fbpx

Rany Julek! (XV)

with 37 komentarzy

Rany Julek! (XV)

UWAGA!

Będzie lokowanie produktu, delikatne i pewnie nikt nie zauważy nawet. Jak ktoś pracuje dla znanego producenta detergentu, to bardzo proszę o info, kiedy dostane ten roczny zapas płynu do płukania. HA, ha, ha. Coś dostanę, ha, ha. Akurat [Jadzia nuci „Dyskoteka gra”]


Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

część piętnasta.

Zaskoczyła mnie agresywną odpowiedzią. Patrzę na Polę z niedowierzaniem, za to ona patrzy na mnie z pewnością swych słów. A więc ultimatum!

Oboje zapędziliśmy się w kozi róg. Tylko spokój mnie uratuje! Mam ochotę zapalić, żeby dać nerwom ulecieć z dymem, ale nie zrobię tego, dla niej. Dla niej jestem w stanie zrobić bardzo dużo. Dla niej i dla naszego Julcia. Jeśli w jej mniemaniu zagrażam… Może ma rację? Skoro nie potrafię zrezygnować z pracy… Nie! To nie musi oznaczać, że mam zrezygnować z nich!

Pola powstrzymuje łzy. Chyba dotarło do niej przed jakim wyborem mnie postawiła.

– Powiedz, że mnie nie kochasz, Pola – mówię spokojnie. – Powiedz, że nic do mnie nie czujesz, a wyjdę przez te drzwi i więcej mnie nie zobaczysz.

W błękitnych oczach widzę przerażenie. Oboje wiemy, że „nie kocham cię” nie przeszłoby nam przez gardła; ani jej, ani mnie.

Impas.

Łzy jak grochy spływają po cudnych policzkach, których kiedyś dotykałem bez pytania o zgodę. Zęby zaciśnięte na dolnej wardze zagryzają ją do krwi, a zwykłe oddychanie zaczyna sprawiać trudność jej piersi. Zbyt dobrze ją znam, by nie zauważyć, jak rozchyla płatki nosa przy każdym wdechu.

– Pola? 

– Nie możesz mi tego zrobić! – Szlocha, a kiedy dotykam policzka, by zetrzeć łzy, gwałtownie się odsuwa. – Nie!

– Nie musisz uciekać przed tym, co się stało, kochanie. Nie ma już przed czym uciekać. Tyle razy mówiłem: dożywocie. Pola! Oni wszyscy dostali dożywocie! Nikt cię nie skrzywdzi, rozumiesz?

Z trudem łapie powietrze w łkaniu. Ewidentnie ma atak paniki. Robię krok w jej kierunku, lecz to tylko uruchamia proces obronny, czyli ucieczkę. Łapię rękę zanim zdążyła uniknąć mojego dotyku. Przyciągam do siebie. Wiem, że pójdzie zażyć tabletkę, a do tego nie mogę dopuścić! Nawet, gdy mnie prosi tak jak teraz, bym ją puścił, gdy płacze i wyrywa się z moich objęć. Nie dam jej wygrać, bo to by oznaczało, że wygrały również jej lęki.

– Nie! Nie puszczę cię! – Przytulam na siłę, choć okłada mnie pięściami solidnie. – Nie puszczę cię! – Powtarzam stanowczo i nagle melodia sama o sobie przypomina. – Nie puszczę cię, nigdzie sama stąd nie pójdziesz – nucę, wspierając brodę na jej głowie. – Zostaniesz tu, ja będę czekał aż uśniesz. Będę czekał aż uśniesz. Ale to nie wszystko...

Śpiewam Happysad coraz ciszej, a z każdą zwrotką czuję,  jak Pola uspokaja się, jak uchodzi z niej napięcie. Głaszczę plecy, za których nagością tęsknię cierpliwie. Ocieram łzy z policzków, które kiedyś sama nastawiała do całowania. Już nie przytulam na siłę, a mimo to nadal do mnie przylega. Wygrałem. 

– Poluś – szepczę, prosto do jej ucha. –  Jestem z tobą, kochanie. Zawsze będę. Musimy tylko znaleźć dla siebie nową drogę.

Unosi głowę, by zakotwiczyć we mnie swoje cudowne oczy. Jest krucha i bezbronna, a to, że moje ramiona służą jej do ochrony, podnieca mnie. Zbliżam się jak zahipnotyzowany do ust, o których ciągle śnię. Pola przymyka oczy, oczekuje pocałunku, a ja spełniam jej niemą prośbę. Puszczam luzem pragnienie. Zaczynam od delikatnego muskania warg, po chwili angażuję język, subtelnie badając nim kształt jej ust. W końcu i ona odpuszcza nieśmiałość, odpowiada na pieszczotę tak, jakby uczyła się jej na nowo – z lekką nieporadnością. Zachłanność rośnie w nas proporcjonalnie. Spijamy z siebie nawzajem słowa niewypowiedziane oraz uczucia tłumione od wielu miesięcy. 

Pierwszy odzyskuję świadomość myśli. Nie mogę przecież, jak ostatni napaleniec, wykorzystać jej niestabilności emocjonalnej!

– Odprowadzę cię do łóżka, kochanie – proponuję ochrypłym głosem. Głęboki oddech pozwala mi wyplątać się z objęć Poli. – Tak będzie lepiej. – Przytaknięciem wyraża zgodę, więc podaję jej dłoń i prowadzę na piętro. Kiedy kładzie głowę na poduszce, przykrywam ją kołdrą, całuję na dobranoc w czoło. – Żebyś o mnie śniła. 

Próbuję wstać, lecz moje kochanie przyciąga mnie z powrotem.

– Zostań, proszę – szepcze i odchyla kołdrę, a mi nie pozostaje nic innego, jak z uśmiechem spełnić jej życzenie.

Nasza pierwsza wspólna noc od porwania! Kładę się, po czym zagarniam moją małą łyżeczkę jak najbliżej. Dla niej ziemię poruszę, niebo pokruszę, a słońce zamienię w złoto, jeśli mnie tylko poprosi o to. Ale są też rzeczy, które muszę zrobić dla siebie. Nie zrezygnuję z pracy.

– Dziękuję, Teo. – Słyszę, nim sen zasnuwa jej powieki.

Czuwam wsłuchany w spokojne bicie serca, w miarowy oddech. Nasiąkam szczęściem nocy, która jest milowym krokiem naszej relacji. Jestem świadomy drogi, jaka pozostała do przebycia, drogi krętej i wyboistej, ale możliwej do pokonania, bo wspólnej. 

Będę walczył dalej.

Przewracam się o karton, który spadł z kartonowej piramidy. Głuche uderzenie pudła o podłogę napawa mnie optymizmem, że to nic szklanego. Pakowanie muszę skończyć dziś! W zasadzie mam na to tylko godzinę, bo samolot odleci beze mnie. Nie mogę się spóźnić! Obiecałem, że wrócę koło północy, to słowa dotrzymam.

Trzy dni w kancelarii były przeładowane pracą. Zaczynałem o szóstej rano, analizując dokumentację, a o dwudziestej żegnałem ostatniego klienta. Nie było łatwo. Wiele z tych spraw powinienem już przetwarzać, ale odwlokłem je o kolejny miesiąc, lub oddałem pod opiekę innemu wspólnikowi wraz z notatkami i uwagami do sprawy.

Przy okazji uzupełniłem dokumentację dla biura nieruchomości, które sprzeda moje mieszkanie i zorganizowałem przewóz rzeczy do domu dziadka.

Całe noce w Polsce spędzam na pakowaniu kartonów. Gdyby nie pomoc mamy, nie wyrobiłbym się z niczym. Kiedy jestem w kancelarii to ona zarządza przeprowadzką “na dziadkowe”. Rozmawiamy też dużo, bo mama najwyraźniej odkryła we mnie powiernika, czy kogoś w tym rodzaju. Czyżby wyczerpały się jej przyjaciółki?

Oczywiście, że ma do mnie żal! Przecież powinienem poinformować ją o zawale od razu. Oczekiwała również, że poproszę ją o pomoc, więc przygotowana na telefon “Mamo, przyleć” zawiodła się strasznie. Gorszego syna to chyba nie ma nikt inny! Dociekam skąd to nagłe zainteresowanie moim życiem, co w końcu ukazuje sedno sprawy. Przy dziaduniu i babci Basi, mama czuje się jak piąte koło u wozu, więc wymyśliła sobie, że jest bardzo  potrzebna mi i Poli na wyspie. Nie wiem jak jej to wyperswadować. Wrzucam ostatnie pudło do wynajętego vana, kiedy oznajmia, że leci ze mną. O w mordę!

– Teoś, syneczku, ja się tak bardzo stęskniłam za wami. Nazwiska nie przekażesz, to chociaż daj się matce nacieszyć przyszywanym wnukiem! Julek mnie potrzebuje.

Pozwolę sobie pominąć uwagę, że już na niej urwało się nazwisko rodowe Rąbaczy, skoro jako jedynaczka w dniu ślubu przyjęła mężowskie Delojer. 

– Mamo, może znajdź sobie pana Juliana na własność? – Dostaję za ten żart klepnięciem w ramię, ale mama reflektuje się szybko i przeprasza. Przez ten zawał traktuje mnie jak jajko. Za nic ma moje zapewnienia, że jestem w dobrej formie. Nawytrząsała się nad godzinami, które spędzam w kancelarii i tym iście wykładowczym tonem wymusiła na mnie zaproszenie do Londynu.

W drodze do dziadka słyszę tylko zapewnienia, jak to będzie nam wszystkim wspaniale: mi, Poli, Julkowi i jej. Jakoś nie jestem do tego przekonany. Przytakuję, pomrukuję, ale myślę o tym, jak uprzedzić Polę.

Wyładowujemy wana do dziadkowego garażu. Wynajduję pudło z poduszkami i proszę mamę, by zaniosła je do mojego pokoju. U dziadka zawsze miałem swój pokój. Tylko nie zawsze miałem do niego drzwi. Dziadek twierdził, że prywatność to przywilej. Nie powiem, by mi było przyjemnie obudzić się z pierwszym porannym wzwodem, kiedy on bez pukania (bo niby w co) i bez słowa przepraszam, przechodził wokół mojego łóżka, żeby wyjść na balkon zapalić. Chodziłem naminowany tak długo, aż uznał, że ma mnie już dość, po czym zamontował mi drzwi i zaprenumerował pierwszy męski magazyn. To był moment przełomowy mojej relacji z dziadkiem! Najlepiej pokazuje to zmiana sposobu, jakim witaliśmy się z rana, czyli “Czego?” przed drzwiami i “Dzień dobry” po ich założeniu na zawiasy.

Mama wchodzi do domu, a ja łapię za telefon. Wypadałoby Polę uprzedzić, ale nie odbiera. To czas kolacji, zadzwonię za chwilę.

Niestety, rozpakowanie i odstawienie wana zajmuje mi tyle czasu, że ledwie zdążam na lotnisko. Wracam do Londynu tak jak stoję: w jeansach i bluzie, bo nie mam czasu ani na prysznic, ani na przebranie, ani na jakiekolwiek pakowanie walizki. Moja mama za to wyczerpała limit wagowy swojego biletu, mojego biletu, a na trzecią walizkę musiałem jeszcze dokupić kilogramów. 

– Mamo! Po co ci aż trzy walizki? Co jest w tej? – pytam poirytowany, bo jak ta baba z obsługi nie narzuci tempa podczas obklejania bagażu, to spóźnimy się na samolot!

– Ciuchy. – Mama odpowiada spokojnie, jakby właśnie mówiła o słonecznej pogodzie.

– A w tej?

– Buty.

– Tylko buty? – Przytakuje, a we mnie ciśnienie rośnie. – Mamo! Potrzebujesz tego wszystkiego, żeby spędzić z nami weekend?

– Długi weekend.

O trzecią walizkę nawet nie pytam. Jeszcze mi powie, że spakowała futro, co by oznaczało, że zamierza zostać do zimy. Do zimy! To dopiero za kilka miesięcy!

Ja pierdolę! Pola mi tego nie wybaczy! Na palcach jednej ręki mogę policzyć ile nocy spaliśmy razem w jednym łóżku, a ja zamiast dbać o naszą intymną relację przywożę z wyjazdu służbowego, na który notabene Pola się nie zgadzała, matkę. Przywożę matkę! Już mogę sobie ścielić kanapę.

W samolocie śpię. Po pierwsze, dlatego że nie spałem zbyt wiele przez ostatnie trzy dni. Po drugie, obok mnie siedzi mama, chętna do dyskusji w kwestii okładkowego tematu Cosmo, a ja nie za bardzo chcę rozmawiać o dwudziestu sposobach na grę wstępną. Po trzecie, nie lubię samolotów, więc przed startem zawsze biorę coś na sen. Dobranoc przy starcie i witam przy lądowaniu.

Koło pierwszej w nocy docieramy pod adres Poli – jakoś nie mogę się przemóc, by mówić „nasz adres”. Po prostu chcę wrócić do ojczyzny na stałe. Otwieram drzwi i omalże zostaję ścięty z nóg. Pola rzuciła się na mnie, dosłownie zawisła niczym koala na drzewie. Dusi mocnym uściskiem ramion, nogami opasa biodra i całuje mnie, jakby jutra miało nie być. O dziaduniu! Jak ja ją kocham! Jest taka, że… O matko! Po plecach przechodzą mi ciarki wstydu, bo zapomniałem o mamie. Jakaż by to była upojna noc, gdybym nie wziął jej ze sobą! 

Odrywam Polę od siebie. 

– Kochanie, przywiozłem ci gościa – informuję z przepraszającym wyrazem twarzy.

Dopiero teraz Pola zerka znad mojego ramienia.

– Witaj, Pola. – Mama wybucha entuzjazmem.

Moje kochanie traci swą przyczepność. Refleks mam o najwyższej czujności, więc łapię ją zanim upada pupą na betonowy podest. 

– Dobry wieczór! – wita się z lekko sztuczną radością, podczas gdy ja pomagam jej złapać równowagę.

Pola zaprasza, proponuje kolację, a moja mama odmawia grzecznie. Taka dziwna trochę ta ich rozmowa, ale wchodzą mimo wszystko do kuchni. Wnoszę walizki, pozwalając kobietom mojego życia na chwilę rozmowy. Zaglądam do pokoju Julka. Stęskniłem się. Odkąd go odzyskałem doceniam każdą wspólną chwilę. Całuję czółko, z którego zgarnąłem złote loczki, a on w półśnie otwiera oczy i zarzuca mi ręce na szyję.

– Tam klowa grin am am – sepleni cichutko.

Z dumą stwierdzam, że zrozumiałem wszystko: tam krowa je zielone, czyli trawę. 

– A kotek pije mleczko – odpowiadam szeptem, przykrywając go szczelniej kołderką.

Przekręcił się na brzuch, pierdnął i spał dalej. Julek od zawsze tak miał, że jak tylko kładł się na brzuch to od razu było wiadomo czy tego brokuła z obiadu zjadł, czy jednak schował go w swoją śmieciarkę.

Z korytarza dochodzą mnie szepty rozmowy. Pola zakwaterowuje mamę w dawnym pokoju Lucy. Dobrze. Nie będziemy dzielić ściany, bo między sypialnią, a pokojem niani jest łazienka. Na palcach wychodzę od Julka i wkładam głowę w uchylone drzwi, życząc dobrej nocy swej rodzicielce. Niechcący dowiaduję się też, czym wypełniła trzecia walizkę. Julek będzie myślał, że znowu jest Boże Narodzenie.

Mimo przespanego lotu, czuję się wykończony. Szuram nogami w stronę sypialni. Oczy same mi się zamykają jeszcze zanim namierzam odpowiednie drzwi, więc drogę do łóżka pokonuję na autopilocie. Padam. Chłodna poduszka otula mnie zapachem Poli, pozwala odpłynąć.

*

O dziaduniu! Jak mnie głowa boli! To jest ten kac z przepracowania, przed którym ostrzegał mnie Emil. Słońce porządnie przebija przez rolety czyli jest już blisko południe. Z parteru dochodzą do mnie odgłosy Julka w ferworze zabawy, śmiech mamy. Pora wstać. No i… Jestem w szortach! To dziwne, bo z tego co pamiętam, nie zdążyłem nawet rozpiąć paska. Moje kochanie najwyraźniej mnie rozebrało i przykryło kołdrą, i pewnie ucałowało na dobry sen. To są gesty miłości, o których istnieniu nie miałem kiedyś pojęcia. 

Prysznic skutecznie odgania zmęczenie. Kiedy sięgam za lustro po tabletki na ból głowy widzę opakowanie leków Poli. Kusi mnie, by je przeliczyć, by sprawdzić, czy podczas mojej nieobecności ich potrzebowała, ale powstrzymuję się. Kaminsky twierdzi, że mam problem z zaufaniem. Taka już moja natura, że na wszystko potrzebuję dowodów. 

Ubieram się ekspresowym tempem. Tęskno mi do cherubinka, a zejście na parter odwlekam tylko ze względu na mamę. Już słyszę te jej “a nie mówiłam, że jestem wam potrzebna?” i dokładnie widzę uśmiech z jakim to wypowiada. 

Julek dopada mych nóg, jak tylko pojawiam się w kuchni. Podrzucam go kilka razy pod sufit, aż pieje z zachwytu. 

Pieje też moja mama, bynajmniej nie z zachwytu. 

– Teo, nie przemęczaj się! Teo, bo ci serce pęknie! – Wyciąga ręce, chcąc przechwycić Julka, ale robię unik. Cała mama. Główny niszczyciel domowej rozrywki. – Teo, krzywdę mu zrobisz! Teodorze Edwardzie Delojer, postaw to biedne dziecko na podłodze! 

Jak mama zwraca się do ciebie pełnym imieniem, drugim imieniem i nazwiskiem, to znaczy, że już jest u kresu wytrzymałości nerwowej i nie należy dalej igrać z jej cierpliwością. Wiem, bo raz ten moment przegapiłem. Kolejny poziom zdenerwowania jest wtedy, gdy do Teodorze Edwardzie Delojer doda jeszcze Maksymilian z bierzmowania. Ten rodzaj wkurwienia wywołałem u niej tylko raz, kiedy Grzesiek, mój kolega z liceum, zatańczył dla niej nago Makarenę. Wszystko przez dziadka, bo pędził w garażu bimber, a Grzesiek chciał, żebym załatwił mu ten bimber na imprezę urodzinową. Mieliśmy jednak głupią zabawę, w wyzwania za przysługi. Ja naprawdę nie wiedziałem, że on jest tak zdesperowany, że to wyzwanie wykona!

Patrzę na rodzicielkę z lekkim wyrzutem. Nie rozpijam Julka, nie palę przy nim, nie namawiam do złego, nie zabieram go “na dziewczyny” jak to robił dziadek ze mną. Niby ode mnie cherubinek nauczył się “kuma nać”, co mnie zawsze bawi, bo nie potrafi poprawnie powiedzieć kurwa mać, więc tak jakby tylko ja wiem, że przeklina.

– Mamo! Jak dziadek bawił się ze mną, też na niego krzyczałaś?

– I dlatego żyjesz! – wyrzuciła z siebie oburzona, po czym dodała całkiem słodkim głosem –  Nie ma za co.

– A nie przyszło ci do głowy, że mi się te zabawy podobały?

– Pozwól, że ci przypomnę, Teo. Miałeś trzy lata jak straciłeś mleczne jedynki, bo testowałeś  z dziadkiem wyrzutnię rakiet, która była bezpieczną zabawką, póki jej nie podrasował, wymieniając baterie na akumulator samochodowy. Mam przytoczyć więcej przykładów?

– Dziękuję mamo, że żyję. – Przytulam ją i wręczam Julka. On sam chętnie idzie do niej na ręce. – Pola w pracy? – pytam retorycznie.

 Mam wyrzuty sumienia, że nie poświęciłem jej nawet krótkiej chwili po powrocie. Jak by to jej wynagrodzić? Zaskoczę ją! Pojadę do kliniki. Mam jednak sporo czasu, więc wstępuję do polskiego sklepu po Poli ulubione ptasie mleczko. W kwiaciarni marnuję kwadrans, ale słoneczników, ani im podobnych, nie mają. Nienawidzę publicznego transportu, ale te osiem przystanków jakoś wytrzymuję. 

Przed kliniką jest zadbany skwer zieleni z ławeczkami. Staję w cieniu drzewa, opieram plecy o jego pień. Stąd mam idealny widok na wejście, a co za tym idzie, nie przeoczę Poli. Nieopodal para w błękitnych uniformach je lunch na trawniku. Kilka metrów obok nich pielęgniarka wyciągnięta na kocu czyta książkę, a dalej na prawo, za niską wierzbą, trzech pacjentów pali papierosy ukradkiem. Nie rozumiem zamiłowania Londyńczyków do spędzania przerw na „łonie natury”. Najgorsze, że wykorzystywali oni do tego każdy skwer, każdy klomb, czy nawet pasmo trawy oddzielające pasy ruchu na ulicy. 

 Nie uprzedzałem, że czekam, a mimo to Pola zauważa mnie, jak tylko wychodzi z budynku. Uśmiecha się. Idzie w moją stronę coraz szybciej, aż nabiera rozpędu w biegu. Kiedy wpada na mnie z impetem, czuję jak na plecach między C3 a L5 odbija mi się wzór kory.

– Jaka miła niespodzianka! – Przeczesuje palcami moją grzywkę.

– Stęskniłem się. 

– Ja też, Teo – szepcze, zbliżając usta. – Bardzo się stęskniłam. 

Całuje mnie na tyle namiętnie, na ile pozwala etyka w miejscu publicznym. Uwielbiam, gdy sama wychodzi z inicjatywą. Odkąd sypiamy razem, zdarzają nam się pocałunki ogniste i takie, od których czuję mrowienie w piętach z rozkoszy. Niestety, nie wzbogacamy repertuaru. Oczywiście chciałbym więcej! Jakiekolwiek sugestie, gesty, czy poczynania w kierunku “więcej”, Pola stopuje od razu. Nie naciskam, nie przymuszam. Mam jednak wrażenie, że powinienem postawić na swoim, przypomnieć jej ciału jak reagować.

*

Moja mama chyba nie zna definicji weekendu, bo jest z nami już drugi tydzień czyli o dwa weekendy za długo. Nie jest źle. Dzięki niej mamy z Polą więcej czasu dla siebie. Szkoda tylko, że z tej możliwości nie korzystamy. Jak proponuję wyjście na kolację czy do kina, to moje kochanie od razu sugeruje, że mama koniecznie powinna iść z nami, bo to najlepsza wietnamska restauracja w mieście, albo że tego filmu jeszcze nie wyświetlają w Polsce, więc mama musi go obejrzeć. Z nami! Zaprzyjaźniły się, co mnie bardzo cieszy, ale…  Czasami mama wchodzi tematycznie na niewygodne tematy. Zadaje dużo pytań o przyszłość, a te z kolei wytrącają Polę z równowagi. Moje kochanie nie chce planować – jest dobrze tak, jak jest. Osiągnęliśmy swego rodzaju poziom bezpieczeństwa i przeprowadzka do Polski czy odwiedzenie dziadka i babci stanowią zagrożenie dla porządku. Z tego względu wizyta mamy przyniosła Poli również stres. Na szczęście jutro ten stres się zakończy. Zanim nastąpi jutro, musimy przeżyć dzisiejszą kulminację nerwową.

Mama znęcała się nad nami psychicznie, od rana, za pośrednictwem cherubinka. “Kiedy Julcio znowu babcię zobaczysz? Powiesz mamusi, żeby cię do babci przywiozła?” – to jej odpowiedź na moją prośbę o nie stawianie Poli pod ścianą pytań o Polskę. Moje kochanie dzielnie dawało sobie z tym radę przez cały dzień. Wie dobrze, że ja nie zamierzam naciskać na przeprowadzkę. Jedyne czego potrzebuję to wiedzieć na pewno, czy Londyn to jest miejsce, w którym chciałaby spędzić najbliższe lata. Magda – znajoma i agentka, która ma sprzedać moje warszawskie mieszkanie znalazła ciekawą ofertę domu na Clapham. Problem jest tylko taki, że jutro mija termin wpłaty vadium zapewniającego udział w licytacji oferty. Nie mam wyjścia. Muszę omówić tę decyzję z Polą teraz.

Zadaję w moim mniemaniu niewinne pytanie, więc jestem szczerze zaskoczony kłótnią, jaką wywołało. To znaczy, mówimy uniesionym głosem, ale do właściwej kłótni nie dochodzi, bo Pola ucieka na piętro, zostawiając mnie z wyrzutami sumienia, że potraktowałem ją zbyt ostro.

– Kochanie, wszystko w porządku? – Wchodzę do łazienki zaniepokojony. Pola wsparta o zlew, w prawej pięści trzyma tabletki. Oddycha łapczywie. – Poluś. – Staję za nią i obejmuję silnym uściskiem. 

– Prze - praszam – odpowiada, walcząc z oddechem.

Przysiadam na brzegu wanny i przyciągam moje kochanie do siebie, żeby usiadła mi na kolanach. Wciąż przytulam mocno. Przytulam i leniwie mruczę ulubiony kawałek Happysadu. Czuję jak atak paniki ustępuje. Powoli, ale szybciej niż poprzednim razem. Pola wie, że jestem dla niej, że jestem z nią. Zawsze po jej stronie.

– Potrzebujesz ich? – pytam, wyłuskawszy z jej palców tabletki, a ona odpowiada przeczącym kręceniem głową. Odkręcam więc wieczko fiolki, a zawartość wpada dźwięcznie do odpływu wanny. Wygrałem. 

Może te ataki nie są dobre dla Poli, ale dla nas okazały się ważnym elementem ponownego budowania relacji i więzi. Żyjemy jak małżeństwo, choć żadne z nas nie odważyło się dotąd dokonać kategoryzacji łączących nas uczuć. Istniejemy w tej chwili, dzielimy ją wspólnym oddechem, lecz nie wspólną wizją kolejnych lat. Ja wyobrażam sobie powrót do pracy na pełen etat, Pola nie chce słyszeć o przeprowadzce do Polski. Impas. Podejrzewam, że będziemy w nim trwać, aż jedno z nas dojrzeje do podjęcia drogi drugiego. Mam nadzieję, że obierzemy moją drogę.

*

Kancelarię odwiedzam co trzeci tydzień, a na ten czas do Londynu przylatuje moja mama. Prosiłem, by nie namawiała Poli do przeprowadzki, ale mama robiła to nadal, tylko w bardziej zawoalowany sposób. Mimo że moje oficjalne stanowisko jest po stronie mojej miłości, to po cichu mam nadzieję, że może mama swoimi taktykami dokona jednak cudu przekonania Poli do powrotu. W najgorszym wypadku Pola zgodzi się na przeprowadzkę tylko po to, by jej nikt więcej nie wiercił dziury w brzuchu.

Czas przelatuje nam przez palce. Zapomniałem o zawale, a stosowanie rygorystycznej diety coraz bardziej mnie irytuje. To nienormalne żyć bez pieczonej karkówki, smażonych schabowych czy skrzydełek z głębokiego oleju! Tłuszcz jest nośnikiem smaku. Skoro nie doświadczam uciech cielesnych w postaci seksu, to mógłbym chociaż zadowolić się dobrym mięsiwem.

Raz, gdy Pola była w pracy, zabrałem małego na spacer. Nie do parku! Poszliśmy do restauracji! Zamówiłem wszystkiego po trochu i myślałem, że Julek przekupiony pizzą oraz solidną porcją lodów nie sprzeda mnie. Jak bardzo się myliłem, dowiedziałem się w chwili, kiedy Pola stanęła w drzwiach domu. Cherubinek podbiegł do niej i na cały dom wykrzyczał:

– Tata tamejnise ma.

– Jaką tajemnicę, kochanie? – dopytywała, zrozumiawszy syna.

– Chodzili my taaam papa i  tyyyle am am. – Tutaj chłopiec rozłożył ręce najszerzej jak mógł. – A pica tam taaaka dużia, a tata dajał mi klowe gyźć.

Siedzę w salonie, udaję, że nie słyszę, ale w lustrzanych wazonach na komodzie widzę odbicie Poli. Nie powiem, by była zadowolona. To raczej zdenerwowanie ukryte fascynacją opowieścią Julka.

– Pizzę jadłeś?

– I klowe! – podkreśla cherubinek. Nawet nie wie na jakim polu minowym mnie zostawia.

– Julcio? A pamiętasz zwierzątka, które dostałeś od babci Alicji? Chyba są pod twoim łóżkiem. Może pobawimy się nimi za chwilę, co ty na to?

Jak słyszę kroki małego na schodach, wiem, że mam przechlapane. Jedyny świadek i obrońca został oddelegowany na misję poboczną, zostaję sam. Pola znika z zasięgu lustrzanego wazonu.

– Teo! 

I pojawia się nagle przede mną.

– Byliśmy tylko na spacerze.

– Chyba na wycieczce gastronomicznej! – rzuca z ironią, po czym patrzy na mnie groźnie. Zrywam się raźno się z fotela. Jestem sprawny i silny, czego ona widzieć nie chce, bo wciąż traktuje mnie jak pacjenta. – Czuję... – Węszy przy moim kołnierzu. – Czuję coś pikantnego i smażonego.

– Nie patrz tak na mnie! Jak jeszcze raz zjem duszoną marchewkę, to wyrosną mi długie uszy, ze szczęki wyskoczą siekacze, a cały obrosnę futrem.

– To dla twojego dobra, Teo.

– Od dziś jemy normalnie!  – oburzyłem się. – Chcę jeść jak facet z jajami.

– I wysokim cholesterolem!

Skąd ja znam ten sarkastyczny ton? Moja matka! Rzuciłem spojrzenie „na mnie to już nie działa”, więc zmieniła taktykę.

– Teo, kochanie, zobacz ile zyskaliśmy zdrową dietą i ćwiczeniami. – Głaszcze mnie po bicepsie. – Chyba nie chcesz tego zaprzepaścić? – Przytula się, łasi. – Prawda?

Urabia mnie! Najnormalniej w świecie rozmiękcza niczym Lenor swetry. O nie, moja droga! Na to też nie dam się nabrać!

– Dziś są moje urodziny – odbijam piłeczkę – chociaż z tej okazji wyjdźmy do  restauracji i zjedzmy jak normalna rodzina z padlinożerczymi tradycjami. – Widzę, że Pola jest zakłopotana. 

– Teo, przepraszam, zapomniałam. To jak? Bezowy torcik na zgodę? – Pamięta, że uwielbiam bezy, to miłe. – Zamówimy catering, co tylko zechcesz. Dziś zrobimy to, co chcesz.

Co tylko chcę?  


Pamiętajcie!

Dla autora komentarza, który mnie przytka z wrażenia, jest nagroda:
Pierwsza ławka w beta testach opowiadania ALE KLAPA!
Opowiadanie to będzie płatne, chyba, że uznacie, że za taką “szmirę” grosza nie dacie.
Zasady są proste:
1
Zostawiasz komcie pod Rany Julek! A jak komcio doprowadzi mnie do łez (ze śmiechu lub ze smutku – wszystko zależy od ciebie) to masz duże szanse na dostanie 4 pierwszych rozdziałów.
2
Wybiorę 4 najlepsze komcie z tych, jakie zostawicie pod częściami 13,14,15 Rany Julek!
A w części 16 ogłoszę zwycięzców.
3
Pamiętaj, by zostawić prawidłowy adres email podczas komentowania.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. G
    Gabrysia
    | Odpowiedz

    Zawsze musi zakończyć się w takim ciekawym momencie.
    I jak ją mam dotrwać po następnej środy ???

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ale te emocje, te emocje!!! 😀

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Bo dalej jest już tylko jazda z górki bez trzymanki??? żartuję… Zakończenie w stylu rozważna i romantyczna, ale z wątkiem pornofolku?
      Dziś ostatni raz je czytam i wrzuce, zanim mnie napadnie, by znów coś zmieniać.
      Także
      Zapraszam za tydzień

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Pola ewidentnie potrzebuje Teo (swoją drogą, to też podoba mi się to zdrobnienie). On jest lepszy niż każda pigułka. Swoją obecnością, czułością i miłością, którą do niej czuje, daje jej spokój, którego dziewczyna potrzebuje teraz w nadmiarze. Może i to przez jego klientkę stało się to wszystko, ale jaki on mógł mieć na to wpływ? Żaden. Pola ma obawy, ale uważam, że bez Teo byłoby jej jeszcze gorzej. Zmagać się samemu z demonami, a mieć przy sobie kogoś, kto zawsze przytuli i pocieszy, zapewni, że już nic złego się nie stanie… Druga opcja jest bezcenna. Ewidentnie Pola tęskni za ponownym “zacieśnieniem” ich relacji, ale równocześnie boi się tego. Jednak jestem pewna, że Teo ją przekona.
    To, co? Teodor rusza do boju? Szpada w dłoń i atakujemy 😀

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Oj, Jo… Bój będzie….bardziej psychologiczny, ale mam nadzieję, że równie emocjonujący.
      ????

      • Jo Winchester
        |

        Znając Ciebie… jestem tego pewna, że końcówka będzie bardzo emocjonalna 🙂

  3. L
    Lily
    | Odpowiedz

    Nie wiem co on w niej widzi. Już jakaś studentka, która ma Sójkę – Zielińską pod pachą byłaby lepsza. A przynajmniej bardziej rozgarnięta.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Widzi to samo, co wcześniej?
      A w zasadzie stara się przywrócić to samo co było.
      Zakochal się w dziewczynie, której nieświadomie zafundował piekło. Gdyby, zostawił ją “w spokoju” i ułożył sobie życie, byłby wg mnie spalony. A nie takiego go chciałam stworzyć. Miał być aniołem stróżem, opiekunem i lekiem na zło…. Czyż nie taki jest?
      P.S.
      Sójkę Zielińską pod pachą? Nie słyszałam jeszcze?
      Co to znaczy?

      • L
        Lily
        |

        Teo to typowa 2 :D. Oj tak, 2 pełną paszczą.Sójka – Zielińska, to autorka podręcznika takiego z I roku. https://pl.wikipedia.org/wiki/Katarzyna_S%C3%B3jka-Zieli%C5%84ska

      • J.Gibson
        |

        Teo to typowa 2?
        W sensie… Że na studyjach na 2kach jechał? Czy ze wyglad na 2 pkt w skali 0-10?

      • L
        Lily
        |

        Zapomniałam dodać link. Chodziło mi o typy osobowości z Enneagramu. To jedyny “psychotest”, który powiedzmy jakoś mi się pokrywa. W sumie większości osób się w miarę zgadza, o ile robią go uczciwie. A Teodor to własnie dla mnie typowy przykład 2 typu osobowości.

      • J.Gibson
        |

        Mogłabyś rozwinąć ten tym 2? Ciekawość mnie zrzera.

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Co w niej widzi? Po prostu ją kocha. I jest to pierwsza kobieta “na poważnie” w jego życiu. Bardziej rozgarnięta? To znaczy, że co? Przemoc ze strony męża, porwanie, wielokrotne zgwałcenie powinno po niej spłynąć jak po tłustej gęsi?! Oj tam, przeżyłam piekło, ale to dla mnie nie pierwszyzna? Żadna inna kobieta nie byłaby dla Teo lepsza z tej prostej przyczyny, że on innej nie chce. On chce Polę. Nie dlatego, że ma wyrzuty sumienia, tylko dlatego, że właśnie jej, konkretnej chce i żadna inna mu jej nie zastąpi.

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jak sobie przypomnę, że niegdyś ( i nie było to lata świetlne temu) chadzałam na basen na 6 rano, skoro świt odbywałam spacery z psem, ćwiczyłam z Cindy Crawford, pisałam maile, fanfiki, a teraz wygrzebanie się z pościeli zdaje się być zadaniem ponad siły, to myślę, że UFO mnie podmieniło, bo przecież nie mogę sama przed sobą się przyznać, że to SKS, albo że już mi się po prostu nie chce być taką na tip-top. Ale nie w środy! W środy podrywam się z ciepłego, błogiego łóżeczka niczym sarenka – Julek na mnie czeka!
    Lokowanie produktu delikatne, niczym muśnięcie watką:)
    Jak nie uznaję czołobitności, tak mogłabym Teodora w rękę pocałować. To jest Mężczyzna swojej Kobiety. Świadom swych pragnień i potrzeb, ale i mocno wyczulony na pragnienia i potrzeby ukochanej kobiety, zdolny do poświęceń, cierpliwy i konsekwentny, i dążący do celu. Szacun po całości.
    “Chcę jeść jak facet z jajami” – miodzio:) Jak zobaczę gościa z przyjemnością zajadającego zieloną sałatę, to dokładnie zlustruję jego krocze:)
    Tekst Julka: “Tam muuuu am am grin” – debeściarski:) Wnuczek mojej koleżanki wnerwił się niewąsko, że Babu nie rozumie, że jak on stuka wskazującym paluszkiem w otwartą dłoń i mówi “am, am”, to znaczy, że chce kaszki. Kto jak kto, ale Babu powinna znać “Tu sroczka kaszkę ważyła…” – to taka mała dygresyjka, sorki:)
    Na miejscu Teo domagałabym się od Poli masażu kręgosłupa po tym dociśnięciu do drzewa – górne kręgi szyjne mu oszczędziła, ale odcinek ogonowy potraktowała dociskowo po całości:)
    No, ciekawe co i czego Teo zechce:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tu sroczka ważyła…. Totalnie zapomnialłamb ale w Julkową buzię wkładam często słowa mojego własnego niuńka?
      Cieszę się, że tak czekasz na Julka co środę!
      ???????????
      Teo się nawet nie poskarżył, że mu się drzewo wbiło, bo to wiesz… Facet z jajami?????
      Ale jakby poprosił…. Pewnie by dostał??????? Juz ja bym o to zadbała.

      • T
        Tony Porter
        |

        “Sroczka” to chyba wraz z Adamem i Ewą się wykluła i wciąż funkcjonuje. No pewnie, że czekam – z Ciebie taka diablica, że nigdy nie wiadomo, co wykombinujesz:)
        Teo miał szczęście, że go Pola plecami do drzewa docisnęła , bo inaczej mogłaby jego jajowatość z lekka ucierpieć:)
        No i to jest ten wielki plus pisania – tworzy się takie historie, jakie się lubi i chce czytać. I można zadbać o bohaterów:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Lokowanie produktu zbyt delikatne, bo do tej pory nikt mi nie zaproponował ggratisów??????

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ostatnio czytałam wyniki badań o jurności panów, co to się tylko sałatą i bezglutenowymi pierożkami żywią i tych, co mięcho zajadają. Według tych badań, ci pierwsi raczej skazani są na wymarcie. Od razu zaznaczam, że to nie moja opinia, sprzedaję jak kupiłam, w praktyce nie mam żadnych doświadczeń pod tym względem, chyba że wezmę pod uwagę moich eks oraz ich jadłospis :-)))

      • J.Gibson
        |

        Ty chociaż masz eksów do analizy… Ja to raczej nazywam ich: spotykaliśmy się. Bo trudno nazwać kogoś eks, jak się z nim max 3 miechy wytrzymało…. ????

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jaka ja głupia! Wiadomo, czego Teo zechce! Wydrylowania śliną i otoczenia sprężystą łydką! Tak na początek:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Też słuchasz Happysadu?

      • T
        Tony Porter
        |

        Słucham, to za dużo powiedziane, ale tekst “Zanim Pójdę” uważam za jedną z najlepszych definicji miłości. A może raczej nie definicję, tylko… wytyczne? Określenie, co miłością na pewno nie jest?

      • J.Gibson
        |

        Trudno sie z tym nie zgodzić.
        Ja jeszcze lubię Strachy Na Lachy “Dzieńdobry, kocham cie”.

      • T
        Tony Porter
        |

        O tak, ten tekst też mi się bardzo podoba – przypadkiem usłyszałam w radio “Już posmarowałem tobą chleb” i galopem szukałam w necie co to jest, kto to śpiewa. Można pisać o miłości pięknie, prosto, nie ckliwie, bez wielkich słów, tak, żeby do człowieka XXI wieku trafiło? Można. Da się.

  6. M
    Miska
    | Odpowiedz

    Aż mi się gorąco zrobiło.
    Trudno wziąć udział w twoim konkursie, bo rozwaliłaś mnie emocjonalnie i słów mi brak.
    Podziwiam siłę samokontroli Teo. Widać, że mu zależy. Żebym miała kogoś takiego o swojego boku życie byłoby łatwiejsze.
    Na fb mi pokazalo ze już wrzuciłaś epilog, ale jak chcialam wejsc w post, żeby przeczytać całość to mi się zawiesiło.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

        Dziękuję???
      Na fb wrzuciłam epilog w zaplanowane ale sie zacinał, nie chciał załadować. Z nerwow zaczełam klikać po ekranie i niestety poszło publikuj od razu. W dodatku nie mogłam wykasowaćb bo przez jakis czas funkcja nie była aktywna – klikałam w nią, aż mi palec zsiniał???? fb działał jak chciał
      Pewnie dlatego widziałaś zajawkę, ale całości nie.
              

  7. M
    Mayanetka
    | Odpowiedz

    Tak pięknie zareklamowałaś płyn do płukania, że muszą się do ciebie odezwać producenci.:D Roczny zapas to minimum jakie dostaniesz.
    Pracowałaś kiedyś w reklamie?
    Mi się udało przeczytać epilog zanim go skasowałaś i mam wielkie oczekiwania co do ostatniej części Rany Julek!. Ba! Ja już nie mogę doczekać się kontynuacji.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No i pacz? nie odezwali się. Typowo w reklamie (tv czy prasa) nie pracowałam, ale marketing nie jest mi obcy. Po prostu branża inna niż proszki i płyny ?
      Co do kontynuacji Julka, to narazie wstrzymam sie. Tzn mam juz kilka scen i pomysł na, ale jestem w trakcie Ale klapa! i najpierw chciałabym ją dokończyć. Potem, jeśli Motyle pozwolą, dam wam Rany Julek! oczami Poli.

  8. Anonim
    | Odpowiedz

    A co on może chciec?
    Czuję nosem fianłowy seksik.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dobrze czujesz. Mam nadzieję, że woszło bardziej delikatnie niż śmiesznie. Zobaczysz już za….. 6 dni?

  9. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Rany Julek oczami Poli?? Tak 😍😍😍 jak nie pozwolą to stworzymy petycje w tym jakże szczytnym celu 😛
    A pozniej oczami Julka, następnie dziadunia itd 😋 poproszę 😘
    Hm… watek dziadunia nie należałby zapewne do grzecznych 😁
    No dobra Julka można odpuścić , ale moze dzadunia weźmiesz pod uwagę co??? 🙏😅

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ha, ha. Perypetie prostaty Edwarda mają już 20 stron. Jak narazie to kilka wspomnień z młodości. Ha, ha (musze pisać haha słownie bo moich emotek strona cośnienuznaje i zamienia je na znakinzapytania 😭😭😭😭)
      Ale jeszcze w planach wiecej pornofolku i dojrzałego sexu 70+.
      Julek oczami Poli jest dopiero szkicem, więc trochę na niego poczekasz. Kilka scen nie zrobi szału bez tła i oprawy. Ale wzzystkow w swoim czasie.
      Najpierw Ale Klapa!… Doby mi nie starczy by ciągnąć wszystko naraz haha.
      P.S.
      Przy okazji zdradzę, że już wiem, kto dostanie 4 rozdziały….
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      Ale nie powiem.
      Hahaha!😂😂😂

  10. Rebel G.
    | Odpowiedz

    Jadziu, muszę się przyznać bez bicia (jak ktoś ma ochotę mnie zbić, to może być z biciem 😁), że myślałam, że po procesie to już będzie tylko z górki… Mimo tego, co zapowiadałaś. W sensie nie akcja z górki, tylko co najlepsze, już za nami. Zwykle seks jest zwieńczeniem podchodów i po nim następuje rozluźnienie fabuły, musi przyjść nuda, albo – jak w większości opowiadań – po prostu następuje koniec.
    Ty tutaj zmieniłaś narrację na poważną, co moim zdaniem nie jest prostą sztuką. A jeszcze zrobić to na wysokim poziomie -to już w ogóle arcytrudne!
    Ale przecież w ludziach takie zmiany zachodzą, traumatyczne wydarzenia ich zmieniają… Życie nie składa się z tęcz, małych kotków, jednorożców, flirtu i seksu (szkoda trochę, ale co zrobić…) Pytanie, czy chcemy takie tematy poruszać w opowiadaniach? I czy ludzie chcą o tym czytać? Ja chcę, to fajne, mądre, życiowe… Dające do myślenia, po prostu… Jeśli tylko jest to opakowane w sposób, jaki Ty nam serwujesz – poważnie, wiarygodnie, ale z pewną dozą optymizmu i nadziei – jestem za!
    Postawiłaś sobie niełatwy cel i nie wiem, ile było przeróbek, ile pisania od nowa, ale mnie kupiłaś 😉

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Wow! Rebel. Aż się wzruszyłam. Normalnie łezka mi popłynęła (a to się nieczęsto zdarza).
      Całkowicie się z tobą zgadzam. Ludzie się zmieniają, uczucia ewoluują, a wszystko przez doświadczenia (przyjemne, zabawne lub takie wywołujące dreszcze).
      Im więcej doświadczeń dzielimy tym silniejsza jest relacja, miłość nabiera mocy, a sex… Sex jest wtedy magiczny, bo nie tylko cielesny. Nie wiem jak to ująć w słowa w tym momencie, ale orgazm nie tkwi tylko w punkcie G. No chyba ze chodzi również o G w mózGu.
      Dzięki Rebel za te słowa😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘
      Mam nadzieję, że nie tylko ciebie intetesuje temat traumatycznych wydarzeń.

      • Rebel G.
        |

        Proszę bardzo 😁
        Ja też mam nadzieję, że nie tylko mnie interesują “trudne sprawy” 😉 Że jestem inna, to wiem, ale żeby aż tak inna… 😉
        Aczkolwiek może być tak, że ludzie wpadają tutaj po lekką lekture, czystą rozrywkę i nie przypadną im do gustu cięższe tematy… Rozumiem 😁

  11. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Za wytrwałość, cierpliwość i determinację należy się Teodorowi medal. Dostał bolesną lekcję życia i się nie poddaje. Babcia Alicja jest bezkonkurencyjna – walizka butów na długi weekend 🙂 Przyznam, że ją rozumiem, bo przy wyborze butów na wyjazd zawsze mam niejaki problem, ale za nadbagaż jeszcze nigdy nie płaciłam 🙂 “Przywożę matkę! Już mogę sobie ścielić kanapę.” – He, he 🙂 Teo będzie musiał się przyłożyć do wytłumaczenia Julkowi co to jest męska solidarność, żeby więcej nie krzyczał od progu o “tajemnisach” taty 🙂 Bo nigdy więcej nie zje klowy, tylko marchewkę i brokuły 🙂 “Wycieczka gastronomiczna” – ha, ha, skoro jest sex-turystyka, to może być i wycieczka gastronomiczna 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Sa rozne rodzaje turystyki. Gastronomiczna to moja ulibiona😂😂😂

Napisz nam też coś :-)