Sarnina (XIII)

with 15 komentarzy

Sarnina (XIII)

  1. z pogranicza baśni i fantazjii Sarnina to darmowe opowiadanie fantasy, które piszę specjalnie dla was! Tajemnica goni tajemnicę, a w tym wszystkim zwierzęce pożądanie Pinoceja - boga Nowego Olimpu, który dostał etat ziemski jako leśniczy. Ma wielu przyjaciół i wiele kochanek. Można go nazwać porywczym i brutalnym , ale... Co kto lubi drogie panie!

Miłego czytania!

Wasza Jadzia

Sarnina

J.Gibson

korekta i wdzięki: T.P.

część trzynasta

Gestorki spotkały się z ćmokształtnym posłańcem na dziedzińcu głównym, co Benjamin obserwował z ukrycia. Był za daleko, by cokolwiek dosłyszeć. Nie wątpił jednak, że przyniesiona wiadomość dotyczyła sukcesu łowieckiego. 

Kłusownik nie był domorosłym myśliwym, znał się na rzeczy. Zapewne już dopadł Sówkę, która nieświadomie zrobiła z siebie przynętę. Jeszcze dziś zostanie dostarczona wróżkom. Wystarczyło tylko poczekać do zmroku, a temu nie spieszyło się z przykryciem świata ciemnością.

Bóg, najdyskretniej jak mógł, udał się na miejsce, w którym Lutka była świadkiem ostatniej wymiany tajemniczego worka na strzały. Wybrał odpowiednią kryjówkę i czekał w gęstych zaroślach na obrzeżach wróżbiarskiego miasteczka. Krajobraz piękny, zapierający dech w piersi, znał z opowieści ogrów. Klimat niemalże tropikalny sprzyjał bujnej roślinności i Benjamin żałował tylko, że nie ma wśród drzew jego iglastych przyjaciółek. Myśli zmieniły tor. Skierowały się w stronę Pichtona. Bóg na siłę próbował wykrzesać z siebie jakieś braterskie uczucia, ale jest to niemożliwe w stosunku do obcej istoty. Jedyne co mu doskwierało to świadomość, że zabił brata. I to w imię czego? Dla Soelli? Kimże jest ta kobieta, skoro zapłacił za nią tak wysoką cenę?! - Irytował się coraz bardziej. Sięgnął po następny zwój z sekretem. Grubość rolki świadczyła o dość długiej lekturze, ale Benjamin miał na to czas. W miarę jak czytał, coraz bardziej odczuwał ból w piersi. Słowa matki trafiały wprost do jego serca i otwierały zakamarki, w których nieświadomie skrywał strzępy pamięci emocjonalnej. W cierpieniu psychicznym powoli odradzały się wspomnienia. 

 Pinocej widział się z matką wielokrotnie w czasie pomieszkiwania z Soellą w górskiej kryjówce. To on poinformował ją o śmierci Pichtona. Przepraszał na kolanach, prosił o wybaczenie, podczas gdy ona w milczeniu przyswajała utratę syna. Matka nie obwiniała go. "Wszystko przez tę skundloną!" - odczytał ze zwoju. Zdecydowanie chodziło o Sarninkę. To, co kryło się w dalszej części sekretu, kompletnie wytrąciło Benjamina z równowagi. On sam prosił matkę, by ulżyć jego cierpieniu! Nie mógł pogodzić się z faktem zabicia brata, tak jak i ona z utratą syna. Obiecała, że zrobi wszystko dla jedynego dziecka jakie jej pozostało. Zaproponowała usunięcie Pichtona ze wspomnień Pinoceja, na co otrzymała zgodę. Gdy doszło do kolejnego spotkania, matka z pomocą Morfeliny dopięła swego. Starła z pamięci również znienawidzoną Soellę. Po tym wydarzeniu Benjamin wrócił do Goddemi jak gdyby nigdy nic.

Jak mogłaś! – syknął pod nosem.

Matka twierdziła, że wszystkiemu jest winna Sarninka. Rodzice szukali jej latami, gdyż zgodnie z wizją Mojry, mogła uczynić ich czerwonokrwistego syna bogiem. Zaloty Pichtona zostały jednak odrzucone przez opiekunkę dziewczyny. Desperacja pchnęła go do porwania blondwłosej wybawczyni, a w tym przeszkodził Pinocej. 

Trzeba było uszanować wolę matki i zostawić w spokoju jej sekrety – burknął cicho. 

Obwinianie Soe nie ma sensu – pomyślał. – Ale jeśli ta dziewczyna to chodzące nieszczęście… Przecież nimfy zaczęły ginąć jak tylko pojawiła się w pobliżu! Stracił przez nią brata! Benjamin wiedział, że to już zbyt wiele. Nie był gotowy poświęcić dla niej więcej. 

Nagle zwierzęcy instynkt obudził się do życia. Niedźwiedziowaty wyczuł niebezpieczeństwo, ale gdzie? Skąd? Echo niosło złowrogie krakanie, a wraz z nim zmrok postępował.  Wróżki pojawiły się na horyzoncie i bezszelestnie frunęły w kierunku Benjamina. Przez chwilę miał wrażenie, że jedna z nich go dostrzegła, więc napiął mięśnie w bojowej gotowości. Przeleciały obok niego ze wzrokiem utkwionym gdzieś w dal. Jedna obok drugiej, ramię w ramię wszystkie Gestorki, sztuk pięć. Po chwili wracały tą samą drogą, lecz tym razem unosiły ze sobą worek. Benjamin był pewny, że w środku znajdowała się nimfa. Wyczuł jej obecność, a wrażliwe ucho dosłyszało znany rytm serca. Żyła! 

Bóg odczekał kilka sekund i ruszył za wróżkami, zanim zniknęły na horyzoncie. Zatrzymały się przed budynkiem przypominającym ruiny świątyni, czarami otworzyły worek i uniosły z niego nieprzytomną Sówkę.  Jedna z Gestorek wyciągnęła strzałę z uda nimfy, po czym zneutralizowała działanie czarnego kwarcu szeptanym zaklęciem. Potem wszystkie weszły do środka, krocząc jak po wybiegu.

Korzystając z ciemności nocy, Benjamin zakradł się na pierwsze schody świątyni. Chwilę nasłuchiwał, czy nikt nie idzie w jego stronę, po czym pewnym krokiem skierował się do wejścia.

Wiesz, że ich nie oddamy, prawda? – śpiewny głos Gestorki zatrzymał boga w miejscu. Wróżka pomachała ważkowatymi skrzydłami, których drobne żyłki rozświetliły wejście neonową poświatą. – My się już poznaliśmy. – Podeszła do Benjamina i flirtującym spojrzeniem świdrowała go na wskroś. Nie odstraszyły jej niedźwiedzie pazury. Gładziła policzek gościa jakby chciała go uwieść.

Sterka! – wychrypiał przez zęby.

Brawo! – roześmiała się figlarnie. – Wiedziałam, że w końcu się tu pojawisz. Masz ochotę posmakować tego? – Wyciągnęła szyję, eksponując tętnicę.

Bóg przycisnął ją do ściany swoim ciałem i złapał za gardło. Palce nie do końca ludzkie, ale coraz mniej niedźwiedzie, wbijały pazury w delikatną skórę wróżki. 

Może powinniśmy przenieść się do mojej sypialni? – zaproponowała z uśmiechem.

Zabiję cię! – szepnął agresywnie, a gdy wypowiadał tę groźbę zwierzęce kły błysnęły w neonowym świetle skrzydeł.

Wróżka nie wyglądała na wystraszoną. Cmoknęła z dezaprobatą kilka razy.

Dobrze wiem, że tego nie zrobisz. Może i jesteś porywczy, ale nie głupi. 

Miała rację. Nie zamierzał dokonywać egzekucji na jednej wróżce skoro winne były wszystkie Gestorki. Zresztą, Sterka zdążyłaby zaalarmować pozostałe. A może nie? Benjamin przymierzył zębiska do gardła ofiary. Być może zdążyłby rozszarpać krtań, zanim wyda ostatni krzyk. Pociągnął nosem, a potem zrobił głęboki wdech. W zapachu wróżki wyczuł coś nowego. Przyjrzał się jej uśmiechniętej twarzy, lecz nie dał się nabrać.

Boisz się mnie – oznajmił z satysfakcją. – Sterka, no co ty? Marnego bożyny się boisz? –  zakpił, ale zaraz spoważniał. – Co z nimi robicie?

Nic. Są tu wszystkie cztery. Cały czas gryzą i drapią – szepnęła.

Łżesz!

Mina wróżki zrzedła, gdy zakrył jej usta. Chwycił prawe skrzydło u nasady i przekręcił nim jak kluczem w zamku. Głuche trzaśnięcie echo niosło ciemnym korytarzem tylko przez chwilę. Krzyk Sterki również nie dotarł do uszu Gestorek, które w podziemiach świątyni realizowały swoje zadania. 

Żyją tylko dwie. Myślałaś, że o tym nie wiem?  Pomożesz mi je stąd zabrać.

Wróżka przecząco pokręciła głową, na co Benjamin zareagował złamaniem lewego skrzydła. Choć krzyk wyrywał się z jej piersi to dłoń boga tłumiła go silnym naciskiem na usta.

Spróbujmy raz jeszcze, Sterka. Pomożesz mi zabrać stąd nimfy?

Niestety, odpowiedź znów była przecząca. Tym razem do uszu Benjamina doszły krzyki Sówki. Oczy zapłonęły mu gniewem. Złapał za skrzydła luźno wiszące wzdłuż pleców wróżki i lekko odwiódł je na bok. Sterka szarpała się. Płakała, a z jej oczu biło przerażenie. 

Zwykłe złamanie można nastawić, ale nie słyszałem, by którejkolwiek z was odrosły urwane skrzydła.

Sterka próbowała bronić się magią, lecz ból skutecznie osłabiał jej moce. Jedyne co wykrzesała, to kilka iskier z zagłębienia dłoni. Potrzebowała uwolnić usta, by rzucić zaklęcie po wizardyjsku. Kiedy Benjamin znów złożył propozycję, przytaknęła.

-– W końcu – uśmiechnął się z satysfakcją i oddał wróżce jej przestrzeń osobistą. – Jak możemy wyprowadzić stąd nimfy?

Sterka nie myślała odpowiedzieć. Odepchnęła Benjamina, wyciągnęła w jego kierunku palec czarujący jednocześnie wypowiadając zaklęcie. Bóg uniknął światła czaru. Przeszedł do kontrataku od razu. Rzucił wróżkę na ziemię i unieruchomił jej dłonie nad głową. 

Wiem czego zazdrościsz Białuszce. Mogę ci to dać – szeptał wprost w jej usta, muskając przy tym wargi. Flirtował z nią, bo tak właśnie wróżki omamiały swoje ofiary.– Wystarczy, że przejdziesz na moją stronę – kusił.

Z oczu Sterki zniknął gniew. Stała się kłębkiem emocji pokrewnych nadziei i zaskoczeniu. Benjamin obserwował tę wewnętrzną bitwę, a gdy widział, że przegrywa, pocałował czule. Nie chciał jej odbierać życia, ale nie mógł też puścić jej wolno.

Jesteś ze mną czy przeciwko mnie? – zapytał spokojnie.

Wróżka wahała się. Z wyrazu jej twarzy odczytał, że nie zamierza przystać na propozycję. Gdy otworzyła usta, nie padła odpowiedź tylko wizardyjskie słowo – początek inkantacji. Chciała rzucić czar! Cierpliwość Benjamina osiągnęła swój limit. Nachylił się raz jeszcze, by ją pocałować i choć po chwili pocałunek odwzajemniała, to szybko jej przyjemność zmieniła się w agonię. Próbowała odepchnąć boga, który przywarł ustami do jej własnych. Szarpała się. Po delikatnej brodzie pociekła krew, a gdy Benjamin odsunął się od niej zaczęła charczeć i bulgotać. Gdy usiadła krew obficie zalała jej brodę oraz szyję. Była przerażona. Tymczasem bóg wypluł jej język gdzieś pod nogi. Kiedy otarł usta rękawem, złapał ją za włosy i postawił do pionu. 

Sprawdźmy ile jesteś warta dla swych sióstr! – warknął, po czym popchnął ją w głąb korytarza.


Dobra! Teraz to już chyba wiecie jak to się potoczy... Prawda? Czekam na wasze prorocze komentarze. Która z was będzie bliżej prawdy?

P.S.

Zgadnijcie, którego mojego tytułu dotyczą te słowa:

"Jaga Gibson to mistrzyni humoru, napięcia i zwrotów akcji z jednej strony, a trzymania opowieści w ryzach z drugiej. Bohaterów kreśli wyraźnie i autentycznie w znacznym stopniu poprzez ich język, zachowania i relacje, w które wchodzą, nie przez opisy. Dwie główne postaci (...) budzą sympatię, współczucie, wzruszenie. Czytelnik czeka, by się w końcu zeszły ze sobą, a jednocześnie cały czas zastanawia się nad tym, co on planuje, a co ona wymyśli. Postaci drugoplanowe są skreślone sprawnie, barwnie i budzą emocje. Autorka operuje językiem żywym, wyjętym wraz z bohaterami z miejsc, w których osadza fabułę."

A tu można przeczytać pełną recenzję mojego debiutu:
KOBIETĄ BYĆ

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. D
    Domi
    | Odpowiedz

    A ja nadal się nie domyślam i nie zamierzam 😁 Lubię niespodzianki.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      To za tydzień bedziesz miała zaskoczenie😈

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Podobała mi się scena ataku Benjamina na wróżkę. Nawet bardzo. Może napisz kiedyś ociekający krwią kryminał? Z jakimś mega mrocznym bohaterem?🤔 Co Ty na to, Jadzia?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Jeden już mam… Znaczy scenę brutalną mam już napisaną, fabuła rozpisana. Atmosfera klimatu opętania i miłości nie do opętanej tylko do “ducha”, który w nią wszedł. Zazdrość takiej duszy jest silnym motorem do teggo by polala sie krew… Ale…. Zobaczymy… Nie wiem czy na motylach są fanki horrorów…

  3. M
    Marta Kaźmierczak
    | Odpowiedz

    Uwielbiam baśnie, bajki, legendy…
    Jeszcze jak jest w nich dobry humor, romans i są krwawe to nie powstydziłyby samych braci Grimm i Tima Burtona razem wziętych 🙂
    Bardzo mi się podoba Sarninka i chcę więcej …
    Dlatego też ustawiam powiadomienia o kolejnych Twoich wpisach Jadziu.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Bardzo mi miło :* Wiecej juz w środę, mam nadzieję, że w każdą środę do grudnia. Cieszę się bardzo, że bedziesz up to date!

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jadzia, za “ściągnięcie” Rebel z powrotem, to Ci się medal należy! 🙂 Ale myślę, że wolałabyś jakieś bardziej przydatne dowody uznania, więc zdubluję pamiątki z Portugalii – wino, ginja, sardynki, azulejos – czekaj na przesyłkę 🙂
    Oooo! Mocny rozdział! Mocny! Benji, jak już wylazł z gęstwiny, to pokazał, że sroce spod ogona nie wypadł i potrafi zawalczyć o swoje. I że zdecydowanie nie jest milusim misiem. O nie! Pytanie tylko, czy da sobie radę z wróżkami w większej ilości? Z jedną sobie poradził bez problemu, ale czy uda mi się wykiwać pozostałe? Kolejny tydzień nerwów – albo Benji siedzi w krzakach, albo włazi w paszczę wroga. I obawiam się, że już do końca będziesz nam serwować taką jazdę bez trzymanki 🙂 No i dobrze, rączki zacieram 🙂
    Nie ma już wątpliwości, że mama Pinoceja nie darzyła potencjalnej synowej ciepłym uczuciem – nazywanie Soelli “skundloną” jest bardzo wymowne. To o tyle dziwne, że dla Pichtona jej chciała i skundlenie (cokolwiek ono w tym wypadku oznacza) wcale jej nie przeszkadzało. Liczyło się to, że Soella mogła uczynić go bogiem. Ciekawe, jak niby miała to uczynić. I ciekawe, dlaczego Pinocej przeszkodził bratu w porwaniu dziewczyny. Hmmm… Dziwne, bardzo dziwne.
    No proszę, Pinocej sam prosił o usunięcie brata z jego wspomnień. Tego się po nim nie spodziewałam. Rozumiem, że miał potworne wyrzuty sumienia, ale żeby wykasować brata ot tak? No cóż, widocznie sobie z tym nie radził. A mamusia skorzystała z okazji i za jednym zamachem pozbyła się i Soelli. Nieładnie. Ale zapewne była przekonana, że robi to dla dobra syna. Tylko, czy aby na pewno? A może chciała się po prostu zemścić na Soelli za śmierć Pichtona? Obarczyła dziewczynę winą Pinoceja, bo kogoś obwinić musiała, a drugiego syna stracić nie mogła. Więc huzia na Soellę i załatwione. Ojojoj, co też ci bogowie wyrabiają.
    I co ta nasza Jadzia wypisuje? Istne cudeńka 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ja nie wiem jak to zrobiłam z Rebel, ale się ściągnęła 😉 Z Portugalii to mi przywieź Portugalczyka, takiego co wiesz…. od razu mnie ozdrowieje hahahahaha.
      A no mocny! Zobaczysz, moja droga, jeszcze zobaczysz, co wróżki potrafią. Matka, jak to matka: Zawsze za dzieckiem. Dla Pichtona chciała, bo to jej syn i chciała, żeby miał siły równe bratu, lub wieksze. Dlaczego Pinocej przeszkodził? Został o to poproszony, najwyraźniej nie wiedział przed kim ma bronic dziewczynę 😉 Zauważ, że był zaskoczony widokiem brata “Tylko nie on!”. Niekiedy nie potrafimy sobie wybaczyć, utrata niektórych wspomnień byłaby ciekawą opcją, nie sądzisz? A skoro synek chciał… to mamusia skorzystała…Dziękuję, do cudeniek mi jeszcze daleko, ale cudeńka to robi T.P., żeby się czytelnikom Sarninka ładnie czytała. Pokłony i naręcze kwiatów. I Portugalczyk z wdziękiem po kolana 😉

      • T
        Tony Porter
        |

        Jak na razie, to koczuję na lotnisku w Lizbonie – pół godziny opóźnienia 🙁 Tak więc, na Portugalczyka musisz trochę poczekać 🙂 Mocno ciekawe jest kto poprosił Pinoceja o robienie za ochroniarza Soelli. Owszem, sama chętnie bym parę rzeczy. .. osób usunęła ze swej pamięci, ale czy to wyszło by mi na dobre? Ha, ha, aż tak obdarzony urokiem to niech lepiej Portugalczyk nie będzie 🙂 Obawiam się, że wróżki zdolne są do wszystkiego najgorszego, więc niech moc będzie z Pinocejem!

      • J.Gibson
        |

        Zdolnosci wrozek ekhm… No nie będę zdradzała, choć mnie kusi.

      • T
        Tony Porter
        |

        Ne zdradzaj, nie zdradzaj – lubię czytelniczy dreszczyk oczekiwania 🙂 Mocno się zastanawiam, co te france… wróżki znaczy się, robią z nimfami. Nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby Pinocej i jego sprzymierzeńcy pogonili wróżki aż by się kurzyło. Ogry na pewno byłyby z tego zadowolone. Nie ma na te wróżkowe wredoty mocnych? Zdaje się, że jedynym sposobem byłoby powyrywanie skrzydeł u samej d… i poucinanie języków… hmmm…. owszem, jest to dość drastyczne, ale hmmm… i skuteczne 🙂

  5. D
    Dirty Harry (not Potter)
    | Odpowiedz

    NOPE!
    Gibson! Niebezpiecznie horrorem wieje. Zgaduję, że teraz pora na wymianę obdartej z języka wróżki na nimfy. Chciałbym jeszcze przypomnieć, że miałaś wpaść do mojej pracy. Czekamy z chłopakami. Wybacz, ale po przeczytaniu recenzji z linka, wiem że to nie dla mnie. Nie ten gatunek. Wolę Sarninkę. To twój pojedynczy epizod z fantastyką, czy planujesz więcej?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Harry, nie pojedyńczy, ale na kolejne opowiadanie z serii Jagi senne mary będziesz musiał odrobinę poczekać. W Sarnince wspominałam, że Benji przyniósł pozdrowienia Białuszce od króla gór. Nie bez powodu go wspomniałam. Coel, wladca gor jest bohaterem opowiadania, które już napisalam kilka lat temu i czeka na przeredagowanie. Byc moze zajme sie nim jeszcze w tym roku, ale nie obiecuję publikacji rychło w czasie.
      Po Sarnince leci Rany Julek! 2
      A on jest bardziej w humorze i osadzony tu i teraz. Jesli Ale klapa! nie przypadła ci do gustu, to Rany Julek prawdopodobnie też nie, niestety. Najlepiej jeśli sam się przekonasz, bo historia Julka jest dostepna za free na motylach. Możesz też rozejrzeć się po onnych opowiadaniach fantasy. Babeczka ma swietne w swoim wachlarzu. Polecam Wyklętego.

      • D
        Dirty Harry (not Potter)
        |

        Z tej serii co okładkę ci zjechaliśmy na forum? Pomysły masz Gibson świetne, ale ta okładka to taka z marniejszych moim zdaniem. Manon nie proponował ci swoich usług?

      • J.Gibson
        |

        Tak. Wycenę dał mi ciekawą😂😂😂 kup Ale klapa! to na pierwszą ratę dla Manona będę miała😂😂😂
        A druga sprawa, że on bardziej tak rysunkowo robi, a ja wolę jednak jak jest to zdjecie jak zdjecie, ewentualnie z efektami. Z Manonem inna współpraca będzie. Komiks będzie. Sarninka w komiksie.

Napisz nam też coś :-)