Sarnina (I)

with 56 komentarzy

z pogranicza baśni i fantazjiiNo to siema!

Ja wiem, wakacje i takie tam. Ale może jest tu ze mną jakiś fan fantasy?

Sarninka mi się rozpisała na mniej więcej 25 części. Jedne krótsze, drugie dłuższe... Wciąż ją poprawiam, coś dopisuję, coś odejmuję. Póki mam zapał to ciskam literami po ekranie. NIe będzie to tak zabawne opowiadanie, jak Rany Julek! czy Ale klapa! dlatego, jeśli jesteś fanem mojego humoru, to możesz czytać cykl #JadziaPierdzieli na fb, albo zajrzeć do sklepu mWn i tam już do wyboru, do koloru.

To opowiadanie... To coś nowego, również dla mnie.

Dlatego znawców realiów fantasy, legend i bajek zapraszam do komentowania, wytykania błędów i zostawiania swojej opinii w komentarzach poniżej.

MIłego czytania.

Jaga

 

Sarnina

J.Gibson

część pierwsza

Benjamin niechętnie uniósł głowę w poszukiwaniu źródła kwiecisto słodkiego zapachu. Dobrze znał tę woń. Omiótł wzrokiem wszystkich klientów baru, ale nie zauważył nikogo podejrzanego. Nie tyle podejrzanego, ile wyróżniającego się na tle lokalsów. Odkręcił się wraz z barowym stołkiem, by stwierdzić, że za jego plecami są również stali bywalcy, których proces starzenia obserwuje od wielu lat. Obserwuje wnikliwie, żeby stworzyć sobie odpowiednio wiekowy kamuflaż. Kiedy zwykły człowiek się mu przygląda, Benjamin Spruce jest siedemdziesięcioletnim leśniczym. Tylko barman, który tak naprawdę jest młodym druidem, zna prawdziwe oblicze leśnego boga, opiekuna pobliskich Borów Pinocejskich.

– Benji, coś cię martwi? – zapytał Larkin Lawler. – Już niedługo znów będziesz podrywał ludzkie panny, jako młody następca siebie samego. Osobiście rozgłosiłem plotki, że odchodzisz na emeryturę, a zastąpi cię wnuczek – zaśmiał się.

Benjamin spojrzał na barmana podejrzliwie i pociągnął nosem.

– Czuję krew.

Larkin zrobił to samo co uprzednio jego klient – rozejrzał się po sali, ale nie zauważył, by komuś dokuczał krwotok.

– Jesteś pewny? Może w kamuflażu zawodzą cię zwierzęce zmysły?

Benjamin zamknął oczy i wykonał głęboki wdech. Nos jak kompas skierował twarz na okno. Obaj mężczyźni spojrzeli z zainteresowaniem na wyginający się za szybą cień.

– Kto to? – Larkin nie krył zaciekawienia, kogo tym razem przyniosła noc. W skrzyni, za budynkiem baru, trzymał ubrania dla tych, którzy w ciało ludzkie musieli się przepoczwarzać i najwyraźniej gość korzystał z dobrodziejstw zaopatrzenia.

– Jest ranna.

– Ona?

Benjamin przemilczał pytanie chłopaka. Zapach nabierał siły, zwiastował zbliżającą się tajemnicę.

Do baru, w którym było niewiele jaśniej niż na zewnątrz, weszła dziewczyna. Kulała na lewą nogę. Benji przyglądał się jej z zaciekawieniem. Znał wszystkich bogów w okolicy. Bogini wiosny już dawno opuściła ten południk kuli ziemskiej, a na boginię lata jeszcze było za wcześnie. Kim więc była niewysoka osóbka, która szukała schronienia w barze Pół Drogi na skraju światów?

Bóg lasu przyglądał się jej uważnie, gdy składała zamówienie u Larkina. Długie do ramion blond fale zieleniały przy końcówkach. Spiczaste uszy mogłyby sugerować elfkę, ale nie była nią. Pachniała boskością. Twarz ukrywała grzywka – nie mógł się jej przyjrzeć dokładnie. Zauważył za to, że dziewczyna słania się na nogach. Spod długiej sukienki wystawała tylko jedna stopa. Benjamin odchylił się nieco, by dokonać odkrycia, które go zaskoczyło.

– Racice? – wymamrotał pod nosem.

Zerknął jeszcze raz dla pewności i już bez cienia wątpliwości zanotował, że bogini ma prawą stopę i lewą racicę. Ciemna oleista plama zwróciła uwagę Benjamina. Zaczynała się tuż nad pośladkiem i spływała po materiale sukienki. Krwawiła. Krew boska była bezbarwna i miała konsystencję emulsji. W świetle mieniła się złotymi drobinami, a w przypadku płci żeńskiej, pachniała słodko. To dlatego tak intensywnie czuł jej obecność.

– Czemu nie uleczyła się do tej pory? – zapytał Larkina, gdy ten przyniósł mu kolejne piwo.

– Uleczyła? Z czego? – Młody barman najwyraźniej nie zauważył nic niepokojącego.

Obaj na nią spojrzeli, w chwili, gdy znacząco słabła. Przed upadkiem uchroniła się, łapiąc za ladę baru. Benjamin bez chwili wahania podszedł do niej.

– Postawić ci drinka? – zapytał dla zaczepki.

Nie odpowiedziała. Ze spuszczoną głową walczyła z grawitacją o pion. Bóg Pinocejski przyłożył dłoń do lepkiej plamy na dole jej pleców i przeraził się ilością utraconej krwi.

– Potrzebujesz pomo…? – Złapał ją nim upadła na podłogę. – Larkin! Wezwij wuja do mnie.

Barman nie protestował. Z telefonem przy uchu obserwował, jak jego ulubiony klient wynosi dziewczynę na rękach.

Spruce podszedł do swojego pick-upa, lecz zrezygnował z tradycyjnego transportu. Nie było czasu. Zamknął oczy i odchrząknął, a gdy je otworzył, stał w swojej leśniczówce. Położył ranną boginię na stole kuchennym. Teraz widział dokładnie, że utknęła w fazie przemiany. Sarnie uszy i nie do końca ludzki, ale już nie całkiem sarni nos, w zestawieniu z lewą kończyną dolną sugerowały, że brakło jej sił na pełną transformację.

Przekręcił dziewczęce ciało na brzuch i rozdarł materiał sukienki. Cała lewa noga była sarnią. Tak jak i lewy pośladek. Nad nim czarna dziura postrzałowa sączyła mieniącą się złotem krew. Benjamin przyniósł ręcznik i ucisnął ranę w celu zatamowania krwawienia. Problemem stała się kolejna właściwość boskiego osocza: krew nie krzepła. Nie musiała dzięki możliwości samoleczenia. W przypadku rany, która z jakiś powodów nie mogła się zaleczyć, było to zgubne i ryzykowne. Benjamin spojrzał na szaro blade policzki umierającej bogini. Wiedział, jak uleczyć siebie, ale nie miał pojęcia jak pomóc jej. Jeśli stary druid nie zjawi się natychmiast...

– Myśliwy? – zapytał kolorowy hipis z brodą zaplecioną w warkoczyki. Z ciekawością zerkał na pacjentkę spod pachy Benjamina

– Wygląda na to, że tak. Długo kazałeś na siebie czekać Frang.– Bóg boru ustąpił miejsca przyjacielowi.

– Nie tak znowu długo – odpowiedział druid, nie odrywając oczu od rany. – Oh holi głakamoli! Niedobrze. Dużo odłamków. – Świdrował palcem w otworze.

– Czemu się nie uleczyła? – zapytał Spruce, lecz leśny medyk, skupiony na własnych myślach, nie odpowiedział. 

Druid otworzył plecak, po czym wszedł do niego, jakby schodził do piwnicy po drabinie. Po kilku odchrząknięciach i mamrotaniu, spomiędzy zębów suwaka wyskoczyła jego siwa, bujna fryzura, a za nią kolorowa reszta starca. Frang położył na stole, obok dziewczyny, narzędzia chirurgiczne. Przez chwilę przyglądał się im, w końcu wybrał to odpowiednie.

Dźwięk pluskającej podczas zabiegu krwi zniesmaczył Benjamina. Podszedł do krawędzi stołu, odgarnął włosy z twarzy bogini i przyjrzał się konstelacji piegów zdobiącej jej nos. Zdziwiło go to odkrycie, bowiem bogom nie doskwierały przypadłości ludzkie. Bogowie nie miewali pryszczy, znamion, pieprzyków. Oczywiście, zdarzały się blizny po niebezpiecznych międzygatunkowych walkach i Benjamin sam jedną posiadał, ale poza tym mógł kontrolować wygląd swojej skóry. Jedyne, czego nie mógł kontrolować, to włosów, które obrastały go całego. Wszystko przez to, że zbyt długo czasu spędził pod postacią niedźwiedzia.

– Dlatego się nie uleczyła! – odpowiedział w końcu druid. Wypuścił na blat stołu odłamek czarny jak smoła. Kiedy Benjamin chciał go podnieść, staruch zabronił. – To nie jest kula, Benji. To czarny kwarc.

Bóg lasu wziął puszkę po kawie i sturlał do niej kamień za pomocą łyżeczki.

– A teraz transfuzja – oznajmił druid. Odnalazł w bezdennym plecaku zestaw dwóch wenflonów i rurkę od kroplówki. – Tam jest co najmniej pięć takich odłamków, a ona wykrwawi się zanim skończę je wyciągać.

Spruce bez słowa protestu zdjął flanelową koszulę i nadstawił rękę do kłucia. Jak tylko jego krew spłynęła pierwszymi kroplami, nozdrza dziewczyny wróciły do ludzkiego kształtu. Potem zmieniły się uszy. Tylko noga wciąż pozostawała zwierzęca.

– Frang, nie słyszałem o czarnym kwarcu odkąd zstąpiłem na etat ziemski.

Druid westchnął ciężko. Czerń rany emanowała mocną aurą, przez co miał trudność z lokalizacją odłamków. Jego rentgenowski wzrok na nic się zdał w tej sytuacji. Ze skupieniem dziobał i pluskał w dziurze postrzałowej wypełnionej krwią.

– Benjaminie, czarny kwarc nie występuje naturalnie na ziemi. To zwykły kryształ górski w którym zamknięto czarne zaklęcie. – Z uśmiechem wyłowił cząstkę minerału i wrzucił go do metalowej puszki.

– Magia?

– Raczej klątwa. – Kolejny fragment, ciemny jak smoła, wpadł z dźwiękiem do pojemnika po kawie. – Widzisz? – Wskazał nogę bogini. Racice zniknęły, a w ich miejscu była zgrabna stopa. Tuż nad kostką zaczynała się sierść, ale i ta powoli zanikała w kierunku kolana.

– Czy myślisz, że to ma związek z zaginięciem moich trzech nimf?

– Już trzech?

– Od tygodnia szukam Liszki.

Wraz z następnym wyjętym odłamkiem udo dziewczyny wróciło do ludzkiego kształtu.

– Zostało siedem.

– Mówiłeś pięć odłamków, wyjąłeś cztery, a teraz twierdzisz, że zostało siedem? – zdziwił się bóg boru.

 – Zostało ci siedem nimf Benjaminie, tak? Z tego co kojarzę, to dostajecie ich po dziesięć sztuk do pomocy.

Spruce przytaknął. Liszka była jego ulubioną nimfą i bardzo odczuł jej zaginięcie. Uwielbiał obejmować jej smukłą talię, ważyć w dłoni małe piersi i łapać za ogon. Nimfy bowiem, po osiągnięciu odpowiedniego wieku, przybierały atrybuty zwierzęcia, któremu patronowały. Liszka miała cudownie miękkie rude włosy, spiczaste uszy pokryte rdzawym meszkiem i przepiękną lisią kitę. Łasiła się do niego, kusiła giętkim ciałem. W końcu ich relacja nabrała bardziej cielesnych odcieni, zbiorowo zwanych popędem. Kiedy odkrył, że zniknęła, postanowił uchronić pozostałe. Wybłagał dla nich azyl w Wiedźmowisku – wiosce na skraju bagna i jego boru. Tam, pod ochroną amuletów i doświadczonych wiedźm były jak dotąd bezpieczne.

– Frang? Myślałem, że minęły już czasy klątw. Wróżki nie są wystarczająco silne, by nimi rzucać.

– Obawiam się, że to ktoś inny, Benji. – Druid wrzucił ostatni odłamek do puszki i wsparty o stół obserwował ranę, która sama się zamykała. Po sarnie zostały jedynie futrzany ogonek i odrobina sierści wokół niego.

– Co masz na myśli?

– Kojarzysz te ruiny przy drodze A66? – Druid kontynuował rozmowę, lecz nie spuszczał rannej bogini z oczu.

– Wiesz dobrze, że trzymam się na uboczu, nie jeżdżę głównymi drogami.

– No to nie wiesz, że zamczysko ma nowego właściciela, a on się od razu wziął za reperacje. Biełuszka mówiła, że podczas przebudowy zamczyska na willę, pracownicy odkryli coś w podziemiach.

– I co? – zapytał zaintrygowany bóg boru.

– Teraz trzeba czekać. – Stary hipis poprawił okulary i przyjrzał się z bliska ranie. – Wygląda na to, że pozostał jakiś okruszek kwarcu i to blokuje zaniknięcie ogona, ale na szczęście nie wpływa na samoleczenie. – Frang wyciągnął wenflony, kończąc tym samym transfuzję. – Wystarczy, bo się jeszcze dziewczynie twoje skołtunienie udzieli.

– Pytałem, co znaleźli w tych ruinach – przypomniał Benjamin, kiedy starzec zaciągnął się skrętem i opadł na krzesło z nieobecnym wyrazem oczu oraz szczęściem wygiętych w uśmiechu zmarszczek.

– W jakich ruinach? – Frang wydawał się zdezorientowany. W dodatku spoglądał w daleki kąt, jakby jego rozmówca właśnie tam siedział. Był wiekowym druidem i cierpiał na demencję starczą, którą pogłębiały jego “ziołowe” mieszanki. Palił je nałogowo, rzekomo pomagały na ból stawów. Na głowę  nie bardzo. Wszyscy czekali dnia, kiedy to Larkin przejmie pałeczkę po wuju.

– Frang!

– Ciiiii!!! Obudzisz kotka. – Starzec pogłaskał powietrze na swoich kolanach. – A co ona tu robi? – Wskazał palcem dziewczynę.

– Ona? – Bóg spojrzał na ciało, które odzyskało blask życia i kusiło swoim kształtem. Wyglądała teraz pysznie, a Benjamin z chęcią by jej skosztował. Skupił wzrok na sarnim ogonie. – Sarninka – wymamrotał pod nosem.


I jak?

Pytam, bo ja w tym gatunku czuję się względnie nowa.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Mruczna
    | Odpowiedz

    Super, bardzo fajnie się zapowiada xD

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Świetnie!
      Zapraszam co środę na kolejne części.

  2. M
    Misia
    | Odpowiedz

    Będę czytać z przyjemnością ❤️

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Bardzo się cieszę!
      W takim razie do zobaczenia za tydzien!

      • P
        Pojedztam
        |

        Zapowiada się naprawdę całkiem obiecująco.

  3. k
    kate
    | Odpowiedz

    ok. czekam na więcrj

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Czekaj, czekaj!
      Bo bedzie sie dzialo.

  4. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Zapowiada sie ciekawie. Nie przepadam za fantastyka, ale wciągnęłam sie w ten fragment i czekam na więcej 😋

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Mam nadzieję, ze się przekonasz. A baśnie lubisz?
      Legendy słowiańskie?
      Bo bede o nie zahaczala… Tak jak i o opętanie skoro juz jestesmy w klimacie wierzeń😂😂😂
      Jesli wolisz moj humorek to zapewne kolejne opowiadanie bardziej przypadnie ci do gustu, ale ono dopiero na jesieni. Mam szkic akcji, kilka scen, ale w wakacje bede szlifowac warsztat intensywnie, wiec z nową wiedzą i bogata w rozne pomysly zasiade do pisania od rana do wieczora.
      A akcję umieszczę w moim sąsiedztwie, takze… Zobaczysz!
      A na fb, co niedziela #JadziaPierdzieli
      Tam nie zabraknie śmiesznych anegdotek z zycia związkowego, rowniez łózkowego😂😂😂

      • A
        Asia
        |

        Oj tak baśnie lubię , legendy słowiańskie ? Hmmm… chyba tez… za to opetania, duchy, i takie tam znaki z zaświatów kręcą mnie i przerażają jednocześnie… wiec chyba przycupne tu na dłużej 😅

  5. K
    Kas
    | Odpowiedz

    Czekam na więcej 😀

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      To widzimy sie w środę!

  6. B
    B.
    | Odpowiedz

    JESTEŚ!!!
    Jak dobrze.
    Wystaszyłaś mnie nie na żarty w zeszłym tygodniu.

    • E
      EvE
      | Odpowiedz

      Czyli nie tylko ja przez chwilę myślałam, ze za Miką poszła Jadzia.

  7. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Jestem. Bez obaw.

    • B
      B.
      | Odpowiedz

      Miały być jeszcze jakieś resztki Klapsy, a tu cisza.

      • M
        Miska
        |

        Ja sie upomnialam do Jadzi i mi wyslala na messenger

      • J.Gibson
        |

        Nie podpowiadaj Miska!
        Bo sie nie ogarnę z odpisywaniem😂😂😂😂 wystarczą mi wiadomości ze zdjeciami ptactwa udomowionego 😂😂😂
        Wycinki z Ale klapa! Wrzucę na swoim podwórku. Dzis lub jutro. Pasuje?
        Przepraszam, moglam pomyslec o tym od razu.

      • T
        Tony Porter
        |

        A nie można by zrobić wieczorka wspomnieniowego i ładnie się z Lidką, Oliwierem i resztą Brygady pożegnać? Takie Klapsowe behind the scenes:) Myślę, że spore grono czytelników chętnie by zasiadło przy kompie, z kieliszeczkiem wina pod ręką i powspominało, i spełniło toast za szczęśliwe życie wesołej gromadki… nie wierzę, że nie unieśliby kieliszka w kierunku pani Geni i nie krzyknęli – Na zdrowie, pani Geniu kochana!:)

      • J.Gibson
        |

        Tony! Świetny pomysl.
        Podumam jak to zorganizowac.

  8. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Mniam! Debiut w świecie fantasy wielce udany. Realia Ty tworzysz, więc możesz się cudzymi opiniami nie przejmować:) To Twój świat, Ty go kreujesz. Po pierwsze, świetny pomysł na opowieść – Bory Pinocejskie, bóg boru-niedźwiedź, nimfy jako jego dwórki, druid barmanem, druid hipis i jego przepastny plecak, dobre wiedźmy i klątwy wróżek – super. Po drugie – jak to u Ciebie norma – wyraziste, pełnokrwiste, niebanalne postacie. Czytając o braku kontroli nad włosami i zagrożeniu skołtunieniem Sarninki nie mogłam nie pomyśleć o szanownym Zygmuncie:) Hit tej części to bezapelacyjnie: “Ciiii!!! Obudzisz kotka” 🙂 Tytuł mocno intrygujący i… mylący – nie zdziwię się jak zaczną komentować myśliwi i amatorzy dziczyzny:) Pan na okładce taki, że sama bym się do niego połasiła – mimo, że nie mam rudej kity:) Idealnie mi na boga boru pasuje. Skąd pomysł w ogóle na taką akurat historię? I na nazwę borów – “pinocejskie”? Zdaje mi się, że lubisz ukrywać różne smaczki (chwali się, bardzo się chwali:)) w nazwach, imionach – taki test na błyskotliwość:) I wiara w inteligencję czytelników:) Pytasz “I jak?” Pysznie! Niczym Sarninka w oczach Benjamina:) Mnie się mega podoba. Rączki zacieram, nogami przebieram i napalam się, niczym małolata na pierwszy w życiu biustonosz, na następne 24 części:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Moze naprowadzi cię angielska nazwa sosny… A moze łacinska…
      Podobnie z nazwiskiem Bendżaminka. 😂😂😂
      Tutaj duzo nie dumalam z nazewnictwem.
      Tak. Dobrze zgadlas. Zygmunta ciało dało pomysł na mankamenty boskiego ciałka.
      Jak mysliwi tu wpadną po tytule, to trzeba ich lapac, przesiac pod katem atrakcyjnosci i tych lepsiejszych zostawic na Jadziowe uzywanie 😂😂😂
      A pan z okladki wydal mi sie akuratny do roli niedzwiedziowatego.
      Skad pomysl?
      Cos mi sie przysnilob cos sie doczytalo, bo mam teraz faze na Parandowskiego, cos zostalo z bylego hobby: legend słowianskich i fascynacji poganskimi obrzedami…
      Zabełtałam to wszystko z bajkami i narodzil sie pomysl na nowoczesną wersję Olimpu, ktorego przedstawicielem jest wlasnie Bendżi.
      A Bendżi to straszny fetyszysta i mysle, ze juz mozna sie domyslac co go bardzo kreci😂😂😂😂
      Dziekuje za komplementy!😘😘😘
      Ja rowniez czekam na komentarze od ciebie.

      • T
        Tony Porter
        |

        Aaaa… no jasne, Pinaceae. Benji ma nazwisko dobrane idealnie:)
        Trzeba będzie znaleźć sito z dużymi dziurami, bo myśliwi to raczej konkretnej postury są:) Pan z okładki jak na Benia szyty.
        Zabełtanie wyszło Ci bardzo dobrze – zdaje mi się, że lektura dostarczy nam wiele atrakcji i przyjemności. Wprawdzie ogon sarny jest znacznie skromniejszy niż lisia kita, ale widać, że Benjaminka bierze:)

  9. Z
    Zetka
    | Odpowiedz

    Droga Jadziu,
    Uwielbiam te klimaty, uwielbiam Twoje tańczące w słowach litery. Pisz, dziewczyno,pisz jak najwięcej. Jak ja teraz wytrzymam do środy???

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Bardo ci dziękuję za te piękne słowa

  10. P
    P.Z.
    | Odpowiedz

    Moze nie jest zabawniy, ale dla odmiany cos serio serio i w klimacie ciezkiej atmosfery! Twojo Klapse pokochałam od razu za jej oryginal. Uwielbian jak poprowadzilas tam cozy mistery. Cos czuja, ze zakocham tez w Benji.
    Pozdrowienia z Florida!!!

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      O tak! Sarnina do Klapsy to jak niebo i ziemia. Duza odmiana. Ale taki mam czas latem, ze o lekki humor ciężko…

  11. D
    Dirty Harry not potter
    | Odpowiedz

    Czytam, czytam, czytam,… Już po raz trzeci i nie wierzę! Z Jadzi wyszła Jaga! Nie znałem cię od tej strony. Zawsze takie podśmiechujki, a tu niespodzianka. Tak mroczny klimat nie często się przytrafia. Ja tu zostaję. Dlaczego tylko w środę? Nie możesz częściej? Czy jest tu coś jeszcze z fantasy do przeczytania? Bo ja taki mało lubiący kobiece lektury z tymi opisami penisów na kilka stron. W Ale klapa dużo masz takich scen z lodami i innymi takimi etcetera? Bo ja bym wolał do pośmiania. Albo tak pod krminał, bo sarnina też taka z zagadką będzietak?

    • D
      Devilla
      | Odpowiedz

      Wiesz że są konkursy na fantasy i można wygrać wydanie, kasę i sławę? Moim zdaniem powinnaś wystartować. Jeśli akcja zaczyna się tak ostro to dalej może być tylko ostrzej. Powinnaś pomyśleć o wydaniu!

      • J.Gibson
        |

        Wiem, ze są konkursy, ale się nie orientuję.
        Masz jakis na uwadze?
        Podeslij mi linka na fb.
        Tymczasem zapraszam co środę.

      • Babeczka
        |

        https://aktualnekonkursy.pl/konkursy-literackie.html
        Przegląd wszystkiego. Niestety, głównie poezje.
        O rynku wydawniczym i całym procesie tutaj – https://aleksandersowa.blogspot.com/
        Niestety, ja już wszystko przerobiłam i po informacji o honorarium za książkę drukowaną, szczęka mi mocno opadła…

      • D
        Dirty Harry
        |

        Na Copernicon startuj!

      • J.Gibson
        |

        To, że się z książki wydanej w jednym kraju wyżyć nie da, to ja wiem, Babeczka.
        Poezja nie jest moją mocną stroną, a faktycznie tam jest bardzo duzo tego typu konkursów. Co do prozy, to chyba najgorszą sciemą jest… Cholerka, tam coś było “już chodzmy stąd ” czy cos takiego.
        Jak przeczytałam regulamin, zasady itd to stwierdziłam, że nie widzę korzyści, co mnie nie motywuje do startu w tych przelajach.
        Dzięki Harry za podpowiedź. Jak przeglądałam link od Babeczki, to chyba mi sie rzuciło po oczach coś z Kopernikiem. Jak nie ma to wygooglam. I jak? Klapsa kupiona?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Trzy razy? Ło matko!
      Cieszę sie, ze goscimy rowniez panow na motylach. Nie dam rady czesciej, jak tylko w środy.
      Do polecenia…
      Wyklęty…
      Może Nieludzki?
      Jak to mowia: szukajcie, a znajdziecie.
      W Klapsie nie ma zbyt duzo sexow. W zasadzie to jest jeden sex właściwy, ktory Tony okreslila jako poetycki. Pozostale to takie podśmiechujkowe – jak to ująłeś. Myslę, że sie nie zgorszysz 😂😂😂😂

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Dirty Harry not potter… znaczy się, że Brudny Harry w wykonaniu Clinta Eastwooda? Jestem za:) Pozwolę sobie wciąć się między wódkę i zakąskę i napisać, że w Klapsie nie uświadczy loda czy laski z połykiem. Jest zagadka, jest tajemnica, jest humor na wysokim poziomie. Jest i seks, ale nie jako charakterystyka postaci: “Opisz penisa”, tylko jako kochanie się dwojga zafascynowanych, zauroczonych, zakochanych osób. Jest historia, smakowicie i sprawnie opowiedziana. Nie będę więcej zachwalać, bo twórczość Jadzi zachwala się sama – jakością.

      • D
        Dirty Harry
        |

        Czuję się przekonany.

  12. f
    funtastyka
    | Odpowiedz

    Fanka fantastyki jest. Ja! I nie za bardzo mnie to bawi. Lepiej zostań przy humorze. To ci wychodzi dobrze.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Już po pierwszym rozdziale wiesz, że Jadzia się do tego nie nadaje? A to ciekawe 😂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Święto Niepodległości trochetke mi się przeciągnęło, ale już jestem. Początek, jak początek… Zapraszam za tydzień, bo może zmienisz zdanie. A może zasugerujesz, co powinnam poprawić, by takich fanek fantasy podniebienie zaspokoić?

  13. G
    Grasja
    | Odpowiedz

    Benjai, Frang, Liszka – każde imię z innej parafi. To w końcu jakie są realia tego opowiadania pseudofantasy?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Powiem Jadzi żeby zmieniła na Zeus, Hera i Posejdon… :-)))

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Realia są… Takie jakie są.
      Światy się przenikają i spotykają w PÓŁ DROGI -czyli barze, do ktorego rodzaj ludzki ma rowniez dostep. Dlatego bóg przybrał sobie ziemskie imię Benjamin.
      Frang to po prostu imię typowo z okresu baśni o druidach.

  14. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    No, no, no! Jadzia! Ciekawie się zaczyna. W takich klimatach jeszcze nie czytałam Twojego opowiadania. Fajnie, że to coś nowego, coś innego. Więc tak! Pisz dalej, bo chętnie przekonam się, co nam tu zaserwujesz.

    • Jadzia Gibson
      | Odpowiedz

      Dziękuję Jo..
      Piszę, bo Sarninka jest cały czas tuningowana i poprawiana i dopieszczana i… Jest tego masa. W sasadzie wymyslenie akcji to byl pikus przy tym co teraz robie😂😂😂
      Takze… Czytaj. Bo moze cie zaskoczę.

  15. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    W fantastyce lubuję się od lat i bardzo proszę, i stanowczo nalegam – pisz, Jadziu, bo Ci to fantasy bardzo dobrze wychodzi. Fantastyka daje sporo możliwości i wolność w budowaniu świata. Ograniczeń w wymyślaniu nazw i imion nie ma. Jak autorowi w duszy gra, takie realia wymyślonego przez siebie świata tworzy. Jednym pasuje Tolkien, innym Grzędowicz, a jeszcze inni uznają tylko Ursulę Le Guin bądź Orsona Carda – co kto lubi. I długo by można wymieniać, bo jest wielu świetnych autorów, wiele świetnych książek… ale myślę, że bez problemu znajdzie się miejsce dla Jadzi i jej “Sarniny” 🙂 Twoje poczucie humoru i lekkość pióra sprawdzą się pewnie w każdym gatunku literackim.

  16. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Nooooo dziekuję moja droga. Carda juz dodalam do listy autorów do przeczytania. Czekam aż do mnie przyleci.
    Co zaś się tyczy humoru… No niestety, Sarninka nie będzie typową komedią😂
    Fragmenty z humorem wystąpią tu sporadycznie.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Podobno Terry Pratchett pisze z humorem. Podobno, bo ja tam u niego niczego śmiesznego nie znalazłam. Fakt, nie przebrnęłam w żadnej książce poza pierwsze pięć stron, może to dlatego? Bardziej mi uszczypliwy, lekko przewrotny humor Kira Bułyczowa pasuje.

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      He, he, gorzej jak Ci się twórczość Carda nie spodoba:) Honorowo oddam połowę kasy za książki:)
      Dlaczego, niestety? Nie samą komedią żyje człowiek, a i trudno, żeby fantasy prześmieszne było. Na komedię w fantastyce to ja jeszcze nie trafiłam. Wystarczy, że od czasu do czasu sarkazmem polecisz i równowaga w przyrodzie… znaczy się w lekturze, będzie zachowana:)

  17. I
    Izis88
    | Odpowiedz

    Świetnie, ze tworzysz cos swojego…

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dziękuję! Staram się dodawać swojemu życiu nowe wymiary. Oto jeden z nich. Ma nadzieję udany

  18. Anonim
    | Odpowiedz

    Jadzia! No mega! Zamiast siedzieć i grzecznie pisać opowiadanie swoje do końca to po prostu teleportowałaś mnie do swojego świata.! Ja kocham fantasy i jestem całkowicie, no może nie całkowicie, usatysfakcjonowana, bo chcę jeszcze. Gratuluję! A Carda z całego serca polecam. Jego książka sf Gra Endera jest moim numerem jeden:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczą te słowa! Dziękuję

  19. J
    Jagunia
    | Odpowiedz

    Jagunia! Imienniczko moja! Ty jestes super zaskakujaca. Czytałam komentarze pod Ale klapsa, powiem ci, ze musisz nam tu jakas opcje dolarowa zrobic. Znam cie tylko virtuallnie, ale jesli napisalas ksiazke tak jak piszes na facebook to ja chce czytac. Fantasy nie lubie. A gdzie ten rany julek o ktorym pisalas we wstepie?

  20. K
    Koralina
    | Odpowiedz

    byłam sceptyczna, ale bardzo mnie wciągnęło<3

    • Jadzia Gibson
      | Odpowiedz

      Sama radość takie komentarze!
      Dziękuję

Napisz nam też coś :-)