Rany Julek! (III)

with 22 komentarze

Rany Julek! (III)

Seksów dziś nie będzie. "Kapciuszek" Babeczki jest tak rozerotyzowany, że dla zachowania równowagi u mnie flaki z olejem. 🙂 Także zapisywać się na newsletter, by dostąpić zaszczytu czytania "Kapciuszka" Poznać losy dziewczyny mogą tylko szczęśliwi posiadacze hasła - subskrybenci newslettera.


Rozdział trzeci

Sprawy nie imały się naszego planu. Wniosek o wypuszczenie Poli za kaucją utknął w administracji. Zostanie rozpatrzony w przeciągu tygodnia. Rozprawę wyznaczono na za miesiąc.

Przez ostatnie dwa dni tęskniłem za chłopcem. Nie wyobrażałem sobie, co czuła Pola nie widząc go przez dwa miesiące. Pobudził moje rodzicielskie instynkty, które bez niego kotłowały się niespokojnie. Dobrze, że pani Basia poprosiła o pomoc. Dziś zabiorę Julka na wizytę kontrolną do lekarza. W końcu maluch pozbędzie się niewygodnej szyny.

Miejsca parkingowe pod domem Pani Basi były zajęte. Wokół posesji krzątała się jakaś para i kobieta. Kojarzyłem ją, choć nie pamiętałem skąd. Zaparkowałem pod domem dziadka. Jego zachowanie zazwyczaj budziło zastrzeżenia, dziś jednak przeszedł samego siebie. Stał przed domem schowany za słupem podtrzymującym zadaszenie i wymachiwał do mnie miotłą, dając jednocześnie sygnały, które odczytałem jako "Padnij! Czołgaj się! Nisko! Do bazy!". Wspominałem już, że dziadunio to emerytowany wojskowy? Oczywiście olałem rozkazy i przespacerowałem trasę od auta do domu, czyli bazy, jakby nigdy nic.

– Pani Barbaro, proszę zachować się jak osoba dorosła i otworzyć! – krzyczała do drzwi kobieta z opieki społecznej. – Są tu ze mną dziadkowie Julianka i na pewno zaopiekują się nim lepiej.

Więcej nie usłyszałem. Dziadunio wciągnął mnie do swojego domu, wyłomotał miotłą za niesubordynację, po czym zamknął drzwi na trzy zamki i podsunął fotel dla umocnienia blokady wejścia.

– Nie oddam wnuczka! Po moim trupie.

– Dziadku, ja jestem twoim wnukiem. – Masowałem obolałe boki.

– Miał na myśli Julka.

Z salonu wyszła pani Basia trzymająca aniołka w ramionach. Chłopak od razu wyciągnął do mnie rączki. Przejąłem go, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie.

– Jak? Co się stało? – dopytywałem.

– Rano kurier przyniósł list z opieki społecznej. – Podała mi kopertę. – Twierdzą, że nie mogę zająć się Julkiem z powodu demencji starczej.

– W tej sytuacji Julek trafi albo w ręce dziadków, albo do rodziny zastępczej. – Podsumowałem list.

Mały właśnie ślinił mi ucho. Usiadłem analizując w głowie różne scenariusze.

– Czy oni wiedzą jak Pani wygląda? – zapytałem.

– Nie sądzę. Nie mieliśmy okazji się poznać.

– A Julek? Widzieli go?

– Nic mi na ten temat nie wiadomo – powiedziała pani Basia szczerze zmartwionym głosem.

Dziadek przebiegł przez salon do okna wychodzącego na podwórze sąsiedniego domu. Sapał jak smok. Bardziej z nerwów, niż ze zmęczenia.

– A to kanalie. Policję wezwali i szwendają się po cudzej posiadłości! – wykrzykiwał dziadunio.

– Uspokój się Edwardzie. – prosiła pani Basia.

Schowałem się w biblioteczce, by chwilę pomyśleć. Julcio spojrzał na mnie pięknymi niebieskimi oczkami. Z tymi blond loczkami wyglądał, jak dziewczynka. Wtedy mnie olśniło.

– Emil, pożyczysz mi swoją żonę? – Konspiracyjnie szeptałem w słuchawkę.

***

Natasza podjechała pod wskazany adres. Wyszedłem jej na powitanie odstawiając szopkę pod tytułem "sielankowe małżeństwo". Tylko bez uderzania w ślinę, żeby nie prowokować Emila. Dopiero gdy weszliśmy do środka wyciągnęła z torebki dziewczęcą sukienkę, kapelusik, i przebrała Julka w Julkę.

– Proszę pozostać na razie u dziadka. Tak przez kilka dni – namawiałem panią Basię. – Ja zajmę się Julkiem. Zadzwonię, jak już będziemy w domu.

Gdyby teraz chłopiec wpadł w ręce opieki społecznej wyrwanie go z powrotem byłoby mozolne. Należało tylko przetrzymać malca do czasu wyjścia Poli z aresztu. Matce nie mogą odebrać dziecka, póki nie zostanie skazana. Wyszliśmy z nasza Julką. Tuż przy samochodzie dopadł nas policjant.

– Państwo tu mieszkacie? – Wskazał dom dziadka.

– Kochanie przypnij małą, ja porozmawiam z panem – zwróciłem się do Nataszy, po czym znów do policjanta. – Przepraszam, żona jest bardzo wrażliwa na problemy z prawem. To dom moich dziadków. Opiekują się czasem wnuczką.

– Czy zauważył Pan coś niepokojącego u sąsiadów dziadka?

– Do dziś nie. Pan pewnie w sprawie tej trójki co usiłowali się włamać?

– Włamać? – Zdziwił się policjant. – Nie. To opieka społeczna. Przyjechali po dziecko, którym opiekuje się starowinka z alzheimerem.

– Nie przypominam sobie, by w sąsiedztwie były jakieś dzieci. A już na pewno nie widziałem starowinki. – Starałem się wyglądać na ciężko zamyślonego nad odpowiedzią.

– Kochanie jedziemy! Julka się już niecierpliwi – zawołała Natasza.

– Pan wybaczy. Życzę miłego dnia. – Ukłoniłem się grzecznie i czym prędzej wsiadłem do auta, zanim zdążył zapytać o dokumenty. – Dzięki za pomoc. – Uśmiechnąłem się do Nataszy, zapinając równocześnie pasy.

– Nie ma za co. Mam już trzy córki, jedna więcej nie robi różnicy. – Zaśmiała się Natasza.

Pojechaliśmy najpierw do szpitala, gdzie stwierdzono, że szyna jest już niepotrzebna, potem do mnie. Natasza zostawiła mnie na godzinę. Musiała poodbierać swoje pociechy po jednej ze żłobka, przedszkola i podstawówki. Wróciła z całą gromadą, w dodatku zaopatrzyła mnie we wszystko o czym nie pomyślałem: ubranka, śpioszki, pajacyki, pieluszki, butelki, kaszki…

– Nie ma sprawy – odpowiedziała na moje podziękowania.

Dziewczynki obsiadły Julka i zabawiały go gumowymi zwierzętami. Natasza nawet o tym pomyślała. Jak będzie plebiscyt na Matkę Roku, to ją zgłoszę.

– Mogę cię prosić, byś nie mówiła mężowi? – zapytałem niepewnie.

– Nie możesz. Dużo mi nie mówiłeś więc dużo mu nie powiem. Pamiętaj, że w dobrym związku nie ma tajemnic. – Pouczyła mnie i zostawiła na froncie walki rodzicielskiej z gryzakiem zamiast broni.

***

Poprosiłem sąsiadkę by popilnowała Julka przez godzinę. Musiałem pokazać się w pracy, sprawdzić, na jakim etapie jest sprawa Poli.

– Nie wyglądasz najlepiej. – Przywitał mnie Emil.

– Gratuluję żony. Nie wypadła z roli. – Postanowiłem zignorować komplementy.

– Gdzie jest dno Teodor? – spytał nieoczekiwanie Emil.

– Nie rozumiem.

– Co z tego będziesz miał?

– Spokojny sen, że uchroniłem dziecko od poniewierania po obcych ludziach.

– A matka dziecka?

– Do czego zmierzasz? Nie doszukuj się czegoś, czego nie ma, Emil. Czy udało się ustalić coś nowego w sprawie Poli?

– Przycisnąłem kogo trzeba, wniosek o zwolnienie z aresztu rozpatrzą jeszcze dziś.

– Dzięki. Zadzwoń do mnie jak tylko podejmą decyzję.

– Nie będziesz w biurze?

– Na pewno nie dziś. Nie znalazłem opiekunki dla Julka. Sąsiadka zajmie się nim jeszcze przez pół godziny, więc biorę laptopa i dokumenty do domu.

– Sąsiadka? Ta stara panna co cię podrywa podkradając pocztę?

– Tak, właśnie ta.

– Nigdy nie pracowałeś w domu. Mówiłeś, że to kawalerska twierdza, tylko do epizodów erotycznych.

– Od wczoraj mój dom pełen jest zabezpieczeń na gniazdka i ostre krawędzie, o zaklejonych szafkach nie wspomnę. W łazience nie unosi się zapach Hugo Bossa, tylko pieluch.

– Gratuluję! – Zaśmiał się Emil – Zostałeś ojcem.

Wróciłem do domu obładowany dokumentacją. Grzecznie podziękowałem sąsiadce wręczając jej czekoladki, po czym wypchnąłem ją za drzwi pod pretekstem nawiązywania więzi ojcowsko synowskich. Nie było sensu tłumaczyć sytuacji.

Bez szyny Julek poruszał się dość szybko. Pełzał i raczkował na dywanie. Na parkiecie wolał odpychać się piętami, siedząc na pupie. Ślizgał się na pampersie, zanosząc przy tym ze śmiechu. Nie było sensu ingerować w taką świetną zabawę. Włączyłem laptopa, rozłożyłem dokumentację na stoliku kawowym w salonie.

Praca. Zdążyłem odpisać na kilka maili, gdy do moich nozdrzy dotarł niepokojący zapach. Spojrzałem na jedynego podejrzanego. Śmiał się w najlepsze, polerując podłogę pieluchą przez całą długość korytarza. W pierwszej chwili nie zwróciłem na to uwagi. Dopiero przy przypatrzeniu się zauważyłem, że jak na pieluchę to ma niezły poślizg. Wtedy mnie olśniło.

Podniosłem Julka tyłem do siebie. Przedarta pielucha ukazywała brudną pupę. Opanowałem odruch wymiotny i rozejrzałem się po podłodze.

– Rany Julek! – wrzasnąłem ku uciesze Bąbla.

Cały przedpokój, jadalnia i prześwit między jadalnią a salonem zdobił śmierdzący ślad, dowodzący, jak bardzo ruchliwy jest Julek. Rozebrałem smroda i wsadziłem go do wanny.

– Teraz Julcio się popluska, a ja posprzątam to wybitne dzieło mistrza parkietu.

Nalałem do wanny ciepłej wody. Tylko tyle by mały mógł zanurzyć ptaka. Sam pognałem z mopem szorować podłogę i wietrzyć mieszkanie. O tym Emil nie mówił. Nie uprzedzała również doświadczona matka ze sklepu z artykułami dziecięcymi. Poczułem się oszukany.

Dwanaście i pół minuty zajęło mi zatarcie śladów mistrzostw w poślizgu na fekaliach. Tylko dwanaście i pół minuty. Z drugiej strony zdałem sobie sprawę, że przez ostatnie pięć minut nie słyszałem gugania, śmiechu czy też gulgotania. Pamiętając radę Emila, że cisza jest moim wrogiem, wpadłem do łazienki. W wannie pływały wszystkie płyny, szampony, dezodoranty w sztyfcie.

– Nie przejmuj się Julcio, to moja wina. Mogłem wrzucić ci jakieś zabawki byś się nie nudził.

Wyciągnąłem go z wody i owiniętego ręcznikiem trzymałem na rękach. Dopiero wtedy przeszedł mnie zimny dreszcz.

– Julcio co tam masz w buzi?

Ucieszony blond cherubinek uśmiechnął się puszczając piane z buzi, po czym wrócił do memłania mydła. Próbowałem palcem wyciągnąć mu to mydło, ale walka z kilkoma mleczakami skończyła się dla mnie koniecznością założenia opatrunku. Położyłem więc Julka na wielkiej rogowej kanapie zajętego dłubaniem między swoimi palcami u stóp i żuciem mydła.

– Emil! Julek zjadł mydło! Mam jechać na ostry dyżur? – krzyczałem do telefonu.

– Może nie koniecznie ostry dyżur, ale skonsultować się z jakimś lekarzem możesz. Zadzwoń do Nataszy.

Chwilę później czekałem na połączenie z żoną Emila.

– Julek zjadł mydło! – panikowałem – Co robić?!

– Spokojnie. Nie dławi się?

– Nie.

– Gorączkuje?

– Nie.

– Wymiotuje?

– Nie.

– Traci przytomność?

– Nie.

– To nic nie rób. Daj tylko coś do picia. – Jej opanowanie uspokoiło mnie. – Co pochłonął, to wydali.

– Dopiero co obsrał mi pół mieszkania! – poskarżyłem się.

– Takie uroki.

Rozłączyła się żegnając mnie spazmatycznym śmiechem, przez który, jestem pewien, posikała się. Franca!

Wróciłem do salonu. To, co zobaczyłem, spowodowało i u mnie szaleńczy napad śmiechu. Usiadłem na podłodze podziwiając zbrodnię doskonałą. Świeża kupa rozsmarowana po mojej pięknej skórzanej rogowej kanapie, stół zalany sokiem wyciekającym z cholernego kubka, który chyba tylko z nazwy jest niekapkiem. Jedynym plusem tej sytuacji był zapach. Mydło jednak zrobiło swoje.

Julek zainteresowany moim zachowaniem raczkował w moim kierunku. Tym razem umyłem mistrza demolki w zlewie. Zabrałem do sypialni, założyłem pieluchę i body. Przygotowałem kaszkę i razem z Julkiem położyłem się w sypialni.

Jak się potem okazało, to ja zasnąłem, Julek nie.

Nie wiem, po jakim czasie przebudziłem się. Julek siedział na podłodze wśród moich skarpet i bokserek zajęty opróżnianiem kolejnej szuflady.

– Rany Julek – jęknąłem.

Nie miałem nawet siły, by się złościć. Julek zareagował na mój głos. Spojrzał na mnie z wyrzutem, a jego mina wyrażała: „Ja tu tyram, a ty spisz.” Wyciągnął rączki zaciskając i prostując palce, jakby chciał mnie ponaglić, żebym szybciej wziął go na ręce.

– Chyba nie potrafię być ojcem. – Pomyślałem. – Odnoszę porażkę za porażką.

Zniecierpliwiony malec pojękiwał.

– Ta ta ta ta – wyrwało się z Julkowej buzi.

To był moment przełomowy naszej znajomości. Blond cherubinek próbował nazwać mnie tatą. Serce mi spuchło szczęściem.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. V
    Vogel
    | Odpowiedz

    Na to czekałam 🙂 Julek jest Boski!

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Oh. Dziekuje! Wzorowany na moim własnym. ?

  2. Babeczka
    | Odpowiedz

    Szkoda że dziadunio nie strzelał do tych z opieki społecznej :-))))

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Oj! To by dopiero zagęściło akcję?

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Teodor na pewno by się nie zgodził z określeniem “flaki z olejem” – on się zdecydowanie nie nudził:) Jeśli nie wypuszczą Poli za kaucją, to naszego sympatycznego pana prawnika czeka przyśpieszony kurs z ojcostwa. Widać, że ma do tego smykałkę, więc poradziłby sobie bez większych problemów. A że wystrój mieszkania “nieco” by się zmienił, to już drobiazg przecież:) Dziadek Edward i Julcio w duecie – nie do przebicia:) Oj, uśmiałam się zdrowo.

  4. Monika G.
    | Odpowiedz

    Śmiej się, śmiej! Na zdrowie.

  5. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Teodor nad wyraz ma ciągotki ojcowskie 🙂 Julek bardzo mu pasuje, a Teodor pasuje Julkowi, a może Julce? 🙂 Dobrze mieć przyjaciół, którzy pomogą w kłopotliwych sytuacjach. Najbardziej podobała mi się rozmowa telefoniczna z Nataszą na temat mydła i co Teodor powinien z tym zrobić 😛 A Julcio sam już sobie tatusia znalazł 🙂 Mama Pola chyba będzie musiała go “adoptować” 🙂

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Aaaaa fuuuuuu! Adoptowac? Teodora?
      To niezdrowe by było. Mogę zdradzić, że Pola w ogóle nie leci na Teodora. Ja, na jej miejscu, wolałabym cieszyć sie wolnością i wdowieństwem ???? niż ładować tyłek w następny zwiazek. Pola jednak to kobita rozważna, wiec będzie rozważać nad nabyciem rozgrzewacza łóżkowego firmy Rypałbym, model Teodor, wersja ze sztywnym wentylem???.
      Może zechcesz jej doradzić Jo?
      Czy lepszy termofor firmy Rock&Cock, model Jeremy, wersja odjechana w kosmos ze zdobieniami?
      High five!?

      • Jo Winchester
        |

        A może by zrobić jakiś testing dla Poli? Różne techniki użytkowania obu modeli? Wiesz, a może Pola zechce połączyć promocje? ????? Taka wersja na bogato ??

      • Monika G.
        |

        Jo! Ty zboczuszku!
        Ale pomysł świetny. Zaraz zrobie tabele porownawcza??? modeli.
        Co do testtowania to obawiam się, że cieżko było by nam wyswingować bohaterów. Wiesz, różnica kontynentów ?.
        A wersja na bogato to jaka? Trójkącik?

  6. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Jeremy to spoko gość i gotów poświęć się , żeby tylko pomóc ??? Mimo, że Amerykanin, to taki swój chłop ???? Trójkącie? A Ellen to co? Za kamerą ma stać? ??? Dwie samice, dwóch samców ? Wygoń mnie stąd! !!

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      A sio! Poszła mi stąd!
      ????
      Tylko wróć na następną część
      ?
      Zartuje.

  7. V
    Vega
    | Odpowiedz

    Mistrz demolki ?

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Jak każde dziecie przy mało doświadczonym opiekunie?

    • N
      Nela
      | Odpowiedz

      Zafundował Teodorowi przyspieszoy kurs rodzicielstwa, ha, ha

  8. L
    Lite
    | Odpowiedz

    Jakoś te barwne opisy dziecięcej kupki nie pasują mi do tematyki opowiadań tego portalu 😀 no nic czekam z niecierpliwością jak historia potoczy się dalej!

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Spokojnie. To opowiadanie jest jak silnik diesla. Musi sie rozgrzać zanim ruszy. Pomijając “przygody” rodzicielskie Teodora nie dałabym wam obrazu relacji i więzi. Akcja się zagęści, obiecuję.
      Już w następnej części wystąpią takie słowa jak:
      * wzwód
      *pupa (i nie będzie to pupa Julka)
      *masochista
      Oraz obowiązkowo wyrażenie:
      “Spuszczać parę z czołgu”
      Także zapraszam gorąco.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Właśnie czytam rozdział czwarty to zdradze również, że użyłam w nim także słów: pocałować, pragnienia, namiot, wargi, psycholog.
      ?
      Zachęcające?

      • T
        Tony Porter
        |

        Oj, bardzo zachęcające. Bardzo! Najbardziej mnie ciekawi, kto komu będzie parę z czołgu spuszczał.Jakieś takie militarne zainteresowania mam:) Pupa Julka już dała popis, więc może dać się wykazać innym:) Ja osobiście bardzo lubię długie wstępy, więc mnie taki nieśpieszny rozruch i zdecydowanie leży. Poza tym, szkielet opowieści wymaga mięska, żeby wiarygodna, soczysta i wciągająca była. Po tym rozdziale chyba nikt nie ma wątpliwości, że Teodor jest porządnym mężczyzną. A jeśli słowa “wzwód, pragnienia i namiot” dotyczyć będą jego osoby, to już w ogóle bardzo ciekawie się zrobi:)

      • Monika G.
        |

        Tony! Za mundurem panny sznurem????
        Stad ta sympatia do dziadka.
        A mięsko bedzie. Bardzo krwiste. Trzeba tyko poczekac ?

  9. A
    Ania
    | Odpowiedz

    och uwielbiam Julka

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Miło mi to słyszeć!
      Dziękuję.

Napisz nam też coś :-)