Rany Julek! (V)

with 17 komentarzy

Rany Julek! (V)

Nowy Rok moi drodzy!

Życzę wam nocy spełnionych, snów rozbudzających wyobraźnię i głośnych OCHów i ACHów.

Babeczce, życzę dodatkowo śmiechu na tony, Mice jeszcze więcej smakowitych pomysłów, a Jo... Dla Ciebie Jo życzę prywatnego Jeremiego.

A Tobie Tony (bo najbliżej odgadnięcia akcji byłaś), żeby wszystkie numerki kojarzyły Ci się z "jednym", a bilans zawsze wychodził na Twoją korzyść. Oby faktury były na usługi zwolnione z VATu. Żeby książki przychodu / rozchodu drukowano z erotycznymi zdjęciami zainspirowanymi różnymi pozycjami numerycznymi. No i....żebyś się nie zmieniała, bo fajna babka jesteś.

P.S.

Jak bawiliście się w Sylwestra?


Rozdział piąty

Siedzieliśmy tak jeszcze godzinę dyskutując na różne tematy, choć większość z nich krążyła wokół Julka. W końcu bąbel obudził się i zaczął nawoływać mamę. Moja szanowna rodzicielka pożegnała się i popędziła do windy. Nie dała się nawet odprowadzić do taksówki. Zostawiła mnie samego. Zrobiła to specjalnie. Co prawda, wyżebrałem odrobinę sam na sam na zakupach, ale moja taktyka była zbyt chaotyczna i bardziej zaszkodziła niż pomogła. Teraz miałem wątpliwości: czy ja czasem nie strzelam sobie w kolano?

Postanowiłem zachowywać się tak, jak zwykle. W końcu to moje mieszkanie. Włączyłem laptopa i nadrabiałem zaległości korespondencyjne. Przebrany Julek właśnie raczkował w moją stronę.

Posadziłem uciekiniera w basenie z chrupkami i poszedłem do sypialni. Poli nie było. Drzwi do łazienki były uchylone, więc pozwoliłem sobie wejść.

Potrzebujesz czegoś?

Nie, dziękuję. Poradzę sobie. – Zapierała właśnie sukienkę.

Zapomniałem o ubraniach! – Klepnąłem się w policzek. – Zaraz przyniosę z auta. W szafie jest dużo miejsca, bez problemu się zmieścimy. Nie pomyślałem tylko o kosmetykach.

Myślałam, że wrócimy do domu babci. – Spojrzała na mnie bez zrozumienia.

Twoi teściowe bywają tam codziennie. Polują na Julka. Lepiej byście do rozprawy pozostali tu.

Nie jestem pewna czy to dobry pomysł.

Ale ja jestem pewien. Oddam ci sypialnię. Pola, nie musisz obawiać się niczego z mojej strony.

Skłamałem sromotnie. Myśli miałem co najmniej niepokojące. Nie wiem, co bardziej mnie podniecało, że jestem jej wybawcą, czy to, że ona nie leci na mnie, jak ćma na żarówkę.

Zadzwoniłem do pani Basi i podałem telefon Poli. Niech porozmawiają ze sobą, ja tymczasem, przespaceruję się do pobliskiej drogerii i zaopatrzę łazienkę. Chciałem, by Poli niczego nie brakowało. Wystarczy jej zmartwień. Nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, pozostanie mi poczucie satysfakcji.

Całe szczęście, zaliczam się do raczej przystojnych. Poprosiłem ekspedientkę o pomoc oczarowując ją urokiem osobistym. Namówiła mnie na wiele niepotrzebnych rzeczy, choć może musujące kule do kąpieli faktycznie są na liście kobiecych niezbędników. Szampony, odżywki, kremy, balsamy. Wszystko eco i nietestowane na zwierzętach. Bez "sratepenów" i czegoś tam jeszcze. Poddałem. Zapłaciłem i nadal nie byłem pewien czy mam wszystko, czego Pola potrzebuje. Dlaczego tak się tym przejąłem? Cholera!

Po godzinie wpychałem się do windy z pakunkami. Byłem z siebie dumny. Kupiłem nawet szampon dla Julka. Taki, który nie szczypie w oczy. Dobrze, przyznaję się, kupiłem dwa. Jeśli to prawda, że nie szczypie w oczy, to sam będę używał. Zrobiłem również zakupy na kolację, jak rasowy dorosły.

W mieszkaniu było głośno. W telewizorni MTV odtwarzało top listę hitów stulecia. Pola podrygiwała z Julkiem na rękach. Nie wiedziała, że wróciłem. Niezauważony poszedłem do kuchni zostawić siatki ze spożywką.

Ta, ta, ta, ta, ta, ta.

Przed Julkiem nic się nie ukryje, na pewno nie ja. Pola dopadła pilota i wyciszyła muzykę. Julkowe nawoływanie wprawiło ją w zakłopotanie.

Przepraszam – mówiła, a cherubinek wiercił się na jej rękach, prosząc, bym go wziął.

Podszedłem do nich ucałować malca. Pomyśleć, że jeszcze kilka tygodni temu unikałem dzieci jak ognia. Biorę poprawkę na to, że znałem tylko córki Emila, a on też ich unika. Na własną obronę dodam, że raz przyszedł do pracy z pomalowanymi paznokciami. Nie chcę sprawdzać jak wyglądałyby moje. Z Julkiem jest inaczej. Może dlatego, że ma fujarkę i podziela moje zainteresowanie Polą.

Cieszę się, że czujesz się swobodnie. – Julek przylgnął do mnie. – Pani Basia jutro przyjedzie, tak?

Tak.

Patrzyła na mnie, a dokładniej wpatrywała się. Poczułem się nieswojo.

Mam coś na brodzie? Julek mnie obślinił?

Nie – westchnęła. – Nie. Po prostu…

Pocałowała mnie w brodę stając na palcach.

Oj, Pola! – Odsunąłem ją od siebie. – Nie rób tego, jeśli kieruje tobą jedynie wdzięczność.

Zawstydziła się, tak myślę, bo nie podejrzewam, by dostała wypieków od takiego kumpelskiego całusa. Przygarnąłem to chudzielcze ciałko i przytuliłem.

Musisz się lepiej odżywiać.

Położyłem dłoń na jej plecach. Czułem, jaka jest spięta. Czułem piersi dociskane do mnie z każdym wdechem. Czułem zapach skóry. Zaraz, zaraz! Teraz mi nie stanął? A to przy matce, to co to niby było? Psycholog potrzebny na cito.

Julek wkręcał palce we włosy Poli i ślinił.

Znów jesteś głodny syneczku?

Na stole są siatki z zakupami. Na pewno znajdziecie coś dla siebie.

Nie zjesz z nami?

Popracuję chwilę.

Tak naprawdę to chciałem schować się w odosobnieniu. Usunąć się w cień i dyskretnie umówić wizytę u lekarza.

***

Wpatrywałem się w maila od klienta. Od czterech godzin negocjuję dla niego rozwód, a on teraz zmienia zdanie. Trzasnąłem laptopem. Dopiero teraz zauważyłem, że nie byłem sam. Pola zbierała zabawki Julka, a gdy sprawiłem, że ekran pękł po całej długości, Pola zerwała się z kolan gubiąc zabawki. Wystraszyłem ją. Jest lękliwa, jak dzika sarna. Czy wobec tego ja jestem myśliwym?

Nie chciałam ci przeszkadzać.

Widziałem, jak jej klatka piersiowa unosi się i opada przy każdym oddechu. Oczy znów biły przerażeniem.

Pola to nie ty, to… – tłumaczyłem się – Jeden z moich klientów doprowadza mnie do szału. Nie musisz zbierać zabawek, nie przeszkadzają mi.

Przytaknęła porozumiewawczo, nim zniknęła w kuchni. Przygotowałem sobie poduszkę i koc. Dobrze, że mam olbrzymią i wygodną sofę. Pozbyłem się garnituru na rzecz wygodnych, sportowych spodni. Gdy wróciłem na kanapę, Pola czekała na mnie.

Zrobiłam ci kolację. Byłeś zbyt zajęty, by pamiętać o jedzeniu.

Unika patrzenia w moim kierunku, czyżby nagi tors ją peszył? Przeanalizowałem rumieniec. A i owszem! Nie byle jaki ten tors. Moja wyćwiczona klata robiła wrażenie nawet na mnie samym. Głód obudził się we mnie i niczym wilk węszył przy talerzu z cud kanapkami.

Dziękuję. Wygląda apetycznie. – Produkcja śliny mi się wzmogła.

Smacznego – uśmiechnęła się.

Gdybym mógł, zatrzymałbym ten uśmiech tylko dla siebie. Zamarłem wpatrzony w jej usta skryte za parującą herbatą. Siedziałem z kanapką przystawioną do policzka i obserwowałem, jak ostrożnie upija łyk naparu, jak subtelnie oblizuje usta, jak wargi przybierają okrągły kształt tłocząc powietrze, by wystudzić płyn. Zastanowiło mnie, czy wyglądałyby równie pięknie obejmując żołądź mojego dębu? Czuję puchnące ciepło w spodniach. Aha! Wzwód jest, matki nie ma. Dla pewności rozejrzałem się. Wszystko ok, psychologa można odwołać.

Królestwo za twe myśli – zażartowała.

Mnie nie było do śmiechu. Wrzuciłem na kolana poduszkę i szybko wgryzłem się w kanapkę. Chyba nie oczekuje, że będę mówił z pełnymi ustami.

- Peeee pyyyyy sne – wysylabizowałem przeżuwając.

Moja rodzicielka nie byłaby ze mnie dumna, Poli to nie przeszkadzało.

Cieszę się, że ci smakuje. Chciałabym porozmawiać.

Masz tydzień wolnego, zanim zaczniemy przygotowania do rozprawy, więc nie myśl o tym teraz. Potem będzie nerwowo i stresująco. Zapewniam.

Nie o to mi chodziło, Teodorze.

Wiec o co?

Sięgnąłem po kolejną kanapkę, by mieć wymówkę i nie kontynuować tej rozmowy. Pola przeczuwała, że zamierzam się zapchać unikając odpowiedzi, przysunęła talerz bliżej siebie nim złapałem te kulinarne dzieła sztuki.

Czuję się źle otrzymując taką pomoc od ciebie i nie mogąc…

Pola, nie musisz mi się odwdzięczać. Zapewniam cię, że zainteresował mnie twój przypadek. Nie pozwoliłbym, żebyś trafiła do więzienia tylko dlatego, że broniłaś życia swojego i Julka. Dzięki temu, że ci pomagam, czuję się trochę jak… – zamyśliłem się. – Jak Robin Hood. No i Julek. Julek oczarował mnie od samego początku, jeszcze zanim dowiedziałem się, że jego mama ma problemy. To dzieciak-marzenie. Prześliczny, zabawny, radosny i... produktywny. – Przypomniałem sobie fekaliowy epizod.

Daj mi te kanapki kobieto, zanim znów palnę coś w stylu pary i czołgu, pomyślałem.

Masz bardzo fajną mamę.

Tak?

Nie przepadam za poznawaniem nowych osób, a kiedy powiedziałeś, że Julek z nią został, byłam przerażona. Bałam się z nią spotkać, bałam się, że będzie mnie oceniać.

Możesz mi wierzyć, że mama nie należy do ludzi przyklejających łaty innym.

Teraz wiem i cieszę się, że ją poznałam.

Znów zapanowała niezręczna cisza. Pochłonąłem w trybie ekspresowym dwie kanapki, by obowiązek wyboru tematu nie spadł na mnie.

Wiesz o mnie wszystko. Jeśli mamy się znosić nawzajem pod jednym dachem powiedz mi coś o sobie.

No i chuj bombki strzelił. Nie chciałem opisywać swoich licznych romansów, kariery i dziwacznej rodziny z dziadkiem erotomanem na czele.

Wcale nie wiem wszystkiego – zaprotestowałem, by zbić ją z tropu.

Kłamiesz! Mój zawód?

– Fizjoterapeutka – wyrwało mi się, co więcej, byłem zadowolony, że znam odpowiedź.

Rodzice?

Jagoda i Robert, nie żyją. Przykro mi.

Co robiłam na studiach?

Pracowałaś jako pilot wycieczek.

Ile mam lat?

Zawsze, gdy trzeba było określić wiek kobiety, zapalała mi się w głowie czerwona lampka. Tutaj znałem odpowiedź, znałem dokładnie dzień, miesiąc i rok jej urodzenia. Wiek ten nie pasował do Poli.

Zachowujesz się jak dojrzała kobieta, wyglądasz jak nastolatka, ale tak naprawdę masz dwadzieścia osiem lat.

Wyglądam jak nastolatka? – Nie kryła zaskoczenia moją odpowiedzią.

Jesteś patyczakiem. Może jak cię podkarmię, to nabierzesz kształtów.

Zamilkła. Podniosłem do jej ust kanapkę.

Zacznę od teraz.

Posłusznie wgryzła się, a widok ten uniósł poduszkę spoczywającą na moich kolanach. Zdecydowanie obędę się bez psychologa.

***

Emil "wydzwonił" mnie z samego rana. Zapomniałem o comiesięcznym spotkaniu wspólników. Szybki prysznic, włożyć gajer i już za pół godziny będę w drodze do biura.

Włożyłem garnitur, po czym nogi kierowane sygnałami z żołądka poniosły mnie do kuchni. Miałem nadzieję napić się kawy z ekspresu, który nastawiłem, nim wszedłem pod prysznic. Ku mojemu zaskoczeniu czekało na mnie śniadanie. Aromatyczny omlet z ziołami i kawa! Poli nie widziałem. Dostrzegłem jednak, że drzwi balkonowe są uchylone. Ugryzłem kawałek omletu i wystawiłem głowę na słoneczne poniewieranie. O mały włos bym się udławił. Pola w mojej koszuli podlewała zielsko w doniczkach.

Dzień dobry – przywitałem się świszcząc i kaszląc.

Przepraszam, nie miałam w czym spać, więc pożyczyłam twoją…

Piżama. No tak, zapomniałem o piżamie.

Zapanowała niezręczna cisza. Stałem w progu, więc Pola nie mogła wejść do domu. Ja nie mogłem ruszyć się, gdyż byłem oczarowany jej nogami i roztrzepanymi włosami, które teraz dodatkowo szarpał wiatr. Chwilo trwaj — mógłby rzec niejeden poeta.

Masz tu sporo ziół. – Jej słowa wyrwały mnie ze stanu hipnozy.

Tak?

Pełen zestaw. Nie wiem, po co kupujesz suszone w paczkach skoro masz takie bogactwo na balkonie.

Nie wiedziałem. Dziękuję za śniadanie.

Nie ma za co, smacznego.

Nie musisz mi gotować.

– Usłyszałam, że się spieszysz i pomyślałam, że nie zdążysz sam sobie nic przygotować więc...

Dziękuję – uciąłem jej tłumaczenia.

Gdyby nie Julek tkwilibyśmy na tym balkonie w nieskończoność. Pola poszła zająć się synem, a ja dokończyłem śniadanie.

W kancelarii sajgon. Jeden z naszych klientów chce pozwać kancelarię za to, że przegraliśmy jego sprawę. Pracowaliśmy w pięciu. Znaliśmy się od studiów i jeden za drugiego poszedłby w ogień. Opracowaliśmy linię obrony, po czym każdy zajął się swoimi sprawami. Najpierw papierki w biurze, potem lunch z klientem. Jeszcze wizyta w sądzie, by złożyć kilka pozwów i sprawdzić jakiego sędziego przydzielono Poli. Około piętnastej odetchnąłem. Mogłem wrócić do domu. Zazwyczaj pojechałbym na siłownię, czy spotkał się z kumplem. Teraz jedyne czego pragnąłem, to wrócić do Julka i Poli.

W moim mieszkaniu czekała na mnie niespodzianka.

_____________

Słowa klucze do odgadnięcia rozdziału szóstego: prezerwatywy, sprawny, rozpiąłem, erotoman, zbereźności, biustu, tyłeczek, penis, problem.

To która wróżka jest w stanie przewidzieć, co wydarzy się w kolejnym rozdziale? Do wygrania dedykacja!

Oto Jadzia Gibson:

Kobieta z trzydziestką na karku i chaosem w głowie. Potrafi złapać kij za trzeci koniec, a jak życie daje jej cytrynę to wyciska z niej sprajta. Odkąd sama pisze, tworzy, zawsze jest zadowolona z zakończenia.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jakaż miła niespodzianka wieczorową porą przy tak niemiłej pogodzie:) Dedykacja miodzio, pięknie dziekuję:) Mnie wszystko – nie tylko numerki – kojarzy się monotematycznie, księgowość mocno skomputeryzowana jest i żadnych pięknych widoków nie podsyła, więc muszę się ratować kalendarzami zrobionymi wedle własnego pomysłu:) Jak kiedyś w pracy obwiesiłam WC kartkami z kalendarza z ubiegłego roku, to wszystkie koleżanki zaczęły mieć problemy z pęcherzem i odwiedzały WC z częstotliwością zdecydowanie ponad normę:) Zmieniać się nie zamierzam – przecież lepsza nie będę:) W Sylwestra bawiłam się świetnie – bąbelki były odpowiednio schłodzone i pół wytrawne, sąsiad wykosztował się na bajeczne fajerwerki, pies warował przy mnie jakby był tresowany, nie obarczałam się noworocznymi postanowieniami.
    A co do opowiadania: Teodor próbuje się jakoś ogarnąć i odnaleźć w nowej rzeczywistości – mieszka z kobietą i dzieckiem, Pola jest zagubiona, ale stara się złapać równowagę, a Julek jest szczęśliwy. Słowa-klucze sugerują, że pojawi się dziadek Edward:) He, he, czyżby to on był tą niespodzianką? Czy też obiad na stole? A może Emil z córeczkami? Byleby nie teściowie Poli.
    Mocno jestem ciekawa kogo strzała Amora dosięgnie – obosiecznie, mam nadzieję:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Dziadek nie byłby sobą, gdyby co jakiś czas nie przyniósł wstydu rodzinie?

      Cieszę się, że dedykacja przypadła do gustu.

      Moge dowiedzieć się, które miesiace z lazienkowego kalendarza miały największe rwanie? Ja kiedys chorowalam na kalendarz z takimi sexy strażakami. Jakk w końcu go kupilam, powiesilam w kuchni. Bóg mi swiadkiem, ze nie raz, i nie dwa, myślałam by obiad przypalić z całą kuchnią…. Żeby mnie taki “lipiec” ratował???.
      Tony, masz ty kobito kalendarz na ten rok?

      • Tony Porter
        |

        O ile dobrze pamiętam, to największą popularnością cieszyły się miesiące wiosenne – “kwiecień” i “maj” – zdecydowanie budziły do życia, oraz “październik” – oj, był niczym piękna, złota, polska jesień:) Ten kalendarz był gotowcem kupionym w sklepie – piękne, biało-czarne męskie akty. W tym roku zaniedbałam się haniebnie, bo nawet kalendarza na biurko sobie nie zrobiłam, ale mój ulubiony “model” mocno skąpy w sesjach fotograficznych i rolach filmowych się zrobił i zbrakło mi natchnienia:(

      • Monika G.
        |

        A kim jest ten twój model?
        Jak masz ochotę na PanaStycznia to możesz ściągnąć z mojego dysku:
        https://drive.google.com/file/d/1_PpCGmJJNYXqSQITSYyRlXYePPbCS94U/view?usp=sharing

      • Tony Porter
        |

        Mym kalendarzowym muzem jest Rysiek Armitage. On sam we własnej osobie i jego filmowe wcielenia – szczególnie sierżant John Porter, który sporo w mym życiu namieszał:) Na dobre, oczywiście:)
        https://www.youtube.com/watch?v=pm-muBOH38I
        Podoba mi się żylastość Pana Stycznia, ale to jednak nie mój typ. No i mój wzrok padł dzisiaj na wystawę sklepu papierniczego i mnie przystopowało:
        https://ecsmedia.pl/c/kalendarz-scienny-2019-konie-w-obiektywie-w-iext53132419.jpg
        Ale tylko na chwilę i kalendarz nabyłam. Oto styczeń:
        http://www.lucrum.pl/kalendarze-foto/kalendarze-reklamowe/konie-w-obiektywie-1.jpg
        Myślę, że Rysiek nie miałby do mnie żalu, bo kocha konie:)

      • Tony Porter
        |

        Nie wiem co robię nie tak, ale od czasu do czasu mój komentarz się dodaje…. a potem go nie ma. Szlag by pocelował. Piszę to na wypadek, gdyby nagle komentarz wyszedł z ukrycia i były dwa:)
        Moim kalendarzowym (i nie tylko) Muzem jest Rysiek Armitage. W osobie własnej i postaci, które wykreował, a szczególnie sierżanta Johna Portera, którego darzę silnym uczuciem i którym nieźle w mym życiu namieszał.
        https://www.youtube.com/watch?v=pm-muBOH38I
        Podoba mi się żylastość Pana Stycznia, ale to jednak nie do końca mój typ. Jest trochę za młody:)
        Jednakże nie pozostanę w tym roku bez kalendarza, bo mijając sklep papierniczy ujrzałam to:
        https://ecsmedia.pl/c/kalendarz-scienny-2019-konie-w-obiektywie-w-iext53132419.jpg
        Nigdy nie miałam kalendarza z końmi, ale lubię oglądać zdjęcia i filmiki. W styczniu rządzą te dwa cuda:
        http://www.lucrum.pl/kalendarze-foto/kalendarze-reklamowe/konie-w-obiektywie-1.jpg
        Myślę, że Rysiek nie miałby mi tego za złe, bo sam kocha konie:)

      • Babeczka
        |

        Jak dajesz przekierowania w treści, to komentarz trafia do akceptacji 🙂 Dlatego z poślizgiem, bo zależy czy któraś z nas wejdzie na stronę i kliknie zaakceptuj 😀

      • Tony Porter
        |

        Aaacha! Słusznie. To bardzo proszę Motylowe Panie o usunięcie jednego z komentarzy:) Nie lubię się powtarzać:)

      • Monika G.
        |

        Przepraszam cie Tony, że musiałaś czekać na akceptację. Zrobiłam dochodzenie i odkryłam, że maile z prośbą o akceptacje wpadają mi do spamu.
        Najwyraźniej tam też musze zaglądać?
        Choć nie chce. Dorabialam kiedyś wypełniając ankiety i niestety firma sprzedała mojego maila chyba wszystkim swoim kontrahentom bo nagle, doslownie z dnia na dzień zaczeto mnie obsypywać spamem ?
        Najpierw czytałam dla beki te przedłużacze penisow i tabletki na libido. Potem zrobilo sie z tego 99 wiadomosci dziennie!
        A najgorsze jest to, ze nie moge ich odsubskrybowac bo wymagaja pisemnego wyslania rezygnacji zwykla poczta (co za Uje).
        No nic.
        Co do Ryszarda A. to aż zerknęłam upewniając się o kogo chodzi bo jedyny Rysiek jakiego kojarze to ten z Klanu.?
        A on nie skończył dobrze z tego co pamiętam?

        W kwestii kalendarza, bo zamierzam kontynuowac: nie mam 12 zdj ktore by mi odpowiadaly do miesiecy wiec bede musiala skorzystac z ciała mego ślubnego. Ciekawa jestem czy zgadniecie którym miesiącem będzie…hahaha. Tak się trochę pochwalę swoim ogierem wyscigowym.
        Żeby sie tylko nie dowiedział bo znowu mu ego urośnie w prestiż?
        Z szacunkowym pozdrowieniem.
        Ja

      • Tony Porter
        |

        Ależ nie ma za co. Byłam pewna, że to ja coś schrzaniłam. Teraz już wiem, że jak załączam jakieś linki, to mam grzecznie poczekać. Uje, rzeczywiście, i to do kwadratu.
        Ryśka z “Klanu” za bardzo nie kojarzę, ale jego koniec to akurat pamiętam – byłam wtedy na siłowni i jakieś laski ubłagały właścicielkę, żeby przełączyła na “Klan”, bo w tym odcinku Rysiek ma dokonać żywota. Niepojęte. Jakoś straciłam zapał do ćwiczenia.
        “Mojego” Ryśka kojarzę bardzo dobrze i nawet widziałam go w realu. Na deskach teatru w Londynie. Szał ciał i uprzęży.
        He, he, myślę, że małżonek nie ma nic przeciwko korzystaniu przez Ciebie z jego ciała:) Pochwal się, pochwal. Mężowi, chyba rzeczywiście lepiej nie mów, bo jak sobie pomyśli, że jego zdjęcia mogą wisieć w wielu domach i wiele kobiet napawa się widokiem jego ciała, to ego mu poszybuje, hen, hen:)

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Trochę nie rozumiem tego momentu, kiedy Pola pocałowała go w brodę. Niby chce trzymać go na dystans, ale robi coś takiego. Coś mi się wydaje, że Teodor nie będzie chciał się długo powstrzymywać przed pragnieniami do niej. Zwłaszcza widząc ją w swojej koszuli na balkonie.
    Jeśli mowa o kolejnym rozdziale, to również wnioskuje, że może się dziadunio pojawi. Znajdzie prezerwatywy w szufladzie Teo i spyta, czy to zakłada się na penisa. Teo odpowie mu, że dziadek to stary erotoman i że opowiada zbereźności 😀 Dziadzio na to, że dawno nie widział prawdziwego biustu i że marzy mu się okrągły tyłeczek, więc Teo, że dziadunio ma problem 😛 Dobra ze mnie wróżka, prawda? Nic, tylko dać mi szklaną kulę…

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Zapomniałam podziękować za dedykację. Jeremy, Jeremy, gdzie jesteś? Hop, hop…

      • Monika G.
        |

        Zapomniałam ci napisać, ze jesteś bardzo blisko odgadnięcia akcji kolejnej części

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Pola czuje wdzięczność i nie za bardzo wie jak ją wyrazić. W końcu sparzyła sie już raz.
      Do tej pory nie miała obok siebie mężczyzny-opiekuna tylko męża-kata.
      Uczy się na nowo mechanizmu relacji damsko – męskich.
      Cieszę się, że to zauważyłaś. Postaram się mieć na uwadze, ze nie każdy zna postacie na wylot tak jak ja. Będę dawać trochę więcej backgroundu narracyjnego.

  3. Olka
    | Odpowiedz

    Zagadka pasuje mi na jakieś zberezne fantazje, tylko po co w fantazjach prezerwatywy? Moze Teo na wszelki wypadek kupi paczuszkę? 😉

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      To raczej będzie utrata niż nabycie. Ale kombinuj dalej ?

    • Nela
      | Odpowiedz

      Jednych jarają stopy, innych prezerwatywy. ha, ha

Napisz nam też coś :-)