Sarnina (XII)

with 19 komentarzy

Sarnina (XII)

z pogranicza baśni i fantazjii

Słowem wstępu powiem wam, że jak pisałam tę część to NAPRAWDĘ nie byłam pod wpływem żądnych środków halucynogennych! Nie spożywałam alkoholu podczas pisania! A już na pewno nie paliłam trawy! Jedno z tych zdań jest kłamstwem i ja nie powiem wam które...

Zapraszam do lekturki.

Wasza Jadzia.

Sarnina

J.Gibson

korekta i wdzięki: T.P.

część dwunasta

Popadał w paranoję. Myśli z czarnymi scenariuszami napędzały się i zapuszczały korzenie w jego strachu. Uważał, że Sarninka może być kluczem do rozwiązania zagadki zaginionych nimf, tymczasem okazała się być kluczem otwierającym ziemski armagedon. Weles słynął bowiem z niezwykłej brutalności. Na polu walki nie zostawiał niedobitków. Mścił się i wymierzał kary zgodnie ze swoim własnym systemem sprawiedliwości. Nie brał jeńców ani zakładników. Soe musiała być wyjątkowo ważna dla niego, skoro nie zamienił jej w pył od razu. 

Kochanie, muszę cię opuścić na chwilę. Poczekaj tu na mnie, proszę.

O nie, nie, nie, nie, nie! Skąd mam wiedzieć, że do mnie wrócisz? 

Stąd. -– Benjamin pocałował boginię z pożądaniem i pasją. Podciągnął jej kolano na swoje biodro, a sunąc palcami po udzie dotarł na pośladek. Ścisnął go mocno.

Aj! – zaprotestowała, gdy do ugniatanego pośladka dodał zęby wbite w ramię. – Wrócę, Soe. Muszę przecież skończyć co zacząłem – szepnął, po czym brutalnie złapał krótki ogonek i jednym szarpnięciem obrócił Sarninkę tyłem do siebie. – Nawet nie wiesz ile siły kosztuje mnie przerwanie w tym momencie. – Jego usta ocierały się o ucho bogini przy każdym wypowiedzianym słowie. Smukłe ciało obsypała gęsia skórka.  Benjamin chwilę napawał się jej zapachem, a gdy skończył, cofnął się o dwa kroki, odchrząknął i zniknął.

Pojawił się za to w swojej leśniczówce. Iskra wykrzesana pazurem na kamiennym palenisku podskakiwała radośnie, zapalając co mniejsze gałązki. Spruce dorzucił polano na pożarcie głodnych jęzorów ognia i wyjął zwój sekretny Morfeliny. 

Pilnujcie mnie! – rozkazał sosnom, a one ukryły leśniczówkę w swoich pniach i gałęziach. Bóg słyszał jak skrzypią ich słoje, jak trzeszczy kora. Czuł się bezpiecznie w otoczeniu swych poddanych. Spojrzał znów na zwój. – Dejavu 20/60 – odczytał na głos. Rozpiął koszulę i położył się płasko na ziemi. 20/60 było adresem trudnym do odnalezienia w sobie. Dejavu należał do wymiaru Kwantu, żeby tam dotrzeć wystarczyło wytworzyć odpowiedni poziom energetyczny. W tym przypadku zadaniem boga było obniżenie tętna do 20 uderzeń na minutę. To, co dla zwykłego człowieka mogło wyglądać niczym śmierć, dla leśniczego z boskim rodowodem stanowiło drobne wyzwanie. Wystarczyła kilkugodzinna medytacja. Niestety, czas był walutą, którą należało oszczędzać 

Benjamin położył dłoń na mostku, przejechał palcami wzdłuż żeber kryjących serce, a potem wbił pazury w zagłębienie pomiędzy nimi. Ciepła krew spływała po boku i wsiąkała w koszulę, gdzie szybko stygła. Bóg spowalniał pracę serca nie tylko siłą woli, lecz również siłą dłoni. W ten sposób przyspieszył proces. Gdy wysunął palce z rany, ta zabliźniła się w ekspresowym wręcz tempie.

Minęła pełna minuta, w której serce Benjamina uderzyło tylko dwadzieścia razy, a wtedy jedno mrugnięcie powiek wystarczyło, by przetransportować energię boga do wymiaru Kwantu. 

Benjamin nie leżał już na ziemi, lecz stał przed ladą, jakby sklepową, na środku owalnego pomieszczenia. W ścianach dostrzegł poutykane niczym wykałaczki zwoje, które kojarzył z wyglądu, bo przypominały ten wręczony mu przez Morfelinę. 

Jest tu kto? 

Głos Benjamina brzmiał obco, jakby wydobywał się nie z jego ust, ale z głębiny morskiej.

Tak? – Jedno krótkie słowo, które echo niosło, powtarzając do potęgi entej coraz ciszej. A po nim całe zdanie, również brzmiące jak chóralny kanon. – W czym pomagać? – zapytał mężczyzna, który pojawił się nagle przed Benjaminem.

Prawda była jednak nieco inna. Dejavu nie potrafił pojawiać się i znikać. On był tak cienki, że gdy stał przodem, trudno było go dostrzec. Dopiero obrót na bok ujawniał jego profil i mogło go dojrzeć nie tylko bystre oko. Mężczyzna miał zatem tylko dwa wymiary.

Chciałem poznać sekrety pozostawione przez…

Wypełnić kwestionariusz i formularz A-15190 – Cienki podał Benjaminowi plik kartek o grubości materaca. – Na każda strona postawić parafka.

To chyba jakiś żart!

Nie żartować z formularz! – Dejavu rzucił w Benjamina gęsim piórem, a tuż obok śnieżnobiałych kartek postawił kałamarz. – Wypełnić A-15190, to ja dać sekrety.

Benjamin westchnął ciężko. Telepatyczną siłą chwycił pióro i uzupełniał rubryczki, kolumny oraz wykresy. Po dwóch godzinach wypełniania pod czujnym okiem Cienkiego, oddał formularz w stanie wygniecionym z licznymi kleksami. 

Czekać! – rozkazał Dejavu, a potem zniknął pomiędzy półkami zwojów. Gdy wrócił, wręczył bogowi trzy sekrety. – Tu kwitować i żegnać. 

Benjamin szybko podpisał podstawiony dokument, po czym złapał dość obfite rolki, które stanowiły zapis myśli jego matki. Poczuł ciepły sentyment, bo oto trzymał w dłoni słowa matki, ale serce pełne obaw szybko wygrało swym chłodem. Za chwilę pozna prawdę!

Nie reklamować! 

Dejavu pchnął klienta wyjątkowo mocno jak na zawodnika wagi papierowej. Postawne ciało straciło równowagę i padło niczym ścięta sosna. Nie w lokalu z sekretami, lecz w leśniczówce Pinocejskiego Boru. Serce nie od razu zaskoczyło prawidłowym rytmem. Benjamin uderzył się kilka razy w pierś, by pomóc tętnu wrócić do normy. Chciał czym prędzej odczytać tajemnice ze zwojów, ale zanim rozwinął pierwszy usłyszał agresywne nawoływanie puchacza. 

Sówka! – jęknął z przerażeniem. Wcisnął rolki z sekretami w kieszeń, po czym teleportował się do Wiedźmowiska. – Co tu się dzieje?! – wrzasnął, by przekrzyczeć płaczące nimfy. Białuszka ze zmartwioną miną pocieszała Kicajkę. Pozostałe nimfy łkały i zawodziły przytulone do siebie. – Sówka! – zawołał, lecz pomiędzy ciałami swych podopiecznych nie dojrzał jej opierzenia. 

Sówki nie ma – powiedziała cicho Białuszka. 

Nie żyją! One nie żyją! – szlochała Jeżynka. – Dziś to poczułyśmy, panie. Następna nie żyje. Sówka nie chciała czekać na ciebie. Wróciła do lasu tropić smolistopierzaste i kłusownika.

Jak to?! – Złość wrzała w Benjaminie. Nos wydłużył się i obrósł sierścią, a w rozdziawionym pysku błysnęły żeby. – Ciiiiiiiiiszaaaaa! – warknął z niedźwiedzią chrypą. Gdy wystraszone nimfy zaniemówiły, uspokoił się nieco i on. – Białuszka! Pozwoliłaś na to? 

Dobrze wiesz, że na nic nie pozwoliłam! Sówka wykorzystała zamieszanie. Zniknęła, jak tylko zaczął się ten lament. 

Koniec z tym! Zabieram was na bagna. – Po kolei wskazał palcem każdą nimfę. 

Benji, zastanów się nad tym – poprosiła siwa przyjaciółka. – Może napijesz się czegoś na uspokojenie? – Wywróciła oczami w stronę swojej chatki.

Spruce od razu wyczuł, że nie tyle o trunek chodzi, ile o rozmowę na osobności. Przyjął więc zaproszenie najstarszej wiedźmy i podążył za nią. Nimfy zostały pod rozłożystą lipą. 

Frang mówił, że wysłałeś na bagna Lutkę. – Zaczęła bez ogródek.

Skoro nie przyjęłaś jej tu…

Nie przyjęłam jej, bo to nadal wróżka. Nie pozbawiono jej mocy. Przyjęcie jej tu, to jak wpuszczenie lisa do kurnika!

Uważasz, że jest niebezpieczna?

Sama Lutka nie, ale trzymanie jej w jednym miejscu z twoimi nimfami… Trudno mi wybadać jej intencje, Benji.

Masz rację. 

Dlatego nie zabierzesz nimf na bagna. Ale tu też nie mogą zostać.

Twierdza?

Myślałam raczej, byś je odwołał ze stanowiska, wysłał na urlop, czy co wy tam macie w prawie pracy na tym Nowym Olimpie.

Urlop to zjawisko obce bogom. – Skrzywił się. – Morfelina zabierze je do Goddemii. Jest mi winna przysługę. 

A Sówka?

Nie będę za nią biegał po lesie. Podjęła decyzję. Ale… Mam nadzieje, że zdążę zanim stanie się… khm… khm...  – Najgorszy scenariusz nie chciał przejść mu przez gardło. – Potrzebuję drzwi.

Drzwi? – zapytała zdziwiona, lecz szybko zrozumiała po co one Benjaminowi. Odebrała mu złoty klucz, który obracał w palcach. Przyozdobiony lutnią na uchwycie stanowił identyfikator właścicielki. – Tylko nie w mojej wiosce! 

A gdzie?

Najlepiej w miejscu o małej potencji magicznej. Tak na wszelki wypadek, gdyby jakaś za tobą wylazła nie będzie mogła czarować.

Miasto?

Miasto. 

Poproś Franga w moim imieniu, by tu na mnie poczekał i wezwij Morfelinę. 

Odchrząknął i zniknął.

Chwilę później jechał autem Larkina wprost do Centropolis – dużego centrum handlowego, gdzie od razu namierzył sklep z wyrobami drewnianymi. Na planie przy wejściu wyczytał, że drzwi są w alejce trzynastej. Tam właśnie skierował swe kroki. Nie zważając na klientów, włożył klucz w pierwsze drzwi na jakich spoczęło jego oko. Zgodnie z instrukcją Lutki przekręcił trzy razy w prawo, raz w lewo, a potem zapukał dwa razy tuż obok zamka. Głęboki wdech i chwyt za klamkę. Skrzypnięcie zawiasów zwróciło uwagę obsługi, lecz zanim ktokolwiek zareagował. Z otwartych drzwi rozbłysnęło silne światło i połknęło postawnego boga. Głośne zatrzaśnięcie  zakończyło przedstawienie. 

Benjamin wiedział gdzie się znajduje. Z zainteresowaniem rozejrzał się po małym domku Lutki. Białuszka opowiadała mu co nieco o tym, jak mieszkają wróżki, więc nie był zdziwiony, że musi poruszać się na kolanach. Jedno pomieszczenie było sypialnią, salonem i kuchnią. Spodziewał się błyskotek, a jedyne co znalazł to ogrom książek, kilka instrumentów muzycznych oraz wrzeciono. Schował do kieszeni pare przedmiotów, o które poprosiła Lutka i usiadł pod oknem. Miał czekać na zmrok, tak jak robiła to ukochana Larkina, gdy chciała się wymknąć na nocną schadzkę. Wróżka dała mu dokładne instrukcje, którędy i dokąd. Bóg miał zatem dość długą chwilę dla siebie i swoich myśli. Wyjął z kieszonki na piersi jeden ze zwojów matczynego sekretu, ale nie rozwinął go od razu. Przypomniał sobie liczne kłótnie z ojcem. Nie miał w nim ani oparcia, ani zrozumienia. Mama za to zawsze stała po jego stronie. Nawet jeśli ta strona była przeciwną do jej kochanego męża. Skoro miała jakiś sekret, Benjamin czuł, że powinien go uszanować. Przez sekundę gotów był zaniechać czytania. Niestety, ciekawość zwyciężyła. Rozwinął zwój, a w miarę jak kolejne słowa odbijały się w jego oczach, powieki otwierały się coraz szerzej. 

Więc to prawda! Miał brata. Bliźniaka! Pichton urodził się z ludzką krwią, przez co przekazanie mu mocy było zadaniem niemożliwym. Rodzice zdecydowali się okryć jego istnienie tajemnicą. Nikt poza bliska rodziną nie poznał Pichtona. Datowanie sekretu sugerowało, że matka powierzyła go dzień przed opuszczeniem Olimpu.  Najwyraźniej życie wśród lokalsów chciała zacząć bez ciężaru żałoby po synu. Mało tego! Wymiotła Pichtona również z pamięci ojca.

Benjamin zwinął rolkę i sięgnął po następną. Zamierzał zerwać ten plaster raz, przy jednym bólu. Tak się jednak nie stało, bowiem dosłyszał zza okna rozmowę dwóch wróżek. Gestorki we własnej osobie! Spieszyły się. Ich ekscytacja zaniepokoiła boga. Postanowił nie zwlekać. Zakradał się za trajkoczącymi wróżkami, pewny, że w gęstwinach zielonego raju nie dojrzy go żadna istota.


I jak? Podoba się wizyta u powiernika sekretów? Przyznać się: macie problemy z dochowaniem tajemnicy?

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    A cóż to się stało z “Sarniną”? Rano była na stronie głównej, a teraz nie ma. Amba zeżarła, czy diabeł przykrył ogonem? 🙂

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    O jest! Pojawia się i znika – żartownisia jedna 🙂

  3. Babeczka
    | Odpowiedz

    Teraz powinna być na stałe :-)))

  4. Babeczka
    | Odpowiedz

    Tak się brata domyślałam po cichu, ale za to szczegółów całości już nie. Nadal jesteś nieprzewidywalna :-)))

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dziekuje. Się staram😂.

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jeśli ktoś z czytających pracuje w urzędzie, to niech zapamięta kwestie Dejavu: “Nie żartować z formularz!”, “Kwitować i żegnać.”, “Nie reklamować!” 🙂 Skoro podziałało na “leśniczego z boskim rodowodem” :), to i przy zwykłym śmiertelniku się sprawdzi 🙂 A jeśli petent krzyknie “Dejavu”, to będzie wiadomo, że to bratnia dusza – wielbiciel/wielbicielka “Sarniny” 🙂 Scenka ze spowalnianiem serca świetna – taka ciut brrr… Postać Dejavu i jego sekretny biznes – świetnie wymyślone.
    Oj, Sówka, Sówka, gniew boga to nic w porównaniu z niebezpieczeństwem, które ci zagraża. A niby sowa jest symbolem mądrości. A ty, taka lekkomyślna. Ech, ma Benji z tym nimfami urwanie gwizdka, jak słowo daję. Kilka części wcześniej nafuczałam na Benjamina, żeby brał się do działania i widzę, że wziął sobie moje słowa do serca 🙂 I jak się do tego działania zabrał, to odchrząkuje co rusz i jest wszędzie, gdzie coś się dzieje, gdzie coś się dziać może, gdzie jest szansa na zdobycie informacji – trochę się boję, że przy łapaniu tylu srok za ogon może popełnić błąd, który będzie miał baaardzo nieprzyjemne konsekwencje. Ale zarazem wierzę w naszego leśnego boga i mam nadzieję, że uda mu się jakoś (cudem) to wszystko ogarnąć. Porwania nimf, rodzinne tajemnice, wspólną przeszłość z Soellą, intrygi wróżek, knucie Welesa. Oj, sporo tego. Tak sobie myślę o tym wymiataniu z pamięci – z jednej strony super rzecz, ale czy aby na pewno? Jesteśmy tacy a nie inni w dużej mierze dzięki naszym przeżyciom, doświadczeniom – dobrym i złym, radosnym i bolesnym. Wykasować z umysłu fakt istnienia brata, syna? Jak poczuje się Pichton, gdy kiedyś, w jakimś tam świecie, spotka się z tatą, z bratem bliźniakiem, i będzie dla nich kimś obcym?
    Jadzia! Czy Ty chcesz, żebym na zawał zeszła? Ja mam przez tydzień drżeć z niepokoju, że Gestorki namierzą Pinosia? I strach pomyśleć, co mu zrobią? A on, biedny, zaniepokojony ma przez tydzień tkwić w gęstwinie?
    Tak się zastanawiam nad rodzinnymi relacjami Pinoceja – konflikty z ojcem i bezwarunkowe wsparcie ze strony mamy – co się za tym kryje? Ot, czasem ojcowie tak mają, gdy syn nie spełnia ich oczekiwań, a matki instynktownie chronią swe dziecko, czy też jest tu drugie dno? Dlaczego Pichton urodził się z ludzką krwią?
    Taaa… w którą stronę by w “Sarninie” nie poszedł, to można główkować, dywagować, tworzyć hipotezy, snuć wizje czarowne bądź koszmarne… taaa… lubię takie opowieści 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Przeżyłaś wzwód Krzysia w trzech aktach, to i namierzanie Gestorek przeżyjesz 😀

      • J.Gibson
        |

        No właśnie lecę czytać o wzwodzie Krzysia, bo aż mnie telepie z ciekawości 😉

      • T
        Tony Porter
        |

        Rozkosze cielesne, nawet i trzytygodniowe, są zdecydowanie łatwiejsze do zniesienia niż tydzień siedzenia w gęstwinie 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Hahahahaha no Dejavu wzorowałam właśnie na takim bezdusznym urzędniku, który nie widzi petenta tylko formularze, formularze i druki.Pamiętam jak ostatni raz mnie pani w US obsługiwała 😀
      “To zaokrąglić, tu data, a tu podpis. Nastepny proszę” I mnie odgania od stanowska jak muchę. Także… No niech ta panie wie, że jest wzorem dla istoty Dejavu.
      Ostatnio interesuję się życiem po życiu, ale nie takim duchowym tylko fizy….kowym? bo nie fizycznym. Życiu bez ciała, jako sama energia i podobno to jest możliwe . Mój Zygmmunt tak cos przebakiwał o tym życiu po śmierci, a ja mu na to, że mi to wystarczy, że do śmierci i niech se szuka innej naiwnej na życie pozagrobowe, bo ja już mam go dość. Ale on twierdzi, że ja się zdziwię, bo coś tam na YT ogląda jakis mądrych panów naukowców kwantowych czy jakos tak, a oni wiedzą wszystko, nawet wieksze wszystko Dalej Lama… i ja w końcu kazałam mu włączyć to jutubowe tworzywo, że ja tez chcę zobaczyć …. Faktycznie, panowie mówią z sensem i argumentami. No to ja rece zacieram i mówię: Zygmunt! Zmieniłam zdanie! jak umrę, pierwsza, to tak cie bede prześladować swoją enmergią, że w Boga uwierzysz! Więc tak jakby… NO nie wiem. Oraz, że cie nie opuszczę NAWET po śmierci – powinno być w przysiedze, skoro wierzymy w życie w Niebie/piekle (właściwe wybrać). choć mi się wydaje, że piekło ta ja mam właśnie teraz.
      Tony, aż się boje odpisać, bo dziś w nocy strasznie nad Sarninką dumałam i nie chciałabym zdradzić zbyt wiele, ale…obawiam się, że Benjamin padnie ofiarą sexu grupowego 😀 podczas którego podejmie męska decyzję. I już przestanie łapać sroczki za ogonki if you know what i mean 😉
      NIestety nie wyjasnię wszystkich zagadek. Tych związanych z rodzina Pinosia nie planuję nawet rozwijać, bo rozpisałam je na ok 7 części i to takich bez sexu, to wiesz… Nudnych, hahahaha Dopiszę je sobie w wolnej chwili, i jako wersję rozszerzoną umieszczę może na Wattpadzie, albo u siebie. Pasi?

  6. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Wiele się w urzędach zmieniło – na dobre – ale niektórym wciąż się wydaje, że ludzie są dla urzędu, a nie urząd dla ludzi.
    Widzisz, jak bardzo Zygmunt Cię kocha? Chce być z Tobą na wieczną wieczność, w dowolnej postaci 🙂 Nawet jako energia 🙂 Słusznie, powinni zmienić formułę przysięgi małżeńskiej.
    O matko! Seks grupowy?! Mam nadzieję, że nie w krzakach, tylko bardziej komfortowo 🙂 Chociaż, jak te wróżkowe chatki takie małe, to może i lepiej w gęstwinie 🙂 Czyżby Benji docenił seks z miłości? I zrozumiał, że to zupełnie insza inszość?
    Brak hot-scenek bynajmniej mnie do lektury nie zniechęca i nie ma opcji, żeby Twoja twórczość była nudna. Pasi jak najbardziej – chętnie o rodzinie Pinosia poczytam.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Warunki będą raczej niełóżkowe😂 i w zestawieniu cztery na jednegob tak ze tego… Kombinuję tę scenę orgietkową, bo nie za bardzo wiem jak się za to zabrać, ale research robie😈😈😈
      Aż się Zygmunt dziwi jak sprawdza historię przeglądarki😂😂😂

      • T
        Tony Porter
        |

        Wierzę w Ciebie 🙂 he, he, jak to brzmi, i w naszego boskiego leśniczego, że dacie radę z tą orgietką 🙂 Ja “znam się” tylko na trójkącikach, więc nic Ci nie doradzę 🙂 Zygmunt Zygmuntem, ale strach pomyśleć jakie maile zaczną do Ciebie przychodzić, jakież oferty, jakież propozycje 🙂 Ja się mocno zastanawiam, jakie strony odwiedzałam w tym tygodniu, bo dostałam 2 maile z Sexshop112 – pierwszy o erotycznej bieliźnie, a drugi pt. “Jesień pełna przyjemności” 🙂 I chyba nie o zbieranie kasztanów chodzi 🙂

  7. G
    Gedeon
    | Odpowiedz

    O ku**a! Jak ty wymyślasz takie historie? Dejavu? W życiu bym na to nie wpadł

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No widzisz! A ja wpadłam😂

  8. L
    Loyalny Yolek
    | Odpowiedz

    Okej, akcja ze spowalnianiem uderzen serca niezla. Powierzanie sekretow w formie zwojow przydaloby sie w prawdziwym zyciu.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dziękuję. Niektórym faktycznie, by się przydała

  9. J
    J.A.
    | Odpowiedz

    podejrzewalam ze z tym bratem to wlasnie tak bedzie.a w odpowiedzi na pytanie: nie potrzebuje nikogo do pomocy by utrzymac tajemnice.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Podejrzewałaś? No prosze! Tony ma konkurencję! Ha! Gratuluję silnej woli w trzymaniu tajemnic.

Napisz nam też coś :-)