Rany Julek! (XV)

with 35 komentarzy

Rany Julek! (XV)

UWAGA!

Będzie lokowanie produktu, delikatne i pewnie nikt nie zauważy nawet. Jak ktoś pracuje dla znanego producenta detergentu, to bardzo proszę o info, kiedy dostane ten roczny zapas płynu do płukania. HA, ha, ha. Coś dostanę, ha, ha. Akurat [Jadzia nuci „Dyskoteka gra”]


Część piętnasta.

Zaskoczyła mnie agresywną odpowiedzią.

Powiedz, że mnie nie kochasz, Pola. Powiedz, że nic do mnie nie czujesz, a wyjdę przez te drzwi i więcej mnie nie zobaczysz.

Spojrzała oczami wielkimi z przerażenia. Oboje wiedzieliśmy, że „nie kocham cię” nie przeszłoby nam przez gardła; ani jej, ani mi.

Impas.

Łzy jak grochy spływały po cudnych policzkach, które kiedyś dotykałem bez pytania o zgodę. Zęby zacisnęła na dolnej wardze zagryzając ją do krwi, oddychała coraz szybciej i jakby z trudnością.

Pola?

Nie możesz mi tego zrobić! – Szlochała, a kiedy dotknąłem policzka, by zetrzeć łzy, gwałtownie się odsunęła. – Nie!

Nie możesz uciekać przed tym, co się stało, kochanie. Nie ma już przed czym uciekać. Tyle razy mówiłem: dożywocie. Pola! Oni wszyscy dostali dożywocie! Nikt cię nie skrzywdzi, rozumiesz?

Ewidentnie miała atak paniki. Z trudem łapała powietrze, łkając. Ująłem ją za rękę, zanim zdążyła uciec, przyciągnąłem do siebie. Wiedziałem, że pójdzie po tabletki, a tego nie chciałem. Wyrywała się, prosząc, bym puścił.

Nie! Nie puszczę cię! – Przytulałem na siłę, choć okładała pięściami solidnie. – Nie puszczę cię! – Powtórzyłem stanowczo i wtedy sobie przypomniałem melodię. – Nie puszczę cię, nigdzie sama stąd nie pójdziesz. – Zanuciłem, wspierając brodę na jej głowie. – Zostaniesz tu, ja będę czekał aż uśniesz. Będę czekał aż uśniesz. Ale to nie wszystko...

Śpiewałem Happysad coraz ciszej, czując, jak się uspokaja, jak uchodzi z niej napięcie. Głaskałem plecy, za których nagością tęskniłem. Ocierałem łzy z policzków, które kiedyś sama nastawiała do całowania. Już nie przytulałem na siłę, a mimo to nadal do mnie przylegała.

Pola. – szeptałem, niepewny czy śpi, czy w ogóle mnie słyszy. – Jestem z tobą kochanie. Zawsze będę. Musimy tylko znaleźć dla siebie nową drogę.

Uniosła głowę, zakotwiczając na mnie wzrok. Była krucha i bezbronna, a jednocześnie wciąż mnie pociągała. Zbliżałem się jak zahipnotyzowany do ust, o których ciągle śnię. Przymknęła oczy, oczekując pocałunku, a ja się zapomniałem. Puściłem luzem pragnienie. Zacząłem od delikatnego muskania warg, po chwili zaangażowałem język, subtelnie badając nim kształt ust. W końcu i ona odpowiedziała na pieszczotę. Byliśmy coraz bardziej zachłanni, spijając ze swych twarzy niewypowiedziane słowa. Uczucia tłumione od wielu miesięcy kumulowały się, a teraz żądały wyzwolenia w akcie zespolenia. Pierwszy odzyskałem świadomość myśli. Nie mogłem przecież, jak ostatni napaleniec, wykorzystać jej niestabilności emocjonalnej.

Odprowadzę cię do łóżka, kochanie. – Głęboki oddech pozwolił mi wyplątać się z objęć Poli. – Tak będzie lepiej.

Przytaknęła. Podałem jej dłoń, by mogła się na niej wesprzeć wstając. Szła trzymając moją rękę, jakby nie chciała tracić kontaktu ze mną. Położyłem ją, przykryłem kołdrą po samą brodę i pocałowałem na dobranoc.

Zostań, proszę.

Przecież ustaliliśmy, że zostaję – pomyślałem. Nie od razu dotarł do mnie sens jej słów. Spojrzałem na moje kochanie z wyrazem zapytania, na co ona odgięła kołdrę. Chciała, bym został z nią na noc! Położyłem się, zagarniając małą łyżeczkę w silnym uścisku. Moja Pola. Dla niej ziemię poruszę, niebo pokruszę, a słońce zamienię w złoto, jeśli mnie tylko poprosi o to.

Dziękuję Teo. – szepnęła, zanim sen zmorzył jej powieki.

Czuwałem wsłuchany w spokojne bicie serca, w miarowy oddech. Nasiąkałem szczęściem. Tej nocy zrobiliśmy milowy krok. Byłem świadomy drogi, jaka pozostała do przebycia, drogi krętej i wyboistej, ale możliwej do pokonania.

Będę walczył dalej.

***

Trzy dni w kancelarii były przeładowane pracą. Zaczynałem o szóstej rano, analizując dokumentację, a o dwudziestej drugiej żegnałem ostatniego klienta. Nie było łatwo. Wiele z tych spraw powinienem już przetwarzać, ale odwlokłem je o kolejny miesiąc, lub oddałem pod opiekę innemu wspólnikowi wraz z notatkami i uwagami do sprawy.

Przy okazji uzupełniłem dokumentację dla biura nieruchomości, które miało sprzedać moje lokum i zorganizowałem przewóz rzeczy z mieszkania do domu dziadka. Całe noce pakowałem kartony. Gdyby nie pomoc mamy, nie zmieściłbym się w czasie. Chciała nawet lecieć ze mną do Londynu, by opiekować się Julkiem. Przy dziaduniu i babci Basi czuła się jak piąte koło u wozu, więc tłumaczyła, jak bardzo jest mi potrzebna na wyspie.

Mamo, może znajdź sobie pana Juliana na własność?

Dostało mi się za ten żart klepnięcie w ramię. Mama szybko się zreflektowała przepraszając. Przez ten zawał traktuje mnie jak jajko. Za nic ma moje zapewnienia, że jestem w dobrej formie. Nawytrząsała się nad godzinami, które spędzałem w kancelarii i w tym iście wykładowczym tonie ciężko było mi odmówić jej wizyty w Londynie.

W samolocie spałem. Po pierwsze, dlatego że nie spałem zbyt wiele przez ostatnie trzy dni, po drugie, obok mnie siedziała mama, chętna do dyskusji w kwestii okładkowego tematu Cosmo, a ja nie za bardzo chciałem rozmawiać o dwudziestu sposobach na grę wstępną.

Koło pierwszej w nocy dotarliśmy pod adres Poli – jakoś nie mogę się przemóc, by mówić „nasz adres”, po prostu chcę wrócić do ojczyzny na stałe. Otworzyłem drzwi i omalże zostałem ścięty z nóg. Pola rzuciła się na mnie, dosłownie zawisła jak koala na drzewie. Dusiła mocnym uściskiem ramion, nogami opasała biodra i całowała, jakby jutra miało nie być. Jakaż by to była upojna noc, gdybym nie wziął ze sobą matki! Oderwałem Polę od siebie.

Kochanie, przywiozłem ci gościa. – Poinformowałem niezadowolony.

Dopiero teraz Pola spojrzała za mnie.

Witaj, Pola.

Moje kochanie omalże spadło ze mnie na swą pupę.

Dobry wieczór! – przywitała się, łapiąc równowagę.

Wniosłem walizki, pozwalając kobietom mojego życia na chwilę rozmowy. Zajrzałem do pokoju Julka, ucałowałem czółko, z którego zgarnąłem złote loczki, a on w pół śnie otworzył oczy i zarzucił mi ręce na szyję.

Tam muuu am am grin. – wyseplenił cichutko.

Z dumą stwierdziłem, że zrozumiałem wszystko: tam krowa je zielone, czyli trawę.

A kotek pije mleczko. – odpowiedziałem szeptem, przykrywając go szczelniej kołderką.

Ziewnął i spał dalej. Z korytarza słyszałem, że Pola zakwaterowuje mamę w dawnym pokoju Lucy. Włożyłem głowę w uchylone drzwi, życząc dobrej nocy swej rodzicielce, po czym pociągnąłem nogami w stronę sypialni. Padłem na łóżko, tak jak stałem.

Obudziłem się w południe. Pola musiała mnie rozebrać, bo nie przypominam sobie nic oprócz rozpięcia paska, tymczasem byłem w samych szortach. Z parteru dochodziły odgłosy Julka w ferworze zabawy, śmiech mamy. Wziąłem prysznic w ekspresowym tempie, a ubrałem się jeszcze szybciej. Julek dopadł mych nóg, jak tylko stanąłem w kuchni. Podrzuciłem go kilka razy pod sufit, aż piał z zachwytu.

Piała też moja mama, bynajmniej nie z zachwytu. „Teo, nie przemęczaj się! Teo, bo ci serce pęknie! Teo, krzywdę mu zrobisz! Teodorze, postaw to biedne dziecko na podłodze!”. Spojrzałem na nią z wyrzutem. Cała mama. Główny niszczyciel domowej rozrywki.

Mamo! Jak dziadek bawił się ze mną, też na niego krzyczałaś?

I dlatego żyjesz! – powiedziała oburzona, po czym dodała całkiem słodkim głosem – Nie ma za co.

A nie przyszło ci do głowy, że mi się te zabawy podobały?

– Pozwól, że ci przypomnę, Teo. Miałeś trzy lata jak straciłeś przednie mleczaki, bo testowałeś z dziadkiem wyrzutnię rakiet, która była bezpieczną zabawką, póki jej nie podrasował, wymieniając baterie na akumulator samochodowy. Mam przytoczyć więcej przykładów?

Dziękuję mamo, że żyję. – przytuliłem ją wręczając Julka. On sam chętnie poszedł do niej na ręce. – Pola w pracy?

Miałem wyrzuty sumienia, że nie poświęciłem jej nawet krótkiej chwili po powrocie. Postanowiłem zrobić niespodziankę. Kupiłem Poli ulubione ptasie mleczko i pojechałem pod klinikę, gdy miała kończyć pracę. Stanąłem w cieniu drzewa wsparty o jego pień. Nieopodal jakaś para jadła lunch na trawniku, pielęgniarka wyciągnięta na kocu czytała książkę, a dalej na prawo, za niską wierzbą, trzech pacjentów paliło papierosy ukradkiem. Nie rozumiałem zamiłowania Londyńczyków do spędzania przerw na „łonie natury”. Najgorsze, że wykorzystywali oni do tego każdy skwer, każdy klomb, czy nawet pasmo trawy oddzielające pasy ruchu na ulicy.

Nie uprzedzałem, że czekam, a mimo to Pola zauważyła mnie, jak tylko wyszła z budynku. Wywołałem uśmiech na jej twarzy. Szła coraz szybciej, po chwili biegła. Wpadła na mnie z takim impetem, że aż drzewem zabujało. Wzór kory odcisnął mi się na plecach od kręgu C3 do L5.

Jaka miła niespodzianka! – Wczesała palce w moją grzywkę.

Stęskniłem się.

Ja też, Teo. – szeptała zbliżając usta. – Bardzo się stęskniłam.

Pocałowała mnie na tyle namiętnie, na ile pozwala etyka w miejscu publicznym. Uwielbiałem, gdy sama wychodziła z inicjatywą. Odkąd sypiamy razem, zdarzają nam się pocałunki ogniste i takie, od których czuję mrowienie w piętach z rozkoszy. Niestety nie wzbogacamy repertuaru. Oczywiste jest, że chciałbym więcej! Jakiekolwiek sugestie, gesty, czy poczynania w tym kierunku, Pola stopuje od razu. Nie naciskam, nie przymuszam. Mam jednak wrażenie, że powinienem postawić na swoim, przypomnieć jej ciału jak reagować, przypomnieć, jak to jest być z prawdziwym mężczyzną, a nie z bydlakiem.

***

Po tygodniu moja mama nas pożegnała. Dobrze. Zadawała za dużo pytań o przyszłość, te z kolei wytrącały Polę z równowagi. Moje kochanie po prostu nie chciało planować. Dla niej było dobrze, tak jak jest. Osiągnęła swego rodzaju poziom bezpieczeństwa i nie chciała słyszeć o ponownej przeprowadzce do Polski, o przedszkolu dla Julka, czy o wspólnych wakacjach. Wizyta mamy, poza radością, przyniosła Poli stres. Wieczór przed wylotem mej rodzicielki pokłóciliśmy się. To znaczy, zaczęliśmy mówić uniesionym głosem, ale do właściwej kłótni nie doszło, bo Pola uciekła na piętro, zostawiając mnie z wyrzutami sumienia, że potraktowałem ją zbyt ostro.

Kochanie, wszystko w porządku? – Wszedłem do łazienki zaniepokojony. Pola stała wsparta o zlew, w prawej pięści zaciskała tabletki. Oddychała łapczywie. – Poluś. – Stanąłem za nią i objąłem silnym uściskiem.

Prze-praszam. – odpowiedziała, walcząc z oddechem.

Przysiadłem na brzegu wanny, sadzając ją na kolanach. Wciąż przytulałem. Leniwie mruczałem ulubiony kawałek Happysadu. Czułem jak atak ustępuje powoli. Powoli, ale szybciej niż poprzednim razem.

Potrzebujesz ich? – spytałem, wyłuskawszy z jej palców tabletki.

Zaprzeczyła kiwnięciem głowy.

Wyrzuciłem je do odpływu wanny. Cieszyłem się. Może te ataki nie były dobre dla Poli, ale dla nas okazały się ważnym elementem ponownego budowania relacji i więzi. Żyliśmy jak małżeństwo, choć żadne z nas nie odważyło się dokonać kategoryzacji łączących nas uczuć. Istnieliśmy w tej chwili, dzieliliśmy ją wspólnym oddechem, lecz nie wspólną wizją kolejnych lat. Ja wyobrażałem sobie powrót do pracy na pełen etat, Pola nie chciała słyszeć o przeprowadzce do Polski.

***

Kancelarię odwiedzałem co trzeci tydzień, a na ten czas do Londynu przylatywała moja mama. Miałem nadzieję, że może ona przekona Polę do powrotu, lub Pola zgodzi się na przeprowadzkę tylko po to, by jej nikt nie wiercił dziury w brzuchu.

Czas przelatywał nam przez palce. Zapomniałem o zawale i coraz bardziej irytowało mnie stosowanie „bezpiecznej” diety. Brakowało mi tłustego mięsiwa. Raz, gdy Pola była w pracy, zabrałem małego na spacer. Nie do parku! Poszliśmy do restauracji. Zamówiłem wszystkiego po trochu. Julek przekupiony pizzą i solidną porcją lodów obiecał, że mnie nie sprzeda. Jako prawnik powinienem wiedzieć, że układy z dziećmi nie opłacają się. Jak tylko Pola stanęła w drzwiach, Julek podbiegł do niej i na cały dom wykrzyczał:

Tata tamejnise ma.

Jaką tajemnicę kochanie? – dopytywała, rozumiejąc syna.

Chodzili my taaaaaam papa i tyyyyyyle am am. – tutaj chłopiec rozłożył ręce najszerzej jak mógł.

Siedziałem w salonie i udawałem, że nie słyszę.

Teo! – wrzasnęła, stając przede mną.

Byliśmy tylko na spacerze i na lodach.

Spojrzała na mnie groźnie. Zerwałem się z fotela. Byłem już sprawny i silny, czego ona widzieć nie chciała, wciąż traktowała mnie jak pacjenta!

Czuję...– węszyła przy moim kołnierzu – Czuję coś pikantnego i smażonego.

Nie patrz tak na mnie! Jak jeszcze raz zjem duszoną marchewkę, to wyrosną mi długie uszy, ze szczeki wyskoczą siekacze, a cały obrosnę futrem.

To dla twojego dobra Teo.

Od dziś jemy normalnie! – burzyłem się. – Chcę jeść jak facet z jajami.

I wysokim cholesterolem! – Skąd ja znam ten sarkastyczny ton? Moja matka! Rzuciłem spojrzenie „Na mnie to już nie działa”, więc zmieniła taktykę. – Teo. Zobacz ile zyskaliśmy zdrową dietą i ćwiczeniami. – głaskała mnie po bicepsie – Chyba nie chcesz tego zaprzepaścić? – przytuliła się – Prawda?

Urabiała mnie! Najnormalniej w świecie rozmiękczała niczym Lenor swetry. Postanowiłem odbić piłeczkę.

Dziś są moje urodziny, chociaż z tej okazji wyjdźmy do restauracji i zjedzmy jak normalna rodzina z padlinożerczymi tradycjami.

Teo, przepraszam, zapomniałam. To jak? Bezowy torcik na zgodę? – Pamięta, że uwielbiam bezy, to miłe. – Zamówimy catering, co tylko zechcesz. Dziś zrobimy to, co chcesz.

Co tylko chcę?


Pamiętajcie!

Dla autora komentarza, który mnie przytka z wrażenia, jest nagroda:
Pierwsza ławka w beta testach opowiadania ALE KLAPA!
Opowiadanie to będzie płatne, chyba, że uznacie, że za taką “szmirę” grosza nie dacie.
Zasady są proste:
1
Zostawiasz komcie pod Rany Julek! A jak komcio doprowadzi mnie do łez (ze śmiechu lub ze smutku – wszystko zależy od ciebie) to masz duże szanse na dostanie 4 pierwszych rozdziałów.
2
Wybiorę 4 najlepsze komcie z tych, jakie zostawicie pod częściami 13,14,15 Rany Julek!
A w części 16 ogłoszę zwycięzców.
3
Pamiętaj, by zostawić prawidłowy adres email podczas komentowania.

Oto Jadzia Gibson:

Kobieta z trzydziestką na karku i chaosem w głowie. Potrafi złapać kij za trzeci koniec, a jak życie daje jej cytrynę to wyciska z niej sprajta. Odkąd sama pisze, tworzy, zawsze jest zadowolona z zakończenia.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Gabrysia
    | Odpowiedz

    Zawsze musi zakończyć się w takim ciekawym momencie.
    I jak ją mam dotrwać po następnej środy ???

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ale te emocje, te emocje!!! 😀

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Bo dalej jest już tylko jazda z górki bez trzymanki??? żartuję… Zakończenie w stylu rozważna i romantyczna, ale z wątkiem pornofolku?
      Dziś ostatni raz je czytam i wrzuce, zanim mnie napadnie, by znów coś zmieniać.
      Także
      Zapraszam za tydzień

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Pola ewidentnie potrzebuje Teo (swoją drogą, to też podoba mi się to zdrobnienie). On jest lepszy niż każda pigułka. Swoją obecnością, czułością i miłością, którą do niej czuje, daje jej spokój, którego dziewczyna potrzebuje teraz w nadmiarze. Może i to przez jego klientkę stało się to wszystko, ale jaki on mógł mieć na to wpływ? Żaden. Pola ma obawy, ale uważam, że bez Teo byłoby jej jeszcze gorzej. Zmagać się samemu z demonami, a mieć przy sobie kogoś, kto zawsze przytuli i pocieszy, zapewni, że już nic złego się nie stanie… Druga opcja jest bezcenna. Ewidentnie Pola tęskni za ponownym “zacieśnieniem” ich relacji, ale równocześnie boi się tego. Jednak jestem pewna, że Teo ją przekona.
    To, co? Teodor rusza do boju? Szpada w dłoń i atakujemy 😀

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Oj, Jo… Bój będzie….bardziej psychologiczny, ale mam nadzieję, że równie emocjonujący.
      ????

      • Jo Winchester
        |

        Znając Ciebie… jestem tego pewna, że końcówka będzie bardzo emocjonalna 🙂

  3. Lily
    | Odpowiedz

    Nie wiem co on w niej widzi. Już jakaś studentka, która ma Sójkę – Zielińską pod pachą byłaby lepsza. A przynajmniej bardziej rozgarnięta.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Widzi to samo, co wcześniej?
      A w zasadzie stara się przywrócić to samo co było.
      Zakochal się w dziewczynie, której nieświadomie zafundował piekło. Gdyby, zostawił ją “w spokoju” i ułożył sobie życie, byłby wg mnie spalony. A nie takiego go chciałam stworzyć. Miał być aniołem stróżem, opiekunem i lekiem na zło…. Czyż nie taki jest?
      P.S.
      Sójkę Zielińską pod pachą? Nie słyszałam jeszcze?
      Co to znaczy?

      • Lily
        |

        Teo to typowa 2 :D. Oj tak, 2 pełną paszczą.Sójka – Zielińska, to autorka podręcznika takiego z I roku. https://pl.wikipedia.org/wiki/Katarzyna_S%C3%B3jka-Zieli%C5%84ska

      • J.Gibson
        |

        Teo to typowa 2?
        W sensie… Że na studyjach na 2kach jechał? Czy ze wyglad na 2 pkt w skali 0-10?

      • Lily
        |

        Zapomniałam dodać link. Chodziło mi o typy osobowości z Enneagramu. To jedyny “psychotest”, który powiedzmy jakoś mi się pokrywa. W sumie większości osób się w miarę zgadza, o ile robią go uczciwie. A Teodor to własnie dla mnie typowy przykład 2 typu osobowości.

      • J.Gibson
        |

        Mogłabyś rozwinąć ten tym 2? Ciekawość mnie zrzera.

    • Tony Porter
      | Odpowiedz

      Co w niej widzi? Po prostu ją kocha. I jest to pierwsza kobieta “na poważnie” w jego życiu. Bardziej rozgarnięta? To znaczy, że co? Przemoc ze strony męża, porwanie, wielokrotne zgwałcenie powinno po niej spłynąć jak po tłustej gęsi?! Oj tam, przeżyłam piekło, ale to dla mnie nie pierwszyzna? Żadna inna kobieta nie byłaby dla Teo lepsza z tej prostej przyczyny, że on innej nie chce. On chce Polę. Nie dlatego, że ma wyrzuty sumienia, tylko dlatego, że właśnie jej, konkretnej chce i żadna inna mu jej nie zastąpi.

  4. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jak sobie przypomnę, że niegdyś ( i nie było to lata świetlne temu) chadzałam na basen na 6 rano, skoro świt odbywałam spacery z psem, ćwiczyłam z Cindy Crawford, pisałam maile, fanfiki, a teraz wygrzebanie się z pościeli zdaje się być zadaniem ponad siły, to myślę, że UFO mnie podmieniło, bo przecież nie mogę sama przed sobą się przyznać, że to SKS, albo że już mi się po prostu nie chce być taką na tip-top. Ale nie w środy! W środy podrywam się z ciepłego, błogiego łóżeczka niczym sarenka – Julek na mnie czeka!
    Lokowanie produktu delikatne, niczym muśnięcie watką:)
    Jak nie uznaję czołobitności, tak mogłabym Teodora w rękę pocałować. To jest Mężczyzna swojej Kobiety. Świadom swych pragnień i potrzeb, ale i mocno wyczulony na pragnienia i potrzeby ukochanej kobiety, zdolny do poświęceń, cierpliwy i konsekwentny, i dążący do celu. Szacun po całości.
    “Chcę jeść jak facet z jajami” – miodzio:) Jak zobaczę gościa z przyjemnością zajadającego zieloną sałatę, to dokładnie zlustruję jego krocze:)
    Tekst Julka: “Tam muuuu am am grin” – debeściarski:) Wnuczek mojej koleżanki wnerwił się niewąsko, że Babu nie rozumie, że jak on stuka wskazującym paluszkiem w otwartą dłoń i mówi “am, am”, to znaczy, że chce kaszki. Kto jak kto, ale Babu powinna znać “Tu sroczka kaszkę ważyła…” – to taka mała dygresyjka, sorki:)
    Na miejscu Teo domagałabym się od Poli masażu kręgosłupa po tym dociśnięciu do drzewa – górne kręgi szyjne mu oszczędziła, ale odcinek ogonowy potraktowała dociskowo po całości:)
    No, ciekawe co i czego Teo zechce:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tu sroczka ważyła…. Totalnie zapomnialłamb ale w Julkową buzię wkładam często słowa mojego własnego niuńka?
      Cieszę się, że tak czekasz na Julka co środę!
      ???????????
      Teo się nawet nie poskarżył, że mu się drzewo wbiło, bo to wiesz… Facet z jajami?????
      Ale jakby poprosił…. Pewnie by dostał??????? Juz ja bym o to zadbała.

      • Tony Porter
        |

        “Sroczka” to chyba wraz z Adamem i Ewą się wykluła i wciąż funkcjonuje. No pewnie, że czekam – z Ciebie taka diablica, że nigdy nie wiadomo, co wykombinujesz:)
        Teo miał szczęście, że go Pola plecami do drzewa docisnęła , bo inaczej mogłaby jego jajowatość z lekka ucierpieć:)
        No i to jest ten wielki plus pisania – tworzy się takie historie, jakie się lubi i chce czytać. I można zadbać o bohaterów:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Lokowanie produktu zbyt delikatne, bo do tej pory nikt mi nie zaproponował ggratisów??????

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ostatnio czytałam wyniki badań o jurności panów, co to się tylko sałatą i bezglutenowymi pierożkami żywią i tych, co mięcho zajadają. Według tych badań, ci pierwsi raczej skazani są na wymarcie. Od razu zaznaczam, że to nie moja opinia, sprzedaję jak kupiłam, w praktyce nie mam żadnych doświadczeń pod tym względem, chyba że wezmę pod uwagę moich eks oraz ich jadłospis :-)))

      • J.Gibson
        |

        Ty chociaż masz eksów do analizy… Ja to raczej nazywam ich: spotykaliśmy się. Bo trudno nazwać kogoś eks, jak się z nim max 3 miechy wytrzymało…. ????

  5. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jaka ja głupia! Wiadomo, czego Teo zechce! Wydrylowania śliną i otoczenia sprężystą łydką! Tak na początek:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Też słuchasz Happysadu?

      • Tony Porter
        |

        Słucham, to za dużo powiedziane, ale tekst “Zanim Pójdę” uważam za jedną z najlepszych definicji miłości. A może raczej nie definicję, tylko… wytyczne? Określenie, co miłością na pewno nie jest?

      • J.Gibson
        |

        Trudno sie z tym nie zgodzić.
        Ja jeszcze lubię Strachy Na Lachy “Dzieńdobry, kocham cie”.

      • Tony Porter
        |

        O tak, ten tekst też mi się bardzo podoba – przypadkiem usłyszałam w radio “Już posmarowałem tobą chleb” i galopem szukałam w necie co to jest, kto to śpiewa. Można pisać o miłości pięknie, prosto, nie ckliwie, bez wielkich słów, tak, żeby do człowieka XXI wieku trafiło? Można. Da się.

  6. Miska
    | Odpowiedz

    Aż mi się gorąco zrobiło.
    Trudno wziąć udział w twoim konkursie, bo rozwaliłaś mnie emocjonalnie i słów mi brak.
    Podziwiam siłę samokontroli Teo. Widać, że mu zależy. Żebym miała kogoś takiego o swojego boku życie byłoby łatwiejsze.
    Na fb mi pokazalo ze już wrzuciłaś epilog, ale jak chcialam wejsc w post, żeby przeczytać całość to mi się zawiesiło.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

        Dziękuję???
      Na fb wrzuciłam epilog w zaplanowane ale sie zacinał, nie chciał załadować. Z nerwow zaczełam klikać po ekranie i niestety poszło publikuj od razu. W dodatku nie mogłam wykasowaćb bo przez jakis czas funkcja nie była aktywna – klikałam w nią, aż mi palec zsiniał???? fb działał jak chciał
      Pewnie dlatego widziałaś zajawkę, ale całości nie.
              

  7. Mayanetka
    | Odpowiedz

    Tak pięknie zareklamowałaś płyn do płukania, że muszą się do ciebie odezwać producenci.:D Roczny zapas to minimum jakie dostaniesz.
    Pracowałaś kiedyś w reklamie?
    Mi się udało przeczytać epilog zanim go skasowałaś i mam wielkie oczekiwania co do ostatniej części Rany Julek!. Ba! Ja już nie mogę doczekać się kontynuacji.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No i pacz? nie odezwali się. Typowo w reklamie (tv czy prasa) nie pracowałam, ale marketing nie jest mi obcy. Po prostu branża inna niż proszki i płyny ?
      Co do kontynuacji Julka, to narazie wstrzymam sie. Tzn mam juz kilka scen i pomysł na, ale jestem w trakcie Ale klapa! i najpierw chciałabym ją dokończyć. Potem, jeśli Motyle pozwolą, dam wam Rany Julek! oczami Poli.

  8. Anonim
    | Odpowiedz

    A co on może chciec?
    Czuję nosem fianłowy seksik.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dobrze czujesz. Mam nadzieję, że woszło bardziej delikatnie niż śmiesznie. Zobaczysz już za….. 6 dni?

  9. Asia
    | Odpowiedz

    Rany Julek oczami Poli?? Tak 😍😍😍 jak nie pozwolą to stworzymy petycje w tym jakże szczytnym celu 😛
    A pozniej oczami Julka, następnie dziadunia itd 😋 poproszę 😘
    Hm… watek dziadunia nie należałby zapewne do grzecznych 😁
    No dobra Julka można odpuścić , ale moze dzadunia weźmiesz pod uwagę co??? 🙏😅

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ha, ha. Perypetie prostaty Edwarda mają już 20 stron. Jak narazie to kilka wspomnień z młodości. Ha, ha (musze pisać haha słownie bo moich emotek strona cośnienuznaje i zamienia je na znakinzapytania 😭😭😭😭)
      Ale jeszcze w planach wiecej pornofolku i dojrzałego sexu 70+.
      Julek oczami Poli jest dopiero szkicem, więc trochę na niego poczekasz. Kilka scen nie zrobi szału bez tła i oprawy. Ale wzzystkow w swoim czasie.
      Najpierw Ale Klapa!… Doby mi nie starczy by ciągnąć wszystko naraz haha.
      P.S.
      Przy okazji zdradzę, że już wiem, kto dostanie 4 rozdziały….
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      Ale nie powiem.
      Hahaha!😂😂😂

  10. Rebel G.
    | Odpowiedz

    Jadziu, muszę się przyznać bez bicia (jak ktoś ma ochotę mnie zbić, to może być z biciem 😁), że myślałam, że po procesie to już będzie tylko z górki… Mimo tego, co zapowiadałaś. W sensie nie akcja z górki, tylko co najlepsze, już za nami. Zwykle seks jest zwieńczeniem podchodów i po nim następuje rozluźnienie fabuły, musi przyjść nuda, albo – jak w większości opowiadań – po prostu następuje koniec.
    Ty tutaj zmieniłaś narrację na poważną, co moim zdaniem nie jest prostą sztuką. A jeszcze zrobić to na wysokim poziomie -to już w ogóle arcytrudne!
    Ale przecież w ludziach takie zmiany zachodzą, traumatyczne wydarzenia ich zmieniają… Życie nie składa się z tęcz, małych kotków, jednorożców, flirtu i seksu (szkoda trochę, ale co zrobić…) Pytanie, czy chcemy takie tematy poruszać w opowiadaniach? I czy ludzie chcą o tym czytać? Ja chcę, to fajne, mądre, życiowe… Dające do myślenia, po prostu… Jeśli tylko jest to opakowane w sposób, jaki Ty nam serwujesz – poważnie, wiarygodnie, ale z pewną dozą optymizmu i nadziei – jestem za!
    Postawiłaś sobie niełatwy cel i nie wiem, ile było przeróbek, ile pisania od nowa, ale mnie kupiłaś 😉

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Wow! Rebel. Aż się wzruszyłam. Normalnie łezka mi popłynęła (a to się nieczęsto zdarza).
      Całkowicie się z tobą zgadzam. Ludzie się zmieniają, uczucia ewoluują, a wszystko przez doświadczenia (przyjemne, zabawne lub takie wywołujące dreszcze).
      Im więcej doświadczeń dzielimy tym silniejsza jest relacja, miłość nabiera mocy, a sex… Sex jest wtedy magiczny, bo nie tylko cielesny. Nie wiem jak to ująć w słowa w tym momencie, ale orgazm nie tkwi tylko w punkcie G. No chyba ze chodzi również o G w mózGu.
      Dzięki Rebel za te słowa😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘
      Mam nadzieję, że nie tylko ciebie intetesuje temat traumatycznych wydarzeń.

      • Rebel G.
        |

        Proszę bardzo 😁
        Ja też mam nadzieję, że nie tylko mnie interesują “trudne sprawy” 😉 Że jestem inna, to wiem, ale żeby aż tak inna… 😉
        Aczkolwiek może być tak, że ludzie wpadają tutaj po lekką lekture, czystą rozrywkę i nie przypadną im do gustu cięższe tematy… Rozumiem 😁

Napisz nam też coś :-)