Rany Julek! (IX)

with 38 komentarzy

Rany Julek! (IX)

Dziś uprzedzę tylko, że wkradło mi się małe tornado i lekko namieszało w wątku. Myślisz, że odetchniesz z ulgą? Może, na jakiś czas, pozwolę ci się tą ulgą nacieszyć.

Certyfikat za komentarz też jest, wiecie gdzie szukać?

Wiecie.

To hyc za herbatkę i okulary,

bo oto dziś, wystąpi Teodor nabzdyczały.

.

Rany Julek!

J.Gibson

korekta: T.P.

część dziewiąta

– Nie rycz, dziewczyno. – Słyszę w tle rozbawionego Emila. – Halo, Teodor? – Najwyraźniej Strzała przejął słuchawkę. – Szykuj szampana, zaraz będziemy!

Słowa Emila są balsamem na me zmartwione serce. Wybiegam przed budynek, niecierpliwie wyglądając auta. Są! Pola rzuca mi się na szyję, jak tylko otwieram drzwi. Obdarzam kumpla dziękczynnym spojrzeniem.

– Wpadniesz z Nataszą wieczorem świętować? – zapraszam.

– Nie będziemy wam przeszkadzać. Macie sporo do omówienia. Zresztą, obiecałem zająć się moimi księżniczkami. – Wsiada do auta i odjeżdża. Cały Emil. Przybyłem, zobaczyłem i się zmyłem to jego dewiza życiowa.

Cieszę się. Oboje się cieszymy! Tulę Polę do piersi, lecz nagle dopada mnie wątpliwość. Strzał wbił w moje myśli drzazgę, która nie pozwala temu szczęściu rozwinąć skrzydeł. Sporo do omówienia? Co chciał przez to powiedzieć? Pola uśmiecha się, ale czuję dziwną niepewność bijącą z tego uśmiechu. Postanawiam na razie nie drażnić nas oboje dociekliwymi pytaniami. Za chwilę wejdziemy do mieszkania, gdzie wszyscy z radości skaczą pod sufit, więc odłożenie poważnej rozmowy z Polą na „potem” wydaje mi się rozsądnym rozwiązaniem.

– Jesteś gotowa, kochanie? – pytam czule. 

– Nie. Teo, chciałam ci po...

Całuję ją, uniemożliwiając dokończenie zdania. Cokolwiek chce powiedzieć, może poczekać do wieczora.

– Podziękować... ci chciałam. – sapie rozgrzana moim pocałunkiem.

To też może poczekać do wieczora! – Falliczny najwyraźniej już planuje sposób dziękowania.

– Na wszystko przyjdzie pora, Poluś. – obejmuję ją w pasie i prowadzę do budynku.

Gdy wchodzimy do mieszkania, szampan już jest rozlany. Jestem w świetnym humorze, nawet sprośne przyśpiewki dziadka mi odpowiadają, szczególnie te, wprawiające moje kochanie w zakłopotanie.

Pola jak zwykle upija tylko symboliczny łyk szampana. Rozumiem jej uraz do alkoholu. Z niechęcią zauważam, że spogląda na zawartość mojego kieliszka, a raczej brak tej zawartości. Niepokoi mnie także jej zdystansowane zachowanie względem Julka. Bacznie się mu przygląda.

Zasiadamy do stołu. Wszyscy razem, całą rodziną. Jest gwarno, tłoczno i radośnie. Po ostatniej nocy czuję pewność, że Pola zostanie ze mną i oczami wyobraźni rysuję plan na przyszłość.

Julek odpada jako pierwszy, zaraz po nim dziadunio. Wzywam taksówkę i odprowadzam do niej gości. Dziadek nie może przecież prowadzić swojego rzęcha w takim stanie! 

Kiedy wracam, Pola siedzi przy kuchennej wyspie wpatrzona w odległy kąt. Nawet mnie nie zauważyła. Wygląda na zmartwioną, a ja nie chcę dłużej katować się domysłami. Zerwijmy ten plaster szybko.

Podchodzę do niej od tyłu i przytulam się do jej pleców. 

– Czuję to, Pola, czuję, że coś się nagle zmieniło. Czyżby w sądzie nie wszystko poszło zgodnie z planem?

Odwraca się do mnie pełna wątpliwości.

– Chodzi o Julka – mówi prosto w moją pierś. 

Czyżby teściowie Poli znów wyciągali łapy po chłopca?

– Kochanie, przestań mówić hasłami i powiedz, w czym rzecz.

Wtula się we mnie i płacze. 

– Ojciec Julka chce uzyskać prawa rodzicielskie.

Zamurowało mnie. Chyba się przesłyszałem! Odsuwam Polę od siebie, lecz nadal trzymam ją za ramiona. 

– Skarbie, o czym ty mówisz? Przecież Kamil nie żyje.

– Nie wiem jak ci to wytłumaczyć, Teo.

– Najprościej.

– Znienawidzisz mnie.

– Pola, proszę, miejmy to już za sobą.

– Adam żąda...

– Żeremański? – wtrącam nie dowierzając.

Przytaknięcie stanowi odpowiedź na moje pytanie. O nie! Tego już za wiele! Adam ojcem Julka! Czyli romans to nie plotka. Zgarniam kluczyki do auta i wychodzę.

Zrobiła ze mnie głupka! Nie! To moja wina! Dałem z siebie zrobić głupka!

Z doświadczenia znam mnóstwo scenariuszy rozwodowych. To jak choroba, nałóg, raz zdradzisz, a potem zdradzasz w każdym następnym związku. Niezależnie czy to kobieta, czy mężczyzna. Mam nawet stałego klienta, zatwardziałego zdrajcę. Osiem lat temu rozwiodłem go po raz pierwszy. Zdążył otrzymać dokumenty, a pobiegł pobrać się z kochanką, przez którą rozpadło się jego małżeństwo. Dwa lata później drugi rozwód, kochanka będąca już żoną odkryła, że zrobił sekretarce dziecko. Scenariusz powtórzył się jeszcze kilka razy. To wzór, którym podąża Pola? Super! Ale ja nie będę kolejnym przystankiem!

Zatrzymuję się w hotelu. Zamawiam alkohol do pokoju i oddaję smutkowi wszystkie żale. Telefon dzwoni. Nie po raz pierwszy odkąd wyszedłem z mieszkania. Ekran wdzięcznie ogłasza, że to dziesiąte połączeni od Poli.

Zawiodłem się. Ostry ból rozrywa moją klatkę piersiową. Mogła od razu powiedzieć, ale nie zrobiła tego ze strachu, że jej nie pomogę wygrzebać się z tego bagna. 

Telefon znów wyje, lecz bateria nie wytrzymuje i pada trupem. Ha ha! Trupem padła tak jak mąż Poli! Ja raczej nie chcę być trzeci w kolejce.

Mocarny Johny Walker szybko mnie usypia.

*

Wracam do mieszkania wczesnym rankiem, mając nadzieję, że przebiorę się i wyruszę do kancelarii nim Pola i Julek wstaną. Wklikuję kod do zamka, a w myślach przeklinam piszczące dźwięki cyferek.  Drzwi otwierają się jednak, nim łapię za klamkę. Przede mną stoi kobieta, która mnie oszukała.

– Martwiłam się o ciebie.

– Niepotrzebnie. – Mijam ją, kierując się do szafy.

– Teo, wysłuchaj mnie. – Proszącym tonem próbuje mnie zatrzymać.

– Później. Muszę zaraz być w kancelarii – kłamię bez wyrzutów.

Wychodzę bez pożegnania, bez słowa, bez gestu i bez pocałunku.

Do pracy dojeżdżam na autopilocie. Czerwone stop! Zielone ruszam… aż do celu. Wpadam do swojego biura jak burza. Muszę się pozbierać przed spotkaniem z pierwszym klientem. 

– Zachowałeś się jak ostatnia pizda! – Emil wbiega do mojego gabinetu bez zbędnych ceregieli typu „dzień dobry”, czy zwyczajnego pukania do drzwi. – Gdzie byłeś? Dziewczyna całą noc nie spała, wypłakując oczy.

– Poskarżyła się tobie?

– Zadzwoniła tylko zapytać, czy jesteś u mnie. To wystarczyło, bym domyślił się reszty. Martwiła się. Ja też.

– Wiedziałeś o tym od początku? – warczę z pretensją. – Wiedziałeś, że ojcem Julka jest Adam?

– Nie. Pola była tym faktem bardziej zaskoczona niż ja. 

– Chcesz mi powiedzieć, że nie wiedziała, do czego może doprowadzić pieprzenie się z kochankiem?

– Idiota!

– Ooo, tu się zgadzamy! Tylko idiota dałby się nabrać na takie numery.

– Wiesz, że zawsze stoję po twojej stronie, Teodorze. Tym razem mówię ci jasno: nie wszystko jest takie, jak ty to widzisz. – Emil rzuca we mnie protokołem rozprawy Poli i wychodzi z wdziękiem Hulka. Dobrze, że drzwi zostały w zawiasach. 

Nie chcę czytać! Przekornie zajmuję się przygotowaniem do jutrzejszego rozwodu. Łatwizna: rozdzielność majątkowa, dzieci brak. Zlecam asystentce przygotowanie odpowiednich dokumentów i zapraszam do biura Urbaniaka, który jednak decyduje się na rozdzielność majątkową w drugim małżeństwie, więc potrzebuje indywidualnej umowy, żeby zabezpieczyć udziały dzieci z pierwszego małżeństwa w firmie rodzinnej. Nuuuuuda! Drugie spotkanie nie jest ciekawsze. No dobrze, jest. Sześcciesięcioletnia kobieta chce odejść od męża, bo… TA DAM! Wyleczył się z raka, więc nie będzie miała wyrzutów, że zostawia go w chorobie. Na trzecim spotkaniu puszczają środki przeciwbólowe, które zażyłem rano na kaca, więc głównie przytakuję, notuję, a potem… Cholera! Zaraz sobie odrąbię głowę! Spotkanie kończę w tempie ekspresowym. Proszę sekretarkę, by przełożyła kolejnych klientów na inne dni. Wychodzę. Auuua! Światło dzienne omalże wypala mi źrenice! Dokąd mam iść? Przecież nie wrócę do mieszkania. Druga sprawa: lepiej, bym nie wsiadał za kierownicę.

Odwiedzam pobliską aptekę i zaopatrzam się w  przeciwbólowce kalibru forte. Kroki kieruję z powrotem do biura. Zamykam się w gabinecie na klucz. Rolety w oknach zasuwam szczelnie.  Nie chcę, by ktokolwiek widział mnie w takim stanie. Biorę prochy – dawkę nokautującą. Ulgę czuję dopiero po kwadransie leżenia na skórzanej kanapie, gdy poziom bólu zmniejsza się z wiertarki udarowej do wirowania pralki - wkurwiające, ale ujdzie.

Nie mogę zasnąć, choć bardzo chcę. Siadam. Uff! Pozycja pionowa nie wywołuje znowu bólu głowy, co uznaję za sukces farmakologiczny. Skoro już mi lepiej, mógłbym popracować. Przekładam teczki na biurku, a protokół z rozprawy Poli wrzucam do szuflady, by nie denerwował mnie samym widokiem. Ciekawość wygrywa! Zamiast zamknąć szufladę, biorę plik kartek i czytam. Niekiedy szczęka opada mi na biurko, w niektórych momentach aż na wykładzinę. Szkoda, że Emil od razu nie obił mi gęby. Może czułbym się teraz mniejszym dupkiem. 

Pędzę do auta. Tak silnej potrzeby zobaczenia Poli i Julka nie czułem do nikogo innego.  Chcę przeprosić, przytulić, zapewnić, że kocham i już nigdy nie zwątpię, ale… W domu zastaję ciszę. Odchodzę od zmysłów, dzwoniąc na komórkę Poli. Bez sensu! Zostawiła ją na komodzie. Pozostało mi czekać. Prawdopodobnie wyszli tylko na spacer. 

- Tylko spacer - powtarzam w myślach, gdy rozglądam się dookoła. Wszystkie rzeczy Poli i Julka są nadal obecne w całym mieszkaniu, więc opcję wyprowadzki uznaję za przesadzoną.

 Nie mogę usiedzieć w miejscu. Myślę, co powiem, jak powiem i co zrobię. Biegnę do kwiaciarni, do jubilera, drogerii i perfumerii. Zrobię dla Poli przeprosinowe Christmas. O Julku nie zapominam! Jak bym śmiał!? 

Godzinę później wybiegam z windy na czwartym piętrze, ciągnąc wszystkie prezenty niczym wielbłąd. Cztery, dwa, dwa, siedem i słyszę charakterystyczne kliknięcie zamka. Wchodzę, a ekscytację czuję taką, jakbym miał za chwilę odebrać Oscara. Śmiech cherubinka od razu wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Podbiegam do malucha, gubię po drodze pudełeczka, pudełka i pudła, ale ważniejsze jest, bym go przytulił.

– Tata, tata, tatata. – Wita mnie piskliwy głosik. Jak mogłem zwątpić, że to ja mam być jego ojcem? Prawdziwym tatą od przytulania, jazdy na rowerze, gry w piłkę i porad jak podrywać dziewczyny. Nie nasieniodawcą! Ojcem, którego Julek poniekąd sam sobie wybrał.

Pola patrzy na mnie zdezorientowana. Nie dziwię się. Przez ostatnią dobę wysyłałem jej sprzeczne sygnały.

– Zobacz, co mam dla ciebie – Radośnie interesuję chłopca największym prezentem. Otwieram wielkie pudło z kolorową miniaturą pianina. Cherubinek oddaje się zabawie zafascynowany dźwiękami, a ja mogę poświęcić uwagę jego mamie.

– Kochanie. – Podchodzę, lecz ona cofa się. – Pola, proszę.

– Kiedy ja prosiłam o rozmowę, wygodniej było ci odwrócić się na pięcie i wyjść.

– Przepraszam, skarbie. – Stawiam na stole pięknie opakowaną biżuterię, kosmetyki, perfumy i bajeranckie kwiaty w pudełku, które rzekomo mają nigdy nie zwiędnąć. – Wszystko dla ciebie. Pola, rozumiesz? Dla ciebie zrobię wszystko.

– To zacznij od pozbycia się t e g o wszystkiego, bo nie dam się kupić, Teodorze.

Teodorze!?!? Już dawno nie używała mojego pełnego imienia. Mam przejebane!

– Czego potrzebujesz, by mi wybaczyć?

– Niczego. – Łzy spływają po jej policzkach. – Niczego poza twoją uwagą. I zaufaniem.

Nie przywykłem, żeby kobieta nie chciała ode mnie błyskotek, pachnotek czy szmatek. Przy Poli dopiero uczę się, że nie mają one wartości. 

– Więc jestem, cały twój.

– Dlaczego nie chciałeś mnie wysłuchać?

– Uwierzyłem intuicji. Pola, ja zarabiam na zdradzie, jestem święcie przekonany, że człowiek, który raz zdradził, nie wart jest zaufania. Zabolała mnie myśl, że... – nabieram powietrza, nie chcąc powiedzieć za dużo. – Nie będę się tłumaczył, czy usprawiedliwiał. Zrobiłem źle. Przepraszam.

Moje kochanie przytula mnie, co odczytuję jako akceptację przeprosin. Nie wiem tylko, czy ja sobie wybaczę. Mając niejakie wyobrażenie tego, co przeżyła, ile przecierpiała i ile doświadczyła, potraktowałem ją nie lepiej niż Kamil.

– Teo, ja nie wiedziałam, że Adam... – Głos jej drży, a usta zagryza nerwowo. – Wykorzystał sytuację. – Łka.

Jakichkolwiek słów użyje, nie odda ciężaru jego przewinienia. Wykorzystał sytuację? Zgwałcił nieprzytomną, degenerat, ciesząc się, że jej naćpany mąż leży na haju większym od Kilimandżaro. Jeszcze sobie z nim porozmawiam, dorwę skurwysyna.

– Nie musisz mi o tym mówić. Wiem wszystko, Pola. Czytałem protokół rozprawy – szepczę, a ona odsuwa się, by spojrzeć mi w oczy. – Skarbie, nie kocham cię przez to mniej, ale dzięki temu rozumiem lepiej. Julka nie oddamy. Zaufaj mi.

Przytakuje, ocierając łzy. Kojąco się uśmiecha, a ciepła jakie czuję, widząc ten uśmiech, nie jest w stanie opisać żaden poeta. 

– Dziękuję, Teo – szepcze.

– Nie ma za co – odpowiadam, zbliżając usta do jej warg. Całuję i cieszę się z bycia całowanym. 

Przechodzimy do porządku dziennego, ale ja czuję wyjątkowość każdego gestu, każdego spojrzenia. Mam ochotę celebrować ten stan również intymnie. Na szczęście Julek szybko pada na drzemkę, a my możemy nacieszyć się sobą. Emocje, które towarzyszyły nam przez ostatnie dni przekłuwamy w niezwykły seks, i nie mam tu na myśli cudacznych pozycji, czy gadżetów. O nie! Podnieca mnie nawet oddychanie tym samym powietrzem co Pola.

Kiedy wychodzi z sypialni, wiem, że mamy teraz czas tylko dla siebie. Widzę w niej te same pragnienia, które czuję w sobie.

Pozwalam jej poluzować mój krawat, a potem rozpiąć kilka guzików przy kołnierzyku. Czuję na szyi gorące usta, co doprowadza mnie do wrzenia i jestem pewny, że para uchodzi mi uszami. Pola kontynuuje tortury powolnym rozpinaniem koszuli. Za każdym razem, gdy odsłania mój tors, całuje skórę. O słodka słodyczy słodkiego słodzika! Kiedy chcę przyspieszyć ten proces, przywołuje mnie do porządku ugryzieniem.

Może przydałby się kaganiec? – Falliczny rwie się do angażu w zabawie, a Pola niespiesznie rozbiera mnie do naga. Torturuje mnie! 

W końcu moja kolej! O zgrozo! Szarpię suwak sukienki bezskutecznie. Nie wiem czy się zaciął, czy z podniecenia moje palce również dostały wzwodu i przez to trudno mi nimi operować.  Zęby! O tak! W piętnaście sekund rozrywam szew, i niczym lew obdzieram Polę z ubrania własnymi szczękami. Spisałem się na medal! 

Siadam „po turecku” tuż obok kanapy, zgodnie z instrukcją mojej anielicy. Nie mogę się doczekać kiedy w nią wejdę, ale posłusznie czekam, obserwuję i uwierzyć nie mogę, że ta piękna kobieta należy do mnie, że ja również należę do niej.

Nie pozwalam Poli usiąść na Fallicznym. Mamy przecież niewyrównany rachunek po porannym kochaniu. Tym razem dopilnuję by doszła pierwsza! Łapię ją za biodra i przyciągam do siebie tak, żeby stanęła w rozkroku nad moimi udami. Głaszczę jej nogi. Najpierw z premedytacją nie docieram do krocza, potem moją jedyną intencją jest tam dotrzeć. Przysuwam twarz do jej łona i zasysam zapraszająco wystającą wargę. Całuję, delikatnie miażdżę milimetr po milimetrze. Językiem docieram do ukrytej łechtaczki. Słyszę głośne westchnienie Poli, czuję jej palce wnikające w moje włosy, widzę miejsce, które sprawia jej tak wiele przyjemności i nie mogę sobie odmówić odważniejszych zabaw. Naciągam skórę, a odsłoniwszy łechtaczkę napieram na nią językiem, rysuję śliną wszystkie znane mi figury, aż czuję na brodzie lepki dowód podniecenia.  Ujmuję pośladki i ciągnę je w dół. Teraz, gdy klęczy, mogę w pełni skoncentrować się na piersiach. O dziaduniu! Ile ja się implantów namacałem, to aż żal czasu straconego! Krągłości, które podziwiam idealnie pasują do mojej dłoni. Zasysam brodawkę do ust i przykrywam wargami całą aureolę. Idealna! Lekko słony sutek nabiera twardości za sprawą mojego języka, a Pola… No cóż, wzdycha, pojękuje, czyli to, co doprowadza moje uszy do orgazmu. Wracam palcami do łechtaczki, która wydaje mi się większa niż chwilę temu, ale moja anielica ma inne plany. Odwodzi moje dłonie na boki. Nasze palce zaplatają się, a Pola nachyla się do moich ust i opuszcza biodra jednocześnie. Siada w gnieździe utworzonym przez moje łydki w siadzie tureckim. Całujemy się tkliwie, ale ratusz pozostaje zamknięty, mimo iż petent ociera się o drzwi i oliwi zamek bez opamiętania. 

Jestem już przy mecie. Muszę się opanować! Łapię za biodra Poli i odsuwam ją od Fallicznego. A co ona robi? Z uśmieszkiem łobuziary dmucha na niego! Ooooo! On dłużej tego nie zniesie. Podstępnie wciskam petenta do ratusza i czekam na opieprz od pani prezydent. Nie wygląda na zdenerwowaną, wręcz przeciwnie. Pola zastyga z rozchylonymi ustami i przymkniętymi oczami. Chwytem za biodra nabijam ją głębiej.  Patrzy mi w oczy z niezwykłym wyrazem szczęścia, podkreślonym czerwienią policzków. 

– Wydaje mi się, że powinieneś poćwiczyć bicepsy – szepcze, przekornie zaciskając palce na moich przedramionach.

Ujmuję więc pośladki, i zgodnie z zaleceniem Poli, podnoszę jej słodki ciężar, by po chwili nadziać ją na różdżkę wypełnienia. 

Na takie treningi mógłbym chodzić częściej niż trzy razy w tygodniu. Być może powinienem całkiem zrezygnować z siłowni i oddać swe ciało w poniewieranie mojej fizjoterapeutce?

Ko – nie – cznie! Sylabizuje Falliczny, łapiąc oddech przed ponownym zanurkowaniem w cudowną lepkość.

Na razie prezentowałem się marnie, bo po kilku podniesieniach Poli zacząłem się pocić i zamiast myśleć o cwałowaniu do spełnienia, wyobrażałem sobie chłodne okłady na bicki. Nie dojdę tak szybko jak myślałem, ale czy właśnie tego chcę? Anielica chce! Widzę to na rozchylonych ustach, na rumieńcu rozlanym nie tylko na jej policzkach, ale także na szyi. Jeszcze dwa razy! Jeszcze raz! 

Co za kompromitacja!

Przejdźmy zatem do konkretów! – żąda Falliczny.

Wstaję z Polą w ramionach i rozglądam się, porównując wysokość poszczególnych meli. Po chwili kładę ją na stole, a trybem pneumatycznym przekuwam się do orgazmu. 

Panie przodem. Pamiętaj! – Falliczny okazuje się mniej egoistyczny niż ja.

Zwalniam, wyobrażając sobie dalekie od erotyki wizje, w celu przełożenia erupcji wulkanu z dwunastej zero jeden, na dwunastą piętnaście.

– Mo… cniej…  pro… szę. – Pola sapie błagalnie, co zmienia plany z dwunastej piętnaście na dwunastą pięć

Nasz klient, nasz pan! – pogania mnie Falliczny. Spełnia życzenie wysapane ekscytacją.

Stało się. Dwunasta trzy, sekund pięćdziesiąt dziewięć, wulkan wybucha, tłocząc gorącą lawę. Ratusz zalany. 

Odzyskuję czucie w nogach, a przyjemność Poli wciąż trwa. Jej podbrzusze faluje zsynchronizowane ze spazmami wnętrza. Nie chcę przeszkadzać jej w tym transie, lecz czuję potrzebę przytulenia jej, dotknięcia. Przykładam dłoń do bijącego gorącem policzka. Pola ocknęła się z amoku od razu. Upojne spojrzenie stanowi idealne zwieńczenie naszego kochania. Chcę jej! Tylko jej!

– Dziękuję – szepnęła.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Ha! też pierwsza 😀
    A więc gwałt. Pola w niezłe gówno wdepnęła, wychodząc za szanownego Kamilka. Nie dość, że ćpun katował ją miesiącami, to jeszcze zgwałcił ją jego kolega. Ja to się dziwię, że ona nie ma stałego urazu do facetów. Po takim czymś raczej nie chciałabym mieć z nimi do czynienia, przynajmniej przez znacznie dłuższy czas. Jednak Teo przekonał ją do siebie, chociaż w dzisiejszym rozdziale się nie popisał. Obstawałabym za jakąś karą dla niego 😀 Tyle, że Pola najwyraźniej ma już dosyć karania, przede wszystkim siebie, bo to ona straciłaby na tym najwięcej. Ewidentnie zakochała się w Teodorze i chce stworzyć z nim coś, czego jeszcze nigdy nie miała. Teraz tylko trzeba załatwić jakoś biologicznego tatusia Julka i można zacząć tworzenie nowej rodziny.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Nie ma jednakowych wzorców zachowań kobiety skrzywdzonej. Myślę, że to nie Teo przekonał Polę do siebie tylko Julek. Kiedy zobaczyła, jak dobrze maluch czuje sie w objęciach opiekuna tymczasowego wiedziała, że ze strony tego człowieka nie musi obawiać się niczego. Umysł matki troche inaczej przetwarza niektóre sytuacje. Zazwyczaj jest tak, że co dobre dla naszych dzieci, jest dobre dla nas – a przynajmniej tak myślimy.

      Ale mam ostatnio nastrój. Nic tylko płakać. Chyba ten ząb madrości co mnie meczy spowodował blokadę śmieszkową.

      • Jo Winchester
        |

        Nie mam patentu na poprawę humoru, sama jak łapię dół, to czuję się tak, że nic tylko płakać. Mogę jedynie poradzić ulubioną muzykę, może kabarety? 😉 Coś, co sprawia Ci przyjemność.
        Oczywiście, że każda kobieta jest inna. Pola dostała swoją szansę na szczęśliwe życie u boku Teodora. Przy wzajemnej współpracy, na pewno sobie poradzą. I stworzą dla Julka szczęśliwy dom.

      • J.Gibson
        |

        Niestety tym rajem nie nacieszą się długo.

      • T
        Tony Porter
        |

        Nie kracz, koleżanko Gibson, nie kracz. I nie strasz nadwrażliwych czytelników:) Mnie ostatnio przyjaciółka rozśmieszyła twórczością ze ściany pociągu: “Jestem mały, niedołężny, ale wytrysk mam potężny”:) A już totalnie rozwalił mnie widok mojej koleżanki, jadącej na rowerze i dzierżącej w dłoni kosę z przekręconym ostrzem – nie wiem, czy jechała na Jasełka, czy na inscenizacje z Powstania Styczniowego. Wyobraźcie sobie drobną blondynkę, na niewielkim rowerku, z wielką kosą w deliktanej dłoni. Mocno ciekawa jestem reakcji policji na taki widok:)

      • J.Gibson
        |

        Tony! Humor ocalony! Dziękuję

  2. Rebel G.
    | Odpowiedz

    Same życie, ktoś coś sobie wkręcił, coś źle zrozumiał, resztę dopowiedział – a i tak szybko udało im się wszystko wyjaśnić. Wcale się nie dziwię, że Pola od razu wybaczyła, też mam miękkie serce w takich sytuacjach… Niestety.
    Opis seksu – pełen żądzy i emocji, tym razem nie miałam żadnych problemów z wyobrażeniem sobie co i jak… Świetnie napisana scena ?
    Jeszcze odnośnie rozważań, że jak ktoś zdradził raz, to będzie zdradzał ciągle i w kolejnych związkach. Rozumiem, że to uproszczenie na potrzeby teorii Teodora… (Sic!) Bo tak wcale nie jest. To znaczy pewnie często jest, ale często też osoba zdradzająca widzi, jakie to czyni zniszczenie i więcej nie zdradza. Chociaż ja nie wiem, czy faceci takie refleksje miewają… Ci, których ja znam, raczej nie ?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      I uproszczenie i…. Zamilknę lepiej. Dla mnie to dość drażliwy temat, ta zdrada. Cieszę się, że coraz lepiej wychodzą mi sceny rozerotyzowane. Dziękuję za komplement.
      Pola i Teo poradzili sobie z tym szybko, bo Teo potrafił się przyznać do błędu. Gorzej, jak winny brnie dalej w gnój i błoto, udając, że fiołkami pachnie.
      Niestety muszę troche mocniej namieszać w życiu małego Julka. Powieje jeszcze grozą! I to nie byle jaka…

      • Rebel G.
        |

        Dla mnie też temat niełatwy, więc odpuśćmy… ?
        O, jak winny brnie w błoto, to często też udaje mu się wmówić ofierze, że wina leży po drugiej stronie. Także Teo zaplusowal, mężczyzna prawdziwy!
        Ciekawa jestem, co przygotowałaś dla tej pary i zupełnie nieszablonowe to opowiadanie – mogę spytać, skąd inspiracje? ?

      • J.Gibson
        |

        Chyba kazda z nas wkłada troche siebie w bohaterki?
        Juz dokladnie nie pamietam co mnie zainspirowalo. Chyba sny, może coś czytałam, może oglądałam. Pisałam Julka z łożka – bedresting mi lekarz zalecił na kilka miesięcy (3 lata temu) to z nudów tworzyłam, a że w ciąży i jednej i drugiej miałam problemy ze snem…
        Tzn: albo się meczyłam, bo nie mogłam zasnąć, albo się męczyłam bo ciągle mi się coś śniło. I w tym właśnie backgroundzie powstawał Julek….

    • a
      ajaj
      | Odpowiedz

      refleksje mają kobiety i mężczyźni;refleksji e nijmaą kobiety i mężczyźni;zdradzają i nie kobiety i mężczyźni;raz i wiedzą jak złą rzecz robią,wiele razy i nie wiedzą,wiedzą a mimo to…kobiety i mężczyźni.Taka prawda i tyle.Oby nie zdradzali ani ci ani tamci,choć bywa różnie,tak z tą miłością;każdemu życzę tej jednej największej na zawsze,no ale jak ktoś tak nie chce,nie chce żadnej,albo wielu wielkich….Bywa i tak jak w tej części,bywa inaczej.Z jednej strony mówimy o szansach,wielokrotnym zaczynaniu na nowo,z drugiej nieraz,bo różne sytuacje są,o zdradach,bo komuś za długo już było w danym związku/życiu,ech,no ale jw.Nie ma tak,że faceci to,kobiety to;a jakie emocje,jaka wrażliwość,jak wielkie różnice między nimi,konkretnymi osobami,czy kobietą,mężczyzną,jaka skala wśród kobiet i mężczyzn,danych zachowań,refleksji,jak malutkie różnice,etc…..dluższy temat,kwestia statystyk,ale i doświadczeń,obserwacji.Fajne opowiadanie,dużo humoru,bardzo fajnego językowego podejścia:) klimatu,refleksji wbrew pozorom? klimatu scen,choć czasemw nich chyba za dużo humoru i odniesień,do tego,co i jak czuje i mówi organ penetrujący xddd….acz ma to swój urok,swą oryginalność?tak miało pewnie być,wreszcie to przekazanie emocji,odczuć faceta,choć nie jako jego tylko onego,więc jakby ich dwóch w jednym,no i nie trza szukać drugiego,chyba,że wiadomo gdzie;i jakie bogactwo emocjonalne,albo jaka różnica,jakie wspólne płaszczyzny:)między jednym i drugim,stanowiącym jedno.czy nie?fizycznie na pewno,psychicznie…lepiej nie brnąć,ale jak kto chce.Swoją drogą,co my wiemy,a co wie dany bohater o drugim bohaterze,jak wpływa to na nasze jego domyślności postrzeganie,czy chcemy intryg i tak toczącej się akcji,czy jej spowolnienia;tak samo z tym wkładaniem świadomym lub nie,cząstki siebie w bohaterów,bądź nie robieniem tego wcale,czy wręcz tworzeniem osobowości,charakterów przeciwnych,alter etc….ale i wtedy,czy tam owa cząsteczka jest,czy nie,czy była inspiracja,stanem danym,nie w Usa,zdarzeniem,czyimś zachowaniem,charakterem,czy wyobraźnia,a skąd ona…zostawmy.Oby była i na dobre nam wychodziła,hm….Pozdr…

  3. Babeczka
    | Odpowiedz

    Na razie przyjemne… Ciekawe co będzie dalej? 😉

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dalej to już tylko płyny…. Krew, pot i łzy. Zartuję. Albo NIE!

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    No, nie popisał się nasz Teodorek. Z jednej strony rozumiem i wybaczam, a z drugiej, pytam się, gdzie skrzywienie zawodowe?Gdzie odruch wysłuchania strony? Taki, ciut w za gorącej wodzie kąpany, się Teo okazał. I skupiony tylko na swoich odczuciach. Ale skoro Pola mu wybaczyła, to co mnie do tego? To nie ja spędziłam bezsenną noc, płacząc w poduszkę i rozmyślając nad utraconą szansą na szczęście. Biedna Pola. Ten gamoń Teo mógł się przynajmniej pocieszyć randką z Johnnym W.
    Ta podła gnida będzie się domagać praw ojcowskich? Gwałciciel? Bydlak, który użył sobie na pobitej do nieprzytomności kobiecie? Temu sku… się kastracja i chłosta, a nie prawa ojcowskie należą. Niech mnie gnój nie wnerwia, bo go mentalnie w snach dopadnę i zafunduję sceny rodem z “Psychozy”, a jak uznam, że to za mało, to mu dołożę parę scenek z innych filmów Hitchcocka. Won!
    Nie wiem, na ile wiarygodne psychologicznie jest zachowanie Poli, ale że mam już parę wiosen, to wiem, że psychika ludzka jest bardzo dziwnym tworem – z jednej strony wręcz podręcznikowo ulegamy oddziaływaniu reklamy na podświadomość, a z drugiej, potrafimy zachowywać się nieprzewidywalnie, nasze reakcje wymykają się wszelkim regułom. I często zaskakujemy sami siebie, bo rozumowo wydaje nam się, że powinniśmy czuć i reagować w jakiś tam określony sposób, a tymczasem my czujemy coś zupełnie innego i reagujemy niezgodnie z przewidywaniami. Wydaje mi się, że w Poli kontrolę przejął instynkt – poczuła się przy Teodorze bezpieczna, kochana, pożądana, i co bardzo ważne, widziała, że jej dziecko jest szczęśliwe…kiedy ostatnio było im tak dobrze? Kiedy ostatnio ktoś się o nią troszczył? Dbał, pragnął, widział w niej piękną, ponętną kobietę? I hołubił jej syna jak własne dziecko? Z jednej strony to cudowne, a z drugiej trochę za duży i nagły przeskok. Trauma życia z Kamilem, zabicie go, więzienie, rozłąka z synkiem – tego jest trochę za dużo jak na jedną małą Polę. I to w którymś momencie musi pierdolnąć. Pola i Teodor poznali się w bardzo nietypowych okolicznościach, życie rzuca im kłody pod nogi, są zagubieni – morze pragnień, morze lęków, ale to do nich należy decyzja i oby starczyło im sił i determinacji, żeby wszelkie przeciwności pokonać.
    Scenka miłosna smakowita – doskonałe wyważenie rubaszności, humoru i namiętnej, lubieżnej erotyki:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Jako prawnik mógł czekać na wysublimowane zeznania i tłumaczenia, bo nie był emocjonalnie zwiazany z klientkami. Tymczasem Pola… No wiadomo! Ulokował chłopaczyna uczucia, to go zabolało.
      .
      Hitchcock?
      .
      To lubię!
      .
      Psychoanaliza Poli w dziesiątkę. Dodam jeszcze, że takie kobiety często pełnią funkcję “przylepki”. Tak jak nie mogła zostawić Kamila zanim doszło do tragedii, tak teraz nie zostawi Teo z byle powodu.
      .
      Cieszę się, że scenka wyważona. Staram się jak mogę. Mika i Babeczka rozsmakowały was w takich pięknych scenach, że czuję stres pisząc sla was wszystkich?.

      W Julku będzie jeszcze jedno brikando. Tak jak uprzedzałam: wieńczące. Tylko czy uczestnikami będzie Teo i Pola czy tylko jedno z nich?
      Podzieje się!
      Aż sama jestem podrajcowana z ciekawości, jak odbierzesz kolejne cześci.

      • T
        Tony Porter
        |

        Racja, w sumie to trochę niepokojące by było, gdyby Teodor po takiej nowinie zachował spokój i myślał racjonalnie.
        Hitchcock to mistrz – na wzbudzaniu przerażenia znał się doskonale:)
        “Przylepka” to mało powiedziane – bardziej pasuje “współuzależniona”. Dopóki katował ją, to trwała w tym chorym związku, i dopiero zagrożenie życia Julka wyrwało ją z tego toksycznego letargu. Zadziałał instynkt macierzyński, a gdzie instynkt samozachowawczy?
        Stresować się nie masz co, bo wedle mnie bardzo dobrze Ci te seksy wychodzą. Mika i Babeczka mają tyle hot-scenek w swym dorobku literackim, że doszły do perfekcji i pas mistrzowski im się należy:) Albo laur za krzewienie erotyki na wysokim poziomie:)
        Podgrzewać atmosferę, to Ty umiesz, Spryciulo:) I tak trzymaj:)

    • a
      ajaj
      | Odpowiedz

      to,co wiemy o sobie,swojej i ludzkiej psychice i czy to nam pomaga,czy nie,to jedno,a to,jak tym usprawiedliwiamy,staramy się zrozumieć,albo nie rozumiejąc uznać,iść dalej,uznać,że tak bywa,że taka psychika,jej reakcje,to drugie;co wiemy o ludzkim mózgu,to jedno,co nam się wydaje wiarygodne,co nie,a co faktycznie jest wiarygodne co nie….czy w ogole coś takiego jak faktycznie wiarygodne istnieje?no nauka,fakty….niemniej…niektórzy wszystko sprowadzają do indywidualnych sytuacji,względności.Inni to bagatelizują,kwestia empatii,wrażliwości,doswiadczenia,obserwacji,wychowania,choć różnie,ale też powyższego,a może czego innego.Na ile dany twór serialowy,literacki jest niewiarygodny,na ile każdą scenę możemy uznać za wiarygodną,możliwą,czy znaleźć w czyimś życiu podobną;mówi się,że żaden scenariusz nie przebije życia,prawdziwych losów ludzkich,a jednocześnie wyobraźnia tak bardzo buja w obłokach…np.fantastyka raz jest wytworem wielkiej wyobraźni,raz najdziwniejszych wymysłów,byle oryginalniej i dalej niż innni;to sięnie wyklucza,amoże jest tożsame,ale,co u jednych okazywalo się niewiarygodnym,nieprawdopodobnym,czy prawdopodobnym,co się sprawdzało po paru latach,dekadach,wiekach,od razu,u innych nie sprawdza się,nie sprawdzi się nigdy,albo dopiero za ileś setek lat,może…czy to ten ktoś miał większą wyobraźnie,dalsze chorezonty…:) czy przesadził,nawymyślał na siłę….ba.to samo z serialami,czy są wiarygodne,czy jest sens,ale można jak kto lubi,analizować zachowania bohaterów,skoro wiadomo,że za chwilę znów cos akiego zrobią,bo taka konwencja…ale nieraz takie życie,odpukać….o ile nadająsię do analizy:) niektórzy uważają,ze wszystko się nadaje,wszyscy,inni,że wiele,wielu nie:) ale można.Być może nan iektóre z powyższych pytań są bardzo jasne,oczywiste odpowiedzi,w których oddziela się pewne zabiegi literackie,opisy scen,zdarzeń,zachowań,a być może na żadne….Pozdr.Miłej lektury i satysfakcji z nakarmienia się nią.:)

  5. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Długie to jest?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      13 czesci. Moze 14.

  6. Babeczka
    | Odpowiedz

    Właśnie przygotowałam do publikacji 10 i 11 część. Powiem tylko jedno – szczęka Wam opadnie już przy 10, a przy 11 jeszcze wdepczecie ją w podłogę…

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Obstawiam porwanie Julka przez biologicznego tatusia. Tak mi się pomyślało.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Cieszę się Babeczka! Dziękuję za rekomendacje.
      Jo, za tydzień się dowiesz, ale nie jesteś daleka od strzału w dziesiątke?

      • Jo Winchester
        |

        Albo Polę. Więcej już nie zgaduję!

      • J.Gibson
        |

        Ciepło, ciepło, gorąco!

  7. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Znaczy się, że przed lekturą następnych części trzeba będzie sobie chlapnąć dla kurażu? Wystarczy wino, czy trzeba będzie sięgnąć po cięższy kaliber? 🙂
    Podczas zapierdzielania na orbitreku główkowałam, co też Jadzia mogłaby wymyślić takiego, żeby mnie o opad szczeny przyprawiło i porwanie Julka było pierwszą myślą. Skoro Jo też tak natchnęło, to coś w tym musi być:) Tylko, że ja obstawiam teściów, bo jakoś nie bardzo wierzę, że alkoholik i ćpun byłby w stanie zorganizować porwanie. Chociaż, jakby mu się nagle instynkty obudziły, to gotów porwać i Polę, i dziecko. Jest też opcja, że teściowie wynajęli kogoś do zabicia Poli. Pozostałe moje pomysły były tak absurdalne, że uznałam, iż wysiłek fizyczny szkodzi mi na umysł:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Wysiłek szkodzi! Tony, zleź z orbitrkaa! Czubaszek mawiała: przez sport do kalectwa. Obiecaj mi, że kolejnych części nie będziesz czytała w trakcie aktywności fizycznej!
      Myślę, że to nie tajemnica skoro wszyscy domyślają się, że będzie porwanie.
      Ale!
      Czy to Teo porwie Polę w swoje ramiona?
      Czy teściowie Poli porwą wnuka?
      Czy ktoś umrze porwany na kawałki?
      Czy…
      Te i inne “czy” rozwieję już w środę 6tego lutego!
      Trzymaj sie Tony orbitreka!

      • T
        Tony Porter
        |

        Zlazłam z orbitreka, bo mi zgrzytnęło w kolanie i od razu mi się przypomniało, że pan doktor kazał rozsądnym być przy parciu na aktywny tryb życia. Obiecuję, że następne części opowieści będę czytać w trakcie błogiego lenistwa:)
        Ano właśnie, możliwości jest wiele – kto, kogo i do czego porwie? Do 6 lutego jest kawał czasu – po raz enty pooglądam “Strike Back” i jakoś dotrwam:)

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      Jak Wy na takie rzeczy wpadacie – szczęka mi opada juz od Waszych domysłów. Jej. Dobrze, że teraz urlop, bo coś mi moduł kreatywności zastrajkował ?

      • J.Gibson
        |

        Jak wpadamy? Na co?
        Rebel, a ty już widziałaś jak cie na fb zareklamowałam w filmie?
        ???

      • Rebel G.
        |

        Wpadacie na te wątki kryminalno-obyczajowe!
        Nie widziałam na FB, teraz nie wiem, czy chcę widzieć ???

      • J.Gibson
        |

        Nie chcesz? Twoja strata ??

      • J.Gibson
        |

        A żeby wątek kryminalny powstał wystarczy zadać sobie pytanie:
        Jak by tu jej/jemu życie spierdolić?
        I wtedy przychodzą różne pomysły od lajtowych (niech sie hajtną) do ciężkich (a niech sie pozabijają).
        ?

      • Rebel G.
        |

        ???

  8. M
    Misia
    | Odpowiedz

    To mógłby być koniec, ale skoro są jeszcze jakieś części to pewnie będzie jakiś zwrot akcji.
    Mozę dla odmiany to dziadunia porwą panie z klubu seniora?
    Będzie jeszcze dziadunio?

  9. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Niestety dziadunio będzie odgrywał coraz mniej znaczną rolę. Wynika to z tego, że charakter opowiadania się zmieni na przełomie części X i to drastycznie. W skrócie: pośmialiśmy się, trochę po współczuliśmy, a teraz z lekka powieję wam grozą. I zaznaczam: Z LEKKA, bo potrafię bardziej znęcać się na bohaterach.

  10. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    He, he, Jadzia – Poetka 🙂
    “To hyc za herbatkę i okulary,
    bo oto dziś, wystąpi Teodor nabzdyczały.”
    No i istotnie, Teo mocno się nabzdyczył, ale odpokutował za to, więc grzech nabzdyczenia jest mu odpuszczony 🙂
    Ale to cała Ty – wszystko pięknie, cudnie, winna być już sielanka, a tu trach, strzał z grubej rury – nie śpij, czytelniku, nie śpij, bo ci dziecko podrzucą 🙂
    ” O dziaduniu! Ile ja się implantów namacałem, to aż żal czasu straconego! ” – ha, ha, Teo mógłby napisać wspomnienia pt. “W poszukiwaniu czasu straconego na macanie implantów” – myślę, że pan Proust nie obruszyłby się na wzorowanie się na tytule jego powieści 🙂
    “…i oliwi zamek bez opamiętania. ” “Z uśmieszkiem łobuziary dmucha na niego! Ooooo! On dłużej tego nie zniesie. Podstępnie wciskam petenta do ratusza i czekam na opieprz od pani prezydent…”; “Szarpię suwak sukienki bezskutecznie. Nie wiem czy się zaciął, czy z podniecenia moje palce również dostały wzwodu i przez to trudno mi nimi operować.” – te Twoje metafory… ech, piękne 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No nabzdyczały😂😂😂
      Jednak praca nie wychodzi z człowieka nawet jesli czlowiek wyjdzie z pracy😂😂😂 Teo zabral ze sobą akurat uprzedzenie co do zdrady i ograniczone zaufanie. Moze nie tyle ograniczone ile wątłe, bo wystarczyło niewiele, by ta nić się zerwała.
      Cóż poradzę na to, że lubię zwichnięcia wątku😈😈😈
      Podejrzewam, że Proust nie tyle by się zgodził ile sam chętnie wziął udział w takim traceniu czasu 😂😂😂
      Metafory kwitną w czasie pisania. Ale niekoniecznie, bo jak moj sprosny umysl slyszy o czyms to od razu dopasowuje co trzeba i metafora gotowa😂😂😂
      PS
      Muszę napisać horror, który będzie zawierał milczące dziecko i straszną scenę pod tytułem zabraklo hotdogow na stacji paliw.
      I mam problem, bo dla mnie jako rodzica milczace dziecko, to jakas totalna fikcja, a to, ze zabraklo hotdogow element biografi Jadzinowej no i nie wiem jak to połączyć w opowiadanie pod gatunkiem horroru.
      Masz pomysł?
      Ktos cos tego tego?

      • T
        Tony Porter
        |

        Teo napatrzył się w pracy na takie cyrki małżeńskie, że trudno mu się dziwić – będzie musiał popracować nad zaufaniem 🙂
        Zwichnięcia wątku bardzo dobrze robią opowieści. A i czytelnikom też 🙂
        Twój sprośny umysł jest bardzo kreatywny 🙂
        Nie jestem rodzicem, ale dla mnie też milczące dziecko jest mało realne 🙂 Inna rzecz, że jak dziecko jest ciche i bardzo spokojne, to się niepokoję, czy aby zdrowe 🙂 Brak hot-dogów może być przez niektórych odbierane jako horror, to fakt, no i właśnie! Dziecko było na maksa nastawione na konsumpcję buły z parówką, w myślach już jadło, kubki smakowe podniosły łebki, nozdrza falowały łowiąc hot-dogowy aromacik, a tymczasem na stacji paliw awaria maszyny do produkcji upragnionego smakołyku. I dziecko z wrażenia zaniemówiło! I proszę, masz milczące dziecko i traumę bezhot-dogową 🙂

Napisz nam też coś :-)