Założyłem, że Pola na pewno ma choćby jednorazowe golarki, więc bez pardonu wszedłem do jej łazienki. Ani na otwartych półkach, ani przy wannie, nie znalazłem nic, co by przypominało przyrząd do golenia. Zajrzałem do szafki kryjącej się za lustrem. Bingo. Sięgnąłem za różową rączkę, ale mój wzrok spoczął na innym przedmiocie. Fiolka z tabletkami, które na pewno witaminami nie były. Wygooglałem nazwę i z niepokojem czytałem nieudolne, automatyczne tłumaczenia artykułów na język polski. Z wrażenia przysiadłem na wannie. Zapadłem w trans. Analizowałem różne scenariusze rozmowy z Polą o moim odkyciu. Brałem pod uwagę nawet kłamanie, że nic nie wiem. Potem zwątpiłem. Czy na tym mamy na nowo budować nasze relacje? Nie będę udawał, że nie widzę i nie mam o niczym pojęcia.

Postanowiłem jednak udawać, ale nie być obojętnym.

Kiedy Pola wróciła, skomplementowała brak zarostu, dostałem nawet całusa w usta, a nie jak dotychczas, w policzek. Nadal to tylko całus na przywitanie, ale wystarczał mi. Łaknąłem jej inaczej niż kiedyś. Stałem się cierpliwszy, doceniałem mniejsze gesty, więcej widziałem i baczniej obserwowałem.

Nie dałem po sobie poznać, że poznałem sekret Poli. Ani w trakcie treningu, ani podczas kolacji. Spędziliśmy całkiem miły wieczór we trójkę. Zgłosiłem się na ochotnika do czytania bajki Julkowi, licząc, że tak jak wczoraj, dane mi będzie spędzić chwilę z Polą, gdy mały zaśnie. Nie pomyliłem się. Czekała na mnie z kubkiem herbaty i…

Nie! Pola, nie rób mi tego! – Skomentowałem obecność ciśnieniomierza. – Wystarczy, że wydzielasz mi leki, pilnujesz diety i terroryzujesz ćwiczeniami.

Chcę tylko sprawdzić, czy działa. Jak ci minął dzień? – Zapinała rzep opaski na lewym ramieniu. – Lucy skarżyła się, że szalałeś z Julkiem pod moją nieobecność.

Tylko trochę. Bawiliśmy się w Safari, Julcio chciał pojeździć na słoniu, to…

To trzeba mu było odmówić.

Urządzenie nadęło się i pikało, aż zakończyło pomiar.

Będę żył?

Długo i szczęśliwie. – uśmiechnęła się do mnie.

I jak miałem zapytać o te podejrzane leki? Burzyć świat, który budowała, zanim wkroczyłem z zawałem? Nie będę.

A jak minął dzień tobie? – spytałem

Dłużył się strasznie.

Znałem ten stan z autopsji. Spieszyłem z kancelarii do domu tylko dlatego, że oni na mnie czekali.

Teo, może wolałbyś jednak spać w sypialni? Mam wyrzuty sumienia, że się zgodziłam na tę kanapę.

Czyli żadne z nas nie będzie spało dziś na kanapie?

Ja będę…

To nie wolę spać w sypialni.

Teo!

Pola! Zresztą, to ostatnia noc tego piekielnego mebla w tym domu! – Zaśmiałem się pokazując zdjęcie w telefonie. – Tę przywiozą już jutro.

Cieszę się, że mnie uprzedziłeś. – Nie wyglądała na zadowoloną

Przepraszam, powinienem zapytać. – Wygasiłem wyświetlacz, zauważając znów tę przeklętą krępującą ciszę. Kiedyś rozmawialiśmy swobodniej. – Pola, czy myślisz o powrocie do Polski? – Pytałem, bo wiedziałem, że ja będę musiał wrócić. Zostawiłem chłopakom na głowie kancelarię i moich klientów. Zarabiać też w końcu powinienem!

Nie wiem, Teo. Tęsknię, ale… – Zauważyłem, że przygryzła wargę, mocno. Usta zaczerwieniły się krwią, a Pola oblizała je nerwowo. – Późno już, lepiej się położę.

Dobranoc. – szepnąłem nie ruszając się z miejsca.

Pola odstawiła swój kubek na blat kuchenny i stanęła za moimi plecami.

Dobranoc. – Przytuliła się obejmując mnie za szyję.

Odprowadziłem ją wzrokiem i zacząłem googlować polskojęzycznych psychologów w okolicy. Napisałem też do Emila, by przesłał mi nagranie zeznań Poli. Nie miałem problemów z zaśnięciem. Opracowałem plan działania i dzięki temu mogłem się odprężyć nawet na tej kanapie.

*

Telefon wyświetlił mi dwie wiadomości nieodebrane, kiedy przebudzony zerknąłem na ekran, sprawdzając godzinę. Jedna od Emila, z plikiem, i jedna z potwierdzeniem wizyty lekarskiej. Całe szczęście godzinowo wpasowałem się w czas spaceru Julka, dzięki temu niania nie wykabluje mnie Poli.

Wizyta nie zaczęła się tak, jak by się można było tego spodziewać. Wyjaśniłem psychologowi, że to nie mnie ma leczyć, na co zareagował śmiechem.

Proszę mi tylko powiedzieć jak postępować z kobietą, która przeżyła to…

Włączyłem zeznanie Poli, a dyplomowany zamienił się w kamień. Nie drgnął do samego końca.

Czy ta kobieta jest pod opieką psychologa, psychiatry?

Raczej tak. – Wtrąciłem pokazując zdjęcie leków Poli. – Wydaje mi się, że tego nie rozdają na ulicy.

Lekarz wypytał o moje spostrzeżenia, o to, jak Pola dochodziła do siebie po poprzednim małżeństwie, po czym potwierdził moje obawy. Najprawdopodobniej PTSD. Proces Poli był swego rodzaju terapią, dlatego łatwiej było jej odzyskać równowagę po śmieci Kamila. Nie uczestniczyła w procesie po porwaniu, bo chciałem zaoszczędzić jej przykrości. Nie widziała zakutych w kajdanki oprawców, przez co boi się, że może ich spotkać w każdej chwili. Nie słyszała wyroku sądu o dożywociu, co z kolei potęguje poczucie niesprawiedliwości.

Lekarz zrobił mi przyspieszony wykład odnośnie postępowania i poradził co robić, by moje kochanie czuło we mnie wsparcie. Ja czułem, że mam wsparcie w nim, dlatego umówiłem się na kolejną wizytę za tydzień.

Tego wieczoru nie było krępującej ciszy. Dzięki doktorku!

*

Mijały tygodnie, a ja pod okiem Poli wracałem do formy. Mógłbym przysiąc, że byłem w lepszym stanie niż ten, który reprezentowałem przed zawałem. Karmiła nas zdrowo, gnębiła mnie ćwiczeniami. Wyznaczała cele, które zdobywałem, roztapiając przy okazji dzielący nas lodowiec.

Opuściła nas niania, co odrobię popsuło mi szyki. Julek wszystko widział, nawet kiedy myślałem, że nie widzi. Musiałem wziąć go na cotygodniowe spotkanie z psychologiem. Siedział w kąciku z zabawkami i wydawał się bardzo zajęty nimi, toteż czułem się swobodnie rozmawiając z doktorkiem, choć zauważyłem, że rozmawiamy ciszej niż zwykle. W tle leciała muzyka klasyczna, dodatkowo kamuflując nasze głosy przed małymi uszkami. Wracając, zaszliśmy na lody i do parku. Myślałem, że Julek zapomni wizytę u psychologa. Jak tylko Pola stanęła w progu domu, mały wypaplał jej wszystko. Miałem tylko nadzieję, że ograniczony zasób słownictwa odrobinę zniekształci przekaz i będę miał większe pole manewru do tłumaczenia.

Pola wysłuchała cierpliwie Cherubinka, zadała nawet kilka pytań z wielkim zainteresowaniem, jak to zwykle robiła, gdy maluch się wysilał twórczo. Potem zagoniła go do sprzątania zabawek i przywitała się ze mną. Buziak, chwilka przytulenia. Nie tak jak kiedyś, ale już coraz bliżej.

Przepraszam, że zabrałem Julka, nie pytając cię o zgodę.

Cieszę się, że wyszliście razem, Teo. Miło spędziliście czas?

Najwyraźniej z paplania młodego wywnioskowała, że spotkałem się ze znajomym. Ok, ta wersja wydarzeń mi się podoba. Nie będę musiał kłamać, po prostu nie wyprowadzę jej z błędu. Opowiedziałem więc o wizycie w parku i o tym, jak usmarowani lodami wracaliśmy bawiąc oko przechodniów.

*

Dni bez niani okazały się dla mnie bardziej męczące niż przypuszczałem. Nie wiem, co bardziej dokuczało: konieczność ciągłej gotowości do przeróżnych sytuacji podczas pilnowania Julka, czy brak rytmu dnia pracującego. Teraz rozumiem, dlaczego Pola chciała znaleźć pracę. Kiedy powiedziała mi o tym, w pierwsze urodziny Julka, samolubnie odwiodłem ją od tego pomysłu. Wtedy myślałem, że jestem po prostu zazdrosny, ale z perspektywy czasu wiem, że nie chciałem, by Pola była samodzielna. Jej zależność ode mnie całkiem mi odpowiadała.

Teraz sytuacja się odwróciła.

Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, a ja konsekwentnie wdrażałem strategie psychologa. Było coraz lepiej, poza tym, że każde z nas miało swoją tajemnicę. Ja – moje cotygodniowe spotkania na kozetce, ona – fiolkę tabletek. W żaden sposób nie udało mi się nakłonić Poli do rozmowy na temat porwania, procesu czy powrotu do Polski. Powrotu, o którym ja myślałem coraz częściej. Wielu moich klientów nie chciało zastępstwa w postaci innego wspólnika i odchodzili. Z kolei po głośnym procesie i historii porwania pojawiali się nowi, z żądaniami, bym to ja ich reprezentował albo nikt inny. Emil tłumaczył, że zawał, że wracam do zdrowia, ale jak długo można odwlekać mój powrót? Byliśmy kumplami od studiów, dbaliśmy o wspólne interesy jak o siebie nawzajem. Z drugiej strony, Pola, czas który powinienem poświęcić jej i Julkowi, by znów wszystko zaczęło grać. Ustaliłem z Emilem, że przylecę na dwa, trzy dni w przyszłym tygodniu i może mi na ten czas umawiać klientów od rana do późnej nocy, ale wracam do Londynu. Nie chciałem stawiać Poli przed faktem dokonanym. Innego wyjścia jednak nie widziałem. Moje kochanie od razu zorientowała się, że coś mnie gnębi.

Julcio nie był dziś zbyt grzeczny? – spytała witając mnie po powrocie z pracy.

Nie, kochanie. Po prostu rozmawiałem z Emilem. Pozdrawia was. Jego dziewczyny nie mogą się doczekać, kiedy znów dorwą Julka w obroty. – Zaśmiałem się nerwowo.

Trzeba było ich zaprosić. – Poczochrała mi grzywkę i stanęła przy kuchni nakładając obiad.

Pola. – Stanąłem tuż za nią, obejmując jej szczupłą talię. – Muszę pojawić się w kancelarii.

Milczała, a ja nie za bardzo wiedziałem, jak mam to milczenie odebrać. Położyłem głowę na jej ramieniu i mocno przytuliłem. Chciałem, żeby czuła, że mi też nie podoba się pomysł zostawiania ich, nawet na kilka dni.

Możemy o tym porozmawiać kiedy Julek zaśnie?

Mruknąłem twierdząco. Widziałem, że znów zagryza usta. Resztę popołudnia wyglądała na zamyśloną i smutną. Julek wyczuwał nastrój mamy, marudził, wybrzydzał. W końcu włączyłem mu Shreka, kupując tym samym kilka minut spokoju. Pola od razu wymówiła się sprzątaniem po kolacji, zostawiając mnie na kanapie z juniorem. Mały zasnął szybko. Przyczyniłem się do tego ciągłym głaskaniem jego loczków. Zaniosłem go do łóżka-wyścigówki i skierowałem się do sypialni Poli. Usłyszałem szum prysznica z przyległej do pokoju łazienki, więc zdecydowałem się poczekać na nią przed telewizorem. Wybrałem film, lecz go nie oglądałem. Myślałem jak poprowadzić rozmowę, odgadywałem reakcje Poli, zastanawiałem się, czy odwołać całą akcję.

Co oglądamy? – zapytała dosiadając się obok mnie.

Komedię, „Bękarty wojny”.

Nie brzmi jak komedia. – Spojrzała na mnie podejrzliwie.

Może mam humor wypaczony. – Uśmiechnąłem się jak wariat.

Przysiadła bliżej i wygodnie wtuliła się we mnie. Zapomniała, że mieliśmy porozmawiać, czy specjalnie odwlekała moment? Zatrzymałem film.

W nocy z niedzieli na poniedziałek muszę polecieć do Polski. Załatwię co mogę, najszybciej jak się da, obiecuję. Wrócę w środę późną nocą.

Nie reagowała wcale. Obejmowałem ją, czułem więc, jak głęboko zaczęła oddychać.

Pola? – Zagarnąłem kilka kosmyków za jej ucho.

Słyszałam. – Pogłaskała mnie po brzuchu.

No i?

Wyprostowała się patrząc mi w oczy.

No i co? Mam się znowu przeprowadzać, uciekać, zmieniać tożsamość, bo jakiś twój klient wpadnie w szał? Musisz lecieć? Leć. Co mam z tą informacją zrobić, Teo?

Czyli moja praca też jest tematem newralgicznym. Mogłem się domyślić, w końcu to przez klientkę ten cały ambaras.

Co według ciebie powinienem zrobić? – Odbiłem piłeczkę z nutą pretensji. – Emil i Robert ledwo wyrabiają się z własnymi sprawami, a od dłuższego czasu odwalają jeszcze moją robotę.

Nie chcę, byś wracał do kancelarii. Po postu…

Rozumiem. Pola, ale co według ciebie powinienem zrobić? – Powtórzyłem pytanie patrząc wnikliwie w jej oczy. – Jestem prawnikiem, tak zarabiam na życie. Nie wyobrażam sobie, bym mógł robić coś innego.

Dobrze Teo. W takim razie leć, ale nie wracaj do nas! Nie zniosę życia w strachu.

Zaskoczyła mnie agresywną odpowiedzią.

Powiedz, że mnie nie kochasz, Pola. Powiedz, że nic do mnie nie czujesz, a wyjdę przez te drzwi i więcej mnie nie zobaczysz.

Spojrzała oczami wielkimi z przerażenia. Oboje wiedzieliśmy, że „nie kocham cię” nie przeszłoby nam przez gardło, ani jej, ani mi.

Impas.

Łzy jak grochy spływały po cudnych policzkach, które kiedyś dotykałam bez pytania o zgodę. Zęby zacisnęła na dolnej wardze zagryzając ją do krwi, oddychała coraz szybciej i jakby z trudnością.

Pola?

Nie możesz mi tego zrobić! – Szlochała, a kiedy dotknąłem jej policzka, by zetrzeć łzy, gwałtownie odsunęła się. – Nie!

Nie możesz uciekać przed tym, co się stało kochanie. Nie ma już przed czym uciekać. Tyle razy mówiłem: dożywocie. Pola! Oni wszyscy dostali dożywocie! Nikt cię nie skrzywdzi, rozumiesz?

Ewidentnie miała atak paniki. Z trudem łapała powietrze łkając. Ująłem ją za rękę, zanim zdążyła uciec, przyciągnąłem do siebie. Wiedziałem, że pójdzie po tabletki, a tego nie chciałem. Wyrywała się, prosząc, bym puścił.

Nie! Nie puszczę cię! – Przytulałem na siłę, choć okładała pięściami solidnie. – Nie puszczę cię! – Powtórzyłem stanowczo i wtedy sobie przypomniałem melodię. – Nie puszczę cię, nigdzie sama stąd nie pójdziesz. – Zanuciłem wspierając brodę na jej głowie. – Zostaniesz tu, ja będę czekał aż uśniesz. Ale to nie wszystko…

Śpiewałem Happysad coraz ciszej, czując, jak się uspokaja, jak uchodzi z niej napięcie. Głaskałem plecy, za których nagością tęskniłem. Ocierałem łzy z policzków, które kiedyś sama nastawiała do całowania. Już nie przytulałem na siłę, a mimo to nadal do mnie przylegała.

Pola. – szeptałem, niepewny czy śpi, czy w ogóle mnie słyszy. – Jestem z tobą kochanie. Zawsze będę. Musimy tylko znaleźć dla siebie nową drogę.

Uniosła głowę, zakotwiczając na mnie wzrok. Była krucha i bezbronna, a jednocześnie wciąż mnie pociągała. Zbliżałem się jak zahipnotyzowany do ust, o których ciągle śnię. Przymknęła oczy, oczekując pocałunku, a ja się zapomniałem. Puściłem luzem pragnienie. Zacząłem od delikatnego muskania warg, po chwili dołączyłem język, subtelnie badając nim kształt ust. W końcu i ona odpowiedziała na pieszczotę. Byliśmy coraz bardziej zachłanni, spijając ze swych twarzy niewypowiedziane słowa. Uczucia tłumione od wielu miesięcy kumulowały się, a teraz żądały wyzwolenia w akcie zespolenia. Pierwszy odzyskałem świadomość myśli. Nie mogłem przecież, jak ostatni degenerat, wykorzystać jej niestabilności emocjonalnej.

Odprowadzę cię do łóżka, kochanie. – Głęboki oddech pozwolił mi wyplątać się z objęć Poli. – Tak będzie lepiej.

Przytaknęła. Podałem jej dłoń, by mogła się na niej wesprzeć wstając. Szła trzymając moją rękę, jakby nie chciała tracić kontaktu ze mną. Położyłem ją, przykryłem kołdrą po samą brodę i pocałowałem na dobranoc.

Zostań, proszę.

Przecież ustaliliśmy, że zostaję – pomyślałem. Nie od razu dotarł do mnie sens jej słów. Spojrzałem na moje kochanie z wyrazem zapytania, na co ona odgięła kołdrę. Chciała, bym został z nią na noc! Położyłem się zagarniając małą łyżeczkę w silnym uścisku. Moja Pola. Dla niej ziemię poruszę, niebo pokruszę, a słońce zamienię w złoto, jeśli mnie tylko poprosi o to.

Dziękuję Teo. – szepnęła, zanim sen zmorzył jej powieki.

Czuwałem wsłuchany w spokojne bicie serca, w miarowy oddech. Nasiąkałem szczęściem. Tej nocy zrobiliśmy milowy krok. Byłem świadomy drogi, jaka pozostała do przebycia, drogi krętej i wyboistej, ale możliwej do pokonania.

Będę walczył dalej.


Pamiętacie?
Dla autora komentarza, który mnie przytka z wrażenia, jest nagroda:
Pierwsza ławka w beta testach opowiadania ALE KLAPA!
Opowiadanie to będzie płatne, chyba, że uznacie, że za taką “szmirę”? grosza nie dacie.
Zasady są proste:
1
Zostawiasz komcie pod Rany Julek! A jak komcio doprowadzi mnie do łez (ze śmiechu lub ze smutku – wszystko zależy od ciebie) to masz duże szanse na dostanie 4 pierwszych rozdziałów.
2
Wybiorę 4 najlepsze komcie z tych, jakie zostawicie pod częściami 13,14,15 Rany Julek!
A w części 16 ogłoszę zwycięzców.
3
Pamiętaj, by zostawić prawidłowy adres email podczas komentowania.

Oto Jadzia Gibson:

Kobieta z trzydziestką na karku i chaosem w głowie. Potrafi złapać kij za trzeci koniec, a jak życie daje jej cytrynę to wyciska z niej sprajta. Odkąd sama pisze, tworzy, zawsze jest zadowolona z zakończenia.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    PTSD to coś strasznego. Świat zmienia się nie do poznania dla osoby po traumatycznych przejściach.Pola faktycznie nie wiedziała, co spotkało jej oprawców. Ma prawo się bać. Nie podobają mi się te tajemnice, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Oby to się źle nie skończyło.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Mam nadzieję, że dobrze pokazałam ich aktualny stan emocjonalny, że wyszło wiarygodnie.
      Nie wiem czy zauważyłaś : użyłam dużo czasowników zwrotnych, “się” występuje nieraz i trzy razy w jednym zdaniu ?????
      Czekam na swojego anonima od hejtu….
      Przybywaj?????????

      • Jo Winchester
        |

        Oczywiście, że … NIE ZAUWAŻYŁAM??? Ja ślepa jak kret i nawet z lupą nie daję rady 😀
        Teo dojrzał, Pola się zmieniła, ale ciągle mają szansę. Ona się boi, ale muszą znaleźć nowy pułap dla siebie.
        Hola, hola! Nawet nie myśl, że się swoim podzielę, ten anonim jest mój 😀 ????

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No nie bądź taka!
      [Jadzia przybiera głos Mariolki krejzolki]
      Hejterem się nie podzielisz? S koleżankom, kufa?!?
      Co s ciebie za pszyjaciułka, kufa! No!

      • Jo Winchester
        |

        Zachowam go na czarną godzinę i poproszę o komentarz pod Troją ????????

  2. Judyta
    | Odpowiedz

    Z tym “odgięciem kołdry” to tak hmm… Aż usłyszałam w myślach dźwięki z “Titanica” ze sceny zatonięcia, kiedy okręt przełamał się na pół xD. Może lepiej “uniosła róg kołdry”?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Masz rację!
      Że też o tym nie pomyślałam. Wstyd!
      Mam nadzieję, że słuch nie ucierpiał.
      Jak tylko dopadnę laptopa, poprawię?

  3. Asia
    | Odpowiedz

    A mi sie podoba ta cześć i to bardzo… ☺️tylko cały czas mnie i interesuje fakt ze nikt nie pomyślał o rekonstrukcji ucha dla Poli… moim zdaniem takie małe rzeczy naprawde dużo pomagają.. tylko pytanie jak to jej zasugerować … jak ma wrócić do zdrowia jeśli za każdym razem gdy popatrzy w lustro widzi koszmar, który ja spotkał? Biedna Pola, jej życie to piekło…
    Kurczę smęce troche, ale chyba mi ten rozdział tak nastawił melancholijnie ? nawet mi tu brak Teosiowych sprośności wydaje sie bardzo stosowny. Nie wiem co Ci tu nie pasuje Jadzia?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ona przez ten rok była samotną matką. Raczej nie myślała o przeszczepie ucha czy jakimkolwiek zabiegu wymagającym pobytu w szpitalu.
      Cieszę się, że część przypadła ci do gustu. W sensie… Sorry za melancholie (jest chyba nawet film “melancholia”). Julek miał być jak życie, a życie nie jest zabawne przez cały czas. Chciałam uruchomić w tobie, jak i w innych czytelnikach całą gamę uczuć. Mam nadzieję, że mi się choć w cz€ści udało zrealizować plan.
      Teosiowe sprośności nabiorą bardziej wysublimowaną formę. W końcu ma wsparcie mentora, który udziela wskazówek, dzięki temu nie wystraszy Poli.

  4. Miska
    | Odpowiedz

    Jadzia! Ty umiesz być poważna!
    Nie znałam cię z tej strony.
    Wykreowałaś Teodora, którego sama chętnie bym przygarnęła… Może to złe określenie, bo jak widzę to on woli przygarniać pod swoje skrzydła. To ja chciałabym takiego Teodora, który by się mną opiekował.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Widze Miska, że zawzięcie tyrasz na nagrodę???
      Tylko mi juz nie pisz na priv, czy juz widzialam twoj komentarz???
      Teodor w ofercie na moim FB. Mozesz tam poczytać opinie różnych użytkowniczek rozgrzewacza łóżkowego model Teodor.
      Niestetty ostatnio zgłaszają wycieki płynów. Ale firma Dirty Lawyer zapewnia, ze to od zależy od użytkowania, także…. Tego….
      Wpadniesz, poczytasz…..
      Zapraszam
      Szukaj Jadzia Gibson

      • Miska
        |

        Dobre to z płaczącym Teodorem?????
        Sama się popłakałam ze śmiechu.
        Tam też będzie epilog?

      • J.Gibson
        |

        Zobaczymy…. Podejrzewam, że tak. Na fb dam epilog, by osoby, które są zainteresowane Rany Julek! oczami Poli miały wybór czy chcą czekać, czy już teraz zerknąć na mój profil i niczym w szklanej kuli ujrzeć przyszłość Teo i Poli.

  5. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Brawo, Teo! Tak trzymaj! I wytrwaj. Bo właśnie tego Pola potrzebuje – silnego, odpowiedzialnego, troskliwego mężczyzny. Na szał ciał jeszcze nie czas, a i to Pola powinna wyjść z inicjatywą. Musi poczuć, że jej los, jej szczęście jest w jej rękach. I po to szczęście sięgnąć. Bądź nie. Teraz to ona rozdaje karty, a swołocze-jej krzywdziciele nigdy nie zaznają wolności. To zrozumiałe, że się boi i życie na pół gwizdka wydaje się jej optymalnym, ale jak w tym scenariuszu “upchnąć” Teodora? Ano właśnie. Nie da się. Tableteczki przygłuszają problemy, ale ich nie rozwiązują. Rany Poli zagoiły się po wierzchu – gładka skóra, a pod spodem ropień – trzeba przeciąć i oczyścić. Nie da się ruszyć dalej i żyć jak należy, jakby się chciało, jeśli ma się zgorzel w duszy. Teo, wprawdzie prawnik, ale ma zacięcie chirurgiczne, a i motywację konkretną, więc idealnie nadaje się do zoperowania Poli. Myślę, że z nikim innym nie byłaby w stanie zbudować prawdziwej, szczerej, głębokiej relacji. Teo o wszystkim wie i zna demony Poli, więc ma największe szanse przebić się przez zasieki wokół jej serca.
    I brawo, Jadzia! I tak trzymaj, bo odcinek super. I cieszy mnie wzmianka o części 16:) He, he, żal się z bohaterami rozstać, a i wciąż szepczą coś do ucha – a to roszczeniowo, a to prosząco, a to przypominając, a to sugerując, że można by jeszcze i o tym, i o tym, i o tym napisać.
    Mocno się zastanawiam nad tym odgięciem kołdry… i mnie to nie razi, bo u nas tak się mówi – odgięłam, odchyliłam – znaczy to samo.
    Uruchomienie uczuć udało Ci się jak najbardziej i nigdy za to nie przepraszaj – przecież o to właśnie chodzi, żeby czytelnika troszkę sponiewierać:) Mnie ostatnio King poniewiera wte i wewte. I wciąż mi mało. To chyba jakiś czytelniczy masochizm:)

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wiele lat temu, tak mnie King “sponiewierał” Miasteczkiem Salem, że z łóżka bałam się zejść, bo oczywiście jak horror, to tylko w nocy 😉
      Dla odmiany Kootza polecam jeśli jeszcze nie czytałaś. Chyba nawet go bardziej lubię od Kinga. The best – Grom 🙂 bo i wątek romantycznej miłości się znajdzie. O ile mi wiadomo, to Kootz napisał też kilka erotyków, chociaż oczywiście są one mniej znane. Ja przynajmniej nie czytałam 🙂

      • J.Gibson
        |

        Kootza nie znałam. Czy on taki S.King romantyki?

      • Tony Porter
        |

        “Miasteczka Salem” jeszcze nie czytałam. Dopiero od sierpnia ubiegłego roku zapoznaję się, z jakże przebogatym dorobkiem literackim Kinga. Do tego czasu żyłam w przekonaniu, że King pisze horrory, a to nie moja bajka, ale przyjaciółka podsunęła mi “Pod Kopułą” i złapałam bakcyla. Książki, które przeczytałam do tej pory to obyczajowe powieści grozy. Dreszczyk jest, i owszem – co jak co, ale mroczność ludzkiej natury potrafi King opisać konkursowo. Moim faworytem jest “Dallas’63” – kocham tę książkę. Piękna historia miłosna i podróże w czasie, z zamachem na JFK w tle. Twórczości Koontza nie znam, ale jak polecasz, to sięgnę.

      • Babeczka
        |

        Ja osobiście wolę Kootza, chyba jest nieco mniej opisowy.Czytałam dużo jego książek, ale najbardziej pamiętam Wizje, Złe miejsce, Jedyna ocalona, Drzwi do grudnia i oczywiście Grom. Zresztą mam je na półce 🙂 Niestety większość jego twórczości, nie została jeszcze w Polsce wydana ;(
        No i zapomniałam o Odd Thomas, zresztą jest film pod tym samym tytułem.
        King mnie zraził książką Ono. Nudna, ciągnąca się jak wyjątkowo ohydny smark, a na dodatek ten seks grupowy dzieci…
        A Mastertona czytałyście?

      • J.Gibson
        |

        Widzę, że ja to taka dziewica czytelnictwa. Ale rekomendujcie. Lista jest. Dorzucam na nia kolejne tytuly do ogarnięcia.

      • Tony Porter
        |

        No właśnie – ja lubię opisy. Lubię tło, drugie dno, ukryte smaczki, odwołania, alegorie. “Ono”? Znaczy się “TO”? W moim ukochanym “Dallas’63” jest wzmianka o wydarzeniach w Derry. Jak do tego dojrzeję, to przeczytam. Mastertona nie znam w ogóle. Jadzia, dorzuć do listy pana Jarosława Grzędowicza – “Pan Lodowego Ogrodu” to mistrzostwo świata – cztery tomy wypasionej opowieści, zbiorki opowiadań: “Wypychacz Zwierząt” i “Azyl” – miodzio. Jak już upchniesz pana Grzędowicza, to dopisz do listy jego żonę – panią Lidię Kossakowską, tyle, że w konkretnych tytułach: “Ziarna Niebios”, “Siewca Wiatru” (to moja wielka miłość) i “Ruda Sfora” – niczego innego nie czytaj. I zacznij od “Ziaren Niebios”.

      • J.Gibson
        |

        Tony! Ja się przed śmiercią nie wyrobię??? to wszystko poczytać.
        Ale dawaj dawaj.
        W ten weekend mam czas zarezerwowany na twoje fanfiki. Winko już się chłodzi, baterie ładują…. Dziecki do spania poloze, Zygmunta pożegnam do pracy i wio na fanfika.????

      • Babeczka
        |

        I jak to dobrze, że czasami lubimy to samo, czasami coś zupełnie innego 😉 Ja pani Kossakowskiej nie dałam rady przeczytać, poddałam się po trzech próbach. Masterton nie ma długich opisów, za to ma takie, że ja po ponad dwudziestu latach pamiętam uczucia, jakie towarzyszyły mi podczas czytania jego książek. Zresztą, tylko dwie były w bibliotece, więc tylko te dwie przeczytałam 🙂
        No właśnie, nie ONO, a To. Zresztą pomijając tytuł, resztę podtrzymuję 🙂
        Z polskich autorów niewielu: Wójtowicz. Lewandowski, Lem, Mrożek, Chmielewska, Sienikiewicz z klasyki. Reszta mniej znana, bo uwielbiam książki stricte historyczne 🙂 Za to lubię pisarzy za naszej wschodniej granicy.

      • J.Gibson
        |

        Za wschodniej granicy powiadasz?
        Ale mi liste książek do przeczytania przed śmiercią rozwinęłyście.

      • Babeczka
        |

        Bułyczow, Asimov, Gromyko, Strugaccy – te kupuję w ciemno.

      • Tony Porter
        |

        Pani Kossakowska chyba wie jakie inwektywy pod jej adresem rzucałam podczas lektury jednej z jej książek – moja przyjaciółka, słysząc me mamrotanie i przekleństwa, prosiła bym nie wyrzucała jej książki przez okno i że może poczytam coś innego – bo się zemściła – nie ZIARNA, tylko ŻARNA. Drobna różniczka, kurza twarz. Nie zmienia to faktu, że “Siewcę Wiatru” kocham miłością bezwarunkową. Ano właśnie – uczucia. I tylko to się liczy. Czniać recenzje, opinie, opisy. Krytycy piszą, że to szmira? Niech sobie piszą – mnie się podobało. Tak samoż w drugą stronę. Czytanie to super sprawa.

      • Tony Porter
        |

        Ło Jezu! Pod te moje fanfikowe wypocinki wino może nie sprostać procentowo – myślę, że Johnnie Walker byłby lepszy. Albo porządnie zmrożona polska wódka:)

      • Babeczka
        |

        Winko wystarczy 🙂 Ja też właśnie popijam, co by mi się lepiej pisało.
        Poza tym zacytuje tutaj pewną znaną osobę, przy czym ja podpisuje się pod tymi słowami obiema ręcami:
        “Kiedyś byłem zakłopotany, ponieważ byłem tylko pisarzem komiksowym, podczas gdy inni budowali mosty lub oddawali się karierze naukowej. A potem zdałem sobie sprawę, że rozrywka jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu ludzi. Bez tego można się stoczyć. Czuję, że jeśli potrafisz zabawiać ludzi – dobrze robisz”. Stan Lee

        Dobranoc, idę spać! bo mnie ukochany małżonek wzywa na górę nieco poirytowanym szeptem ;-D

      • J.Gibson
        |

        Tony, uwierz mi, jestem przygotowana i na taką okoliczność: Walker siedzi w zamrażalniku i czeka na wezwanie.
        Babeczka, to się podpisz cczterema rencamy, bo za mnie też?.
        Żeś pocisneła z tym ukochanym?
        Ja do Zygmunta mówię pieszczotliwie /!*×&÷_!€@£!($_%@%$.!€!€£$(@.$__!/$€@£_$&!\$*€$(!_!&\$€$€$_!&/$*$€

        Dobrej nocy!
        Ja spać nie idu. Musze jeszcze dziecki uspac, dom ogarnac, odczytać 16stą cz.Julka…. A znając życie to, zrobię tylko to pierwsze i obudze się w środku nocy nie wiedząc wtf happened zastanawiając się od czego mam zwichniętą szyję i ból w L5, ale to dopiero jak sie wygramole z łóżka juniora niczym saper omijając jego kończyny. Także…. O czym to ja?
        Aaaaa dobrej nocy

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Brawo! Tony zauważyłaś, że teraz daję Poli to czego potrzebuje. Wystarczająco ją sponiewierałam – aż mam wyrzuty sumienia. Teo ma być plastrem na rany. Obiecuję do epilogu już bez zabijania i maltretowania, choć odrobina tortury nie zaszkodzi 😉
      Epilog będzie tylko na moim FB, stety, a może niestety. Zobaczymy…
      [tutaj Jadzia zwraca się do wszystkich kometujących]
      Czy mnie tu ładnie uprosicie komentarzami Ha, haha, ha!
      [i znów posto do Tony ;)]
      Kinga już nie tykam. Po przeczytaniu/obejrzeniu mam nocne schizy. Dlatego mam światło w korytarzu na pilota ;).

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Urwało mi komentarz to dopisuje:
      Tony, podziwiam, że masz odwagę czytać Kinga.

      • Tony Porter
        |

        Teo jest niczym wypasiony turystyczny zestaw plastrów:) Cieszę się, że już Poli odpuścisz, bo myślę, że więcej by dziewczyna nie wytrzymała. Jeśli tortury, to tylko słodkie – rozkosz przyprawiająca o utratę zmysłów:) Oczywiście, chwilową utratę. Pola dwukrotnie przeszła piekło, więc myślę, że teraz należy się jej całe mrowie nieba.
        Nie no, na pewno uprosimy- kilometry komentarzy błagalnych rozsadzą stronę:)
        Ha! Światło w korytarzu na pilota to świetny pomysł! Mnie by się przydało ze względu na psa, który lubi wyleźć z kojca i rozwalić się na środku przedpokoju – cud, że jeszcze go nie rozmiażdżyłam.
        Mnie King nie straszy, tylko przeoruje emocjonalnie – wyobraźnia pracuje mi na najwyższych obrotach.

  6. Lily
    | Odpowiedz

    Nie lubię Poli. Coś z nią jest nie tak. Za to Teodora Bardzo. Taki idealny zięć w oczach każdej teściowej. Solidny, z dobrze umeblowaną głową.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Trudno Polę polubić. Nie dałam jej szansy wytłumaczyć się.?
      Może zmienisz zdanie. Za jakiś czas wrzucę Rany Julek! wersja 1.1 i tam wszystko będzie oczami Poli. Na to jednak trzeba chwilę poczekać. Zaplanowałam, że zahaczę o akcję Teodorowego Julka, czyli akcja zacznie się w Centrum Kardiologii, a zakończy…. No właśnie tego nie zdradzę. Być może dlatego, że sama nie jestem pewna, jak im tam w życiorysach pomieszać. Zarys jest, kilka scen jest…. Ale to niewiele. Na 100% kogoś zlikwiduję. ????

      • Lily
        |

        Greyem mi zalatuje. Mam nadzieję, że nie poczujesz się urażona tą uwagą.

      • Babeczka
        |

        Greyem to zalatuje teraz wszystko niestety 🙁 Wcześniej zalatywało Zmierzchem :-)))

      • J.Gibson
        |

        Babeczka, czyli w sumie to komplement dostałam?
        Porównanie do hitu sprzed kilku lat????
        So proud

      • Tony Porter
        |

        Wcale nie trudno i z czego niby ta biedna dziewczyna miałaby się tłumaczyć? Że nie rzuciła się Teo w ramiona w szpitalu? Że nie zachowuje się tak, jakby nic się nie stało i koszmar minionego roku nie miał miejsca? Jak dla mnie, to Pola jest prawdziwą bohaterką. Dała radę przetrwać najgorszy czas zaraz po tych okropnościach i ułożyła sobie życia tak jak umiała. Nic dziwnego, że się boi. Teo to doskonale rozumie i naciska z wyczuciem.

      • J.Gibson
        |

        Tony rulez! Ju da best!?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Urażona? ???
      Nie…..
      Ale zaskoczona????
      Mogłabyś rozwinąć myśl? Nie potraffię znaleźć Greyjowskich elemntów. Chodzi ci o tę część Julka? Czy o Julka, którego planuję?
      P.S.
      Obraziłabym się, gdybyś porównała mnie do Lipińskiej????
      Ooooo tej to nie lubie…. Ona to mnie dopiero włącza infrastrukturę nerwową?????

      • Jo Winchester
        |

        Jadzia! Przecież Blanka jest taka cudowna ??? i ten jej wieprzkowy mafioso massimo ???

      • Tony Porter
        |

        A gdzie tu Grey? Pejczy nie było, kulek gejszy nie było, szpagatomierza też nie było:) Teo ma ciekawsze zabawki – motykę, na przykład:) W “Julku” nie ma dominacji ani uległości – jest dwoje kochających się ludzi w partnerskim związku. To, że Teo wolał, żeby Pola nie szła do pracy nie jest równoznaczne z chęcią (niezdrową) podporządkowania jej sobie. Pani Lipińskiej nie znam, ale jak ona taka nerwotwórcza jest, to może lepiej nie będę się z nią zapoznawać.

      • J.Gibson
        |

        Ja też myślałam, że daleko mi do Greya???.
        A tu zonk!

      • Babeczka
        |

        Aż tak źle z ta Lipińską? Bo to ponoć taki hit nad hity 😉

      • J.Gibson
        |

        Czytałam tylko kilka recenzji…. I to wystarczy. Fragmenty przytoczone przez recenzentów są też bardzo zniechęcające. Ale tym co chcą nosić ciążę tylko w cyckach to polecam, bo ponoć Lipińska odkryła jakiś cud specyfik, na to by tylko cycki były w ciąży. No i tam ponoć ciągle penisy latają, postacie są nielogiczne, a główna bohaterka myśli tylko o fellato, czy też fellatio czy tam inne łonowe patio, bo jej knur formę zalał??????? zalał, ale ona się nie przeejmuje bo ma.jeszcze dwie dziurki w nosie???
        Jak gdzieś dorwę to przeczytam dla beki???? choć jest obawa, że moja wyobraźnia po tym oślepnie i nabierze obrzydzenia do sexów???

      • Babeczka
        |

        To skąd ten sukces kasowy? Nawet teraz, bodajże w Skarbie, czytałam że to taka poczytna autorka, guru w sprawach seksu 😉

      • J.Gibson
        |

        Ja podejrzewam, że dużo kasy poszło w reklamę, bo film ma wyjść i tworzą wokół książki aureolę hitu, żeby już każdy rezerwował kino zawczasu.
        Ja jej nie czytałam, wieć nie polecam, ale koleżanki z podobnym gustem co ja czytały i powiedziały “nie polecam”, no to trudno polecać jak wszystkie niemediowe recenzje krzyczą “chroń oczy przed Lipińską”.

      • Babeczka
        |

        Reklama dźwignią handlu. Tak czy inaczej, ja się nie wypowiadam 🙂 Zresztą, w większości niezbyt lubię czytać dzieła z tematyki, w której sama piszę :-)))

      • Tony Porter
        |

        He, he, coś dodać, coś ująć? https://natemat.pl/265885,blanka-lipinska-autorka-365-dni-przechodzi-do-wydawnictwa-agora

      • Babeczka
        |

        Nie, już nic nie musisz dodawać :-))) Ja się będę trzymać z daleka zarówno od tego, jak i od innych dzieł tej pani.

      • J.Gibson
        |

        No widzisz Tony! Kolejna nie recenzja tylko art robiący szum. Wokół autorki, i wydawnictwa.
        Ja to wszystko umiem. Moja praca magisterska dotyczyla manipulacji przekazem. Im bardziej cos mnie nastrecza z tv lub gazety, tym większym jest kiczem. No i zastanawia mnie, dlaczego ja o niej nie wiedzialam do tej pory, a przecież to nie jest jej pierwsza książka, a ja już dłuuuuugo erotyki poczytuje.
        No i tak dla mnie motyle najoryginalniejsze i najlepsze.

      • Babeczka
        |

        Dziękuję, dziękuję :-))) Pamiętaj tylko, że Ty też teraz do motyli należysz.
        Rynek wydawniczy w naszym kraju jest trudny. Ja wysłałam kiedyś “rękopis” do 30 wydawnictw. Odpisały mi… 2. W tym jedna wiadomość, od Fabryki słów była bardzo konkretna i rzeczowa, indywidualna, nie “kopiuj-wklej”. A druga była z wydawnictwa Replika, właśnie typu “kopiuj-wklej”. I co zrobiłam? Zaczęłam sprzedawać sama :-)))

      • J.Gibson
        |

        I dobrze! Za to cie kochamy Babeczka.
        Bierzesz sprawy w swoje ręce! Podziwiam.?????

      • Tony Porter
        |

        Moja praca magisterska dotyczyła rozwoju zrównoważonego, ale wydaje mi się, że wiem co to znaczy “manipulacja przekazem”. A może, nie tyle wiem, co czuję instynktownie, bo jak mi ktoś dzwoni i mówi, że należy mi się tablet, a potem zaczyna mi nawijać o ratach za ten tablet mi należny, to ja śmieję się w głos, albo od razu mówię, że ja nie chcę żadnego tabletu. I nie chcę żadnej Lipińskiej, która mogłaby Agnieszce, Monice, Jadzi, Rebel, Jo W. sandały sznurować:)

      • Babeczka
        |

        Ja kiedyś byłam świadkiem, jak mój szwagier odebrał taki telefon, gdzie go zapraszali na pokaz… Pod koniec rozmowy razem z siostrą wyłyśmy jak potępione, kulając się ze śmiechu, tak wkręcił rozmówcę :-))) Tego nie da się powtórzyć, to trzeba słyszeć! Pani po drugiej stronie powiedziała, że na pokazie można dostać “gratis” żelazko. Na to szwagier bardzo poważnie zaczął sie dopytywać, jakiej firmy, bo jak Manty, to on nie przyjedzie, bo nie warto. Biedna kobieta latała po całej firmie i dopytywała się o markę żelazka, a on wciąż jej tłumaczył, zmartwionym, poważnym głosem, że od musi mieć pewność, iż to żelazko dobrej marki, bo inaczej nie opłaca mu się pójść na pokaz.

        PS. Moja praca magisterska miała temat: badanie gęstości i lepkości ortonitrotoluenu i metanitrotoluenu w n-heksadekanie 😀

      • J.Gibson
        |

        Omg. Brzmi poważnie…

      • Babeczka
        |

        No, brzmi :-DDD

  7. Babeczka
    | Odpowiedz

    Mnie się nawet imię Teodor zaczęło podobać 😉

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No widzisz?
      Mi się najbardziej zdrobnienie podoba.

    • Lily
      | Odpowiedz

      Chodziło mi o inwersję. Chyba teraz mają wychodzić powieści pisane z perspektywy Greja. W sumie samego Greja przeczytałam 120 stron. Więc nie zawiele. A w Zmierzchu to też chyba było pisane z różnych perspektyw…

      • J.Gibson
        |

        Ooooo nie! Lily! A już myślałam, że jestem wyjątkowa????
        Jeśli perspektywa jest tu kategorią Greyjowską to cię rozczaruję: co druga książka zalatuje Greyjem. Teraz to będę płakać?????.
        Mój Julek porównany do co drugiej książki…. Chociaż…. Ale czekaj! Co drugiej wydanej z sukcesem!
        Ok. No to nadal to jak komplement.
        W takim razie dziękuję.?

Napisz nam też coś :-)