Rany Julek! (IV)

with 14 komentarzy

Rany Julek! (IV)

Zitojcie, zitojcie kochaniutcy!

Nawet nie wiecie ile frajdy mam z czytania WASZYCH komentarzy. Na końcu tego rozdziału sprośna zabawa. Podam wam kilka słów z rozdziału piątego, a wy zgadniecie o czym on będzie. Tymczasem zapraszam do czytania części czwartej. 


Rozdział czwarty

Z samego rana obudził mnie domofon. Dopadłem go czym prędzej, by nie obudził Julka. To nie była dla nas dobra noc.

Teo nie odebrałeś mnie z lotniska – wybrzmiało przez głośnik.

Mama?

Wcisnąłem guzik odblokowujący drzwi. Minutę później witałem mamę w progu.

Wysłałam ci wczoraj kilka wiadomości.

Ucałowała mnie w policzek z lekkim wyrzutem. Przypomniałem sobie, że wyłączyłem dźwięk w telefonie, żeby jakiś klient nie obudził Julka.

Jesteś głodna? Może napijesz się herbaty? – Zaprosiłem do kuchni.

Przecież ty zawsze masz pustą lodówkę.

Dziś jest pełna, zapewniam.

Weszliśmy do kuchni. Mama rozejrzała się notując w swojej głowie obecność zabawek, butelek, kocyków i chrupek kukurydzianych, które były wszędzie. Usiadła do stołu i uderzała paznokciami o blat. Oczekiwała wyjaśnień.

Czy chcesz mi coś powiedzieć Teo?

Uznałem, że nie ma co ukrywać. Chciałem wytłumaczyć, ale znów zadzwonił domofon. Przeprosiłem i pobiegłem do drzwi. To Emil. Julek zaczął się drzeć z sypialni, więc zamiast do mamy, poszedłem do niego.

Rozpiąć body. Zmienić pieluchę. Zapiąć body. W myślach przyznałem sobie odznakę harcerską za opanowanie kolejnej umiejętności – przebranie ruchliwego niemowlaka.

Chwyciłem Julka na ręce. Zadowolony ze świeżej pieluchy wsadzał mi palec do nosa. Mama i Emil stali w drzwiach sypialni. Mama wyglądała co najmniej na zaskoczoną, Emil był bliski wybuchu złości.

Cały dzień próbowałem się do ciebie dodzwonić! Wniosek przeszedł pozytywnie.

Jedziemy do banku i po Polę – zadyrygowałem.

Nie możesz pokazać się tam z dzieckiem – zaprotestował – Opieka zawiadomiła policję.

Porwałeś dziecko? – Mama uznała za słuszne się wtrącić. – Czyje to dziecko?

– Chyba nie chcesz jechać taki śmierdzący pieluchami, weź prysznic – krygował Emil.

Myślę, że należą mi się jakieś wyjaśnienia! – przekrzykiwała mama.

Pospiesz się. Musimy zabrać Polę z aresztu, zanim media wywęszą sensację.

Jaka Pola? – Głos mamy przebił się przez pretensje Emila.

Julkowi zadrżały usteczka. W końcu rozdarł się wprost do mojego ucha. Najwyraźniej uznał za słuszne wtrącenie własnego zdania do dyskusji.

Spokój! – wrzasnąłem na dwójkę stojącą w drzwiach.

Wyciągnąłem z kieszeni chrupka i krzykacz od razu zapchał sobie nim buzię. Słuch ocalony.

Mamo to jest Julek. Mam nadzieję, że nie masz planów na najbliższą godzinę. Julka trzeba nakarmić. Wszystko czego potrzebujesz jest w kuchni, jadalni, salonie, wszędzie. Za godzinę, maks dwie będę z powrotem i wszystko wyjaśnię. – Wręczyłem Julka zdezorientowanej mamie. Spojrzałem na Emila. – Już idę pod prysznic. Kawa w ekspresie. Częstuj się.

Po piętnastu minutach byłem znów sobą. Garnitur, krawat, aktówka. Wszedłem do kuchni. Julek wyciągał rączki w moim kierunku i sylabizował „ ta,ta,ta,ata, at, ta,….”. Duma mnie rozpierała, aż błysnąłem ósemkami w uśmiechu.

Jak wrócę mamo. Wyjaśnię jak wrócę.

Ucałowałem blond cherubinka, po czym ponagliłem Emila.

Zdążyliśmy przed dziennikarzami. Pola była szczęśliwa. Rzuciła się na szyję Emilowi, potem mi. Dziękowała, płakała ze szczęścia.

We śnie dotykałem jej bez skrępowania, teraz stałem jak kołek, nie wiedząc, czy wypada ją objąć na wysokości pasa, czy może bezpieczniej wyżej. Raz kozie śmierć – dopingowałem siebie w myślach. Położyłem dłonie na pupie. Jej pupie! Cholera, mam więcej z dziadunia niż myślałem. Pora przestać się łudzić, że zostałem adoptowany.

Wyczułem napięcie. Pola odsunęła się ode mnie niepewnie, zerkając mi w oczy.

Zapraszam.

Otworzyłem Audi, dumę mego życia, z czasów przed poznaniem Julka. Dziś nawet nie przejąłem się, że parkując zarysowałem nadkole. Pola od razu zauważyła fotelik umocowany taśmą izolacyjną. Spojrzała na mnie z zaciekawieniem.

Nawet nie pytaj! Cieszę się, że nie umiem użyć pianki montażowej.

Rozbawiłem ją! Dobrze, do metki obmacywacza dołoży jeszcze jedną: clown. A co tam! Jak zobaczy z kim jestem spokrewniony, to i tak stwierdzi, że daleko mi jeszcze do dziadka.

Zobaczę teraz Julka? – Uśmiech znów rozświetlił jej twarz.

Julek jest u mnie, z moja mamą.

Jedziemy?

A możemy dać im czas na zaprzyjaźnienie się? Najpierw cię ubierzemy.

Nie mam na to pieniędzy, z resztą Julkowi wszystko jedno jak wyglądam.

– Nie zrozum mnie źle. Jesteś piękną kobietą. – Wpatrywałem się w jej oczy. – Potrzebujesz jedynie oprawy. Pieniądze są teraz twoim najmniejszym problemem.

Ale…

Bez dyskusji. To tylko chwila.

Zabrałem ją do butiku, gdzie przemiła ekspedientka wcisnęła Polę do przebieralni i zaopatrzyła we wszystko od bielizny po dodatki.

Żonie zgubiono walizkę na lotnisku – zapewniałem mimo protestów Poli.

Spodobało mi się to małe kłamstewko. Tak jak każde "kochanie" wypowiedziane dla jego wiarygodności. Kazałem pakować i doliczać do rachunku wszelaki ciuch, jaki na Poli zobaczyłem. Na dziś wybrałem zwiewną lekką sukienkę, długą do samej ziemi. Taki fetysz, im mniej widzę, tym więcej chcę zobaczyć.

Zadowolony? – pytała prezentując się.

Dech mi zaparło w piersi. Wybełkotałem coś. Nie byłem z tego dumny, ale na tę chwilę nie potrafiłem zdobyć się na wyartykułowanie żadnego słowa. Dziś na pewno nie będę spał spokojnie.

Przełknąłem ślinę.

Może przejdziemy do kasy? – zaproponowała ekspedientka.

Zapłaciłem za wszystko co będę oglądał na Poli przez najbliższe dni, wiedząc że będę się tym torturował. Taki ze mnie masochista.

Wpakowałem torby do bagażnika. Pola już chciała wsiadać, ale wyciągnąłem ją z auta. Ekspresowa wizyta u fryzjera napełniła męczeński puchar po brzegi. Wyglądała fenomenalnie. Tym razem zdobyłem się na odwagę i wypowiedziałem kilka słów. Brzmiało to mniej więcej tak:

Czy wiesz co to znaczy „spuścić parę z czołgu”?

Roześmiała się przecząco kiwając głową. To się popisałem. Im mniej mówię, tym lepiej. Nie powinienem się w ogóle odzywać. Zadziwiająco mnie onieśmielała w sytuacji sam na sam.

Wiem od babci, że Julek spędził z tobą trochę czasu. – Zdecydowała się przerwać ciszę.

O tak. Bawiliśmy się świetnie.

O Julku mogłem rozprawiać bez problemów. Opowiedziałem o przetartym pampersie, przyznałem się do wpadki z mydłem, za co od razu przeprosiłem. Pola śmiała się z moich nieudolności. Dopełnieniem wstydu, była krótka relacja z montażu fotelika.

Przepraszam, że musiałeś przez to przechodzić. Dziękuję, że zrobiłeś to i obiecuję, że już nie będziesz musiał się na to narażać.

Nie wiedziałem jeszcze dlaczego, ale nie byłem zadowolony z tej obietnicy. Gdy odpinałem pas, chwyciła moją dłoń. Spojrzeliśmy na siebie.

Naprawdę bardzo ci dziękuję, Teodorze.

Podziemne garaże mają to do siebie, że jest w nich ponuro i ciemno. Tworzyło to atmosferę intymności w aucie. My, wpatrzeni w siebie, jej dotyk i słowa. Coś przyciągało mnie do niej. Chciałem ją pocałować. W momencie, kiedy zorientowała się do czego zmierzam, zawładnął nią strach. Zaczęła teatralnie kaszleć, otworzyła drzwi i próbowała wysiąść. Mogłem uprzedzić, że zapomniała odpiąć pas ale byłem zbyt zażenowany swoim zachowaniem. Sama się zorientowała. W pośpiechu szarpała klamrę.

Przepraszam – powiedziałem, choć wcale nie żałowałem pragnienia pocałowania jej – Zapomnij o tym, proszę.

Przytaknęła. Odpiąłem jej pas i poprowadziłem do windy. Atmosfera była dość niezręczna. Odezwałem się dopiero, gdy otworzyłem drzwi mieszkania.

Panie przodem – zaprosiłem do środka.

Pola weszła niepewnie. Rozglądała się dookoła nerwowo. Dostrzegła moją mamę z Julkiem w ramionach. Zawahała się przed kolejnym krokiem. Mogę się tylko domyślać, że powstrzymywał ją lęk przed byciem ocenianą.

Dzień dobry – powiedziała, a chłopiec od razu zareagował na jej głos.

Zapoznałem panie ze sobą przekazując Julka Poli. Poprosiłem, by czuła się jak u siebie, ekspresowo tłumacząc gdzie co jest. Wyciągnąłem mamę z mieszkania, żeby spokojnie odpowiedzieć na jej pytania. Znałem ten wyraz twarzy. Lekko nie będzie.

W drodze do restauracji opowiedziałem streszczoną wersję wydarzeń. Gdy czekaliśmy na dania odpowiedziałem na wszystkie pytania, a było ich niemało. Tak, jak się spodziewałem. Wracaliśmy w milczeniu. Nie byłem pewny czy to za sprawą trawienia informacji, jakie jej zaserwowałem, czy aromatów kateringu, który trzymała na kolanach. Zanim wysiedliśmy z auta zapytała o coś, czego się nie przewidziałem.

Przywiązałeś się do tego chłopca. Do rozprawy łączące was więzi nasilą się. Co zrobisz gdy odejdą, Teo? Co zrobisz, gdy już będzie po wszystkim?

Przemilczałem to pytanie. Rozprawa za cztery tygodnie. Będę miał czas, by przygotować się na każdą okoliczność. Mam czterdzieści lat. Potrafię chłodno spojrzeć na swoją sytuację.

Zjedliśmy wspólnie obiad, co dla mnie było całkiem nowym doświadczeniem i jakże innym od "rodzinnych" obiadów tylko z mamą i dziadkiem. Julek jak zwykle usmarował wszystko wokół siebie. Myśląc "wszystko", miałem na myśli Polę. Siedział u niej na kolanach, wiec całą sukienkę miała w sosie, we włosach poprzyklejane chrupki. Nie przeszkadzało jej to i w żaden sposób nie ujmowało urodzie. Wyglądała radośnie. Poczułem się nawet zazdrosny o te lepkie paluszki Julka na jej policzku.

Położę go – szepnąłem zauważywszy, że maluch zasnął – Będziesz mogła spokojnie zjeść.

Przytaknęła, a w oczach dostrzegłem coś więcej niż wdzięczność. Spokój. Gdy wróciłem do kuchni, moja mama otwierała wino. Spojrzałem na nią z wyrzutem.

Przecież jest co świętować – tłumaczyła – Napij się Teo. Wyglądasz na zestresowanego.

Nie mogę, obiecałem, że cie odwiozę.

Może i jestem stara, ale umiem zadzwonić po taksówkę. – Wyniosła kieliszki do salonu.

Dziękuję, choć muszę odmówić. – Pola była zawstydzona– Nie piję alkoholu.

Mama nie dała za wygraną i w końcu przekonała mojego gościa dobroczynnym działaniem wina. To kobieta, której się nie odmawia. Nawet wiedząc, że w aspekcie picia alkoholu nie ma sobie równych. Swoim metabolizmem promili zawstydza dziadka.

Dziewczyna niepewnie ujęła kieliszek, który jej napełniłem. Kolejny podałem mamie. Sobie nalałem po brzegi. Moja rodzicielka miała rację, byłem zestresowany i potrzebowałem odrobiny odprężenia, by zacząć zachowywać się normalnie przy Poli.

Za Julka. – Mama podniosła kieliszek.

Z uporem maniaka obserwowałem, jak Pola zaledwie dotknęła czerwonego nektaru ustami. Wydawało mi się, że czas wszedł na wolniejszy bieg, kiedy oblizywała wargi. Zareagowałem jak nastolatek. Z zażenowaniem przysunąłem się bliżej stołu chowając pod blatem namiot wstydu. Jakim cudem dostałem wzwodu w towarzystwie własnej matki? Psycholog potrzebny na cito!

 

___

A w rozdziale piątym: sromotnie, musujące, całusa, dyskretnie, nagi, oblizuje, żołądź, Robin Hood.

Kto zgadnie o czym będzie rozdział piąty dostanie ode mnie specjalną dedykację!

 

 

Oto Jadzia Gibson:

Kobieta z trzydziestką na karku i chaosem w głowie. Potrafi złapać kij za trzeci koniec, a jak życie daje jej cytrynę to wyciska z niej sprajta. Odkąd sama pisze, tworzy, zawsze jest zadowolona z zakończenia.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Wydaje mi się, że Teodor za szybko działa. Dziewczyna dopiero co wyszła z aresztu, a on już ją obmacuje i próbował pocałować. Ona jest sploszona, przerażona, potrzebuje spokoju. I Julka obok. Więc niech lepiej powstrzyma swoje zapędy ogiera, bo dziewczyna mu umknie niczym sploszona łania.
    Moim zdaniem w następnym rozdziale Teo będzie miał sen, gdzie Pola zrobi mu dobrze ustami. Ewentualnie nie wytrzyma ciśnienia i sam siebie zaspokoi. OGLĄDAJĄC ROBIN HOODA ?

    • Mnika G.
      | Odpowiedz

      Działa szybko bo wie o niej dużo i mylnie myśli, że ich kontakt może być intensywniejszy. Jeszcze pójdzie po rozum do głowy. 😉
      A co do prognoz następnego rozdziału: zonk.

  2. Babeczka
    | Odpowiedz

    Ja napiszę tylko, że jak by mnie Teoś bo wyjściu z ciupy zamiast zawieź do dziecka, zagnał do sklepu, a co więcej do fryzjera, to chyba bym drania zabiła :-))) Dobra, zakupy odzieżowe jeszcze bym przeżyła, ale wizytę u fryzjera już nie. Jako matka miałabym w nosie swój wygląd, nawet w ostatnich gaciach, byle do dziecka 😀

  3. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Teodor poniósł sromotną klęskę próbując ukryć namiot wstydu. Wino nie pomogło w odstresowaniu, więc wziął kąpiel z musującymi kulami kąpielowymi. Nie próbował więcej skraść Poli całusa, tylko ją dyskretnie obserwował. Miał kłopoty z zaśnięciem, a gdy wreszcie mu się to udało, to śniło mu się, że poszedł nagi na rozprawę sądową. Widząc, jak Pola oblizuje łyżeczkę po serku waniliowym postanowił, że się nie podda i zdobycie jej będzie jego celem długofalowym – dlatego też to właśnie żołądź pojawił się na tapecie jego laptopa. Uznał, że symbol mocy, wigoru, energii i spełniających się długofalowych celów jest lepszy niż fotka Michaela Praed’a jako Robin Hooda w sławetnym serialu:)
    Nie wydaje mi się, żeby picie przy Poli było dobrym pomysłem. Mamusia Teodora nie za bardzo mu się przysłużyła. Mam nadzieję, że Teodor się za bardzo nie wyluzuje i nie zrobi czegoś głupiego. Czegoś, co sprawi, że Pola zacznie go unikać. I wtedy żegnajcie spotkania z Juleczkiem. Teodor, trzymam za ciebie kciuki i radzę, żebyś wziął na wstrzymanie, bo romansowe historie to obecnie ostatnia rzecz, na jaką Pola miałaby ochotę. I trudno się jej dziwić. Inna sprawa, że miłość potrafi spłatać niezłego figla i przyjść w najmniej spodziewanym i chcianym momencie. Weź się chłopie w garść i bądź biednej dziewczynie wsparciem, a macanki i całusy schowaj wysoko w szafie.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Aż nie wiem co napisać. Tony!
      W przypadku jednego z wyrazów jesteś bardzo, bardzo, bardzo blisko. Nie powiem który to wyraz?
      Ale na pewno nie żołądź?
      Spłata figla im ta miłość, jeszcze niejednego.

      • Tony Porter
        |

        No to się, cholercia, nie popisałam:( Tylko jedno słowo, i to tylko w trzecim stopniu oddalenia:( Chlip, chlip… Nie dość, że Geralta zagra Henry Cavill, to jeszcze i to:( Na otarcie łez przydałaby się następna część przygód Teodora i Julka – może jeszcze w tym roku?:) Że tak nieśmiało zapytam:)

      • Monika G.
        |

        Kto zagra Geralta?
        Co za mendy! Nie było lepszych na kastingu?
        Jestem szczerze zawiedziona????
        Nie wiem czy nasze Motylice nie zaplanowały czegoś pikantniejszego na Sylwesterka niż moje flaczki ?
        W każdym razie, kolejna część Rany Julek! już czeka. Dziś dodam kilka słów wprowadzenia i dedykację.
        Także trzymaj się Tony cierpliwości. I Szczęścia w Nowym Roku!

      • Tony Porter
        |

        Myślę, że wiele osób zadaje to pytanie i że na pewno było sporo lepszych kandydatów. Do roli Yennefer również. Jakieś totalne nieporozumienie. Geralt się przewraca gdziekolwiek, w jakimkolwiek świecie, czy bycie równoległym jest. Przewraca ze śmiechu, oczywiście. Obawiam się, że Wiedźmin “po amerykańsku” będzie nie do strawienia. Fakt, że polska produkcja nie powala na kolana, ale Geralta mieliśmy jak się patrzy. Oj, podobizna pana Żebrowskiego w wersji platynowej, z blizną na twarzy długo gościła na monitorze mego komputera. Szał ciał i uprzęży.
        No sorry Winnetou, ale jakie “flaczki”?! Koleżanko Gibson, więcej szacunku dla własnej twórczości, poproszę! Pikanteria (erotyczna) nie bierze się z opisu ostrego rżniątka, tylko z atmosfery… zmysłowości… oczekiwania… zawieszonego pożądania… napięcia pomiędzy dwoma osobami… drżenia w oczekiwaniu na dotyk, pocałunek…
        I Tobie nawzajem wszelkiego dobrego – czasu dla siebie samej, grzecznych latorośli, namiętnego męża:)

  4. Mnika G.
    | Odpowiedz

    “nawet w ostatnich gaciach” hahaaaaa nic mi nie mów. Sama odwalałąm dwanaście potraw i cały katering na święta,więc na pranie zabrakło mi sił. Dosłownie piszę ten komentarz w ostatnich gaciach modląc się, by dziecki mi wstały dopiero jak przerzucę pranie do suszarki.
    Też zastanawiałam się czy dobrze wysyłać ich na zakupy od razy po areszcie, ale stwierdziłam,że Pola nabrała wystarczającego zaufania do Teo w kwestii opieki nad synem by wybaczyć ten krótki delay( w końcu nie kto inny jak on sam dwa dni wcześniej jej go przywiózł do aresztu). Chciała też zażyć odrobinę świata bo dwa miesiące widziała tylko celę. To i jeszcze moje wnerwiające dzieciaki przyczyniły się do pogłębienia mojej opinii, że ja to w ogóle chciałabym trafić do aresztu,żeby odpocząć. A nie sorry… do opinii, że Pola mogła wytrzymać tę godzinę dłużej bez Julka.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wiesz co… Masz rację! Powód dla mnie okazał się nagle baaardzooo zrozumiały ;-)))

  5. Anonim
    | Odpowiedz

    Lodzik przy szampanie podczas filmu Robin Hood faceci w rajtuzach??? 😀

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Ciekawa propozycja.
      Niestety daleka od nagrody

  6. Jaga
    | Odpowiedz

    Czy takich słodkich Juleczkó sprzedają w sklepach?
    Potrzebuje wabika na przystojnego pana prawnika.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      NIestety to towar limitowany. Można samemu wyhodować 😉

Napisz nam też coś :-)