Rany Julek! (II)

with 28 komentarzy

Rany Julek (II)

Bardzo dziękuję za tak wspaniałe przyjęcie. Wasze komentarze dodają skrzydeł, upajają radością i pozwalają mi się rozwijać. Największe dziękuję należy się jednak  Agnieszce i Monice. Ukłon w WASZĄ stronę. 


Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

 

część druga

– Ze względu na dziadka służę pomocą. Proszę się nie przejmować kosztami – proponuję swoje usługi.

– Widzisz! Mówiłem ci, że wszystko się ułoży.

Dziadek z entuzjazmem drepcze zrobić herbatę, a ja podpytuję o powód pobytu w areszcie mamy Julka.

– Moja wnuczka została oskarżona o zabicie męża.

Wzdycham ciężko. Cóż... Spodziewałem się dilerki, złodziejki, może jakiejś naciągaczki finansowej. Prawda okazała się być daleka od moich podejrzeń. Takie sprawy nie należały do najłatwiejszych, a w kancelarii miałem zaledwie jednego wspólnika od prawa karnego. Mimo wszystko, intrygowała mnie historia Julkowej mamy. Nie muszę dopytywać. Pani Basia uwalnia z siebie historię wnuczki, czując się lżej z każdym zdaniem.

– Wyszła za mąż jeszcze na studiach. – Głos staruszki zadrżał, lecz po chwili wahania kontynuuje z większą swobodą. – Wszystko było sielanką, póki Kamil nie zaczął pić. Rok po ślubie trafiła do mnie. Po prostu stanęła w drzwiach mojego domu zapłakana, posiniaczona i w ciąży. Nie chciała przyznać, że mąż ją bił, choć widziałam, że sama sobie takiej krzywdy nie zrobiła. Dwa miesiące później Kamil odkrył, że Pola mieszka u mnie. Pojawił się z kwiatami. Przepraszał, błagał by do niego wróciła. Obiecywał, że przestanie pić.

Dziadunio przynosi herbatę, więc następuje pauza na słodzenie, kilka łyków, chwilę namysłu. Słyszałem takich historii wiele. W końcu jestem prawnikiem rozwodowym. Jeśli mam obarczyć wspólnika tą sprawą, też muszę się z nią zapoznać. Najbardziej ciekawi mnie motyw. Zdrada? Zazdrość? Zboczone hobby?

– Wróciła do niego?

– Wróciła. Mieszkali w sąsiednim mieście. Obiecała dzwonić codziennie. Po miesiącu przestała. Odezwała się dopiero, gdy trafiła na porodówkę. Wiem, że o zmarłych nie mówi się źle, ale ten skurwysyn pobił ją w ósmym miesiącu ciąży tak, że jak trafiła do szpitala lekarze nie wiedzieli czy przyjmować poród, czy składać jej kości. Znów zabrałam Polę do siebie. Historia lubi się powtarzać. Kamil przepraszał, błagał. Pola twierdziła, że dziecko musi mieć ojca i że teraz na pewno jej nie uderzy. Wróciła do niego. Nie dzwoniła, ale też nie odbierała moich telefonów. Domyślałam się, że nie jest dobrze. Dwa miesiące temu szpital skontaktował się ze mną bym odebrała Julka. Miał złamaną nóżkę, a ja byłam podana przez Polę jako opiekun zastępczy. W szpitalu była również moja wnuczka. Podbite oczy, pęknięta skroń, cała we krwi. – Kobieta wzdryga się na to wspomnienie. – Nie mogłam z nią wtedy porozmawiać. Policjant nie pozwolił. Płakała, prosząc żebym zajęła się Julkiem. Policjantka dyżurująca przy maluszku poinformowała mnie, że Pola przyznała się do zabicia męża. – Łzy spłynęły po policzkach pani Basi.

Najwyraźniej było to zabójstwo w akcie obrony. Wystarczył dobry prawnik. Niestety, nie ja. Ale Emil... Spoglądam na blond czuprynkę kołysaną na mojej klacie. Julek śpi spokojnie nieświadomy całego zamieszania. Wiem, jak to jest wychowywać się bez ojca. Julek może zostać również bez matki, jeśli prawnik Poli okaże się nowicjuszem lub kolegą prokuratora. Przeraziła mnie ta wizja. Może i bezdusznie używałem dzieci jako kart przetargowych przy rozwodach, ale w tym wypadku...  Nie będę się oszukiwał, cherubinek już wkupił się w moje łaski.

– Proszę mi powiedzieć, kto zajmuje się sprawą pani wnuczki?

Pani Basia wyszperała z torebki wizytówkę. Wiem co zrobić, wiem które znajomości odświeżyć i wiem, do czego nie chcę dopuścić. 

– Panie Teodorze, nie musi pan.

– Zapewniam, że muszę. Nie mógłbym spać spokojnie, wiedząc, że pani niewinna wnuczka jest osadzona.

Dobrze, że dziadunio ma zaniki pamięci. Zresetował naszą rozmowę opowiadaniem o swoich młodzieńczych podbojach z okresu rezerwy. Dzięki temu pani Basia na chwilę zapomniała o problemach. Śmieje się. Widzę teraz dokładnie, czym dziadunio został zauroczony.

*

Zabrałem dokumentację od prawnika przyznanego Poli z urzędu. Zanim przekażę sprawę Emilowi Strzale z mojej kancelarii, sam zapoznam się z dowodami i zebranymi informacjami od świadków. Zwykła ciekawość. Kogo ja oszukuję? Julek jest takim ślicznym bobasem, że całą noc  skręcałem się z tej „zwykłej ciekawości” jak wygląda kobieta, która dała mu blond loczki. Obdukcję pomijam. Na zdjęciach z dnia aresztowania widać, że Pola była mocno poturbowana – nie potrzebuję lekarskich opisów, by wyobrazić sobie, co przeszła. Wyglądała na kobietę spokojną, smutną i zawiedzioną życiem. Im dłużej wpatruję się w fotografie, tym mniej sińców widzę. Chłopiec odziedziczył piękną buzię po mamie. Jestem pewny, że oboje uśmiechają się tak samo, z dołeczkami.

Powinienem czym prędzej przedstawić sprawę Poli Emilowi, ale musiałem się dobrze przygotować na rozmowę z nim. Ze względu na rodzinę nie brał morderstw lub samego usiłowania. Koncentrował się raczej na wykroczeniach przeciwko mieniu majątkowemu. Rozumiałem go. Jako adwokat stajesz po jednej stronie sali sądowej i nigdy nie wiesz jakie „plecy” ma klient twojego przeciwnika. 

Wpadam do biura kumpla chwilę przed jego wyjściem do sądu. Nie powiem, by rozmowa gładko szła. 

– Wiesz, że to nie jest mój kaliber. – Emil spokojnie próbuje mnie spławić. – Nie wezmę tej sprawy. Mogę przegrać. Widzę, że się zaangażowałeś  i jeśli przegram, będziesz mnie o to obwiniał.

– Nie będę, bo nie przegrasz! Poruszę wszystkie swoje kontakty...

– Nie poruszysz. – stwierdza, przejrzawszy teczkę pobieżnie. – Zobacz kto jest prokuratorem przypisanym do jej sprawy. 

– Ja pierdolę! – Byłem tak bardzo zaintrygowany Polą, że pominąłem tak ważny szczegół!

– Może gdybyś nie przeleciał mu żony... – Emil cmoka z dezaprobatą. Wie jak bardzo tego nie lubię. – Jeśli dojdzie do niego, że cokolwiek łączy cię z tą... – Znów zerka do teczki, by przeczytać imię i nazwisko oskarżonej. Potem podaje mi kilka argumentów przeciwko bronieniu Poli. – Sam widzisz. Tutaj nie pomożesz. Ja też.

Nie pozostawił mi wyjścia. Muszę zadać cios poniżej pasa.

– Ona ma kilkumiesięcznego syna, który zostanie pod opieką prababci i prawdopodobnie mojego niezrównoważonego psychicznie dziadka.  – Odwołuję się do instynktu rodzicielskiego Emila. Żeby zmiękł szybciej, pokazuję selfie, które zrobiłem wczoraj, gdy Julek spał na mnie.

Kumpel z niedowierzaniem przejął telefon i powiększył zdjęcie. 

– To naprawdę ty!

– Mały ma tylko złamaną nogę.

– Tylko?

– Emil, gdyby nie matka, chłopak trafiłby do szpitala w dużo gorszym stanie. Ona go broniła! Powinieneś to zrozumieć, do licha! Masz przecież dzieci!

Strzała wzdycha ciężko i wychodzi bez słowa, ale z teczką. Udało się! 

Z radością jadę do dziadka, gdzie jak się spodziewam jest też Basia z Julkiem. Ku mojemu zdziwieniu to dziadka zastałem u Basi, a nie odwrotnie. 

– Mnie samej ciężko w fajkowym dymie wytrzymać, a co dopiero Julciowi – wyjaśniła. Pod tym względem się z nią zgadzam. Wbrew kampanii „palenie zabija” mój przodek jest chodzącym dowodem na to, że jednak nie zabija.

Przynoszę dobrą nowinę, więc wszyscy są w nastroju prawie świątecznym. Julek cieszy się swoimi dołeczkami. Nie potrafię mu odmówić, gdy wyciąga do mnie  małe rączki. Biorę go na ręce i pozwalam bawić się kluczykami do auta.

*

 Proszę Emila o konsultację w sprawie Poli, lecz zbywa mnie krótkim „jeszcze nie zapoznałem się z wszystkimi dowodami”. Dwa dni później informuje mnie, że sprawa byłaby łatwa, gdyby nie rodzice ofiary. Okazało się, że dziadkowie Julka zamierzają walczyć o nabycie prawa do pełnej opieki nad wnukiem. Nie pozwolę! Cherubinek nie jest sierotą, ma matkę i ona będzie się nim opiekowała! 

Zaplanowaliśmy strategię działania. Pola musi jedynie podpisać zgodę, byśmy ją reprezentowali. Dokładnie, żeby to Emil ją reprezentował. Ja nie mogę zrobić wiele. Kryminał to nie moje klocki. Po drugie: Godlewski. Na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że nie wiedziałem! Aga nie przyznała się, a po ślubie nie zmieniła nazwiska, więc niby skąd miałem wiedzieć!? 

Ustaliliśmy datę widzenia. Emil zarezerwował salę do spotkań rodzinnych, by nikt nam nie przeszkadzał. Pola była w areszcie już dwa miesiące, sprawę rozpatrywano bardzo powoli, a dotychczasowy obrońca nie kwapił się, by ją przyspieszyć.

Przez telefon opowiedziałem pani Basi, że wszystko jest pod kontrolą i zaproponowałem zabranie Julka na spotkanie z mamą. Pozostało mi tylko kupić fotelik samochodowy. W sklepie od razu namierzam ekspertkę. Wokół niej krążą cztery elektrony różnej wielkości, piątego ma uwiązanego do siebie, więc wniosek nasuwa się sam: będzie wiedziała wszystko! Za jej namową kupuję kilka rzeczy, o których istnieniu nie miałem do tej pory pojęcia. Składanie mebli z Ikei w latach studenckich powinno wystarczająco rozwinąć moje zdolności manualne, więc odmawiam fachowej pomocy przy montażu fotelika. Niestety, moje kwalifikacje okazują się niewystarczające. Po godzinie starań drę instrukcję, wyłączam tutorial z You Tube i zaczynam walić głową w maskę. Mentalnie! Nie żeby fizycznie! Przy trzecim uderzeniu wpadam na genialny pomysł. Taśma izolacyjna! Dokładnie sztuk dwie. Fotelik nie do ruszenia. A jeśli już, to razem z całą skórzaną tapicerką tylnej kanapy.

Zaopatrzony w fotelik, chusteczki dla niemowląt, banany i słoiczki z przecierami owocowymi myślałem, że nic mnie nie zaskoczy. Zaskakuje mnie jak zwykle mój przodek z epoki paleozoicznej. Gdy przypinam malca pasami, dopada mnie dziadunio.

– Jak długo zamierzasz ukrywać przede mną, że mam wnuka?! Jak ma na imię ten przystojniak? – Wepchnął się do samochodu. – Dobrze, że urodę ma po mamusi, a nie po moim zięciu.

Najwyraźniej znów pomylił mnie z moim ojcem. Coraz częściej mu się to zdarza. 

– Ja jestem twoim wnukiem! Dziadku, to wnuk pani Basi.

– Jakiej Basi?

– Pani Basia zaprasza cię na herbatkę – kłamię, by wylazł z samochodu.

– To już idę. Basiu kochana...! – Faraon rusza w kierunku drzwi sąsiadki, a ja mogę odetchnąć z ulgą.

– Muszę znaleźć mu dom spokojnej starości – mówię do malca. Julek kwiczy ze śmiechu. Z tą szyną na pewno jest mu niewygodnie. Dobrze, że za kilka lat nic nie będzie pamiętał. Gdyby nie opowieści mamy sam bym nie wiedział, że dzięki dziadkowi miałem nastawiany nos jako trzylatek. Ze swoim kolegą Heniem zabrali mnie na sanki, ale zamiast ciągnąć mnie osobiście, dziadunio wpadł na pięciogwiazdkowy pomysł: zaprzągł do sanek owczarka pana Henia. Do tego, co się stało potem, nikt nie chciał się przyznać: ani pan Henio, ani dziadunio, ani pies, który jak zbiegł z miejsca wypadku, tak do tej pory nie wrócił. Grunt, że historię znam tylko z opowieści, a ten słodki maluch być może wcale się nie dowie, jak doszło do złamania jego nóżki.

Do sali widzeń wpadam nieco spóźniony. Nikt mnie nie uprzedził, że tak trudno odpiąć pięciopunktowe pasy fotelika samochodowego! Czy tego nie można zrobić na rzepy?!

Mój wspólnik nie wygląda na zadowolonego widokiem Julka.

– Nie uprzedzałeś, że zabierzesz ze sobą nieletniego – irytował się Emil.

– Nie widziała dzieciaka dwa miesiące. Jesteś ojcem, wyobraź sobie, że ktoś zabiera twoje dzieci na dwa miesiące. Jak byś się czuł?

– Pytasz jakbyś nie znał moich córek! Cieszyłbym się. Jeszcze dopłaciłbym za każdy kolejny miesiąc.  – Pokazuje paznokcie, na których prześwitują resztki różowego koloru. 

Do sali wprowadzono Polę. Od razu rzuca się do mnie by przytulić Julka. Przyznam, że bez podbitych oczu wygląda naprawdę pięknie. Tuli chłopca, jak na troskliwą i opiekuńczą matkę przystało. Milczymy, ja i Emil. Tylko cherubinek cały czas powtarza „ ma ma ma ma…”

Dopiero po chwili Pola spogląda na nas.

– Chyba nie chcecie odebrać mi Julka. Proszę!

– Nie. Wręcz przeciwnie – zapewniam ją. – Zamierzamy dopilnować, by go tobie nie odebrano.

Przedstawiamy się, po czym Emil wyciąga teczkę sprawy, notatnik i telefon. Włącza dyktafon, a po krótkim wprowadzeniu zaczyna zadawać pytania. Pola opowiada o pobiciach i o strachu w jakim żyła. Zapytana o przemoc na tle seksualnym, tylko przytakuje. Nie chce o tym rozmawiać, co rozumiem. W dniu zabicia męża działała nie w swojej obronie, ale w obronie syna. Dlatego mały trafił do szpitala tylko ze złamaną nóżką, a nie z pękniętą czaszką.

Julek nie schodzi z kolan Poli. Dopiero gdy głodnieje, wyciąga ręce do mnie. Wyjmuję z torby chrupki kukurydziane i kubek niekapek, a jemu od razu wraca uśmiech na pulchne policzki.

– Dziękuję – mówi Pola, gdy podsuwam maluchowi smakołyki.

Emil skończył wywiad po dwudziestu minutach. Najważniejsze już wie. Szczegóły wyciągnie przy następny spotkaniu.

– Zadzwoń do mnie potem – rzuca przez ramię wychodząc, co znaczy, że chce mi coś powiedzieć, ale niekoniecznie przy Poli.

Zostaliśmy sami w sali z obskrobanymi ścianami. Julek śpi wtulony w mamę, a ja oglądam ten obraz szczęścia i czuję, że oni tu nie pasują. Pola nie może tu dłużej zostać, a Julek nie może wychowywać się bez niej.

– Dziękuję – szepcze, nie chcąc obudzić małego głodomora.

– Nie ma za co. To przyjacielska przysługa. W jakim wieku jest Julek?

– Za tydzień będzie miał osiem miesięcy.

– Jak znosisz pobyt?

– Dobrze. Jako morderczyni własnego męża nie mam wrogów. – Śmieje się.

– Potrzebujesz czegoś? – dopytuję poluzowawszy krawat.

– Jego. – Spogląda na blond cherubinka szklanymi oczami.

Nie chcę niczego obiecywać, ale Emil na pewno już składa wniosek o zwolnienie jej z aresztu za kaucją. Jeśli wszystko pójdzie jak zaplanowaliśmy, jutro Pola opuści te szare mury. Za wcześnie jednak, by cokolwiek przewidywać.

– Pani Basia opiekuje się Julkiem doskonale. Nie musisz się o niego bać – zapewniam.

Pola dopytuje, skąd znam jej babcię i muszę wyjawić całą prawdę o moim niezrównoważonym przodku, który żyje na złość światu i w sąsiedztwie pani Basi. Gdy opowiadam jak ja, prawnik, włamywałem się nieudolnie do domu dziadka, Pola tłumi wybuch śmiechu ręką. Gdybym mógł, rozśmieszałbym ją tylko po to, by widzieć szczęście w jej oczach. Rozmawiamy jeszcze przez godzinę, po czym prosi bym zabrał Julka póki śpi. Wyciąga ramiona ze śpiącym synkiem w moim kierunku.

 – Boję się, że gdy się obudzi nie będę potrafiła go oddać.

Biorę chłopca pewnym chwytem, a on gulgocze i puszcza bańki buzią.

– Czy będę mogła go jeszcze zobaczyć?

– Na pewno.

Pola klepie Julka po pupie i kładzie dłoń na mojej, spoczywającej na pleckach chłopca.

– Dziękuję. Nie wiem jak się odwdzięczyć.

– Uśmiech wystarczy – szepczę. – Może jeszcze zaproszenie na pierwsze urodziny koleżki.

Żegnamy się dość niezręcznie, a potem strażnik odprowadza ją do celi. 

– To najdziwniejsza randka na jakiej kiedykolwiek byłem – mamroczę pod nosem.

*

Pani Basia czeka na nas na ławeczce przed domem. Julek obudził się w drodze i rozkręcił  arię marudzeniową na cały regulator. Czułem nosem, że narzekał na pieluchę. Naiwnie nie zaopatrzyłem się w zapasowe. Muszę o tym pamiętać następnym razem.

Jakim następnym razem?! – dopytuję sam siebie. – To tylko przyjacielska przysługa.

Zapewniam panią Basię, że wszystko jest na dobrej drodze, po czym wręczam jej gulgającego malca, z pieluchą o zawartości raczej mało pachnącej.

Dziwnie się czuję, gdy sam wracam do domu. Zerkam w lusterko, patrząc na pusty fotelik.

Co takiego jest w tym chłopcu, że nie mogę przestać o nim myśleć?

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Mikakamaka
    | Odpowiedz

    A my Tobie dziękujemy, że piszesz z nami – babami 🙂
    Coraz fajniejsze motylowe miejsce się tu robi 😀

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Skoro fajne zalozycielki to miejsce tez super!

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Świetna historia z humorem w tle, do tego fajnie się czyta 😀

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ciesze sie, ze przypadlam do gustu. Nawet nie wiesz jak dlugo pisalam tylko dla siebie, tylko do szuflady, czasem tylko w pamieci

  3. E
    Eli
    | Odpowiedz

    Bardzo mi się podoba ☺️

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Mam nadzieje, ze ciag dalszy spodoba sie jeszcze bardziej. Zapraszam za tydzien

    • N
      Nela
      | Odpowiedz

      Mi też!

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ojoj, powiało zgrozą. Biedna Pola i biedny Juleczek. Nie potrafię zrozumieć i nie przestaję się dziwić kobietom, które wierzą, że bydlak nigdy więcej ich nie uderzy. Jeśli uderzył raz, to mur beton zrobi to ponownie – tylko mocniej, dotkliwiej. Mam nadzieję, że Emil się spisze i Pola nie spędzi wielu lat w więzieniu, a jej teściowie nie dostaną Julka. Ciekawe, o czym Emil chce porozmawiać z Teodorem. Oby o jakimś świetnym pomyśle na uratowanie Poli. Taśma izolacyjna to wcale niezgorszy pomysł – raz, że fotelik stabilny, a dwa, że nikt go nie ukradnie:) Dziadunio, jak zwykle powalający:) Bardzo jestem ciekawa, jak się wątki opowieści rozwiną i kogo miłość dopadnie. Jak na razie, to zdaje mi się, że Teodor zakochał się w Juleczku:) W ramach dbałości o rozwój literackiego warsztatu Autorki: dużych liter za dużo o sztuk pięć i za mało o jedną sztukę (“julkowej mamy”); przecinków tak pewnie z pół kilograma więcej by się zdało; dywiz zamiast półpauzy? Półpauza jest dość agresywna – prawie że wykopała z użycia myślnik – dlatego lepiej nie ryzykować, bo gotowa się zemścić:)
    Druga część opowieści podoba mi się nie mniej niż część pierwsza. Zdecydowanie jestem na “TAK”:)
    A tak poza tym, to u mnie ZIMAAAAA…. biało, iskrząco… łopaty w ruch:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Tony! Życie mi ratujesz. Dziekuje za twą troskę o mój warsztat – cały czas go rozwijam. Jak na ucznia przystało uczę sie na błędach.
      Czemu Julkowej mamy? JULKOWY jako przymiotnik chyba nie musi być duża literą, ale zasiałaś w mej glowie niepewność i podpytam specjalistę od korekty. Nadmiar dużych liter w dodatku? Porażka. Gdzie?
      Dywizom się przypatrze bo nawet nie wiem co to takiego.
      Dobrze, że jestes Tony.
      Co do wątku przemocy – długo się zastanawialam czy to dobry temat do połączenia z humorem. Chciałam jednak wywolac u was coś jeszcze oprócz podniety. Mam nadzieję, że mi sie uda.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ok. Przerobiłam już kreski: myślnik, półpauze i dywiz. Postaram się zapamiętać ale licze na ciebie Tony! Jak znajdziesz błąd w następnej części to dawaj znać. Może chociaż kreski dopracuję. Bo wstyd.??
      Na przecinki jeszcze musisz poczekać – nie wszystko na raz bo będzie ambaras?

      • T
        Tony Porter
        |

        Jako, że życie nie składa się tylko z komedii, albo tylko z dramatu, to wplecenie wątku przemocy jest, moim skromnym zdaniem, jak najbardziej w porządku. Horror Poli początkowo był romansem, a że z miłości zostało niewiele… chociaż nie tak do końca, bo przecież jest Julek. Mocno niefajnie się czasem losy ludzkie toczą.
        Dziękuję bardzo, ja też się cieszę że jestem i trafiłam na motylową stronę:)
        “Julkowy” dlatego, że jest to przymiotnik dzierżawczy, utworzony od imienia własnego, odpowiadający na pytanie “czyj?” i odnoszący się do autora, właściciela. “Julkowa mama” to to samo co “mama Julka”, tylko inaczej powiedziane.
        Żadna porażka, to tylko ten wielki szacunek Teodora dla pani Basi pcha Ci się na palce i spływa na klawiaturę:)
        Co do “kresek”, to jeszcze 4 lata temu ja też tkwiłam w błogiej nieświadomości w temacie ich długości i funkcji. I używałam głównie dywizów, z rzadka półpauz, a myślnik olewałam po całości… znaczy się… bezczelnie ignorowałam:) Skończyło się dobre, gdy tekstu dopadła moja przyjaciółka i ku memu oburzeniu przerobiła moje śliczne, zgrabniutkie kreseczki na poprawne półpauzy. Wybaczyłam jej tą gramatyczną napaść, bo po zlustrowaniu tekstu po całości musiałam przyznać, że lepiej się prezentuje. Taaa… i gadaj zdrów, że długość nie ma znaczenia:)
        Przecinków więcej punktować nie będę, bo ambaras to ja mam z nimi od dawna:) A poza tym, nie czekam na idealną interpunkcję, tylko na kolejną część losów interesujących bohaterów. Pewnie, że ważne jest by pisać poprawnie, nie kaleczyć języka, ale najważniejsza jest sama historia i emocje, jakie wywołuje w czytelnikach. Korekta tekstu to nie jest wielki problem – szczególnie dla fachowca, który zna zasady pisowni i ma w głowie radar na “byki”, a ubranie w słowa tego co się w głowie roi i kotłuje wymaga talentu. A Ty ten talent posiadasz. Do mnie Twoje pisanie trafia, przemawia, pobudza wyobraźnię.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Tony! No złoto z ciebie! Ale wytykaj mi te błędy! Pisze by nie zapomnieć Polskiego. Bo jak sie żyje poza ojczyzna i ma się mały kontakt z językiem ojczystym to bieda. Takze wytykaj. Ja za to dziekuje. A co do losow Julkowej mamy to powieje grozą jeszcze nie raz. Jestem tylko ciekawa jak mi te seksy wyjdą. Czy dorównam dziewczynom.

  5. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Podzielam zdanie o bitych kobietach. Wiedząc, że jest w ciąży, a on ją bije, powinna odejść od niego w tym właśnie momencie. No, ale takie kobiety w większości bywają naiwne 🙁 Słono przyszło jej za to zapłacić. Czytając, przyszło mi do głowy, że może to jednak nie Pola zabiła swojego męża, tylko kogoś chroni. Wiem, naciągana teoria, ale wszystko w zasadzie jest możliwe 🙂 Jak dla mnie tekst jest ok, a z przecinkami w końcu sobie poradzisz 🙂 Dobra robota, Moniko 🙂

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Chciałam by historia Poli była wiarygodna. Myślę, że mi się udało. Czytam komentarze i czuję wasze obawy, wasze współczucie dla Poli. Cieszy mnie to. Tak mialo być. Obok dziadka zbereźnika bawiacego do łez pobita kobieta, ktorej historia rowniez wywołuje łzy lecz ze wruszenia. Bo takie jest życie.
      PS:
      Czy to Pola zabiła? Może zrobił to ktoś za nią? Kochanek na przyklad? Biologiczny ojciec Julka? Któż to wie….

  6. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Mnie się tam dziadunio najbardziej podoba 🙂

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ooooo tak! Ja też uwielbiam dziadunia

  7. Babeczka
    | Odpowiedz

    Ja stosuję półpauzy, dla mnie wyglądają lepiej od myślników 🙂 Jedyne co, to o twardej spacji zapominam i później potrafi rozstrzelić tekst 🙁

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Boże! Jeszcze musze te twarde spacje ogarnąć. Jak tylko się dowiem co to. Motywujecie mnie do nauki! Lubie to! Samej z siebie by mi się nie chciało.
      Wczoraj w nocy czytałam o myślnikach, połpauzach i tych najkrótszych to sie dowiedziałam również że mam w domu nielegalną lokatorkę. Myszkę. Ale mam nadzieje, że przynajmniej myślnikami już was nie będę gnębić. I małymi literami (wiadomo gdzie?). Poszłam po rozum do Bookowskiej. Małymi kroczkami i się nauczę.
      Dziś noc pierogów u mnie, ale lepiąc pooglądan jakieś polonistyczne jutuby o twardej spacji.
      A tak jak u Ciebie przygotowania do świąt

  8. T
    Tres Passing
    | Odpowiedz

    oh no! zaraz moja kolej do lekarza, ale już prawie wyzdrowiałam. śmiec najlepsza kuracja. dzieki

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ależ smacznego!😂

  9. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Pod I częścią nie można dodawać komentarzy, więc przeniosłam się pod część II. 🙂 Aczkolwiek komentarz dotyczy części I 🙂
    W ramach przygotowań do lektury drugiej części “Julka” odświeżyłam sobie znajomość z Polą, Teo, Julkiem i całą resztą bohaterów, i powiem Ci, że fajnie tekst podrasowałaś – taki soczystszy się zrobił 🙂 Ten rozdział zdecydowanie należy do dziadka Edwarda… no może, ex aequo z Julkiem 🙂 Ale skoro “Mały kontroluje pęcherz niczym dziadunio, czyli wcale.”, to jest to w pełni uzasadnione 🙂 Teo niech nie narzeka, tylko się cieszy, że dziadek się nim zajmował w wieku dziecięcym. A że była to istna szkoła przetrwania… no cóż, zapewne dziadek uważał, że to najlepsza, jedyna słuszna i wskazana, forma spędzania czasu z wnukiem. Żeby wyrósł na mężczyznę. I tak w sumie, to chyba się dziadkowi udało, nie? Mięczakiem Teo na pewno nie jest – potrafił się dziecięciem zająć, a to nie jest bułka z masłem 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Już można. Jakiś elf chyba nabroił😂
      Powiem ci, że nie było łatwo tunningować Julka, booooo…. Jak widzisz zmieniłam czas. Skoro zmieniłm czas, to nie wszysttkie czasowniki wydawały mi się adekwatne, więc musiałam parafrazować niekiedy całe akapity, ale nie żałuję – dzięki temu powstało kilka odatkowych scen.
      Dziadunio nadal bawi, Julek wciąż Julkuje, a Teo… Odkrywa czym jest odpowiedzialność rodzicielska i jeszcze dziadkowi podziękuje za wkład włożony we własne wychowanie.
      Cieszę się, ze nowa odslona Rany Julek! Podoba się😘😘😘

      • T
        Tony Porter
        |

        Myślę, że to raczej wróżka mająca Ci za złe złą prasę przez sporą część “Sarniny” 🙂 Zmiana czasu to nie jest prosta sprawa i wymaga czujności i niemałego nakładu pracy, żeby wszystko należycie zagrało. Dziadunio to filar rodziny – może nie wzorzec moralny, ale uważam, że Teodora wychował na porządnego człowieka. Oj, podoba się bardzo 🙂

  10. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Myślę, że się ze mną zgodzicie, że ponowne czytanie opowieści, gdy już się zna finał, jest zupełnie inne. Osiąga wyższy poziom zrozumienia, wyłapania niuansów, i od czasu do czasu westchnięcia, okrzyku, zdziwienia, że się przedtem tego nie wyłapało, nie zrozumiało. Dobrze jest tak wrócić i na nowo się w historii rozsmakować. Nacieszyć bohaterami. Biedny owczarek pana Henia 🙁 Teo sanny w psim zaprzęgu nie pamiętał, nawet złamanie nosa nie odcisnęło się w jego pamięci i psychice, a biedna psina przeżyła taką traumę, że uciekła z miejsca wypadku. Edward i Henio mieli mega szczęście, że się nimi obrońcy praw zwierząt nie zainteresowali. Tak sobie żartuję, ale jak ostatnio słuchałam i oglądałam o tych biednych tygrysach, to mi się scyzoryk w kieszeni otwierał. Wsadzić organizatorów tej podróży w takie klateczki i zafundować im wycieczkę z Włoch do Rosji.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wyższy poziom zrozumienia? Fajnie brzmi 😀
      A co do tygrysów… Kotków żal, ale niestety i ludzi się tak przewozi. Jakby była kulka w łeb na miejscu za coś takiego, to by się jeden z drugim namyślił, a tak? Jak widać jestem zwolennikiem radykalnych metod 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Niestety, ja też tak mam! Zdarza mi sie czytac książke po raz drugi. Ale przyznam się bez bicia, że kiedyś miałam fazę na czytanie końca NAJPIERW!😱😱😱😱😱
      I wtedy, jak już wiedziałam kto co i dlaczego, mogłam na spokojnie czytac o tym jak to się stało😂😂😂
      A Julka w wersji poprawionej polecam, gdyż historia wydaje się bardziej dynamiczna, humor Teo wyraźniejszy, a poczynania Poli są klarowniejsze, ponoeważ w wersji poprawionej Teo jest rowniez lepszym obserwatorem.
      Owczarek pana Henia pewnie ma się lepiej na wolności.
      Co do zwierzątek… Przypominam, ze co kraj to obyczaj, a ja mieszkam na chinowie i podejrzewam, ze brak kotów i psów bezpanskich to nie jest bez przyczyny, o czym myśle za kazdym razem gdy zamawiam chinszczyzne…

      • T
        Tony Porter
        |

        Dlaczego niestety? Wiele książek aż się prosi o kolejne czytanie. I to nie jedno. Choćby seria o Geralcie pana Sapkowskiego, czy “Pan Lodowego Ogrodu” Grzędowicza – grzechem by było przeczytać takie opowieści tylko raz. Przyznam się bez bicia, że czasem zdarza mi się zaglądnąć na koniec książki… i czasem jest to całkiem dobry pomysł, a czasem wręcz przeciwnie 🙂 Ale nawet jak mi się finał nie podobał, to książkę czytałam z ciekawości co się podziało, że zakończyło się tak a nie inaczej.
        Ja też “Julka” w wersji poprawionej polecam… chociaż poleciłabym i wersję sprzed podkarmienia słowem, aczkolwiek w tej pełniejszej wersji znacznie zyskała.
        Co do chinszczyzny,to przypomina mi się opowiadanie pana Grzędowicza, pt. “Specjały Kuchni Wschodu” (zbiór opowiadań pod znamiennym tytułem: “Wypychacz Zwierząt” :)) Gorąco polecam.

      • J.Gibson
        |

        Moja droga! Grzędowicz to już jest na mojej liście MUST READ!!!

Napisz nam też coś :-)