Rany Julek! (VII)

with 33 komentarze

Ray Julek! (VII)

.

UWAGA ! Punkt kulminacyjny wypadł akurat na ten rozdział i niektórych może wyrwać z majtek, dla tegoż uprzedzam, majtki trzymamy oburącz!

Jak przewijać tekst? (zapewne zapytacie)

Nosem. (odpowiem bez wahania)

W końcu czytacie Motyle w NOSIE!

Dedykacji ni ma, bo się nikomu nie fartnęło odgadnąć. Jak się postaracie pod tym rozdziałem, to rozdam wam jedyne w swoim rodzaju certyfikaty na najlepszą odgadywaczkę ciągu dalszego. 

Uprzedzam: Nie umiem pisać o sexie tak obrazowo, jak Jo, wdzięcznie i wulgarnie jak Mikakamaka, czy sprośnie jak Babeczka.

 Jak ktoś komuś wsadzi coś gdzieś, to tylko po to, by pomerdać tym czymś jak Szarik ogonem na widok Janka. I tym optymistycznym akcentem zapraszam do...

.

Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

 

część siódma

O nie, nie, nie! Nie moja Pola! Przez chwilę myślę, że przez otwarte okno wpadł piorun i trafił mnie prosto w… Ten durny łeb! To jasne, że coś tu nie gra! Nowy świadek? Dzień przed rozprawą? 

– Prześlij mi jego dane – mówię przez zaciśnięte zęby. – Emil, czy poza tym wszystko jest tak, jak zakładaliśmy?

– Tak. Teodorze, ale jeśli ten pajac przekona sąd do swojej prawdy, będzie ciężko udowodnić morderstwo w afekcie.

– Wiem. Rozprawa jest o czternastej. Poświęcę całe przedpołudnie na rozpracowanie drania i dam ci go na tacy.

– Słuchaj, lepiej będzie, jeśli nie pojawisz się na rozprawie. Przyjadę po Polę, a po wszystkim ją odwiozę, o ile…

– Nie ma „o ile”! – warczę. – Wyślij mi dane tego skurwiela, a wykluczymy go ze sprawy. – Biorę głęboki oddech i uspokajam się. – Przepraszam. Emil, trzymaj się planu, a gnidę zostaw mnie. Odezwę się jutro.

Rozłączam się z dziwnym ciężarem na wątrobie. Boję się zapytać Polę o… Gdyby faktycznie zabiła Kamila, by być z innym… To mi nawet przez myśl nie chce przejść, a co dopiero przez gardło! Rzucam telefon w drugi kąt kanapy, a wyprostowawszy się dostrzegam odbicie Poli w szklanych drzwiach balkonowych. Stoi w korytarzu niepewna, czy podejść, czy uciekać. Nie wiem, ile usłyszała, nie wiem, co powinienem teraz zrobić. 

– Teo? 

Odwracam się do niej z pytającym mruknięciem w krtani.

– Jesteś zdenerwowany. Chcesz, żebym...

–  Pola – Wtrącam się w słowo, choć nie lubię tego robić. –  Wiem, że nie poruszamy w domu tematu twojej sprawy, ale tym razem zrobimy wyjątek. – Staram się mówić najspokojniej jak umiem. Mój telefon wibruje, a ja na głos odczytuję. –  Adam Żeremański. Przypominasz go sobie?

– Kolega Kamila. Razem pracowali. To Adam załatwiał samochody, które naprawiali i sprzedawali.

Nie widzę w jej zachowaniu nic, co świadczyłoby, że kłamie. Nie jest nawet zaskoczona, że pytam o tego mężczyznę, a jedyne co odczytuję z jej twarzy i głosu to zdezorientowanie. Nie ma pojęcia dlaczego pytam o Adama!

–  Czy łączyły cię z nim jakieś relacje? – pytam, bo muszę to usłyszeć.

–  Żartujesz? To ćpun i alkoholik. Unikałam go jak ognia. Czemu o niego pytasz?

– Będzie zeznawał.

– No i? 

Pola nie wygląda na przejętą tą informacją. Dla mnie to jest ostateczny dowód, że nie spodziewa się z jego strony ataku, a co za tym idzie,  nie miała romansu z tym człowiekiem. Słyszę, jak pod nogami rozbija się kamień, który spadł mi z serca.

–  Nic, Pola. Nic ważnego. – Nie chcę jej powiedzieć, czego miałyby dotyczyć te zeznania. Jest już wystarczająco zestresowana jutrzejszą rozprawą.– Po prostu zgłosił się jako świadek w ostatniej chwili, a musimy wiedzieć wszystko.

–  Nie wiem co on miałby wnieść do mojej sprawy. Nie sądzę, by się ochoczo chwalił, jak wciągał kreski z Kamilem.

Jeśli ten Adam ma coś na sumieniu tym lepiej. Łatwiej będzie go zmanipulować.

–  Muszę wykonać jeden telefon i zaraz do ciebie wracam. Dobrze? – Całuję Polę w czoło, po czym wychodzę z mieszkania. Imponujące, jak miesiąc wspólnego życia zmienia relacje między ludźmi. Niby tylko takie nic nieznaczące cmoknięcie na witaj i do zobaczenia, a jednak już nie potrafimy pominąć go w naszych rytuałach.

Wjeżdżam windą na najwyższe piętro, by nikt nie usłyszał, o czym zamierzam rozmawiać i dzwonię do informatora – byłego wojskowego. Moje nerwy trochę obsiadają, gdy oddaję ciężar Adama Żeremańskiego na barki znajomego po drugiej stronie słuchawki. Mieszko pomógł mi w wielu sprawach, wiem więc, że mogę na niego liczyć.

Wracam do mieszkania w nieco lepszym humorze.

– Coś go boli? – pytam, widząc kwilącego Julka w objęciach Poli.

–  Nie. Po prostu wystraszył się grzmotu. 

Pola też wygląda na roztrzęsioną. Jej głos załamuje się, a ręce drżą. Chodzi wokół łóżka kołysząc zanoszącego się płaczem synka. Nie jestem specjalistą, ale mam wrażenie, że jej nastrój bardziej udziela się cherubinkowi niż atmosfera nieboskłonu.

Przytulam chłopca do siebie. W moich ramionach od razu pokornieje. Przestał płakać i wierzgać, a nosem schował się w moją szyję. Nie chcę nawet myśleć o życiu bez tego bąbla. Moje falliczne alter ego postanowiło również dodać telepatyczny komentarz: Przez dzieciaka do mamuśki, co nie?

–  Nie wiem jak to zrobiłeś. – Pola patrzy z podziwem na spokojnego Julka. Uśmiecha się do mnie smutną wesołością. Chyba też czuje, że niezależnie od jutrzejszego wyroku coś się zmieni między nami.

Burza przypomina o sobie głośnym uderzeniem, a dziewczyna wzdryga się zalękniona.

– O tak. – Wolną ręką przygarniam również ją.  Tulę oboje wśród powiewających firanek. Jest mi przyjemnie. Czuję się kompletny w pakiecie z nimi. 

Wiatr wzmaga na sile, a w mieszkaniu panoszy się przeciąg. Oddaję chłopca Poli, po czym zamykam automatyczne rolety zewnętrzne, żeby stłumiły odgłosy burzy. Dociskam drzwi balkonowe do futryny i sprawdzam, czy wszystkie okna są zamknięte. W tym roku pogoda szaleje, o czym media wciąż przypominają reportażami z poburzowych pożarów lub powodzi. Światło miga, a przy kolejnym uderzeniu  pioruna gaśnie całkiem. Nie ma prądu. To by było na tyle, jeśli chodzi o miły wieczór z filmem. 

–  Teo? – Słyszę obawę w głosie Poli. Stoi tuż obok mnie, ale ja nie widzę jej wcale.

–  W kuchni są świeczki. Zaraz je przyniosę – uspokajam, gdy odblokowuję telefon. 

– Idę z tobą. 

Słabe światło ekranu pozwala nam dotrzeć do kuchni bez bolesnych potknięć. 

–  Boisz się burzy? – pytam, przeszukując szafki i szuflady.

–  Moi rodzice zginęli właśnie w taką noc. Nie boję się burzy w dzień, ale w nocy…  – Zasysa powietrze zalękniona, kiedy prąd na sekundę rozświetla wszystkie żarówki. 

Zapalam kilka świeczek, jedną zostawiam w kuchni, pozostałe zabieram do salonu. Julek pojękuje przez sen. Teraz jestem pewny, że bardziej  niepokoi go lęk matki niż sama pogoda. Przejmuję chłopca w swoje ramiona i od razu zapada w głęboki sen.

– Jestem głodny. A ty? – Moja wątroba musiała w końcu jakoś zużyć tę żółć wyprodukowaną przez rozmowę z Emilem. Kładę Julka na kocyku w namiocie z zabawkami, dzięki czemu Pola ma go na oku. –  Filmu raczej dziś nie obejrzymy.

–  Nie szkodzi. Możesz za to opowiedzieć mi coś o sobie. 

Boże. Tylko nie to! Co jakiś czas Poli włącza się takie zainteresowanie moją przeszłością. Nie cierpię tego. 

– Teo, mam dziwne wrażenie, że bardzo unikasz mówienia o sobie.

–  Skądże! – Dzięki doświadczeniu na sali sądowej potrafię kłamać bez mrugnięcia okiem. – Co chcesz wiedzieć?

–  Wszystko.

–  Nie za dużo? – Protestuję, bardziej tonacją niż słowem. – Co dokładnie cię interesuje?

–  Zazwyczaj mówisz tylko o pracy. Opowiedz mi o swojej rodzinie.

–  Ojciec był wojskowym i niestety, niedane nam było się poznać. Zginął na misji. Moją mamę poznałaś chyba dość dobrze. Przez ostatni miesiąc wyczerpała trzyletni limit wizyt w moim mieszkaniu. – Żartuję, co rozbawia Polę, ale prawda jest taka, że mama była w moim mieszkaniu nie częściej jak trzy trzy w roku, a teraz… Teraz jest trzy razy w tygodniu. – Dziadek jaki jest też każdy widzi. Owdowiał ponad trzydzieści lat temu i od tamtej pory znosimy jego... Khm, Khm, różne wybryki. Babcia zmarła, gdy byłem w podstawówce, więc zdążyłem przyzwyczaić się do specyficznego charakteru dziadunia. To chyba tyle

Widzę po minie Poli, że nad czymś intensywnie myśli. Najwyraźniej kalkuluje mój wiek.

–  Ułatwię ci: mam trzydzieści dziewięć lat.  – Moje urodziny będą dopiero za dwa miesiące, więc to nie kłamstwo, tylko prawda z dwumiesięczną datą ważności. Obawiam się, że liczba czterdzieści mogłaby ją całkiem zniechęcić do mnie i zaszufladkowałaby mnie jako starego zbereźnika, wersję ciut cieplejszą od Faraona Edwarda, który już jedną nogą stoi w grobie.  Nie czuję się staro. Nie wyglądam staro. Pół roku temu miałem, co prawda, problemy z sercem, ale to nie zawał tylko stres. Badania wykazały, że niejeden młodszy mógłby mi pozazdrościć.

–  Dlaczego prawo? – Pola kontynuuje przepytywanie mnie. To chyba dobrze. Znaczy… Mój wiek nie przeraził jej.

–  A dlaczego nie? – Śmieję się. – Uwielbiałem z dziadkiem oglądać rozprawy sądowe. Najpierw chodziliśmy wspierać jego kolegę Henia w walce o odszkodowanie, potem panią Genię. Tak już zostało. Mieliśmy wspólne hobby. Dziadek twierdził, że to jego telenowela.

–  Byłeś żonaty?

–  Nie. – A to wścibskie dziewczę! Tak nagle do konkretów? Ha ha. – Uprzedzę twoje kolejne pytania. Nie byłem nawet w poważnym związku. – Kurcze! Chyba nie pomyśli, że jestem prawie czterdziestoletnim prawiczkiem?! – Choć spotykałem się z kobietami – dodaję szybko. – Z żadną nie chciałem nawiązywać znaczących relacji. Z tobą chcę.

Pola krztusi się makaronem, ale odmawia przyjęcia pomocy po pierwszym klepnięciu w plecy. Może byłem za mało delikatny? 

Gdy przestaje kaszleć zawiesza na mnie wzrok. Uśmiecha się ciepło, a ja czuję, że jest szczęśliwa, że to był dobry moment na wyznanie moich skromnych planów wobec niej. Niestety,  po chwili poważnieje. Jest zdezorientowana?

–  Ze mną? – dopytuje. – Możesz mieć każdą, a chcesz mnie? Kryminalistkę? Samotną matkę?

–  Po pierwsze, Pola, ty się broniłaś, nie jesteś kryminalistką. Po drugie, nie wyobrażam sobie dnia bez waszej dwójki.  A po trzecie, Julek już i tak mówi na mnie tata. – Może nie powinienem odwoływać się do niej poprzez Julka? – Pragnę cię. –  Zapewniam całkiem poważnie.

Nie czekam na jej reakcję. Całuję ją, a pamiętając swój błąd sprzed kilku godzin, nie odrywam się od tych cudnych ust.

Wyłuskuję z dekoltu koszuli nocnej jędrne piersi.  O jak bardzo mam na nie ochotę! Ssałbym te sutki gdybym tylko mógł porzucić dla nich kusząco miękkie wargi. Ale się boję! Boję się, że Pola wyrazi sprzeciw, mogąc artykułować swoje myśli, dlatego też wolę pilnować zajętości jej aparatu mowy.

Kolejny piorun uderza dość blisko. Pola drgnęła pode mną, lecz nie przestała odwzajemniać pocałunków. Dopiero jęknięcie Julka wyrywa nas z namiętnego obłędu.

–  Śpi – zapewnia. – Po prostu coś mu się przyśniło.

Nie pozwolę jej uciec. Nie tym razem!

Całuję szyję, kiedy ona pręży się próbując dojrzeć Julka w namiocie. Głowę dam, że od tej całej musującej kąpieli mam pełno brokatu na języku. Pachnie jak cukiernia. 

Kładę rękę na udzie i  zsuwam materiał koszuli nocnej  w górę, na biodra.

–  Nie nosisz bielizny? – Zaskoczenie podkręca temperaturę podniecenia.

– Noszę, tylko w niej nie śpię.

–  Dobrze wiedzieć – szepczę do jej ucha. Nie mogę pozbyć się z twarzy łobuzerskiego uśmieszku, więc wpijam się w nią namiętnie ustami. Zsuwam spodenki i wyciągam z bokserek szpadę, cierpliwą do tej pory. Pola łapie mnie za pośladki, ponaglając. Ooo! Jaka niecierpliwa się zrobiła! Zatapiam miecz powoli, ale z łatwością, taka wilgotna i gorąca jest. Szczodrze obdarzam ją pełną długością, za co dostaję nagrodę w postaci przeciągłego mruknięcia. Gdybym miał mniej doświadczenia, pewnie już bym kończył. 

– Teo, już! Proszę.

Czy ona sobie ze mnie żartuje? Wydaje mi się, że Falliczny ma zacne rozmiary, a dla niej jest tak mały, że go nie czuje?

– Przecież już jestem w tobie! – Obruszam się w bezruchu. – Nie czujesz? – Kręcę młynka biodrami, a Pola chichocze. Ze mnie?! Penis skurczył mi się o dwa centymetry! Dobrze, że nie zrobił się całkiem wklęsły.

– Nie o to chodzi, głuptasie. – Unosi biodra i dociska je do mnie posuwistym ruchem. Przybijam ją moim gwoździem do kanapy, używając całego ciężaru ciała. A ona przyciaga moją twarz do swojej i szepcze prosto w usta: – Dawałam ci znać, że chcę... już i... teraz i.... bardzo i... potrzebuję  odrobinę... – Walczy z oddechem to moje biedne wyposzczone dziewczę, a ja nie ułatwiam jej wcale. Czekam aż sama powie czego ode mnie chce, w dodatku z premedytacją nieznacznie poruszam się w niej, ocierając o łechtaczkę. – Szybciej… Tak, chcę szybciej… Teo, proszę… Chcę dojść, proszę. – Dyszy.

 No to mamy pięć centymetrów więcej! – krzyczy Falliczny w mojej głowie. 

Spełniam życzenie Poli, ale nie przechodzę od razu na najwyższe obroty. Z każdym pchnięciem coraz bardziej rozhuśtuję nasze ciała. 

Pola stąpa po krawędzi, gdzieś na skraju spełnienia. Dociska biodra do moich, coraz mocniej obejmuje mnie łydkami, a na przedramionach czuję jej paznokcie. 

– Nie tak prędko! – wołam, wyskakując z niej. Moje kochanie patrzy na mnie z zaskoczeniem w oczach. Przecież czekałem na nią tak długo! Wypada dozować sobie słodycz.

Przeskakuję za oparcie kanapy i zrzucam z siebie spodenki. Pola nadal nie wie, czego się spodziewać. Przeciągam zatem jej biodra, układając ją w poprzek mebla. Pozwalam, by znów objęła mnie nogami. Warto było upewnić się jeszcze w sklepie, że oparcie kanapy jest na wysokości, którą Falliczny może wykorzystać! 

Długie włosy Poli opadają falami na podłogę. Stopami wędruje po moim torsie. Łapię jedną, całuję podbicie, a potem każdy palec począwszy od małego, a na dużym… Ha! Dużego dla odmiany przygryzam. Śmieje się to moje kochanie. Dobrze! Widzę, że jest zaintrygowana  propozycją na ciąg dalszy. Nogi unosi wysoko na wyprostowanych kolanach i hipnotyzuje mnie powolnym ich rozkładaniem. Podziwiam kąt rozwarcia, jak i… O dziaduniu! Uwielbiam gdy kobieta ma obfitsze wargi wewnętrzne! Łapię je w palce, rozcieram… Może powinienem klęknąć i wypieścić je ustami? 

Nie! To moje przedstawienie! – drze się Falliczny. Ma rację. Nie mogę przecież wyłożyć wszystkich kart od razu. Niech dziewczyna powoli odkrywa, co mam do zaoferowania! 

Łapię za uda w szpagacie, a w głowie wymyślam pozycje, które mógłbym wykonać z tak giętkim i rozciągniętym ciałem. Pola uśmiecha się figlarnie, palcami spaceruje po swoim brzuchu, by dotrzeć do łechtaczki. Odwodzę jej dłoń. Nie będzie mi tu widowiska psuć! Koniec z subtelnością! Wpuszczam swego Ułana w okienko, jak w pornofolkowej piosence dziadka. Teraz do mnie dotarło, jak ten stary cap kodował w mojej głowie swoje zbereźności już od najmłodszych lat. Kontakt z Julkiem będzie miał ograniczony!

Sumiennie pracuję między kusząco smukłymi nogami. Z piersi Poli jęki wyrywają się z każdym oddechem. To takie ciche komplementy, uznanie za oddanie i wysiłek.

I cierpliwość! – dodaje Falliczny w euforii, a ja obserwuję jak pojawia się i znika w objęciu bordowych od tarcia fałdek.

Nagle Pola zamyka mnie w uścisku łydek, uniemożliwiając wysunięcie szpady. Dopiero teraz TO czuję. Czuję każdą falę jej orgazmu: zaciska się na mnie, zasysa głębiej. Jej naprężone mięśnie nawołują mnie. Przeciągam paznokciami po wygiętym ciele od zagłębienia między piersiami po trójkąt kręconych włosków splątanych z moimi. Pierwszy raz tak intensywnie odczuwam bliskość kobiety. 

Koniec z numerkami! Niech żyje seks z miłości! – Falliczny nie mógł się przymknąć z radości, gdy spazmy orgazmu Poli zaciskały się na nim rytmicznie.

Pozwalam wybrzmieć tej symfonii kobiecego ciała.

Po chwili czuję, że ciało Poli powoli rozluźnia się. Spogląda na mnie spod wpół przymkniętych powiek, a ja przepadam. Tonę w satysfakcji z  jej rozkoszy, w spełnieniu o kształcie jej piersi i radości podgrzanej ekstazą.

Moje kochanie zaskakuje mnie swoją zwinnością: odpycha się ode mnie piętą i robi przewrót w tył. Podziwiam kuszące ciało, gdy podchodzi. A gdy podchodzi… O dziaduniu! Dźgnięciem palca zmusza mnie, bym przysiadł na oparciu mebla, a sama panoszy się na moich kolanach – siada przodem do mnie. Falliczny dumnie salutuje między jej udami. Trzymając się moich ramion,  unosi pośladki i opada z westchnieniem wypełniającym nie tylko jej płuca. Teraz to Pola nadaje tempo naszej wyprawie na szczyt. Obejmuję jej biodra na wszelki wypadek, żeby nie straciła równowagi, ale staram się nie ingerować w jej ruchy. Na początku leniwe ocieranie, delikatne. Z zamkniętymi oczami czekam na nadejście błogości. Czuję palce przeczesujące moją grzywkę, czuję usta, które bawią się moim uchem, czuję… Pustkę! Kiedy pozbawia mnie tych doznań, by przyspieszyć. Jej pośladki klaszczą o moje uda niczym werble zwiastujące finał. Coś jednak nie pozwala mi w pełni cieszyć się jej bliskością.

– Pola, czekaj! – Podnoszę jej biodra nad mą niezadowoloną męskość.

– Coś nie tak? Teo, zrobiłam coś…? 

– Prrrrrrr! Siodła nie ma!  – tłumaczę, ale spogląda na mnie zdziwiona. – Nie zabezpieczyliśmy się. – Jako ten starszy postanowiłem być również tym odpowiedzialnym.

– Chyba nie chcesz teraz dzwonić do dziadka, żeby ci oddał gumki? – Z uśmiechem próbuje znów mnie dosiąść, a ja specjalnie robię uniki Fallicznym, żeby się nie nadziała. No nie rozumie moich obaw!!! Co za kobieta!

– Nie naśmiewaj się ze mnie. Po prostu jest Julek...

– To popracujemy nad Julką. – Znów mnie całuje, co osłabia moją czujność. To podstęp! Znaczy… Niby tutaj cału cału, a poniżej przejęła szpadę w swoją rękę i tyle się mieczem namachałem!  – Oooooh! – Drżenie jej pomruku satysfakcji czuję nawet w jądrach. – Żartowałam, Teo. Nie martw się. Nie grozi ci zostanie ojcem w tej chwili. To jak? Mam wygłosić wykład o kobiecym cyklu, czy...

– W takim razie wio, kochanie. Dziś jazda na oklep. –  Sprośny uśmiech rozciął mi twarz od ucha do ucha. 

Najpierw wdzięczny kłus, potem namiętny galop. Spragnionym spojrzeniem Pola daje mi znać, że jedyne co nam pozostało to cwał do spełnienia. Nabija się na mnie coraz szybciej, więc doskonale czuję błogostan gromadzący się w lędźwiach. Dochodzi po raz drugi, a ja razem z nią, orgazmem, od którego pięty wpadły mi w rezonans. 

O dziaduniu! – wzdycha Falliczny wyrażając to, czego ja nie wypowiem, bo nie mam siły.

Opadam na kanapę, trzymając Polę w objęciach. Odpoczywamy przytuleni i chyba pierwszy raz żadne z nas nie czuje się skrępowane sprośnymi myślami. Ja na pewno nie! Już planuję, który mebel jak wykorzystam.

Strącam blond grzywkę ze spoconego czoła i całuję Polę. Naprawdę trudno mi uwierzyć, że ktoś tak wyuzdany może być czyjąkolwiek matką.

– Słyszysz? Już nie grzmi – szepczę, ale odpowiada mi tylko spokojny oddech Poli. Zasnęła. 


To jak wypadły te seksy literacko?

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    W życiu się tak nie uśmiałam przy scenach seksu xD

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No widzisz!
      A mnie do tej sceny zainspirowało własne życie erotyczne????

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Falliczny przypomniał mi o Różowym Słoniu u Miki 🙂
    I dobrze, że nie piszesz jak ja, Mika, czy Babeczka. Piszesz po swojemu i to jest najważniejsze, bo piszesz oryginalnie. Tego się trzymaj 🙂 Wyszło dobrze, a co najważniejsze i Teodor i Pola są usatysfakcjonowani.
    Natomiast gryzie mnie to, co ich rozłączy. Czy faktycznie więzienie, czy coś innego.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ooooo właśnie! Chyba w Spaghetti był różowy.
      Tutaj nawet nie planowałam dać penisowi głosu. Po prostu tak wyszło, po tym jak raz się odezwał nie miałam sumienia zabierać mu głosu.
      Już niedługo ich co nieco poróżni. Obiecuje. Tzn cześć VIII już czeka na ostateczne poprawki i tam zrodzi się odrobina stresu, ale Quentinem Tarrantino polecę dopiero w części 9 lub 10. Nie pamiętam. Mentalnie zawsze jestemtylko jedną część do przodu…

      • Jo Winchester
        |

        A tak w ogóle to jak długi jest Rany Julek? Niekoniecznie musisz ich poróżnić, ale masz swój plan, więc działaj 🙂 Przyjmę wszystko na klatę, nawet na gołą 😀

      • J.Gibson
        |

        Właśnie mam dylemat co do długości. Bo wyszło mi 12 i pół części. Mam dwa wyjścia.
        1. Urwać na dwunastej i zostawić was bez wiedzy o ostatecznym torze akcji
        2. Dopisac tę połowke i dac jako część trzynastą pełną. Boję się, że ta trzynasta będzie pechowa.

  3. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    “Nie czujesz?” I ta mina z pewnością… Dobre!

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Taaaaa. Przetestowana sytuacja w moim własnym łóżku. A nie! Na kanapie…No właśnie, bo mnie mój własnościowy małzonek zainspirował??????

  4. A
    Asia
    | Odpowiedz

    „Prrr!! siodła nie ma !!! ” – musze to mojemu staremu sprzedać ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Za tydzień dostarczę kolejną dawkę słownictwa dwuznacznego, tym razem wyrwie was nie tylko z majtek ale i ze skarpet ?????

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Zrobiłam sobie w pracy przerwę na miłą lekturę, ale co? Jak Teo wydobył szpadę, to w całym budynku korki poszły. Nie, nie te od szampana, tylko elektryczne:) Serio:)
    Mam nadzieję, że informacje od byłego wojskowego pomogą i rzekomy kochanek zostanie unieszkodliwiony. A Pola będzie wolna. Czy będzie chciała dzielić tę wolność i swobodę z Teodorem, to już zupełnie inna sprawa.
    Co do seksów: mocno, mocno śmiesznie, aczkolwiek nieporażająco erotycznie. Tyle, że pasuje to do konwencji opowiadania. Czepiłabym się logistyki hot-scenki – tu siedzą i jedzą, tu Pola dryga pod Teo, tu Teo przeskakuje przez oparcie kanapy i pociąga za sobą biodra Poli (tu wyobraźnia mnie zawodzi) … – uruchamia mi to w głowie zwiastun filmu, a nie film. Chciałabym dokładniej i więcej szczegółów:) Oczywiście, to moje osobistyczne odczucia, ale niby mamy szał zmysłów, a jakoś tak nie za bardzo ten szał i zmysłowość się czuje. No, ale zważywszy, że się ostatnio jaszczurzym ogonem podjarałam, to nie jestem zbyt miarodajna w tym temacie:)
    Falliczne ego – miodzio:) Bogactwo określeń wprawia w rezonans nie tylko me pięty:) Dziadkowa wersja folk-piosenki, majeranek flaczkom, siodła nie ma – prawdziwe smaczki. “Utonąłem w satysfakcji z jej rozkoszy, w spełnieniu o kształcie jej piersi i radości podgrzanej ekstazą. Pozwoliłem wybrzmieć tej symfonii kobiecego ciała.” – naprawdę ładnie napisane.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      A czemu ci korki w pracy pykły?
      Nie wytrzymały napięcia? Trzeba było nie czytac Julka na głos?????

      • T
        Tony Porter
        |

        Przy takiej ilości urządzeń zasilanych prądem wystarczy, że wszystkim naraz się herbaty zechce – jeden czajnik za dużo i korki mówią: dość. Ale myślę, że tym razem winny był Teo – miał zamiar umieścić wtyczkę w gniazdku i korki nie wytrzymały tego napięcia. Erotycznego:) Bały się, że iskra po instalacji poleci i zadziałały asekuracyjnie:)

  6. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Dobrze zgadujesz Tony.
    Co do erotyczności, to ja jakoś tak nie umiem o tym na poważnie. Zamierzam spróbować przy kolejnym opowiadaniu wyzbyć się wewnętrznego clowna i dać głos romantycznej poetce. Aż się boję co z tego wyjdzie.
    Co do logistyki to mogę podpowiedzieć, że kolacje jedli przed tv bo mieli oglądać film, ale nie wyszło przez burzę. Wszystko przez dwa akapity, które usunęłam, bo stwierdziłam, że opis wnętrza pokoju jest niepotrzebny gdyż bardziej od niego interesuje was wnętrze Poli????
    Może powinnam napisać coś w stylu sztuki teatralnej. Tam jest wiecej interpretacji odbiorcy.
    Cieszę się, że Falliczmy przypadł do gustu. Na pewno jeszcze nie raz się odezwie.
    Co do smaczków to zawdzoęczam je niezwykle insomnicznej nocy nad środkami stylistycznymi. Ćwiczę się w metaforze bo mnie rozkochała. Odtąd nic już nie będzie dosłowne???

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Rozumiem, że dobrze zgaduję w kwestii świadka o wątpliwej wiarygodności.
      Pisanie hot-scenek to nie bułka z masłem. Myślę, że najważniejsze, żebyś pisała tak, jak to czujesz, jak to sobie wyobrażasz, i jak Ci to pasuje do Twoich bohaterów i ich historii. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że Teodor traktuje Polę poważnie i jego namiętność, pożądanie są jak najbardziej autentyczne i… poważne, a że relacjonuje to w ten sposób… taki po prostu jest, nauki dziadka nie poszły w las:) Opis wnętrza pokoju może i nie jest niezbędny, ale więcej szczegółów miłosnych harców by nie zaszkodziło.
      Falliczny jest boski.
      Ha! Wiem po sobie, że jak zaczynam czytać o zasadach pisowni i bogactwie języka polskiego, to wsiąkam jakbym co najmniej Grzędowicza, Sapkowskiego czy Kinga czytała, więc doskonale rozumiem rozkochanie w metaforze:)
      Aha! Jestem za opcją drugą – częścią trzynastą. I żadne tam “pechowa”. Połówki są dobre, czy to o pół litra chodzi, czy o druga połowę jabłka, więc nam tej trzynastej części nie żałuj:)

      • Rebel G.
        |

        O, właśnie też czytałam to opowiadanie w pracy, na szczęście budynek nowy, to i instalacja elektryczna wytrzymała 🙂 Miałam problem z wyobrażeniem sobie w jakiej pozycji i gdzie w pokoju akurat się znajdują, skąd kanapa, gdzie oparcie, itd. Dwa i pół raza czytałam, ale może to kwestia rozpraszaczy wokół mnie… Natomiast poczuciem humoru autorka nadrabia wszelkie niedociągnięcia stylistyczne… Swoją drogą można uznać to za efekt zamierzony – kto by się przejmował wyglądem pokoju czy kanapy, mając przed sobą kobietę bez majtek 😉

      • T
        Tony Porter
        |

        No dokładnie! Mając przed sobą mężczyznę w pełnej krasie i gotowości na pewno nie zaprzątałabym sobie umysłu wystrojem wnętrza – mógłby i segment na wysoki połysk z czasów głębokiego PRL-u stać za tymże mężczyzną:) Aczkolwiek, nie odpuszczam i dopinguję Autorkę, by pochyliła się nad miłosnymi scenami, by jej opisy podgrzewały krew w Czytelnikach. A dosadniej: kisiel w majtkach i namiot w spodniach to najlepsza recenzja:)

      • J.Gibson
        |

        Rebel! Miło mi powitać cię wśród czytelniczek. Jeśli masz uwagi odnośnie tekstu: “biere je na klate”. Piszę by nie zapomnieć rodowitego języka, więc jestem świadoma błędów i kalek aglistycznych. Śmiało możesz mi wytykać to i owo. Ja się cieszę, kiedy wiem co poprawiać i na co wrócić uwagę.

      • Rebel G.
        |

        Witaj ? No proszę Cię, kim ja jestem, żeby wytykać błędy! Daleko mi do ideału ? Zdjęcie pomogło i już wszystko wiem, oparcie w kanapie może być i z tyłu, i te, no… podłokietniki, dlatego to zwarcie w mojej głowie i brak możliwości wyobrażenia sobie szczegółów. Opowiadanie pisane jest z perspektywy faceta, więc i pewien chaos w opisie seksu uzasadniony. Uwielbiam Cię czytać, masz bardzo trafne obserwacje, np.brokat na języku po kąpieli z kulą ? znam faceta, który zamiast kremu użył peelingu i potem pytał, co to za chrupki i czemu się nie wchłaniają.

      • J.Gibson
        |

        Chrupki w żelu! a to dobre!
        Moj wogole zelu nie używa. Tylko szampon. Patrząc na obfitość sierści to słuszne i logoczne, bo do czego by.mu był ten zel do ciala jak ciało niczym powietrze: wiesz, ze jest, ale nie widać????. Na pięty, pępek i penisa?
        W dodatku z roku na rok coraz więcej ma tej wełny. Ewelucja w jego przypadku zmierza wstecznie. Za pare lat wejdzie na drzewo i zarząda banana.?

      • T
        Tony Porter
        |

        Moniko, myśl optymistycznie – może małżonkowi ogon wyrośnie:)
        Ignoruję literówki, ale wytknę po pierwsze: “wogole” – słowo “ogół” to rzeczownik, więc: “w ogóle”, “z ogółem”, “na ogół”; a po drugie: “zarząda” – mąż mógłby zarządzać firmą z tego drzewa, ale banana, to mógłby zażądać, tak jak mógłby pożądać Ciebie, a Ty zarządziłabyś, że dopóki nie ma ogona, to o wszelkich żądaniach (i pożądaniach) może sobie pomarzyć:) I zjeść banana:)

      • J.Gibson
        |

        Tony! Dziękuję! Teraz mi będzie łatwiej zapamiętać.
        O ogonie nie pomyślałam???
        Ale malpie ogony takie mało atrakcyjne erotycznie są. Chude to, owłosione i w dodatku bez uprzyjemmiających wypustek czy końcówek.

      • Rebel G.
        |

        Mój obecny mówi: słuchaj, ja jestem facet, tego samego płynu używam do mycia głowy, ciała, podłogi, naczyń i samochodu ? Żarcik taki, ale coś w tym jest.
        A co futra, mnie to nie przeszkadza, ogon też by mi chyba nie przeszkadzał, jak tak czytam opowiadanie Babeczki ?

  7. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Ponieważ powstało wiele pytań o TĘ pozycję to spieszę z wyjaśnieniami. Wyglądało to tak:
    https://andreyrider.com/uploads/images/21-10.jpg

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Aaaaa… no to teraz wszystko jasne! O to boczne oparcie kanapy chodziło. Obrazeczek wcale niczego sobie:)

      • J.Gibson
        |

        Wlasnie boczne oparcie to sprawdzałam i dla partnera to mało atrakcyjna pozycja bo ni to na stojąco, ni to na klęcząco. Dlatego pisałam, ze lezala w poprzek, z pupą wysoko na oparciu. ?wtedy Teo, który jest wysoki, mógł harcować wygodnie….

      • Babeczka
        |

        Nie ma to jak własne doświadczenie życiowe :-DDD

      • J.Gibson
        |

        Haha, no tak. To taki firsthand experience najlepiej wpływa na wyobraźnię. Babeczka, a ty do którego opowiadania robiłaś research na własnej skórze? Na pewno takie było!

  8. M
    Misia
    | Odpowiedz

    Siodło rozwalilo system!
    Popłakałam się ze śmiechu.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Poczekaj, aż dojedziesz do Międzypośladkowa w kolejnej części.;D

  9. N
    Nela
    | Odpowiedz

    the best sex ever

  10. e
    eruanna
    | Odpowiedz

    BOSKO!

  11. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Dziękuję

Napisz nam też coś :-)