fbpx

Sarnina (X)

with 16 komentarzy

z pogranicza baśni i fantazjii

Przypominam, że Sarnina to darmowe opowiadanie fantasy!

Dziś niestety nie nakręcę łóżkowo, ale czytajcie, bo wiele wskazówek z tej części może sugerować rozwiązanie zagadki.Jestem ciekawa, czy macie swoje typy.

Miłego czytania.

Jadzia

Sarnina

J.Gibson

korekta i wdzięki: T.P.

część dziesiąta

Wiedźmowisko opustoszało. Nic dziwnego, w końcu dawno już minęła godzina czarowna. Mieszkanki odprawiły swoje obrzędy, wykleiły z wosku laleczki, przemyły talizmany kadzidłowym dymem i odnowiły swe zobowiązania wobec siebie nawzajem. Teraz spały spokojnie pewne swych ochronnych amuletów.

Benjamin przechadzał się między zabudowaniami, aż dotarł do chatki oznaczonej dwoma skorpionami. Herb Białuszki. Światło nie przebijało z wewnątrz żadną szczeliną, toteż bóg nie był pewny, czy wypada naruszać spokój wiedźmy.

– Akurat ciebie to bym się w życiu nie spodziewał nocą pod drzwiami mej ukochanej!

Spruce spojrzał w górę skąd dochodził głos Franga. Siedział na dachu i dyndał nogami radośnie.

– Ja bym się w życiu nie spodziewał, że tam wleziesz – odpowiedział kwaśno, po czym teleportował się obok starego przyjaciela. Teraz obaj siedzieli na domu Białuszki. – To jak? Powiesz mi co tu robisz?

– Podałem zbyt dokładne współrzędne taryfiarzowi. Spóźniłem się na kolację i za karę milejdi nie chce mi podstawić drabiny. – Roześmiał się, przy czym jego pomarszczona twarz przypominała niezwykle szczęśliwą rodzynkę. – A ty, Benji, czemu przychodzisz nocą do mojej ukochanej?

– Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku z nimfami i zapytać… Frang, jak długo mnie znasz?

– Odkąd się tu w borze pojawiłeś. Całe moje życie.

– Czy ja kiedyś wspominałem o rodzinie?

– O rodzicach. – Frang wyciągnął torebkę suszu oraz bibułkę i próbował zrolować skręta. Benjamin wiedział, że przy tym procesie leśny medyk jest zazwyczaj skupiony niczym saper, więc nie przeszkadzał. Odczekał.

– O bracie nie wspominałem?

– Bracie? Nieeeee. Tylko o rodzicach. Że oddali ci moce, a potem żyli na ziemi wśród ludzi i tak jak ludzie umarli. Ale… – Staruszek zaciągnął się skrętem, a z każdym milimetrem sześciennym wdechu jego oczy rozmywały się. Tylko uśmiech zyskiwał na konturach. – Ale o nich też nie lubiłeś mówić. Podejrzewam, że nawet się z nimi nie widziałeś odkąd zamieszkali wśród lokalsów.

Bóg wiedział, że więcej z Franga nie wyciągnie. Ziołowe inhalacje coraz bardziej oddalały świadomość druida od jego ciała.

– Chcesz już zejść?

– Mógłbyś?

– Mógłbym.

Złapał staruszka pod ramię, odchrząknął i obaj zniknęli. Pojawili się za to na ziemi, tuż przed drzwiami Białuszki. Frang otworzył je na oścież.

– Kochanie! Wróciłem! – zaśpiewał uszczęśliwiony, po czym usiadł w poprzek ławy wyściełanej skórami i rozprostował nogi.

Minęła chwila zanim Białuszka do nich wyszła z przylegającego pomieszczenia. Benjamin w tym czasie dołożył polano do kominka i zapalił kilka świec.

– A żeby cię żmija ujebała w lewe jądro, ty Stary Worze! – Wiedźma nie szczędziła czułości swemu kochankowi. – Benji? No, ciebie to się nie spodziewałam o tej porze.

– Wybacz to najście. Chciałem zapytać o kłusownika. Nie narzucał się znów z wizytą? – Białuszka zaprzeczyła, więc podpytał o Jeżynkę. Zapewnienia, że posłusznie siedzi w chatce z pozostałymi nimfami, uspokoiły go. Po chwili ciszy powziął rozmowę na nowo. Tym razem korzystał z wiedzy swej wiekowej przyjaciółki odnośnie manipulacji pamięcią. Białuszka długo przeczesywała białe włosy, lecz nie znalazła nic, co idealnie wpasowałoby się w sytuację boga.

– Wróżki odpadają w przedbiegach, kochaniutki. Na tak potężną klątwę jest ich za mało. Nie znam też żadnego amuletu, który mógłby to uczynić na taką skalę. Ale… – Spojrzała na Franga podejrzliwie. Spokojnie pochrapywał, trzymając w zębach ledwie tlącego się skręta. Z wąskiej stróżki ciężkiego dymu, która spływała mu po brodzie na brzuch, formował się kot. Szare zwierzę kręciło się na kolanach swego stwórcy, aż znalazło odpowiednią pozycję by się położyć. – Stary Wór kiedyś sporządzał miksturę zmiatającą. Wlali ją do studni i cała wioska zapomniała, że jednej nocy wyrżnięto im wszystkie dzieci. Druidzi zrobili to, żeby ulżyć w cierpieniu. Podobno miksturę warzy się na włosach osoby, która ma być zapomniana i na łzach bliskich jej osób – dokończyła Białuszka. – Nigdy tego nie widziałam. On sam opowiadał jakby to były pradzieje druidów. Nic więcej nie wiem Benji, a on ci teraz też nie pomoże. – Wskazała na leśnego medyka.

– Dziękuję. Mikstury druidów nie działają na celestialsów. To nie mógł być żaden z nich. Na mnie pora. – Wstał od stołu, a izba znów zrobiła się mała. Ogrom boskości i majestat fizycznej wielkości sprawiały, że gdziekolwiek wchodził Benjamin, tam umniejszał metraż w znacznych ilościach.

– Idziesz do Ninki? – zaczepiła go Białuszka.

– Tak. Spotkam się tylko na chwilę z Larkinem w Pół Drogi, a potem prosto do Oak Fort.

– Przekaż Nince jej protektora. – Podała Benjaminowi słoiczek z szerszeniem. Niespokojnie latał w kółko i bzyczał złowrogo.

– Protektora?

– Każdy cielec ma swojego protektora w postaci insektu czy innego robala. Welessa ma muchy.

– Ale Soe, znaczy Nina, to celestials. Tak jak ja.

– Gdy zajmowaliśmy się nią na tym stole, ten szerszeń pojawił się znikąd i atakował tylko ciebie, bo trzymałeś Ninkę nieruchomo. Przypomnij sobie. Wcześniej nie pojawiał się wokół twojej ogoniastej?

Benjamin przyznał Białuszce rację, choć nie rozumiał skąd u Niny wziąłby się atrybut pogańskiego świata. Na własne oczy widział jej krew. Mało tego! Pozwolił przetoczyć jej swoją!

Bóg pożegnał się z przyjaciółką i zniknął. Sekundę później pojawił się w barze, na swoim ulubionym miejscu.

– Masz szczęście. – Larkin przywitał kumpla klepnięciem w ramię. – Właśnie rozlałem z gąsiora mocne miody. To jak, niedźwiadku? Po jednym na każdą łapę?

Zanim Benjamin zaakceptował propozycję mruknięciem, barman rozlał złotą słodycz w cztery kieliszki.

– Ale ty pijesz ze mną. – Bóg podsunął dwa kieliszki pod nos Larkina, a jeden ze swoich uniósł w niemym toaście. Gdy obaj wlali w gardło ognisty miód, uwidoczniła się różnica międzyrasowa.

– Nie takie mocne. –Spruce po odstawieniu kieliszka tylko pociągnął nosem.

Lawler dyszał jakby przebiegł maraton i poczerwieniał jak przedszkolak z bostonką. Kiedy kumpel podał drugi kieliszek, łzy pociekły mu strumieniami. 

– Jednak dodam... khm... khm... więcej miodu  – stwierdził, odsuwając od siebie wypełnione szkło. Otarł policzki, pociągnął nosem, a potem zgiął się wpół i pierdnął. – Pali rurę do samego końca. Co u twojej blondyny z ogonkiem?

– Dobrze. – Benjamin nie przyszedł na pogawędki, więc szybko zmienił temat. – Zjawiają się tu czasem wróżki?

Larkin zbladł. Po rumieńcach wywołanych pitnym miodem nie było śladu.

– A c–co? – wyjąkał.

– Potrzebuję spotkać się z wróżkami. Jedna z uprowadzonych nimf nie żyje i myślę, że one coś wiedzą na ten temat.

Larkin przez chwilę patrzył na zmartwienie wypływające na twarz przyjaciela. Sytuacja jest poważna. Poważniejsza, niż zdawał sobie z tego sprawę.

– A gdybym ci załatwił spotkanie z wróżką tu i teraz?

Benjamin rozejrzał się podejrzliwie po opustoszałym lokalu. Tu i teraz? Przecież tu nikogo nie ma! Utkwił wzrok w barmanie, a ten uchylił drzwi na zaplecze i zagwizdał. Drobna dzieweczka o promienistej cerze ukazała swą idealną sylwetkę w prześwicie. Chwilę szeptała z Larkinem, po czym skryta za jego plecami podeszła do lady barowej.

– Tylko nie mów nikomu – uprzedził Benjamina przyjaciel. – My tu… Tak jakby…

– Na randce jesteśmy – dokończył piękny sopran. – Laruś mówi, że można ci ufać, że ukrywałeś Franga i Białuszkę. – Blond czupryna pojawiła się przy ramieniu barmana. Po chwili wróżka stanęła w całej swej okazałości, godnej podziwu malarza czy też fotografa.

– Prawda. Larkin, jak widzę idziesz w ślady wuja.

– Usiądźmy wygodnie przy stoliku, przyniosę nam coś do picia.

Spruce zajął miejsce na końcu długiej ławy z wzorami wypalanymi prądem. Przez chwilę gładził lakierowane drewno i podziwiał zwoje. To już zboczenie zawodowe – uśmiechnął się na tę myśl, ale współczuł zdrowemu drzewu, które uśmiercono na potrzeby meblarskie.

Pierwsza do boga dołączyła wróżka. Zmniejszona do cala i uskrzydlona, przeleciała nad ladą baru, po czym wylądowała z gracją naprzeciwko Benjamina już w postaci modelki.

– Zapomniałem, że Białuszka kiedyś też tak wyglądała – usprawiedliwił wzrok wgapiony w ponętne ciało wróżki. 

Larkin przyniósł trzy różne trunki zgodnie z upodobaniami pijących i usiadł obok ukochanej.

– Lutka, to jest Benjamin Spruce. Władca iglastych hektarów ciągnących się od baru na północ – dokonał oficjalnej prezentacji. – Benji to…

– Niech zgadnę: miłość twojego życia – wtrącił się bóg. – Miło mi cię poznać, Lutka. Nie zamierzam nikomu o was wspominać. Chcę tylko informacji.

– Opowiem o wszystkim, ale muszę mieć pewność, że dostanę azyl u Białuszki.

– Nie mogę ci tego zagwarantować. Myślę, że jeśli z nią porozmawiasz, sama cię przyjmie pod swoje skrzydła.

Wróżka posmutniała i przytuliła się do barmana. Spruce od razu wyczuł, że nie takiej odpowiedzi oczekiwali oboje.

– Byliśmy u Białuszki – wyjaśnił Lawler. – Odmówiła nam, ale może tobie…

– Znam Białuszkę. Jeśli odmówiła, to miała ku temu powód. Moje wstawiennictwo nic tu nie pomoże. Ale... Nadal nie odnalazłem moich nimf – zwrócił się bezpośrednio do wróżki. – Jedna już nie żyje. Pozostałe dwie, jak podejrzewam, też zostaną stracone na dniach. Wiem, że wróżki maczają w tym palce. Proszę, powiedz co wiesz, a pomogę wam jak tylko potrafię – obiecał.

Lutka spojrzała  na Larkina, a gdy on przytaknął, zaczęła mówić.

– Nie widziałam w naszym świecie nimf.

Bóg westchnął z ulgą.

– Ale raz w nocy, gdy wymykałam się do baru, widziałam jak Gestorki przyjmują gościa. Wysokiego mężczyznę. Przyniósł spory worek, a one zapłaciły mu strzałami.

– Słyszałaś o czym mówili?

– Byłam za daleko. Ale ten mężczyzna…

– Tak?

– Był dziwny. Taki mroczny. Na ramieniu siedziało mu jakieś ptaszysko.

– Kłusownik! – warknął Benjamin i uderzył w stół.

Lutka podskoczyła, a Larkin skrył ją bezpiecznie w swoich ramionach.

– Benji! – zaprotestował właściciel lokalu.

– Przepraszam. – Spruce chwilę się zamyślił. Wymiana! Strzały z grotem z czarnego kwarcu kłusownik dostaje od wróżek, czyli one wiedzą na co poluje. – Mówiłaś o worku. Że wymieniał worek na strzały. Jak duży był to worek? Czy zmieściłaby się w nim nimfa?

– Być może. Tak. Sądzę, że tak.

– Muszę dostać się do waszego realmu.

– Jeśli ci pomogę, sama stanę się wrogiem wróżek.

Larkin nachylił się do Benjamina i z błagającym spojrzeniem wtrącił się do dyskusji.

– Benji, wolałbym nie narażać Lutki.

– Rozumiem. Myślę, że coś da się z tym zrobić.

– Przekonasz Białuszkę?

– Nie. Jak już mówiłem, Białuszka ma najwyraźniej swoje powody i ja jej decyzji nie zamierzam podważać. Ale niedaleko mojego boru…

– Tylko nie to! – jęknął Larkin i opadł na twarde drewno oparcia ławy.

Benjamin uniósł palec wskazujący w grożącym geście.

– Rodzina ogrów z przyjemnością cię adoptuje na jakiś czas. Właśnie urodziły się im pięcioraczki, więc ręce do opieki są potrzebne od zaraz, a przy okazji dadzą ci schronienie na bagnach.

– Ogry nie lubią wróżek – odezwała się Lutka cichutko.

Nie znam nikogo kto lubi wróżki – podsumował bóg nieco złośliwie. Larkin odchrząknął, więc Benjamin sprostował swoje słowa. – Nie znam nikogo, poza dwoma druidami, którzy dali się nabrać na te wasze niewinne oczka i kuse kiecki. Porozmawiam z Palusem, władcą bagien. Uprzedzę, że zasilisz oddział rodzicielski ogrów. Z tego co wiem, bagna od wieków cieszą się spokojem. Dlatego mieszkają tam ogry, Lutka. Po tym, jak zajęłyście ich świat i urządziłyście istną nagonkę, czują się na bagnach jak w raju.

– Ale Lutka nie brała w tym udziału! – Barman bronił swojej wróżki. Nawet ślepy zauważyłby jego oddanie. A może zaślepienie ponętnym ciałem?

– Nie przyjmą mnie – westchnęła piękna do swego kochanka.

– Przyjmą. Nie znam życzliwszej rasy. No i Gestorki nie będą cię szukały na bagnach. To jak? Pomożesz mi dostać się do waszego realmu?


I jak? Czy już obstawiacie, kto stoi za zanikiem wspomnień Benjaminka?

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. P
    PAT - Adwokat Diabła
    | Odpowiedz

    Ja oficjalnie….NIE MAM POJĘCIA 🙄 🤷‍♀️ nigdy nie byłam dobra w interpretowaniu tekstów 😂 poza tym, moje lenistwo wzięło górę i poczekam na kolejną środę…. I kolejną 😂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      A ja myślałam, ze już coś niecoś się klaruje…

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Typy! Dobre sobie. Łatwiej by było szóstkę w Lotto wytypować, niż zgadnąć co wymyśliłaś.
    Ha! Kogo obstawiamy! Z większą pewnością obstawiłabym czarne bądź czerwone w ruletce, niż pokazała na któregoś z bohaterów palcem. Uknułaś taką intrygę, że nikłe szanse na zgadnięcie kto za tym stoi. I za przerzedzeniem Pinocejowi wspomnień, i za znikaniem nimf, i za pojawieniem się Soelli akurat teraz. Obecnie najbardziej mnie intryguje Ninka – kim ona tak naprawdę jest? Ni to celestials, no to cielec, ni to lokals… hmmm…
    “Drobna dzieweczka o promienistej cerze” 🙂 rozwiała wątpliwości co do udziału wróżek w nimfowym kidnapingu, ale wciąż nie wiemy dlaczego to robią. “Nie znam nikogo kto lubi wróżki” – świetna riposta, Benji 🙂 Rozwinięcie riposty jeszcze lepsze 🙂 “Nie znam nikogo, poza dwoma druidami, którzy dali się nabrać na te wasze niewinne oczka i kuse kiecki.”
    “Laruś” – he, he, no nie mogę. Larkin musi naprawdę kochać Lutkę, skoro pozwala tak się nazywać. Lutka i Laruś – pasuje jak ulał 🙂
    Jak na wróżkę, to Lutka jakaś taka płochliwa jest – podskakuje od byle walnięcia w stół 🙂
    Motyw o ogrami boski 🙂 Ciekawe, ile czytelników odświeży znajomość ze “Shrekiem” 🙂 Lutka niech nie grymasi, tylko w ramach pokuty za prześladowanie ogrów przez jej wróżkową mafię, odrobinę pomoże przy pięciu ogrątkach:)
    Białuszka ma niezły herb – dwa skorpiony. Ciekawe, czy taka jadowita, czy to raczej o astrologię chodzi.
    Receptura na miksturę zmiatającą bardzo interesująca. Doprawdy, zadziwiasz mnie niebanalnymi pomysłami. Umysł masz mocno kreatywny.
    W tej części zdecydowanie wygrywa para: Białuszka i Frang: “niezwykle szczęśliwą rodzynkę”, “ziołowe inhalacje”, “A żeby cię żmija ujebała w lewe jądro, ty Stary Worze!”, i kotek z ziołowego dymu 🙂 Po piętach depcze im… he, he… Laruś jako przedszkolak z bostonką 🙂 A już tekst: “Pali rurę do samego końca. ” zasługuje na specjalne wyróżnienie 🙂 Na pewno bardzo by się spodobał koledze mej przyjaciółki, który gustuje w kebabach na ostro i nazywa je “piekącymi dwa razy” 🙂

    • Jadzia Gibson
      | Odpowiedz

      Tu raczej nie bedzie jednego winnego.
      Herb mi się tak napatoczył przypadkiem, bo naogladalam sie jedzeniowych czelendzy i najwiekszy trud byl ze zjedzeniem skorpiona.
      Kilka ripost udalo mi się zegrac. Mam nadzieje, ze stosunek Benjamina do wrózek oczywisty.
      Milosc Franga i Bialuszki jest indywidyalna… W sensie… Kazdy zwiazek jest inny. Jednym odpowiada gryzienie, innym czułe przezwiska, jeszcze innym despacito po prysznicu😂😂😂
      Lubię tę parkę.
      Pomysłów mi nie brakuje. W czesci 12 znow odjechalam😂😂😂
      Ale nie pytaj co biorę i dlaczego tak duzo😂😂😂
      Przeorganizowalam plan wydarzen i stwierdzam: jest duza szansa, że wyrobię się w 20stu czesciach z Sarninką! A jak nie to…. Trudno. Bedziez musiala znosic Sarninkę dłuzej😈😈😈

      • T
        Tony Porter
        |

        Aaaaa! Spisek, znaczy się. Akcja zakrojona na wielką skalę. Albo przypadkowa kumulacja działań różnych sił.
        Aleś mnie tym jedzeniem skorpiona ustrzeliła – poczytałam i mnie zbrzydziło, łe! “Żywe jeszcze stworzenia nabija się na długi patyk i smaży w głębokim oleju, który ma zneutralizować truciznę.” O mamuniu!
        Nie mam żadnych wątpliwości w temacie uczuć Benjamina co do wróżek. Absolutnie żadnych.
        Mnie akurat relacja Białuszki i Franga bardzo się podoba. Taka… soczysta jest. I prawdziwa. Nie ma wątpliwości, że niejedną beczkę soli razem zjedli.
        Odjeżdżaj, odlatuj, nie ograniczaj fantazji… będzie co czytać 🙂 He, he, bierz co chcesz, tylko… pisz 🙂 Jeśli się w 20 częściach nie wyrobisz, to płakać na pewno nie będę, a wręcz przeciwnie. Bardzo chętnie “poznoszę” Sarninkę dłużej. Stworzyłaś taki świat, że szkoda by było nie wykorzystać go na maksa. Tak więc, dawaj i ze trzy sezony 🙂

      • J.Gibson
        |

        Spisek… Żeby tylko. Benjaminek przypomni sobie ulubioną zabawe z dziecinstwa: wyrywanie muszkom skrzydelek.
        Co do jedzenia skorpionow to widziałam nieco inny sposob podania. Zywego !😱😱😱
        Wkladali go przodem do ust, bo to taka technika, zeby ugryzc go szybciej niz on uszczypnie jedzacego. Nalezy przy tym trzymac go caly czas za ten kolec jadowy zeby czasem nie wbil go gdzies w okolice ust… 😲😖😲😵
        Oczywiscie tej koncowki ogona nie zjadali, ale podejrzewam, ze odwazniejsi tez by sie znalezli.
        No i tak chrupią skorpionika jak popcorn w kinie.
        Szok!
        Nie moge uwierzyc.
        Kiedys lubilam ogladac takiego wysokiego chudego brytyjczyka z dredami. Chyba Louis sie zwie. I on czesto cos tam jadl… Powiedzmy ze jadl cos ciekawego. Ja go uwielbialam za akcent i ze pokazywal rozne swoje podroze takie prawdziwe, a nie takie typu: a to moj zaebysty widok z mojego zaebistego apartamenta w zaebistym hotelu, ktory ma wiecej gwiazdek niz duza niedzwiedzica…
        Tak
        Ze
        Tego…
        Szkoda ze mi pasja przeszla…

      • T
        Tony Porter
        |

        Benji ma wiele twarzy, ale, no hello, jest bogiem, włada borem, nimfami i stara się ogarniać rzeczywistość, więc trudno, żeby był milusiński. Okrucieństwa nie popieram, ale rozumiem, że czasem musi zadziałać ostrej… znacznie ostrzej 🙂 Z jego nimfami też się ktoś nie cacka, prawda? No właśnie!
        O rrrany Julek 2! Żywego?! Też podejrzewam, że niektórzy to by i kolec zeżarli, a może i byli tacy co spróbowali i… stali się mocno jadowici 🙂 Nie wiem, czy to czysta głupota, czy jakaś pierwotność z człowieka wyłazi – kto pierwszy kogo dziabnie, zaatakować jedzenie, zanim ono zaatakuje mnie 🙂 Przychylam się do czystej głupoty 🙂 He, he, więcej gwiazdek niż duża niedźwiedzica… Niedźwiedzica się na Ciebie obrazi, bo nie jest duża tylko Wielka 🙂 Z ciekawości sprawdziłam – nieuzbrojonym okiem możemy dostrzec 125 gwiazd w jej gwiazdozbiorze. A propos Wielkiej Niedźwiedzicy i naszego drogiego boga boru, to połaziłam wczoraj po Bieszczadzkich ścieżkach i na zakończenie łażenia wypiłam piwo z browaru Ursa Maior (gorąco polecam), a w tym łażeniu uczestniczył pan, który w przypadku ekranizacji “Sarniny” w 95% nadałby się do roli Pinoceja – te brakujące 5% to zbyt niski poziom skudłacenia ciała 🙂

  3. K
    Katiusha
    | Odpowiedz

    Scena z piciem miodów obłędna!

    • Jadzia Gibson
      | Odpowiedz

      Bardzo sie cieszę

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Najlepsze pierdnięcie na koniec ;-))) dobrze, że u nas w barach takich miodów nie ma 🙂

      • T
        Tony Porter
        |

        Lokale byłyby mocno klimatyczne, a atmosfera w nich gęsta 🙂

  4. I
    Irena O.
    | Odpowiedz

    Stary wór to przezwisko idealne dla mojego ślubnego. Mogę pożyczyć?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Bierz co chcesz Irenka!

  5. i
    irena omegard
    | Odpowiedz

    Żmija, miód i randka. Czego można się spodziewać po takiej dawce? Najlepsi fantaści to wiedzą

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Hahaha. Ja się do najlepszych nie zaliczam, ale miło mi, że tak myślisz.😘

  6. A
    Anna Judge
    | Odpowiedz

    Nooooo….nie wiem))) Kogo chce odszukać Benjamin??Dlaczego o tym kimś zapomniał? Kto mu w tym pomógł?
    Oj intrygujesz Jadziuchna!
    Tekst rewelacyjny, pierdnięcie również)))

Napisz nam też coś :-)