Rany Julek! (VI)

with 10 komentarzy

Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

 

część szósta

– Dzień dobry. – Witam się i całuję chłopca. Wkraczam do kuchni stęskniony widoku Poli.

– Chyba nie masz nam za złe, że przyjechaliśmy. – Moja mama najwyraźniej wprosiła się na wizytę.

– Oczywiście, że nie.

Cmokam mamę w policzek na przywitanie, po czym odruchowo całuję też Polę. Przyszło mi to tak po prostu, tak naturalnie. Nawet Pola nie zauważyła w moim geście nic dziwnego. Dopiero po chwili przestaje mieszać sałatkę i spogląda na mnie zdezorientowana. Nie wiem, czy mam się tłumaczyć, czy przepraszać, czy... No stało się! Wzruszam ramionami w odpowiedzi. Przecież nie będę przepraszał za coś czego nie żałuję.

– Teodorze, potrzebujesz tego jeszcze czy mogę sobie pożyczyć? – Dziadek wychodzi z łazienki, trzymając paczkę prezerwatyw nad głową i puszczając oczko do pani Basi. Faraona się nie spodziewałem! Może dlatego, że nie zauważyłem na parkingu jego sarkofagu na kółkach. 

Mama spogląda to na mnie, to na Polę, z uśmiechem. Nie rozumiem tej sensacji, czy dorosły mężczyzna nie może mieć w domu paczki prezerwatyw? Biedna dziewczyna, peszy się i ze skrępowaniem opuszcza wzrok. Ale za jej rumieniec wstydu jestem skłonny mamie podziękować.

O dziaduniu! A jeśli Pola pomyślała, że ja te prezerwatywy kupiłem na okoliczność zamieszkania jej u mnie? Noga mi dygnęłą! To ten strzał w kolano, którego się obawiałem. 

– To co? Mogę je sobie pożyczyć? – Dziadek do cierpliwych nie należy.

– Możesz dziadku. Jeśli  obawiasz się, że w wieku stu lat zrobisz mi wujka albo ciocię, to możesz je sobie wziąć. Tylko nie oddawaj!

Z dziadkiem nie należało dyskutować. Im mniej się udzielał, tym lepiej. To znaczy mniej wstydu i lepszy wizerunek naszej skromnej trzyosobowej rodziny.

– Nie mam jeszcze stu lat, smarkaczu! – oburza się staruszek, po czym człapie do fotela.

Na co mu te gumki to ja nie wiem. Naciągnie je na kapcie, żeby były wodoodporne i nie nasiąkały poranną rosą gdy wychodzi zapalić fajkę? 

– Mamo, czy nie sądzisz, że trzeba dziadkowi znaleźć dom spokojnej starości? – Proponuję szeptem.

– Mnie też tam umieścisz, gdy będę stara? – obrusza się.

– Nie narzekaj, Teodorze – wtrąca Pola, ale nie mam jej tego za złe – Jak na swój wiek, to twój dziadek jest całkiem sprawny. – Śmieje się, zerkając na zaloty Edwarda do jej babci. – Umyj ręce proszę, zaraz siadamy do stołu.

Posłusznie wykonuję polecenie.

W moim mieszkaniu jeszcze nigdy nie było tak tłoczno i gwarno i… W końcu zdaję sobie sprawę, że w moim domu panuje rodzinna atmosfera. Wpatrzony we własne odbicie podziwiam skrajność swych myśli. Rodzina. Do trzydziestki uważałem, że jestem za młody na zakładanie rodziny. Zależało mi na budowaniu marki wokół nazwiska i kancelarii. Potem byłem zbyt zajęty przelotnymi romansami. Przeleciałem  co drugą klientkę, którą rozwiodłem, a to też pochłania sporo czasu. Niektóre jeszcze przed wydaniem wyroku. Było mi tak dobrze, ale teraz… Czyżbym był gotowy na poważny związek? Związek z Polą? Dlaczego z nią? Przez Julka? W sumie to całkiem wygodne: żona i dziecko w pakiecie.

Nie. Mina mi zrzedła. Nie mogę być z Polą. Ona potrzebuje kogoś młodszego. Poza tym, ze mną byłaby tylko z wdzięczności.

– Teo, czy wszystko w porządku? – Pola puka do drzwi. – Przepraszam cię. Muszę umyć Julka, żeby jego aromacik nie odebrał wszystkim apetytu.

Julek  wierci się na jej rękach niespokojnie. Wpuszczam oboje do środka  i szukam schronienia w sypialni. Zdejmuję marynarkę, rozwiązuję krawat, który nagle zaczął mnie dusić. Rozpinam kilka guzików koszuli przy kołnierzyku, ale nie czuję ulgi. Moje własne myśli mnie duszą, nie ubranie.

– Czy coś się stało?

Patrzą na mnie przecudne oczy w kolorze nocy, a ja nie wiem, co powinieniem odpowidzieć. Goły Julek ląduje w łóżeczku. Zyskuję pełną uwagę Poli.

– Teodorze? – Wbija we mnie wzrok na wskroś.

– Nie jestem przyzwyczajony do obecności tylu osób w moim domu.

– Mówiłam ci, że to nie jest dobry pomysł.

– To nie tak, Pola. Nie o to mi chodzi.

– A o co? – dopytuje.

– Nawet mi się to podoba. Moją rodziną od zawsze jest mama i niespełna rozumu dziadek. Dopiero teraz wiem, jak wygląda prawdziwa rodzina. Wiem to dzięki tobie. Dzięki Julkowi.

– Więc czemu jesteś smutny?

– Bo wiem też, że to się kiedyś skończy. Dokładniej, po ogłoszeniu wyroku, który na pewno będzie uniewinniający.

Julek nawołuje mnie swoim „tatata ata ata ta”. I Pola, i ja doskonale wiemy, że mylnie nazywa mnie swoim tatą. Biorę bąbla na ręce. Zadowolony obślinia mój policzek. Przepadłem. Dzieciak skradł mi serce. Pół serca, druga połówka coraz głośniej bije w stronę Poli.

– Obiecałam, że będziesz uczestniczył w pierwszych urodzinach Julka, mogę obiecać, że na każde następne również będziesz zaproszony. – Myśli,że uśmiechem podniesie mnie na duchu? Okej, nie myśli tak. Widzę to po jej minie. – Nie chcę być dla ciebie ciężarem, Teodorze. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z twoim planem, chciałabym normalnie żyć. Wrócić do babci, znaleźć pracę i żłobek dla Julka. – Nie takiej odpowiedzi oczekuję.No i w moich planach nie ma jej wyprowadzki. – Możemy spotykać się na spacerach, w zoo, w parku. Możemy umawiać się na... – Mam nadzieję usłyszeć “randki”, lecz Pola zawiesza głos. – Na pewno zawsze będziesz mile widziany, Teo. – Gładzi mnie po policzku, nadając swym słowom cieplejszego wymiaru.

Nie zmuszę Poli, by została ze mną.

– Kochani, obiad już na stole. – Głos mamy jest tak donośny, że sąsiedzi z pierwszego piętra zapewne też pobiegli do kuchni.

– Już idziemy – odpowiadam rodzicielce, po czym zwracam się do Julka. – Chodź, koleżko. Biorę malucha na ręce i przepuszczam Polę przodem.

*

 Tydzień sielanki mija szybko. Zbyt szybko. Staram się spędzać jak najwięcej czasu z Polą i Julkiem. Emil  naciska jednak, by czym prędzej ustalić harmonogram spotkań przygotowawczych. Pola musi przećwiczyć różne warianty rozprawy. Chodzi o to, by oswoiła się z pytaniami, jakie mogą paść na sali sądowej ze strony prokuratora. Co drugi dzień, zabieram ją ze sobą do kancelarii, gdzie za każdym razem, od początku, opowiada co wydarzyło się tamtego trefnego dnia.

Pierwsze próby przesłuchania okazują się trudniejsze niż przypuszczałem. Pola płacze na wspomnienie każdej minuty z małżeńskiego życia. Łzy są oczywiście pożądane na sali sądowej. Pokazują prawdziwość uczuć i emocji jakie towarzyszyły poszczególnym wydarzeniom. Nam chodzi o to, żeby przedstawić ofiarę jako kata. Emil jest dociekliwy,wywleka wszystko na wierzch. Po spotkaniach z nim emocje Poli są w strzępach. Nie protestuje, wie, że jeśli chce pozostać na wolności przy synu, musi docenić tę pomoc i w pełni ją wykorzystać.

Tydzień mija za tygodniem, a relacje między mną i Polą zacieśniają się. Dzień w dzień zdobywam jej serce poprzez miłość do Julka. Kilka razy, na placu zabaw, zostajemy skomplementowani jako para i żadne z nas nie mysli, by wyprowadzić komplementującego z błędu. Obiadki u babci, wspólne zakupy, wyjścia do kina, wizyty w figlarium dla dzieci, zajęcia z pływania dla maluchów, naśmiewanie się z dziadunia i wiele innych aktywności pozwala nam poznać się lepiej. 

Cały czas funkcjonuję w trybie “uśpiony erotoman”. Dobrze pamiętam reakcję Poli na chwyt za pupę, czy pocałunek. Wiem, jestem bardzo bezpośredni w okazywaniu uczuć. Nie chcę jej wystraszyć. Niczym myśliwy tropię jej uczucia, walcząc z genami zbereźności. Czas, który falliczny spędził “na ugorze”  zrobił swoje. Im bliżej rozprawy, tym mniej sił do walki z podziadkowymi genami zbereźności. 

Jutro będzie po wszystkim, ale dziś… Dziś jest punkt kulminacyjny dla emocji Poli.

Przy Julku trzyma nerwy w ryzach, ale wygląda jak tykająca bomba. Różnica polega na tym, że jej wybuch groził powodzią łez, a nie eksplozją niszczącą całe osiedle. Proszę, by zrobiła kolację dla nas, a sam zabieram Julka do sypialni na wieczorne rytuały.  Dobrą chwilę zajmuje mi uśpienie malucha. Gdy wchodzę do kuchni, Pola ukradkiem ociera łzy. Nie mogę jej nie przytulić. Przygarniam drżące ciałko do siebie. Nie protestuje, nie odsuwa się.

– Ciiii. Będzie dobrze – szepczę, opierając brodę na jej głowie.

Przytulam ją najczulej jak umiem i z satysfakcją zauważam, że przybrała na wadze – nie jest już chodzącym patyczakiem. Z przyjemnością odczuwam też ciepło jej biustu. Nie odmawiam sobie  również spojrzenia na kształtną pupę. Przy moich dwóch metrach wzrostu większość kobiet jest kruszynkami, mam więc piękny widok na pośladki Poli, a jest co podziwiać. Odkąd dowiedziała się, że na najwyższym piętrze jest siłownia dla mieszkańców, chodziła tam każdego wieczora po spotkaniach z Emilem. Wypacała cały stres i wracała do nas, mnie i Julka, uśmiechnięta. Skutkiem ubocznym tego odstresowywania jest tyłeczek marzenie.

– A jeśli będę skazana? – łka prosto w moją pierś.

Sadzam Polę na wyspie kuchennej wciąż obejmując. Może teraz patrzeć mi w oczy bez zadzierania głowy do góry. Nie potrafię zrozumieć jej lęków, bo wiem, że Emil dopnie swego. Wszystkie dowody stanowią o niewinności Poli.

– Nie będziesz – zapewniam.

– A jeśli będę? Co stanie się z Julkiem?

– Zaopiekuję się nim. Już i tak nie wyobrażam sobie życia bez blond cherubinka. – Udaje mi się rozśmieszyć ją mimo łez. – I bez ciebie, Pola. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. – Całuję ją. Nie tak, jak dotychczas mi się zdarzało: w policzek na przywitanie. Całuję ją w usta, czule i delikatnie, a ona odwzajemnia pieszczotę. Jest mi wszystko jedno z jakich pobudek to robi. Pragnę jej. Chcę się z nią kochać, nawet jeśli z jej strony byłby to seks z wdzięczności.

Zsuwam usta na jej szyję. Smakuję ją powoli, degustuję w delikatności, by zaostrzyć apetyt na danie główne.

– Nie powinniśmy – szepcze, walcząc z szybkim oddechem.

Do diabła! Trzeba było nadal zajmować się jej ustami! – czyżbym dosłyszał naganę z rozporka? Miesiąc wstrzemięźliwości i mój penis nauczył się komunikować! Ciekawe, czy gdybym nie używał go przez rok, odkryłby nowy pierwiastek i dostał nobla? Opuszczam przestrzeń osobistą mojej niedoszłej kochanki, przysłaniając wzwód książką kucharską.  Patrzę na Polę, taką delikatną, młodą i pełną życia. Jestem ciekawy, czy to mój wiek jest dla niej przeszkodą? Nie sądzę. 

– Masz rację – kłamię. – Potrzebujesz teraz chwili relaksu. Kąpiel? Kolacja? Może obejrzymy jakiś film?

Przytakuje z uśmiechem..

Odnajduję w łazience musujące kule do kąpieli. Pachną zbyt słodko jak na mój nos, ale skoro kobiety to lubią, czemu miałbym nie rozpieszczać Poli kosmetycznymi rarytaskami? Wannę napełniam po brzegi, po czym wrzucam kulę zgodnie z instrukcją.  Bryła odbiła się od dna, tocząc kolorową pianę. Na powierzchni powstaje istna tęcza, która błyszczy od drobinek, a to zaledwie początek. Wpatruję się zahipnotyzowany.

– Może sam chcesz skorzystać?

Chichot zza pleców wyrywa mnie ze stanu fascynacji musującą kulą. 

– Nie żartuj! – Czuję się urażony.

Podchodzę do Poli i rozsuwam suwak sukienki na plecach. Materiał opada na podłogę, a ja podziwiam delikatność jej skóry.  Całuję ramię, szyję, potem ucho. 

– Nie spiesz się – szepczę, przeklinając w myślach swoje dobre wychowanie.

Zostawiam Polę na pastwę tej hipnotyzującej, pływającej mendy. Rozbieram się, bo cały jestem upstrzony brokatem. Musiałem chyba wytrzeć ręce o siebie. Wciągam spodenki i … E tam! Będę bez koszulki. Jestem w połowie ekshibicjonistą – tylko od pasa w górę. Ha ha! Tak na prawdę chodzi mi o Polę. Jeszcze miesiąc temu peszyła się na widok mojego nagiego torsu, a wczoraj wieczorem przytuliła się do mnie bez skrępowania, gdy oglądaliśmy horror. Podobno taki świetny ten film, a ja nie pamiętam nic od połowy! Całą uwagę musiałem przekierować na okiełznanie fallicznego. Jaja mi posiniały!

Napinam mięśnie przed lustrem niczym małolat. Pomimo wieku wciąż mam czteropak, a nie boiler jak Emil.  Siłownia trzy razy w tygodniu robi swoje, ale mając domowe obiadki muszę wyciskać dwa razy więcej niż kiedyś.

Jest środek lata, a powietrze jest prawie niezdatne do oddychania. Taka duchota! Z klimatyzacji zrezygnowałem, kiedy Julek się przeziębił. Pediatra na wizycie domowej stwierdziła, że to wina zbyt niskich temperatur, jakie utrzymujemy w mieszkaniu, więc od tamtej pory jest tu jak w piekarniku. Otwieram drzwi balkonowe i wpuszczam wilgotne powietrze powietrze. W oddali błysk rozdziera niebo, oświetla dachy, a ja wracam do środka, żeby przejrzeć propozycje filmowe na dziś. Kino katastroficzne na tę pogodę jak znalazł!

Przynoszę z kuchni ogromną miskę spaghetti i dwa kieliszki do wina. Idiota!  Przecież Pola nie przepada za alkoholem. Okej! Rezygnuję z wina na rzecz mrożonej herbaty. Zdecydowanie lepiej. 

Odgłosy piorunów coraz częściej i głośniej grożą oberwaniem chmury. Zrywa się przyjemny wiatr, a ja rozciągnięty na kanapie cieszę się jego chłodem.  Nagle telefon przywołuje mnie wibracją.

– Część Emil. 

– Cześć. Słuchaj, mam kilka pytań do Poli. Mógłbym z nią porozmawiać?

– Nie w tej chwili. Jesteś pewny, że to nie może poczekać do jutra? 

– Nie może.

– Emil, dopracowaliście wszystko, daj dziewczynie wolny wieczór.

– Nie wszystko. Mamy problem, Teodorze. – Jego głos zdradza zdenerwowanie.– Zgłosił się nowy świadek, kochanek Poli. Twierdzi, że Pola zabiła męża, by z nim być. 

________

słowa z rozdziału siódmego: zawibrował, romansu, ramiona, łóżka, ssałbym, bielizny, szpady, siodła,galop.

Kto chętny na dedykację otwierającą rozdział siódmy? zgadujemy!

A nagroda za zgadywanie  poprzedniego rozdziału wyjątkowo na stronie FB Jadzia Gibson

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Ja wiedziałam, że coś w końcu wykombinujesz. To byłoby zbyt proste i zbyt piękne, gdyby Pola mogła być pewna, że nie zostanie skazana. Jestem przekonana, że za domniemanym kochankiem stoją rodzice jej męża. Chcą się zemścić na Poli i zabrać jej Julka, a jedyna metoda to skazanie jej na długie lata odsiadki. Ciekawe, co teraz wymyśli Teo, bo to nie lada problem. Komplikacje na ostatnią chwilę sprawiają, że ludzie popełniają błędy, więc oby Teo z Emilem ich teraz nie popełnili. Więzy między Teo, a Polą zacieśniają się. Żałuję jednej rzeczy. A mianowicie, że nie prowadzisz dwuosobowej narracji. Chętnie poznałabym myśli i uczucia Poli 🙂 Bo tak na dobrą sprawę na razie wiele o tym nie wiadomo.
    Co do 7 to Teo zawibruje telefon. Będzie próbował dowiedzieć się co nieco na temat domniemanego romansu Poli. W domu przy Poli weźmie ją za ramiona i w chwili uniesienia poprowadzi ją w stronę łóżka. Będzie chciał ją pozbyć bielizny:P Reszty nie zgaduję nikt nie chce czytać tych głupot 🙂

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Noooo Jo! Wróżbita Maciej byłby z ciebie dumny
      ?
      Idziesz dobrym tropem.
      Dokładnie w tym miejscu nastapi zwichnięcie kilku wątków więc warto byc tu za tydzień.

      Co do narracji:
      Mam jedno opowiadanie z narracją naprzemienną i musze przyznać, ze faktycznie wiecej rzeczy jest wtedy wyjaśnione. W przypadku Rany Julek! mamy tylko jedną perspektywę, dlatego niekiedy działania Poli nie są rozumiane. Taki był jednak pomysł na Julka i nie poradzę nic więcej. Eksperyment na coś innego. W nowym opowiadaniu (które właśnie się pisze- bo w moim domu wg męża wszystko SIĘ samo robi to i opowiadania piszą się same) narracja będzie już calkiem tradycyjna choć jej język pozostawia wiele do życzenia. No niestety. W moim przypadku język ogólnie mógłby być lepszy bo już sama zauwazam, ze konstruuje zdania bardziej jak w Angielskim tyle, że po Polsku.
      ???

      • Jo Winchester
        |

        Haha! Jak dla mnie możesz konstruować jak chcesz, sama mam z tym problem 🙂 Idzie Ci dobrze.
        Każdy wybiera taką narrację, jaka mu pasuje, tak i Ty taką wybrałaś:) Wiem, że na pewno wyjaśnisz w odpowiednim czasie wszystkie myśli Poli i jej uczucia.
        To może założę działalność wróżbiarską?

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    “Podłość ludzka nie zna granic” to za mało powiedziane! To niedopowiedzenie wszech czasów! Mur beton, że rzekomy kochanek to “wynalazek” teściów Poli. Gdzie byli, gdy ich kochany synuś maltretował żonę i synka? Ich zdaniem, to pewnie przez Polę pił, nieszczęśliwy biedaczek, a tfu! Mocno ciekawe, że rzekomy kochanek Poli sam się zgłosił. Chce, żeby jego kochanka wylądowała za kratkami? Dziiiiwne, bardzo dziiiwne. Mam nadzieję, że Emil i Teo zdołają zdemaskować ten szwindel, grubą nicią szyty. Ech, ileż nerwów. Miałam się zrelaksować po wizycie u dentysty, a tu masz! Nie powiem, żebym się nie pośmiała: “geny zbereźności”, “komunikujący się penis”, “hipnotyzująca pływająca menda” 🙂
    Chcę wierzyć, że “zwichnięcie kilku wątków” nie oznacza długiej odsiadki Poli i zabrania Julka Teodorowi, tylko np. zmiany obiektu zainteresowań Teo – o ile pamiętam, to była mowa o rywalizacji z dziadkiem o względy pani Basi:)
    Jak lubię historie opowiadane z dwóch perspektyw, to w przypadku “Julka” uważam, że wybór narracji pierwszoosobowej był trafny. To historia Teodora, on jest głosem przewodnim i on opowiada, jak to mu się życie wywróciło do góry nogami. Mimo, że nie mam takich doświadczeń jak Pola (na szczęście!), to jakoś łatwo mi wczuć się w jej sytuację, odczucia, zrozumieć co dzieje się w jej głowie, więc nie dziwi mnie jej zachowanie. I nie brakuje mi jej głosu w tej opowieści.
    Nie jestem fachowcem, ale wedle mnie szyk zdania jest ok – a przynajmniej mnie nie razi, nie wali obuchem rozpierdacja wyrazów odbierająca zdaniu sens. Specjalista pewnie by się czepił zdań prostych, które można by połączyć w ładne zdania złożone, aby nie brzmiały czasem jak komunikaty. Ja się nie czepię, bo sama tak pisałam:) Albo przeginałam w drugą stronę i tworzyłam tasiemce, z których można było wykroić z 2-3 zgrabne zdańka:)
    W kwestii “SIĘ” Twój mąż nie należy do wyjątków:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tony, bardzo przepraszam, że przeze mnie nie mogłaś sie zrelaksować.
      Uprzedź mnie nastepntm razem jak bedziesz szła do dentysty to dam coś smaczniejszego na pocieszenie. Obiecuję.
      Cieszę się, że choć tobie odpowiada sposób narracji. Lubie pisać w pierwszej osobie. Pozwala mi to na wiekszą spójność głównej postaci.
      Zdradzę ci w tajemnicy?
      Że za tydzień będzie tylko troche rżenia ze śmiechu, a wiecej grozy i erotyzmu. No chyba, że znów cos dopisze zabawnego?
      Dziewczyny to mie chyba ubiją bo choć bym chciała to nie umiem trzymać się limitów. Mam tekst podzielony na części zgodnie z wytycznymi, ale przed wstawieniem jeszcze raz czytam, coś wytne, coś dopisze, cos mi się przypomni wiec rozwijam myśl, albo wplatam coś po uwagach w komentarzach z poprzedniego rozdzialu… A potem wychodzi mi “okruszynka” poza limit? i nie ma zmiłuj! Wszystko mi pasuje. Własny tekst jest dziecko, nie bede go ze skory obdzierać.
      Naprawde.
      Uwagi o ortografi, interpunkcji czy leksyce to pikus ale niech mi napiszą, ze cos jest niepotrzebne to….. Ehhhh.
      Za miesiąc czy dwa pewnie sama bym wykasowała akapot lub dwa ale na świeżo to ani myślę dokonywac obrzezania na własnych słowach.
      Boze! No i znowu sie rozpisałam.
      To jak u tego dentysty?
      Wnioskuje, że to nie byl tylko “przegląd”.

      • Jo Winchester
        |

        Chyba zostałam źle odebrana w swoim komentarzu. Mi również podoba się sposób narracji, jaki obrałaś do tego opowiadania. Chodziło mi tylko o to, że fajnie byłoby znać myśli Poli.

      • J.Gibson
        |

        Jo! Jak sie ciesze, ze jednak jest was dwie?

      • T
        Tony Porter
        |

        Nie no, nie było tak źle – relaksowałam się aż do finału, a że wizyta u dentysty nie była przesadnie traumatyczna, to dałam radę:) Wszystko przez to, że uwierzyłam w zapewnienia Teodora, że wszystko będzie dobrze i naiwnie sądziłam, że uniewinnienie Poli to tylko formalność. No, ale kochanka to Teo nie przewidział. Mam nadzieję, że grozą tylko trochę powieje, a erotyzmem walnie z siłą wodospadu:) Nie zdziwiłabym się, gdyby Pola, pełna obaw, że jednak pójdzie do więzienia, chciała przed tym zakosztować przyjemności w ramionach Teodora. Ha! A zgrozą to mogłoby powiać silniej, ale w kierunku niegodziwych teściów – w Teodorze zagra żołnierska krew przodków, dobędzie szpady i z siodła, w galopie… pogrozi niegodziwcom:) Trzymam kciuki za nową, nieformalną komórkę rodzinną.
        Oj tam, “okruszynka”! Dwa zdania w tą, czy w tamtą… nie bądźmy drobiazgowi:) No właśnie, człowiek dopieści jakiś fragmencik, bardzo sercu miły, a potem słyszy, że to niepotrzebne i niczego do tekstu nie wnosi. Jak to nie wnosi? Za ozdobę robi. To mało? Obdzieranie ze skóry i kastracja zdecydowanie niemile widziane:)
        Zaczęło się od przeglądu, a skończyło na wcale nie krótkiej liście rzeczy do zrobienia. Obecnie wizyta u dentysty to właściwie pikuś – gabinety wypasione, sprzęty nowoczesne, personel milusi, ale mnie już na wejściu powala specyficzny zapach, a potem ten okropny odgłos borowania, brrrr… I jeszcze tyle trzeba za to bulić.

  3. M
    Misia
    | Odpowiedz

    Szpada, siodło, galop?
    Może Dziadek będzie opowiadał o swoich podbojach w husarii?

Napisz nam też coś :-)