Rany Julek! (II)

with 17 komentarzy

Rany Julek (II)

Bardzo dziękuję za tak wspaniałe przyjęcie. Wasze komentarze dodają skrzydeł, upajają radością i pozwalają mi się rozwijać. Największe dziękuję należy się jednak  Agnieszce i Monice. Ukłon w WASZĄ stronę. 


Rozdział drugi

Byłem jednak ciekawy, co kryje się za tymi poszlakami, skoro nie jest to „to o czym myślę”.

Ze względu na dziadka służę pomocą. Proszę się nie przejmować kosztami – zaproponowałem swoje usługi.

Widzisz! Mówiłem ci, że wszystko się ułoży. – Dziadek z entuzjazmem podreptał zrobić herbatę.

Moja wnuczka została oskarżona o zabicie swego męża.

Westchnąłem. Cóż, spodziewałem się dilerki, złodziejki, może jakiejś naciągaczki finansowej. Prawda okazała się być daleka od moich podejrzeń. Takie sprawy nie należały do najłatwiejszych, a w kancelarii miałem zaledwie dwóch wspólników od prawa karnego. Mimo wszystko zaintrygowała mnie historia julkowej mamy. Chciałem wiedzieć więcej. Nie musiałem dopytywać. Pani Basia uwalniała z siebie historię wnuczki, czując się lżej z każdym zdaniem.

Wyszła za mąż jeszcze na studiach. – Głos staruszki zadrżał lecz po chwili ciągnęła dalej z większą swobodą. – Wszystko było sielanką póki Kamil nie zaczął pić. Rok po ślubie trafiła do mnie. Po prostu stanęła w drzwiach mojego domu zapłakana, posiniaczona i w ciąży. Nie chciała przyznać, że mąż ją bił choć widziałam, że sama sobie takiej krzywdy nie zrobiła. Dwa miesiące później Kamil odkrył, że Pola mieszka u mnie. Pojawił się z kwiatami. Przepraszał, błagał by do niego wróciła. Obiecywał, że przestanie pić.

Dziadunio przyniósł herbatkę. Nastąpiła pauza na słodzenie, kilka łyków, chwilę namysłu. Słyszałem takich historii wiele. W końcu byłem prawnikiem rozwodowym. Jeśli jednak miałem obarczyć wspólnika tą sprawą, chciałem też się z nią zapoznać. Najbardziej ciekawił mnie motyw. Zdrada? Zazdrość? Zboczone hobby?

Wróciła do niego – dokończyłem za starowinkę.

Wróciła. Mieszkali w sąsiednim mieście. Obiecała dzwonić codziennie. Po miesiącu przestała. Odezwała się dopiero, gdy trafiła na porodówkę. Wiem, że o zmarłych nie mówi się źle, ale ten skurwysyn pobił ją w ósmym miesiącu ciąży tak, że jak trafiła do szpitala lekarze nie wiedzieli czy przyjmować poród, czy składać jej kości. Zabrałam Polę do siebie. Historia lubi się powtarzać. Kamil znów przepraszał, błagał. Pola twierdziła, że dziecko musi mieć ojca i że teraz na pewno jej nie uderzy. Wróciła do niego. Nie dzwoniła, ale też nie odbierała moich telefonów. Domyślałam się, że nie jest dobrze. Dwa miesiące temu szpital skontaktował się ze mną bym odebrała Julka. Miał złamaną nóżkę, a ja byłam podana przez Polę jako opiekun zastępczy. W szpitalu była również moja wnuczka. Podbite oczy, pęknięta skroń, cała we krwi. – kobieta wzdrygnęła się na to wspomnienie. – Nie mogłam z nią wtedy porozmawiać. Policjant nie pozwolił. Płakała prosząc żebym zajęła się Julkiem. Policjantka dyżurująca przy Julku poinformowała, że Pola przyznaje się do zabicia męża. – Łzy spływały po policzkach pani Basi.

Najwyraźniej było to zabójstwo w akcie obrony. Wystarczył dobry prawnik. Niestety nie ja. Spojrzałem na blond czuprynkę kołysaną na mojej klacie. Spał spokojnie nieświadomy całego zamieszania. Wiedziałem, jak to jest wychowywać się bez ojca. Julek mógł zostać również bez matki jeśli prawnik Poli okaże się nowicjuszem lub kolegą prokuratora. Przeraziła mnie ta wizja. Jeśli ode mnie zależałoby szczęście dziecka, to zrobiłbym wszystko co trzeba.

Proszę mi powiedzieć, kto zajmuje się sprawą pani wnuczki?

Wyszperała w torebce wizytówkę. Wiedziałem już co zrobić.

Panie Teodorze, nie musi Pan.

Zapewniam, że muszę. Nie mógłbym spać spokojnie wiedząc, że pani niewinna wnuczka jest osadzona w więzieniu.

Dobrze, że dziadunio ma zaniki pamięci. Zresetował naszą rozmowę opowiadaniem o swoich młodzieńczych podbojach. Dzięki temu Pani Basia oderwała się od problemów. Uśmiechała się. Widziałem teraz dokładnie czym dziadunio został zauroczony.

Julek obudził się. Oddałem rumcajsa prababci, pożegnałem się i wróciłem do siebie.

Zabrałem dokumentację od prawnika przyznanego z urzędu. Zanim przekazałem sprawę Emilowi z mojej kancelarii, sam zapoznałem się z dowodami i zebranymi informacjami od świadków. Obdukcję pominąłem. Na zdjęciach z dnia aresztowania widać, że Pola była mocno poturbowana. Wyglądała na kobietę spokojną, smutną i zawiedzioną życiem. Julek odziedziczył piękną buzię po mamie. Byłem w stanie wyobrazić ją sobie bez sińców i otarć.

Tej nocy śniła mi się jako cudowna bogini seksu. Nie mogłem wyrzucić jej z głowy nawet w ciągu dnia. Poprosiłem Emila o konsultację. Dwa dni później poinformował, że sprawa byłaby łatwa, gdyby nie rodzice ofiary. Okazało się, że dziadkowie Julka zamierzają walczyć o nabycie prawa do pełnej opieki nad wnukiem. Zaplanowaliśmy strategię działania. Pola musiała jedynie podpisać zgodę, byśmy ją reprezentowali. Dokładnie, żeby to Emil ją reprezentował. Ja nie mogłem zrobić wiele. Kryminał to nie moje klocki.

Ustaliliśmy datę widzenia. Emil zarezerwował salę do spotkań rodzinnych, by nikt nam nie przeszkadzał. Pola była w areszcie dwa miesiące. Sprawę rozpatrywano bardzo powoli, a dotychczasowy obrońca nie kwapił się by ją przyspieszyć.

Przez telefon opowiedziałem pani Basi, że wszystko jest pod kontrolą i zaproponowałem, że zabiorę Julka na spotkanie z mamą. Pozostało mi tylko kupić fotelik samochodowy. Od razu namierzyłem w sklepie ekspertkę. Wokół niej biegała czwórka "adehadowców", piąte miała uwiązane do siebie więc wywnioskowałem, że wie o czym mówi. Za jej namową kupiłem jeszcze kilka rzeczy, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Myślałem, że składanie mebli z Ikei w latach studenckich wystarczająco rozwinęło moje zdolności manualne, więc odmówiłem fachowej pomocy przy montażu fotelika. Niestety moje kwalifikacje okazały się niewystarczające. Po godzinie starań podarłem instrukcję, wyłączyłem tutorial z You Tube i zacząłem walić głową w maskę. Przy trzecim uderzeniu wpadłem na genialny pomysł. Taśma izolacyjna! Dokładnie – sztuk dwie. Fotelik nie do ruszenia. A jeśli już to razem z całą skórzaną tapicerką tylnej kanapy.

Zaopatrzony w fotelik, chusteczki dla niemowląt, banany i słoiczki z przecierami owocowymi myślałem, że nic mnie nie zaskoczy. Zaskoczył mnie jak zwykle mój przodek z epoki paleozoicznej. Gdy przypinałem malca pasami dopadł mnie dziadunio.

Jak długo zamierzasz ukrywać przede mną, że mam wnuka?! Jak ma na imię ten przystojniak? – Wepchnął się do samochodu – Dobrze, że urodę ma po mamusi, a nie po moim zięciu.

Najwyraźniej pomylił mnie z moim ojcem.

Ja jestem twoim wnukiem! Dziadku, to wnuk Pani Basi.

Jakiej Basi?

Pani Basia zaprasza cię na herbatkę – skłamałem, by wylazł z samochodu.

To już idę. Basiu kochana – Ruszył w kierunku domu sąsiadki.

Muszę znaleźć mu dom spokojnej starości – powiedziałem do malca.

Julek aż zakwiczał ze śmiechu. Z tą szyną na pewno jest mu niewygodnie. Dobrze, że za kilka lat nic nie będzie pamiętał. Słodki maluch.

Czekaliśmy w sali do widzeń rodzinnych.

Nie uprzedzałeś, że zabierzesz ze sobą nieletniego – poirytował się Emil.

Nie widziała dzieciaka dwa miesiące. Jesteś ojcem, wyobraź sobie, że ktoś zabiera twoje dzieci na dwa miesiące. Jak byś się czuł?

Cieszyłbym się. Jeszcze dopłaciłbym za każdy kolejny miesiąc.

Do sali wprowadzono Polę. Od razu rzuciła się do mnie, by przytulić Julka. Przyznam, że bez podbitych oczu wygląda na prawdę pięknie. Tuliła chłopca, jak na troskliwą i opiekuńczą matkę przystało. Milczeliśmy. Tylko cherubinek cały czas powtarzał „ ma ma ma ma…”

Dopiero po chwili Pola spojrzała na nas.

Chyba nie chcecie odebrać mi Julka. Proszę.

Nie. Wręcz przeciwnie – zapewniłem ją. – Zamierzamy dopilnować, by tobie go nie odebrano.

Przedstawiliśmy się po czym Emil wyciągnął teczkę sprawy, notatnik i telefon. Włączył dyktafon i zaczął zadawać pytania. Pola opowiadała o pobiciach i o strachu w jakim żyła. Zapytana o przemoc na tle seksualnym, tylko przytaknęła. Nie chciała o tym rozmawiać. W dniu zabicia męża działała nie w swojej obronie, ale w obronie syna. Dlatego mały trafił do szpitala tylko ze złamaną nóżka, a nie z pękniętą czaszką. Julek nie schodził z kolan Poli. Dopiero gdy zgłodniał wyciągnął ręce do mnie. Wyjąłem z torby chrupki kukurydziane i kubek niekapek.

Dziękuję. – powiedziała Pola, gdy podsunąłem malcowi smakołyki.

Emil skończył wywiad po dwudziestu minutach. Najważniejsze już wiedział. Szczegóły wyciągnie przy następny spotkaniu.

Zadzwoń do mnie potem – wspomniał wychodząc, co znaczyło, że chce mi coś powiedzieć, ale niekoniecznie przy Poli.

Zostaliśmy sami. Julek spał wtulony w mamę.

Dziękuję – szeptała Pola nie chcąc obudzić małego głodomora.

Nie ma za co. To przyjacielska przysługa. W jakim wieku jest Julek?

Za tydzień będzie miał osiem miesięcy.

Jak znosisz pobyt?

Dobrze. Jako morderczyni własnego męża nie mam wrogów. Raczej mnie podziwiają i szanują – zaśmiała się.

Potrzebujesz czegoś? – dopytywałem.

Jego. – Spojrzała na blond cherubinka szklanymi oczami.

Nie chciałem niczego obiecywać, ale Emil na pewno składał już wniosek o zwolnienie jej z aresztu za kaucją. Jeśli wszystko pójdzie jak zaplanowaliśmy, jutro Pola opuści mury aresztu. Za wcześnie jednak by cokolwiek przewidywać.

Pani Basia opiekuje się nim doskonale. Nie musisz się o niego bać.

Dopytywała, skąd znam jej babcię i musiałem wyjawić całą prawdę o moim niezrównoważonym przodku, który żyje na złość światu i w sąsiedztwie jej babci. Gdy mówiłem jak ja, prawnik, włamywałem się nieudolnie do domu dziadka, wybuchnęła śmiechem. Hipnotyzowała tym dźwiękiem. Rozmawialiśmy jeszcze przez godzinę, po czym poprosiła bym zabrał Julka póki śpi.

Proszę. – Wyciągnęła ramiona ze śpiącym malcem. – Boję się, że gdy wstanie nie będę potrafiła go oddać.

Wziąłem chłopca. Zagulgotał i puścił kilka baniek buzią.

Czy będę mogła go jeszcze zobaczyć?

Na pewno.

Poklepała Julka po pupie i położyła dłoń na mojej, spoczywającej na pleckach chłopca.

Dziękuję. Nie wiem jak się odwdzięczyć.

Uśmiech wystarczy – szepnąłem. – Może jeszcze zaproszenie na pierwsze urodziny koleżki.

Pani Basia czekała na nas na ławeczce przed domem. Julek obudził się w drodze i teraz marudził. Czułem nosem, że narzekał na pieluchę. Nie zaopatrzyłem się w zapasowe. Muszę o tym pamiętać następnym razem.

Jakim następnym razem?! – dopytywałem sam siebie. – To tylko przyjacielska przysługa.

Zapewniłem Panią Basię, że wszystko jest na dobrej drodze, po czym wręczyłem "gulgającego" malca, z pieluchą o zawartości raczej mało pachnącej.

Dziwnie mi było tak samotnie wracać do domu. Zerkałem w lusterko, patrząc na pusty fotelik.

Co takiego jest w tym chłopcu, że nie mogę przestać o nim myśleć?

Oto Jadzia Gibson:

Kobieta z trzydziestką na karku i chaosem w głowie. Potrafi złapać kij za trzeci koniec, a jak życie daje jej cytrynę to wyciska z niej sprajta. Odkąd sama pisze, tworzy, zawsze jest zadowolona z zakończenia.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Mikakamaka
    | Odpowiedz

    A my Tobie dziękujemy, że piszesz z nami – babami 🙂
    Coraz fajniejsze motylowe miejsce się tu robi 😀

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Skoro fajne zalozycielki to miejsce tez super!

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Świetna historia z humorem w tle, do tego fajnie się czyta 😀

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ciesze sie, ze przypadlam do gustu. Nawet nie wiesz jak dlugo pisalam tylko dla siebie, tylko do szuflady, czasem tylko w pamieci

  3. Eli
    | Odpowiedz

    Bardzo mi się podoba ☺️

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Mam nadzieje, ze ciag dalszy spodoba sie jeszcze bardziej. Zapraszam za tydzien

  4. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ojoj, powiało zgrozą. Biedna Pola i biedny Juleczek. Nie potrafię zrozumieć i nie przestaję się dziwić kobietom, które wierzą, że bydlak nigdy więcej ich nie uderzy. Jeśli uderzył raz, to mur beton zrobi to ponownie – tylko mocniej, dotkliwiej. Mam nadzieję, że Emil się spisze i Pola nie spędzi wielu lat w więzieniu, a jej teściowie nie dostaną Julka. Ciekawe, o czym Emil chce porozmawiać z Teodorem. Oby o jakimś świetnym pomyśle na uratowanie Poli. Taśma izolacyjna to wcale niezgorszy pomysł – raz, że fotelik stabilny, a dwa, że nikt go nie ukradnie:) Dziadunio, jak zwykle powalający:) Bardzo jestem ciekawa, jak się wątki opowieści rozwiną i kogo miłość dopadnie. Jak na razie, to zdaje mi się, że Teodor zakochał się w Juleczku:) W ramach dbałości o rozwój literackiego warsztatu Autorki: dużych liter za dużo o sztuk pięć i za mało o jedną sztukę (“julkowej mamy”); przecinków tak pewnie z pół kilograma więcej by się zdało; dywiz zamiast półpauzy? Półpauza jest dość agresywna – prawie że wykopała z użycia myślnik – dlatego lepiej nie ryzykować, bo gotowa się zemścić:)
    Druga część opowieści podoba mi się nie mniej niż część pierwsza. Zdecydowanie jestem na “TAK”:)
    A tak poza tym, to u mnie ZIMAAAAA…. biało, iskrząco… łopaty w ruch:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Tony! Życie mi ratujesz. Dziekuje za twą troskę o mój warsztat – cały czas go rozwijam. Jak na ucznia przystało uczę sie na błędach.
      Czemu Julkowej mamy? JULKOWY jako przymiotnik chyba nie musi być duża literą, ale zasiałaś w mej glowie niepewność i podpytam specjalistę od korekty. Nadmiar dużych liter w dodatku? Porażka. Gdzie?
      Dywizom się przypatrze bo nawet nie wiem co to takiego.
      Dobrze, że jestes Tony.
      Co do wątku przemocy – długo się zastanawialam czy to dobry temat do połączenia z humorem. Chciałam jednak wywolac u was coś jeszcze oprócz podniety. Mam nadzieję, że mi sie uda.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ok. Przerobiłam już kreski: myślnik, półpauze i dywiz. Postaram się zapamiętać ale licze na ciebie Tony! Jak znajdziesz błąd w następnej części to dawaj znać. Może chociaż kreski dopracuję. Bo wstyd.😰😩
      Na przecinki jeszcze musisz poczekać – nie wszystko na raz bo będzie ambaras👍

      • Tony Porter
        |

        Jako, że życie nie składa się tylko z komedii, albo tylko z dramatu, to wplecenie wątku przemocy jest, moim skromnym zdaniem, jak najbardziej w porządku. Horror Poli początkowo był romansem, a że z miłości zostało niewiele… chociaż nie tak do końca, bo przecież jest Julek. Mocno niefajnie się czasem losy ludzkie toczą.
        Dziękuję bardzo, ja też się cieszę że jestem i trafiłam na motylową stronę:)
        “Julkowy” dlatego, że jest to przymiotnik dzierżawczy, utworzony od imienia własnego, odpowiadający na pytanie “czyj?” i odnoszący się do autora, właściciela. “Julkowa mama” to to samo co “mama Julka”, tylko inaczej powiedziane.
        Żadna porażka, to tylko ten wielki szacunek Teodora dla pani Basi pcha Ci się na palce i spływa na klawiaturę:)
        Co do “kresek”, to jeszcze 4 lata temu ja też tkwiłam w błogiej nieświadomości w temacie ich długości i funkcji. I używałam głównie dywizów, z rzadka półpauz, a myślnik olewałam po całości… znaczy się… bezczelnie ignorowałam:) Skończyło się dobre, gdy tekstu dopadła moja przyjaciółka i ku memu oburzeniu przerobiła moje śliczne, zgrabniutkie kreseczki na poprawne półpauzy. Wybaczyłam jej tą gramatyczną napaść, bo po zlustrowaniu tekstu po całości musiałam przyznać, że lepiej się prezentuje. Taaa… i gadaj zdrów, że długość nie ma znaczenia:)
        Przecinków więcej punktować nie będę, bo ambaras to ja mam z nimi od dawna:) A poza tym, nie czekam na idealną interpunkcję, tylko na kolejną część losów interesujących bohaterów. Pewnie, że ważne jest by pisać poprawnie, nie kaleczyć języka, ale najważniejsza jest sama historia i emocje, jakie wywołuje w czytelnikach. Korekta tekstu to nie jest wielki problem – szczególnie dla fachowca, który zna zasady pisowni i ma w głowie radar na “byki”, a ubranie w słowa tego co się w głowie roi i kotłuje wymaga talentu. A Ty ten talent posiadasz. Do mnie Twoje pisanie trafia, przemawia, pobudza wyobraźnię.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Tony! No złoto z ciebie! Ale wytykaj mi te błędy! Pisze by nie zapomnieć Polskiego. Bo jak sie żyje poza ojczyzna i ma się mały kontakt z językiem ojczystym to bieda. Takze wytykaj. Ja za to dziekuje. A co do losow Julkowej mamy to powieje grozą jeszcze nie raz. Jestem tylko ciekawa jak mi te seksy wyjdą. Czy dorównam dziewczynom.

  5. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Podzielam zdanie o bitych kobietach. Wiedząc, że jest w ciąży, a on ją bije, powinna odejść od niego w tym właśnie momencie. No, ale takie kobiety w większości bywają naiwne 🙁 Słono przyszło jej za to zapłacić. Czytając, przyszło mi do głowy, że może to jednak nie Pola zabiła swojego męża, tylko kogoś chroni. Wiem, naciągana teoria, ale wszystko w zasadzie jest możliwe 🙂 Jak dla mnie tekst jest ok, a z przecinkami w końcu sobie poradzisz 🙂 Dobra robota, Moniko 🙂

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Chciałam by historia Poli była wiarygodna. Myślę, że mi się udało. Czytam komentarze i czuję wasze obawy, wasze współczucie dla Poli. Cieszy mnie to. Tak mialo być. Obok dziadka zbereźnika bawiacego do łez pobita kobieta, ktorej historia rowniez wywołuje łzy lecz ze wruszenia. Bo takie jest życie.
      PS:
      Czy to Pola zabiła? Może zrobił to ktoś za nią? Kochanek na przyklad? Biologiczny ojciec Julka? Któż to wie….

  6. Anonim
    | Odpowiedz

    Mnie się tam dziadunio najbardziej podoba 🙂

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ooooo tak! Ja też uwielbiam dziadunia

  7. Babeczka
    | Odpowiedz

    Ja stosuję półpauzy, dla mnie wyglądają lepiej od myślników 🙂 Jedyne co, to o twardej spacji zapominam i później potrafi rozstrzelić tekst 🙁

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Boże! Jeszcze musze te twarde spacje ogarnąć. Jak tylko się dowiem co to. Motywujecie mnie do nauki! Lubie to! Samej z siebie by mi się nie chciało.
      Wczoraj w nocy czytałam o myślnikach, połpauzach i tych najkrótszych to sie dowiedziałam również że mam w domu nielegalną lokatorkę. Myszkę. Ale mam nadzieje, że przynajmniej myślnikami już was nie będę gnębić. I małymi literami (wiadomo gdzie😂). Poszłam po rozum do Bookowskiej. Małymi kroczkami i się nauczę.
      Dziś noc pierogów u mnie, ale lepiąc pooglądan jakieś polonistyczne jutuby o twardej spacji.
      A tak jak u Ciebie przygotowania do świąt

Napisz nam też coś :-)