Rany Julek! (III)

with 29 komentarzy

Rany Julek! (III)

Seksów dziś nie będzie. "Kapciuszek" Babeczki jest tak rozerotyzowany, że dla zachowania równowagi u mnie flaki z olejem. 🙂 Także zapisywać się na newsletter, by dostąpić zaszczytu czytania "Kapciuszka" Poznać losy dziewczyny mogą tylko szczęśliwi posiadacze hasła - subskrybenci newslettera.


Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

 

część trzecia

Sprawy nie idą zgodnie z planem. Wniosek o wypuszczenie Poli za kaucją utknął w administracji, zostanie rozpatrzony w przeciągu tygodnia. Na dodatek rozprawę wyznaczono na kolejny  miesiąc. Prawie siedem tygodni w areszcie? To jakiś cyrk!

Przez ostatnie dwa dni tęskniłem za chłopcem. Nie wyobrażam sobie, co czuje Pola. Ten dzieciak obudził moje rodzicielskie instynkty, które dotychczas spały sobie spokojnie. Wszystko przez dziadka! Julek pod jego opieką był dla mnie zobrazowaniem własnego dzieciństwa. Jak mógłbym zostawić biedne dziecko na pastwę pornofolkowych piosenek? A może szkoda mi go, bo wiem jak wygląda dorastanie bez męskiego autorytetu jakim jest ojciec. Nie wiem! Pojęcia nie mam, dlaczego cherubinek jest mi tak bliski.

Dobrze, że pani Basia poprosiła o pomoc. Dziś zabiorę chłopca na wizytę kontrolną do lekarza. W końcu maluch pozbędzie się niewygodnej szyny. Urwałem się wcześniej z kancelarii, żeby zdążyć na wizytę. Po drodze wpadłem do domu się przebrać. Doskonale wiem w jakim stanie są moje garnitury po spotkaniach z Julkiem.

Miejsca parkingowe pod domem pani Basi są zajęte. Wokół posesji krząta się jakaś para i kobieta, którą kojarzę, choć nie pamiętam skąd. Parkuję pod domem dziadka, lecz nie wysiadam. Bacznie obserwuję towarzystwo panoszące się wokół sąsiedniego domu, a wtedy doznaję olśnienia! Ten babsztyl jest z opieki społecznej! Wysiadam z auta i co widzę? Dziadunia! Zachowanie mego przodka zazwyczaj budzi zastrzeżenia, dziś jednak przechodzi samego siebie. Stoi przed domem schowany za słupem podtrzymującym zadaszenie i wymachuje do mnie miotłą, dając jednocześnie sygnały, które odczytuję jako "Padnij! Czołgaj się! Nisko! Do bazy!". Wspominałem już, że dziadunio to emerytowany wojskowy? Oczywiście olewam rozkazy i spaceruję trasą od auta do domu, czyli bazy, jakby nigdy nic.

– Pani Barbaro, proszę zachować się jak osoba dorosła i otworzyć! – krzyczy do drzwi kobieta z opieki społecznej. – Są tu ze mną dziadkowie Julianka i na pewno zaopiekują się nim lepiej.

Więcej nie słyszę. Dziadunio wciąga mnie do swojego domu, łomocze miotłą za niesubordynację, po czym zamyka drzwi na trzy zamki i podsuwa fotel dla umocnienia fortyfikacji wejścia.

– Nie oddam wnuczka! Po moim trupie.

– Dziadku, ja jestem twoim wnukiem. – Masuję obolałe boki.

– Miał na myśli Julka. – Z salonu wychodzi pani Basia trzymająca aniołka w ramionach. Chłopak od razu wyciąga do mnie rączki. Przejmuje go, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie. Słowo daję! Zaraz mi mleko pocieknie z sutków! 

– Jak? Co się stało? – dopytuję.

– Rano kurier przyniósł list. – Podaje mi kopertę. – Twierdzą, że nie mogę zająć się Julkiem z powodu demencji starczej.

– W tej sytuacji Julek trafi albo w ręce dziadków, albo do rodziny zastępczej. – Podsumowałem czytany dokument.

Mały właśnie ślini mi ucho. Siadam, żeby na spokojnie przeanalizować w głowie różne scenariusze.

– Czy oni wiedzą jak pani wygląda? – pytam.

– Nie sądzę. Nie mieliśmy okazji się poznać.

– A Julek? Widzieli go?

– Nic mi na ten temat nie wiadomo – mówi pani Basia szczerze zmartwionym głosem.

Dziadek przebiega przez salon do okna wychodzącego na podwórze sąsiedniego domu. Sapie jak smok. Bardziej z nerwów, niż ze zmęczenia.

– A to kanalie! Policję wezwali i szwendają się po cudzej posiadłości! – krzyczy dziadunio.

Mina Julcia sugeruje, że zaraz odpali syrenę swojego krzyku.

– Uspokój się, Edwardzie. – prosi pani Basia. – Wystraszyłeś mojego aniołka. – Wyciąga ręce, by go ode mnie wziąć, ale maluch uczepił się mojej bluzy niczym koala. Pierwsze łezki płyną wzdłuż małego noska.

Puszczam do sąsiadki dziadka oczko i mrucząc "ciiiiiiiiiiicho, ciiiiicho, już doooooobrze", chowam się w biblioteczce, by chwilę pomyśleć. Julcio spogląda na mnie pięknymi niebieskimi oczkami. Z blond loczkami wygląda jak dziewczynka. I to jest pomysł!

– Emil, pożyczysz mi swoją żonę? – Konspiracyjnie szepczę w słuchawkę.

Natasza podjeżdża pod adres dziadka. Wychodzę jej na powitanie, dzięki czemu razem odstawiamy szopkę pod tytułem "sielankowe małżeństwo". Tylko bez uderzania w ślinę, żeby nie prowokować Emila. Gdy wchodzimy do domu, Natasza od razu zachwyca się cherubinkiem. Wyjmuje z  torebki dziewczęcą sukienkę, kapelusik, i przebiera Julka w... Julkę.

– Proszę pozostać na razie u dziadka. Tak przez kilka dni – namawiam panią Basię. – Ja zajmę się Julkiem. Zadzwonię, jak już będziemy w domu.

Gdyby teraz chłopiec wpadł w ręce opieki społecznej, wyrwanie go z powrotem byłoby mozolne. Należało tylko przetrzymać malucha do czasu wyjścia Poli z aresztu. Matce nie mogą odebrać dziecka, póki nie zostanie skazana. 

Wychodzimy z "naszą Julką". Pewnym krokiem i nonszalanckim ignorowaniem zamieszania za płotem dochodzimy prawie do celu. Tuż przy samochodzie jednak dopada nas policjant.

– Państwo tu mieszkacie? – Wskazuje dom dziadka.

Podaję dziecko Nataszy. Mój wytrzeszcz i wywracanie gałkami w stronę auta odczytuje bezbłędnie. Od razu chowa Julka przed ciekawskim wzrokiem mundurowego.

– Przepraszam, żona jest bardzo wrażliwa jeśli o problemy z policją chodzi. – usprawiedliwiam jej mało elegancki unik. – To dom moich dziadków. W czym mogę pomóc?

– Czy zauważył pan coś niepokojącego u sąsiadów dziadka?

– Do dziś nie. Pan pewnie w sprawie tej trójki co usiłowali się włamać?

– Włamać? – dziwi się policjant. – Nie. To opieka społeczna. Przyjechali po dziecko, którym opiekuje się starowinka z alzheimerem.

– Nie przypominam sobie, by w sąsiedztwie były jakieś dzieci. A już na pewno nie widziałem starowinki. – Staram się wyglądać na ciężko zamyślonego nad odpowiedzią. – Najprawdopodobniej mają zły adres.

– Kochanie, jedziemy! – zawołała Natasza. Przez uchylone okno słyszałem, że woła mnie też Julek, czy też Julka.

– Pan wybaczy. Życzę miłego dnia. – Kłaniam się grzecznie i czym prędzej wsiadam do auta, zanim zapyta o dokumenty. – Dzięki za pomoc. – Uśmiecham się do Nataszy, zapinając równocześnie pasy.

– Nie ma za co. Mam już trzy córki, jedna więcej nie robi różnicy.

Jedziemy najpierw do szpitala, gdzie lekarz stwierdza, że szyna jest już niepotrzebna. Potem prosto do mnie. Natasza zostawia nas samych na godzinę. Musi poodbierać swoje pociechy z placówek szkolnych. Po jednej ze żłobka, przedszkola i podstawówki. Dopiero gdy wychodzi, dociera do mnie, że zgłosiłem się do projektu nie z mojej dziedziny. Niby co się robi z takim dzieckiem? Puszczam go samopas, żeby pozwiedzał kąty. Julcio nie raczkuje, jeszcze. Siada na pupie i dziwnym zestawieniem ruchów nóg oraz bioder przemieszcza się z miejsca na miejsce. Patrzę na malucha wnikliwie. Chyba tak wygląda ta opieka nad dzieckiem. Patrzeć i reagować w sytuacji zagrożenia. 

– Ale ile można? – jęczę po pięciu minutach znudzony. – Julcio! Chodź do mnie! – klepię się po nodze. – No chodź.

Kurwa! Jeszcze brakuje żebym zagwizdał! Tak się przecież psa wola! Jestem sobą szczerze rozczarowany. Chłopiec ma mnie jednak głęboko w poważaniu, bo oto odkrył pilot do mojego kina domowego. Takiej atrakcji najwyraźniej doświadczył pierwszy raz w życiu. Gdakał ze śmiechu, co i mnie rozbawiło. Wyciągam się jak długi na podłodze obok niego i tłumaczę do czego który guzik służy. Mały wciska każdy po kolei. Nie mam kanałów dla dzieci, ale całe szczęście głos Czubówny w dokumencie o sawannie hipnotyzuje Juliana.

Natasza wróciła! Nie, żebym się cieszył na widok żony kumpla, po prostu ona ma instrukcję obsługi dzieci w głowie, więc nie będę zmuszony googlować.  Ledwo weszła do mieszkania z całą gromadką swoich wiernych kopii, a od razu wytknęła mi błąd.

– Czas ekranowy dla dziecka poniżej pierwszego roku życia wynosi zero minut – oznajmia chłodno, gdy brutalnie wyłącza telewizor. Zastygam w obawie, że mały się rozpłacze, ale on przyjmuje to dzielnie. Najwyraźniej udziela mu się moja męskość. Ciekawski wzrok zawiesza na córkach Emila i do nich szura pieluchą. 

Ku mojemu zaskoczeniu Natasza zaopatrzyła mnie we wszystko, o czym nie pomyślałem: ubranka, śpioszki, pajacyki, pieluszki, butelki, kaszki…

– Nie ma sprawy – odpowiada na moje podziękowania. – Większość z tych rzeczy jest po Ali i Asi. Jestem szczęśliwa, że mogę się tego wszystkiego pozbyć. 

Zerkam na Julka. Dziewczynki obsiadły go i zabawiały gumowymi zwierzętami. Natasza nawet o tym pomyślała. Jak będzie plebiscyt na Matkę Roku, to ją zgłoszę.

– Mogę cię prosić, byś nie mówiła mężowi? – pytam niepewnie.

– Nie możesz. Dużo mi nie mówiłeś, więc dużo mu nie powiem. Pamiętaj, że w dobrym związku nie ma tajemnic – poucza mnie. Potem wyjaśnia po trosze co i jak i o której, a następnie zostawia na froncie walki rodzicielskiej z gryzakiem zamiast broni

Proszę sąsiadkę, by popilnowała Julka przez godzinę. Muszę przecież pokazać się w pracy, sprawdzić, na jakim etapie jest sprawa Poli i ustalić z sekretarką przełożenie kilku spotkań.

– Nie wyglądasz najlepiej. – Takimi słowami wita mnie Emil.

– Gratuluję żony. Nie wypadła z roli. – Ignoruję komplement i szybko zmieniam temat.

– Gdzie jest dno Teodor? – pyta nieoczekiwanie, a ja w pierwszej chwili nie wiem o co mu chodzi.

– Nie rozumiem – mówię, choć powoli domyślam się, do czego zmierza.

– Co z tego będziesz miał? 

Bingo! Byłem blisko. Bez zająknięcia odpowiadam:

– Spokojny sen, że uchroniłem dziecko od poniewierania po obcych ludziach.

– A matka dziecka?

– Nie doszukuj się czegoś, czego nie ma, Emil. – W myślach dodaję “jeszcze”. – Czy udało się ustalić coś nowego w sprawie Poli?

– Przycisnąłem kogo trzeba, wniosek o zwolnienie z aresztu rozpatrzą jeszcze dziś.

– Dzięki. – Wznoszę ręce do nieba z radości. – Zadzwoń do mnie jak tylko podejmą decyzję.

– Nie będziesz w biurze?

– Na pewno nie dziś. Nie znalazłem opiekunki dla Julka. Sąsiadka zajmie się nim jeszcze przez pół godziny, więc będę pracował z domu.

– Sąsiadka? Ta stara panna co ci pocztę podkrada, żeby mieć pretekst do odwiedzin? – Dziwi się Emil, a ja jemu się nie dziwię. Prędzej poprosiłbym o pomoc pierwszego lepszego przechodnia, ale tak rano nasze osiedle jest niemalże wyludnione.

– Tak, właśnie ta. – Wzdycham ciężko. Mnie też się to nie podoba, ale innego wyjścia nie miałem.

– Nigdy nie pracowałeś w domu. Mówiłeś, że to kawalerska twierdza, tylko do "nadgodzin" z klientkami.

– Od wczoraj mój dom pełen jest zabezpieczeń na gniazdka i ostre krawędzie, o zaklejonych szafkach nie wspomnę. W łazience nie unosi się zapach Hugo Bossa, tylko pieluch. Stary! Czy ty wiesz jak trudno założyć pieluchę żywemu dziecku?

– Teodor, niepokoisz mnie! 

– Żwawemu! Miałem na myśli żwawemu dziecku – poprawiłem się od razu. To była ciężka noc. Czuję się, jakby mi ktoś przyłożył łopatą w tył głowy, zakopał w lesie, a potem odkopał i pookładał kijem baseballowym. – Nie spodziewałem się, że taki maluch ma tyle siły w piętach. – Ze skrzywioną miną masuję żebra.

– Gratuluję! – Emil ewidentnie się ze mnie naśmiewa. – Zostałeś ojcem. Ale tak po koleżeńsku to polecam jednak zakup łóżeczka. 

Wracam do domu obładowany dokumentacją. Grzecznie dziękuję sąsiadce, wręczając jej czekoladki, po czym wypycham ją za drzwi pod pretekstem nawiązywania więzi ojcowsko– synowskich. Nie ma sensu tłumaczyć sytuacji. Kiełkuje we mnie skromna nadzieja, że kobieta odpuści zaginanie parola na mnie, gdy będzie myślała, że mam dziecko.

Bez szyny Julek porusza się dość szybko. Pełza i zaczyna raczkować na dywanie, co z dumą nagrywam, żeby pokazać Poli. Na parkiecie woli odpychać się piętami, siedząc na pupie. Ślizga się na pampersie, a zanosi się przy tym ze śmiechu aż miło. Nie ma sensu ingerować w taką świetną zabawę. Włączam laptopa, rozkładam dokumentację na stoliku kawowym w salonie, skąd mam świetny widok na poczynania chłopca, i wpadam w wir paragrafów. Praca zawsze mnie pochłaniała bez reszty.

Zdążyłem odpisać na kilka maili, gdy do moich nozdrzy dociera niepokojący zapach. Spoglądam na jedynego podejrzanego. Julek śmieje się w najlepsze, polerując podłogę pieluchą przez całą długość korytarza. W pierwszej chwili nie zwracam na to uwagi. Dopiero przy zmrużeniu oczu zauważam, że jak na pieluchę to ma niezły poślizg. Nie potrzebuję wiele, by wydedukować co zaszło.

Podnoszę Julka tyłem do siebie. Przedarta pielucha ukazuje brudną pupę. Z trudem, ale jednak (!), opanowuję odruch wymiotny i rozglądam się po podłodze.

– Rany Julek! – wołam ku uciesze bąbla.

Cały przedpokój, jadalnia i prześwit między jadalnią a salonem zdobi śmierdzący ślad, dowodzący tego, jak bardzo ruchliwy jest Julek. Rozbieram smroda i wsadzam go do wanny. Niech się namacza.

– Teraz Julcio się popluska, a ja posprzątam, dobrze?

Do wanny nalewam tylko tyle ciepłej wody, by mały mógł zanurzyć ptaka. Sam gnam z mopem przez korytarz. Okna otwieram na oścież i wietrzę. O tym Emil nie mówił! Ani Natasza! Nie uprzedzała również doświadczona matka ze sklepu z artykułami dziecięcymi. Poczułem się oszukany.

Zatarcie śladów mistrzostw w poślizgu na fekaliach zajmuje mi tylko dwanaście i pół minuty. Dwanaście i pół minuty! Niby t y l k o, a jednak coś mnie niepokoi, przez to jakoś duma z osiągnięcia traci na ważności. Przez ostatnie pięć minut nie słyszałem gugania, śmiechu czy też gulgotania! Pamiętam radę Emila, że cisza jest moim wrogiem. Wpadam do łazienki jak dziadek na imieniny cioci Grażynki. Z tą różnicą, że dziadek szukał koleżanki ciotki, do której “smalił cholewki”, z dziadkowego na nasze: podrywał, a ja szukałem chłopca w całkiem innym celu. Oddycham z ulgą, jak tylko widzę, że nic mu nie jest. W wannie pływają wszystkie płyny i szampony, które dzieciak miał w zasięgu ręki. Pośród tego wszystkiego Julian siedzi zajęty, palcem dłubie w zatyczce płynu pod prysznic. Moją osobę olewa pełną ignorancją.

– Nie przejmuj się, Julcio, to moja wina. Mogłem wrzucić ci jakieś zabawki byś się nie nudził.

Wyciągam go z wody i przekonuję się, że Julek olewa mnie nie tylko ignorancją, ale i moczem. Owiniętego ręcznikiem podnoszę po raz drugi. Nasze odbicie w lustrze wygląda jak fotografia z rodzinnego albumu. Po ojcu nie mam zbyt wielu zdjęć, a wspólnych to już wcale. Julek też nie będzie miał pamiątek z ojcem, ale może za to mieć dużo zdjęć z mamą. Zadbam o to! Uśmiecham się do łobuza. Dopiero wtedy zauważam coś, przez co zalewa mnie zimny dreszcz.

– Julcio, co tam masz w buzi?

Ucieszony blond cherubinek puszcza pianę z buzi, po czym wraca do memłania mydła. Próbowałem palcem wyciągnąć mu z dziąseł ile się da, ale walka z kilkoma mleczakami kończy się dla mnie koniecznością założenia opatrunku. Kładę więc Julka, zajętego dłubaniem między swoimi palcami u stóp i żuciem mydła, na mojej olbrzymiej kanapie.

– Emil! Julek zjadł mydło! Mam jechać na ostry dyżur? – krzyczę do telefonu.

– Może niekoniecznie ostry dyżur, ale skonsultować się z jakimś lekarzem możesz. Najlepiej zadzwoń do Nataszy.

Chwilę później czekam na połączenie z żoną Emila.

– Julek zjadł mydło! – panikuję. – Co robić?!

– Spokojnie. Nie dławi się?

– Nie.

– Gorączkuje?

– Nie.

– Wymiotuje?

– Nie.

– Traci przytomność?

– Nie.

– To nic nie rób. Daj tylko coś do picia. Dużo płynów, pamiętaj! – Jej opanowanie zaczyna mi się udzielać. – Co pochłonął, to wydali.

– Dopiero co obsrał mi pół mieszkania! – skarżę z oburzeniem w głosie.

– Takie uroki.

Rozłącza się pożegnawszy mnie spazmatycznym śmiechem, przez który, jestem pewien, posikała się.

Wracam do salonu. To, co widzę i u mnie wywołuje szaleńczy napad śmiechu. Siadam na podłodze, aby podziwiać zbrodnię doskonałą: świeża kupa rozsmarowana po mojej pięknej skórzanej rogowej kanapie, stół zalany sokiem wyciekającym z cholernego kubka, który chyba tylko z nazwy jest niekapkiem, kartki wyciągnięte z teczek leżą pod stolikiem. Jedynym plusem tej sytuacji jest zapach. Mydło jednak zrobiło swoje.

Julek zainteresowany moim zachowaniem raczkuje do mnie. Tym razem myję mistrza demolki w zlewie. Zabieram go do sypialni, zakładam pieluchę oraz taką bluzkę z majtkami zapinanymi w kroku (!). To ostatnie to wymyślił jakiś rodzic masochista! Razem przygotowujemy kaszkę i razem kładziemy się w sypialni. Nie zamierzam spuścić małego z oka ani na sekundę.

Budzę się lekko zdezorientowany. Okazuje się, że zasnąłem! Rytmiczne ciumkanie butli Julka ululało mnie porządnie. Łobuz niestety nie zdrzemnął się wcale.

Nie wiem, jak długo spałem, ale Julek siedzi na podłodze wśród moich skarpet i jest zajęty opróżnianiem kolejnej szuflady. Tym razem slipy padły jego ofiarą.

– Rany Julek! – Wzdycham, ale na wesoło. Nie mam nawet siły, by się złościć. Cherubinek reaguje na mój głos spojrzeniem pełnym wyrzutu i obdarza mnie miną „Ja tu tyram, a ty śpisz”. Śmieję się w głos. Pretensjonalna postawa tego małego człowieczka nokautuje mnie humorystycznie. 

Julcio wyciąga rączki w moją stronę. Zaciska i prostuje palce, jakby chciał mnie ponaglić, żebym szybciej wziął go na ręce.

– Chyba nie potrafię być ojcem – myślę na głos. – Odnoszę porażkę za porażką.

Zniecierpliwiony maluch pojękuje, upominając, że nie o rozmowy ze mną mu chodzi. Podnoszę łobuza.

– Ta ta ta ta – wyrwało się z Julkowej buzi, a we mnie coś pękło. To był moment przełomowy naszej znajomości, bo oto blond cherubinek próbował nazwać mnie tatą! Moje serce spuchło szczęściem.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. V
    Vogel
    | Odpowiedz

    Na to czekałam 🙂 Julek jest Boski!

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Oh. Dziekuje! Wzorowany na moim własnym. ?

  2. Babeczka
    | Odpowiedz

    Szkoda że dziadunio nie strzelał do tych z opieki społecznej :-))))

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Oj! To by dopiero zagęściło akcję?

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Teodor na pewno by się nie zgodził z określeniem “flaki z olejem” – on się zdecydowanie nie nudził:) Jeśli nie wypuszczą Poli za kaucją, to naszego sympatycznego pana prawnika czeka przyśpieszony kurs z ojcostwa. Widać, że ma do tego smykałkę, więc poradziłby sobie bez większych problemów. A że wystrój mieszkania “nieco” by się zmienił, to już drobiazg przecież:) Dziadek Edward i Julcio w duecie – nie do przebicia:) Oj, uśmiałam się zdrowo.

  4. Monika G.
    | Odpowiedz

    Śmiej się, śmiej! Na zdrowie.

  5. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Teodor nad wyraz ma ciągotki ojcowskie 🙂 Julek bardzo mu pasuje, a Teodor pasuje Julkowi, a może Julce? 🙂 Dobrze mieć przyjaciół, którzy pomogą w kłopotliwych sytuacjach. Najbardziej podobała mi się rozmowa telefoniczna z Nataszą na temat mydła i co Teodor powinien z tym zrobić 😛 A Julcio sam już sobie tatusia znalazł 🙂 Mama Pola chyba będzie musiała go “adoptować” 🙂

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Aaaaa fuuuuuu! Adoptowac? Teodora?
      To niezdrowe by było. Mogę zdradzić, że Pola w ogóle nie leci na Teodora. Ja, na jej miejscu, wolałabym cieszyć sie wolnością i wdowieństwem ???? niż ładować tyłek w następny zwiazek. Pola jednak to kobita rozważna, wiec będzie rozważać nad nabyciem rozgrzewacza łóżkowego firmy Rypałbym, model Teodor, wersja ze sztywnym wentylem???.
      Może zechcesz jej doradzić Jo?
      Czy lepszy termofor firmy Rock&Cock, model Jeremy, wersja odjechana w kosmos ze zdobieniami?
      High five!?

      • Jo Winchester
        |

        A może by zrobić jakiś testing dla Poli? Różne techniki użytkowania obu modeli? Wiesz, a może Pola zechce połączyć promocje? ????? Taka wersja na bogato ??

      • Monika G.
        |

        Jo! Ty zboczuszku!
        Ale pomysł świetny. Zaraz zrobie tabele porownawcza??? modeli.
        Co do testtowania to obawiam się, że cieżko było by nam wyswingować bohaterów. Wiesz, różnica kontynentów ?.
        A wersja na bogato to jaka? Trójkącik?

  6. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Jeremy to spoko gość i gotów poświęć się , żeby tylko pomóc ??? Mimo, że Amerykanin, to taki swój chłop ???? Trójkącie? A Ellen to co? Za kamerą ma stać? ??? Dwie samice, dwóch samców ? Wygoń mnie stąd! !!

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      A sio! Poszła mi stąd!
      ????
      Tylko wróć na następną część
      ?
      Zartuje.

  7. V
    Vega
    | Odpowiedz

    Mistrz demolki ?

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Jak każde dziecie przy mało doświadczonym opiekunie?

    • N
      Nela
      | Odpowiedz

      Zafundował Teodorowi przyspieszoy kurs rodzicielstwa, ha, ha

  8. L
    Lite
    | Odpowiedz

    Jakoś te barwne opisy dziecięcej kupki nie pasują mi do tematyki opowiadań tego portalu 😀 no nic czekam z niecierpliwością jak historia potoczy się dalej!

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Spokojnie. To opowiadanie jest jak silnik diesla. Musi sie rozgrzać zanim ruszy. Pomijając “przygody” rodzicielskie Teodora nie dałabym wam obrazu relacji i więzi. Akcja się zagęści, obiecuję.
      Już w następnej części wystąpią takie słowa jak:
      * wzwód
      *pupa (i nie będzie to pupa Julka)
      *masochista
      Oraz obowiązkowo wyrażenie:
      “Spuszczać parę z czołgu”
      Także zapraszam gorąco.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Właśnie czytam rozdział czwarty to zdradze również, że użyłam w nim także słów: pocałować, pragnienia, namiot, wargi, psycholog.
      ?
      Zachęcające?

      • T
        Tony Porter
        |

        Oj, bardzo zachęcające. Bardzo! Najbardziej mnie ciekawi, kto komu będzie parę z czołgu spuszczał.Jakieś takie militarne zainteresowania mam:) Pupa Julka już dała popis, więc może dać się wykazać innym:) Ja osobiście bardzo lubię długie wstępy, więc mnie taki nieśpieszny rozruch i zdecydowanie leży. Poza tym, szkielet opowieści wymaga mięska, żeby wiarygodna, soczysta i wciągająca była. Po tym rozdziale chyba nikt nie ma wątpliwości, że Teodor jest porządnym mężczyzną. A jeśli słowa “wzwód, pragnienia i namiot” dotyczyć będą jego osoby, to już w ogóle bardzo ciekawie się zrobi:)

      • Monika G.
        |

        Tony! Za mundurem panny sznurem????
        Stad ta sympatia do dziadka.
        A mięsko bedzie. Bardzo krwiste. Trzeba tyko poczekac ?

  9. A
    Ania
    | Odpowiedz

    och uwielbiam Julka

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Miło mi to słyszeć!
      Dziękuję.

  10. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Julek rządzi! 🙂 Trzeba oddać Teodorowi sprawiedliwość, że wcale nieźle daje sobie radę z dziecięciem. Kto ma, bądź miał do czynienia z brzdącami pokroju Julka, ten w pełni doceni nianię w Teodorze 🙂 Wprawdzie zostawienie ośmiomiesięcznego dziecka w kąpieli graniczy ze skrajnym brakiem wyobraźni, ale przecież na prawie nie uczyli, że takie dziecko mogłoby się nawet i utopić w tej odrobinie wody, prawda? Duecik panowie tworzą boski – mimo braku pokrewieństwa dogadują się idealnie 🙂 “Głos Czubówny” to bez mała dobro narodowe – o czym by pani Krystyna nie czytała, to hipnotyzuje 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Miałam wątpliwości co do tej sceny waniennej i kordzilo mnie strasznie, zeby wymyslic cos innego, ale zdecydowalam, ze tu widać wyraznie brak doswiadczenia Teo, a na warsztatach uslyszalam, zeby nie pisac, ze bohater jest taki czy siaki, tylko to pokazać. No to pokazuję. 😂😂😂
      A glos Czubówny to faktycznie taki symbol dzwielowy Polski

      • T
        Tony Porter
        |

        Oj, pokazałaś! Jaki jest Teodor- każdy widzi 🙂 Gościu w poprzednim wcieleniu musiał być profesjonalną nianią, bo talent posiada wyjątkowy. A że zdarzają mu się wtopy? A jakiemu rodzicowi się nie zdarzają? A Teo jest debiutantem w roli ojca, więc nawet i poprzednie niańczyne wcielenie wszystkiego nie załatwi 🙂

      • e
        eruanna
        |

        Dokładnie! Ja też nie pomyślałabym o tym, że siedzące dziecko może się utopić w małej ilości wody.

  11. e
    eruanna
    | Odpowiedz

    Pieluchowanie w romansie może odbić się zgagą, ale w tym przypadku tylko podkreśla komizm sytuacji.

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Zważywszy, że następstwem romansu może być pieluchowanie, to ten motyw pełni funkcję ostrzegawczą 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tak, wiem😂😂😂 wiele czytelniczek zarzucalo mi, że nie po to sięgają po romans, żeby o pieluchach czytać. Mimo to większość z nich śledzi poczynania Teo do końca. A koniec bardzo chcialabym juz uaktualnic, ale czekam na info od informatyka, bo sie nawet na motyle zalogowac nie moge z komorki.

Napisz nam też coś :-)