Rany Julek! (IV)

with 19 komentarzy

Rany Julek! (IV)

Zitojcie, zitojcie kochaniutcy!

Nawet nie wiecie ile frajdy mam z czytania WASZYCH komentarzy. Na końcu tego rozdziału sprośna zabawa. Podam wam kilka słów z rozdziału piątego, a wy zgadniecie o czym on będzie. Tymczasem zapraszam do czytania części czwartej. 


Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

 

część czwarta

Z samego rana budzi mnie domofon. Dopadam go czym prędzej, by nie obudził Julka. To nie była dla nas dobra noc. Nie, żeby z powodu Cherubinka, o nie. Pola mi się śniła.

– Teo, nie odebrałeś mnie z lotniska – wybrzmiewa przez głośnik w ścianie.

– Mama?

Wciskam guzik odblokowujący drzwi. Minutę później witałem mamę w progu. Po jej minie widzę, że prędko mi tego nie wybaczy.

– Wysłałam ci wczoraj kilka wiadomości. – Całuje mnie w policzek z lekkim wyrzutem.

Wyłączyłem telefon, żeby jakiś klient nie obudził Julka. O mamie całkiem zapomniałem! Do końca życia nie pozbędę się wyrzutów sumienia, że musiała sama wlec się z bagażem przez pół miasta.

– Jesteś głodna? Może napijesz się herbaty? – Zapraszam do kuchni. 

– Przecież ty zawsze masz pustą lodówkę.

– Dziś jest pełna, zapewniam.

Mama rozgląda się, notując w głowie obecność zabawek, butelek, kocyków i chrupek kukurydzianych, które chyba rozmnażają się przez pączkowanie i uznały moje mieszkanie za swój naturalny habitat.. Wczoraj zdążyłem poczynić jeszcze kilka zakupów dla uciechy Julka, więc mój salon nie przypominał salonu, tylko plac zabaw. Nie przyznam się oficjalnie, ale basen z piłeczkami mi też dostarczył wrażeń. 

Mama siada do stołu i uderza paznokciami o blat. To jej taktyka na zasygnalizowanie, że oczekuje wyjaśnień.

– Kawy? Herbaty? – pytam, ignorując jej postawę. Nie za bardzo wiem jak wytłumaczyć obecność niemowlaka w moim mieszkaniu.

– Czy chcesz mi coś powiedzieć, Teo? 

Ha! Nie wytrzymała!

Nie ma co ukrywać. Muszę ją wtajemniczyć. Jak tylko otwieram usta, znów dzwoni domofon. Przepraszam i biegnę do drzwi. To Emil. Julek już się drze z sypialni, więc zamiast do mamy, idę do niego.

Rozpiąć body. Zmienić pieluchę. Zapiąć body. W myślach przyznaję sobie odznakę harcerską za opanowanie kolejnej umiejętności – przebranie ruchliwego niemowlaka.

Biorę Rumcajsa na ręce. Zadowolony ze świeżej pieluchy wsadza mi palec do nosa, a rozdziawioną jak u wroniaka buzią sygnalizuje głód. Mama i Emil stoją w drzwiach sypialni – nie mam pojęcia jak długo mnie obserwują. Mama wygląda co najmniej na zaskoczoną, Emil jest bliski wybuchu złości.

– Cały dzień próbowałem się do ciebie dodzwonić! Wniosek przeszedł pozytywnie.

– Jedziemy do banku i po Polę! – Rozpalam się entuzjazmem.

– Nie możesz pokazać się tam z dzieckiem – protestuje Strzała. – Opieka zawiadomiła policję.

– Porwałeś dziecko? – Mama uznaje za słuszne się wtrącić. – Czyje to dziecko?

– Chyba nie chcesz jechać taki śmierdzący pieluchami, weź prysznic – kryguje mnie Emil.

– Myślę, że należą mi się jakieś wyjaśnienia! – Mama przekrzykuje mojego wspólnika, co podnosi napięcie nam wszystkim.

– Pospiesz się! Musimy zabrać Polę z aresztu, zanim media wywęszą sensację.

– Jaka Pola? – Głos mamy jest już tak wysoki i wściekle głośny, że przebija nie tylko głos Emila. Jestem pewny, że gdyby stanęła bliżej ściany zrobiłaby mi przejście z sypialni na salon. 

Julkowi zadrżały usteczka, w końcu rozdarł się wprost do mojego ucha. Najwyraźniej uznał za słuszne wtrącenie własnego zdania do dyskusji.

– Spokój! – wrzeszczę na dwójkę stojącą w drzwiach.

Wyciągam z kieszeni chrupka i krzykacz od razu zapycha sobie nim buzię. Uff! Słuch ocalony!

– Mamo, to jest Julek. Mam nadzieję, że nie masz planów na najbliższą godzinę. Julka trzeba nakarmić. Wszystko czego potrzebujesz jest… Eee, wszędzie. Za godzinę, maks dwie będę z powrotem i wszystko wyjaśnię. – Wręczam niezwykle ufnego Julka zdezorientowanej mamie. Emila z kolei obdarzam wzrokiem “wybacz”. – Już idę pod prysznic. Kawa w ekspresie. Częstuj się.

Po kwadransie jestem znów sobą: garnitur, krawat, aktówka. Cały ja! Specjalnie dla Poli wybrałem klasyczny granat. Kobiety oglądają się za mną zawsze, gdy mam go na sobie. Może wpadnę również w oko Poli.

Wchodzę do kuchni. Julek wyciąga rączki w moim kierunku i sylabizuje „ta,ta,ta,ata, at, ta,….”. Duma mnie rozpiera! Błyszczę ósemkami w uśmiechu. Jak widzę, mama jest już oczarowana maluchem. Może nawet przejdzie jej złość na mnie. Gdy kieruje wzrok w moją stronę… Nie, jednak nadal jest na mnie zła.

– Jak wrócę, mamo, wyjaśnię jak wrócę.

Całuję blond cherubinka w czółko, po czym ponaglam Emila.

*

Zdążyliśmy przed dziennikarzami. Pola jest szczęśliwa. Rzuca się na szyję Emilowi, potem mi. Dziękuje, płacze ze szczęścia. Jej radość jest zaraźliwa, więc i ja, i Emil szczerzymy się równie szeroko. 

Coś mi jednak nie pasuje, gdy to na mnie zarzuca dziękczynne ramiona.

We śnie dotykałem Poli bez skrępowania, teraz stoję trochę jak ten przysłowiowy kołek. Nie wiem, czy wypada ją objąć na wysokości pasa, czy może bezpieczniej wyżej. Raz kozie śmierć! Kładę dłonie na pupie. Jej pupie! Cholera, mam więcej z dziadunia niż myślałem. Pora przestać się łudzić, że zostałem adoptowany.

Wyczuwam napięcie w kobiecym ciele. Kiedy spoglądam na Polę z góry, rozumiem jak bardzo niepewnie czuje się przy mnie. Euforia powoli uchodzi z niej, a na jej miejsce wkracza zawstydzenie. Ja nadal trzymam ją w ramionach!

– Przepraszam – szepczę wystarczająco głośno, by tylko ona mnie usłyszała, po czym oddaję jej przestrzeń osobistą. Nie jest łatwo! Ręce niekoniecznie chcą podążyć za rozkazem mózgu. 

Strzała żegna się z nami dość szybko i lakonicznie. Wie, że wszystko możemy dogadać przez telefon, ewentualnie w kancelarii, a przeze mnie stracił już dużo czasu tego ranka.

– Gdzie Julek? – Pola zaciera dłonie w radosnym oczekiwaniu.

– Zabiorę cię do niego. Zapraszam. – Otwieram Volvo, dumę mego życia z czasów przed poznaniem Julka. Dziś nawet nie przejąłem się, że parkując zarysowałem nadkole. Pola od razu zauważa fotelik umocowany taśmą izolacyjną. Rzuca mi zaintrygowane spojrzenie i tłumi śmiech zaciśniętymi ustami. – Nawet nie pytaj! Cieszę się, że nie umiem użyć pianki montażowej.

Pola już nie powstrzymuje śmiechu. Rozbawiłem ją! Dobrze, do metki obmacywacza dołoży jeszcze jedną: klaun. A co tam! Jak zobaczy z kim jestem spokrewniony, to i tak stwierdzi, że daleko mi jeszcze do dziadka.

– Zobaczę teraz Julka? – Uśmiech znów rozświetlił jej twarz.

– Julek jest u mnie, z moja mamą.

– Jedziemy?

– A możemy dać im czas na zaprzyjaźnienie się? – A może to ja potrzebuję czasu na zaprzyjaźnienie Poli? – Najpierw cię ubierzemy – oznajmiam z entuzjazmem.

– Nie mam na to pieniędzy, zresztą Julkowi wszystko jedno jak wyglądam. – Czuję irytację w jej głosie. Rozumiem.

– Dobra znajoma powiedziała mi kiedyś – mam tu na myśli Nataszę – że korzysta z każdej okazji, by spędzić chwilę bez dzieci. Po drugie… Pola, chciałbym, żebyś się czuła pewnie, a ja się zawsze pewniej czuję w nowym garniturze. Po trzecie: twoje mieszkanie zajęli nowi lokatorzy. Podejrzewam, że właściciel nie zatroszczył się o twoje rzeczy. Potrzebujesz zatem garderoby. – Tonacją i mimiką przekonuję mamę Julka dokładnie tak, jak to robię na sali sądowej, wygłaszając mowę końcową. Po jej twarzy widzę, że wygrywam. – Pieniądze są teraz twoim najmniejszym problemem. Zapewniam.

– Ale…

– Bez dyskusji. To tylko chwila.

Zabieram Polę do butiku, gdzie przemiła ekspedientka wciska ją do przebieralni i tam, za ciężką kotarą dzieją się cuda o których nie wiem, a tylko mogę się domyślać. Widzę przecież co młoda dziewczyna w firmowej sukience donosi na wieszakach.

– Żonie zgubiono walizkę na lotnisku – zapewniam mimo protestów Poli. Dobrze, że już na pierwszym spotkaniu przeszliśmy “na ty”. Byłoby niezręcznie, gdyby nagle odezwała się do mnie per p a n. 

– To może zechce pan wybrać dla żony bieliznę? – druga ekspedientka od razu prowadzi mnie do działu pełnego bodźców wzrokowych.

Przecież to oczywiste, że rzucę się na najbardziej sexowne… Ale Pola może nie odebrać mojego gestu we właściwy sposób. Nawet po odrzuceniu wszystkich zestawów, które z chęcią zdarłbym z niej zębami, pozostał mi zbyt duży wachlarz możliwości. Wybieram kilka kompletów, które określiłbym mianem “biurowy dress code”. Nie mogę jednak pozbyć się z głowy pewnej wizji. 

– A ten proszę od razu doliczyć do rachunku, bez pokazywania żonie. – Podaję pracownicy wieszak, na którym ilość materiału jest mniejsza niż ilość plastiku, z którego zrobiono sam wieszak. 

Nie czuję się źle kłamiąc ekspedientce. Odgrywanie roli męża Poli sprawia mi przyjemność, tak jak każde "kochanie" wypowiedziane dla wiarygodności kłamstewka. Tylko ta moja wymyślona żona coś nie za bardzo wykazuje zdolności aktorskie. Peszy się i rumieni jak maturzystka.

Każę pakować i doliczać do rachunku wszelaki ciuch, na jakim Pola zawiesi oko. Na dziś wybieram dla niej zwiewną lekką sukienkę, długą do samej ziemi. Taki fetysz, im mniej widzę, tym więcej chcę zobaczyć. No i tym fasonem dziewczyna zapunktuje u mojej mamy. Dlaczego mi na tym zależy? 

– Zadowolony? – pyta Pola i choć nie ma w jej tonie pretensji to czuję, że ma mi za złe te zakupy.

Dech mi zapiera w piersi, jak tylko to ciało wyłania się zza kotary przymierzalni.

– Czy wiesz co to znaczy „spuścić parę z czołgu”? – bełkoczę pod nosem. Śmieje się ze mnie i przecząco kiwa głową. To się popisałem. Im mniej mówię, tym lepiej. Nie powinienem się w ogóle odzywać. Zadziwiająco mnie onieśmiela ta kręcona blondynka.

– Może przejdziemy do kasy? – proponuje ekspedientka.

Płacę za wszystko co będę oglądał na Poli przez najbliższe dni. Taki ze mnie masochista! Podaję kartę pracownicy sklepu jeszcze zanim wymówi kwotę, ale Pola przejmuje paragon szybciej niż ja. Nie wiem, co tak bardzo ją przeraziło, bo suma według mnie jest w porządku.

– Mówiłem, że pieniądze to twoje najmniejsze zmartwienie – zapewniam wyciągnąwszy z jej palców półmetrowy wydruk fiskalny. Dziękuję, do widzenia i wychodzimy. Układam torby w bagażniku i kątem oka obserwuję, jak zjawiskowo prezentuje się ta kobieta inna niż wszystkie… Inna niż wszystkie, które poznałem do tej pory. 

Pola rozgląda się nerwowo po okolicy, walcząc z wiatrem, który uparcie narzuca jej włosy na twarz. 

– Chciałabyś gdzieś jeszcze…?

– Nie! Proszę, nie! Znaczy… Tęsknię do Julka.

Szarmancko otwieram drzwi auta i gestem zapraszam do Volvo. Pola nie mówi zbyt wiele podczas drogi. Nie musi. Czuję na sobie jej wzrok i choć odwraca głowę, gdy próbuję ją przyłapać na spoglądaniu, to kilka razy zawodzi ją refleks. Podobała mi się ta wdzięczność, z którą patrzy na mnie w tej chwili. 

– Mam nadzieję, że Julek dał się poznać z dobrej strony. – Przerywa ciszę.

– O tak. Bawiliśmy się świetnie.

O cherubinku mogę rozprawiać bez problemów. Opowiadam o przetartym pampersie, przyznaję się do wpadki z mydłem, za co od razu przepraszam, a Pola śmieje się szczerze z moich nieudolności. Dopełnieniem wstydu, jest krótka relacja z montażu fotelika. Wystarczająco długa opowieść, by uniknąć innych tematów, aż do końca trasy.

– Przepraszam, że musiałeś przez to przejść, Teodorze. Dziękuję i obiecuję, że już nie będziesz musiał się na to narażać – mówi Pola, jak tylko wyłączam silnik. Jej głos z rozbawionego przechodzi w poważne tony.

Nie jestem zadowolony z tej obietnicy. Gdy odpinam pas, Pola chwyta moją dłoń, potem chwyta moje spojrzenie. 

– Naprawdę bardzo ci dziękuję, Teodorze.

Podziemne garaże mają to do siebie, że jest w nich ponuro i ciemno. Tworzy to atmosferę intymności w aucie. My wpatrzeni w siebie, jej dotyk i słowa. Coś przyciąga mnie do niej. Chcę ją pocałować. O dziaduniu! Jak bardzo chcę! W momencie, kiedy obiekt mych chęci orientuje się do czego zmierzam, następuje kaszlnięcie, unik wzrokowy, a na koniec otwarcie drzwi i próba wyjścia. Powiedzieć jej o pasach? Czy może położyć oparcie jej fotela i… NIE! 

Jestem zażenowany swoim zachowaniem. Pola sama orientuje się, że to przez wciąż zapięte pasy nie ma możliwości ucieczki. W pośpiechu szarpie klamrę. Blokuję jej dłoń swoją.

– Przepraszam – mówię, choć wcale nie żałuję pragnienia pocałowania jej. – Zapomnij o tym, proszę.

Dyskretnym kiwnięciem Pola przyjmuje moje przeprosiny. Odpinam jej pas i prowadzę do windy. Atmosfera jest dość niezręczna, więc oboje milczymy. Odzywam się dopiero, gdy otwieram przed nią drzwi mieszkania.

– Panie przodem – zapraszam do środka.

Widzę jak bladą twarz zalewa szczęście wywołane śmiechem Julka dochodzącym ze środka. Wchodzi niepewnie. Rozgląda się nerwowo. Kiedy dostrzega moją mamę z chłopcem w ramionach, waha się przed kolejnym krokiem. Spogląda na mnie pytająco, a ja jedyne co mogę zrobić, to dodać jej otuchy uśmiechem. Domyślam się, że powstrzymuje ją lęk przed byciem ocenianą. Boi się spotkania z moją mamą.

– Dzień dobry – mówi, a chłopiec od razu reaguje na jej głos.

Zapoznaję panie ze sobą, przekazując Julka Poli. Proszę, by czuła się jak u siebie, ekspresowo tłumaczę gdzie co jest, a mamę wyciągam z mieszkania, żeby spokojnie odpowiedzieć na jej pytania. Znam ten wyraz twarzy. Lekko nie będzie.

W drodze do restauracji streszczam wydarzenia. Gdy czekamy na dania, odpowiadam na wszystkie pytania, a jest ich niemało. Tak jak się spodziewałem, w końcu znam mamę nie od wczoraj. Wracamy w milczeniu. Nie jestem pewny, czy to za sprawą trawienia informacji, jakie jej zaserwowałem, czy aromatów kateringu, który trzymała na kolanach.

Parkuję na swoim miejscu w podziemiach, a na wspomnienie prawie– pocałunku z Polą uśmiecham się nieświadomie. Kiedy wysiadamy z auta mama pyta o coś, czego nie przewidziałem.

– Przywiązałeś się do tego chłopca, Teo. Do rozprawy łączące was więzi nasilą się. Co zrobisz gdy odejdą? Co zrobisz, gdy już będzie po wszystkim?

Wzruszam ramionami. Jeszcze nie wiem co zrobię. Rozprawa za sześć tygodni. Będę miał czas, by przygotować się na każdą okoliczność. Jestem dużym chłopcem, potrafię chłodno spojrzeć na swoją sytuację.

– Coś wymyślę – Rzucam niedbale odpowiedzią.

Pola jest tak mocno zajęta Julkiem, że nie zauważa naszego wejścia. Mam więc chwilę na obserwację. Dokładnie kilka sekund, bo moja matka do dyskretnych ludzi nie należy.

– Jesteście głodni? Na pewno! Julciunio, kochaniutki, już chyba możesz warzywka na parze, co? Czy lepiej zblendować? – Zwraca się ciepło do Poli, a ta przecząco kiwa głową. – Ciebie też trzeba porządnie podkarmić, Pola – dodaje zmartwionym głosem.

Jemy wspólnie obiad, co dla mnie jest całkiem nowym doświadczeniem i jakże innym od "rodzinnych" obiadów tylko z mamą i dziadkiem. Julek jak zwykle smaruje wszystko wokół siebie. Myśląc "wszystko", mam na myśli Polę. Jej cała sukienka posłużyła Julkowi za płótno malarskie. Oboje mają takie same dołeczki, gdy się uśmiechają. Ja też się uśmiecham. Ich szczęście udziela się również mnie. 

Cherubinek ma zwyczaje niczym dziadunio – po napełnieniu żołądka idzie na drzemkę. Jako że maluch nie za bardzo jest mobilny, to zasypia tam gdzie jest, czyli na rękach Poli. Przeżuwa ostatni kęs z na wpół przymkniętymi powiekami i coraz bardziej tuli się do mamy. Rozciąga na jej policzku resztki wygniecionego brokuła, a to co pozostało wyciera w jej włosy. Poli nie przeszkadza to w żaden sposób, nie ujmuje na urodzie. Wyglądała wręcz radośnie i… I tak jakby niczego jej w życiu nie brakowało. Poczułem się zazdrosny o te lepkie paluszki Julka na jej policzku.

– Położę go – szepczę propozycję. – Będziesz mogła spokojnie zjeść.

Pola przytakuje. Nasze spojrzenia znów się spotykają, gdy przekazuje mi chłopca, a w oczach jej dostrzegam coś więcej niż wdzięczność. Spokój. Odkładam cherubinka ze spokojem sapera rozbrajającego bombę. Śpi! Wracam do kuchni i co widzę?  Moja mama już panoszy się po zasobach – otwiera wino. Obdarzam ją miną pełną dezaprobaty. Niby nie ma problemu z alkoholem, ale podejrzewam, że jej ulubione różowe słodkie jest jednym z powodów, przez które nigdy nie zrobiła prawa jazdy.

– Przecież jest co świętować – tłumaczy. – Napij się, Teo. Wyglądasz na zestresowanego.

– Nie mogę, obiecałem, że cię odwiozę, pamiętasz?

– Zadzwonię po taksówkę. – Wyniosła kieliszki do salonu kończąc tym samym rozmowę ze mną.

– Dziękuję pani Alu, muszę odmówić. – Pola jest zawstydzona. – Nie piję alkoholu. Przepraszam

Mama nie daje za wygraną i w końcu przekonuje mojego gościa wykładem o dobroczynnym działaniu wina na komórki. Jednym zdaniem: wino spowalnia procesy starzenia czy jakoś tak. Nie za bardzo mogę się skupić na jej słowach, bo za bardzo pochłania mnie obserwacja Poli. Dziewczyna niepewnie ujmuje kieliszek, który jej napełniłem. Kolejny podaję mamie. Sobie nalewam po brzegi. Moja rodzicielka ma rację, jestem zestresowany i potrzebuję odrobiny odprężenia, by zacząć zachowywać się normalnie przy Poli.

– Za Julka. – Mama podnosi kieliszek do toastu.

Z uporem maniaka obserwuję, jak Pola symbolicznie dotyka czerwonego nektaru ustami. Czas spowalnia, zegar wrzuca wolniejszy bieg, kiedy zwinny język oblizuje z ust zagubioną kroplę wina. O dziaduniu! I jeszcze ociera wargi jedną o drugą… 

No i mam za swoje! 

Falliczny się obudził. Zero uprzedzenia, żadnego dygnięcia poprzedzajacego. Od razu pełna gotowość do wymarszu! Abort mission! Abort! Z zażenowaniem przysuwam się bliżej stołu, chowając pod blatem namiot wstydu. Jakim cudem dostałem wzwodu w towarzystwie własnej matki? Psycholog potrzebny na cito!

___

A w rozdziale piątym: sromotnie, musujące, całusa, dyskretnie, nagi, oblizuje, żołądź, Robin Hood.

Kto zgadnie o czym będzie rozdział piąty dostanie ode mnie specjalną dedykację!

 

 

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Wydaje mi się, że Teodor za szybko działa. Dziewczyna dopiero co wyszła z aresztu, a on już ją obmacuje i próbował pocałować. Ona jest sploszona, przerażona, potrzebuje spokoju. I Julka obok. Więc niech lepiej powstrzyma swoje zapędy ogiera, bo dziewczyna mu umknie niczym sploszona łania.
    Moim zdaniem w następnym rozdziale Teo będzie miał sen, gdzie Pola zrobi mu dobrze ustami. Ewentualnie nie wytrzyma ciśnienia i sam siebie zaspokoi. OGLĄDAJĄC ROBIN HOODA ?

    • Mnika G.
      | Odpowiedz

      Działa szybko bo wie o niej dużo i mylnie myśli, że ich kontakt może być intensywniejszy. Jeszcze pójdzie po rozum do głowy. 😉
      A co do prognoz następnego rozdziału: zonk.

  2. Babeczka
    | Odpowiedz

    Ja napiszę tylko, że jak by mnie Teoś bo wyjściu z ciupy zamiast zawieź do dziecka, zagnał do sklepu, a co więcej do fryzjera, to chyba bym drania zabiła :-))) Dobra, zakupy odzieżowe jeszcze bym przeżyła, ale wizytę u fryzjera już nie. Jako matka miałabym w nosie swój wygląd, nawet w ostatnich gaciach, byle do dziecka 😀

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Teodor poniósł sromotną klęskę próbując ukryć namiot wstydu. Wino nie pomogło w odstresowaniu, więc wziął kąpiel z musującymi kulami kąpielowymi. Nie próbował więcej skraść Poli całusa, tylko ją dyskretnie obserwował. Miał kłopoty z zaśnięciem, a gdy wreszcie mu się to udało, to śniło mu się, że poszedł nagi na rozprawę sądową. Widząc, jak Pola oblizuje łyżeczkę po serku waniliowym postanowił, że się nie podda i zdobycie jej będzie jego celem długofalowym – dlatego też to właśnie żołądź pojawił się na tapecie jego laptopa. Uznał, że symbol mocy, wigoru, energii i spełniających się długofalowych celów jest lepszy niż fotka Michaela Praed’a jako Robin Hooda w sławetnym serialu:)
    Nie wydaje mi się, żeby picie przy Poli było dobrym pomysłem. Mamusia Teodora nie za bardzo mu się przysłużyła. Mam nadzieję, że Teodor się za bardzo nie wyluzuje i nie zrobi czegoś głupiego. Czegoś, co sprawi, że Pola zacznie go unikać. I wtedy żegnajcie spotkania z Juleczkiem. Teodor, trzymam za ciebie kciuki i radzę, żebyś wziął na wstrzymanie, bo romansowe historie to obecnie ostatnia rzecz, na jaką Pola miałaby ochotę. I trudno się jej dziwić. Inna sprawa, że miłość potrafi spłatać niezłego figla i przyjść w najmniej spodziewanym i chcianym momencie. Weź się chłopie w garść i bądź biednej dziewczynie wsparciem, a macanki i całusy schowaj wysoko w szafie.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Aż nie wiem co napisać. Tony!
      W przypadku jednego z wyrazów jesteś bardzo, bardzo, bardzo blisko. Nie powiem który to wyraz?
      Ale na pewno nie żołądź?
      Spłata figla im ta miłość, jeszcze niejednego.

      • T
        Tony Porter
        |

        No to się, cholercia, nie popisałam:( Tylko jedno słowo, i to tylko w trzecim stopniu oddalenia:( Chlip, chlip… Nie dość, że Geralta zagra Henry Cavill, to jeszcze i to:( Na otarcie łez przydałaby się następna część przygód Teodora i Julka – może jeszcze w tym roku?:) Że tak nieśmiało zapytam:)

      • Monika G.
        |

        Kto zagra Geralta?
        Co za mendy! Nie było lepszych na kastingu?
        Jestem szczerze zawiedziona????
        Nie wiem czy nasze Motylice nie zaplanowały czegoś pikantniejszego na Sylwesterka niż moje flaczki ?
        W każdym razie, kolejna część Rany Julek! już czeka. Dziś dodam kilka słów wprowadzenia i dedykację.
        Także trzymaj się Tony cierpliwości. I Szczęścia w Nowym Roku!

      • T
        Tony Porter
        |

        Myślę, że wiele osób zadaje to pytanie i że na pewno było sporo lepszych kandydatów. Do roli Yennefer również. Jakieś totalne nieporozumienie. Geralt się przewraca gdziekolwiek, w jakimkolwiek świecie, czy bycie równoległym jest. Przewraca ze śmiechu, oczywiście. Obawiam się, że Wiedźmin “po amerykańsku” będzie nie do strawienia. Fakt, że polska produkcja nie powala na kolana, ale Geralta mieliśmy jak się patrzy. Oj, podobizna pana Żebrowskiego w wersji platynowej, z blizną na twarzy długo gościła na monitorze mego komputera. Szał ciał i uprzęży.
        No sorry Winnetou, ale jakie “flaczki”?! Koleżanko Gibson, więcej szacunku dla własnej twórczości, poproszę! Pikanteria (erotyczna) nie bierze się z opisu ostrego rżniątka, tylko z atmosfery… zmysłowości… oczekiwania… zawieszonego pożądania… napięcia pomiędzy dwoma osobami… drżenia w oczekiwaniu na dotyk, pocałunek…
        I Tobie nawzajem wszelkiego dobrego – czasu dla siebie samej, grzecznych latorośli, namiętnego męża:)

  4. Mnika G.
    | Odpowiedz

    “nawet w ostatnich gaciach” hahaaaaa nic mi nie mów. Sama odwalałąm dwanaście potraw i cały katering na święta,więc na pranie zabrakło mi sił. Dosłownie piszę ten komentarz w ostatnich gaciach modląc się, by dziecki mi wstały dopiero jak przerzucę pranie do suszarki.
    Też zastanawiałam się czy dobrze wysyłać ich na zakupy od razy po areszcie, ale stwierdziłam,że Pola nabrała wystarczającego zaufania do Teo w kwestii opieki nad synem by wybaczyć ten krótki delay( w końcu nie kto inny jak on sam dwa dni wcześniej jej go przywiózł do aresztu). Chciała też zażyć odrobinę świata bo dwa miesiące widziała tylko celę. To i jeszcze moje wnerwiające dzieciaki przyczyniły się do pogłębienia mojej opinii, że ja to w ogóle chciałabym trafić do aresztu,żeby odpocząć. A nie sorry… do opinii, że Pola mogła wytrzymać tę godzinę dłużej bez Julka.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wiesz co… Masz rację! Powód dla mnie okazał się nagle baaardzooo zrozumiały ;-)))

  5. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Lodzik przy szampanie podczas filmu Robin Hood faceci w rajtuzach??? 😀

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ciekawa propozycja.
      Niestety daleka od nagrody

  6. J
    Jaga
    | Odpowiedz

    Czy takich słodkich Juleczkó sprzedają w sklepach?
    Potrzebuje wabika na przystojnego pana prawnika.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      NIestety to towar limitowany. Można samemu wyhodować 😉

  7. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Teodor cały na tak w temacie Poli, a ona biedna totalnie zagubiona i zdezorientowana. Zabicie męża, więzienie, pojawienie się w jej życiu Teodora i jego pomoc, zainteresowanie jej osobą – istny rollercoaster. Jak na ciężar gatunkowy całokształtu, to i tak radzi sobie dziewczyna całkiem dobrze.
    “Głos mamy jest już tak wysoki i wściekle głośny, że przebija nie tylko głos Emila. Jestem pewny, że gdyby stanęła bliżej ściany zrobiłaby mi przejście z sypialni na salon.” – he, he 🙂
    Scenka poranna z udziałem Teo, jego mamy, Emila, i oczywiście Julka – prześwietna 🙂 Szamoczący się Teo, mamusia domagająca się wyjaśnień już natychmiast, Emil poganiający przyjaciela, przez którego wali mu się dzienny grafik, Julek potrzebujący świeżej pieluchy i śniadania… istny kosmos, a kosmonauta Teo ma chęć się katapultować 🙂
    “Falliczny się obudził. Zero uprzedzenia, żadnego dygnięcia poprzedzającego. Od razu pełna gotowość do wymarszu! Abort mission! Abort! Z zażenowaniem przysuwam się bliżej stołu, chowając pod blatem namiot wstydu. Jakim cudem dostałem wzwodu w towarzystwie własnej matki? Psycholog potrzebny na cito!” – Próbowałam sobie wyobrazić to dygnięcie poprzedzające, he, he… no nie mogę, piękne zdanie finałowe 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Oj, kosmos! Przy dzieciach zazwyczaj jest kosmos. A czasem nawet czarna dziura😂😂😂
      No i mam nadzieje ze to przekrzykiwanie dalo sie slyszec podczas czytania!
      Nie znasz dygniecia poprzedzajacego?
      Tony, Tony, Tony! Gdzie żeś się dziewczyno chowala?
      A moze to tylko moj Zygmunt ma takie dygniecie, cos w rodzaju “just checking” zeby w razie czego moc sie wytlumaczyc “just kidding”😂😂😂
      I to tak wyglada, jakby prezes korzeniem u nasady chcial swoją korone podniesc, ale kregoslup jeszcze nie calkiem usztywniony… No nie wiem czy wystarczająco obrazowo, w kazdym razie to takich kilka dygniec prezesa zazwyczaj (nie zawsze), które ja nazywam fazą zwiadowczą😂😂😂, a po ktorej juz wiadomo czy do boju czy raczej tak z powrotem w zasieki😂😂😂
      Jak mi sie uda to nagram i podstepem poprosze o narrację mej produkcji Wołoszanskiego, znaczy…. Eeeee wysle mu gotowy opis zwiadu i wymarszu a on niech tylko przeczyta😈😈😈
      Calosc zloze w paincie😂😂😂

      • T
        Tony Porter
        |

        A czasem kosmiczne jaja 🙂 Oj, dało się słyszeć, dało, a scenka “stanęła” przed oczyma jak żywa 🙂
        Ha, ha, ha, teraz i dygnięcie poprzedzające stanęło mi przed oczyma jak żywe 🙂 Opis zdecydowanie wystarczająco obrazowy 🙂 Wołoszański będzie zachwycony.. he, he, he,… jak sobie wyobrażę, jak on tym swoim poważnym, dyplomatyczno-sensacyjnym głosem czyta opis zwiadu… 🙂 Ja sobie tak myślę, że należałoby przeglądnąć Twoje komentarze i wyłuskać “perełki” w rodzaju tegoż malowniczego opisu, bo szkoda, żeby takie skarby zginęły w odmętach internetu i odeszły w zapomnienie. Przede wszystkim namierzę logistykę Ryśkowej wysyłki 🙂

      • J.Gibson
        |

        Nooooo komentarze to faktycznie moje perelki😂😂😂 wszystkie ze skazą językową😂😂😂
        Ale cieszę się, ze udalo mi sie dac niezwykle opisowy opis😅😅😅

      • T
        Tony Porter
        |

        Jaką niby skazą? Co najwyżej z literówkami. Opis jest prima sort 🙂

Napisz nam też coś :-)