Sarnina (XI)

with 34 komentarze

Sarnina (XI)

z pogranicza baśni i fantazjiiKto jest ciekawy dziejów Soelli to dziś znajdzie odpowiedzi na kilka nurtujących pytań. Dla tych, co się w tajemnicę już wciągnęli mogę również polecić tę część: czujne oko i umysł lubiący kalambuyry, być może już wiedzą, że Sarnina skończy się.... HAHAHAHA! Nie ma spojlerów! Do czytania!

Zapraszam ja

Wasza Jadzia.

 

Sarnina

J.Gibson

korekta i wdzięki: T.P.

część jedenasta

 

To była zadziwiająco długa noc. Kiedy Benjamin w końcu zmaterializował się w Oak Fort, omalże dostał zawału emocjonalnego. O ile bóstwo może mieć jakiekolwiek problemy z sercem, to tylko takie, które dotyczą sfery uczuć.

W panice rozglądał się za Sarninką. W końcu zszedł na taras widokowy i odetchnął z ulgą pełną piersią. Stała przy balustradzie owinięta jedynie w prześcieradło. Wyglądała czarująco z rozwianymi włosami. Łokciami kurczowo przyciskała materiał prześcieradła do boków. Ramiona i plecy już dawno odkrył porywisty wiatr. Tak jak i całą długość nogi. Benjamin wsparł się plecami o pień i obserwował zjawiskowość chwili. Wiatr dudnił w uszach, a mimo to dosłyszał, że bogini mruczy piosenkę.

Cóż miał począć z tą dziewczyną?

Ciało tęskniło za jej bliskością, serce starało się dogonić rytmem jej własne, a umysł… Ten miał najgorzej. Nie mógł ułożyć pełnego obrazu miłości do Sarninki.

Brat! Jakże by mógł zapomnieć brata? Brata, którego sam zabił? Przecież nigdy by sobie tego nie wybaczył! Rozpamiętywałby swoją straszną winę.

Wiatr ucichł. Benjamin mógł teraz dosłyszeć bicie serca swej bogini, jej oddech, a także cicho skrzypiące pod jej palcami gałązki balustrady. Ale to znaczyło, że ona również słyszy to, co wyrywa się z jego piersi – melodię podziwu.

Soe spojrzała przez ramię, wprost na leśniczego.

– Prosiłam, byś mnie nie zostawiał. Prosiłam, Pinoceju. – Jej łagodny głos rozbrzmiewał smutkiem. – Byliśmy ze sobą szczęśliwi, kochany. – Podeszła do boga, a białe prześcieradło ciągnęło się za nią niczym cień. W jej krokach nie odnalazł majestatycznej formy, za pomocą której swoją wielkość okazywały boginie Nowego Olimpu. To była zwykła dziewczyna w za dużym prześcieradle, a mimo to kusiła, nęciła i doprowadzała hormony do wrzenia.

– Czy uważasz, że jeszcze będziemy szczęśliwi? – zapytał, gdy podeszła wystarczająco blisko, by mógł ją objąć. Nasunął prześcieradło na jej ramiona, a kiedy ich źrenice przywitały się zalewając czernią tęczówki, pocałował.

– Czy uważasz, że możesz mnie kochać tak samo jak wtedy? – oddała pytanie, ale jej głos zdradzał, że boi się odpowiedzi.

– W końcu sobie przypomnę. Prawda, Soe?

– Tak. Twoje serce wciąż pamięta.

Położyła dłoń na jego piersi, co jak zwykle wywołało falę ciepła oraz pełen wachlarz uczuć. A te uczucia przenikały się; namiętność w satysfakcję, satysfakcja w strach, strach w siłę walki. Kiedy zamknął oczy ujrzał kolejne puzzle zagubionej układanki. Dziczyzna, którą oprawiał przy ognisku. Obok Soe z uśmiechem tarła na kamieniu sól z ziołami. Czerń, a z jej głębi śmiech. Kiedy wizja nabrała jasności widział ją, szczęśliwą, rozbawioną. Chlapała na niego wodą, gdy gonił ją wzdłuż strumienia. W końcu dopadł ją, pchnął na trawiasty brzeg i przykrył sobą. Chichotała łaskotana. Bóg z zaskoczeniem odkrył, że słyszy również swój śmiech. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz się śmiał, ale wiedział, był pewny, że to jego śmiech.

– Kochany. – Delikatny głos wybudził go z wizji.

– Tak?

– Jestem tu, prawda? – zapytała, wskazując palcem serce.

Benjamin przycisnął ją do siebie. Zamiast udzielić odpowiedzi pozwolił, by sama odczytała ją z jego tętna. A gdy mruknęła radośnie, wziął boginię na ręce i zaniósł do wnętrza twierdzy, gdzie kochał długo, leniwie, w rytmie pulsującej tęsknoty za czymś, co utracił. Przy niej nie musiał poskramiać swej natury. Wbrew wszystkim wyrzutom sumienia względem Liszki, to właśnie przy Sarnince czuł, że jest we właściwym miejscu.

– Kocham cię – szepnęła układając głowę na jego ramieniu.

– Dziękuję – wymamrotał w jej grzywkę, po czym złożył pocałunek na delikatnym czole. – Soe, czy mogłabyś…? – zamilkł w pół zdania, czując aurę celestialsa.

Powietrze zgęstniało tuż obok łóżka, a Benjamin niespokojnie spoglądał na wyłaniający się kształt Morfeliny. 

– Musimy porozmawiać! – oznajmiła stanowczo, a jak tylko Sarninka uniosła głowę, dmuchnęła sennym pyłem prosto w jej twarz. Bogini opadła zmożona snem. – To ważne!

Benjamin wstał zniesmaczony wtargnięciem przyjaciółki. Miał nadzieję, że wyciągnie jakieś nowe informacje od Sarninki, tymczasem Morfelina pokrzyżowała mu plany.

– Ależ ty jesteś docieplony! Jakby cię ogolić to wyszłyby pewnie ze trzy swetry! Czy słyszałeś kiedykolwiek o depilacji? – rzuciła w niego spodniami i starała się nie spoglądać poniżej pasa. – Kiedyś…

– Kiedyś było inaczej, Morfelina. Jak już się skończyłaś naśmiewać z mojej sierści, to mi powiedz o czym chcesz porozmawiać. – Podszedł do pnia i ułożył dłoń w zagłębienia. Po chwili trzymał w ręku ogromny kubek kawy. – Ty też sobie życzysz?

– Nie. Pinoś, muszę to z siebie wyrzucić, tylko…

– Tylko co?

– Tylko obiecaj, że mnie nie pożresz. 

Spruce spojrzal na nią podejrzliwie.

– Pinoś, obiecaj! – Pogroziła palcem.

– Obiecuję – warknął, po czym spokojnie upił łyk kawy.

– Gdy patrzyłam jak leżysz obok tej dziewczyny, miałam wrażenie, że już to się wydarzyło. Dlatego… Spotkałam się z Dejavu i…

– Kim?

– Powiernikiem. Bo wiesz, jeśli ktoś ma jakiś sekret to można mu go powierzyć. – Morfelina opisała w skrócie, jak mężczyzna o urodzie patyczaka przykleił jej do czoła zwój, a po chwili pojawił się na nim zapis sekretu. W tej samej chwili sekret znikał z pamięci, więc nie było ryzyka, że wyjdzie na jaw. I taki właśnie zwój bogini pokazała Benjaminowi. – Pinocej, ja wpuściłam do twoich wspomnień… Pewną kobietę, której obiecałam zachować to w tajemnicy. Przepraszam cię. Wiesz, że nigdy nie zrobiłabym…

– Ale zrobiłaś!

– Bardzo, bardzo, baaaaardzo dawno temu. Byłam na ciebie wściekła! Wystawiłeś mnie na Dekadówce – jęknęła z wyrzutem. Wspomnienia balu, na który musiała iść sama i wstyd łykać łyżkami nadal bolały.

– No to się zemściłaś. Zadowolona? Co to za kobieta? Kogo wpuściłaś do moich wspomnień?! – ryczał.

– Pinoś, proszę, uspokój się… – Stanęła po przeciwnej stronie stołu, gdy wbił niedźwiedzie pazury w jego blat.

– K o g o ?! – warknął.

– Twoją matkę – jęknęła i zmrużyła oczy gotowa do zniknięcia, zanim skudłacony dosięgnie ją łapą. Ku jej zdziwieniu żaden atak nie nastąpił.

Benjamin schował pazury. Opadł na krzesło i wsparłszy łokcie na stole schował twarz w dłoniach. Starał się na zimno przyswoić fakt, że zapomnienie Soe zawdzięcza osobie, której ufał bezgranicznie. Matka kochała go. Kierowała się tylko jego dobrem. Zawsze stawała po jego stronie, gdy coś sknocił i tłumaczyła jego wybryki przed Radą.

– Czy mogła sprawić, że zapomniałem o czyimś istnieniu?

Morfelina przytaknęła i usiadła naprzeciwko.

Nie wydaje mi się, by zrobiła wiele. Po przebudzeniu zachowywałeś się normalnie. Kilka tygodni później skończyliśmy Akademię. Jak wiesz, każde z nas poszło w inną stronę.

– Dlaczego jej pomogłaś? – powiedział z wyrzutem. Morfelina nie mogła znieść ciężaru jego obwiniającego spojrzenia, więc opuściła głowę.

– Powiedziała, że postanowiłeś rzucić Olimp dla jakiejś zwykłej dziewki i że obie nie możemy ci na to pozwolić.

– I ta zwykła dziewka cię przekonała?

– Byłam zazdrosna.

Poczucie bezradności opanowało umysł Benjamina. Matka nie żyje. Nie dowie się ile jego wspomnień zmieniła i jak bardzo te zmiany wpłynęły na jego dotychczasowe życie. Jednego był pewny. Miała powody. Przecież zawsze dbała o jego dobro. A jeśli chciała chronić go przed Soe? Nigdy nie wtrącała się w jego miłostki, więc musiała uznać Soellę za wyjątkowe zagrożenie.

Bóg spojrzał na śpiącą boginię zamyślonym wzrokiem. Czy możliwe, by istota tak krucha i delikatna stanowiła niebezpieczeństwo dla niego?

– Nic już na to nie poradzę. Ale… – Morfelina chciała chwycić jego dłoń, lecz odsunął ją. – Dejavu mówił, że twoja matka ukryła u niego wiele sekretów. Myślę, że powinieneś się po nie zgłosić.

Ta informacja znacząco zmieniła perspektywę. Ślad rodzicielki stracił status ślepej uliczki, a jej tajemnice stanowiły kolejny krok w poznaniu zagubionych wspomnień. Morfelina zostawiła Benjaminowi dokładne współrzędne biura Dejavu, po czym wygłosiła litanię przeprosin. Rozstali się w zgodzie, lecz nie w przebaczeniu.

Bóg usiadł na łóżku i gładził włosy Soe. Spała spokojnie. No właśnie! Spała. Celestialsi nie śpią i nie noszą przy sobie protektorów. Znowu cielce nie transformują się w zwierzęta i mają zwykłą krew.

– Kim jesteś, kochanie? – zapytał cicho, po czym pocałował usta, o których ostatnio nie potrafił przestać myśleć. Bogini uniosła nieznacznie powieki i odpowiedziała na pocałunek pieszczotą języka. Próbowała wciągnąć Benjamina z powrotem do łóżka. – Nie teraz, Soe. Potrzebuję twojej pomocy.

– Dla ciebie wszystko.

– Gdy się poznaliśmy, wydawało mi się, że jesteś normalną dziewczyną. A teraz zmieniasz się w sarnę, płaczesz złotem i diamentami, że o samoleczeniu nie wspomnę. Jak to się stało?

Sarninka usiadła, a podciągnąwszy kolana pod brodę, zamyśliła się.

– Nie jestem pewna, Pinoceju. Wypłakiwałam oczy z tęsknoty, a któregoś dnia moje łzy zamiast wsiąkać w sukno, poturlały się.

– W zamknięciu? Soe, proszę, od początku.

Bogini spojrzała nieufnie na Benjamina, a jej żołądek głośno upomniał się o strawę. Benjamin poprowadził ją do pnia i ułożył jej dłoń w zagłębieniu.

– Pomyśl na co masz ochotę – poinstruował.

Sarninka zmrużyła oczy, a po chwili trzymała na dłoni olbrzymią misę ziołowych płaskich chlebków. Była oczarowana i zaskoczona smakiem pieczywa. – Jeśli będziesz chciała się ubrać, zrób to samo. – Benjamin dał bogini chwilę, by zaspokoiła głód, a potem obserwował jak się ubiera. – Może coś bardziej współczesnego? – Skrzywił się na widok sukienki, którą widział na Soe we wspomnieniu.

– Nie podoba ci się?

– Tobie we wszystkim jest dobrze. – Podszedł i zsunął materiał z ramion Sarninki; całość ułożyła się u jej stóp. – Bez niczego jeszcze lepiej. – Pocałował namiętnie gorące usta, jednocześnie ułożył dłoń w zagłębieniu pnia. Chwilę później podziwiał Soe w zielonej, luźnej sukience na ramiączkach, długiej do samej ziemi. Kiedyś Larkin spotykał się z dziewczyną, która często pokazywała się w barze właśnie w takich sukienkach. Dzięki jego fotograficznej pamięci pień mógł odtworzyć krój.

– I jak? – zapytała kołysząc zwiewnym materiałem.

– Mógłbym cię zjeść – wymruczał, gdy schylił się, by pocałować jej szyję. Uwielbiał ją całować w miejscu, gdzie przez cienką skórę przebijała pulsująca tętnica. Czuł się wtedy władcą, panował nad nią groźbą przegryzienia gardła, lecz ona ufnie odchylała głowę w geście poddańczym.

W końcu myśli wróciły na właściwy tor. Benjamin przypomniał sobie rozmowę z Morfeliną i wszystkie swoje wątpliwości co do bogini.

– Soe, opowiedz mi co robiłaś przez te wszystkie lata? Tylko od początku.

– Ale…

– Wiem, że nie możesz mówić o czasie, gdy byliśmy razem, ale opowiedz wszystko… Zamyślił się na chwilę. Wszystko, czyli co? – Jak się rozstaliśmy? – zadecydował, gdyż forma rozstania mogła podpowiedzieć mu przynajmniej, czy po prostu odszedł, bo się znudził, czy może ich szczęście skończyło się jakąś awanturą?

– Nie po…

– To dla mnie ważne, Soe. 

– Ostatni raz gdy cię widziałam, powiedziałeś, że wybierasz się na targ. Co kilka dni teleportowałeś się do wsi u podnóża naszej góry i po kilku godzinach wracałeś z mlekiem, mąką, warzywami. Robiłeś to dla mnie, bo tobie wystarczy króliczek z rożna lub udziec jeleni z pieca. Zawsze całowałeś mnie na pożegnanie, a po powrocie kochałeś na powitanie. Tak jak dziś – zaśmiała się. – Ale tamtego dnia pocałowałeś mnie inaczej. Jakbyś chciał zabrać ze sobą całą moją miłość. – Wtuliła się mocniej w Benjamina, chowając tym samym smutek wyrysowany na jej twarzy.

Czyżbym podejrzewał, że to koniec? – myślał Benjamin. Soella zachęcona czułym dotykiem na ramieniu, kontynuowała

– Nie wróciłeś na noc. Ani następnego dnia. Martwiłam się. Zdecydowałam, że jeśli spędzę kolejną noc bez ciebie, z samego rana pójdę cię szukać. Tak też zrobiłam. Chciałam iść do wioski, ale nigdy nie zabierałeś mnie ze sobą. Nie wiedziałam którędy… Błądziłam wiele godzin po stromych zboczach, aż… – Przełknęła ślinę, powstrzymując łzy. Potrzebowała kilku głębszych wdechów, by uporać się z emocjami.

– Wszystko w porządku, kochanie. Już jestem przy tobie.

– Ale nie było cię, gdy olbrzymi pies o trzech głowach zapędził mnie pod skalną ścianę i zeżarł.

– Słucham? – Takiej wersji wydarzeń Benjamin się nie spodziewał. – Jak to zeżarł?

– Połknął mnie. Siedziałam w jego brzuchu dość długo, aż wyciągnął mnie mężczyzna o włosach płonących niczym pochodnia. Myślałam, że pomoże mi ciebie odnaleźć, ale on mnie wyśmiał. Zabrał mnie do ziemi niczyjej. Na środku pustkowia wyczarował ogród, a potem powiedział, że wróci po mnie o odpowiedniej porze. Ogród mnie żywił i dawał schronienie przed wiecznym słońcem przez wiele długich lat. Pinocej, tam jest tylko dzień. Doby mijają, ale na ziemi niczyjej zawsze jest południe. Myślałam, że zwariuję! Straciłam rachubę czasu, jednak w głębi duszy wierzyłam, że ty o mnie zawalczysz.

– Soe, przepraszam.

– Nie mogłeś walczyć o coś, czego nie pamiętałeś. Kiedy odkryłam, że jestem ci obca, poczułam ulgę. To jest lepsze niż dowiedzieć się, że przestałeś mnie kochać.

– Jak się dowiedziałaś?

– Powiedziała mi córka Ognistowłosego. Ojciec uwięził ją w ogrodzie za to, że uciekła na ziemię. Po długich latach samotności jej towarzystwo było dla mnie jak balsam na ranę. Ona też pomogła mi uciec. Nie mogę się doczekać, by ją zobaczyć! Pinocej! Musimy koniecznie odnaleźć Welessę i jej o nas powiedzieć! Przez tyle lat śmiała się ze mnie, że cię wymyśliłam z nudów.

Mina Benjaminowi zrzedła w chwili, gdy usłyszał imię spadkobierczyni świata umarłych.

– Chcesz mi powiedzieć, że przyjaźnisz się z Welessą?

– O tak! Gdyby nie ona, nadal tkwiłabym więziona przez jej ojca.

– Dlaczego Weles cię uwięził?

– Weles?

– Ojciec twojej przyjaciółki to Weles, władca trupich legionów! Kurwa! Jak długo jesteście na ziemi?

– Czy to ważne? Czym są wspomnienia ciebie, kiedy mogę się tobą cieszyć tu i teraz, Pinio.

– Soe, jeśli Weles wylezie spod ziemi, a wraz z nim jego legiony, ludzkość jest zgubiona.

– Nie sądzę byśmy mówili o tej samej osobie. Welessa twierdzi, że jej ojciec nie poczyni żadnych kroków, bo oddał jej część swoich mocy. Jest za słaby. Jak tylko stanie na ziemi, zestarzeje się i umrze. Nie może opuścić krainy umarłych.

– Ale jego armia może! – Benjamin złapał boginię za ramiona i lekko nią potrząsnął. – Soe. Posłuchaj mnie, kiedy Welessa nabroiła na ziemi, cmentarzyska wyglądały jakby ziemia na nich wrzała, trupy wiły się ciemnymi uliczkami niczym karaluchy. Dlaczego Weles cię więził?

Soe szepnęła cichutkie "nie wiem" i wtuliła nos w pierś swego kochanka. Jej koszmar zakończył się, lecz "żyli długo i szczęśliwie" nadal było mrzonką na horyzoncie.

Benjamin przytulił ją mocno. Tętno jego serca zdradzało niepokój o ich wspólne jutro.


A teraz proszę: napisz mi JEDNYM słowem, co czujesz po przeczytaniu tej części.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. P
    PAT
    | Odpowiedz

    Niepewność….🙉

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dobrze!

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Ulgę.
    Nadrobiłam zaległości😂 będzie się działo, coś tak czuję😎

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Jesteśmy na pólmetku. Jeszcze ze dwa zakrety i meta

  3. P
    PAT - Adwokat Diabła
    | Odpowiedz

    Ja to przy tym opowiadaniu zaczynam wątpić w swój iloraz inteligencji….🤦‍♀️

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      😂😂😂

  4. Anonim
    | Odpowiedz

    Czuje, ze nie wiem o co chodzi…

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      A chcesz sie dowiedziec?

  5. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Nakręciłam sie na ciąg dalszy jak mały zegareczek 😁

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Bardzo mnie to cieszy!

      • A
        Asia
        |

        Pod warunkiem, ze beda seksy 😁
        Żartuje, naprawde sie wkręciłam 😅

      • J.Gibson
        |

        Będą!
        Benjaminka czeka jeszcze przynajmniej jedno dymanko. A nie! Sorry! Jeszcze jedno spektakularne z Soella i ze dwa takie powiedzmy “poboczne”

      • T
        Tony Porter
        |

        He, he, “poboczne” dymanka! Znaczy się, że spektakularne dymanko z Soellą było tak wyczerpujące, że Benjaminek bokami robił? 🙂

      • J.Gibson
        |

        Hahahahaha, bokiem bedzie chodził, jak krab😂😂😂

      • T
        Tony Porter
        |

        Po tych “pobocznych” to już chyba tyłem, jak rak 🙂

  6. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Szok w trampkach! A nie, przepraszam, to są trzy słowa 🙂 Ale jak zmieścić się w jednym, gdy takie rewelacje zapodajesz? Nie dość, że mamusia stoi za usunięciem kilku plików z głowy Pinoceja, to jeszcze jego ukochana przyjaźni się z Welessą! No, szok w trampkach razy dwa! Jakieś mega kombinacje, żeby nie powiedzieć machloje, za tym wszystkim stoją 🙂 Rodzinka Pinoceja coraz bardziej interesująca się robi. “Kim jesteś, kochanie?” – Benji podziela mą ciekawość co do istoty Soelli 🙂 Jakąż tajemnicę ta dziewczyna w sobie kryje? Do czego była potrzebna Welessowi? Dobrze, że Cerber połknął ją bez gryzienia jadowitymi zębami. Biedna Soella – brzuch psa to niezbyt ciekawa miejscówka.
    Pień – dostawca dóbr wszelakich bardzo mi się podoba i też taki chcę 🙂
    “Ależ ty jesteś docieplony! Jakby cię ogolić to wyszłyby pewnie ze trzy swetry!” – He, he, “docieplony”… Morfelina żarty sobie stroi, ale chętnie by się przy Pinosiu dociepliła 🙂
    “…o urodzie patyczaka” – Dejavu mocno mnie ciekawi: i imię ma ładne, i uroda niespotykana 🙂
    “Tobie we wszystkim jest dobrze.” – Benji wybrnął wręcz koncertowo 🙂 Ma facet dar do kobiet i wie co powiedzieć:)
    “Rozstali się w zgodzie, lecz nie w przebaczeniu.” – Oooo! Podoba mi się. Bardzo trafne. To, że nie wstępujemy na wojenną ścieżkę, to nie znaczy, że przebaczyliśmy, zapomnieliśmy o doznanych krzywdach.
    “Pinio.” – To zdrobnienie mnie rozwala 🙂 Ale i jest dowodem, jak bliskie, jak intymne, jak zażyłe relacje łączyły Soellę i… Pinia 🙂 No sorry, bogu, nie zżymaj się, już się nie śmieję… he, he… 🙂
    A Ty, Kochana, rozwalasz mnie pomysłowością – to opowiadanie jest super. Do czytania kolejnych części zasiadam z myślą: “Co Jadzia jeszcze wymyśliła? Czym znowu zaskoczy?” 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Intrygę obmyslalam przez tydzien zanim zaczelam pisac. Nie jest latwo, ale mam nadzieję, że jest ciekawie.
      Wrzucenie mamusi i Welessy zamieszało, co?😂😂😂
      Co do biednego Cerbera to… Skapturkowalam go😂😂😂
      Ale nie musial najpierw przebierac sie za babe i recytowac: zeby cie lepiej widziec/slyszec. 😂😂😂 od razu zezarl se mlode dziewcze, dzieki czzemu zgagi nie mial.
      Dejavu wyszedl mi przypadkiem. Jak mi junior rozwalkowal Plastusia z ciastoliny. Ale zara! Jak z ciastoliny to chyba nie Plastuś, tylko Ciastuś😂
      A co do Pinia. Jadlas orzeszki piniowe?
      [Nie wiem czy tak to sie po polsku nazywa).
      Ciesze sie, ze cie rozwalam kreatywnym pisaniem. Tylko wiesz… Ja sie troche martwie o twoje finanse. Bo jak ty czytasz Sarninke i sie rozwalasz, to potem potrzebujesz duzo kleju, zeby sie… No wlasnie co?
      Jak sie cos ROZklei to trzeba to Skleic.
      Jak sie cos ROZpusci to potem Stęzeje.
      Co się ROZsunie trzeba Zsunąć…
      A jak się cos ROZwali to… Zwalić?
      Weź mnie w tym pomusz kobito!😂😂😂

      • T
        Tony Porter
        |

        Oj, ciekawie, ciekawie, intryga wychodzi Ci pierwszorzędnie. Mamusi i Welessy w takiej odsłonie to się zdecydowanie nie spodziewałam. Podejrzewałam jakieś siły nieczyste i mega manipulację, a tu… mamusia! 🙂 Zastanawiam się, czy Weles celowo ukarał córkę zesłaniem na ziemię niczyją, licząc, że zakumpluje się z Soellą, czy też ta przyjaźń jest mu mocno nie w smak. Czy “ucieczka” jest elementem manipulacji, czy też tatuś mocno się wnerrrrwi.
        Ha, ha, “skapturkowałam” – no, wyszedł Ci mega Kapturek… Trzeba by zakupić trzy czerwone kapturki… Pasowałoby do ognistowłosego Welesa 🙂
        Jest w tym jakaś logika – skoro z ciastoliny, to Ciastuś… a co z Plastusiami z gliny rzeźbiarskiej? 🙂
        Jadłam orzeszki piniowe, pyszne są… Pinoś tak właśnie smakuje?! Ooooo! To się nie dziwię, że kobiety tak na niego lecą 🙂 Tak, tak się to po polsku nazywa 🙂
        Jak się coś rozwali, to trzeba to… sklecić 🙂 Ja (na szczęście) rozwalam się tylko mentalnie, a cieleśnie jestem zbita, zwarta i sklecona 🙂 Tak że spoko, moje finanse mają się dobrze – na klej nie wydaję 🙂
        Tak sobie myślę, rodzina Pinoceja to mocno ciekawa sprawa, ale rodzice Soelli to już w ogóle hardcore – kto spłodził i urodził takie zadziwiające dziecię?

      • J.Gibson
        |

        Z gliny to chyba juz Glizduś😂😂😂
        No tak wlasnie smakuje Pinio! Jak te orzeszki.
        Dobra zdradze ci cos.
        UWAGA!
        spam bedzie
        Soella to dziecko a’la Superman. Spadla na ziemie w skalnym jaju a cielce przygarneli ja jak swoja, bo ona ma wlasciwosci “z jakim przystajesz takim sie stajesz” wiec mysleli ze to ich gatunek, tymczasem po spedzeniu czasu z Benjaminem mogla rowniez skopiowac cechy celestialsow. Jej prawdziwa forma to taki… Blue… Ogladalas moze z jakims dzieciem dom pani Foster? To byl taki sierociniec dla wymyslonych przyjaciol. No i tam byl taki Blue – niebieski glut co przybieral forme jaka tylko chcial…. I tym jest wlasnie Soella… Wypbrazasz sobie mone Benjamina jak sie zorientujeb ze to co go podnieca to naprawde bezplciowy glut? Hahahaha
        Albo nie… No dobrab tak wlasnie bedzie w czesci 32 to wyjasnione. Zartuję! Albo nie…
        😂😂😂😂😂😂😂😂
        No pewnie, że zartuje!
        Chyba nie uwierzylas mi na slowo?
        😂😂😂

      • T
        Tony Porter
        |

        Nie no, co ma glizda do gliny? 🙂 Glinuś, jak już 🙂 Ech, ten Benji, nie dość, że można się nim otulić jak ciepłym kocykiem, to jeszcze i taki smakowity 🙂
        Hahahaha… niebieski glut, gdyby się Benji dowiedział, to straciłby chęć na zaglądanie Nince pod ogon 🙂 Znaczy się, że Soe jest 100% zmiennokształtna 🙂 Abstrahując od niebieskiego gluta, to właściwości “z kim przestajesz, taki się stajesz” są całkiem dobrym pomysłem. Chociaż nie wiem, czy Pinocejowi by się to spodobało. Z decyzją, czy Ci wierzyć na słowo, czy nie, poczekam do 32 części 🙂

  7. D
    Dirty Harry not Potter
    | Odpowiedz

    Ogłupiałaś? Jednym słowem? Gibson! Ja co tydzień czytam trzy ostatnie części, zawsze dwie “stare” i jedną “nową”. Początek znam chyba na pamięć, a ty chesz jedno słowo? NOPE! Wciągnęłaś w intrygę matulę Benjamina, powiązania Soelli po trosze klarują się w mojej głowie, ale najlepsze jest chyba to, że ja nigdy nie wiem czym pierdolniesz. Trochę wstyd komentować na stronie dla pań i pewnie kumple mnie wyśmieją, ale sami czytają! Szkoda, że jestem jedynym, który się przyznaje. Myślałem że Tony Porter to facet a jak już zacząłem komentować to zostanę twoim wiernym fanem. Podziwiam jak wiele opowiadań fatasy tu zgromadziłyście.

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      A gdzie jest napisane, że to strona dla pań? Ja takiego szyldu nigdzie nie widziałam 🙂 Kumple niech się nie śmieją, tylko też dorzucą swoje trzy grosze w komentarzach – koedukacja mile widziana 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Harry! Tu nie ma się czego wstydzić! A koledzy jeśli mogą szepnąć słówko w komentarzu to niech od razu napiszą dlaczego to wstyd na stronie “dla pań” pisac?
      Jesli beda sie z ciebie śmiać to możesz mi ich wydać. Odwiedzę was w pracy i zobaczymy kto się bedzie śmiał!
      Dziękuję Harry za twój komeentarz! Cieszę się, że mam w tobie fana.

  8. J
    J.A.
    | Odpowiedz

    😸

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      😈

  9. Anonim
    | Odpowiedz

    “Wiem, że nie możesz mówić o czasie, gdy byliśmy razem, ale opowiedz wszystko… Zamyślił się na chwilę. ” Nie brakuje myślnika przed zamyślił?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Jakie czujne oko! Dziekuje😘😘😘

  10. t
    toudislava
    | Odpowiedz

    nie rozumiem dlaczego to opowiadanie ma tylko 3 gwiazdki z pięciu na naszefantasy. chyba dlatego, że jest nieskończone. jest cos jeszcze fantasy tej autorki?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tej autorki jest sporo,😂😂😂😂 ale nie fantasy. Jeśli Sarninka się spodoba, napiszę drugie opowiadanie fantasy.

    • G
      Gruczoł
      | Odpowiedz

      Toudi przychylam się do twojej opinii. Dla mnie mocne, ale nie idealne. 5/5 za intrygę 5/5 za wykreowany świat, 3/5 postaci (tu nic nowego, sama deformacja istniejących już istot), 4/5 rozmaitość językowa (bardzo podoba mi się jak pokazałaś przez wydłużone sylaby śpiewny głos Sówki i jąkanie Kicajki). Coś jeszcze było… CHORGŁY! Jednak 5/5 postaci. To kiedy ciąg dalszy?
      Co tu jeszcze macie ciekawego?

      • J.Gibson
        |

        Dziękuję Gruczoł. Jesteś kolejnym facetem, który mnie czyta😘

      • C
        Cicha woda
        |

        Jestem jeszcze ja!

  11. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem “imion” panów: “Dirty Harry Not Potter”, “Gruczoł”, “Cicha Woda” 🙂 Dobrze wiedzieć, że jesteście i czytacie, bo poziom estrogenów na blogu zdecydowanie potrzebuje testosteronu dla równowagi 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Równowaga jak widzę zachowana 😉 Ale wydaje mi się, że fani fantasy to przeważnie mężczyźni.

Napisz nam też coś :-)