Rany Julek! (VI)

with 10 komentarzy

Rozdział szósty.

Piękne zapachy nęciły podniebienie. W salonie na podłodze pani Basia bawiła się z Julkiem.

Dzień dobry.

Przywitałem się i ucałowałem chłopca. Ruszyłem do kuchni stęskniony widoku Poli.

Chyba nie masz nam za złe, że przyjechaliśmy. – Moja mama najwyraźniej wprosiła się na wizytę.

Oczywiście, że nie.

Ucałowałem mamę w policzek, po czym odruchowo pocałowałem też Polę. Przyszło mi to tak po prostu, tak naturalnie. Nawet Pola nie zauważyła w moim geście nic dziwnego. Dopiero po chwili przestała mieszać sałatkę i spojrzała zdezorientowana. Nie wiedziałem, czy mam się tłumaczyć, czy przepraszać, czy... No stało się! Wzruszyłem ramionami w odpowiedzi. Przecież nie będę przepraszał za coś, czego nie żałuję.

Teodorze, potrzebujesz tego jeszcze czy mogę sobie pożyczyć? – Dziadek wyszedł z łazienki trzymając paczkę prezerwatyw nad głową i puszczając oczko do pani Basi.

Mama spoglądała to na mnie, to na Polę z uśmiechem. Nie rozumiem, czy dorosły mężczyzna nie może mieć w domu paczki prezerwatyw?

Możesz dziadku. Jeśli obawiasz się, że w wieku stu lat zrobisz mi wujka albo ciocię, to możesz je sobie wziąć. Tylko nie oddawaj.

Z dziadkiem nie należało dyskutować. Im mniej się udzielał, tym lepiej. To znaczy mniej wstydu i lepszy wizerunek naszej skromnej trzyosobowej rodziny.

Nie mam jeszcze stu lat smarkaczu! – oburzył się staruszek, po czym ledwo doczłapał do fotela.

Mamo czy nie sądzisz, że trzeba dziadkowi znaleźć dom spokojnej starości? – zaproponowałem.

Mnie tez tam umieścisz gdy będę stara? – obruszyła się.

Nie narzekaj Teodorze – wtrąciła Pola – Jak na swój wiek to twój dziadek jest całkiem sprawny. – Zaśmiała się zerkając na zaloty Edwarda do jej babci. – Umyj ręce proszę, zaraz siadamy do stołu.

Posłusznie wykonałem polecenie.

W moim mieszkaniu jeszcze nigdy nie było tak tłoczno i gwarno i… Zamyśliłem się. W moim domu panowała rodzinna atmosfera. Wpatrzony we własne odbicie podziwiałem skrajność swych myśli. Rodzina. Do trzydziestki uważałem, że jestem za młody na zakładanie rodziny. Zależało mi na budowaniu marki wokół nazwiska i kancelarii. Potem byłem zbyt zajęty przelotnymi romansami. Przeleciałem nawet kilka klientek, którym prowadziłem rozwody. Było mi dobrze, ale teraz… Czyżbym był gotowy na poważny związek? Związek z Polą?

Nie. Mina mi zrzedła. Nie mogę być z Polą. Ona potrzebuje kogoś młodszego. Ze mną byłaby tylko z wdzięczności.

Teo czy wszystko w porządku? – Pola pukała do drzwi.

Przepraszam cie. Muszę umyć Julka, żeby jego aromacik nie odebrał wszystkim apetytu.

Julek wiercił się na jej rękach niespokojnie. Wpuściłem ich do środka szukając schronienia w sypialni. Pozbyłem się marynarki oraz krawata. Rozpiąłem kilka guzików koszuli. Nie poczułem ulgi. Moje własne myśli mnie dusiły, nie ubranie.

Czy coś się stało?

Patrzyły na mnie przecudne oczy w kolorze karmelu. Goły Julek wylądował w łóżeczku, a ja zyskałem pełną uwagę Poli.

Teodorze? – Spojrzała na mnie wymownie.

Nie jestem przyzwyczajony do obecności tylu osób w moim domu.

Mówiłam ci, że to nie jest dobry pomysł.

To nie tak, Pola. Nie o to mi chodzi.

A o co? – dopytywała.

Podoba mi się to, co teraz dzieje się z moim życiem. Moją rodziną od zawsze jest mama i niespełna rozumu dziadek. Dopiero teraz wiem, jak wygląda prawdziwa rodzina. Wiem to dzięki tobie. Dzięki Julkowi.

Więc czemu jesteś smutny?

Bo wiem też, że to się kiedyś skończy. Dokładniej, po ogłoszeniu wyroku, który na pewno będzie uniewinniający.

Julek nawoływał mnie swoim „tatata ata ata ta”. I Pola, i ja doskonale wiedzieliśmy, że mylnie nazywa mnie swoim tatą. Wziąłem bąbla na ręce. Zadowolony obśliniał mój policzek. Przepadłem. Dzieciak ukradł mi serce. Pół serca, druga połówka coraz głośniej biła w stronę Poli.

Obiecałam, że będziesz uczestniczył w pierwszych urodzinach Julka, mogę obiecać, że na każde następne również będziesz zaproszony. – Myślała, że uśmiechem podniesie mnie na duchu. – Nie chcę być dla ciebie ciężarem Teodorze. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z twoim planem chciałabym normalnie żyć. Wrócić do babci, znaleźć pracę i żłobek dla Julka. – Widziała, że nie takiej odpowiedzi oczekiwałem. – Możemy spotykać się na spacerach, w zoo, w parku. Możemy umawiać się na... – Miałem nadzieję usłyszeć “randki” lecz zawiesiła głos. – Na pewno zawsze będziesz mile widziany Teo. – Pogładziła mnie po policzku nadając swym słowom cieplejszego wymiaru.

Nie zmuszę Poli by została ze mną.

Kochani, obiad już na stole. – Mama wtargnęła do sypialni.

Już idziemy – odpowiedziałem, po czym zwróciłem się do Julka – Chodź koleżko.

Tydzień sielanki minął szybko. Zbyt szybko. Starałem się spędzać jak najwięcej czasu z Polą i Julkiem. Emil naciskał jednak by ustalić harmonogram spotkań, by przygotowywać Polę do rozprawy. Chodziło o to, by oswoiła się z pytaniami, jakie mogą paść na sali rozpraw ze strony prokuratora. Co drugi dzień zabierałem ją ze sobą do kancelarii, gdzie za każdym razem, od początku, opowiadała co wydarzyło się tamtego trefnego dnia.

Pierwsze próby przesłuchania okazały się trudniejsze niż przypuszczałem. Pola płakała na wspomnienie każdej minuty z małżeńskiego życia. Łzy były pożądane. Pokazywały prawdziwość uczuć i emocji jakie towarzyszyły poszczególnym wydarzeniom. Chodziło o to, żeby przedstawić ofiarę jako kata. Emil był dociekliwy i wywlekał wszystko na wierzch. Po spotkaniach z nim Pola była rozbita emocjonalnie. Wiedziała, że jeśli chce pozostać na wolności przy synu musi docenić tę pomoc, w pełni ją wykorzystać.

Czułem jak zacieśniają się nasze relacje. Dzień w dzień zdobywałem serce Poli poprzez miłość do Julka. Kilka razy, na placu zabaw, zostaliśmy skomplementowani jako para i żadne z nas nie pomyślało, by wyprowadzić komplementującego z błędu. Obiadki u babci, wspólne zakupy, wyjście do kina, wizyta w figlarium dla dzieci, zajęcia z pływania dla maluchów, naśmiewanie się z dziadunia i wiele innych aktywności pozwoliło nam poznać się lepiej.

Cały czas funkcjonowałem w trybie “uśpiony erotoman”. Dobrze pamiętałem jej reakcję na chwyt za pupę, czy pocałunek. Wiem, jestem bardzo bezpośredni w okazywaniu uczuć. Nie chciałem Poli wystraszyć. Niczym myśliwy tropiłem jej uczucia walcząc z genami zbereźności. Przed rozprawą opuszczały mnie siły, przez co coraz częściej śniłem erotycznie o mojej lokatorce.

Wieczorem przed rozprawą Pola rozkleiła się całkowicie. Przy Julku była dzielna i trzymała emocje w ryzach. Wyglądała jak tykająca bomba. Różnica polegała na tym, że jej wybuch groził powodzią łez, a nie eksplozją niszczącą całe osiedle. Poprosiłem, by zrobiła kolacje dla nas, a sam zabrałem Julka do sypialni. Dobrą chwilę zajęło mi uśpienie malucha. Gdy wszedłem do kuchni, Pola ukradkiem ocierała łzy. Nie mogłem jej nie przytulić. Przygarnąłem drżące ciałko do siebie. Nie protestowała.

Ciii. Będzie dobrze. – szeptałem.

Z satysfakcją zauważyłem, że przybrała na wadze. Nie była już chodzącym patyczakiem. Z przyjemnością odczuwałem ciepło jej biustu. Nie odmówiłem sobie spojrzenia na kształtną pupę. Przy moich dwóch metrach wzrostu większość kobiet było kruszynkami, miałem więc piękny widok na jej pośladki. Odkąd dowiedziała się, że na najwyższym piętrze jest siłownia dla mieszkańców, chodziła tam każdego wieczora po spotkaniach z Emilem. Wypacała cały stres i wracała do nas, mnie i Julka, znów uśmiechnięta. Skutkiem ubocznym tego odstresowania był tyłeczek marzenie.

A jeśli będę skazana? – łkała.

Posadziłem Polę na wyspie kuchennej wciąż obejmując. Mogła teraz patrzeć mi w twarz bez zadzierania głowy do góry. Nie potrafiłem zrozumieć jej lęków. Wiedziałem, że Emil dopnie swego. Wszystkie dowody stanowiły o niewinności Poli.

Nie będziesz – zapewniałem.

A jeśli będę? – upierała się – Co stanie się z Julkiem?

Zaopiekuję się nim. Już i tak nie wyobrażam sobie życia bez blond cherubinka. – Udało mi się rozśmieszyć ją mimo łez. – I bez ciebie Pola. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.

Pocałowałem ją. Nie tak jak dotychczas mi się zdarzało: w policzek na przywitanie. Pocałowałem ją w usta. Czule i delikatnie. Odwzajemniała pieszczotę. Było mi wszystko jedno z jakich pobudek to robi. Pragnąłem jej. Chciałem się z nią kochać, nawet jeśli z jej strony byłby to seks z wdzięczności.

Zsunąłem usta na jej szyję. Smakowałem ją powoli, degustowałem w delikatności, by zaostrzyć apetyt na danie główne.

Nie powinniśmy – szepnęła.

Do diabła! Trzeba było nadal zajmować się jej ustami – dosłyszałem naganę z rozporka. Miesiąc wstrzemięźliwości i mój penis nauczył się komunikować! Ciekawe, czy gdybym nie używał go przez rok, odkryłby nowy pierwiastek i dostał nobla? Opuściłem przestrzeń osobistą mojej niedoszłej kochanki przysłaniając wzwód książką kucharską. Popatrzyłem na Polę, taką delikatną, młodą i pełną życia. Byłem dla niej za stary.

Masz rację – skłamałem – Potrzebujesz teraz chwili relaksu. Kąpiel? Kolacja? Może obejrzymy jakiś film?

Uśmiechnęła się, przytakując.

Znalazłem w łazience musujące kule do kąpieli. Pachniały zbyt słodko, ale skoro kobiety to lubią, czemu miałbym nie rozpieszczać Poli kosmetycznymi rarytaskami. Wannę napełniłem po brzegi, po czym wrzuciłem kulę zgodnie z instrukcją. Kula odbiła się od dna tocząc kolorową pianę. Woda zmieniała kolor, błyszczała od drobinek, a to był zaledwie początek. Wpatrywałem się zahipnotyzowany.

Może sam chcesz skorzystać?

Chichot zza pleców wyrwał mnie ze stanu fascynacji musującą kulą.

Nie żartuj. – Poczułem się urażony.

Podszedłem do Poli. Stanąłem tuż za nią rozsuwając suwak sukienki. Materiał opadł na podłogę. Pocałowałem jej ramie, szyję i ucho.

Nie spiesz się – szepnąłem, przeklinając swoje dobre wychowanie.

Zostawiłem ją na pastwę tej hipnotyzującej pływającej mendy. Wciągałem spodenki. Pomimo wieku wciąż miałem czteropak, a nie boiler jak Emil. Ponapinałem mięśnie przed lustrem niczym małolat. Siłownia trzy razy w tygodniu robi swoje. Mając domowe obiadki muszę wyciskać dwa razy więcej niż kiedyś.

Lato było w pełni, nawet wieczorami nie dało się wytrzymać. Z klimatyzacji zrezygnowałem, kiedy Julek się przeziębił. Pediatra na wizycie domowej stwierdziła, że to wina zbyt niskich temperatur, jakie utrzymujemy w mieszkaniu, więc od tamtej pory jest tu jak w piekarniku. Otworzyłem drzwi balkonowe. Powietrze zwiastowało burzę. Przejrzałem filmy online. Kino katastroficzne na tę pogodę jak znalazł.

Przyniosłem z kuchni ogromną miskę spaghetti i dwa kieliszki do wina. Idioto! – warknąłem na siebie. Przecież Pola nie przepada za alkoholem. Zrezygnowałem z wina na rzecz mrożonej herbaty. Zdecydowanie lepiej.

Odgłosy piorunów coraz częściej i głośniej groziły oberwaniem chmury. Zerwał się przyjemny wiatr. Telefon przywołał mnie wibracją.

Część Emil.

Mamy problem – jego głos zdradzał zdenerwowanie.– Zgłosił się nowy świadek, kochanek Poli. Twierdzi, że Pola zabiła męża, by z nim być.

________

słowa z rozdziału siódmego: zawibrował, romansu, ramiona, łóżka, ssałbym, bielizny, szpady, siodła,galop.

Kto chętny na dedykację otwierającą rozdział siódmy? zgadujemy!

A nagroda za zgadywanie  poprzedniego rozdziału wyjątkowo na stronie FB Jadzia Gibson

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Ja wiedziałam, że coś w końcu wykombinujesz. To byłoby zbyt proste i zbyt piękne, gdyby Pola mogła być pewna, że nie zostanie skazana. Jestem przekonana, że za domniemanym kochankiem stoją rodzice jej męża. Chcą się zemścić na Poli i zabrać jej Julka, a jedyna metoda to skazanie jej na długie lata odsiadki. Ciekawe, co teraz wymyśli Teo, bo to nie lada problem. Komplikacje na ostatnią chwilę sprawiają, że ludzie popełniają błędy, więc oby Teo z Emilem ich teraz nie popełnili. Więzy między Teo, a Polą zacieśniają się. Żałuję jednej rzeczy. A mianowicie, że nie prowadzisz dwuosobowej narracji. Chętnie poznałabym myśli i uczucia Poli 🙂 Bo tak na dobrą sprawę na razie wiele o tym nie wiadomo.
    Co do 7 to Teo zawibruje telefon. Będzie próbował dowiedzieć się co nieco na temat domniemanego romansu Poli. W domu przy Poli weźmie ją za ramiona i w chwili uniesienia poprowadzi ją w stronę łóżka. Będzie chciał ją pozbyć bielizny:P Reszty nie zgaduję nikt nie chce czytać tych głupot 🙂

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Noooo Jo! Wróżbita Maciej byłby z ciebie dumny
      ?
      Idziesz dobrym tropem.
      Dokładnie w tym miejscu nastapi zwichnięcie kilku wątków więc warto byc tu za tydzień.

      Co do narracji:
      Mam jedno opowiadanie z narracją naprzemienną i musze przyznać, ze faktycznie wiecej rzeczy jest wtedy wyjaśnione. W przypadku Rany Julek! mamy tylko jedną perspektywę, dlatego niekiedy działania Poli nie są rozumiane. Taki był jednak pomysł na Julka i nie poradzę nic więcej. Eksperyment na coś innego. W nowym opowiadaniu (które właśnie się pisze- bo w moim domu wg męża wszystko SIĘ samo robi to i opowiadania piszą się same) narracja będzie już calkiem tradycyjna choć jej język pozostawia wiele do życzenia. No niestety. W moim przypadku język ogólnie mógłby być lepszy bo już sama zauwazam, ze konstruuje zdania bardziej jak w Angielskim tyle, że po Polsku.
      ???

      • Jo Winchester
        |

        Haha! Jak dla mnie możesz konstruować jak chcesz, sama mam z tym problem 🙂 Idzie Ci dobrze.
        Każdy wybiera taką narrację, jaka mu pasuje, tak i Ty taką wybrałaś:) Wiem, że na pewno wyjaśnisz w odpowiednim czasie wszystkie myśli Poli i jej uczucia.
        To może założę działalność wróżbiarską?

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    “Podłość ludzka nie zna granic” to za mało powiedziane! To niedopowiedzenie wszech czasów! Mur beton, że rzekomy kochanek to “wynalazek” teściów Poli. Gdzie byli, gdy ich kochany synuś maltretował żonę i synka? Ich zdaniem, to pewnie przez Polę pił, nieszczęśliwy biedaczek, a tfu! Mocno ciekawe, że rzekomy kochanek Poli sam się zgłosił. Chce, żeby jego kochanka wylądowała za kratkami? Dziiiiwne, bardzo dziiiwne. Mam nadzieję, że Emil i Teo zdołają zdemaskować ten szwindel, grubą nicią szyty. Ech, ileż nerwów. Miałam się zrelaksować po wizycie u dentysty, a tu masz! Nie powiem, żebym się nie pośmiała: “geny zbereźności”, “komunikujący się penis”, “hipnotyzująca pływająca menda” 🙂
    Chcę wierzyć, że “zwichnięcie kilku wątków” nie oznacza długiej odsiadki Poli i zabrania Julka Teodorowi, tylko np. zmiany obiektu zainteresowań Teo – o ile pamiętam, to była mowa o rywalizacji z dziadkiem o względy pani Basi:)
    Jak lubię historie opowiadane z dwóch perspektyw, to w przypadku “Julka” uważam, że wybór narracji pierwszoosobowej był trafny. To historia Teodora, on jest głosem przewodnim i on opowiada, jak to mu się życie wywróciło do góry nogami. Mimo, że nie mam takich doświadczeń jak Pola (na szczęście!), to jakoś łatwo mi wczuć się w jej sytuację, odczucia, zrozumieć co dzieje się w jej głowie, więc nie dziwi mnie jej zachowanie. I nie brakuje mi jej głosu w tej opowieści.
    Nie jestem fachowcem, ale wedle mnie szyk zdania jest ok – a przynajmniej mnie nie razi, nie wali obuchem rozpierdacja wyrazów odbierająca zdaniu sens. Specjalista pewnie by się czepił zdań prostych, które można by połączyć w ładne zdania złożone, aby nie brzmiały czasem jak komunikaty. Ja się nie czepię, bo sama tak pisałam:) Albo przeginałam w drugą stronę i tworzyłam tasiemce, z których można było wykroić z 2-3 zgrabne zdańka:)
    W kwestii “SIĘ” Twój mąż nie należy do wyjątków:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tony, bardzo przepraszam, że przeze mnie nie mogłaś sie zrelaksować.
      Uprzedź mnie nastepntm razem jak bedziesz szła do dentysty to dam coś smaczniejszego na pocieszenie. Obiecuję.
      Cieszę się, że choć tobie odpowiada sposób narracji. Lubie pisać w pierwszej osobie. Pozwala mi to na wiekszą spójność głównej postaci.
      Zdradzę ci w tajemnicy?
      Że za tydzień będzie tylko troche rżenia ze śmiechu, a wiecej grozy i erotyzmu. No chyba, że znów cos dopisze zabawnego?
      Dziewczyny to mie chyba ubiją bo choć bym chciała to nie umiem trzymać się limitów. Mam tekst podzielony na części zgodnie z wytycznymi, ale przed wstawieniem jeszcze raz czytam, coś wytne, coś dopisze, cos mi się przypomni wiec rozwijam myśl, albo wplatam coś po uwagach w komentarzach z poprzedniego rozdzialu… A potem wychodzi mi “okruszynka” poza limit? i nie ma zmiłuj! Wszystko mi pasuje. Własny tekst jest dziecko, nie bede go ze skory obdzierać.
      Naprawde.
      Uwagi o ortografi, interpunkcji czy leksyce to pikus ale niech mi napiszą, ze cos jest niepotrzebne to….. Ehhhh.
      Za miesiąc czy dwa pewnie sama bym wykasowała akapot lub dwa ale na świeżo to ani myślę dokonywac obrzezania na własnych słowach.
      Boze! No i znowu sie rozpisałam.
      To jak u tego dentysty?
      Wnioskuje, że to nie byl tylko “przegląd”.

      • Jo Winchester
        |

        Chyba zostałam źle odebrana w swoim komentarzu. Mi również podoba się sposób narracji, jaki obrałaś do tego opowiadania. Chodziło mi tylko o to, że fajnie byłoby znać myśli Poli.

      • J.Gibson
        |

        Jo! Jak sie ciesze, ze jednak jest was dwie?

      • T
        Tony Porter
        |

        Nie no, nie było tak źle – relaksowałam się aż do finału, a że wizyta u dentysty nie była przesadnie traumatyczna, to dałam radę:) Wszystko przez to, że uwierzyłam w zapewnienia Teodora, że wszystko będzie dobrze i naiwnie sądziłam, że uniewinnienie Poli to tylko formalność. No, ale kochanka to Teo nie przewidział. Mam nadzieję, że grozą tylko trochę powieje, a erotyzmem walnie z siłą wodospadu:) Nie zdziwiłabym się, gdyby Pola, pełna obaw, że jednak pójdzie do więzienia, chciała przed tym zakosztować przyjemności w ramionach Teodora. Ha! A zgrozą to mogłoby powiać silniej, ale w kierunku niegodziwych teściów – w Teodorze zagra żołnierska krew przodków, dobędzie szpady i z siodła, w galopie… pogrozi niegodziwcom:) Trzymam kciuki za nową, nieformalną komórkę rodzinną.
        Oj tam, “okruszynka”! Dwa zdania w tą, czy w tamtą… nie bądźmy drobiazgowi:) No właśnie, człowiek dopieści jakiś fragmencik, bardzo sercu miły, a potem słyszy, że to niepotrzebne i niczego do tekstu nie wnosi. Jak to nie wnosi? Za ozdobę robi. To mało? Obdzieranie ze skóry i kastracja zdecydowanie niemile widziane:)
        Zaczęło się od przeglądu, a skończyło na wcale nie krótkiej liście rzeczy do zrobienia. Obecnie wizyta u dentysty to właściwie pikuś – gabinety wypasione, sprzęty nowoczesne, personel milusi, ale mnie już na wejściu powala specyficzny zapach, a potem ten okropny odgłos borowania, brrrr… I jeszcze tyle trzeba za to bulić.

  3. M
    Misia
    | Odpowiedz

    Szpada, siodło, galop?
    Może Dziadek będzie opowiadał o swoich podbojach w husarii?

Napisz nam też coś :-)