Rany Julek! (V)

with 20 komentarzy

Rany Julek! (V)

Moi drodzy!

Życzę wam nocy spełnionych, snów rozbudzających wyobraźnię i głośnych OCHów i ACHów.

Babeczce, życzę dodatkowo śmiechu na tony, Mice jeszcze więcej smakowitych pomysłów, a Jo... Dla Ciebie Jo życzę prywatnego Jeremiego.

A Tobie Tony (bo najbliżej odgadnięcia akcji byłaś), żeby wszystkie numerki kojarzyły Ci się z "jednym", a bilans zawsze wychodził na Twoją korzyść. Oby faktury były na usługi zwolnione z VATu. Żeby książki przychodu / rozchodu drukowano z erotycznymi zdjęciami zainspirowanymi różnymi pozycjami numerycznymi. No i....żebyś się nie zmieniała, bo fajna babka jesteś.


Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

 

część piąta

Siedzimy i dyskutujemy na różne tematy, choć większość z nich krąży wokół Julka. Ja nie za bardzo uczestniczę w tej wymianie zdań, raczej patrzę po kątach, żeby nie dostarczyć fallicznemu więcej bodźców. Dobrze, że umiem zachować pokerową twarz.

W końcu bąbel budzi się i nawołuje mamę. Pola od razu biegnie do niego.

Moja szanowna rodzicielka wykorzystuje okazję, żegna się lakonicznie, po czym biegnie do windy. Nie pozwala się nawet odprowadzić do taksówki! Zostaję sam. Nie całkiem, bo mam przecież w domu dwoje lokatorów.  Nie jestem tylko pewien, czy… Czy ja sobie nie strzelam czasem w kolano?

Nie! Po prostu pomagam. Będę zachowywał się normalnie, jak zwykle, jak zawsze! W końcu to moje mieszkanie. Włączam laptopa i nadrabiam zaległości korespondencyjne. Przebrany Julek właśnie raczkuje w moją stronę. W uśmiechu błyszczą dwie jedynki, a wzrokiem namierza w co je wbije. Sadzam łobuza w basenie z piłeczkami, dorzucam mu gumowego krokodyla i idę do sypialni. Nie zastaję tam Poli. Drzwi do łazienki są uchylone, więc pozwalam sobie zajrzeć.

– Potrzebujesz czegoś? – pytam wcisnąwszy głowę między drzwi a futrynę.

– Nie, dziękuję. Poradzę sobie. – Uśmiecha się do mnie i wraca do zapierania sukienki.

– Zapomniałem o ubraniach! Przepraszam. – Teatralnie wymierzam sobie policzek, co rozbawia Polę. – Zaraz przyniosę z auta. W szafie jest dużo miejsca, bez problemu się zmieścimy. Nie pomyślałem tylko o kosmetykach. Potrzebujesz czegoś konkretnego?

– Myślałam, że wrócimy do domu babci. – Spogląda na mnie bez zrozumienia. – Twoja mama przecież jedzie w tamtym kierunku...

– Widzisz… – zaczynam niepewnie. – Moja mama już pojechała. Byłaś zajęta Julkiem, więc kazała mi przekazać, że miło spędziła z tobą czas i… Pola, jest coś o czym ci nie powiedziałem. – Zbladła od razu, więc zmieniam taktykę. – To nic poważnego! Możesz być spokojna o Julka.

– O Julka? 

Widzę jej zmartwienie. Podchodzę bliżej, ale zachowuję dystans. Robię to bardziej dla niej iż dla siebie. 

– Po prostu nie możesz pojechać do babci, bo twoi teściowie bywają tam codziennie. Polują na Julka. Lepiej, byście do rozprawy pozostali tu, u mnie.

– Nie jestem pewna czy to dobry pomysł. Nie!Teodorze, ja jestem pewna, że to zły pomysł.

– Nie jest! – Wymierzam w nią palec. Moje pomysły są genialne! –  Oddam ci sypialnię. Pola, nie musisz obawiać się niczego z mojej strony.

Skłamałem sromotnie. Myśli mam co najmniej niepokojące. Nie wiem, co bardziej mnie podnieca: że jestem jej wybawcą, czy to, że ona nie leci na mnie, jak ćma na żarówkę?

Dzwonię do pani Basi i podaję telefon Poli. Niech porozmawiają ze sobą, ja tymczasem, przespaceruję się do pobliskiej drogerii. Nie pomyślałem o zaopatrzeniu łazienki. Chcę, by Poli niczego nie brakowało. Wystarczy jej zmartwień. Nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie… Znaczy… Nawet jeśli między nami nic się nie wydarzy, pozostanie mi poczucie satysfakcji.

Całe szczęście, zaliczam się do raczej przystojnych. Proszę ekspedientkę o pomoc, oczarowując ją urokiem osobistym. Ona jednak zna więcej sztuczek. Namawia mnie na wiele niepotrzebnych rzeczy, choć może musujące kule do kąpieli faktycznie są na liście kobiecych niezbędników. Szampony, odżywki, kremy, balsamy. Wszystko eco i nietestowane na zwierzętach. Bez "sratepenów" i czegoś tam jeszcze. Poddaję się już w pierwszej minucie wykładu o składnikach chemicznych, a swoją ignorancję maskuję przytakiwaniem. W końcu płacę. Płacę i nadal nie jestem pewien czy mam wszystko, czego Pola potrzebuje. Dlaczego tak się tym przejmuję? Cholera!

Po godzinie wpycham się do windy z pakunkami. Jestem z siebie dumny. Kupiłem nawet szampon dla Julka. Taki, który nie szczypie w oczy! Co za technologia! Dobrze, przyznaję się, kupiłem dwa. Jeśli to prawda, że nie szczypie w oczy, to sam będę używał. Nic nie psuje relaksującego prysznica bardziej niż piana wyżerająca oko niczym kwas. Zrobiłem również zakupy na kolację jak rasowy dorosły. Coś czuję, że upadną przeze mnie dwie pobliskie restauracje, jeśli nie wrócę do starego trybu życia.

W mieszkaniu jest głośno. MTV na ekranie odtwarza top listę hitów stulecia. Pola podryguje z Julkiem na rękach. Nie widzi mnie. Niezauważony idę do kuchni zostawić siatki ze spożywką.

– Ta, ta, ta, ta, ta, ta.

Przed Julkiem nic się nie ukryje, na pewno nie ja. Pola dopada pilota i wycisza muzykę. Julkowe nawoływanie wprawiło ją w zakłopotanie.

– Przepraszam – mówi, a cherubinek wierci się na jej rękach, prosząc, bym go wziął.

Podchodzę do nich ucałować malca. Pomyśleć, że jeszcze kilka tygodni temu unikałem dzieci jak ognia. Biorę poprawkę na to, że znałem tylko córki Emila, a on też ich unika jak pies petardy w sylwestra. Na własną obronę dodam, że raz przyszedł do pracy z cieniem na powiekach. Nawet nie wiedział kiedy go dopadły! Nie chcę sprawdzać jak wyglądałyby moje oczy. Z Julkiem jest inaczej. Może dlatego, że ma fujarkę i podziela moje zainteresowanie Polą.

 – Pani Basia przyjedzie jutro, tak? – pytam i przejmuję chłopca.

– Tak.

Pola patrzy na mnie, a dokładniej wpatruje się. Nieswojo mi.

– Mam coś na brodzie? Julek mnie obślinił?

– Nie. – Łapie głębszy oddech. – Nie. Po prostu… – Staje na palcach i całuje mnie w policzek. 

– Oj, Pola! – Odsuwam się nieznacznie. – Nie rób tego, nie z wdzięczności.

Zawstydziła się, tak myślę, bo nie podejrzewam, by dostała wypieków od takiego kumpelskiego całusa. Nie zawstydziła! Ona powstrzymuje łzy! Znowu powiedziałem coś nie tak?

– Przepraszam, ja po prostu nie wiem, jak mam się zachować wobec ciebie. Ja… Czego ode mnie chcesz, Teodorze? Podaj mi cenę twojej pomocy.

No i rozpłakała się, a wraz z nią Julek puścił wodospad łez. Kołyszę cherubinkiem i jakoś tak z automatu przytulam również Polę. 

– Chcę tylko, żebyście zostali tu do rozprawy. Odrobina zaufania też nie zaszkodzi. Poza tym możesz mnie ignorować.

Z uśmiechem dodającym otuchy ścieram łzę, która ucieka po policzku, a Pola odwzajemnia mój uśmiech. Znów kładę dłoń na jej plecach. Pod palcami czuję, jaka jest spięta. Czuję też piersi dociskane do mnie z każdym wdechem, czuję zapach skóry. Zaraz, zaraz! Teraz mi nie stanął? A to przy matce, to co to niby było? Psycholog potrzebny! I to już!

Julek przyssał się do mojego policzka jak pijawka.

– Znów jesteś głodny, syneczku? 

– Na stole są siatki z zakupami. Na pewno znajdziecie coś dla siebie. – Oddaję cherubinka.

– Nie zjesz z nami?

– Popracuję chwilę.

Tak naprawdę to chcę schować się w odosobnieniu, usunąć się w cień i dyskretnie umówić wizytę u lekarza. Coś jest nie tak z fallicznym. 

Wpatruję się w maila od klienta. Od czterech godzin elektronicznie negocjuję z kolegą po fachu rozwód dla tego uzależnionego od hazardu debila, a on nagle zmienił zdanie! Wczoraj omalże rozjechał swoją żonę na parkingu pod kancelarią, dziś kocha ją miłością świętą! Jak to możliwe? Zamykam laptopa z rozmachem. Trzask pękającej matrycy wywołuje ruch po mojej prawej, co czujne oko wyłapuje kątem. Dopiero teraz zauważam, że nie jestem sam – Pola zbierała zabawki. Wystraszyłem ją! Jest lękliwa jak dzika sarna. Czy wobec tego ja jestem myśliwym?

– Nie chciałam ci przeszkadzać, przepraszam.

Widzę, jak jej klatka piersiowa unosi się i opada przy każdym oddechu. Oczy znów biją przerażeniem.

– Pola, to nie ty, to… – tłumaczę się. – Jeden z moich klientów doprowadza mnie do szału. Nie musisz zbierać zabawek, nie przeszkadzają mi. A Julcio? Julcio śpi?

Dziewczyna przytakuje, po czym znika w kuchni. Przygotowuję sobie poduszkę i koc. Dobrze, że mam olbrzymią sofę, będzie mi wygodnie biwakować w salonie. Pozbywam się garnituru na rzecz praktycznych, sportowych spodni. Gdy wracam na kanapę, Pola już na mnie czeka.

– Zrobiłam ci kolację. Byłeś zbyt zajęty, by pamiętać o jedzeniu.

A to coś nowego! Kobieta inna niż moja matka troszczy się o mój żołądek.

Pola unika patrzenia w moim kierunku, czyżby nagi tors ją peszył? Przeanalizowałem rumieniec. A i owszem! Nie byle jaki ten tors. Moja wyćwiczona klata robi wrażenie nawet na mnie samym.

Budzi się we mnie głód i niczym wilk węszy przy talerzu z cud kanapkami, które Pola właśnie postawiła przed moim nosem.

– Dziękuję. Wygląda apetycznie. – Ślinianki wzmogły produkcję śliny, więc przełykam po każdym słowie.

– Smacznego. – Uśmiecha się, po czym odwraca na pięcie, by wyjść z pokoju.

– Pola!? 

– Tak? 

– Myślałem, że zjesz ze mną.

Wychodzi, a ja czuję się zawiedziony. Jednak po chwili wraca ze swoim kubkiem herbaty i siada w dość bezpiecznej odległości ode mnie. Na chuj mi taka duża kanapa?!

– Czy ja już dziękowałem za te pyszności? Jeśli nie, to dziękuję.

Znów uśmiecha się do mnie. Gdybym mógł, zatrzymałbym ten uśmiech tylko dla siebie. Zamieram wpatrzony w jej usta skryte za parą herbaty. Siedzę z kanapką przystawioną do policzka i obserwuję, jak ostrożnie upija łyk naparu, jak subtelnie oblizuje usta, jak wargi przybierają okrągły kształt tłocząc powietrze, by wystudzić płyn. Zastanawia mnie, czy wyglądałyby równie pięknie obejmując żołądź mojego dębu? Ooo! Czuję puchnące ciepło w spodniach. Aha! Wzwód jest, matki nie ma! Dla pewności rozglądam się. Wszystko ok, psychologa można odwołać.

– Królestwo za twe myśli – żartuje Pola, ale mi nie jest do śmiechu. 

Wrzucam na kolana poduszkę i szybko wgryzam się w kanapkę. Chyba nie oczekuje, że będę mówił z pełnymi ustami.

– Peeee pyyyyy sne – sylabizuję, przeżuwając.

Moja rodzicielka nie byłaby ze mnie dumna, Poli to nie przeszkadza.

– Cieszę się, że ci smakuje. Teodorze, skoro mam twoją uwagę, chciałabym zapytać...

– Masz tydzień wolnego, zanim zaczniemy przygotowania do rozprawy, więc nie myśl o tym teraz. Potem będzie nerwowo i stresująco. Zapewniam.

– Nie o to mi chodziło.

– Nie o to?

Sięgam po kolejną kanapkę, by mieć wymówkę i nie kontynuować tej rozmowy. Pola przeczuwa, że planuję wepchnąć w usta kolejną porcję w celu uniknięcia rozmowy, więc przysuwa talerz bliżej siebie zanim łapię w palce jedno z tych kulinarnych dzieł sztuki.

– Czuję się źle otrzymując taką pomoc od ciebie i nie mogąc…

– Pola, nie musisz mi się odwdzięczać. Zapewniam cię, że zainteresował mnie twój przypadek. Nie pozwolę, żebyś trafiła do więzienia tylko dlatego, że broniłaś życia swojego i Julka. Dzięki temu, że ci pomagam, czuję się trochę jak… – zastanawiam się krótką chwilę. – Jak Robin Hood. No i Julek! Julek oczarował mnie od samego początku, jeszcze zanim dowiedziałem się, że jego mama ma problemy. To dzieciak marzenie. Prześliczny, zabawny, radosny i... Produktywny. – Przypomniałem sobie fekaliowy epizod.

Daj mi te kanapki kobieto, zanim znów palnę coś w stylu pary i czołgu!

– Masz bardzo fajną mamę.

– Tak?

– Nie przepadam za poznawaniem nowych osób, a kiedy powiedziałeś, że Julek z nią został, byłam przerażona. Bałam się spotkania z panią Alicją. Nie chciałam, by pomyślała o mnie źle.

– Możesz mi wierzyć, że mama nie należy do ludzi przyklejających łaty innym.

– Teraz wiem i cieszę się, że ją poznałam.

Znów zapanowała niezręczna cisza. Pochłaniam w trybie ekspresowym dwie kanapki, by obowiązek wyboru tematu nie spadł na mnie.

– Wiesz o mnie wszystko. Jeśli mamy się znosić nawzajem pod jednym dachem, powiedz mi coś o sobie.

No i chuj bombki strzelił! Nie chciałem opisywać swoich licznych romansów, kariery i dziwacznej rodziny z dziadkiem erotomanem na czele.

– Wcale nie wiem wszystkiego – protestuję, by zbić ją z tropu.

– Kłamiesz! Mój zawód?

– Fizjoterapeutka – wyrywa mi się, co więcej, jestem zadowolony, że znam odpowiedź.

– Rodzice?

– Jagoda i Robert, nie żyją. Przykro mi.

– Ile mam lat?

O dziaduniu! Zawsze, gdy trzeba było określić wiek kobiety, zapala mi się w głowie czerwona lampka. Tutaj znam odpowiedź, znam dokładnie dzień, miesiąc i rok jej urodzenia. Wiek  nie pasuje do Poli, albo Pola nie pasuje do swojego wieku.

– Zachowujesz się jak dojrzała kobieta, wyglądasz jak nastolatka, ale tak naprawdę masz dwadzieścia sześć lat.

– Wyglądam jak nastolatka? – Pola nie kryje zaskoczenia moją odpowiedzią.

– Jesteś patyczakiem. Może jak cię podkarmię, to nabierzesz kształtów. – Podnoszę do jej ust kanapkę. – Zacznę od teraz.

Posłusznie wgryza się, a widok ten unosił poduszkę spoczywającą na moich kolanach. Zdecydowanie obędę się bez psychologa.

Emil wydzwania mnie z samego rana. Zapomniałem o comiesięcznym spotkaniu wspólników! Szybki prysznic o temperaturze arktycznej skutecznie mnie budzi. Wkładam garnitur, po czym nogi kierowane sygnałami z żołądka niosą mnie do kuchni. Mam nadzieję napić się kawy z ekspresu, który nastawiłem, nim wszedłem do łazienki. Ku mojemu zaskoczeniu czeka na mnie śniadanie. Aromatyczny omlet z ziołami i kawa! W krasnoludki nie wierzę, więc to wszystko musiało być sprawką Poli. Nigdzie jej jednak nie widzę. Dostrzegam fruwającą firankę –  najwyraźniej drzwi balkonowe są uchylone. Pochłaniam spory kawałek omletu jak chomik i wystawiam głowę na słoneczne poniewieranie czwartego piętra. Khm, khm, khm! O mały włos bym się udławił! Pola w mojej koszuli podlewa zielsko w doniczkach.

– Dzień dobry – witam się świszcząc i kaszląc.

– Przepraszam, nie miałam w czym spać, więc pożyczyłam twoją…

– Piżama. No tak, zapomniałem o piżamie.

Niezręczna cisza zagęszcza powietrze między nami. Stoję w progu, więc Pola nie może wejść do środka. Ja nie mogę ruszyć się, gdyż jestem oczarowany jej długimi nogami i roztrzepanymi włosami, które teraz dodatkowo szarpał wiatr. Chwilo trwaj (!)— mógłby rzec niejeden poeta.

– Masz tu sporo ziół. – Jej słowa wyrywają mnie ze stanu hipnozy.

– Tak?

– Pełen zestaw. Nie wiem, po co kupujesz suszone w paczkach skoro masz takie bogactwo na balkonie.

– Nie wiedziałem. Te doniczki to wymysł mamy, ale… Dziękuję za śniadanie.

– Nie ma za co, smacznego.

– Nie musisz mi gotować.

– Słyszałam, że się spieszysz i pomyślałam, że nie zdążysz sam sobie nic przygotować więc...

– Dziękuję – ucinam jej tłumaczenia.

Gdyby nie Julek, tkwilibyśmy na tym balkonie w nieskończoność. Pola idzie zająć się synem, a ja dokańczam śniadanie trzema kęsami.

W kancelarii sajgon. Jeden z naszych klientów chce pozwać nas za to, że przegraliśmy jego sprawę. Pracowaliśmy w pięciu, znaliśmy się od studiów i jeden za drugiego poszedłby w ogień. Wspólnie opracowujemy linię obrony, po czym każdy z nas zajmuje się swoimi sprawami. Najpierw papierki w biurze, potem lunch z klientem. Jeszcze wizyta w sądzie, by złożyć kilka pozwów i sprawdzić jakiego sędziego przydzielono Poli. Około piętnastej oddycham z ulgą. Mogę wrócić do domu. Zazwyczaj pojechałbym na siłownię, czy spotkał się z kumplem. Teraz jedyne czego pragnę, to wrócić do Julka i Poli.

W moim mieszkaniu czeka na mnie niespodzianka. Piękne zapachy nęcą podniebienie jeszcze zanim otwieram drzwi. Gdy wchodzę… No cóż, jest gwarno. Nie przywykłem do obecności tylu osób na moim metrażu. W salonie na podłodze pani Basia bawi się z Julkiem, więc dostrzega mnie jako pierwsza.

_____________

Słowa klucze do odgadnięcia rozdziału szóstego: prezerwatywy, sprawny, rozpiąłem, erotoman, zbereźności, biustu, tyłeczek, penis, problem.

To która wróżka jest w stanie przewidzieć, co wydarzy się w kolejnym rozdziale? Do wygrania dedykacja!

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jakaż miła niespodzianka wieczorową porą przy tak niemiłej pogodzie:) Dedykacja miodzio, pięknie dziekuję:) Mnie wszystko – nie tylko numerki – kojarzy się monotematycznie, księgowość mocno skomputeryzowana jest i żadnych pięknych widoków nie podsyła, więc muszę się ratować kalendarzami zrobionymi wedle własnego pomysłu:) Jak kiedyś w pracy obwiesiłam WC kartkami z kalendarza z ubiegłego roku, to wszystkie koleżanki zaczęły mieć problemy z pęcherzem i odwiedzały WC z częstotliwością zdecydowanie ponad normę:) Zmieniać się nie zamierzam – przecież lepsza nie będę:) W Sylwestra bawiłam się świetnie – bąbelki były odpowiednio schłodzone i pół wytrawne, sąsiad wykosztował się na bajeczne fajerwerki, pies warował przy mnie jakby był tresowany, nie obarczałam się noworocznymi postanowieniami.
    A co do opowiadania: Teodor próbuje się jakoś ogarnąć i odnaleźć w nowej rzeczywistości – mieszka z kobietą i dzieckiem, Pola jest zagubiona, ale stara się złapać równowagę, a Julek jest szczęśliwy. Słowa-klucze sugerują, że pojawi się dziadek Edward:) He, he, czyżby to on był tą niespodzianką? Czy też obiad na stole? A może Emil z córeczkami? Byleby nie teściowie Poli.
    Mocno jestem ciekawa kogo strzała Amora dosięgnie – obosiecznie, mam nadzieję:)

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Dziadek nie byłby sobą, gdyby co jakiś czas nie przyniósł wstydu rodzinie?

      Cieszę się, że dedykacja przypadła do gustu.

      Moge dowiedzieć się, które miesiace z lazienkowego kalendarza miały największe rwanie? Ja kiedys chorowalam na kalendarz z takimi sexy strażakami. Jakk w końcu go kupilam, powiesilam w kuchni. Bóg mi swiadkiem, ze nie raz, i nie dwa, myślałam by obiad przypalić z całą kuchnią…. Żeby mnie taki “lipiec” ratował???.
      Tony, masz ty kobito kalendarz na ten rok?

      • T
        Tony Porter
        |

        O ile dobrze pamiętam, to największą popularnością cieszyły się miesiące wiosenne – “kwiecień” i “maj” – zdecydowanie budziły do życia, oraz “październik” – oj, był niczym piękna, złota, polska jesień:) Ten kalendarz był gotowcem kupionym w sklepie – piękne, biało-czarne męskie akty. W tym roku zaniedbałam się haniebnie, bo nawet kalendarza na biurko sobie nie zrobiłam, ale mój ulubiony “model” mocno skąpy w sesjach fotograficznych i rolach filmowych się zrobił i zbrakło mi natchnienia:(

      • Monika G.
        |

        A kim jest ten twój model?
        Jak masz ochotę na PanaStycznia to możesz ściągnąć z mojego dysku:
        https://drive.google.com/file/d/1_PpCGmJJNYXqSQITSYyRlXYePPbCS94U/view?usp=sharing

      • T
        Tony Porter
        |

        Mym kalendarzowym muzem jest Rysiek Armitage. On sam we własnej osobie i jego filmowe wcielenia – szczególnie sierżant John Porter, który sporo w mym życiu namieszał:) Na dobre, oczywiście:)

        Podoba mi się żylastość Pana Stycznia, ale to jednak nie mój typ. No i mój wzrok padł dzisiaj na wystawę sklepu papierniczego i mnie przystopowało:
        https://ecsmedia.pl/c/kalendarz-scienny-2019-konie-w-obiektywie-w-iext53132419.jpg
        Ale tylko na chwilę i kalendarz nabyłam. Oto styczeń:
        http://www.lucrum.pl/kalendarze-foto/kalendarze-reklamowe/konie-w-obiektywie-1.jpg
        Myślę, że Rysiek nie miałby do mnie żalu, bo kocha konie:)

      • T
        Tony Porter
        |

        Nie wiem co robię nie tak, ale od czasu do czasu mój komentarz się dodaje…. a potem go nie ma. Szlag by pocelował. Piszę to na wypadek, gdyby nagle komentarz wyszedł z ukrycia i były dwa:)
        Moim kalendarzowym (i nie tylko) Muzem jest Rysiek Armitage. W osobie własnej i postaci, które wykreował, a szczególnie sierżanta Johna Portera, którego darzę silnym uczuciem i którym nieźle w mym życiu namieszał.

        Podoba mi się żylastość Pana Stycznia, ale to jednak nie do końca mój typ. Jest trochę za młody:)
        Jednakże nie pozostanę w tym roku bez kalendarza, bo mijając sklep papierniczy ujrzałam to:
        https://ecsmedia.pl/c/kalendarz-scienny-2019-konie-w-obiektywie-w-iext53132419.jpg
        Nigdy nie miałam kalendarza z końmi, ale lubię oglądać zdjęcia i filmiki. W styczniu rządzą te dwa cuda:
        http://www.lucrum.pl/kalendarze-foto/kalendarze-reklamowe/konie-w-obiektywie-1.jpg
        Myślę, że Rysiek nie miałby mi tego za złe, bo sam kocha konie:)

      • Babeczka
        |

        Jak dajesz przekierowania w treści, to komentarz trafia do akceptacji 🙂 Dlatego z poślizgiem, bo zależy czy któraś z nas wejdzie na stronę i kliknie zaakceptuj 😀

      • T
        Tony Porter
        |

        Aaacha! Słusznie. To bardzo proszę Motylowe Panie o usunięcie jednego z komentarzy:) Nie lubię się powtarzać:)

      • Monika G.
        |

        Przepraszam cie Tony, że musiałaś czekać na akceptację. Zrobiłam dochodzenie i odkryłam, że maile z prośbą o akceptacje wpadają mi do spamu.
        Najwyraźniej tam też musze zaglądać?
        Choć nie chce. Dorabialam kiedyś wypełniając ankiety i niestety firma sprzedała mojego maila chyba wszystkim swoim kontrahentom bo nagle, doslownie z dnia na dzień zaczeto mnie obsypywać spamem ?
        Najpierw czytałam dla beki te przedłużacze penisow i tabletki na libido. Potem zrobilo sie z tego 99 wiadomosci dziennie!
        A najgorsze jest to, ze nie moge ich odsubskrybowac bo wymagaja pisemnego wyslania rezygnacji zwykla poczta (co za Uje).
        No nic.
        Co do Ryszarda A. to aż zerknęłam upewniając się o kogo chodzi bo jedyny Rysiek jakiego kojarze to ten z Klanu.?
        A on nie skończył dobrze z tego co pamiętam?

        W kwestii kalendarza, bo zamierzam kontynuowac: nie mam 12 zdj ktore by mi odpowiadaly do miesiecy wiec bede musiala skorzystac z ciała mego ślubnego. Ciekawa jestem czy zgadniecie którym miesiącem będzie…hahaha. Tak się trochę pochwalę swoim ogierem wyscigowym.
        Żeby sie tylko nie dowiedział bo znowu mu ego urośnie w prestiż?
        Z szacunkowym pozdrowieniem.
        Ja

      • T
        Tony Porter
        |

        Ależ nie ma za co. Byłam pewna, że to ja coś schrzaniłam. Teraz już wiem, że jak załączam jakieś linki, to mam grzecznie poczekać. Uje, rzeczywiście, i to do kwadratu.
        Ryśka z “Klanu” za bardzo nie kojarzę, ale jego koniec to akurat pamiętam – byłam wtedy na siłowni i jakieś laski ubłagały właścicielkę, żeby przełączyła na “Klan”, bo w tym odcinku Rysiek ma dokonać żywota. Niepojęte. Jakoś straciłam zapał do ćwiczenia.
        “Mojego” Ryśka kojarzę bardzo dobrze i nawet widziałam go w realu. Na deskach teatru w Londynie. Szał ciał i uprzęży.
        He, he, myślę, że małżonek nie ma nic przeciwko korzystaniu przez Ciebie z jego ciała:) Pochwal się, pochwal. Mężowi, chyba rzeczywiście lepiej nie mów, bo jak sobie pomyśli, że jego zdjęcia mogą wisieć w wielu domach i wiele kobiet napawa się widokiem jego ciała, to ego mu poszybuje, hen, hen:)

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Trochę nie rozumiem tego momentu, kiedy Pola pocałowała go w brodę. Niby chce trzymać go na dystans, ale robi coś takiego. Coś mi się wydaje, że Teodor nie będzie chciał się długo powstrzymywać przed pragnieniami do niej. Zwłaszcza widząc ją w swojej koszuli na balkonie.
    Jeśli mowa o kolejnym rozdziale, to również wnioskuje, że może się dziadunio pojawi. Znajdzie prezerwatywy w szufladzie Teo i spyta, czy to zakłada się na penisa. Teo odpowie mu, że dziadek to stary erotoman i że opowiada zbereźności 😀 Dziadzio na to, że dawno nie widział prawdziwego biustu i że marzy mu się okrągły tyłeczek, więc Teo, że dziadunio ma problem 😛 Dobra ze mnie wróżka, prawda? Nic, tylko dać mi szklaną kulę…

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Zapomniałam podziękować za dedykację. Jeremy, Jeremy, gdzie jesteś? Hop, hop…

      • Monika G.
        |

        Zapomniałam ci napisać, ze jesteś bardzo blisko odgadnięcia akcji kolejnej części

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Pola czuje wdzięczność i nie za bardzo wie jak ją wyrazić. W końcu sparzyła sie już raz.
      Do tej pory nie miała obok siebie mężczyzny-opiekuna tylko męża-kata.
      Uczy się na nowo mechanizmu relacji damsko – męskich.
      Cieszę się, że to zauważyłaś. Postaram się mieć na uwadze, ze nie każdy zna postacie na wylot tak jak ja. Będę dawać trochę więcej backgroundu narracyjnego.

  3. O
    Olka
    | Odpowiedz

    Zagadka pasuje mi na jakieś zberezne fantazje, tylko po co w fantazjach prezerwatywy? Moze Teo na wszelki wypadek kupi paczuszkę? 😉

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      To raczej będzie utrata niż nabycie. Ale kombinuj dalej ?

    • N
      Nela
      | Odpowiedz

      Jednych jarają stopy, innych prezerwatywy. ha, ha

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    W tym rozdziale Teo mocno refleksyjny jest: “Na chuj mi taka duża kanapa?!” 🙂 A i puenty mu dobrze wychodzą: “No i chuj bombki strzelił!” 🙂 Najważniejsze, że się uspokoił co do reakcji swego ciała: “Aha! Wzwód jest, matki nie ma! Dla pewności rozglądam się. Wszystko ok, psychologa można odwołać.” 🙂
    Trudno się Poli dziwić, że nie wie jak się zachowywać wobec Teodora – obcy facet zajmuje się jej dzieckiem, wyciąga ją z aresztu, przyjmuje pod swój dach, kompletuje garderobę, wyraźnie okazuje swe zainteresowanie i sympatię (czasem aż nadto:)) – więc z automatu rodzi się w jej głowie pytanie o co w tym wszystkim chodzi. Strach pomyśleć, co by się stało z Polą i Julkiem, gdyby za pośrednictwem pani Basi i dziadka Edka nie trafili na Teodora. Ktoś może powiedzieć, że i owszem, teraz Teo im pomógł, ale to właśnie przez niego przeżyją piekło ponownie. Nie da się temu zaprzeczyć, ale myślę, że to i tak był lepszy wariant ich losu. Chyba. Zważywszy, że w II części “Julka” Pola dostanie prawo głosu, to jest szansa, że dowiemy się jak ma zdanie na ten temat.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Kurcze. Może zbyt dużo tych chuji? Jak myślisz? Czy wypada panu prawnikowi rzucać chujami, aż dwoma? To w końcu nie Wiedźmin!
      Sytuacja nie jest lekka dla Poli, ale z tych ciężkich czasów nabierze pewności, że… O tym już niedługo! Prawie bym się wygadałą.
      W Julku chciałam wykreować Teo na rycerza i myślę, że poniekąd mi się udało. Tylko w kontynuacji być może straci w Twoich oczach. Na pewno straci… A może nie? Zobaczymy, jestem ciekawa Twoich wrażeń.

      • T
        Tony Porter
        |

        Nie no, spoko, ostrzejszego słownictwa w sam, i jego użycie jest w pełni uzasadnione. Ba! Uzasadnione! Idealnie się wpasowuje. Pan prawnik nie z takimi rzeczami (jak dwa ch… :)) miał do czynienia, więc da radę z palcem w nosie 🙂
        Nie wygaduj się, nie wygaduj, a ja spekuluję, że z tych ciężkich czasów, to Pola wyniesie pewność, że Teo na koniec świata za nią pójdzie, a jego uczucia są szczere i mają moc pustynnej burzy.
        No wiesz, jam nie księżniczka, więc i spodziewania nie mam, że mężczyzna musi za rycerza bądź księcia robić, i na białym rumaku przybywać 🙂 Poza tym, z tym rycerstwem to mocno dyskusyjna sprawa jest i historycy znacznie inaczej niźli arturiańskie mity wizerunek rycerzy kreują 🙂 Nie, żebym chciała się ścigać, ale myślę, że ja jestem ciekawa bardziej 🙂 Tych moich wrażeń co do Teo i jego poczynań 🙂

Napisz nam też coś :-)